Drzemki: najczęściej zadawane pytania. Część 1

Drzemki: najczęściej zadawane pytania. Część 1

Nie spodziewałam się, że moje niewinne pytanie o Wasze wątpliwości dotyczące drzemek spowoduje taką lawinę komentarzy i wiadomości. Okazało się, że jeden wpis nie udźwignie wszystkich problemów; możecie więc w najbliższym czasie liczyć na  serię artykułów Drzemki: najczęściej zadawane pytania.

Zacznijmy od klasyków gatunku: (więcej…)

Potrzebujesz rad czy empatii?

Potrzebujesz rad czy empatii?

Za chwilę Święta. Czas, w którym spotykamy się z rodziną. Dla wielu sielanka, relaks, przyjemność, bliskość. A dla innych źródło napięcia, złości, lęku: Jak skomentują to, że ona – taka duża – nadal jest karmiona piersią? Co, jeśli przez cały dzień będzie chciał być tylko na moich rękach? Jak odwrócić uwagę ludzi przy stole od tego, że ona je tylko suchy makaron i rosół? Co zrobić, jeśli w nowym miejscu nie będzie chciał usnąć? Co odpowiedzieć na zarzuty, że to ja go przyzwyczaiłam do bujania, że wymusza, manipuluje?

Kiedy rozmawiam z rodzicami wymagających dzieci wielu z nich mówi, że to nie brak snu jest najgorszy. Że już się przyzwyczaili do picia zimnej kawy, krojenia chleba z dzieckiem na ręku, przymusowego leżenia obok podczas drzemek.

Dla wielu najtrudniejszy jest brak zrozumienia i wsparcia ze strony najbliższych.

Myślę, że to nie tylko doświadczenie rodziców High Need Babies. Wydaje mi się, że matki i ojcowie dzieci innych niż przeciętne (pod różnym kątem innych) oraz ci, którzy wychowują inaczej niż statystycznie mogliby pokiwać głową ze zrozumieniem. Tak, jakby wybór innej, nie-mainstreamowej drogi sprawiał, że nie mamy prawa mówić o swoich trudnościach.

Mama, która powie o tym, że bywa już zmęczona tymi nocnymi karmieniami dwulatki, usłyszy „To odstaw”. Ojciec trzyletniego chłopca jedzącego siedem potraw na krzyż zostanie zasypany pomysłami na zmianę tej sytuacji. Może kolorowe kanapki? Może proponuj kilkanaście razy? A może jak zgłodnieje to wreszcie zje?

Tymczasem ludzie naprawdę rzadko potrzebują naszych rad – wiem, śmiesznie to brzmi z ust osoby, która pisze wypełnionego różnej maści poradami bloga. Zwykle, jeśli faktycznie potrzebują nowej strategii na rozwiązanie jakiegoś problemu lub zaspokojenie potrzeby, mówią o tym wprost: jak odsmoczkowałaś dziecko? Znasz jakieś sposoby, by zmniejszyć liczbę karmień? Jak wprowadza się warzywa do diety niemowlaków? Jak wyprowadziliście Antka z Waszej sypialni przed roczkiem?

Jeśli ktoś ma trzyletnie dziecko z dużymi problemami z jedzeniem, to, uwierz mi, wypróbował już prawdopodobnie 1001 sposobów na zmianę tego stanu rzeczy. Mówiąc o tym,  że wkurza go niemożność normalnego zjedzenia obiadu na mieście i noszenie ze sobą rosołu i suchej bułki krojonej w kwadraty nie oczekuje od Ciebie rad.

On potrzebuje empatii. Bycia wysłuchanym i zrozumianym. Potrzebuje uznania własnych uczuć bez ich lekceważenia.

Jeśli ktoś ma roczniaka spędzającego całą rodzinną uroczystość  na rękach rodziców, to otwierając usta nie liczy na dogłębną analizę swoich błędów wychowawczych, drobiazgowe roztrząsanie, kto kim manipuluje i kto dał sobie wejść na głowę ani porad odnośnie rozwojowego wpływu płaczu na jakość płuc małoletnich.

On potrzebuje empatii i prostego komunikatu: „Słyszę, że jest Ci trudno”.

Dawanie rad daje nam złudne poczucie bycia ważnym i potrzebnym. Przyjemnie łechce nasze ego, stawiając nas w pozycji ekspertów, tych, którzy wiedzą, którzy potrafią, którzy zrobiliby inaczej, lepiej. Odgradza nas od bliskich, utrudnia prawdziwy kontakt, z którego moglibyśmy czerpać siłę.

Podarowanie empatii wymaga schowania swojego „ja”, otwarcia na drugiego człowieka, powstrzymania się od ocen, krytyki, pouczania. Tego, czego na co dzień mamy jako rodzice aż zanadto. Nie jest proste.

Jest jeszcze trzecia droga: zaoferowanie pomocy. Dla wielu łatwiejsza niż wejście w empatyczny kontakt, a dla napotykających różne trudności rodziców znacznie bardziej wartościowa niż rady, nawet te dawane w dobrych intencjach.

A Ty czego potrzebujesz teraz najbardziej: rad czy empatii? A może realnej pomocy? Życzę Ci, byś w ten świąteczny czas otrzymała właśnie to, na czym najbardziej Ci zależy i dała innym to, czego oni naprawdę potrzebują.

 

Kiedy wyprowadzić dziecko z łóżka rodziców?

Kiedy wyprowadzić dziecko z łóżka rodziców?

Zanim bliskościowi ortodoksi oburzą się na pytanie zawarte w tytule, muszę zrobić małe zastrzeżenie. W idealnej sytuacji nikt nikogo nie musi nigdzie wyprowadzać, bo wszystkie podmioty współśpiące akceptują sytuację w łóżku rodzinnym, świetnie się wysypiają, a rodzice po prostu czekają, aż dziecko wyrośnie z potrzeby dzielenia łoża z opiekunami. Tyle w teorii 😉 Z praktyki wiemy, że czasem rodzice z różnych powodów chcieliby być już tylko we dwoje i zastanawiają się, kiedy to zrobić, by odbyło się możliwie najłagodniej.

To naprawdę dość częste pytanie – nawet ci rodzice, którzy przed porodem nie byli skłonni spać z niemowlakiem w jednym łóżku, decydują się dla komfortu, zwłaszcza mamy karmiącej, zabrać malucha do siebie. Często decyzji towarzyszy przerażenie z cyklu „przyzwyczai się i już NIGDY nie będzie chciało spać samo”. Czasem o zmianie miejsca snu decyduje samo dziecko, które głośno i wytrwale manifestuje swoje niezadowolenie z separacji od rodziców, a oni nie upierają się na przełamywanie jego wrodzonej niechęci do oddzielnej powierzchni.

Czy jest jakiś szczególny moment, w którym łatwiej będzie przeprowadzić akcję wyprowadzki malucha do osobnego łóżeczka?

Im później, tym łatwiej – wbrew pozorom. Niemal wszystkie dzieci samodzielnie lub po delikatnej zachęcie decydują się na zmianę miejsca snu, zwłaszcza jeśli wiąże się ona z urządzeniem własnego pokoju według (zwykle mocno dyskusyjnego) gustu pociechy.

Jeśli nie uśmiecha się Wam czekać na gotowość dziecka i marzycie, żeby jeszcze jako niemowlę przeniosło się ono na własny materac, to dobrym czasem jest okienko między 6 a 8 m.ż., czyli okres po kryzysie pobudkowym 4-5 miesiąca (to taki czas, w którym dzieci masowo psują się ze spaniem – pisałam o tym TUTAJ), a przed lękiem separacyjnym i nauką raczkowania (wyjaśniłam to  TUTAJ i TUTAJ). Potem robi się nieco łatwiej po roku, gdy nasilenie lęku separacyjnego czasowo się obniża, a dziecko nabywa tzw. stałość przedmiotu, czyli ma przekonanie o istnieniu rodzica nawet, gdy nie jest on widoczny.

Tak naprawdę kluczowa jest obserwacja dziecka i jego zachowań. Jeśli próba migracji do osobnego łóżka się nie powodzi, warto odpuścić na chwilę i wrócić do tematu po kilku tygodniach. Nie jest dobrze, gdy przenosiny z łoża rodziców są okupione stresem i płaczem – własne miejsce do spania, a więc i sam sen powinny być kojarzone z poczuciem bezpieczeństwa, przyjemnością, relaksem.

A co, jeśli niedługo pojawi się rodzeństwo dla śpiącego z nami dziecka?

Po pierwsze: gratulacje! Właśnie staliście się kolejnym przykładem pary, która wbrew krakaniu pesymistów nie tylko nie rozstała się z powodu spania z dzieckiem, ale jeszcze zdołała powiększyć rodzinę (cuda, Panie!).

A tak na serio – najlepiej zaproponować starszemu dziecku przeprowadzkę do jego własnego łóżeczka czy pokoju na początku ciąży lub dopiero dłuższy czas po narodzinach rodzeństwa. Jak długi? Trudno powiedzieć, to zależy od reakcji starszaka na młodsze rodzeństwo. Niejednokrotnie wystarczy kilkanaście tygodni, a nieraz potrzeba znacznie więcej czasu. Nadrzędnym celem jest takie pokierowanie sytuacją, aby starsze dziecko nie poczuło się odrzucone i nie skojarzyło wygnania z rodzinnego łoża czy sypialni z pojawieniem się braciszka/siostrzyczki. To po prostu słaby początek znajomości. Sprawdza się tu stara, klasyczna zasada: jedna zmiana naraz.

Trochę łatwiej bywa, jeśli mamy już dwoje dzieci – trzecia ciąża to może być dobry moment na dołączenie młodszego dziecka do pokoju pierworodnego. Towarzystwo starszego brata lub siostry daje często wystarczające poczucie bezpieczeństwa maluchowi wyprowadzającemu się z sypialni rodziców.

Warto wiedzieć, że przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa można spać w łóżku z dwójką i więcej dzieci. Przede wszystkim należy pamiętać o tym, aby noworodek i starszak nie leżały bezpośrednio obok siebie, ale były przedzielone co najmniej jednym rodzicem. Dla młodszego malucha sprawdza się często dostawka. Można też pokusić się o naprawdę duże łóżko rodzinne – swego czasu portale społecznościowe obiegło zdjęcie sypialni państwa Boyce, którzy z mebli sieci Ikea stworzyli przestrzeń dla siebie i swoich pięciorga dzieci. Gdybyście poczuli się zainspirowani, to twórczyni owego łoża zamieściła na swojej stronie obszerny wpis, w którym krok po kroku wyjaśnia, jak stworzyć takie cudo (KLIK!).

Infografikę dotyczącą podstawowych zasad bezpiecznego współspania możesz pobrać, zapisując się na mój newsletter:

Czy istnieje jakiś maksymalny wiek, po którym dziecko absolutnie nie powinno już spać z rodzicami w jednym łóżku?

Nie istnieją żadne badania naukowe, które dowiodłyby, że spanie z dzieckiem powyżej jakiegoś wieku może negatywnie wpłynąć na jego rozwój emocjonalny, społeczny czy seksualny [1]. To tak, jak z psychoanalitycznymi kontrowersjami dotyczącymi długiego karmienia piersią – krytycy opierają się na dowodach anedgotycznych, teoriach bez dowodów empirycznych, własnych poglądach i uprzedzeniach. Może się zdarzyć, że długie współspanie u jakiegoś niewielkiego odsetka rodzin jest symptomem jakichś trudności rozwojowych – ale objawem, a nie przyczyną! Nie skupiamy się wtedy na spaniu samym w sobie, bo nie ono jest odpowiedzialne za daną sytuację i daleka jestem od myślenia, że po wyprowadzce dziecka „na swoje” jego trudności czy potrzeby znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki!

Wiemy z badań, że niemowlęta współśpiące z rodzicami częściej nawiązują z nimi bezpieczną więź [2],  jako dzieci są bardziej samodzielne niż ich rówieśnicy śpiący samotnie [3], mają wyższe kompetencje poznawcze [4], wyższą samoocenę i niższy poziom lęku [5], a w wieku nastoletnim rzadziej  cierpią na zaburzenia psychiczne [6].

A kiedy dziecko można wyprowadzić do innego pokoju?

Co najmniej do 6 miesiąca życia (a najlepiej do 12 m.ż.) niemowlę powinno spać w tym samym pomieszczeniu co opiekunowie, ponieważ zmniejsza to ryzyko śmierci łóżeczkowej nawet o 50% [7]. Czy postawienie łóżeczka w drugim pokoju i nastawienie elektronicznej niani nie wystarczy? Ano nie, nie chodzi bowiem tylko o to, żeby rodzice słyszeli, co się dzieje z dzieckiem. Aby niemowlę było bezpieczne, to ono ma słyszeć swoich rodziców, dlatego, że ich zachowania stymulują proces oddychania u malucha. Innymi słowy: ruchy, dźwięki, zapach i inne bodźce docierające do niemowlęcia ze strony rodziców przebywających w tym samym pokoju chronią je przed zapadaniem w zbyt głęboki sen, z którego mogłoby się nie obudzić [8].

Po drugie, warto wziąć pod uwagę to, że dzieci w pierwszym i drugim roku życia nie tylko mają pełne prawo kilkukrotnie budzić się w nocy i prosić rodziców o pomoc w ponownym zaśnięciu, ale również powinny być karmione nocą, jeśli tego potrzebują. Przed wyprowadzką należy się więc zastanowić, czy wraz z wolną sypialnią bierzemy na klatę kursowanie między pokojami w ciemności.

Czasem rodzice myślą o przeniesieniu dziecka do własnego pokoju przy okazji przeprowadzki do nowego mieszkania. Nie jest to najlepszy pomysł – jedna zmiana naraz, pamiętacie? Warto poczekać, aż wszyscy domownicy poczują się w nowych kątach trochę pewniej. Nawet, jeśli wydaje nam się, że Ci domownicy są tak maleńcy, że nie zauważają takich zmian.

Pamiętajcie, że to Wy decydujecie czy i do kiedy współspanie jest dla Was ok i żaden specjalista, wścibski kolega ani pani z warzywniaka nie ma prawa naciskać, abyście cokolwiek zmieniali.
Dobranoc!

 

Potrzebujesz informacji o bezpiecznym współspaniu? Sprawdź szkolenie „Spanie z dzieckiem"!