Presja przy rozszerzaniu diety

Presja przy rozszerzaniu diety

W rodzicielstwie jest tak, że czasem trudno pogodzić ze sobą niektóre ważne rzeczy. Jesteśmy ludźmi, a nie robotami, więc nasze dotychczasowe doświadczenia, pozyskane wiadomości, ale także cechy osobowości czy wręcz lęki wpływają na to, jakie decyzje podejmujemy.

Ja na przykład zawsze bałam się zadławienia, bo sama chyba mam jakieś problemy z budową jamy ustnej, prawdopodobnie skrócone wędzidełko języka, i sama bardzo często krztuszę się. 

Moje lęki plus informacje o tym, że nie należy zostawiać dziecka samego, kiedy je, bo może potrzebować pomocy sprawiły, że patrzyłam na moją córkę, kiedy jadła. Cały czas. Nieustannie. Prawie nie mrugałam, tak patrzyłam.

I to był błąd. Bo im bardziej patrzyłam, tym bardziej ona nie jadła. Trochę jak Kubuś Puchatek: Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. Dlaczego nie jadła? Tego mogę się tylko domyślać. Chyba nikt nie lubi, kiedy zagląda mu się w talerz. Podejrzewam, że czuła presję, bo tę presję czułam i ja. Zaczynałam się irytować, że nie je, że nie docenia, że ja dla niej gotuję, a to było dla mnie wyzwanie. 

Ta sytuacja zmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pewnego dnia nie usiadłam i nie patrzyłam na nią między podawaniem kolejnych porcji jedzenia – tutaj może warto dodać, że rozszerzałam dietę metodą klasyczną, czyli z karmieniem łyżeczką, a nie BLW. Tego dnia, zamiast siedzieć, odwróciłam się do blatu w kuchni i zaczęłam robić jedzenie dla siebie. Odwróciłam się ze swoim talerzem w stronę krzesełka, spojrzałam, a ona… jadła. Tak po prostu. Wystarczyło się odwrócić.

Oczywiście, to nie jest tak, że jeśli dziecko nie jest specjalnie chętne do próbowania nowych posiłków, to zawsze wystarczy tylko zostawić je samo z jedzeniem i zająć się swoimi sprawami. Przyczyn niejedzenia czy niepróbowania może być więcej. Ale jeśli wokół jedzenia zaczyna się robić presja, zaczynasz czuć irytację, to dalsze patrzenie na pewno nie pomoże.

Warto tu więc szukać jakiegoś złotego środka między koncentrowaniem się tylko na dziecku a niepatrzeniem na nie wcale – bo to też nie jest dobry pomysł. W końcu żeby zapewnić maluchowi bezpieczeństwo, dobrze jest przynajmniej co jakiś czas na niego zerkać. Jak więc to wypośrodkować? Polecam po prostu przygotowywać posiłki stałe dziecku wtedy, kiedy my też mamy w planach usiąść do jedzenia. Dawać mu śniadanie, kiedy Ty siadasz do śniadania, itd. I nawet jeśli nie chcesz rozszerzać diety metodą Bobas Lubi Wybór, więc będziesz karmić malucha łyżką, to i tak między podawaniem kolejnych łyżek, możesz jeść kęsy swojego jedzenia. W ten sposób jesz regularnie, a to dla wielu osób większa szansa na dobre samopoczucie w ciągu dnia. Po drugie, masz kontrolę nad tym, czy dziecko się nie krztusi lub nie dławi, ale jednocześnie nie obserwujesz go w natrętny sposób. Przerzucasz uwagę z dziecka na swój talerz i z powrotem. I co ważne, realizujesz jeden z podstawowych celów rozszerzania diety – włączasz dziecko do rodzinnego stołu. A między posiłkami na żądanie podajesz niemowlakowi mleko.

Chciałabym dodać na koniec jeszcze jedną ważną rzecz, gdy już jesteśmy przy karmieniu dziecka łyżeczką. Pamiętaj, że nawet jeśli korzystasz z metody klasycznej, miksując pokarmy i dając je dziecku na łyżeczce, to do 10. miesiąca życia Twoje dziecko powinno dostać kawałki jedzenia do rączki. Tak mówią oficjalne rekomendacje [2]. Chodzi o to, że dzieci najłatwiej uczą się gryzienia i żucia twardszych kawałków właśnie między 6. a 10. miesiącem życia. Jeśli zbyt długo będziesz polegać tylko na papkach, nauka gryzienia i żucia będzie trudniejsza, a dziecko dłużej będzie się krztusić i dławić.

Wszystkie potrzebne informacje o rozszerzaniu diety, w tym o obu metodach rozszerzania – klasycznej i BLW – znajdziesz w książce „Rozszerzanie diety niemowląt”, której jestem współautorką. Możesz ją kupić tylko online. Jeśli jesteś przed rozpoczęciem przygody z rozszerzeniem diety i chcesz uniknąć moich błędów oraz potrzebujesz jednego miejsca, w którym znajdziesz wiedzę i praktyczne porady na ten temat, zapraszam Cię serdecznie do sięgnięcia po tę książkę. 

 

 

Prezenty wspierające rozwój dziecka

Prezenty wspierające rozwój dziecka

Ten wpis to dzwonek alarmowy. Dźwięczy jak dzwonki przy saniach Świętego Mikołaja, bo Święta za pasem i za chwilę może być za późno. Na co? Na to, żeby książka „Czwarty trymestr” wraz z fantastycznymi dodatkami (pinami, bodziakiem i Karmiuszką) dotarła do Ciebie lub wybranej przez Ciebie osoby, zanim prezenty trafią pod choinkę!

Zamów książkę teraz. To ostatni moment, żeby wrzucić ją na sanie chłopa w czerwonym kubraczku. Zaraz odjedzie!

 

To nie wszystko. Jeśli wciąż szukasz prezentu dla dziecka, na ratunek spieszy do Ciebie fizjoterapeutka w relacji, terapeutka neurorozwojowa, SI, mgr Agnieszka Słoniowska – ekspertka Parentflixa, która stworzyła swoją własną listę wartościowych podarunków. Co pomoże maluchowi prawidłowo się rozwijać? 

 

Prezenty wspierające rozwój dziecka

 

Niedługo Święta Bożego Narodzenia – czas podarunków. Sklepy z produktami dla dzieci pękają w szwach. Chciałbym się im przyjrzeć się zabawkom przez pryzmat rozwoju sensoryczno-motorycznego dziecka i odpowiedzieć na pytania: które z nich okażą się skrojone na miarę potrzeb i możliwości malucha? Które mogą wesprzeć jednocześnie rodzica i dziecko?

 

0–4 miesiące

W pierwszych 4 miesiącach życia niemowlęcia, główną potrzebą i bodźcem stymulującym rozwój jest kontakt z rodzicem. To jednak czas, w którym maluszek uczy się nie tylko relacji, ale również świadomego poruszania rączkami, kontroli głowy i oczu, dlatego można się już posiłkować zabawkami.

Istnieje przekonanie, że to najlepszy czas na grzechotki i inne dość cienkie zabawki, które maluch będzie w stanie uchwycić rączką. Niestety aktywujemy nimi odruch  chwytny, który utrudnia rozwój świadomego otwierania i zamykania dłoni.

Co w takim razie możemy sprezentować takiemu maluszkowi? Najlepsze będą przedmioty okrągłe i stosunkowo duże, np. różnego rodzaju piłeczki, kostki, pluszaki itp. Motywowanie niemowlęcia do obejmowania przedmiotu obiema otwartymi dłońmi naraz wspiera rozwój osi symetrii ciała oraz umiejętności obuocznego skupienia wzroku na zabawce.

Jeśli będziemy wybierać urządzenia, na których wiesza się zabawki, to wystarczy jeśli będzie można zamocować jedną zabawkę nad pępkiem.

 

Wśród prezentów odpowiednich dla tego wieku, można znaleźć też takie, które choć są dedykowane rodzicom, to jednak mają niemały wpływ na rozwój dziecka. Takimi podarunkiem może być:

  • zamówienie asysty lub samodzielne poświęcenie czasu dla mamy, zarówno z powodów czysto technicznych (by pomóc fizycznie), jak również by zwyczajnie potowarzyszyć jej w tych długich dniach spędzanych sam na sam z małym dzieckiem;
  • zamówienie obiadów na kilka dni, by zmniejszyć ilość wyzwań, z którymi trzeba się zmierzyć na początku macierzyństwa;
  • chusta wraz z konsultacją doradcy chustonoszenia;
  • konsultacja z instruktorem masażu niemowlęcego;
  • fotel bujany;
  • dobra muzyka, audiobook, czy książka np: „Czwarty trymestr” Magdaleny Komsty.

 

Wszystkie powyższe prezenty mogą wpłynąć na jakość rodzicielstwa, a tym samym sprawić, że dziecko będzie miało szczęśliwych rodziców – najlepsze podwaliny dla prawidłowego rozwoju. Zaznaczę tylko, że doświadczenie mi pokazuje, iż rodzice raczej nie chcą być zaskakiwani takimi dobrodziejstwami, dlatego polecam najpierw zapytać o to, jak oni to widzą. Z pewnością, któreś z tych udogodnień będzie bliskie ich potrzebom i tylko wtedy zadziała rozwojowo na maluszka.

 

5–6 miesięcy

Od 5. miesiąca życia dzieciaczki intensywnie trenują przetaczanie i pełzanie, dlatego jako podarunek może się tu sprawdzić dobra mata piankowa np. w formie dywanu, zapewniająca bezpieczną przestrzeń do tych ćwiczeń. Jest to też czas intensywnego wzrostu ciekawości wzrokowej, słuchowej i dotykowej. Dzieci zaczynają drapać, pukać, kopać i nasłuchiwać efektów tego działania, dlatego to doskonała okazja by zaspokoić tę ciekawość poprzez książeczki z różnymi fakturami, klocki sensoryczne, instrumenty muzyczne typu bębenek czy grzechotki. 

Polecam jednak zachowanie zasady: im mniej zmysłów jest stymulowanych naraz, tym lepiej. Jak coś wydaje dźwięk, to nie musi drgać czy być bogate w faktury i kolory. Wiem, że większość dzieci dąży do tych najbardziej nafaszerowanych sensorycznie zabawek, jednak ich stosowanie często prowadzi do przeciążenia zmysłowego i związanych z tym trudności w zasypianiu i spaniu czy jedzeniu. Najcenniejsze są te chwile aktywności, w których współuczestniczy drugi człowiek. To one doskonale regulują napięcie u dziecka, w odróżnieniu od świecąco-grających gadżetów, z którymi niemowlę zostaje sam na sam.

 

6–12 miesięcy

Kiedy w drugim półroczu pojawia się zdolność do siadania, to otwiera się wachlarz nowych możliwości i potrzeb. Z jednej strony ogromna chęć ruchu – to może zaspokoić np. huśtawka czy hamak (polecam oba, jeśli tylko macie w domu na to przestrzeń), a z drugiej otwierają się nowe możliwości manipulacyjne, bo ręce nie służą już do podpierania. Wtedy dłonie są gotowe do korzystania z zabawek wykorzystujących skręcanie, wciskanie, przesuwanie, obracanie itp. Aby ułatwić Wam wybór przytoczę zasadę: minimum bodźców, maksimum sprawczości. Najlepiej więc jeśli dziecko będzie bawić się, poznając jeden rodzaj aktywności, a przedmiot będzie na tyle duży, by można było poruszać nim całymi dłońmi. Palce dopiero się uczą precyzji, a chodzi też o to, by na końcu było poczucie sukcesu – czyli zabawka na miarę możliwości brzdąca.

To jest też czas zabaw prowadzących do samodzielnego jedzenia, a największym obszarem ich realizacji jest kuchnia. Tak. Najlepszą zabawą dla pełzającego, czy czworakującego dziecka jest otwarta szafka z garnkami, pokrywkami, drewnianymi łyżkami, torebka ryżu, którą można rozsypać po podłodze czy wreszcie talerz z jedzeniem, dokładnie takim samym jak rodziców. Dlatego jeśli chcecie dać dziecku więcej radości i możliwości doświadczania, to przydałoby mu się dobre krzesło (twarde z regulowaną wysokością siedziska, podnóżka i blatu) oraz nietłukące się i nie za lekkie talerze oraz kubki. Bardzo mi odpowiadają bambusowe naczynia – są wystarczająco wytrzymałe, a ich waga sprawia, że układ proprioceptywny daje więcej informacji i dziecko dobrze czuje, co trzyma w ręce. To bardzo pomaga w nauce samodzielnego picia z otwartego kubka.

Przy okazji, jeśli wybieracie śliniaczek/fartuszek do karmienia, to również ma jak najmniej stymulować dziecko, więc proces zakładania powinien być niezauważalny, śliniak nie może szeleścić ani ograniczać ruchów, nie może też dotykać ciała bardziej niż codzienne ubranie… I te obwarowania sprawiają, że lepiej, żeby go nie było. Więc nie polecam śliniaków na prezent.

Małym miłośnikom kuchennych doświadczeń ogromną frajdę sprawi kitchen helper – bezpieczny podest, na którym dziecko może współuczestniczyć we wszystkim, co się dzieje na blacie kuchennym – od momentu, gdy zacznie stabilnie stać, trzymając się poręczy jedną ręką (druga jest potrzebna do pomocy rodzicowi 😉 ).

Wszelkie doświadczenia zdobywane w przyjaznej atmosferze, związane z obróbką jedzenia oraz jego podawaniem, mają pozytywny wpływ na rozszerzanie diety i gotowość do samodzielnego jedzenia.

 

Starszak

Drugi i trzeci rok życia, to już czas eksploracji większych przestrzeni, więc pojawiają się i możliwości i potrzeby wspinania się, wchodzenia, schodzenia, zrzucania i wrzucania. Pojawia się także chęć wspólnych zabaw ruchowych. Jako prezent dla rodziców polecam książkę pt „Siłowanki” L.J. Cohena – doskonałą encyklopedię zabaw ruchowych, a także nosidło ergonomiczne, które pozwoli na wypady w nieznane tereny.

Do dłuższych aktywności stolikowych dziecko dorasta dopiero około trzecich urodzin, kiedy już nasyci zmysł przedsionkowo-proprioceptywny odpowiednią ilością doświadczeń. Oprócz tego najlepszym sposobem regulacji napięcia u dziecka jest ruch, dlatego mamy tutaj ogromne zapotrzebowanie na sprzęty i urządzenia gimnastyczne, typu skoczki, huśtawki (już bez oparcia), drabinki, równoważnie, materace, przeróżne piłki – każda o innej fakturze, średnicy czy wadze stanowi zupełnie odmienny bodziec, a więc i inną zabawkę! Bardzo ciekawym sprzętem jest też worek sako, do którego można wskakiwać odbijając się z kanapy, a potem się z niego wygrzebywać (oczywiście pod okiem rodzica). No i naturalnie między drugim a czwartym rokiem życia frajdę sprawi konik/bujak, rowerek biegowy oraz hulajnoga, jednak z punktu widzenia rozwoju równowagi z tą ostatnią lepiej poczekać, aż maluch sprawnie będzie poruszać się na biegówce.

 

Dodatkowe uwagi

Mam nadzieję, że pomogłam Wam spojrzeć na zabawki i aktywności trochę inaczej, niż jest to przedstawiane w reklamach. Chciałam na koniec podzielić się z Wami jeszcze jedną rzeczą, która bardzo często jest przedmiotem mojej frustracji.

Większość informacji, że dany przedmiot jest atestowany czy polecany przez specjalistów, jakiś szpital, instytut, itp. – to tylko kwestia reklamy. Nie ma to nic wspólnego z korzyścią dla rozwoju dziecka. Nie sugerujcie się tym, proszę.

I ostatnia sprawa: na każdym etapie życia dziecka cudownym podarunkiem będą książki. Najpierw takie do czytania przez rodziców, by wsłuchiwać się w ich łagodny i spokojny głos, potem dotykowe, manipulacyjne, czy pop-up. A kiedy pod koniec pierwszego roku życia pojawi się gest wskazywania palcem, wtedy już można śledzić proste historie i wyszukiwać przedmioty z tła.

Najważniejszym zaś elementem dobrej książki, jak i każdej innej zabawki dla malucha, jest to, że jest ona dodatkiem do bliskiej dziecku dorosłej osoby.

 

MATERIAŁY PRZYGOTOWANE PRZEZ AGNIESZKĘ SŁONIOWSKĄ ZNAJDZIESZ W KLUBIE ONLINE DLA RODZICÓW PARENTFLIX. ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ ZAINTERESOWANYCH I OTRZYMAJ PREZENT!

 

 

Jak ułożyć dziecko do snu i nie zwariować?

Jak ułożyć dziecko do snu i nie zwariować?

 

Czy to prawda, że większość niemowląt zasypia tylko przy piersi? Czy można zaprosić do usypiania innego opiekuna niż mama u dziecka karmionego piersią? Co najlepiej uspokoi niemowlę? Komu przyda się smoczek?

Usypianie niemowlęcia to swego rodzaju sztuka. Już na początku rodzicielskiej kariery, warto przyswoić sobie kilka technik. Poniżej znajdziesz fragment mojej książki „Czwarty trymestr”, w którym odpowiadam na szereg pytań, które zadają sobie młodzi rodzice wobec wyzwania, jakim jest ułożenie malucha do snu.

Zasypianie

Zwykle elementem rytuału wieczornego jest karmienie. Zasypianie przy karmieniu to absolutnie normalny i naturalny element biologicznego wyposażenia noworodka i nie ma w nim nic złego. Karmienie ułatwia zasypianie z powodu szeregu zmian neurologicznych i hormonalnych zachodzących po posiłku – my też często odczuwamy senność po obfitym obiedzie (chyba że walczymy z nią za pomocą picia kawy do deseru). Ponadto samo ssanie wycisza i uspokaja. Zasypianie ułatwia także skład pokarmu kobiecego (wieczorem i nocą mleko mamy zawiera melatoninę, tryptofan i witaminy z grupy B).

Dziecku karmionemu mlekiem modyfikowanym warto do zasypiania zaproponować smoczek uspokajacz, ponieważ zmniejsza on ryzyko śmierci łóżeczkowej. Wystarczy, że będzie go miało w trakcie zasypiania, żeby pełnił swoją ochronną rolę. Później smoczek można wyjąć (zamykając po tym niemowlakowi usta) lub poczekać, aż sam wypadnie albo dziecko go wypluje.

Dwa czynniki, które najsilniej utrudniają niemowlakom zasypianie w trakcie czwartego trymestru, to głód mleka i głód wrażeń sensorycznych. Niektóre niemowlęta nie zasypiają w trakcie karmienia lub bezpośrednio po nim, ale potrzebują jeszcze przyjemnej i wyciszającej stymulacji zmysłu dotyku, czucia głębokiego lub równowagi. Nie wierz hasłu „Nie noś, bo przyzwyczaisz!”. Dzieci rodzą się przyzwyczajone do zasypiania w trakcie noszenia i bujania – kołysałaś swojego malucha do snu, gdy byłaś w ciąży i spacerowałaś. Ze spokojem możesz więc odpowiadać: „Tak, przyzwyczaiłam go – w brzuchu!”. Im starsze i bardziej mobilne będzie dziecko, tym łatwiej mu będzie samodzielnie dostarczać sobie potrzebnych bodźców dzięki ruchowi: przekręcaniu się na boki, pełzaniu, czworakowaniu, wstawaniu, siadaniu i chodzeniu. Na razie jest jeszcze całkowicie zależne od Ciebie jako osoby zaspokajającej jego potrzeby sensoryczne.

Jeśli więc niemowlę nie zasypia po karmieniu, ale jest spokojne, prawdopodobnie wystarczy je położyć w łóżeczku. Gdy natomiast jest nakarmione, ale rozdrażnione i protestuje przy odkładaniu, ulgę przyniesie mu głaskanie z dość silnym dociskiem, masaż stópek i dłoni, kołysanie na bujanym fotelu, noszenie na rękach, delikatne bujanie się z nim na boki na piłce gimnastycznej, zamotanie w chustę itp. Wszystkie te czynności warto wieczorem wykonywać przy minimalnym oświetleniu.

Nawet noworodki są mistrzami w odczytywaniu emocji swoich rodziców. Może się więc zdarzyć, że po ciężkim dniu będzie Ci trudno uspokoić i uśpić malucha, a inny opiekun zrobi to bez trudu. Zachęcam Cię do jak najczęstszego dzielenia się usypianiem wieczornym i obsługą nocnych pobudek ze swoim partnerem_ką. Jeśli karmisz piersią, nie musisz wprowadzać dziecku butelki ze smoczkiem. Inna osoba może usypiać niemowlę na swój sposób nawet wtedy, gdy z Tobą zasypia ono tylko w trakcie karmienia. Im więcej opiekunowie malucha wypracują strategii na zasypianie, tym opieka nad niemowlakiem będzie łatwiejsza. Znam rodziny, w których rytuał wieczorny od początku jest wykonywany przez oboje rodziców. W jednych mama karmi, a później drugi rodzic nosi dziecko na rękach albo leży obok niego do zaśnięcia. W innych niemowlę zasypia przy karmieniu piersią, ale przy akompaniamencie śpiewającego, czytającego na głos lub recytującego codziennie ten sam wierszyk drugiego rodzica. Opieka wieczorna i nocna nad niemowlakiem karmionym butelką może w całości lub w dużej części należeć do innego dorosłego. Nawet gdyby jego rolą była tylko nocna zmiana pieluszki lub podawanie dziecka do karmienia i odkładanie do łóżeczka, wszyscy domownicy na tym skorzystają (Ty – bo będziesz mniej zmęczona, partner_ka – bo nawiąże bliższą relację z dzieckiem i wzmocni swoją wiarę w kompetencje rodzicielskie, dziecko – bo będzie wzrastało w poczuciu, że w nocy w razie trudności może liczyć na wsparcie obojga rodziców).

Jeśli Twoje niemowlę nigdy nie zasypia po karmieniu, zawsze jest po nim rozdrażnione i płacze, sprawdź wskaźniki skutecznego karmienia opisane w rozdziale 3. KARMIENIE, a także przejrzyj ponownie rozdział 4. PŁACZ I KOLKA.

Jeśli chciałabyś dowiedzieć się więcej o śnie, płaczu i karmieniu noworodków i niemowląt, sięgnij po całą książkę „Czwarty trymestr”. Do sklepu trafisz, klikając baner:

Jak NIE wspierać mamy po porodzie – antyporadnik

Jak NIE wspierać mamy po porodzie – antyporadnik

Dziś Mikołajki – dobry moment na to, aby pomyśleć o kimś bliskim, wręczyć mu/jej drobny upominek, wesprzeć w jakiś sposób. Ostatnio dużo piszę o towarzyszeniu świeżo upieczonym mamom. Na blogu znajdziesz między innymi tekst o tym, jaki prezent warto kupić kobiecie, która właśnie urodziła. Dziś, trochę przekornie, chciałabym pokazać Ci, czego nie robić. Mam nadzieję, że potraktujesz ten antyporadnik z przymrużeniem oka. Oto lista ZŁYCH pomysłów

 

  1. Na pocieszycielkę. Dzwonisz do koleżanki, która niedawno urodziła. To już któryś raz, bo albo ona nie odbiera, albo Ty nie słyszysz telefonu. Wreszcie się udało. Chwilka na gratulacje i na „co tam porabiasz?”. Wreszcie zadajesz kurtuazyjne pytanie: „a jak się czujesz po porodzie?” Przyjaciółka podaje błędną odpowiedź. Niepotrzebnie wzdycha i zaczyna od jakiegoś nieoczekiwanego „szczerze ci powiem”. Zaczyna Ci płakać w słuchawkę. Jest Ci głupio, nie przewidziałaś tego. Szybko przerywasz: „Ale, co Ty, masz zdrowe dziecko i to jest najważniejsze. Wszystko będzie dobrze. Niczym się nie przejmuj. Weź, stara, ej, bo zaraz przyjdę i ci tam… hehehe. Nie, naprawdę, przesadzasz. Głowa do góry”. Kończycie rozmowę. Masz poczucie spełnienia misji.

  2. Na perfekcjonistkę. Nareszcie zobaczysz bąbelka kuzynki! Przychodzisz z najpiękniejszym misiem, jakiego znalazłaś. Kosztował miliony, ale raz się żyje. Wchodzisz do domu, a tam armagedon. „Sorry za bałagan” – rzuca kuzynka, a Ty przyznajesz, że nooo, rzeczywiście, jeszcze nie widziałaś jej mieszkania w takim stanie. „To mały tak zaszalał?”. Zbywa Cię gorzkim uśmiechem, ale nie zbija Cię z pantałyku. Próbujesz zabawić niemowlaka misiakiem, ale bezczelnie śpi. Trudno. Siadacie przy stole. Kuzynka przynosi herbatę. Brzuch ma jak w siódmym miesiącu. Żartobliwie pytasz, czy w tramwaju wciąż jej ustępują miejsca. Rzuca Ci rażące spojrzenie, ale jakoś to rozładowujesz – sama masz w końcu trochę sadełka, nie ma się o co obrażać. W sumie było miło.

  3. Na ekspertkę. Wciąż trudno Ci uwierzyć, że Twój mały braciszek jest tatusiem! Odwiedziłaś go w weekend. Zajął się przygotowaniem obiadu, a Ty towarzyszyłaś bratowej w sypialni. Mała się obudziła i trzeba było jej zmienić pieluchę. Matko jedyna, jak ta dziewczyna podnosi to dziecko! Szybko poinformowałaś ją, że właśnie krzywdzi córkę i zademonstrowałaś jej, jak powinna wyjmować ją z łóżeczka. Już czujesz, że zmiana pieluchy będzie niewiele lepsza, więc od razu kładziesz niemowlę na przewijaku i demonstrujesz, jak to się robi, odpowiednio komentując. Bratowa nie sprawia wrażenia szczególnie zainteresowanej ani wdzięcznej, a szkoda. W końcu jesteś doświadczoną mamą i prawidłowe pozycje masz w małym palcu.

  4. Na aktywistkę. Dawno nie widziałaś swojej dobrej koleżanki. Wiesz, że ma w domu niemowlaka, no ale bez przesady. To nie znaczy, że przestała być kobietą. Wysyłasz SMS-a z pytaniem, czy wyskoczy z Tobą na jogę. Połóg minął, może przecież ćwiczyć. Jakieś łagodne zajęcia dobrze by jej zrobiły. Odpisała, że nie da rady, syn ciągle na niej wisi, nie ma opcji wyjścia na półtorej godziny. Ostatecznie udaje się Wam umówić na spacer – dobre i to. Pytasz, czy czyta już sobie coś do doktoratu (przecież do końca ciąży była aktywna i zarzekała się, że 1 semestr macierzyńskiego absolutnie jej wystarczy, inaczej zwariuje). Mówi, że nie, że nie ma na to głowy. Jak ma czas, to śpi. Próbujesz ją trochę zmobilizować, żeby się dziewczyna nie zasiedziała, żeby jej mózg nie spleśniał. Mówisz, że sama wróciłaś do projektów 1,5 miesiąca po porodzie. Tak powoli. Twoja kuzynka w Stanach to w ogóle jeszcze w połogu wróciła do pracy i tam najlepiej odpoczywała. Nie można się tak poddawać!

  5. Na duszę towarzystwa. Twoja psiapsióła właśnie urodziła. Strasznie dawno jej nie widziałaś, bo ostatnie miesiące musiała leżeć. Na szczęście poród poszedł gładko. „Mama i córeczka czują się dobrze.” Z domu za bardzo nie wyjdą, bo przecież zimno. Jej mąż pracuje – dziewczyna na pewno umiera z nudów. Ale jak to było z tym Mahometem i górą? Dlaczego by nie zorganizować spotkania u niej? Skrzykujesz Waszą ekipę i idziecie w czwórkę zrobić niespodziankę świeżo upieczonej mamie. Prezencik dla bąbelka, kwiaty dla mamy. Udało się – jest totalnie zaskoczona! …ale chyba trochę zmęczona, bo otwierając drzwi, obwiązuje się szlafrokiem. Malutka jest przeurocza! Szkoda tylko, że nie mogłaś jej wziąć na ręce. Mamuśka, jak lwica, nie dała jej nikomu. Trochę się z niej pośmialiście i poszliście do domu. To był dobry uczynek!

 

Powyższych scenariuszy lepiej nie wcielać w życie, choć niektórym mogą się wydawać znajome… Może też byłaś kiedyś tą koleżanką, bratową, przyjaciółką, kuzynką, którą ktoś wspierał nie tak, jak by tego chciała? 

 

Co zatem w zamian? Akceptacja dla uczuć, potrzeb i tempa dochodzenia do siebie młodej mamy. Wsparcie i słuchanie – zamiast krytyki i porównań. Łagodne porady tylko na wyraźne życzenie danej osoby. Jeśli nie wiesz, jak się za to zabrać, możesz po prostu wręczyć swojej bliskiej książkę, która będzie dla niej podporą w tym wymagającym czasie, jakim jest pierwsze 12 tygodni z niemowlakiem – „Czwarty trymestr”.