Czy MUSISZ odpieluchować dziecko przed przedszkolem?

Czy MUSISZ odpieluchować dziecko przed przedszkolem?

Czy dziecko, które idzie do przedszkola, musi być odpieluchowane? Jakie są główne argumenty przedszkolnego personelu? W jaki sposób rozmawiać z nauczycielami przedszkola, jeśli nasz trzylatek nadal nosi pieluchę? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w poniższym artykule. Powstał on w oparciu o webinar Karli Orban „Jak rozmawiać z innymi dorosłymi, gdy Twoje dziecko JESZCZE się nie odpieluchowało?”

Czy wszystkie trzylatki są odpieluchowane?

Przekonanie, że wszystkie trzylatki powinny być odpieluchowane jest głęboko zakorzenione w naszym społeczeństwie. W porównaniu z innymi kamieniami milowymi w rozwoju dziecka, do tego podchodzimy jednak bardzo rygorystycznie.

Aby to pokazać, porównajmy odpieluchowanie i… chodzenie. Umiejętność chodzenia dzieci zdobywają zazwyczaj w okolicy pierwszych urodzin. Zdrowe i prawidłowo rozwijające się dziecko ma jednak dość szerokie okno na zdobycie umiejętności chodzenia – ma na to czas między 8 a 18 miesiącem. Jak często żłobek wyklucza dzieci niechodzące albo przyjmuje ośmiomiesięczniaki warunkowo (za 4 miesiące ma umieć chodzić, inaczej żegnamy)? Stosunkowo rzadko – jest nam zdecydowanie prościej zrozumieć rolę dojrzałości układu nerwowego czy mięśni w tym procesie. Nie mówimy także rodzicom, że gdyby się postarali, ciało dziecka dojrzałoby szybciej albo że wszystko “jest kwestią motywacji”.

Warto się także zastanowić, dlaczego tej konkretnej umiejętności przedszkole tak kategorycznie wymaga, skoro ich zdaniem wszystkie trzylatki są gotowe na odpieluchowanie. Po co wymagać czegoś, co podobno wszyscy potrafią? 

Nieodpieluchowane trzylatki to wcale nie jest nowe zjawisko. Amerykański pediatra, Thomas B. Brazelton już w latach 60. przeprowadził badania, które wskazywały na to, że nie każdy trzylatek jest odpieluchowany. Skąd więc przekonanie, że “kiedyś było inaczej”? Być może z czasów, w których opieką przedszkolną obejmowano mniej dzieci niż obecnie, a rodzice nieodpieluchowanego malucha nie podejmowali z przedszkolem próby dialogu. Znikali z przedszkoli, a wraz z tą decyzją – ze świadomości nauczycieli.

Czy zgoda na nieodpieluchowanie oznacza, że do grupy przyjdą dziesiątki takich dzieci? Bynajmniej. W przedszkolach, w których dopuszcza się nieodpieluchowane dzieci, w 25-osobowej grupie trzylatków będzie ich dwoje lub troje – to proporcja, którą znajdziemy też w całej populacji. W starszych grupach będzie to czasami jedna osoba.

Mentalność się zmienia i rodzice coraz częściej podejmują dyskusję. Dlaczego prawidłowo rozwijające się, zdrowe dziecko nie miałoby chodzić do przedszkola tylko dlatego, że wciąż korzysta z pieluszki? Tu padają zwykle dwa rodzaje argumentów: logistyczno-prawne i emocjonalne. 

Sanepid, regulamin i brak kadry – argumenty prawno-logistyczne

Rodzice często słyszą, że w przedszkolu brakuje personelu – nie wiadomo, kto miałby przewinąć dziecko. Problematyczne są także wyjścia na dwór i na wycieczki z dzieckiem nieodpieluchowanym. Bywa też bardziej enigmatycznie: dziecko w przedszkolu powinno być samodzielne, tak mamy w regulaminie albo sanepid wymaga. Tu zwykle nie ma żadnych konkretów. Nikt nie potrafi przedstawić konkretnego pisma z zaleceniem sanepidu.

Kto miałby przewijać?

Zacznijmy od kwestii organizacyjnych, czyli: kto ma przewijać? W zetknięciu z takim pytaniem-argumentem, warto samemu zadać pytanie: kto pomaga dzieciom podetrzeć pupę w toalecie? Trzylatki wymagają wsparcia w tym zakresie. Wiele z nich nie jest w stanie dobrze tego zrobić, a że chodzenie z resztkami kału przyklejonymi do odbytu nikomu nie służy, ktoś powinien im pomóc. Taka pomoc naprawdę niewiele różni się od zwykłego przewijania pieluchy z kupą.

Zmianę zmoczonej pieluchy można zaś najzwyczajniej w świecie wpisać w dzienny harmonogram – w najdogodniejszym momencie. Jeśli to jest problem, to co się stanie, jeśli jakieś dziecko zacznie np. krwawić z nosa? Czy też nie znajdzie się nikt do pomocy?

Należy tu obalić jeszcze jeden mit. Dzieciom odpieluchowanym także zdarzają się wpadki. Często dzieci są tak zajęte zabawą, że nie docierają do toalety. Tu także nie obejdzie się bez asysty dorosłego. To w gestii dorosłych będzie pomoc w przebraniu i posprzątanie mokrej plamy z podłogi… a może z dywanu (jeśli pojawił się już po covidowej przerwie)?

Zasiusiane dywany to, swoją drogą, kontrargument, którego można użyć, gdy słyszymy, że korzystanie z pieluch jest niehigieniczne lub czasochłonne. Warto powiedzieć, że dla nas, jako rodziców, higiena też jest ważna i to właśnie dlatego założenie majtek dziecku, które nie wyczuwa, kiedy powinno udać się do toalety, nie wydaje nam się dobrym pomysłem. Można zaopatrzyć dziecko w osiem kompletów ubrań na dzień, ale ktoś będzie musiał za każdym razem sprzątać bałagan. Zdarzają się absolutnie zdrowe dzieci, które siusiają w majtki miesiącami. Zewnętrzna motywacja nie zdaje się na nic. Po prostu nie są gotowe na odpieluchowanie. Czy naprawdę warto tak się upierać?

Argumenty prawne

Ustawa Prawo oświatowe stanowi, że dzieci w wieku trzech do pięciu lat mają prawo do korzystania z wychowania przedszkolnego w przedszkolu, oddziale przedszkolnym, w szkole podstawowej lub innej formie wychowania przedszkolnego. (Stąd dzieci, które nie dostały się do wybranej przez rodziców placówki, zawsze otrzymują miejsce w innej – niekiedy znajdującej się na drugim końcu miasta). Nie ma tu mowy o żadnych warunkach, takich jak bycie odpieluchowanym. 

Czy zatem może tego wymagać konkretna gmina? Czy dane przedszkole może umieścić w swoim regulaminie zapis, że dzieci w pieluchach nie będą przyjmowane lub nie będą przewijane (takie groźby czy agresywne działania niestety też się zdarzają)? Oto opinia Rzecznika Praw Dziecka w tej sprawie*:

Rekrutacja dzieci do przedszkoli publicznych przeprowadzana jest według kryteriów ustawowych i kryteriów samorządowych. Żadne z kryteriów ustawowych nie dyskwalifikuje dziecka, które jest niesamodzielne pod względem higieny. Ustawodawca zastrzegł także, że kryteria, które określa organ prowadzący przedszkole [czyli samorządowe] mają uwzględniać jak najpełniejszą realizację potrzeb dziecka i jego rodziny. Zatem również kryteria samorządowe nie mogą w żaden sposób faworyzować dzieci np. tych, które nie korzystają z pieluchy. W świetle powyższego należy stwierdzić, że przepisy prawa oświatowego nie dają podstaw do podjęcia przez dyrektora przedszkola czynności skutkujących ograniczeniem dostępu do edukacji przedszkolnej dziecku z powodu niezgłaszania przez niego potrzeb fizjologicznych. Warto zwrócić uwagę, że wewnętrzne uregulowania wprowadzane przez przedszkole nie mogą być sprzeczne z przepisami ustawy i rozporządzenia.

* W odpowiedzi na zapytanie Karli Orban. Sygnatura: ZEW.441.76.2021.MP

W takich sytuacjach, warto zgłosić sprawę do kuratorium oświaty lub kontaktować się bezpośrednio z Rzecznikiem Praw Dziecka – mailowo, listem poleconym lub przez EPUAP. 

Obok Prawa oświatowego, ważnym dokumentem jest też Podstawa programowa wychowania przedszkolnego. Zgłaszanie potrzeb fizjologicznych i samodzielne wykonywanie podstawowych czynności higienicznych wymieniono w niej jako osiągnięcia dziecka kończącego edukację przedszkolną. Czy cel nauki może być warunkiem jej rozpoczęcia?

Argumenty emocjonalne

Obok argumentów prawno-logistycznych pojawiają się też te emocjonalne. Krążą wokół dobra dziecka czy nieudaczności rodziców; lęku o przyszłość (“Czy takie dzieci kiedykolwiek się odpieluchują?”). 

Będą się niej/niego śmiali

Niektórzy rodzice słyszą, że jeśli dziecko nie będzie umiało korzystać z toalety, rówieśnicy będą się z niego śmiali. Tymczasem trzylatki najczęściej albo tego nie zauważają, albo podchodzą do sprawy na luzie: to normalne, że czasem ktoś się posiusia albo że nosi pieluchę. 

Nie zmienia to jednak faktu, że rolą nauczycieli przedszkola jest tworzenie takich warunków, w których wyśmiewanie się nie pojawia. Celem wychowawczym jest tutaj kształtowanie w wyśmiewającym otwartości na innych (a nie dostosowanie się wyśmiewanego do większości), dające każdemu członkowi i członkini grupy poczucie bezpieczeństwa. Dzieci nie mają odrzucać kolegi, który nosi okulary ani koleżanki, która nosi pieluchę. Za tę przyjazną atmosferę jest odpowiedzialny przede wszystkim personel przedszkola. Jeśli zrzuca winę na rodziców i dziecko – coś jest nie tak. 

Szybka diagnoza

Pewnie ma jakieś opóźnienia, a do tego są przedszkola specjalne. Takie zdanie mogą usłyszeć rodzice nieodpieluchowanego trzylatka. Przedszkole nie jest jednak miejscem, w którym powinno się stawiać tak złożone i szybkie diagnozy.

Skoro jednak dotknęliśmy tematu specjalistów, asem w rękawie rodzica może się okazać zaświadczenie wydane przez lekarza (pediatrę, urologa) lub psychologa dziecięcego. Doskonale zadziała ono na, niezwykle krzywdzące dla rodziców, argumenty z cyklu to wasza wina – nie stawiacie granic. (Tu małe przypomnienie. Rozwoju psychofizycznego nie da się przyspieszyć na żądanie. W sferze psychiki wszelka presja przyniesie więcej szkody niż pożytku – przeczytasz o tym choćby w wywiadzie o zaparciach nawykowych. Zanim pójdziesz po zaświadczenie, zapytaj panią z przedszkola, czy uparty trening wystarczy, aby trzylatek miał dłonie tak sprawne jak pięciolatek.)

W zaświadczeniu, po zbadaniu i wykluczeniu ewentualnych poważniejszych przyczyn, specjalista opisuje gotowość i prosi, żeby nie wymuszać i zaleca kolejną próbę za kilka miesięcy. Dodatkowo przedstawienie dotychczasowej historii wraz z precyzyjnymi planami podjęcia nowych starań w określonym czasie i obietnicą zdawania relacji z ich przebiegu zostaną z pewnością lepiej przyjęte niż krótkie i stanowcze nie dla odpieluchowania tu i teraz. Otwarta, spokojna rozmowa jest kluczem do stworzenia wzajemnego zaufania.

Zaparcia nawykowe: kiedy udać się do lekarza?

Zaparcia nawykowe: kiedy udać się do lekarza?

 

Szacuje się, że nawet 10% dzieci cierpi na zaparcia [1]. To ogromnie duża liczba. Dla większości małych pacjentów problemy z robieniem kupy nie wynikają z chorób układu pokarmowego ani innych medycznych przyczyn zatwardzeń lub wstrzymywania. Zaparcia pojawiają się zarówno u dzieci już odpieluchowanych, jak i tych, które są zdecydowanie za małe na porzucenie pieluszki (nawet niemowląt!).

 

Co powinno Cię zaniepokoić i skłonić do wizyty lekarskiej?

Potocznie zaparcia kojarzą nam się ze zmianą konsystencji stolca lub częstotliwości wypróżnień – i rzeczywiście, bardzo często tak właśnie rozpoczynają się zaparcia. Zdarza się jednak, że konsystencja nie odbiega wcale od tej, którą zawsze widywałaś w pieluszce, dziecko załatwia się nawet codziennie, a mimo to każde wypróżnienie sprawia mu ogromną trudność i towarzyszy mu wstrzymywanie

Warto umówić wizytę lekarską także wtedy, gdy odpieluchowany maluch zaczyna popuszczać kupę o luźnej konsystencji. Nawet 90% dzieci, którym się to zdarza, cierpi na zaparcia nawykowe [2].

 

Jak może wyglądać wstrzymywanie?

  • obserwujemy tak zwaną “niespokojną pupę” – czyli dziecko, odczuwając potrzebę pójścia do toalety, wierci się, kręci, biega;
  • widzimy, że dziecko przez wiele godzin lub nawet dni nie robi kupy, choć ewidentnie czuje taką potrzebę (czasem nawet o tym mówi). Czasem towarzyszy temu apatia, ograniczenie codziennych aktywności, niechęć do zabawy czy wychodzenia na dwór;
  • u niektórych dzieci pojawia się brudzenie majtek czy kleksy kupy o rzadszej konsystencji (niekiedy mówi się na to “biegunka paradoksalna”);
  • dziecko reaguje złością lub płaczem na propozycję zrobienia kupy;
  • może pojawić się wstrzymywanie siusiania, by uniknąć przypadkowego wypróżnienia;
  • dzieci odpieluchowane mogą odmawiać chodzenia do toalety.

Przekładając to na przykłady:

  • dwulatek, który bez trudności i wstrzymywania robi kupę, ale wyłącznie do pieluszki – może być po prostu niegotowy na odpieluchowanie. Sporo dzieci kontroluje siusianie, ale nie kontroluje defekacji. Przy braku powyższych objawów – to nie będą zaparcia nawykowe;
  • trzylatek, który robi kupę raz w tygodniu, z dużym wysiłkiem, a przed załatwieniem się przebiera nogami, krzyżuje je, staje się rozdrażniony – prawdopodobnie cierpi na zaparcia i wymaga dalszej diagnostyki;
  • pięciolatek, który skarży się na bolesne wypróżnienia i dlatego załatwia się tylko dwa, trzy razy w tygodniu – również może cierpieć na zaparcia.

 

Jeżeli obserwujesz któryś z wymienionych objawów u swojego dziecka, skieruj się do pediatry lub gastroenterologa dziecięcego. 

Przyczyn medycznych nie wykluczamy sami! Nawet, jeśli wydaje Ci się, że “dziecko się zablokowało”, “to na pewno kwestia psychologiczna” – umów się do lekarza. Dopiero po zbadaniu dziecka i wykluczeniu chorób przewodu pokarmowego, praca z psychologiem dziecięcym będzie w pełni bezpieczna.

 

Czy jest jakiś sposób, aby zapobiegać zaparciom nawykowym? Z pewnością nie zaszkodzi dbanie o prawidłowe nawyki okołotoaletowe. 

Zaparciom sprzyja presja przy odpieluchowaniu, zawstydzanie dziecka przy przewijaniu (“Ale śmierdzi!”, “Ja go nie przewinę, brzydzę się!”), nieprawidłowa dieta uboga w błonnik, odwodnienie i mało aktywności fizycznej.

Wychodzenie z zaparć nawykowych to czasochłonny i bardzo obciążający rodzinę proces – wszystkim udzielają się emocje związane z trudnościami dziecka, a obniżenie napięcia, jeden z najważniejszych celów terapii psychologicznej, to spore wyzwanie. 

Tworząc kurs “Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu”, zależało mi na tym, żebyście dowiedzieli się więcej o tym, jak myśli i co odczuwa Wasze dziecko, jak dokładnie działa niechęć do załatwiania się i z czego może wynikać; jak można pomóc sobie w przełamaniu rozczarowania i niechęci oraz dlaczego kary i nagrody tak rzadko sprawdzają się w leczeniu ich przyczyny.

 

Dołącz do  kursu autorstwa Karli Orban Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu!


Książeczki o odpieluchowaniu – czy i jakie czytać?

Książeczki o odpieluchowaniu – czy i jakie czytać?

Czy książeczki mogą wspierać proces odpieluchowania? Jeżeli tak, to jakie wybierać? Czy są sytuacje, w których lepiej nie sięgać po książki? Oto wpis stworzony na podstawie mojej rozmowy z Karlą Orban. Nagranie tego spotkania znajduje się w bazie wiedzy klubu dla rodziców Parentflix. Znajdziesz w nim linki afiliacyjne do polecanych przez nas pozycji.

Czy warto czytać książeczki na temat odpieluchowania?

To zależy od naszego celu. Ogólnie rzecz biorąc, rodzice sięgają po takie książeczki w dwóch sytuacjach: 

  • kiedy chcą odpieluchować swoje dzieci i mają nadzieję, że książeczki pomogą dzieciom zrozumieć całą sekwencję toaletową oraz do czego służy nocnik,
  • jeśli coś z tym odpieluchowaniem idzie nie tak lub pojawiły się zaparcia i rodzice liczą, że te książeczki trochę oswoją temat, wyeliminują wstręt itp.

W drugim przypadku rodzice otrzymują zresztą sprzeczne rekomendacje. Szukając pomocy na forach i grupach, spotykają się zarówno z komunikatami typu: Tak! Oglądajcie książeczki, zachęcajcie, pokazujecie!, jak i z przestrogami, że książeczki wywołują presję i, w przypadku trudności, temat należy odpuścić w stu procentach. 

Czy można jednoznacznie powiedzieć, że w sytuacji fizjologicznego, normalnego odpieluchowania dziecka wykazującego oznaki gotowości książeczki będą OK, a kiedy pojawiają się zaparcia nawykowe, to wszystkie te książeczki powinny być schowane? 

Tak naprawdę warto raczej zaobserwować, w jaki sposób dziecko na nie reaguje. Być może kupiłaś_eś je, żeby wprowadzić dziecko do tematu nocnika, a ono nie chce ich czytać. Swój sprzeciw wyraża, rzucając książką, uciekając, przynosząc inne książki. 

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: to oznacza, że zaczynamy się robić natarczywi i tworzymy presję, której chcemy przecież unikać i przy temacie odpieluchowania, i przy temacie zaparć. 

Jest jeszcze jedna kwestia: umiar. Wyobraź sobie, że początkowo Twoje dziecko chce czytać daną książkę, ale Ty nie proponujesz już niczego innego. Nie ma momentu bez książki o kupie Jak dziecko mówi książka – to Ty mówisz kupa. W konsekwencji dziecko odtrąca książeczkę. Warto sobie wtedy powiedzieć: dobra, wystarczy.

Kiedy nie warto sięgać po książeczki?

Nie warto tego robić, jeśli to już nie działa. Próbowałaś pokazać taką książkę, ale coś nie chwyciło. Nie kupuj wtedy jeszcze drugiej, trzeciej, czwartej itd. Po prostu zostaw temat książek. 

Nie przydadzą się one również dzieciom, które wiedzą już, o co chodzi. Pytasz: Gdzie się robi siku i kupę?, a one odpowiadają, że na nocnik lub na toaletę. Taka książeczka nie będzie niczym nowym, a Ty zapętlisz się w temacie, zmęczysz materiał i doczekasz się tego, że ktoś, kto był neutralnie nastawiony, zrazi się do nocnika. Jeśli bowiem rodzice kręcą się wokół jakiegoś tematu, to często pokazuje dziecku, że sprawa jest straszna, trudna, poważna. Dzieci zaczynają się tym przejmować i u niektórych najbardziej naturalna rzecz urasta nagle do rangi problemu, wyzwania, trudności. 

Jak wybierać książeczki?

Przede wszystkim zwróć uwagę na to, w jaki sposób pokazywany jest proces odpieluchowania. Czy pojawia się zawstydzanie, karanie, porównywanie dziecka do starszych albo młodszych dzieci? Takie komunikaty w niczym nie pomagają (choć niestety dziecko nierzadko słyszy je od innych dorosłych).

To dotyczy wszystkich książek dla dzieci. Duży nacisk na bycie dzielnym, mężnym, niepłaczącym dzieckiem, niemarudzącym przedszkolakiem albo właśnie dzielnym, kupę do nocnika robiącym chłopczykiem, to sygnał, że coś jest nie tak. Można zmodyfikować treść a vista albo po prostu nie kupować takich pozycji. 

Czy kupiłabyś sobie poradniki, które mówią: Nie bądź sobą, bądź kimś innym albo Jak nic nie czuć i być w ogóle kozakiem? A może Wychowaj sobie męża w tydzień? Nie kupujemy takich książek, bo chcemy być traktowane_ni z szacunkiem. Tymczasem w niektórych książkach dla dzieci dominuje mocno naciągany motyw Wszystko jest w porządku – i to się bardzo ciężko czyta. Dzieci wyczuwają propagandę: miało być fajne, rodzinne czytanie książki, a tu nagle wjeżdżają duzi chłopcy, którzy robią siku i wszystko ogarniają. Nuda.

Ba! Może to być szczególnie trudne dla dzieci, które cierpią na problem moczenia lub zaparć nawykowych. Jeśli myszka, kotek, małe dzieciaczki ogarniają, a ja nie, to chyba coś ze mną jest nie tak…?  Taka narracja może mieć negatywny wpływ na samoocenę dziecka.

Czy książeczki są niezbędne?

Dzieci mają różne potrzeby. Czasem najstarsze dziecko w rodzinie będzie bardziej skupione na książeczkach, a młodsze rodzeństwo po prostu zaspokoi się naśladownictwem. 

Tak naprawdę rozwój po prostu upomni się o swoje. 

Warto natomiast zwrócić uwagę na normalizację tematu fizjologii i w tym książeczki mogą pomóc. 

Przy okazji odpieluchowania zastanów się, czy wstydzisz się wpuścić (małe) dziecko do toalety, gdy sama z niej korzystasz. Czy ono ma szansę zobaczyć, co tam się dzieje? (Rodzice hajnidów są zwolnieni z odpowiedzi ;)). A co z nazewnictwem? Idziesz zrobić TO czy kupę? Dziewczynki mają TO czy… no właśnie – jak się u Was mówi na narząd, którym siusia dziewczynka? Dobrym sposobem na przełamanie się jest… nagranie się. Niekoniecznie od razu na Insta Stories ;). Poćwicz te słowa sam_a przed sobą, w końcu się osłuchasz, przyzwyczaisz.

Książeczki o odpieluchowaniu – nasze opinie

Nocnik nad nocnikami, Alona Frankel

Jest to jedna z popularniejszych książek. Istnieje w dwóch wersjach: o dziewczynce i o chłopczyku. 

Problematyczny okazuje się tu… staroświecki kształt tytułowego nocnika. Ma on niewiele wspólnego z tymi nocnikami, które nasze dzieci widują. Naprawdę ze świecą takiego szukać! Wygląda on bardziej jak garnuszek lub duży kubek. Syn Karli zapytał kiedyś, dlaczego ten chłopiec z książeczki robi siku do garnka.

Swoją drogą, takiego nocnika na pewno nie polecam ;). O wybieraniu nocników przeczytasz w tym wpisie. Okazuje się bowiem, że można kupić nocniki lepiej i gorzej przystosowane do dziecięcej anatomii i fizjologii.

Są też pozytywy. Książeczka mówi o tym, że ma się pupę z dziurką do robienia kupki, a jest to coś, o czym wiele dzieci nigdy w życiu nie słyszało! Wydaje się to oczywiste, ale dzieciom pupa kojarzy się zwykle z pośladkami, a nie z odbytem. To może być dla nich bardzo odkrywcze. Szczególnie dla dziewczynek.

Poza tym w książeczce jest normalizowana wpadka. Nie używa się nawet tego słowa. Czytamy: Potem zrobił i siusiu i kupkę, ale niezupełnie do nocnika i Mama zmieniła mu pieluszkę. Koniec historii. Nie ma moralizowania ani zawstydzania. 

Mimo wszystko nie przepadam za tą książką. Dlaczego? Ponieważ podpowiada niektórym dzieciom, do czego nie służy nocnik. Moja córka długo uważała, że nocnik jest po prostu do robienia siusiu i kupy. I tyle. Nie miała żadnych pomysłów, żeby bawić się z nocnikiem: nie wkładała go na głowę, nie kładała niczego do środka, nie jeździła nim po całym mieszkaniu itd. Wszystko zmieniło się wraz z zakupem tej książki. Szybko okazało się, że strony dotyczące tego, do czego nie służy nocnik – są najciekawsze. Zapamiętała, że dziewczynka wkładała nocnik na głowę, że kotek pił z nocnika, że nocnik to wazon na kwiaty albo wanienka dla ptaków. Ot, cały morał. Ten problem pojawia się zresztą w wielu książeczkach o odpieluchowaniu. Jeśli natomiast Twoje dziecko i tak miewa już tego typu pomysły – gorzej raczej nie będzie ;).

Kicia Kocia i Nunuś. Na nocniku, Anita Głowińska

Są tu dwie rzeczy, które zgrzytają.

Po pierwsze Kicia Kocia daje swojemu bratu książeczkę, gdy on siedzi na nocniku. Dlaczego miałaby mu cokolwiek dawać? Na nocnik idzie się zrobić siku/kupę, a nie oglądać tam bajki, książki czy bawić się zabawkami. Nie dajemy książeczek do przesiadywania na nocniku. Nie bierzmy przykładu z Kici K.

Wielu_e z nas było odpieluchowywanych poprzez przesiadywanie na nocniku i czekanie aż coś się wydarzy. Wiele dorosłych osób ma do tej pory rytuał bardzo długiego przebywania w toalecie. Każdy fizjoterapeuta uroginekologiczny powie Ci, że taki nawyk źle wpływa na mięśnie dna miednicy. Warto mieć tego świadomość i spróbować powoli zmieniać swoje zwyczaje, a przy okazji nie wpajać ich swojemu dziecku. 

Takie obrazki w książce zdają się pokazywać, że czytanie w toalecie jest normalne.

Po drugie, pojawia się element pochwały za zrobienie siusiu do nocnika. Co z tym zrobić?

Odpowiedź jest prosta. Kiedy widzisz coś niepokojącego w książeczce, którą generalnie lubisz, ale jakiś jeden element Ci nie leży, nie musisz czytać tego, co tam jest napisane. W tej książeczce tak naprawdę nie widać, że Kicia Kocia klaszcze. Można tego zwyczajnie nie czytać, przemilczeć, zmienić treść.

Tosia i Julek robią siku, Magdalena Boćko-Mysiorska

Gdy ktoś z moich znajomych wydaje książkę, ja się stresuję. Jeśli czuję się z kimś emocjonalnie związana, bardzo dobrze komuś życzę, lubię kogoś, to chciałabym, żeby pierwsza książka napisana przez tę osobę była naprawdę super. Boję się. Czy jeśli ktoś mnie zapyta o informację zwrotną, to czy będę musiała świecić oczami, żeby nie obrazić bliskiej mi osoby, nie podciąć jej skrzydeł? 

Muszę przyznać, że kiedy przyjechała do mnie książka Magdaleny, odetchnęłam z ulgą! Kamień mi spadł z serca, ponieważ seria książek jej autorstwa jest po prostu bardzo dobra. Jest to zresztą zdanie wielu znajomych psychologów i psycholożek, a także licznych rodziców. 

Tosia i Julek robią siku to część serii książek o bliźniętach – Tosi i Julku. W serii znajdziecie także książeczkę o adaptacji przedszkolnej (prawdopodobnie jedyną sensowną w naszym kraju) czy o kąpaniu. 

W części o siusianiu, Tosia ogarnęła tematy nocnikowe, a Julek nie ogarnął. I to jest OK. Na końcu znajdziecie dwie strony dla rodzica: na czym polega odpieluchowanie, na co się przygotować, jak komunikować, kiedy coś pójdzie nie tak itd. 

Pewnie znowu dyskutowałabym nad bawieniem się nocnikiem, ale to taka malutka uwaga, temat nie rozciąga się na kilka stron, jak w przypadku Nocnika nad nocnikami. Jest to książka która nie wywołuje trudnych emocji. Polecam. Możecie ją kupić np. tutaj. 

Do momentu, w którym w mojej kolekcji pojawiła się książka Magdaleny Boćko-Mysiorskiej, najsensowniejszą książeczką o odpieluchowaniu, jaką znałam, była Marysia żegna pieluszkę Nadii Berkane. 

Książki o kupie

Są takie książki, które traktują o kupie. Mają one za zadanie znormalizować temat kupy. Na ogół nie ma w nich nocnika, tylko na przykład różne rodzaje bobków, które robią zwierzęta. Słowo kupa jest w nich odmienione przez wszystkie przypadki. 

Przydadzą się one nie tylko dzieciom, które żegnają się z pieluszką, ale także np. czterolatkom, które uwielbiają rozmowy o odbytach i wszelkich wydzielinach. Tobie natomiast pozwolą z dużą lekkością podejść do tego specyficznego etapu rozwoju ;). 

Jedną z takich książek jest Kupa w zoo. Pokazuje ona, że wydalanie jest częścią fizjologii, a ta ostatnia jest całkowicie w porządku. Takie sprawy jak rzadka kupa (absolutny hit w domu Karli ;)) są tutaj znormalizowane. 

W książkach o kupie stosunkowo rzadko znajdziesz moralizowanie, bo nikt by nie wpadł na to, żeby dawać nagrodę lwu za zrobienie kupy. I to może odczarować temat – również wśród rodziców, dla których wypróżnianie się jest tematem tabu. Warto pamiętać, że dzieci przejmują od nas skrępowanie różnymi tematami. 

Inne książki o kupie:

Wielki Konkurs Kup

Ale kupa! Co masz w pieluszce?

Kupa: przyrodnicza wycieczka na stronę

Mała książka o kupie

 Chce mi się kupę

 

 

Książki o odpieluchowaniu dla rodziców

Tu, niestety, nie ma co polecić. Ktoś kiedyś zapytał mnie w grupie FB, co sądzę o pewnej książce. W ramach odpowiedzi wrzuciłam dwa, trzy cytaty. Nie musiałam ich za bardzo komentować. Każdy w miarę rozsądny rodzic wiedział, że to się w ogóle nie trzyma kupy (nomen omen). Często przestrzegam przed kopiowaniem wzorców z artykułów czy książek, głównie amerykańskich. Pisałam o tym choćby w artykule o Tracy Hogg. Amerykańskie trendy wychowawcze nie są szczególnie warte naśladowania. Dość powiedzieć, że USA i Australia są kolebką treningu snu, wypłakiwania i innych przemocowych praktyk. Wiąże się to w pewnej mierze z faktem, że Stany Zjednoczone, jako jedyny rozwinięty kraj, nie gwarantują kobietom płatnego urlopu macierzyńskiego. Po sześciu tygodniach bezpłatnego urlopu, mamy wracają do pracy.

 

Na koniec ważna uwaga. W przypadku zaparć nawykowych i problemów z moczeniem – książeczka, poradnik ani nawet kurs nie wystarczy. Pamiętaj, żeby zacząć od konsultacji z lekarzem. Wsparcie psychologiczne dziecka leczonego jest natomiast nieocenione.

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”, z którego skorzystało już 7,5 tysiąca rodzin!



Nasze wspomnienia z odpieluchowania

Nasze wspomnienia z odpieluchowania

Wiosna rozkręca się na całego, a wraz z nią sezon na odpieluchowanie. Wraz z dziewczynami z mojego teamu wróciłyśmy pamięcią do momentów, w których odpieluchowałyśmy swoje dzieciaki. Nasze wspomnienia idealnie pokazują, jak różne potrafią być doświadczenia w tym temacie i jak wiele różnych czynników składa się na odpieluchowanie.

 

Katarzyna: 

Zaczęło się od wspomnień babci: “Jak Ty miałaś roczek, to już robiłaś ładnie do nocniczka” i taty: “Moje siostry po prostu siedziały i jeździły po podłodze na nocniku, dopóki nie zrobiły”.

Tak pojawił pomysł na przechytrzenie świata i najszybsze odpieluchowanie w dziejach… które okazało się rekordowo długie. Sadzaliśmy syna na nocnik – coś tam robił. Wszyscy się cieszyli. Szybko zaczęliśmy wprowadzać posiedzenia obowiązkowe: po posiłku, przed kąpielą… Tylko wciąż sam nie wołał. Nadprogramowe kupy lądowały w pieluszce, jak dawniej, a ja czekałam, aż się nauczy. 

Z czasem siedzenie na nocniku zaczęło syna denerwować – tak samo jak wszystkie inne rodzicielskie pomysły. Nie chciał. Sugestie, żeby skorzystał z nocnika, kiedy odczuwa potrzebę, niewiele dawały. Jak miał ochotę zrobić kupę, po prostu się gdzieś chował i robił do pieluszki. Kolejne nieodkryte na czas kupy doprowadzały nas do rozpaczy. Książeczki o nocnikach? Świetne, tylko niczego nie uczyły. 

Była też książka dla rodziców z rozdziałem o odpieluchowaniu. Idź za dzieckiem, nie za szybko, nie wymuszaj. Sprawdź, czy dziecko jest gotowe i wtedy działaj. No, jest gotowe… ale jak działać?

Wtedy właśnie mignęła mi oferta szkolenia u Magdy. Nigdy nie kupowałam takich rzeczy, ale skoro mały człowiek zapoznał się z nocnikiem chyba z rok wcześniej, a nadal preferował pieluchy, mimo wszelkich oznak gotowości, to stwierdziłam, że czas na inwestycję.

I udało się! W dosłownie kilka dni przeszliśmy przez cały proces, prowadzeni za rękę przez Magdę. Wszystko bez większego stresu i ku uldze całej rodziny – z synem włącznie. 

 

Kasia:

Odpieluchowanie teoretycznie jest dość proste w swoich założeniach. Dać dziecku czas, dać czas przede wszystkim sobie. Nie wytwarzać niepotrzebnej presji i jej nie ulegać co bywa nieco trudniejsze, gdy zewsząd atakują nas dobre rady i mity powielane od pokoleń.

W naszym przypadku diabeł tkwił w szczegółach, a konkretniej: w sytuacji życiowej, w jakiej wtedy byliśmy. Czas odpieluchowania syna, rozumiany jako gotowości dziecka, przypadł nam na okres pojawienia się nowej członkini naszej rodziny, jego siostry. Dużo emocji, zupełnie wywrócenie życia do góry nogami było trudno pogodzić z wprowadzoną jednocześnie twardą zasadą pt. “Pieluszka już nie”. 

W przypadku naszej rodziny wiele trudniejszych emocjonalnie momentów było gwarancją wpadek. Trudno się zresztą dziwić, bo to jednak dość niełatwe do opanowania umiejętności. A jak występują w tym samym czasie to jest to wyższa szkoła jazdy. Nasze trudności zupełnie nie wynikały z technicznych problemów typu niechęć do nocnika, nakładki czy nawet dużej toalety, tylko właśnie z opanowania w jednym czasie kilku rzeczy na raz.

Czy odczytywaliśmy to jako brak gotowości? Tak, oczywiście. Tylko co zrobić, gdy dziecko samo z siebie nie chce pieluszki i bardzo dobrze sobie radzi, gdy ma sprzyjające otoczenie? A “zakłócaczem” bardzo często była po prostu zazdrość o młodsze rodzeństwo. Niesprzyjających okoliczności było całkiem sporo w oczach niespełna 3-latka, biorąc pod uwagę, że ponad połowę dnia dwójka dzieci miała dla siebie tylko jedną mamę, bez zewnętrznego wsparcia na co dzień. Rodzice HNB pewnie szczególnie mogą sobie wyobrazić konsekwencje zostawienia dziecka samego na 10 minut, w czasie którego trzeba było nakarmić młodszą siostrę i ją położyć na drzemkę. Najciężej było, gdy ten czas przedłużał się o minutę, dwie lub pięć.

W tym trudnym emocjonalnie czasie trzeba było pójść na kompromis. I to odpieluchowanie było jednym z nich. Nie chciałam naciskać na pieluchę, ale nie było mowy, by dziecko nie miało wpadek. Starałam angażować się syna w opiekę nad siostrą ale jednocześnie dawać mu moją uwagę. Faktycznie sprowadzało się to do tego, że jeżeli mogłam na dużym łóżku położyć na drzemkę córkę, to syn szedł z nami. Raz zdążył na nocnik, innym razem nie. Ręczniki, podkłady, zabezpieczenia bardzo nam pomagały, ale nie rozwiązały naszego problemu.

I choć podczas czytania nie brzmi to jak coś, czego nie da się ogarnąć, to rzeczywistość wyglądała często dramatycznie. Mieliśmy górę prania tak wielką, że zaczęliśmy traktować ją jako element stałego wyposażenia mieszkania. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam, że grzyb może również pojawić się na ubraniach! Choć wszystkie wolne chwile, które miałam w ciągu dnia, były wypełnione albo ogarnianiem wpadek, albo praniem… A gdy doszedł ogromny ból w przeciążonym kręgosłupie, to do szczętu przestałam trzymać emocje na wodzy. 

Jak ostatecznie sobie poradziliśmy w tej naszej drodze z odpieluchowaniem? Myślę, że najwięcej pomogło nam wsparcie syna w jego emocjach. Im był starszy, również można było wprowadzić pewne zasady, które rozumiał. Nie dotyczyły one jednak bezpośrednio odpieluchowania, a np. przewidywalności pewnych rzeczy. Czujnie kontrolował ilość umówionego czasu na usypianie córki na czarnym zegarku. Przysłuchiwał się zawsze, gdy umawiałam się z 2-miesięczną córką na to, że teraz jest czas układania lego i dopiero jak skończę budować kruszarkę, to możemy ponosić się w chuście. I dzień za dniem, tydzień za tygodniem tych wpadek było coraz mniej.

 

Ina: 

Żałuję, że nie odsłuchałam kursu Magdaleny od razu! To tylko gdybanie, ale być może mój syn nie miałby wtedy zaparć nawykowych. Moje dziecko to ultrahajnid, jest wrażliwym chłopcem i myślę, że gdybym zapoznała się z kursem, to nie skończyłoby się to tak, jak się skończyło, czyli wizytami u psychologa i podawaniem leków… 

Dopiero gdy zaczęliśmy zmagać się z problemem zaparć, zdałam sobie sprawę, że potrzebuję też wsparcia przy odpieluchowaniu. Nie chciałam, żeby syn miał jeszcze problemy z moczeniem czy odmową odpieluchowania. Bałam się wykonać jakikolwiek ruch, dlatego uznałam, że kurs Magdaleny będzie świetnym wsparciem, zwłaszcza że w międzyczasie pojawił się młodszy brat i wiedziałam, że to wszystko na raz może być dla mojego syna bardzo trudne. Ale najpierw uporaliśmy się z zaparciami nawykowymi i nie mogę tego pominąć – to dzięki Karli Orban i jej kursowi online. Karla powiedziała tam jedno zdanie, które do teraz powtarzam synkowi, jak zrobi kupę, i to było zdanie-wytrych, taki nasz game changer (Karla, baaaardzo Ci za to dziękuję). 

Kiedy wydawało mi się, że to dobry moment na odpieluchowywanie, odsłuchałam kurs, zwarta i gotowa, żeby zacząć. Ale po odsłuchanych nagraniach, stwierdziłam, że mój syn nie jest na odpieluchowanie gotowy psychicznie. I ja mam mało zasobów, przy jego młodszym bracie, żeby się tym zająć. Nie chciałam wprowadzać napięcia i sobie, i synkowi, więc odpuściłam. Uznałam, że podejmę próbę na wiosnę 2021. Od czasu do czasu (raz na 3 miesiące) pytałam synka, czy może chce robić siku na toaletę, ale mówił, że nie. Jakoś w styczniu tego roku syn wstał rano i powiedział, że już nie będzie nosił pieluchy i teraz chce majtki, siku od razu zaczął robić do kibelka. Zdarzyły mu się może ze 3 wpadki i tyle było z jego odpieluchowania.

Piszę o tym, ponieważ ten kurs to nie tylko dosłowne odpieluchowanie, ale także odpuszczenie sobie i zdjęcie z siebie tego całego napięcia. Mnie to bardzo pomogło i synowi też 🙂 

 

Magda P.:

Myśl o odpieluchowaniu córki przyprawiała mnie o dreszcze.  Po drugich urodzinach zaczęły się pojawiać komentarze ze strony rodziny: “Ale jak to, jeszcze z pieluchą?”. Raz podjęliśmy z mężem próbę odpieluchowania i ściągnęliśmy jej pieluszkę, jednak skończyło się to sikaniem wszędzie tylko nie w toalecie. To był dla mnie okropny stresor i wiedziałam, że moje podenerwowanie nic tu dobrego nie wniesie. Kompletnie nie widziałam się w roli jeżdżącej co chwilę na mopie. 

Zdałam sobie sprawę, że to nie tylko Nuśka jest niegotowa na odpieluchowanie, ale również ja. Jednak z drugiej strony wiedziałam, że lada moment pójdzie do przedszkola. W przedszkolu publicznym od razu spotkałam się z odmową “przyjmiemy ją tylko bez pieluchy”. Podjęliśmy wtedy decyzję o szukaniu przedszkola niepublicznego, które przyjmie nieodpieluchowaną 2,5-latkę. Udało się, i tak przez pierwsze pięć miesięcy Nuśka miała w przedszkolu pampersa. 

Uważam że ogromną rolę w jej odpieluchowaniu miał fakt, że daliśmy jej czas, jak i to że chodziła już do przedszkola i obserwowała inne dzieci. Pewnego dnia (córka miała wtedy dwa lata i dziesięć miesięcy) jedna z pań z przedszkola zapytała mnie, czy córka w domu chodzi bez pampersa, ponieważ tak im powiedziała w przedszkolu. Byłam zdziwiona, bo przecież w  domu nadal korzystała z pieluchy. Uznałam, że to dobra okazja do spróbowania i tego dnia została w domu bez pieluchy. To był strzał w dziesiątkę. 

Nie wiem jak inaczej mogę to nazwać niż to, że trafiliśmy w odpowiedni moment. Przez pierwsze dni nocnik był w tym samym pokoju w którym aktualnie byliśmy zero wpadek. Jednak jeszcze większym szokiem było odpieluchowanie nocne. Czerpiąc z wiedzy Magdaleny, doskonale zdawałam sobie sprawę, że w żaden sposób nie mogę wpłynąć na nocne odpieluchowanie, a wręcz mogłabym temu procesowi zaszkodzić. Więc w dzień pieluchy już nie było, ale na noc ją zakładaliśmy. Jednak po kilku tygodniach dałam sobie z tym spokój, ponieważ każdego ranka Nuśka wstawała z suchym pampersem. Jedynie zastosowałam świetną radę, którą usłyszałam od Magdaleny, a mianowicie, dla pewności korzystaliśmy z dwóch prześcieradeł i podkładów higienicznych.

 

Kurs online o odpieluchowaniu powrócił! Niższa cena – w przedsprzedaży – tylko do 13 kwietnia do północy!
Więcej o kursie TUTAJ

Zobacz co o kursie mówią Uczestniczki poprzednich edycji:

Zobacz 2 wideolekcje z nowego kursu online!

Zobacz 2 wideolekcje z nowego kursu online!

Latem tego roku, gdy premierę miało szkolenie dla specjalistów w tej tematyce, otrzymałam od Was ogrom wiadomości z prośbą o stworzenie takiego szkolenia również dla rodziców. Nieliczne alternatywy obecne na rynku – szkolenia czy książka – mają, niestety, tragiczną jakość. Utrwalają mity, wpędzają rodziców w poczucie winy i oceniają. Wiedząc, jak wiele sprzecznych i, niestety, często krzywdzących dziecko rad można znaleźć w Internecie, postanowiłam wraz z Karlą Orban stworzyć kurs dla rodziców – oparty o praktykę psychologiczną, wiedzę naukową i Rodzicielstwo Bliskości. Chcemy wspierać rodziców i dać im wiedzę oraz narzędzia do przebrnięcia przez problem zaparć nawykowych czy moczenia  u ich dzieci.

Dla kogo jest ten kurs online?

Kurs dedykowany jest rodzicom i opiekunom dzieci, które zmagają się z:

  • problemem zaparć nawykowych,
  • trudnościami w odpieluchowaniu,
  • moczeniem dziennym oraz/lub nocnym.

Przygotowałyśmy dla Was 23 wideolekcje i ich wersje audio. Co ważne, nie musicie być na żywo – wszystkie lekcje są już nagrane.

Czego dowiesz się z kursu?

    • jak działa pęcherz moczowy i co to znaczy „gotowość do odpieluchowania”;
    • z jakiego powodu dzieci popuszczają lub nie trzymają moczu i kiedy należy skonsultować to ze specjalistą;
    • dlaczego niektóre dzieci moczą się w nocy;
    • dlaczego niektóre dzieci odpieluchowują się później niż inne;
    • jak reagować na moczenie się;
    • jak zaopiekować się własnymi emocjami;
    • kiedy i do jakiego specjalisty się udać;
    • jak współpracować z przedszkolem czy szkołą.
    • kiedy zaparcia stają się „nawykowe” i co to znaczy;
    • czy dzieci odpieluchowują się od razu „na siku” i „na kupę”;
    • jak reagować na zaparcia;
    • jak pomóc dziecku, które brzydzi się kupy;
    • dlaczego dzieci czasem brudzą bieliznę;
    • jak poradzić sobie z zaleceniami zmiany diety dziecka;
    • kiedy udać się do specjalisty;
    • jak zaopiekować swoje obawy o powodzenie odpieluchowania;
    • czy kary i nagrody pomagają w poradzeniu sobie z zaparciami.

Kurs ma formę nagrań wideo z napisami umieszczonych na specjalnej platformie. Ale uwaga, sprzedaż II edycji ruszy wiosną 2021 roku.

Wiem, jak ogromną wartość ma ten kurs. Nie chciałabym jednak abyś czuł_a, że kupujesz „kota w worku” dlatego chciałabym pokazać Ci 2 z 23 lekcji kursu:

(jeśli nie widzisz wideo, odśwież stronę!)

ZAPARCIA NAWYKOWE – Lekcja 3:

(jeśli nie widzisz wideo, odśwież stronę!)

MOCZENIE – Lekcja 9:

Kim jest autorka kursu?

MGR KARLA ORBAN – Psycholog, od ponad dekady pracuje z dziećmi i rodzinami. Pracuje i kształci się w podejściu systemowym, ze szczególnym uwzględnieniem teorii więzi oraz Porozumienia Bez Przemocy.

Dzięki odbyciu szeregu szkoleń zarówno z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej, jak i NVC na rozwój dziecka patrzy wieloaspektowo. Udziela wsparcia w ramach własnej praktyki psychologicznej, superwizuje przedszkola i szkoły oraz prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli.

Jej główny obszar zainteresowań to regulacja procesów fizjologicznych u dzieci (jedzenia, wydalania, snu) oraz wspieranie dzieci w chorobach somatycznych. Prywatnie mężatka i mama trójki trójjęzycznych dzieci.

 

Bezpłatny webinar z Karlą Orban – ZAPISZ SIĘ!

Zapisz się na webinar

Odpieluchowanie: nocnik czy nakładka?

Odpieluchowanie: nocnik czy nakładka?

Odwieczny dylemat: jakiego sprzętu potrzebujesz, żeby odpieluchować dziecko? Nocnik czy nakładka na sedes? I jakie? Kolorowe, grające, z podstawką na książeczkę? Wbrew pozorom to całkiem skomplikowany temat, który może mieć wpływ na powodzenie akcji „pożegnanie z pieluchą”.

 

Czy i jaki nocnik kupić?

Jeśli dziecko nie ma już wyraźnych preferencji, proponuję zacząć od nocnika.

Kup klasyczny, jednoczęściowy, prosty nocnik – stabilny (nie ślizgający się po płytkach, nie przewracający się) oraz niski (im bliżej pozycji kucznej, tym lepiej – za moment rozwinę tę myśl).  Sensowną alternatywą są nocniki z wkładką, ułatwiającą wyrzucanie nieczystości i mycie – pod warunkiem, że jest ona dobrze dopasowana do reszty nocnika.

Zakup nocników, które śpiewają, grają i klaszczą po oddaniu do nich moczu, odradzam. Po pierwsze, nocnik ma służyć do wypróżniania się, a nie jako zabawka (a staje się zabawką dość szybko, gdy tylko dziecko rozpracowuje, że wystarczy naciśnięcie czujnika w nocniku, żeby rozległy się gromkie brawa). Po drugie, nagrodą za zrobienie siusiu lub kupy jest uczucie ulgi. Zdrowe dziecko nie potrzebuje dodatkowej zewnętrznej nagrody od nocnika. Po trzecie, zdarzają się dzieci, które boją się wiwatujących na ich cześć nocników i po jednorazowej akcji z fanfarami po oddaniu moczu potrafią się zniechęcić do odpieluchowania na jakiś czas. Czy kupić grający nocnik? Nie, szkoda pieniędzy.

Dobry nocnik umożliwia dziecku przybranie pozycji kucznej – pozycji, w której kolana są wyżej niż biodra. Kąt między tułowiem a udami powinien wynosić około 35-45°.  Wtedy kąt pomiędzy odbytem a odbytnicą wynosi ok. 150°, a mięsień łonowo-odbytniczy jest rozluźniony – innymi słowy oddanie stolca jest w pozycji kucznej ZNACZNIE łatwiejsze (i zdrowsze, bo mniej nadwyręża mięśnia dna miednicy). Z tego powodu nie polecam nocników stylizowanych na sedesy, w których kąt między udami a tułowiem wynosi 90°.

Idealnie byłoby się wybrać po nocnik z dzieckiem i przymierzyć go, bo w zależności od wieku, wzrostu i wagi różne modele będą pasować na różne dzieci (apeluję do producentów nocników o wprowadzenie jakiejś prostej rozmiarówki ;)). 

Dla chłopca kup nocnik wysoki z przodu, co zmniejszy prawdopodobieństwo zamoczenia podłogi 😉

A co z nakładką?

Nakładka jest dla mnie drugim wyborem. Nocnik jest po prostu wygodniejszy w użytkowaniu (można go przewozić i wyciągnąć na postoju w drodze na wycieczkę 😉 ), ale też łatwiej dzięki niemu uzyskać prawidłową pozycję przy wypróżnianiu. Są natomiast dzieci, dla których ważne jest naśladowanie rodziców lub rodzeństwa i idea sedesu bardziej im się podoba.

Jeżeli dziecko chce korzystać z nakładki, jego nogi nie powinny luźno zwisać. Tak, wracamy do pozycji kucznej. Stopy w czasie oddawania moczu czy defekacji powinny być podparte, a kolana znajdować się wyżej niż biodra. Maluchowi korzystającemu z sedesu podstawiamy pod stopy odpowiednio wysoki stołeczek czy stopień, który pozwoli przyjąć pozycję kuczną. Swoją drogą – to pozycja dobra na całe życie, także dla dorosłych. Można już w Polsce kupić specjalne stopnie z regulowaną wysokością, dostosowaną do różnych członków rodziny albo posłużyć się stołeczkiem, który mamy w domu.

 

Kurs online o odpieluchowaniu.
Więcej o kursie przeczytasz TUTAJ:

Kurs online dla rodziców „Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu”: