Opiekunka żłobka, nauczycielka przedszkola, ciocia – kto jest kim?

Opiekunka żłobka, nauczycielka przedszkola, ciocia – kto jest kim?

 

Co wykształcenie potencjalnej opiekunki, nauczycielki czy niani mówi o jej kompetencjach? Czy warto szukać opiekunki wśród studentek pedagogiki? Czy osoba, która pół życia przepracowała w przedszkolu zajmie się Twoim maluchem lepiej niż dwudziestolatka, która czasem opiekowała się kuzynem

Poniższy artykuł wyszedł spod klawiatury Karli Orban – psychologa pracującego z dziećmi i rodzinami od dziesięciu lat i autorki kursów „Adaptacja do przedszkola” i „Adaptacja do żłobka”.

Trzy kandydatki na nianię

Załóżmy, że jesteście w procesie poszukiwania niani. Zgłosiły się do Was trzy kandydatki. Jedna z nich jest studentką ostatniego roku pedagogiki wczesnoszkolnej, druga właśnie zdała maturę i robi sobie przerwę w nauce, trzecia jest doświadczoną opiekunką w żłobku czy nauczycielką w przedszkolu. Czy to oznacza, że ta trzecia będzie wiedzieć najwięcej o rozwoju dziecka, a ta druga najmniej? Niekoniecznie!

Pisząc te słowa, nie chcę negować kwestii wykształcenia. Wykształcenie niewątpliwie stwarza okazję do nabycia wiedzy. Napisałam okazję, ponieważ kierunki psychospołeczne nie różnią się od pozostałych. Jak w każdym zawodzie, możemy spotkać osoby, które po dyplomie nie posługują się zdobytą wiedzą lub jej nie aktualizują.

Jakie wykształcenie może mieć opiekunka?

W Polsce najczęściej spotykam się z czterema formami kwalifikacji, z którymi rozpoczyna się pracę z dziećmi:

1. Studia pedagogiczne (np. pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna)

Do niedawna studia pedagogiczne były dwustopniowe, można więc było spotkać absolwentów pedagogiki wczesnoszkolnej w stopniu licencjata lub magistra. Jeszcze wcześniej – nauczyciele przedszkola kończyli licea pedagogiczne z bogatym programem praktyk (za tym system edukacyjnym tęsknią wszyscy, którzy go przeszli i ja także ciepło o nim myślę). Obecnie, po zmianie rozporządzenia, pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna to pięcioletnie (jednolite) studia magisterskie. Absolwenci mogą podjąć pracę jako opiekunowie dzienni, opiekunowie w żłobku, nauczyciele w przedszkolu oraz w klasach zerówki i nauczania początkowego (klasy I-III).

Pedagog jest osobą, która wie najwięcej o procesie edukacji (pedagogika należy do nauk społecznych i właśnie edukacją się zajmuje). Z tego zakresu ma najwięcej zajęć (zobacz program studiów na UW – strony 64-70). Psychologia rozwoju człowieka pojawia się w planie zajęć, ale nie jest głównym ani godzinowo dominującym przedmiotem.

2. Studia psychologiczne (psychologia)

Tutaj również istnieje kilka wariantów: studia jednolite magisterskie (5 lat) lub dwustopniowe. Te drugie wzbudzają pewne kontrowersje, ponieważ Ustawa o zawodzie psychologa definiuje tego specjalistę jako magistra – nie bardzo zatem wiadomo, czy po trzyletnim licencjacie wolno używać tytułu zawodowego psychologa.

Psycholog dziecięcy nie jest osobnym zawodem. Niektóre uczelnie oferują ścieżkę dziecięcą jako specjalność w trakcie studiów, inne nie. W takim przypadku psycholog samodzielnie uzupełnia swoje wykształcenie o kursy, szkolenia czy staże. Psycholog może prowadzić diagnozę rozwoju społeczno-emocjonalnego dziecka oraz zaburzeń rozwojowych (tu często we współpracy z lekarzem psychiatrą). Może także z nimi pracować. Nie ma natomiast wiedzy o tym, jak małe dzieci można zainteresować muzyką, literkami czy matematyką (przynajmniej nie wynosi tego ze studiów 😉).

3. Kurs(-y) opiekunki dziecięcej

Zawód opiekunki dziecięcej wprowadza Ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3. Zgodnie z tym aktem prawnym, do pracy w charakterze opiekuna dziennego lub opiekuna w żłobku (przy braku dyplomu z pedagogiki, psychologii, położnictwa czy kilku pokrewnych kierunków) wymagane jest ukończenie kursu trwającego 280 godzin (w tym 80 godzin – 2 tygodnie – praktyki w żłobku). Przyjmując, że dziennie odbywa się 8 godzin szkoleń, można uzyskać uprawnienia w 7 tygodni. Większość kursów zapewnia ok. 40–45 godzin wykładów powiązanych z rozwojem małego dziecka. W programie jest także obowiązkowy moduł o pierwszej pomocy przedmedycznej, którego nie znajdziesz w planie studiów wymienionych powyżej.

Warto jednak być ostrożnym. Miejsc, które szkolą opiekunki stale przybywa i niestety nie wszystkie trzymają dobry poziom. Niekiedy kurs opiekunki nie jest także równoznaczny z ministerialnym programem nauczania: w internecie bez problemu znajdziesz wirtualne kursy z mniejszą liczbą godzin. Jeśli więc kandydatka mówi, że ukończyła kurs opiekunki, nie bój się zapytać, gdzie kurs się odbywał i w którym żłobku odbywała praktyki.

4. Kurs kwalifikacyjny z przygotowania pedagogicznego

Obecnie jest on częścią wszystkich kierunków o specjalności nauczycielskiej (np. biologii, polonistyki, anglistyki, matematyki). Można go również odbyć w formie dwuletnich studiów podyplomowych. Chociaż teoretycznie zawiera blok wprowadzenia do psychologii czy pedagogiki, daje bardzo niewiele wiedzy o rozwoju małego dziecka.

Co jest najważniejsze?

Uff, sporo tego, prawda? Najważniejsze jest jednak to, że na żadnym kierunku kształcenia kandydaci nie uczą się nawiązywania dobrej, ciepłej relacji z dzieckiem i elastycznego odpowiadania na jego potrzeby, a więc tego, na czym Tobie – jako rodzicowi – zależy najbardziej. To właśnie tej emocjonalnej dostępności wobec malucha najbardziej potrzebujecie, a nie wyćwiczy jej żadna szkoła. 

Warto także pamiętać, że pewne nawyki, będące wynikiem kilkuletniej pracy z dziećmi w bardzo usztywnionym podejściu, dość trudno się zmienia. Wracając więc do przykładu z pierwszego akapitu: studentka pedagogiki może okazać się mniej otwarta na malucha niż nauczycielka przedszkolna z wieloletnim doświadczeniem, a w pomysłowości i kreatywności w zabawie może pobić je na głowę kandydatka po maturze. Jednocześnie może okazać się, że którakolwiek z nich będzie traktowała Waszego malucha z czułością i wyrozumiałością. Zmiana wymaga świadomości i chęci ze strony nauczyciela. Jeśli więc w rozmowie z kandydatką na nianię, przyszłą nauczycielką przedszkolną dziecka czy opiekunką w żłobku słyszysz, że rozmijacie się w wartościach wychowawczych, warto o tych różnicach rozmawiać od razu.

 

Kim jest niejadek?

Kim jest niejadek?

 

Małgorzata Talaga-Duma jest psychodietetykiem, od kilku lat specjalizuje się w żywieniu dzieci, w terapii karmienia dzieci z wybiórczością pokarmową i neofobią. Współpracuje z placówkami oświatowymi, z nauczycielami, rodzinami i przede wszystkim z dziećmi w ramach warsztatów kulinarnych. Wykładowca akademicki oraz prowadząca szkolenia dla specjalistów m.in. w Instytucie Psychodietetyki. Autorka artykułów poruszających temat trudności żywieniowych u dzieci. Założycielka profilu https://jedzzglowa.pl/ oraz https://www.facebook.com/jedzzglowapl

Magdalena Komsta: Czy prawdziwe niejadki w ogóle istnieją?

Małgorzata Talaga-Duma: Na początku warto przede wszystkim wyjaśnić samo pojęcie niejadka. Jest to określenie, z którym bardzo często spotykamy się w rozmowie z rodzicami. Temat spożywania posiłków jest dla nich bardzo ważny. Stąd zjedzenie małej porcji budzi wśród rodziców obawy i niepokój. W efekcie narasta napięcie wokół jedzenia i z czasem posiłki rodzinne stają się coraz trudniejsze – zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Określenie niejadek, często wypowiadane w obecności dziecka, staje się formą etykiety – niestety mocno utrwalającej pewne zachowania u dziecka. Preferencje żywieniowe zmieniają się wraz z wiekiem. Szczególnie u dzieci w wieku dwóch, trzech lat oraz w wieku przedszkolnym, rodzice mogą dostrzec ograniczenie w diecie konkretnych grup produktów, jak warzywa czy mięso oraz jedzenie mniejszych porcji. Równocześnie dzieci chętniej sięgają po inne produkty, które są im bliższe smakowo, najczęściej słodkie, mączne. Pamiętajmy jednak, że żadne dziecko nie rodzi się niejadkiem. Za odmową jedzenia rzeczywiście mogą kryć się różnorodne przyczyny, ale z pewnością niebagatelne znaczenie ma dieta dziecka, ilość i jakość spożywanych przekąsek oraz słodkich napojów, które dziecko otrzymuje.

Istotna jest również obserwacja dziecka i zaufanie wobec samodzielnego decydowania przez nie o wielkości spożywanych porcji, według aktualnych potrzeb.

Chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie: czy moje dziecko jest niejadkiem?, warto więc przeanalizować ilość spożywanych posiłków i przekąsek w ciągu dnia (w stosunku do zapotrzebowania energetycznego dziecka w danym wieku), jakość posiłków pod kątem smaku, sytości, a także ilość i rodzaj przyjmowanych płynów oraz rodzinny model karmienia.

MK: Skąd się biorą niejadki, które jednocześnie mają na wszystko siłę?

MTD: Gdy rodzice zgłaszają, że ich dziecko jest niejadkiem, to najczęściej mają na myśli, że dziecko zjada mniej, niż chcieliby rodzice lub zjada nie takie produkty, jakie rodzice by chcieli. Często się dziwią, że dziecko praktycznie nic nie je, a ma mnóstwo energii. W takich sytuacjach szczególnie warto przyjrzeć się codziennej diecie i skrupulatnie policzyć ilość przekąsek. 

Jeśli w podawanych posiłkach dominują produkty mączne, słodkie, to małe dziecko w większości przypadków zaspokaja swoje zapotrzebowanie energetyczne bardzo szybko. Równocześnie może to być dieta bardzo uboga pod kątem wartości odżywczych.

Podawanie produktów słodkich w porach posiłku uczy dziecko, że głód najłatwiej zaspokoić przekąskami, potrawami słodkimi. Często sami rodzice, w sytuacji odmowy posiłku, szukają najbardziej pewnych produktów i podają ulubione przysmaki. Dlatego warto w pierwszej kolejności przeanalizować nie tylko to, ile zjada dziecko, ale również zachowanie rodzica w sytuacji odmowy spożywania posiłku.

MK: Skąd mam wiedzieć, czy dziecko je za mało? Czy da się to sprawdzić?

MTD: Przede wszystkim warto przyjrzeć się czynnikom, które wpływają na apetyt u dziecka, aktualne zapotrzebowanie energetyczne wynikające m.in. z tempa wzrostu, wieku, wagi ciała. Najszybszy przyrost wagi i wzrostu obserwujemy u dzieci w pierwszym roku życia W kolejnych latach tempo przyrostów jest zdecydowanie mniejsze, co również będzie się przekładało na wielkość porcji. Najważniejsze to tak komponować posiłki, aby w małej porcji dostarczyć jak najwięcej wartości odżywczych. Zgodnie z najważniejszą zasadą żywienia dzieci to RODZIC decyduje, co poda dziecku, kiedy i ile, ale to do DZIECKA należy decyzja, ile z tego zje i czy zje.

Gdy podajemy odpowiednio skomponowane posiłki, warto zaufać dziecku, że samo będzie wiedziało, jakiej porcji potrzebuje. U dzieci apetyt łatwo ulega zmianie w zależności od aktywności fizycznej, towarzyszących emocji, etapu rozwoju. Szczególnie to widać u dzieci powyżej pierwszego roku życia, gdy zainteresowanie najbliższym otoczeniem jest dużo większe niż tym, co jest podane na talerzu. Ingerowanie w wielkość porcji, karmienie wbrew sygnałom, jakie przekazuje dziecko, zaburza naturalny mechanizm regulacji poczucia głodu i sytości, który możemy dostrzec już u niemowlaka.

Jeśli rodziców jakaś sytuacja niepokoi, to warto kontrolować wagę dziecka, tempo przyrostów w siatce centylowej. Gdy dziecko utrzymuje się w swoim tzw. kanale centylowym, to znaczy, że jego tempo wzrostu jest prawidłowe. Najważniejsze, aby zadbać wówczas o wysoką jakość diety i w razie wątpliwości skontaktować się ze specjalistą (lekarzem, psychodietetykiem, dietetykiem dziecięcym).

MK: Namawiać niejadka do siedzenia przy stole z rodziną czy akceptować, jeśli odchodzi od stołu, kiedy reszta rodziny je?

MTD: Trudno tak jednoznacznie określić, jaka postawa rodziców będzie prawidłowa. Wszystko zależy od przyczyn odmowy wobec wspólnego spożywania posiłku. Warto zastanowić się, czy takie zachowanie wynika z braku preferowanego posiłku na talerzu czy z presji, jaką dziecko zaczyna odczuwać przy stole. Na pewno dobrze byłoby, aby dziecko mogło towarzyszyć rodzicom podczas wspólnych posiłków, niezależnie od tego, jak zjadło. Ma wówczas okazję poznać inne produkty obecne na stole (częsta ekspozycja) oraz obserwować rodziców (efekt modelowania). Z drugiej strony może się okazać, że dotychczasowe namawianie ze strony najbliższych do jeszcze jednej łyżeczki jest odczuwane przez dziecko jako forma presji i w efekcie opór wobec posiłku narasta. 

MK: Co zrobić, jeśli dziecko nie chce jeść obiadu, kanapki, itp. pożywnych posiłków? Czekać aż zgłodnieje czy odpuścić i dać owoc, który na pewno zje?

MTD: Gdy dziecko nie chce jeść posiłku, istotne jest ustalenie przyczyn takiego zachowania, ale również analiza zachowań rodziców w sytuacji odmowy. Może ona wynikać zarówno z braku odczuwalnego głodu, jak i z braku zainteresowania jedzeniem czy przekonania, że w sytuacji odmowy mniej preferowanego dania, rodzic zaproponuje pewniejszy produkt, czyli to, co dziecko lubi. O ile pojedyncza sytuacja nie stanowi zagrożenia, to z czasem rodzice obserwują, że przy takich rozwiązaniach dieta dziecka utrwala preferowane smaki. Dużo trudniej wprowadzić nowe, wartościowe produkty. 

Zwykle najlepiej będzie zakończyć posiłek, nie podając preferowanego zamiennika i zaplanować szybsze podanie kolejnego dania lub zaproponować ponowne podanie danego posiłku w najbliższym czasie. Nieskutecznym rozwiązaniem będzie skierowanie do dziecka pytania: co byś zjadł?, ponieważ równie dobrze może wskazać posiłek, którego w ostateczności nie zje.

MK: Co robić, jeśli dziecko wybiera, zjada tylko jeden produkt lub kilka produktów? Co jeśli starsze dziecko chce jeść codziennie to samo, np. kanapkę z serem, a jego menu jest bardzo ograniczone?

MTD: Rzeczywiście przy poważniejszych trudnościach z jedzeniem możemy zaobserwować u dzieci tendencję do wybierania produktów tylko o określonej konsystencji, kolorze, sposobie podania (np. makaron bez sosu, miękkie, łatwe do gryzienia itp.). Również w sposobie spożywania posiłków dostrzegamy, że dziecko unika łączenia produktów. Jeśli rodzic obserwuje takie wybiórcze jedzenie, a w analizie jadłospisu wyraźnie zaznacza się monotonny sposób żywienia (np. jednego rodzaju kanapki lub spożywanie tylko frytek czy makaronu z drugiego dania), to warto zasięgnąć opinii specjalistów. W żywieniu dzieci ważne jest nie tylko zaspokojenie głodu, ale również dostarczenie odpowiednich składników odżywczych. Dziecko jest w stanie zaspokoić głód suchą bułką czy makaronem, ale z pewnością nie jest to wartościowy posiłek.

MK: Jeśli dziecko odmawia zjedzenia kanapki na kolację, to przygotować dla niego drugi posiłek, drugi wariant kolacji? A potem trzeci i czwarty?

MTD: Zdecydowanie nie. Taka forma rozmowy z dzieckiem (co byś zjadł, to przygotuję) tak naprawdę stawia dziecko w trudnej sytuacji. Warto zamiast tego, aby rodzic dawał dziecku możliwość wyboru, np. dodatków lub sposobu podania: kanapka z serem czy wędliną? Z ogórkiem czy z pomidorem? Można również przygotować posiłek w formie tzw. szwedzkiego stołu, dając dziecku możliwość samodzielnego komponowania posiłku.

MK: Kiedy zgłosić się po pomoc do specjalisty i do kogo?

MTD: Jeśli rodzic dostrzega, że dziecko odmawia spożywania posiłku i problem nie ustępuje lub wręcz pogłębia się, to warto zwrócić uwagę, że nie zawsze kryje się za tym kwestia smaku potrawy. W końcu w wielu sytuacjach dziecko nawet nie próbuje, a już zdecydowanie odmawia jedzenia. Warto spojrzeć na proces spożywania posiłku jak na czynność wymagającą opanowania wielu różnych umiejętności, takich jak: odpowiednia postawa ciała, koordynacja ruchów, umiejętność gryzienia, formowania kęsa. Jedzenie to również kontakt z różnymi zapachami, dźwiękami (np. dźwięk chrupania), konsystencjami. Grupa specjalistów, którzy mogą być pomocni przy analizie przyczyn trudności w jedzeniu jest dosyć liczna. Będą to m.in.: pediatra, dietetyk, psychodietetyk, psycholog, alergolog, fizjoterapeuta itd. Warto zasięgnąć konsultacji u neurologopedy czy terapeuty integracji sensorycznej, który pracuje z małymi dziećmi.

Pamiętajmy, że dzieci jedzą najlepiej, jak potrafią – zgodnie ze swoimi potrzebami i umiejętnościami.

 

 

Dlaczego warto zaplanować ciążę i odpowiednio się do niej przygotować?

Dlaczego warto zaplanować ciążę i odpowiednio się do niej przygotować?

Wpis powstał we współpracy z marką PREGNA

Nawet 60% ciąż jest nieplanowanych [1] – dlaczego by więc zawracać sobie głowę przygotowaniami zamiast ponieść się chwili? 😉 Bo warto.

Planowanie ciąży to nie tylko kwestia związana ze zdrowiem matki i dziecka (choć trudno to przecenić – mamy mnóstwo badań o tym, w jaki sposób stan zdrowia kobiety wpływa na rozwój płodu oraz jej stan w ciąży). Warto w okresie przygotowań na spokojnie rozważyć jak zorganizujemy tę ciążę. Co jeśli będzie trzeba dużo leżeć? Jak ma tym razem wyglądać poród? Na czym szczególnie mi zależy? Jak nam jest teraz w związku i jak pojawienie się kolejnego członka rodziny wpłynie na moją relację partnerską? Czy mam teraz zasoby na kolejną ciążę i opiekę nad dzieckiem? Kto mnie w tym wesprze i jak konkretnie? Jaki to będzie miało wpływ na starsze dziecko/dzieci? Co jeśli uda się za miesiąc, a co jeśli dopiero za rok?

Nie spiesz się. Nie każdy “po prostu wie”, że będzie w porządku. Wątpliwości, pytania, wahania są zupełnie czymś normalnym – nawet, jeśli bardzo chcemy powiększyć rodzinę. Czasem rozmowa z kimś bliskim lub specjalistą (psycholog, psychoterapeuta) pomaga uporządkować myśli i emocje.

Jakie badania zrobić przed ciążą?

Przygotowując się do ciąży, dobrze jest odwiedzić lekarza – co najmniej ginekologa, który ustali, czy i jakie badania warto zrobić. Wiele zależy od dotychczasowych wyników i historii położniczej. Inne zalecenia może dostać kobieta, która regularnie odbywa wizyty ginekologiczne, robi co roku cytologię, ale jest przed pierwszą ciążą. Inne postępowanie lekarz zaleci kobiecie, która nie była u ginekologa od porodu trzy lata temu, a jeszcze inne osobie, która nigdy nie chorowała na ospę wietrzną, a jej dziecko chodzi do żłobka. Znaczenie ma też funkcjonowanie tarczycy, której praca czasem po pierwszym porodzie szwankuje, co może wpływać na płodność.

To, o czym na pewno warto pamiętać, to wizyta u stomatologa. Nawet 18% porodów przedwczesnych jest spowodowanych chorobami zębów i dziąseł! [2] Dodatkowo leczenie stomatologiczne w ciąży bywa trudniejsze, np. ze względu na mdłości, dlatego najbezpieczniej załatwić tę sprawę jeszcze przed poczęciem dziecka.

Nie istnieją jednak w Polsce oficjalne rekomendacje, jakie badania powinna zrobić przyszła mama – właśnie dlatego, że to dość indywidualna kwestia i konsultacja z dobrym ginekologiem będzie najlepszym pomysłem.

Co suplementować w trakcie starań o dziecko?

Jeśli rozpoczynacie starania o dziecko, warto przede wszystkim zadbać o zbilansowany jadłospis zgodny z rekomendacjami żywieniowymi. Ale bądźmy realistami – z różnych powodów nie zawsze jest możliwość, żeby nasza dieta była wzorcowa, zwłaszcza gdy mamy już w domu dziecko i inne obowiązki 😉 Poza tym nawet Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników zaznacza, że suplementacja niektórych mikroelementów jest istotna nawet przy zbilansowanej diecie.

W okresie przygotowania do zajścia w ciążę i pierwszych tygodniach ciąży warto pamiętać przede wszystkim o [3]:

  • Kwasie foliowym – zgodnie z aktualną wiedzą rekomenduje się u wszystkich kobiet w wieku prokreacyjnym stosowanie kwasu foliowego w ilości 0,4 mg/d w postaci suplementów, a w I trymestrze stosowanie kwasu foliowego w ilości 0,4–0,8 mg/d (w II i III trymestrze 0,6–0,8 mg/d). To BARDZO istotny mikroelement – uzupełniające spożycie kwasu foliowego zwiększa poziom folianów u matki. Niski poziom folianów u matki jest czynnikiem ryzyka rozwoju wad cewy nerwowej u rozwijającego się płodu*.
  • Witaminie D – dorośli w Polsce powinni suplementować witaminę D co najmniej od września do kwietnia, a kobiety w ciąży przez cały rok. Idealnie jest dobrać dawkę po zbadaniu stężenia 25(OH)D we krwi – niestety, badanie to nie jest aktualnie refundowane w POZ. Bez wykonania badań zalecane jest przyjmowanie 2000 j.m. (50 µg) witaminy D dziennie, przez cały okres ciąży, niezależnie od pory roku [4];
  • Jodzie – w trakcie ciąży zwiększa się zapotrzebowanie organizmu kobiety na jod, co jest związane z jego utratą przez nerki, aktywnością dejodynaz i zapotrzebowaniem płodu [1]. Jod pełni istotną rolę w organizmie kobiety, pomaga w prawidłowej produkcji hormonów tarczycy i w prawidłowym funkcjonowaniu tarczycy. Wspiera prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i utrzymanie prawidłowych funkcji poznawczych. Rekomenduje się suplementację jodu u wszystkich ciężarnych bez chorób tarczycy w wywiadzie w ilości 150–200 mcg/ /dobę.

Jeśli przed planowaną ciążą stosowałaś tabletki antykoncepcyjne, możesz mieć niższy poziom cynku we krwi [5]. Ten „minerał płodności”, jak bywa czasem zwany cynk, pomaga w utrzymaniu prawidłowych funkcji rozrodczych i  prawidłowej płodności – zwróć więc szczególną uwagę na cynk w diecie i/lub suplementach, jeśli starasz się o dziecko po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych lub jeszcze w trakcie ich przyjmowania.

Planując w bliższej lub dalszej perspektywie ciążę, nawet jeśli aktualnie jeszcze się przed nią zabezpieczasz, zwróć uwagę na składniki pomagające w utrzymaniu prawidłowego metabolizmu homocysteiny – czyli kwas foliowy, witaminy B6 i B12 oraz cholinę. Uzupełnienie diety w te składniki (lub ich suplementacja) warto rozpocząć w trakcie starań o ciążę.

Nie przepadasz za rybami? Rozejrzyj się za suplementacją kwasu DHA już przed ciążą, a na pewno od momentu, gdy zobaczysz na teście dwie kreski. DHA ma wpływ na rozwój mózgu i oczu u płodu oraz dziecka karmionego piersią i warto dostarczać ją organizmowi jak najszybciej. Odpowiednia suplementacja DHA jest szczególnie istotna w przypadku diety ubogiej w ryby, gdyż organizm sam nie potrafi wytworzyć dostatecznej ilości tej substancji.

Na co zwrócić uwagę, wybierając suplement na czas starań oraz w ciąży?

Na rynku jest obecnie dostępne mnóstwo preparatów, które przedstawia się jako dostosowane do potrzeb kobiet planujących poczęcie oraz ciężarnych, czy też karmiących piersią. Jak wybrać najlepszy produkt?

  • Poszukaj rekomendacji towarzystwa naukowego, np. Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Jest ona przyznawana wyłącznie produktom o bezpiecznym składzie, zgodnym z aktualnymi rekomendacjami.
  • Sprawdź wiarygodność producenta. Czy to renomowana firma? Czy producent dzieli się informacją, w jakich standardach jakości wytwarza suplement? Czy zakłady, w których odbywa się produkcja, mają certyfikat GMP? Oznacza to, że produkty są weryfikowane są pod względem zawartości substancji czynnych, alergenów, czystości mikrobiologicznej oraz pochodzenia surowców, aby były jak najwyższej jakości.
  • Jaką formę mają poszczególne mikroelementy? Chodzi głównie o biodostępność i wchłanialność. Dobrym przykładem jest kwas foliowy – ponieważ nawet 50% Polaków może mieć trudności z przemianą metaboliczną kwasu foliowego, dobrze jeśli tradycyjna jego forma jest połączona np. z L-metylofolianem wapnia (poszukaj na opakowaniu informacji o aktywnej i łatwo przyswajalnej formie kwasu foliowego).
  • Czy połączenie składników wzmacnia ich wchłanialność? Przykładowo, kwas foliowy wchłania się lepiej w towarzystwie witamin B6 i B12.
  • Przy suplementach z DHA: czy ich źródło zostało oczyszczone z metali ciężkich i dioksyn?
  • Zachowaj umiar. Więcej wcale nie znaczy lepiej, szczególnie w przypadku ciąży. Upewnij się, czy suplement nie zawiera przypadkiem składników, których nie potrzebujesz suplementować (np. witaminę C, którą bardzo łatwo dostarczyć sobie z pożywieniem). Na rynku dostępnych jest mnóstwo przeładowanych składnikami preparatów, których składniki mogą wchodzić ze sobą w interakcje, którego wpływu na zdrowie nie znamy. W ciąży warto przyjmować tylko składniki o udowodnionym działaniu.
  • Ile tabletek i jakiej wielkości będziesz musiała połykać? Czy ich zapach nie będzie Cię odrzucał (np. czy olej rybi, źródło kwasu DHA, został specjalnie oczyszczony?)? Im mniej tabletek do połykania dziennie, tym lepiej – łączenie kilku suplementów z kilku różnych firm jest mniej korzystne, albowiem nie znamy interakcji między nimi. Z praktycznego punktu widzenia mniejsze kapsułki zwykle są po prostu łatwiejsze do połknięcia, co ma znaczenie zwłaszcza w pierwszych tygodniach, kiedy pojawiają się nudności.

Wszystkie te warunki spełniają produkty marki Pregna – Pregna Start, która w zawiera kompozycję dobranych składników odżywczych dla kobiet planujących ciążę, w tym rekomendowane przez PTGiP kwas foliowy (w dwóch formach, w tym aktywnej), witaminę D oraz jod, a także łatwo przyswajalny cynk w organicznej formie cytrynianu, cholinę oraz witaminę B6 i o wysokiej biodostępności witaminę B12 w postaci metylokobalaminy – jest więc idealny dla przyszłych mam na diecie wegetariańskiej i wegańskiej oraz m.in. kobiet, które przyjmują bądź odstawiły antykoncepcję hormonalną.

Kwas DHA można suplementować dzięki produktowi Pregna DHA, który zawiera olej pozyskiwany za pomocą technologii PureMax™, dzięki czemu charakteryzuje się zminimalizowaną ilością zanieczyszczeń, ale także zminimalizowanym charakterystycznym zapachem i nieprzyjemnym posmaku. Dodatkowo olej zawarty w preparacie ma akredytację IFOS (International Fish Oil Standards Program – niezależny program oceny suplementów z oleju rybnego) oraz certyfikat Friend of the Sea (zrównoważonego rybołówstwa).

Jestem w ciąży – co suplementować?

Przede wszystkim gratulacje! W kontekście suplementacji niewiele się zmienia – rekomendacje PTGiP z 2020 roku dotyczą pięciu substancji czynnych: omówionych już powyżej kwasu foliowego, witaminy D, jodu oraz DHA plus ewentualnej suplementacji żelaza.

Obecnie rekomenduje się suplementowanie co najmniej 200 mg DHA u wszystkich ciężarnych i karmiących piersią, a w przypadku niskiego spożycia ryb do rozważenia większe ilości [1]. Niestety, konwersja kwasu ALA (np. z siemienia lnianego) do kwasu DHA jest bardzo niska (do kilku procent [6]), więc nie można traktować roślin będących źródłem ALA jako substytutu suplementacji DHA.

Pozostałe mikroelementy wystarczy dostarczać w normalnej diecie:

“Obecność innych mikroelementów, witamin i substancji czynnych w suplementacji, czyli uzupełnianiu normalnej diety, nie jest rekomendowana w populacji zdrowych kobiet, jeżeli nie ma do tego określonych wskazań medycznych.” [1].

Po konsultacji z lekarzem prowadzącym, dla kobiet w ciąży i karmiących piersią rekomenduje się przejście na preparat Pregna PLUS (w wersji z żelazem lub bez), który zawiera w wszystkie rekomendowane przez PTGiP składniki, w tym kwas DHA. Zaleca się kompleksową suplementację z Pregna DHA jako indywidualne dostosowanie i uzupełnienie ilości DHA, w zależności od potrzeb i diety.  

I trzymaj się zdrowo 🙂

 O produktach PREGNA poczytasz na stronie: https://pregna.com.pl/

*Rozporządzenie Komisji Europejskiej (EU) nr 1135/2014 z dnia 24.10.2014 warunki stosowania oświadczenia zdrowotnego dla kwasu foliowego – Produkt przeznaczony jest dla kobiet w wieku rozrodczym, a korzystny efekt występuje w przypadku codziennego uzupełniającego spożycia dawki wynoszącej 400 μg kwasu foliowego przez co najmniej jeden miesiąc przed poczęciem i maksymalnie trzy miesiące po poczęciu. Istnieje wiele czynników ryzyka rozwoju wad cewy nerwowej i zmiana jednego z nich może mieć korzystny wpływ lub nie.

 

Ile infekcji w sezonie to norma?

Ile infekcji w sezonie to norma?

  Poniższy artykuł został zredagowany w oparciu o wystąpienie dr n. med. Kacpra Toczyłowskiego – eksperta Parentflixa, pediatry w trakcie specjalizacji z chorób zakaźnych. 

Ile infekcji w sezonie to norma?

 

U dzieci do piątego roku życia jest to około ośmiu infekcji w okresie jesienno-zimowym. Okres jesienno-zimowy trwa jakieś sześć, siedem miesięcy w roku. Osiem infekcji dróg oddechowych (objawiających się katarem, kaszlem) oznacza, że dziecko może być chore częściej niż raz w miesiącu. Ostry katar trwa, powiedzmy, tydzień. Później, po katarze czy zapaleniu oskrzeli, zostaje jeszcze kaszel poinfekcyjny, który będzie trwał kolejne dwa, trzy tygodnie. Dziecko wraca do przedszkola i znowu jest chore. Łapie wtedy drugą, trzecią, ósmą infekcję. Wciąż jest to norma.  Trzeba podkreślić jedną ważną rzecz: dzieci, które chorują często są, w większości przypadków, kompletnie… zdrowe. Nic im nie dolega. Takie nawracające infekcje układu oddechowego są wpisane w dzieciństwo. Mówi się wręcz o fizjologicznych infekcjach układu oddechowego, które wynikają z kilku aspektów, ale o nich za chwilę.  Dzieci powyżej piątego roku życia chorują zwykle rzadziej i umowną normą są około cztery infekcje w okresie jesienno-zimowym. Należy jednak podkreślić jedną, bardzo ważną rzecz – nie posiadamy uniwersalnej definicji nawracających infekcji dróg oddechowych. Określenie liczby infekcji na sezon, względem wieku dziecka, różni się pomiędzy wytycznymi. Ponadpięcioletnie dziecko chorujące nawet osiem razy w ciągu sezonu jesienno-zimowego najprawdopodobniej również jest zdrowe. 

Odporność. Kiedy można mieć powody do niepokoju?

 

Czy jednak jest coś, co kazałoby nam martwić się chorowaniem dziecka? Odpowiedź brzmi: tak. Fundacja Jeffreya Modella opracowała dokument, w którym zawarła dziesięć objawów ostrzegawczych pierwotnego niedoboru odporności Kiedy zatem rodzice i lekarze powinni pomyśleć o tym, że dziecko może mieć osłabiony układ odpornościowy? Oto lista sygnałów alarmowych:

  • Nawracające infekcje ucha. Czwarte lub kolejne zapalenie ucha środkowego w ciągu roku może skłaniać do pogłębienia diagnostyki. Podobnie rzecz ma się przy dwóch (lub więcej) poważnych zapaleniach zatok w ciągu roku.
  • Zapalenia ucha albo zatok, które wymagają przedłużonego leczenia antybiotykami. Zwykle od pięciu do siedmiu dni antybiotyków w zupełności wystarcza na tego typu infekcje. Konieczność wydłużenia antybiotykoterapii na wiele tygodni może sugerować niedobór odporności.
  • Drugie lub kolejne bakteryjne zapalenie płuc w ciągu roku. Nie mylić z wirusowym!
  • Nieprawidłowy przyrost długości i masy ciała. Dlatego tak ważne są bilanse zdrowia, okresowe pomiary i naniesienie ich wyników na siatki centylowe.
  • Głębokie ropnie skóry lub ropnie innych narządów. To także uporczywe pleśniawki (czyli takie białe naloty w buzi), które trudno jest wyleczyć.
  • Konieczność stosowania antybiotyków dożylnych, ponieważ antybiotyki doustne są nieskuteczne.
  • Zakażenia tkanek głębokich albo posocznica. Jeżeli dziecko ma drugą posocznicę w ciągu dwunastu miesięcy, bez żadnych wątpliwości wymaga diagnostyki immunologicznej.
  • Pierwotne niedobory odporności w bliskiej rodzinie.

 

Dlaczego dzieci chorują częściej? 

 

Dlaczego jednak dzieci mogą chorować częściej? Dlaczego dzieci do piątego roku życia mogą chorować osiem czy nawet więcej razy w ciągu sezonu i wciąż to jest norma? Wynika to z kilku rzeczy.  Po pierwsze dzieci w trochę inny sposób poznają otaczający nas świat. Lubią wszystkiego dotknąć, lubią posmakować. Każde dotykanie przedmiotów i wkładanie ich do buzi czy oblizywanie palców oznacza ryzyko przeniesienia w ten sposób patogenów.  Po drugie, dzieci uczęszczają do szkół i przedszkoli, gdzie spędzają wiele godzin w zamkniętych pomieszczeniach, w dużej grupie osób. Epidemię kataru, bostonki czy biegunki w takich warunkach może wywołać jedna chora osoba lub wciąż zakaźny ozdrowieniec.  Trzecia sprawa – nieprawidłowe mycie rąk. Warto nauczyć dziecko, jak się myje ręce. Powiem więcej: warto samemu nauczyć się prawidłowo myć ręce (polecam technikę Ayliffe). Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która powoduje, że dzieci chorują częściej. Układ odpornościowy dzieci, w porównaniu do młodych dorosłych, jest słabszy. Oczywiście posiada on wszystkie potrzebne elementy i funkcje, ale są one realizowane w troszeczkę gorszy sposób. Niektóre komórki są bardziej leniwe, potrzebują więcej czasu. Są też trochę mniej spostrzegawcze. Mówiąc kolokwialnie: więcej patogenów mogą przeoczyć. Co prawda w pierwszych miesiącach życia niemowlęta są częściowo chronione przez przeciwciała od mamy, przekazane przez łożysko, ale ta ochrona nie trwa wiecznie i nie jest skuteczna w każdej sytuacji. Przeciwciała, jak każde inne białka, ulegają rozpadowi, który trwa od sześciu miesięcy do maksymalnie dwóch lat.  Podsumowując, dzieci chorują częściej, bo zachowują się inaczej niż dorośli, inaczej poznają świat, przebywają wśród chorujących rówieśników i mają jeszcze niedojrzały układ odpornościowy, który gorzej sobie radzi z wirusami i bakteriami.

 

PARENTFLIX POWRACA W KWIETNIU 2022.