5 mitów o odstawianiu od piersi

5 mitów o odstawianiu od piersi

Czasem wydaje mi się, że moja działalność online w dużej mierze opiera się na obalaniu mitów – o śnie dziecka, jego rozwoju czy żywieniu. Wzięłam więc na tapet 5 nieprawdziwych przekonań, z którymi spotykam się w kontekście odstawiania dziecka od piersi

Mit numer 1. Dziecko zacznie przesypiać noce, kiedy odstawisz je od piersi

Prawnicy na wiele pytań odpowiadają to zależy. Podobnie odpowie każdy sensowny psycholog czy promotorka karmienia piersi zapytana “Czy moje dziecko po odstawieniu zacznie przesypiać noce?”.

Najłatwiej powiedzieć, że dzieci dzielą się na trzy grupy. Pierwsza po odstawieniu od piersi praktycznie od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczyna przesypiać całe noce. Druga grupa dzieci to dzieci, które po odstawieniu od piersi w ciągu kilku lub kilkunastu kolejnych tygodni coraz rzadziej się wybudzają. Natomiast grupa numer trzy to dzieci, które odstawione od piersi budzą się dokładnie tak samo często, jak kiedyś się budziły. Natomiast to, co się zmienia, to utrata jedno z łatwiejszych narzędzi do usypiania, czyli nakarmienia do snu. 

Nie da się z góry przewidzieć, w której grupie będzie Twoje dziecko. Rozumiem, że potrzebujemy prostych odpowiedzi. Ale w rozwoju małych dzieci prostych odpowiedzi często brakuje, bo rezultat naszych interwencji zależy od mnóstwa zmiennych, na które nie mamy wpływu. Od czego zależy, czy zakończenie karmienia wpłynie na wzorzec snu dziecka? Na przykład od jego wieku, temperamentu czy stanu zdrowia. 

Jeśli dziecko zbliżają się drugich urodzin, szansa, że po odstawieniu od piersi zacznie przesypiać noce rośnie. Brakuje takich badań, ale (uwaga, dowód anegdotyczny!) moje obserwacje wskazują, że w przypadku maluchów młodszych niż 15 miesięcy to zdarza się jednak dosyć rzadko. 

Warto też pamiętać, że odstawienie karmień nocnych nie jest lekarstwem ani na bardziej wymagający temperament, ani na stres przeżywany przez dziecko, ani na lęk separacyjny, ani tym bardziej na problemy zdrowotne. Odstawienie od piersi nie wyleczy dziecka z alergii pokarmowej, zaburzeń oddychania w trakcie snu ani choroby refluksowej. 

Siedem rzeczy, które warto zrobić w kontekście poprawy snu dziecka ZANIM odstawi się je od piersi, opisałam w tym artykule (KLIK!).

Mit numer 2. Odstawienie dziecka od piersi ułatwia mu adaptację do żłobka.

“Bo dzieci karmione piersią płaczą za piersią”. Uwielbiam te stwierdzenia niemające zbyt wiele związku choćby ze zdrowym rozsądkiem! 

W Polsce mamy aktualnie roczny urlop macierzyński. Z tego powodu większość dzieci rozpoczynających przygodę ze żłobkiem ma ponad rok. Ze statystyk wynika, że w naszym kraju piersią jest karmione około 17% dzieci w wieku 12 miesięcy [1]. Ile starszych niż rok jest jeszcze na piersi? Nie wiadomo, na pewno mniej. Za czym więc płacze te pozostałe 83% dzieci w trakcie adaptacji? Bo już wiemy, że nie za piersią, skoro nie są nią karmione! 

W skrócie: przebieg adaptacji nie ma związku ze sposobem karmienia. 

Nie bierz sobie do serca takich „zaleceń”

Oczywiście, mama ma prawo odstawić dziecko przed jego pójściem do żłobka, ale to nie jest wymogiem. Ogromnym nadużyciem jest sugerowanie rodzicom, że zakończenie karmienia ułatwi mu adaptację do placówki. Jestem przekonana, że jest wręcz przeciwnie. Bardzo często to, że dziecko nadal jeszcze jest karmione ułatwia mu zaadaptowanie się do nowych warunków. Daje poczucie bezpieczeństwa i przynosi korzyści dla układu odpornościowego [2].

Rozwijam ten temat, także w kontekście usypianie przy piersi vs drzemki w żłobku w poniższych tekstach: Jak (nie) przygotowywać dziecka do żłobka? (KLIK!) oraz Czy muszę nauczyć dziecko samodzielnego zasypiania? (KLIK!).

Mit numer 3. Odstawiając dziecko od piersi, musisz wprowadzić butelkę z mlekiem modyfikowanym. 

To przekonanie spędza sen z powiek bardzo wielu mamom, których dzieci nie akceptują żadnej butelki ze smoczkiem ani smaku mleka modyfikowanego.

Jeżeli odstawiamy od piersi dziecko, które ma mniej niż rok, to faktycznie konieczne będzie wprowadzenie mleka modyfikowanego – choć niekoniecznie do picia (bo na przykład w kaszce). Ilość i formę podania mleka modyfikowanego należy skonsultować wówczas z pediatrą.

U niemowląt między 6 a 12 miesiącem życia wprowadzanie butelki ze smoczkiem często nie będzie potrzebne, ponieważ zgodnie z zaleceniami butelka powinna zostać odstawiona do pierwszych urodzin [3]. W okresie rozszerzania diety można mleko modyfikowane podawać z kubka niekapka, kubka otwartego oraz bidonu ze słomką albo jako składnik posiłków stałych. Nie zawsze trzeba się upierać przy butelce ze smoczkiem.

Przy odstawianiu od piersi zdrowego dziecka starszego niż roczne nie ma potrzeby wprowadzania mleka modyfikowanego. Wystarczy spojrzeć na rekomendacje:

Preparaty mleka typu „junior” nie są produktami rekomendowanymi dzieciom <1. r.ż. Wg producentów mają zastosowanie u dzieci w 1.-3. r.ż. Jednak według aktualnego (2013) stanowiska EFSA nie są niezbędne do prawidłowego żywienia w tej grupie wiekowej i nie mają przewagi nad innymi produktami zawartymi w normalnej diecie spełniającej podstawowe wymagania żywieniowe małych dzieci [3]

Wiem, że liczne reklamy przekonują nas, że jest inaczej, ale eksperci zajmujący się żywieniem zdrowych dzieci mówią wprost: mleko modyfikowane nie ma żadnej przewagi nad normalną, zbilansowaną dietą. Dziecko, które zostało odstawione od piersi, ale ma więcej niż rok i nie ma alergii na białka mleka krowiego, będzie otrzymywać wapń z produktów mlecznych, a witaminy i minerały z warzyw, owoców, mięsa, ryb itd. Jeśli maluch nie może jeść białka mleka krowiego, można przy udziale dietetyka zbilansować dietę bogatą w wapń z produktów roślinnych. U dzieci ponadrocznych wprowadzenie mleka modyfikowanego jest zasadne wyłącznie w przypadku licznych alergii pokarmowych utrudniających prowadzenie zbilansowanej diety.

 
Mit numer 4. To mama musi postawić granicę i zdecydować o zakończeniu karmienia piersią

Znane także jako: “Dziecko samo nigdy się nie odstawi”.

Taaa. I pójdzie z piersią mamy na studniówkę.

Źródła tego mitu tkwią w kilku przekonaniach.

Po pierwsze: w założeniu, że wszystkie matki karmiące piersią poświęcają się dla dziecka i przekraczają swoje granice i żeby zachować jednak zdrowie psychiczne powinny w pewnym momencie powiedzieć mu stop, inaczej zatracą siebie, a dziecko wejdzie im na głowę. Bzdura. Jest wiele kobiet, które karmią bez problemu i bez wysiłku, karmienie nie narusza żadnych ich granic osobistych, a jeśli coś w karmieniu chciałyby zmienić, to robią to z dzieckiem na bieżąco.

Po drugie, nie ma żadnych dowodów na to, żeby długie karmienie piersią miało negatywny wpływ na zdrowie i rozwój dzieci [4]. Wielu chciało to udowodnić, póki co nikomu się nie udało.

Po trzecie, mit ten jest przykładem naszego kulturowego braku zaufania do dziecka i wiary w jego rozwój. Bardzo powoli idzie nam ze zrozumieniem, że nie trzeba dziecka sadzać i obkładać poduszkami, żeby nauczyło się siedzieć. Że nie trzeba prowadzić na ręczniku pod pachami, żeby nauczyło się chodzić. I tak samo nie trzeba odstawiać od piersi, żeby przestało kiedyś z niej pić.

Dzieci same odstawiają się od piersi, tylko zdarza się to w naszej kulturze stosunkowo rzadko, ponieważ samoodstawienie następuje zazwyczaj później niż większość kobiet chciałoby karmić. I daleka jestem od osądzania kogokolwiek. Sama odstawiłam dziecko od piersi zanim samodzielnie z niej zrezygnowało. Nie oznacza to jednak, że samoodstawienie nie istnieje. Istnieje. Samoodstawienie to w przeciwieństwie do strajku laktacyjnego zwykle powolny proces, w którym dziecko bez żadnych sugestii czy zachęt zgłasza się do karmienia coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu matka orientuje się, że ostatnio karmiła kilka dni temu. 

Więcej na temat samoodstawienia pisałam tutaj (KLIK!).

Mit numer 5. Najlepiej odstawić dziecko raz a porządnie – na przykład wyjeżdżając bez dziecka na weekend

Bywam pytana, co sądzę o wyjazdach, bandażowanie piersi albo smarowanie ich niejadalnymi substancjami jako o strategiach na zakończenie karmienia. Nadal wielu osobom, także profesjonalistom, wydaje się, że całkowite odstawienie wszystkich karmień w ciągu jednego dnia jest dla dziecka najlepsze i najłatwiejsze. Tymczasem łagodne i stopniowe eliminowanie karmień ma więcej zalet dla dziecka i mamy niż nagłe przejście od karmienia na żądanie do punktu zero. 

Po pierwsze, jeśli odstawiamy dziecko powoli, ma ono czas na zaadaptowanie się do nowej sytuacji. Nie można myśleć o mleku kobiecym tylko jak o pokarmie. Kiedy ktoś powie “proszę temu dziecku natychmiast odstawić banany”, możemy to zrobić. Ale karmienie piersią to nie banany. Poza byciem strategią na zaspokajanie głodu i pragnienia karmienie piersią jest dla dziecka źródłem poczucia bezpieczeństwa, elementem rytuału, naturalnym sposobem regulacji emocji, źródłem stymulacji jamy ustnej. Nagłe zabranie tego sposobu na zaspokojenie wielu potrzeb może być dla niektórych dzieci bardzo trudne. W przypadku dzieci młodszych niż rok w grę wchodzi też włączenie mleka modyfikowanego i obserwowanie reakcji niemowlaka na tę zmianę. Niektóre dzieci będą potrzebować więcej czasu na jej zaakceptowanie.

Warto też pomyśleć o mamie. Piersi dość powoli wygaszają swoją aktywność. Mleko może być  obecne po naciśnięciu brodawki sutkowej nawet po roku od zakończeniu karmienia! Gruczoły potrzebują czasu, żeby się zwinąć i ryzyko zastojów czy nawet zapalenia piersi jest tym większe, im większe było tempo odstawiania. Kończenie drogi mlecznej wiąże się także ze spadkiem hormonów laktacyjnych, czyli prolaktyny i oksytocyny. Oba poza wpływem na karmienie piersią, mają działanie na jej mózg – ułatwiają zasypianie, łagodzą nastrój i relaksują. Nagłe zakończenie karmienia to nagły spadek poziomu hormonów – i czasem nagłe obniżenie się nastroju i pogorszenie funkcjonowania. Więcej na ten temat pisałam tutaj (KLIK!).

Jeśli spotkałaś się z jeszcze jakimś stwierdzeniem dotyczącym odstawiania i nie jesteś przekonana, czy to fakt, czy mit – zostaw je proszę w komentarzu. Może powstanie kolejna część tego artykułu?

 

 

Jak przetrwać jet lag?

Jak przetrwać jet lag?

Ewolucja nie nadąża za postępem cywilizacyjnym. Na to, jak śpimy, wpływa negatywnie nie tylko całodobowe oświetlenie i dostęp do ekranów elektronicznych, ale też silniki odrzutowe. Mózg człowieka nie powstał w czasach, w których można było w ciągu kilku godzin przenieść się o kilka tysięcy kilometrów. Zaburzenia rytmu snu i czuwania spowodowane zmianą stref czasowych nazywa się w medycynie  „jet lag” (jet = odrzutowiec, lag = opóźnienie). 

Jak wygląda jet lag w praktyce?

Lecisz w miejsce oddalone o więcej niż dwie strefy czasowe. Twój organizm funkcjonuje według własnego, starego zegara – innego niż lokalny. W rezultacie tracisz synchronizację. W ciągu dnia czujesz zmęczenie i senność. W nocy, kiedy lokalna ludność już śpi, masz poważne trudności z zaśnięciem albo śpisz krótko, płytko i ciągle się wybudzasz. A miało być tak pięknie…

Jet lag jest bardziej dotkliwy, gdy podróżujemy na wschód niż gdy lecimy na zachód. Dlaczego?  Nasza wewnętrzna doba trwa 24 godziny i 15 minut. Zwykle dzięki codziennym aktywnościom wykonywanym o konkretnej godzinie synchronizujemy naszą przydługą naturalną dobę  z dobą cywilną (kalendarzową) – i żyjemy na co dzień w rytmie 24-godzinnym. Ale natury nie da się oszukać. Ponieważ wewnętrzny rytm to nieco ponad 24  godziny, łatwiej jest nam nieco wydłużyć dobę niż ją skrócić. Jeśli lecisz na zachód i tam trwa jeszcze dzień, to możesz podpierając się nosem i korzystając ze stymulującego światła słonecznego wytrzymać do tamtejszego wieczora i położyć się z lokalną społecznością. Kiedy podróżujesz na wschód i docierasz tam w porze miejscowego wieczoru, to może i powinnaś się położyć jak wszyscy… Tyle, że w ogóle nie chce Ci się jeszcze spać, bo dla Twojego mózgu jest „dopiero 17.00”.

Jak się przygotować do jet lagu?

Teoretycznie możemy się przygotować do podróży ze zmianą stref czasowych. W praktyce, zwłaszcza u dzieci, konsekwentne wdrażanie planu przez kilkanaście dni okazuje się być bardzo trudne – i nie zawsze konieczne. Im młodsze dziecko, tym większa szansa, że bez większych problemów zsynchronizuje się z nowym rytmem. W końcu do czegoś przydaje się ta niedojrzałość układu nerwowego i hormonalnego! 😉

Gdybyś podróżowała samotnie, skup się na wyspaniu przed podróżą, nawodnieniu w trakcie lotu, minimalizuj spożywanie kofeiny i alkoholu podczas podróży (wiem, że sporo osób pije drinka, żeby przezwyciężyć lęk przed lataniem) oraz manipuluj oświetleniem oraz porami posiłków już w samolocie (o czym poniżej).

Jak przetrwać jet lag?

Bez żadnych Twoich działań Twój mózg w naturalny sposób stopniowo przystosowuje się do nowej strefy czasowej. Niemniej ten proces jest dosyć powolny – w ciągu 1 dnia pobytu nasz zegar przesuwa się o 1 strefę czasową. Jeśli więc przekraczamy w trakcie podróży samolotem 7 stref czasowych, a sam wakacyjny pobyt trwa tydzień, to bez wdrożenia nowych reguł zaczniemy funkcjonować w dobrym rytmie akurat wtedy, gdy będziemy pakować walizki na lot powrotny.

Co więc konkretnie zrobić po przylocie, żeby jak najszybciej zsynchronizować się z lokalną strefą czasową? 

  • jak najszybciej zacznij żyć w rytmie lokalnym – zaraz po przelocie przestań przeliczać porę dnia na tę z domu. Kiedy przestawisz zegarek na czas lokalny, zaczynasz żyć według niego.
  • naświetlaj się w ciągu dnia – bodźcem, który najsilniej reguluje rytm dobowy jest światło słoneczne (lub inne silne źródła światła). Nasz wewnętrzny zegar resetuje się w momencie, kiedy rano dotrą do naszych oczu promienie słoneczne. Światło dociera do Twoich oczu od 8.00? Mózg właśnie o 8.00 uznaje: „O, zaczyna się dzień!”. Odsłaniasz okna dopiero o 11.00? Dla mózgu Twojego dziecka dzień rozpoczyna się o 11.00 ( i nic dziwnego, że o 21.00 nie chce mu się spać). Podróżując na zachód, bez względu na zmęczenie dostosuj swoją aktywność i oświetlenie do lokalnych warunków.  Nawet jeśli jesteś padnięta i Twój wewnętrzny zegar wołan”Haaalo, u nas już 23.00, chcę spaaać„, a na lokalnych zegarach dopiero 17.00 – bądź aktywna, naświecaj się jeszcze w trakcie lotu światłem słonecznym, po przylocie wyjdź na dwór. Podróżujesz na wschód? Jeśli wylądujesz rano, unikaj silnego słońca, ale ponaświecaj się na dworze popołudniu. Po przylocie na miejscu jest noc, a Tobie za nic nie chce się spać? Nie włączaj silnego światła ani nie siedź przy smartfonie czy laptopie. Światło emitowane przez ekrany elektroniczne jest odbierane przez mózg tak, jak światło słoneczne (ponieważ ma długość światła niebieskiego) i utrudnia zsynchronizowanie się z lokalnym czasem. Kiedy nie możesz zasnąć, najlepiej siedzieć zupełnie po ciemku lub przy świetle ogniska lub świec (światło o długości czerwonej nie powoduje hamowania wydzielania melatoniny), a w ostateczności przy słabej lampce nocnej. Niektórzy manipulują oświetleniem / zaciemnieniem już na pokładzie samolotu.
  • pory posiłków stałych – poza centralnym zegarem regulującym rytm dobowy zlokalizowanym w podwzgórzu mamy też w ciele kilka drobniejszych zegarów. Wszystkie wpływają na siebie wzajemnie i gdy są ze sobą zsynchronizowane, funkcjonujemy najlepiej. Jeden z takich zegarów jest zlokalizowany w jelitach. Dlatego łatwiej zsynchronizować się z lokalnym czasem, jeśli jak najszybciej zacznie się jeść według lokalnego zegara. Dotyczy to oczywiście tych dzieci, które mają już kilka posiłków stałych. Załóżmy, że Twoje dziecko zjada kolację o 19.00. Łatwiej będzie mu przestawić się na nowy rytm, jeśli dostanie nawet maleńką kolację w okolicach lokalnej godziny 19.00, niż o 2.00 (pamiętasz, co mówiłam o nieprzeliczaniu „która by to była u nas godzina?”?). Osoby, które często latają po świecie, stosują tę zasadę, przesuwając pory posiłków już na pokładzie samolotu. UWAGA: niemowlęta karmimy mlekiem na żądanie – także te w jet lagu 🙂
A co z farmakologią przy jet lag?

Dorośli cierpiący na jet lag mogą złagodzić jego skutki lub nawet zadziałać profilaktycznie przyjmując melatoninę. Jest to hormon powszechnie stosowany u dorosłych w leczeniu zaburzeń rytmu snu i czuwania.

W Polsce melatonina nie została zarejestrowana do stosowania w leczeniu dzieci. Jej długotrwałe przyjmowanie w populacji pediatrycznej nie zostało dotychczas uznane za całkowicie bezpieczne. Są dane wskazujące na potencjalny negatywny wpływ długotrwałego stosowania u dzieci na ich układ hormonalny, zwłaszcza reprodukcyjny, i płodność. Nie podawaj dziecku melatoniny na własną rękę, bez zalecenia lekarza!

A jeśli masz własne sposoby radzenia sobie z jet lagiem, bo często podróżujesz – podziel się nimi w komentarzu koniecznie!

Korzystałam z: Herxheimer A., Waterhouse J., The prevention and treatment of jet lag. BMJ. 2003 Feb 8; 326(7384): 296–297 oraz książki „Podręcznik medycyny snu” A. Y. Avidan, P. C. Zee, Medipage 2007.

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.

Anemia u małych dzieci – wywiad z dietetykiem Zuzanną Wędołowską

Anemia u małych dzieci – wywiad z dietetykiem Zuzanną Wędołowską

Dziecko nie chce jeść? Proponujesz różnorodne pokarmy, ale nie widać postępów? A może apetyt dziecka na posiłki stałe znacząco zmalał i mimo początkowych sukcesów w rozszerzaniu diety wracacie do diety mlecznej?

To może być jeden z objawów anemii z niedoboru żelaza!

Niegdyś pisałam o anemii w kontekście wpływu na sen dzieci (KLIK!), a tym razem w wywiadzie z dietetykiem poruszam związek niedoboru żelaza z rozszerzaniem diety.

Moją rozmówczynią jest Zuzanna Wędołowska – autorka bloga SzpinakRobiBleee.pl, dietetyk, psycholog, mama głodnego (miłości, zabawy i jedzenia) Szpinakożercy. Fascynuje ją żywienie dzieci. Prowadzi konsultacje psychodietetyczne online oraz stacjonarnie w gabinecie w Warszawie. Współpracuje z Akademią Pawła Zawitkowskiego. Jest autorką kursów online i – wraz ze mną – współautorką kursu online „Jak łagodnie zakończyć karmienie piersią?” (KLIK!).

Magdalena Komsta: Czy istnieje jakaś grupa dzieci, które są bardziej narażone na wystąpienie anemii z niedoboru żelaza?

Zuzanna Wędołowska: Niedobór żelaza jest najczęściej występującym niedoborem żywieniowym na świecie. I to zarówno w krajach rozwijających, gdzie występują przypadki niedożywienia, jak i w krajach zachodnich. Zatem każdy rodzic gdzieś tam z tyłu głowy powinien mieć takie: “Ok, to się może wydarzyć też u nas”. Ale jest pewna grupa dzieci, u których musimy być szczególnie ostrożni. Są to przede wszystkim wcześniaki, które powinny mieć suplementowane żelazo od momentu urodzenia. Dlatego, że nawet 80% zapasów żelaza, z którymi rodzi się dziecko, jest gromadzone w jego organizmie w trzecim trymestrze ciąży. Jeżeli więc dziecko rodzi się przedwcześnie, to siłą rzeczy ma mniej zapasów żelaza. Podobnie dzieci z niską masą urodzeniową. Ale też dzieci, u których bardzo szybko została przecięta pępowina – czyli zanim skończyła tętnić. Między innymi dlatego, że pobierano przy porodzie krew pępowinową. Jeśli przecinamy pępowinę zanim skończy tętnić, uniemożliwiamy spłynięcie całej krwi, a z nim transferu żelaza, z łożyska do dziecka. U nas na przykład tak było.

MK: Często pada w tym momencie pytanie: Co to znaczy szybko odcięta pępowina? Za późne odpępnienie uznaje się odcięcie pępowiny po 2-3 minutach. Większość świadomych położnych czeka, aż pępowina przestanie tętnić i przy większości fizjologicznych porodów bez pobierania krwi pępowinowej odcięcie następuje w odpowiednim czasie.

ZW: Kiedy zagrożone jest życie matki lub dziecka to oczywiście czas odpępnienia nie jest priorytetem.

Kolejna grupa ryzyka to dzieci matek, które miały anemię lub cukrzycę w ciąży.

A ostatnim elementem, którym sieje największe ziarno niepewności to jest to, że większość towarzystw naukowych wymienia wyłączne karmienie piersią po 6. miesiącu życia jako czynnik ryzyka rozwoju anemii. Ale podkreślę jeszcze raz – wyłączne karmienie piersią, ale po skończonym 6. miesiącu życia, czyli moment, gdy opóźniamy rozszerzanie diety dziecka.

MK: Zależy nam na tym, żeby dzieci w okolicach 6 miesiąca życia zaczęły dostawać stałe pokarmy między innymi ze względu na żelazo. U dziecka urodzonego w terminie, z prawidłową masą urodzeniową zapasy żelaza wystarczają mniej więcej na pierwsze 6 miesięcy życia. A później zaczynamy rozszerzać dietę. Wprowadzamy produkty, które są bogate w żelazo i do anemii nie dochodzi.

ZW: Mleko w pierwszym roku życia to jest podstawa, nadal bardzo ważny pokarm i nie chodzi o to, że my musimy na siłę wciskać dziecku trzy posiłki dziennie od dnia, kiedy ono kończy 6 miesięcy. Ale powinniśmy zacząć dosyć intensywnie proponować. I w momencie kiedy widzimy, że to rozszerzanie diety nam nie postępuje w ciągu dwóch trzech miesięcy, można się zastanowić na przykład nad wykonaniem badań lub sprawdzeniem, czy dziecko nie ma jakichś trudności w rozszerzaniu diety. Mleko mamy zawiera żelazo.  Jest go tam niewiele, ale z powodu dodatkowych substancji zawartych w pokarmie kobiecym, żelazo z mleka mamy jest siedmiokrotnie lepiej wchłanialne niż żelazo z mleka modyfikowanego czy krowiego. Generalnie mleko mamy jest dobrym źródłem żelaza, tyle że po 6. miesiącu życia dzieci mają po prostu bardzo duże zapotrzebowanie na żelazo, a kończą się jego zapasy z okresu ciąży.

Producenci mleka modyfikowanego wiedzą, że dziecko w drugim półroczu życia ma większe zapotrzebowanie na żelazo i po prostu dodają więcej żelaza do mieszanki. Ale do mleka matki nie da się dorzucić żelaza. Suplementacja żelaza u matki nie zwiększa ilości żelaza w mleku kobiecym.

Zbyt wczesne wprowadzenie dużych ilości mleka krowiego,  zastępowanie mleka matki czy mleka modyfikowanego mlekiem krowim to są czynniki ryzyka rozwoju anemii z niedoboru żelaza. Mleko krowie ma niedużo żelaza, natomiast ma dużo wapnia. A wapń wiąże żelazo w naszym układzie pokarmowym i utrudnia jego wchłanianie. Przetwory mleczne można wprowadzać już w 2 półroczu życia. Natomiast mleko krowie do picia w dużych ilościach podajemy najwcześniej po pierwszym roku życia i maksymalnie 500 ml dziennie.

MK: Jakie – z Twojej dietetycznej działki – są objawy anemii z niedoboru żelaza?

ZW: Jeśli rozszerzamy już dietę to niepokoi nas sytuacja, w której niemowlę lub dziecko chwilę po roczku jadło już sporo posiłków stałych i nagle nie ma ochoty w ogóle próbować, je mikroskopijne ilości, przerzuca się znów na dietę mleczną. I to nie trwa kilka dni. Utrata apetytu na posiłki stałe jest już od 2, 3 czy nawet 4 tygodni. Dzieci do około półtora roku życia mają zapisane w rozwoju raczej to, że powinny chcieć jeść, a jedzenie powinno je interesować. Chyba że nie potrafią jeść albo pojawiła się anemia. Dzieci z anemią rosną i rozwijają się prawidłowo, to nie wzbudza naszych wątpliwości. Jednak tracą ochotę na próbowanie pokarmów stałych, preferują mleko.

MK: Ja ze swojej działki powiem, że jeśli pracuję z dziećmi z trudnościami ze snem, to zdarza mi się prosić rodziców o przedyskutowanie z pediatrą tematu badania w kierunku anemii z niedoboru żelaza. U niemowląt i małych dzieci czasami trudności w obszarze ze snem są spowodowane anemią z niedoboru żelaza. Negatywnie wpływa ona na wzorzec snu (więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ).

Jak się diagnozuje anemię z niedoboru żelaza? Bo temat jest owiany wieloma mitami.

ZW: Tak. Niestety, bardzo często zdarzają się dzieci, które mają zdiagnozowaną anemię na podstawie poziomu żelaza we krwi. A ten wskaźnik jest totalnie nieprzydatny – i jasno mówią o tym europejskie zalecenia – ponieważ zależy od tego, co jedliśmy, od pory dnia i innych czynników. Złotym standardem u małych dzieci, jest diagnoza na podstawie wyników morfologii (hemoglobiny) oraz zbadanie poziomu ferrytyny. To jest taki wskaźnik, który mówi o poziomie wysycenia organizmu żelazem. Dobrze jest również jednocześnie zbadać poziom białka CRP, bo jego podwyższony poziom może fałszować wyniki ferrytyny. Żeby stwierdzić anemię musimy mieć badania krwi. Nie ma żadnego innego sposobu. Nie oceniamy tego tylko na podstawie bladości skóry, braku apetytu, trudności ze snem. To nie jest diagnoza. To jest jakieś podejrzenie, które musimy sprawdzić poprzez badanie krwi po prostu.

MK: Warto też pamiętać, że specjalistą chorób krwi jest hematolog. I jeśli diagnoza lub leczenie przysparza pediatrze czy lekarzowi rodzinnemu trudności, może nas prosić o konsultację hematologiczną.

Kiedy wdraża się suplementację, a kiedy możemy jeszcze pozostać przy wsparciu dietetycznym?

ZW: W momencie stwierdzenia anemii z niedoboru żelaza lub niedoborów żelaza u niemowląt i małych dzieci konieczna jest suplementacja. Żelazo może występować jako lek lub jako suplement diety. Bez względu na formę, nigdy nie podajemy go na własną rękę bez konsultacji lekarskiej i badań! Odpowiednia dieta może wspierać leczenie, ale nie zastępuje go. Jeśli dziecko ma przez anemię mniejszy apetyt na posiłki stałe, to nie zjada odpowiednio dużo posiłków bogatych w żelazo. Anemia będzie się pogłębiała.

MK: Jakie produkty są bogate w żelazo?

ZW: Żelazo występuje w dwóch formach: hemowej i niehemowej. Żelazo hemowe jest tylko w produktach zwierzęcych – mięso, podroby – i wchłania się znacznie lepiej. Wchłanialność żelaza niehemowego jest co najmniej kilkukrotnie niższa od żelaza hemowego. Znajduje się ono w wielu produktach roślinnych. Na czele listy są strączki (jak ciecierzyca, fasola, soczewica), orzechy (numerem jeden są nerkowce), pestki (np. pestki dyni), zboża (amarantus, quinoa, kasza pęczak, kasza jaglana), suszone owoce.

MK: Z czym leków lub produktów bogatych w żelazo nie łączyć?

ZW: Jeśli chcemy, żeby żelazo wchłonęło się, nie powinniśmy go łączyć z produktami bogatymi w wapń, na przykład z nabiałem. Jeżeli masz zupę – nie zabielaj jej śmietaną. Jeżeli masz puree ziemniaczano-selerowe, to nie dodawaj do niego mleka. Jeżeli masz na śniadanie owsiankę, to ugotuj ją na przykład na mleku roślinnym niewzbogaconym w wapń. Drugi element to polifenole, w tym teina – w herbacie, kawie, również chodzi o kawę zbożową. Polifenole zaburzają wchłanianie żelaza. Mamy jeszcze tutaj problem z kwasem fitynowym. To składnik, który znajdziemy w orzechach, nasionach, pestkach, zbożach i kaszach. Najlepiej więc moczyć kaszę, strączki czy orzechy. W ten prosty sposób ograniczamy ilość kwasu fitynowego w diecie.

MK: Co pomaga wchłaniać żelazo?

ZW: Przede wszystkim witamina C. Ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku żelaza niehemowego, czyli ze źródeł roślinnych. Czyli na przykład robimy owsiankę nie z bananem, a z kiwi. Do kotletów z ciecierzycy podajmy paprykę czerwoną albo kapustę. Drugi element to tak zwany czynnik mięsny. Żelazo hemowe zwiększa wchłanialność żelaza niehemowego. Czyli dobrze jest łączyć mięso z dobrymi źródłami roślinnymi żelaza. Mówi się też o tak zwanych żelaznych naczyniach – żelazo może przenikać na przykład z patelni, która jest wykonana z żelaza. Mówi się też o wpływie witaminy A na wchłanianie żelaza. Pewnie warto więc pamiętać o marchewce czy batacie.

MK: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę!


Dla rodziców dzieci z anemią z niedoboru żelaza – Febook, czyli ebook autorstwa Zuzanny Wędołowskiej z dawką wiedzy o żelazie i 46 autorskimi przepisami, w tym wegetariańskimi i wegańskimi (których współautorką jest Asja Michnicka (MamaNaRoślinach.pl)  KLIK KLIK!

 

Czy wymagające dziecko trudniej odpieluchować?

Czy wymagające dziecko trudniej odpieluchować?

Od jakiegoś czasu pracuję z rodzicami wymagających dzieci, także starszymi niż niemowlaki. Ależ te historie bywają do siebie podobne! Jestem przekonana, że wielu zrobiłoby się znacznie lżej na duchu, gdyby usłyszeli, że inni też tak mają. Chciałam się podzielić garścią obserwacji i wiedzy naukowej – czy faktycznie odpieluchowanie hajnida to droga przez mękę i dlatego czasem może być trudniej, a czasem łatwiej niż u dzieci o innym typie układu nerwowego.

Temperament

Jeśli myślimy o wymagających dzieciach w kontekście ich temperamentu, nie możemy nie zahaczyć o Interakcyjną Teorię Temperamentu. Koncepcja ta powstała w latach 50. XX wieku jako wynik trwających 25 lat badań nowojorskich psychiatrów Alexandra Thomasa i Stelli Chess.  Poczynione obserwacje i przeprowadzone analizy statystyczne pozwoliły na wyodrębnienie wśród 3 konstelacji także temperamentu trudnego. O temperamencie trudnym – czyli byciu high need baby – mówimy w przypadku około 10% dzieci.

Jedną z charakterystycznych cech tego temperamentu to brak regularności funkcji biologicznych (więcej na ten temat tutaj). Oznacza to hajnidy mają nieregularny sen, karmienie i wydalanie. Trudno złapać u nich jakiś harmonogram. Jeśli słyszeliście o dzieciach, które od urodzenia z zegarkiem w ręku co trzy godziny zgłaszają się do karmienia, codziennie robią kupę o tej samej porze, codziennie zasypiają na drzemki o tej porze same… to nie są to hajnidy 😉

Czy nieregularność funkcji biologicznych może utrudniać odpieluchowanie? Oczywiście, że tak. Dziecko, które wydala w sposób regularny, na przykład codziennie rano po obudzeniu się, łatwiej zrozumieć zależność między uczuciem w dole brzucha a zrobieniem kupy. Łatwiej jest też rodzicom, którzy są w procesie odpieluchowania, złapać co trzeba do nocnika, jeśli wiemy kiedy się tego spodziewać.

Wrażliwość sensoryczna

Fizjoterapeuci często dostrzegają u wymagających dzieci niższą wrażliwość na bodźce płynące z receptorów zmysłów propriocepcji oraz interocepcji. Co to znaczy?

W dużym uproszczeniu propriocepcja to taki zmysł, który umożliwia nam orientację, gdzie znajduje się nasze ciało w przestrzeni. Nawet jeśli zamkniesz oczy, to Twój mózg wie, w jakiej pozycji są Twoje nogi, ręce czy głowa. Otrzymuje bowiem informacje z receptorów, które znajdują się w mięśniach, ścięgnach i stawach.

Bardzo dużo dzieci wymagających potrzebuje dużo ruchu i silnego docisku. Bardzo lubią dostymulowywać się bawiąc w przepychanie, ugniatanie, uderzanie, szczypanie.

Interocepcja to zmysł, który zbiera odczucia z organizmu, na przykład stan wypełnienia pęcherza czy jelit. Jego receptory znajdują się w powięziach.

Dzieci z podwrażliwą propriocepcją i interocepcją później wychwytują odczucia ze swojego ciała. Oznacza to, że ich mózg otrzymuje informacje o tym, że pęcherz jest pełny dopiero wówczas, gdy jest on naprawdę wypełniony… i kiedy jest już za późno, żeby zdążyć na nocnik lub do toalety.  Dlatego tak ważna jest pozytywna informacja zwrotna w razie wpadek: „Ojej, teraz nie zdążyłaś, spróbuj następnym razem wyczuć chwilę wcześniej, że potrzebujesz się wysisusiać”. Nauka odbioru wrażeń płynących z własnego ciała – zarówno wychwytywanie wczesnych oznak głodu, sytości, zmęczenia, senności, potrzeby wypróżnienia, ale też emocji typu złość – u takich dzieci będzie trwała dłużej niż u rówieśników.

Rozwojowe podpuchy i dojrzewanie mózgu

Dzieci, które na osiem miesięcy już chodzą, ale emocjonalnie są na poziomie czteromiesięcznych niemowląt (widziałam na własne oczy). Dzieci, które na rok mówią bardzo dużo i z sensem, ale ruchowo u nich powoli z mozołem, jakieś początki raczkowania dopiero (też widziałam). Albo na odwrót. Roczniak, który się wspina, wchodzi, schodzi, biega, sam się rozbiera, ale komunikacyjnie słabiuchno. Innymi słowy: dzieci, które nieharmonijnie się rozwijają.

Dlaczego to podpucha?

Jeżeli widzimy rocznego malucha, który rewelacyjnie rozwija się ruchowo, to może nam się wydawać, że wszystkie sfery jego rozwoju są na tym samym poziomie. A to niekoniecznie musi tak być. Świadoma kontrola nad zwieraczami jest zupełnie czymś innym niż świadoma kontrola nad mięśniami szkieletowymi obsługującymi chodzenie czy siadanie. Emocjonalna gotowość do odpieluchowania to co innego niż niespadanie z nocnika. Na temat gotowości do odpieluchowania przeczytasz więcej TUTAJ.

Dojrzewanie układu nerwowego wspomaga odpowiednia podaż DHA w diecie lub suplementacji (więcej na ten temat pisałam TUTAJ). Istotna jest również szybka diagnoza i leczenie anemii z niedoboru żelaza, która negatywnie wpływa na jakość komórek nerwowych w mózgu (mieliny).

Dzieci, które później osiągają kolejne kamienie milowe w rozwoju mogą również odpieluchowywać się później.

Autonomia

U wymagających dzieci potrzeba autonomii i samostanowienia o sobie jest silna, a one same są niezwykle wytrwałe w szukaniu możliwości jej zaspokojenia. Rzadko dają się wkręcić w pozorny wybór typu: „Chcesz siadać na białym nocniczku czy na różowym nocniczku?”. Odpowiadają po prostu “Nie chcę nigdzie siadać” albo dostają sztywności kolan. Ludzie (i o zgrozo – to czasem specjaliści), którzy upierają się, że można przecież malucha posadzić na nocniku i przytrzymać go tam siłowo, chyba niewiele mieli kontaktu z wymagającymi dziećmi.

Dwuletni hajnid potrzebuje sam dokonać decyzji (oczywiście nie mówię o sytuacjach bezpośrednio zagrażających bezpieczeństwu dziecka). Często robi się łatwiej, jeśli ma możliwość wyjścia z sytuacji z twarzą. Im bardziej namawiamy, tym na większy opór napotykamy. Czasem nie zdążysz nawet dokończyć pytania, a usłyszysz “NIEEE!”.

U wymagających dzieci sprawdza się rzucenie propozycji i umożliwienie dziecku zadecydowania. Jeżeli usilnie namawiasz dwulatka: „Ale usiądź, przecież widzę, że chce Ci się siusiu. Przestępujesz z nogi na nogę. Trzymasz się na brzuszek. Usiądź, zobacz jaki ładny nocnik” i jeszcze nad nim stoisz, to ma prawo się nie udać. Dziecko będzie zaprzeczać, że cokolwiek mu się chciało, po czym po pięciu minutach zsiusia się – gdy Ty odpuścisz i odejdziesz.

Dobra wiadomość na koniec

Odpieluchowanie nocne – tu rodzice wymagających dzieci oddychają z ulgą, ponieważ sprawa okazuje się tym prostsza, im łatwiejsza wybudzalność dziecka ze snu. Innymi słowy: dłużej moczą się w nocy te dzieciaki, które śpią mocnym i głębokim snem, a ich pełny pęcherz nie wybudza mózgu z prośbą o udanie się do toalety. 1:0 dla czujnych w nocy wymagających maluchów!

Czas odpieluchowania nocnego nie jest zależny ani od woli rodzica, ani od świadomości dziecka. Więcej o moczeniu nocnym przeczytasz TUTAJ.

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!

Pierwsze święta z wymagającym dzieckiem

Pierwsze święta z wymagającym dzieckiem

Pierwsze święta we trójkę? Odłóżmy na bok fantazje znane z kina i fotografie z banków zdjęć z uśmiechniętymi niemowlakami przebranymi w świąteczne kostiumy 😉

Warto być świadomym, że pierwsze święta z małym dzieckiem będą inne. Niekoniecznie gorsze, niekoniecznie lepsze od tych bezdzietnych. Po prostu inne. Rzadko takie, jak w filmach familijnych (wiesz, niemowlaczek, który bez mruknięcia zniesie podróż i będzie zachwycony nowym miejscem wśród nowych dorosłych – choć bardzo Ci tego życzę!).

Pierwsze święta z małym dzieckiem mogą być trudne dla rodziców i dla dziecka. Warto urealnić swoje oczekiwania. Nastawić się na to, że może zjemy wszystko i nagadamy się z bliskimi jak dawniej, a może tak być, że po zupie będziemy spoceni uciekać do samochodu. Albo pozornie zaciekawione wujkami niemowlę będzie w nocy bardzo kiepsko spało, bo będzie przeżywać atrakcje poprzedniego dnia.  

Podróż

Podróż z hajnidem jest często najbardziej stresującym elementem świąt. Wymagające dzieci nie są wielkimi fanami jeżdżenia w fotelikach samochodowych. To wynika między innymi z tego, że pozycja dziecka w foteliku samochodowym, zwłaszcza w tym pierwszym – łupince, nie jest superwygodna. To jest pozycja, która ma chronić ciało dziecka w razie wypadku. A że przy okazji  może u niektórych maluchów zwiększać cofanie się treści żołądkowej do przełyku, a bycie unieruchomionym pasami nie należy do marzeń HNB… Poza tym są niemowlaki, które w trakcie jazdy odczuwają dyskomfort i nudności, sygnalizując to płaczem. Po roczku zaczynają prezentować wszystkie klasyczne objawy choroby lokomocyjnej. Są też dzieci, które powoli wyrastają z fotelika i jest im ciasno. Są takie, którym koszmarnie nudzi się podziwianie podsufitki auta.

Jak uatrakcyjnić podróżowanie?

Po pierwsze, wiele rodzin podróżuje nocą. Usypia dzieci w domu i przenosi na śpiocha albo startuje spod domu późnym wieczorem. Po drugie, zbiór atrakcyjnych zabawek na czas podróży. Są rodzice, które mają zestaw zabawek wożonych tylko w samochodzie – są „nieopatrzone” i przez to atrakcyjniejsze niż te domowe. Dla osób tolerujących ekstremalny bałagan polecam pudło chusteczek higienicznych i wyciąganie oraz rozdzieranie każdej przez delikwenta. Niespecjalnie biczowałabym się nawet oglądaniem filmików i teledysków, gdy już wszystkie nieelektroniczne zabawki i opowieści dziwnej treści z cyklu “ co za oknem” zawiodą. Gdy weszliście już w wiek bajek, to u nas hitem są własnoręcznie nagrane audiobooki (w domu nagrywam czytanie książek córki na dyktafon w telefonie). Wierszyki i zabawy paluszkowe, które nie tylko uatrakcyjniają podróż, ale też rewelacyjnie rozwijają mowę, znajdziecie na przykład tutaj.

Warto potestować, jak kształtują się reakcje dziecka wraz ze zmianą osoby siedzącej z tyłu. Zdarza się, że jeśli ojciec lub babcia siedzą obok fotelika z tyłu, to dziecku jedzie się przyjemniej. Na mamę już się wystarczająco napatrzyło i jej nasłuchało, a inni dorośli mają swój nieograny zasób atrakcji, piosenek i wierszyków.  Bywają dzieci, które są znacznie spokojniejsze, gdy siedzą z tyłu samotnie. Zastanów się nad zamontowaniem na zagłówku lusterka, którym dziecko widzi kierowcę i siebie.

Jednym z moich ulubionych wątków na temat sposobów na przetrwanie podróży jest mądrość zbiorowa mojej grupy na Facebooku, którą znajdziesz TUTAJ (a jeśli nie ma Cię jeszcze w mojej grupie, to na co czekasz?!).

Jeśli myśl o kolejnej podróży sprawia, że pot spływa Ci po plecach, może dałoby się pojechać transportem publicznym? Znam sporo opowieści o przyjemnościach z podróży pociągiem.

A może namówić rodzinę do tego, żeby jednak to oni do Was przyjechali tym razem?

Wiem, że póki co to wydaje się wiecznością, ale dzieci wyrastają z trudności związanych z jazdą w foteliku  samochodowym. Natomiast jeśli jednak decydujemy się na samochód, to dzieci trzeba wozić w foteliku samochodowym. Nie wolno dzieci wozić na kolanach! Nie powinno się też karmić dzieci w trakcie jazdy, ze względu na ryzyko zadławienia się. I rodzice zawsze powinni być zapięci pasami. Inaczej nawet przy pozornie niegroźnej stłuczce stanowimy poważne zagrożenie dla zdrowia małego dziecka.

Sen

Jeśli Wasze dziecko ma jakieś gadżety, z którymi zasypia, nie zapomnijcie ich zabrać. Weźcie smoczek, kocyk czy przytulankę, płytę z kołysankami itd. jeśli maluch czegokolwiek używa. W nowym miejscu dziecko będzie się dzięki temu czuło bezpieczniej i łatwiej będzie mu usnąć.

Są rodzice, którzy jeżdżą ze swoim łóżeczkiem turystycznym, zwłaszcza jeżeli podróżują często lub używają go też w domu. Dzieciom śpiącym razem z rodzicami w jednym łóżku bywa łatwiej, bo nowe otoczenie nie ma aż takiego znaczenia, gdy tylko mama czy tata są blisko.

Warto zabrać ze sobą coś do zasłonięcia okien, jeśli gospodarze przyoszczędzają na roletach black-out 😉 W wersji profesjonalnej to zaciemniająca roleta na przyssawki (klik!), ale wystarczy taśma klejąca i folia aluminiowa lub worki na śmieci. Chyba, że lubicie pobudki wcześniejsze niż zwykle 😉 (o tym, dlaczego zaciemnienie jest ważne, pisałam TUTAJ).

Im młodsze niemowlę, tym faktycznie łatwiej jest je przebodźcować. Dużo nowych wrażeń po południu w wielu rodzinach kończy się atakiem kolki malucha, płaczem przed zasypianiem albo przerywaną częstymi pobudkami nocą.

Bywa tak, że niemowlaki nie chcą, żeby ktokolwiek poza rodzicami brał je na ręce. Może chodzić na przykład o… perfumy. Niemowlęta są dosyć wrażliwe na zapachy i niekoniecznie odpowiada im woda toaletowa babci albo dym tytoniowy na ubraniach ciotki.

Ale ale, uwaga rodzice hajnidów: może też być tak, że Wasze dziecko Was zaskoczy 🙂 Wymagające dzieci bardzo często podczas rodzinnych spotkań włączają tryb „demo” i są gwiazdami imprezy… bo wreszcie czują się usatysfakcjonowane. Już się nie nudzą! Wreszcie więcej ludzi, więcej bodźców, zapachów, dźwięków, wszyscy chcą mnie nosić na rękach, hurrra! Paradoksalnie może się więc okazać, że noce w trakcie świąt wcale nie będą takie złe. Więcej na ten temat pisałam TUTAJ

Świąteczne dni są wyjątkowe i nic złego się nie stanie, jeśli nie odtworzycie stałego rytuału wieczornego. Nawet jeśli małe dziecko przez ten czas pośpi w ciągu dnia krócej, wyreguluje sobie to w kolejnych dniach.

Karmienie

Dieta matki karmiącej piersią to mit – poza spożywaniem alkoholu, jeśli dziecko ma mniej niż 6 miesięcy, i limitowaniem kofeiny do 300 mg (np. 2-3 filiżanki kawy), możesz jeść i pić wszystko [1]. Na zdrowie!

Więcej na ten temat w filmie poniżej:

Niemowlakom z rozszerzaną dietą również możemy podawać niemal wszystko [2, 3, 4] poza:

Warto się przygotować na to, że często małe dzieci karmione naturalnie odreagowują dużą ilość bodźców częstszym zgłaszaniem się do piersi. Przydaje się wówczas spakowanie ubrań wygodnych do karmienia (i ewentualnie jakiegoś przykrycia, jeśli krępuje Cię karmienie przy innych dorosłych).

Bywa też tak, że dzieci starsze niż trzymiesięczne nie chcą być karmione w towarzystwie nieznanych osób. Tak bardzo cieszą się nowymi twarzami, że rozpraszają się przy karmieniu – ale za to mogą nadrabiać w nocy.

Jeśli masz kłopot z reagowaniem na świąteczne porady wychowawcze (tego nie jedz, to mu daj, dlaczego go nosicie, po co śpi z Wami w łóżku etc.), zerknij koniecznie na mój artykuł TUTAJ.

I przyjmij najlepsze życzenia na najbliższe świąteczne dni – życzę, żeby było pełne radości i spokoju, bez względu na to z kim i jak je spędzasz <3

 

Jak umyć dziecku zęby? 15 sprawdzonych sposobów!

Jak umyć dziecku zęby? 15 sprawdzonych sposobów!

Wpis powstał we współpracy z producentem suplementu diety Acidolac Dentifix Kids
Czy to jest już ten czas?

Kiedy jest czas na rozpoczęcie higieny jamy ustnej? Im szybciej, tym lepiej. Nie trzeba nawet czekać na wyrznięcie zęba numer jeden.

Od pierwszego dnia po powrocie ze szpitala warto przyzwyczajać maleństwo do higieny jamy ustnej. Brzmi to poważnie, ale chodzi po prostu o to, żeby rodzic rano po wstaniu i wieczorem w rytuale przed snem:

1) umył ręce;

2) owinął palec wskazujący jałowym gazikiem zwilżonym przegotowaną wodą

3) przemył tym wacikiem bezzębne dziąsła i wewnętrzną stronę policzków noworodka. Można też – zamiast wacika – używać silikonowych szczoteczek z wypustkami, nakładanych na palec [1].

Zdrowemu niemowlakowi nie zmywamy delikatnego mlecznego osadu z języka. Maluchy mają dość płytko zlokalizowany odruch wymiotny i dotykanie ich języków może wywołać nieoczekiwany efekt 😉

Kiedy w jamie ustnej pojawia się pierwszy ząb, przechodzimy na szczoteczkę z miękkim włosiem (te silikonowe nakładane na palec nie są w stanie odpowiednio usunąć osadu gromadzącego się w ciągu dnia na ząbkach). Aktualnie zaleca się stosowanie past z fluorem od pierwszego mlecznego zęba – choć na samym początku są to mikroskopijne ilości pasty: ziarenko ryżu (czyli muśnięcie włókien szczoteczki) do 3 roku życia, a potem porcja wielkości ziarenka groszku [2].

Pierwsza wizyta stomatologiczna powinna się odbyć przy okazji wyrżnięcia się pierwszego ząbka i nie później niż do 12 miesiąca życia. Listę polecanych przez Czytelników stomatologów dziecięcych znajdziesz w komentarzach pod grafiką poniżej:

Jak aktualnie wygląda u nas mycie zębów?

Myjemy zęby dwa razy dziennie – według specjalistów nie ma potrzeby robić tego częściej

Pierwszy raz rano, po przebraniu z piżamy, a przed śniadaniem.

Drugi raz wieczorem – w zależności od poziomu zmęczenia albo w łazience, albo już na łóżku. Brak dostępu w sypialni do wody nie jest problemem – bo zębów po umyciu nie powinno się płukać wodą (tak, też nie wiedziałam, też to zawsze robiłam przez ponad 30 lat). Wystarczy tylko wypluć nadmiar pasty. Poza tym przy nakładaniu tej bardzo małej zalecanej ilości pasty, w buzi niespecjalnie się pieni.

Rytuał wieczorny obowiązkowo obejmuje samodzielne wybranie sobie szczoteczki spośród dwóch dostępnych oraz jednej z trzech past. Po wieczornym umyciu zębów Córka dostaje tabletkę do ssania Acidolac Dentifix Kids. Jest to suplement diety dla dzieci powyżej 3 roku życia, będący połączeniem bakterii probiotycznych Lactobacillus salivarius HM6 Paradens z ksylitolem i witaminą D.

Lactobacillus salivarius HM6 Paradens to szczep bakterii probiotycznych, który ma udowodnione naukowo działanie hamujące aktywność patogenów wywołujących próchnicę [3, 4]. Co ciekawe, jest produkowany z mleka kobiecego 🙂

W tabletkach substancją słodzącą jest ksylitol, który wspomaga mineralizację zębów. Dodatkowo Acidolac Dentifix Kids jest suplementem zawierającym witaminę D – więc nie muszę dodatkowo o niej pamiętać. Smakuje delikatnie truskawkami (ma naturalny aromat).

Więcej na temat Aciolacu Dentifix Kids przeczytacie na stronie producenta (klik!).

Czy majstrowanie dziecku od urodzenia gazikiem w jamie ustnej jest niezawodnym sposobem na to, żeby nasze dziecko pokochało szczotkowanie zębów miłością nieprzerwaną? Ależ skąd 😉 Nawet maluch, który od urodzenia miał myte dziąsła, a potem pierwsze zęby, może w którymś momencie zaprotestować. Czasem zdarza się tak przy ząbkowaniu, czasem po siłowym podawaniu leków (wiem, czasem nie mamy pomysłu, jak to zrobić inaczej), a czasem jako normalny etap rozwojowy (“matko i ojcze, mam prawie dwa lata – nie naruszaj mojej autonomii swoimi pomysłami na zabiegi higieniczne”).

Zła wiadomość jest taka, że rodzice powinni myć swoim dzieciom zęby do momentu, w którym nie nabędą odpowiedniej sprawności manualnej czyli… do około 8 roku życia.

Nawet nie chcę liczyć, ile to tysięcy razy jeszcze mnie czeka!

15 sposobów na umycie dziecku zębów

Zebrałam więc zarówno sprawdzone przeze mnie, jak i przetestowane przez rodziców, z którymi miałam kontakt, sposoby na bezprzemocowe umycie dziecku zębów:

1.Daj dziecku wybór – warto kupić ze dwie szczoteczki i dwie pasty. Jeszcze lepiej, jeśli maluch sam sobie je wybierze w sklepie.

2. Szczoteczka soniczna lub elektryczna. Zmiana szczoteczki na taką, która się rusza, buczy lub gra i świeci, sprawdza się u wieeelu dzieci. Szczoteczki sonicznej można używać już od pierwszego zęba. Elektrycznej, z odpowiednio małą główką i na delikatnym programie – również, choć trzeba uważać na technikę czyszczenia zębów. Plusem szczoteczek innych niż manualne jest większa dokładność – jeśli Twoje dziecko nie jest w stanie wytrzymać zbyt długo z otwartą buzią, to każda sekunda jest na wagę złota. Gdyby okazało się, że Twój maluch obawia się dźwięków szczoteczki, możesz go stopniowo z nią oswajać, opowiadając, że jest jak pszczoła. Lata, bzyczy, a potem siada – na dłoni, na czole, na nosie i w końcu na zębach. Powoli, krok po kroku.

3. Wspólne mycie zębów – element porannego i wieczornego rytuału. Wszyscy razem, z muzyką w tle, na wesoło – a potem jeszcze migusiem poprawiamy po dziecku.

4. Wzajemność – Ty myjesz dziecku, dziecko myje Tobie. Grunt, żeby nie pomylić się ze szczoteczkami i nie sprzedać młodzieży swoich bakterii (z tego samego powodu warto powstrzymać się przed oblizywaniem dziecku smoczka, całowaniem w usta i nie używać wspólnych sztućców. A przede wszystkim wyleczyć własne rodzicielskie zęby).

5. Mycie zębów na stojąco, przed lustrem, a najlepiej w dostosowanym do wzrostu i możliwości dziecka kąciku toaletowym. Są dzieci, którym wygodnie jest, gdy rodzic myje im zęby w pozycji półleżącej na kolanach. Niektóre zniechęcają się, gdy nie widzą, co się dzieje, a ślina z pastą spływają im do gardła. W skrócie: warto próbować różnych pozycji i miejsc. Może sypialnia zamiast łazienki? Może podczas kąpieli, w trakcie zabawy pistoletem na wodę?

6. Potęga autorytetu. To może zabrzmieć jak ujma na rodzicielskim honorze, ale na niektóre dzieci autorytet dentysty (albo innego dorosłego; na przykład u mojej siostrzenicy – nauczycielka z przedszkola) jest ważniejszy niż gderanie rodzica. Krótkie przypomnienie: “Pamiętasz, co Pani Ania mówiła o myciu zębów?” potrafi czynić cuda. Są dzieci, które chcą myć zęby po tym, jak zobaczą, że robi to też ich koleżanka / kuzyn / mała sąsiadka. Kiedy w okolicy brak rówieśniczych autorytetów, pomocny może być Youtube 😉

7. Suchościeralne bakterie – patent rodem z Youtube’a:


8. Książki – niekoniecznie o myciu zębów, a już na pewno nie straszące dentystą. U nas sprawdziło się zwyczajne “Dzień malucha”. W komentarzach na IG polecałyście też “Wielkie mycie zębów w zoo” ze zwierzakami z szeroko otwartymi do szczotkowania paszczami oraz “Wszyscy ziewają” – można potem udawać ziewanie, jednocześnie myjąc zęby malucha, a najpierw szczoteczką myć zęby w książce ziewającym zwierzątkom.

9. A jeśli jesteśmy już przy zwierzakach – udawanie różnych postaci (ryczenie jak lew, ziewanie jak kotek, szczerzenie się jak wilk) albo głośne wydawanie z siebie różnych samogłosek ułatwia dostęp do zębów dziecka.

10.Fasolki – nie, nie chodzi o rośliny strączkowe, a o popularną w latach 80. i 90. grupę wokalną. Odświeżamy repertuar dziecięcych piosenek: numerem jeden jest “Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda”. Jeśli macie problem z zapamiętaniem słów, to niektórzy mówią, że cokolwiek co pasuje na tę melodię, nie musi się rymować 😉

11. Wyrzucanie robaczków / krasnoludków z buzi, szczoteczka jako śmieciarka zbierająca śmieci, samochód myjący drogi, gilgotanie zębów szczoteczką. Historie o poszukiwaniu resztek jedzenia między ząbkami i oficjalne żegnanie się z kaszą, bananem i sosem z obiadu. Albo komisyjne liczenie mleczaków. Znam mamę, która udaje, że maluje na zębach podobizny zwierzaków. Generalnie tzw. “opowieści dziwnej treści” 😉

12. Presja czasowa – niektórym dzieciom jest łatwiej, jeśli słyszą lub widzą upływający czas. Z tego powodu może się sprawdzić minutnik, klepsydra albo specjalne aplikacje na telefon, zachęcające do mycia zębów (Czyste ząbki z Aquafresh, Disney Magic Timer, Pampiś – zębowa przygoda)

13. Wspólne mycie zębów zabawkom.

14. Tabletki barwiące płytkę nazębną – pozwala dziecku zrozumieć dość abstrakcyjną dla niego ideę bakterii i osadu gromadzącego się na płytce nazębnej.  

15. Filmy na smartfonie – wiecie, że nie jestem fanką elektroniki, zwłaszcza przed snem (a dlaczego? Pisałam tutaj), ale jeśli już kompletnie nic innego nie działa, to ulubiona bajka z Youtube’a jest tym kosztem, który sama byłabym w stanie ponieść 😉

Mam nadzieję, że podsunęłam Ci chociaż kilka nowych pomysłów, o których nie wiedziałaś. Daj znać, czy coś jeszcze pomaga Ci dbać o higienę jamy ustnej twojego dziecka w komentarzu.