Jak oddycha Twoje dziecko?

Jak oddycha Twoje dziecko?

“Co jest nie tak na tym zdjęciu?” – zapytałam w swoich mediach społecznościowych, przyznając, że przedstawia mnie w 1990 roku.

Otrzymałam wiele cudownych (choć nietrafiających w sedno) odpowiedzi jak: “w kremie jest cukier i brak czapeczki”, “za długie rajstopy” i “niewycyklinowany parkiet”. Zabawę w zgadywanie popsuły logopedki.

Magdalena Komsta na powyższym zdjęciu ma otwarte usta i nieprawidłową pozycję spoczynkową języka. O co chodzi i dlaczego to ważne? Już wyjaśniam.

Jak oddycha Twoje dziecko?

Czy kiedykolwiek zwracałaś uwagę na to, jak oddycha Twoje dziecko? Albo – mówiąc bardziej obrazowo – którędy oddycha?

Każde dziecko, które akurat w tym momencie nie mówi i nie śpiewa (i nie ma kataru), powinno mieć zamknięte usta i oddychać przez nos.

Pozycja spoczynkowa języka (czyli pozycja, w której język odpoczywa, kiedy nic nie mówimy, nie jemy i nie pijemy) to w dużym uproszczeniu język podniesiony do podniebienia za górny wał dziąsłowy. Język nie powinien znajdować się między zębami ani leżeć płasko na dnie jamy ustnej czy na dolnej wardze!

Oddychanie przez nos ma OLBRZYMIE znaczenie dla zdrowia, ponieważ między innymi:

  1. Zmniejsza ryzyko infekcji górnych dróg oddechowych – w dużym skrócie: nos oczyszcza powietrze i utrudnia przedostawanie się patogenów do gardła i dalej;
  2. Umożliwia prawidłowy rozwój twarzoczaszki – dzieci oddychające przez usta mają wady zgryzu oraz zatok; [charakterystyczny pociągły wygląd twarzy przy długotrwałym oddychaniu przez usta]
  3. Zmniejsza ryzyko próchnicy zębów – przy oddychaniu przez usta wysusza się ślina działająca przeciwbakteryjnie i gromadzi się więcej płytki nazębnej;
  4. Dzieci oddychające przez usta są bardziej narażone na wady wymowy, m.in. seplenienie.
  5. Tylko oddychanie przez nos umożliwia zdrowy sen! Dziecko, które w nocy oddycha przez usta cierpi często na zaburzenia oddychania w trakcie snu, z epizodami bezdechu sennego [1].  Dzieci z zaburzeniami oddychania wybudzają się nawet kilkadziesiąt razy każdej nocy.
Jak oddychanie przez usta może wpływać na sen?

Najłatwiej zrozumieć te zależności korzystając ze swojego dorosłego doświadczenia życiowego. Prawdopodobnie miałaś kiedyś tę (nie)przyjemność spać w jednym pomieszczeniu z osobą, która oddychała przez usta i jednocześnie chrapała.

W czasie snu wielokrotnie przechodzimy przez kolejne jego stadia od snu płytkiego do coraz głębszego, kończąc cykl tzw. snem paradoksalnym (REM).

Słychać to wyraźnie, gdy leży się obok chrapiącej osoby. Dopóki jest w płytkim śnie, oddycha i chrapie miarowo, regularnie. Z czasem łagodnie wchodzi w coraz głębszy sen. Mięśnie tej osoby się rozluźniają, a więc drogi oddechowe zapadają się. Powietrze nie ma jak wejść do płuc. Osoba przestaje oddychać i przestaje chrapać. Ma bezdech. Zapada ta cisza, w czasie której obserwator zastanawia się “Umarł, czy jeszcze się obudzi?!”.

Kiedy człowiek przestaje oddychać, przestaje dostarczać swojemu organizmowi tlen. Spada więc saturacja (ilość tlenu we krwi – na przykład z 98% do 50%!!!). Pień mózgu, czyli taka jego część, która odpowiada za przeżycie, podejmuje decyzję: “Halo, budzimy się, musisz zacząć oddychać!”. Człowiek przebudza się, gwałtownie nabierając powietrza. Cały cykl snu zaczyna się od początku.

Jestem w płytkim śnie = oddycham.

Wchodzę w głębszy sen -> zapadają się drogi oddechowe -> spada saturacja -> wybudzam się, by nabrać powietrza.

Dorośli, którzy cierpią na zaburzenia oddychania w trakcie snu potrafią mieć epizody znacznego spłycenia oddechu lub bezdechu nawet 60 razy na godzinę! Nie tylko nie dotleniają odpowiednio swojego mózgu każdej nocy, ale także mają zaburzony cykl snu.

Nie zawsze chrapanie jest jednoznaczne z rozpoznaniem bezdechu, ale jest czerwoną flagą, która powinna nas skłonić do dalszej diagnostyki.

Obturacyjny bezdech senny, opisany powyżej, dotyczy 1-4% dzieci w populacji.

Jeśli więc Twoje dziecko:
  • oddycha przez usta w dzień (ma otwarte usta, a język leży płasko na dnie jamy ustnej);
  • oddycha przez usta w nocy;
  • chrapie, oddycha ze świstem;
  • oddycha z dużym wysiłkiem;
  • śpi w nienaturalnej pozycji, w kształcie litery C, z głową wygiętą do tyłu (żeby ułatwić sobie oddychanie);
  • ma epizody bezdechu w trakcie snu;
  • wybudza się w gwałtowny sposób, z nabraniem powietrza, często z przestrachem lub krzykiem; ma częste lęki nocne;
  • nie wybudza się, ale jest w nocy pobudzone ruchowo, kręci się;
  • nadmiernie poci się w nocy;
  • stale zgrzyta zębami przez sen;
  • jest w ciągu dnia stale niewyspane, rozdrażnione, hiperaktywne (“nadpobudliwe”) mimo że przesypia prawidłową dla swojego wieku liczbę godzin

to warto zacząć szukać przyczyny tych objawów!

W mojej praktyce zdarza mi się prosić rodziców o diagnostykę, jeśli dziecko śpi z otwartymi ustami i jednocześnie dużo pije w nocy lub budzi się z wysuszonymi wargami.

Dlaczego dzieci oddychają przez usta zamiast przez nos?

Przyczyn nieprawidłowego toru oddechowego (sposobu, w jaki dziecko oddycha) może być kilka. Do najczęściej występujących zalicza się:

  • przerost migdałka gardłowego (czasem z przerostem migdałków podniebiennych) – w wyniku częstych infekcji;
  • nieprawidłowości w budowie twarzoczaszki (skrócone wędzidełko języka, skrzywienie przegrody nosowej itp.);
  • obniżone napięcie mięśniowe;
  • alergia, astma;
  • oddychanie nawykowe – jeśli dziecko często miało niedrożny nos np. w wyniku infekcji.
Moje dziecko oddycha przez usta – do kogo się zwrócić?

W pierwszej kolejności warto odwiedzić laryngologa, który oceni budowę jamy ustnej, sprawdzi drożność nosa, obejrzy migdały (migdała gardłowego nie da się obejrzeć bez specjalistycznych przyrządów).

Potem warto się skierować do logopedy (także z niemowlakiem – są specjaliści, którzy pracują już z noworodkami), który oceni napięcie mięśniowe jamy ustnej i ewentualnie dobierze odpowiednie ćwiczenia, zabawy i techniki terapeutyczne. Dziecko, które np. z powodu alergii od dawna oddycha przez usta ma wtórnie osłabione mięśnie twarzy i również potrzebuje specjalistycznego wsparcia.

Czasem logopeda prosi również o konsultację z fizjoterapeutą, zwłaszcza pracującym metodą NDT Bobath. Oddychanie przez usta może być połączone z obniżonym napięciem mięśniowym w osi głowa-tułów i stymulacja prawidłowego rozwoju ruchowego i postawy znacznie przyspiesza działania logopedyczne. Warto też skonsultować się z ortodontą, zwłaszcza jeśli pojawiła się już wada zgryzu.

Podsumowując: jeśli Twoje dziecko oddycha przez usta, działaj!

Napracowałam się nad tym tekstem. Jeśli uznasz wpis za przydatny, proszę, polub mój fanpage i podziel się tym artykułem ze swoimi znajomymi. Dziękuję!

Niniejszy wpis nie zastępuje porady lekarskiej.

Korzystałam także z książki „Zaburzenia snu u dzieci” Magda Kaczor, Magdalena Szczęsna, wyd. Medical Tribune Polska.

Konsultacja merytoryczna tekstu: lek. Magdalena Castello-Rokicka oraz logopeda mgr Marcelina Przeździęk.

 

Jeśli chciałabyś przesunąć porę wstawania oraz zasypiania Twojego dziecka o około 1–2 godziny, to zapraszam Cię na stronę kursu "Moje dziecko późno chodzi spać!". Skrócisz czas usypiania i odzyskasz swoje wieczory!

Jak umyć dziecku zęby? 15 sprawdzonych sposobów!

Jak umyć dziecku zęby? 15 sprawdzonych sposobów!

Wpis powstał we współpracy z producentem suplementu diety Acidolac Dentifix Kids
Czy to jest już ten czas?

Kiedy jest czas na rozpoczęcie higieny jamy ustnej? Im szybciej, tym lepiej. Nie trzeba nawet czekać na wyrznięcie zęba numer jeden.

Od pierwszego dnia po powrocie ze szpitala warto przyzwyczajać maleństwo do higieny jamy ustnej. Brzmi to poważnie, ale chodzi po prostu o to, żeby rodzic rano po wstaniu i wieczorem w rytuale przed snem:

1) umył ręce;

2) owinął palec wskazujący jałowym gazikiem zwilżonym przegotowaną wodą

3) przemył tym wacikiem bezzębne dziąsła i wewnętrzną stronę policzków noworodka. Można też – zamiast wacika – używać silikonowych szczoteczek z wypustkami, nakładanych na palec [1].

Zdrowemu niemowlakowi nie zmywamy delikatnego mlecznego osadu z języka. Maluchy mają dość płytko zlokalizowany odruch wymiotny i dotykanie ich języków może wywołać nieoczekiwany efekt 😉

Kiedy w jamie ustnej pojawia się pierwszy ząb, przechodzimy na szczoteczkę z miękkim włosiem (te silikonowe nakładane na palec nie są w stanie odpowiednio usunąć osadu gromadzącego się w ciągu dnia na ząbkach). Aktualnie zaleca się stosowanie past z fluorem od pierwszego mlecznego zęba – choć na samym początku są to mikroskopijne ilości pasty: ziarenko ryżu (czyli muśnięcie włókien szczoteczki) do 3 roku życia, a potem porcja wielkości ziarenka groszku [2].

Pierwsza wizyta stomatologiczna powinna się odbyć przy okazji wyrżnięcia się pierwszego ząbka i nie później niż do 12 miesiąca życia. Listę polecanych przez Czytelników stomatologów dziecięcych znajdziesz w komentarzach pod grafiką poniżej:

Jak aktualnie wygląda u nas mycie zębów?

Myjemy zęby dwa razy dziennie – według specjalistów nie ma potrzeby robić tego częściej

Pierwszy raz rano, po przebraniu z piżamy, a przed śniadaniem.

Drugi raz wieczorem – w zależności od poziomu zmęczenia albo w łazience, albo już na łóżku. Brak dostępu w sypialni do wody nie jest problemem – bo zębów po umyciu nie powinno się płukać wodą (tak, też nie wiedziałam, też to zawsze robiłam przez ponad 30 lat). Wystarczy tylko wypluć nadmiar pasty. Poza tym przy nakładaniu tej bardzo małej zalecanej ilości pasty, w buzi niespecjalnie się pieni.

Rytuał wieczorny obowiązkowo obejmuje samodzielne wybranie sobie szczoteczki spośród dwóch dostępnych oraz jednej z trzech past. Po wieczornym umyciu zębów Córka dostaje tabletkę do ssania Acidolac Dentifix Kids. Jest to suplement diety dla dzieci powyżej 3 roku życia, będący połączeniem bakterii probiotycznych Lactobacillus salivarius HM6 Paradens z ksylitolem i witaminą D.

Lactobacillus salivarius HM6 Paradens to szczep bakterii probiotycznych, który ma udowodnione naukowo działanie hamujące aktywność patogenów wywołujących próchnicę [3, 4]. Co ciekawe, jest produkowany z mleka kobiecego 🙂

W tabletkach substancją słodzącą jest ksylitol, który wspomaga mineralizację zębów. Dodatkowo Acidolac Dentifix Kids jest suplementem zawierającym witaminę D – więc nie muszę dodatkowo o niej pamiętać. Smakuje delikatnie truskawkami (ma naturalny aromat).

Więcej na temat Aciolacu Dentifix Kids przeczytacie na stronie producenta (klik!).

Czy majstrowanie dziecku od urodzenia gazikiem w jamie ustnej jest niezawodnym sposobem na to, żeby nasze dziecko pokochało szczotkowanie zębów miłością nieprzerwaną? Ależ skąd 😉 Nawet maluch, który od urodzenia miał myte dziąsła, a potem pierwsze zęby, może w którymś momencie zaprotestować. Czasem zdarza się tak przy ząbkowaniu, czasem po siłowym podawaniu leków (wiem, czasem nie mamy pomysłu, jak to zrobić inaczej), a czasem jako normalny etap rozwojowy (“matko i ojcze, mam prawie dwa lata – nie naruszaj mojej autonomii swoimi pomysłami na zabiegi higieniczne”).

Zła wiadomość jest taka, że rodzice powinni myć swoim dzieciom zęby do momentu, w którym nie nabędą odpowiedniej sprawności manualnej czyli… do około 8 roku życia.

Nawet nie chcę liczyć, ile to tysięcy razy jeszcze mnie czeka!

15 sposobów na umycie dziecku zębów

Zebrałam więc zarówno sprawdzone przeze mnie, jak i przetestowane przez rodziców, z którymi miałam kontakt, sposoby na bezprzemocowe umycie dziecku zębów:

1.Daj dziecku wybór – warto kupić ze dwie szczoteczki i dwie pasty. Jeszcze lepiej, jeśli maluch sam sobie je wybierze w sklepie.

2. Szczoteczka soniczna lub elektryczna. Zmiana szczoteczki na taką, która się rusza, buczy lub gra i świeci, sprawdza się u wieeelu dzieci. Szczoteczki sonicznej można używać już od pierwszego zęba. Elektrycznej, z odpowiednio małą główką i na delikatnym programie – również, choć trzeba uważać na technikę czyszczenia zębów. Plusem szczoteczek innych niż manualne jest większa dokładność – jeśli Twoje dziecko nie jest w stanie wytrzymać zbyt długo z otwartą buzią, to każda sekunda jest na wagę złota. Gdyby okazało się, że Twój maluch obawia się dźwięków szczoteczki, możesz go stopniowo z nią oswajać, opowiadając, że jest jak pszczoła. Lata, bzyczy, a potem siada – na dłoni, na czole, na nosie i w końcu na zębach. Powoli, krok po kroku.

3. Wspólne mycie zębów – element porannego i wieczornego rytuału. Wszyscy razem, z muzyką w tle, na wesoło – a potem jeszcze migusiem poprawiamy po dziecku.

4. Wzajemność – Ty myjesz dziecku, dziecko myje Tobie. Grunt, żeby nie pomylić się ze szczoteczkami i nie sprzedać młodzieży swoich bakterii (z tego samego powodu warto powstrzymać się przed oblizywaniem dziecku smoczka, całowaniem w usta i nie używać wspólnych sztućców. A przede wszystkim wyleczyć własne rodzicielskie zęby).

5. Mycie zębów na stojąco, przed lustrem, a najlepiej w dostosowanym do wzrostu i możliwości dziecka kąciku toaletowym. Są dzieci, którym wygodnie jest, gdy rodzic myje im zęby w pozycji półleżącej na kolanach. Niektóre zniechęcają się, gdy nie widzą, co się dzieje, a ślina z pastą spływają im do gardła. W skrócie: warto próbować różnych pozycji i miejsc. Może sypialnia zamiast łazienki? Może podczas kąpieli, w trakcie zabawy pistoletem na wodę?

6. Potęga autorytetu. To może zabrzmieć jak ujma na rodzicielskim honorze, ale na niektóre dzieci autorytet dentysty (albo innego dorosłego; na przykład u mojej siostrzenicy – nauczycielka z przedszkola) jest ważniejszy niż gderanie rodzica. Krótkie przypomnienie: “Pamiętasz, co Pani Ania mówiła o myciu zębów?” potrafi czynić cuda. Są dzieci, które chcą myć zęby po tym, jak zobaczą, że robi to też ich koleżanka / kuzyn / mała sąsiadka. Kiedy w okolicy brak rówieśniczych autorytetów, pomocny może być Youtube 😉

7. Suchościeralne bakterie – patent rodem z Youtube’a:


8. Książki – niekoniecznie o myciu zębów, a już na pewno nie straszące dentystą. U nas sprawdziło się zwyczajne “Dzień malucha”. W komentarzach na IG polecałyście też “Wielkie mycie zębów w zoo” ze zwierzakami z szeroko otwartymi do szczotkowania paszczami oraz “Wszyscy ziewają” – można potem udawać ziewanie, jednocześnie myjąc zęby malucha, a najpierw szczoteczką myć zęby w książce ziewającym zwierzątkom.

9. A jeśli jesteśmy już przy zwierzakach – udawanie różnych postaci (ryczenie jak lew, ziewanie jak kotek, szczerzenie się jak wilk) albo głośne wydawanie z siebie różnych samogłosek ułatwia dostęp do zębów dziecka.

10.Fasolki – nie, nie chodzi o rośliny strączkowe, a o popularną w latach 80. i 90. grupę wokalną. Odświeżamy repertuar dziecięcych piosenek: numerem jeden jest “Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda”. Jeśli macie problem z zapamiętaniem słów, to niektórzy mówią, że cokolwiek co pasuje na tę melodię, nie musi się rymować 😉

11. Wyrzucanie robaczków / krasnoludków z buzi, szczoteczka jako śmieciarka zbierająca śmieci, samochód myjący drogi, gilgotanie zębów szczoteczką. Historie o poszukiwaniu resztek jedzenia między ząbkami i oficjalne żegnanie się z kaszą, bananem i sosem z obiadu. Albo komisyjne liczenie mleczaków. Znam mamę, która udaje, że maluje na zębach podobizny zwierzaków. Generalnie tzw. “opowieści dziwnej treści” 😉

12. Presja czasowa – niektórym dzieciom jest łatwiej, jeśli słyszą lub widzą upływający czas. Z tego powodu może się sprawdzić minutnik, klepsydra albo specjalne aplikacje na telefon, zachęcające do mycia zębów (Czyste ząbki z Aquafresh, Disney Magic Timer, Pampiś – zębowa przygoda)

13. Wspólne mycie zębów zabawkom.

14. Tabletki barwiące płytkę nazębną – pozwala dziecku zrozumieć dość abstrakcyjną dla niego ideę bakterii i osadu gromadzącego się na płytce nazębnej.  

15. Filmy na smartfonie – wiecie, że nie jestem fanką elektroniki, zwłaszcza przed snem (a dlaczego? Pisałam tutaj), ale jeśli już kompletnie nic innego nie działa, to ulubiona bajka z Youtube’a jest tym kosztem, który sama byłabym w stanie ponieść 😉

Mam nadzieję, że podsunęłam Ci chociaż kilka nowych pomysłów, o których nie wiedziałaś. Daj znać, czy coś jeszcze pomaga Ci dbać o higienę jamy ustnej twojego dziecka w komentarzu.

Rozszerzanie diety a sen

Rozszerzanie diety a sen

„Nie najada się! Daj mu kaszę!” – ile razy słyszeliście podobne sugestie? Powszechnie zwykło się sądzić, że rozszerzenie diety niemowlaka o pokarmy stałe sprawi, że zacznie on spać dłużej lub zmniejszy liczbę nocnych pobudek. Zupełnie, jakbyśmy opiekowali się wyłącznie układem pokarmowym, a nie kompletnym dzieckiem.

Niejednokrotnie regres snu w okolicach 4/5 miesiąca jest kojarzony z nienajdaniem się (o tym, z czego naprawdę wynika, przeczytasz tutaj).

Do 2018 roku nie zaobserwowano różnic w długości snu dzieci z rozszerzoną dietą [1] lub jedzących kaszkę ryżową na kolację [2] w porównaniu z niemowlętami karmionymi wyłącznie mlekiem. Liczba pobudek była taka sama u dzieci karmionych piersią, które miały wprowadzone posiłki stałe przed 6 miesiącem, jak i u tych, które dostały je dopiero w drugim półroczu życia.

W 2015 roku przeprowadzono badanie, w którym sprawdzano czy sposób karmienia i liczba posiłków wiąże się ze wzorcem snu dzieci między 6 a 12 miesiącem życia. Okazało się, że ani liczba pobudek, ani całkowity czas przesypianych godzin nie wiązał się ani ze sposobem karmienia, ani z liczbą spożywanych posiłków mlecznych lub stałych. Innymi słowy, czy dzieci były karmione piersią, czy butelką, czy jadły dwa czy cztery posiłki stałe, budziły się w nocy dokładnie tak samo [1]. Naukowcy z Bostonu w 2010 roku odkryli negatywną korelację wczesnego rozszerzania diety ze snem dzieci (włączanie do diety pokarmów stałych przed 4 m.ż. wiązało się z krótszym snem nocnym) [3].

W 2018 opublikowano wyniki badań, w których przyglądano się niemowlakom z wcześnie rozszerzoną dietą. Okazało się, że w grupie, w której posiłki stałe wjechały na stół średnio w 16 tygodniu życia (w porównaniu do dzieci, które zaczęły przygodę z łyżeczką w 23 tygodniu życia) dzieci spały do… 16 minut dłużej i budziły się 10% rzadziej, i to dopiero po 2 miesiącach od rozpoczęcia rozszerzania diety [4]. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie przygotowywanie posiłku, odpieranie marchewki ze śliniaczków i zastanawianie się, jak uniknąć zakrztuszenia u czteromiesięczniaka, który jeszcze nie siedzi, kompletnie nie jest warte tego dodatkowego kwadransa snu. Nie wspominając o potencjalnym ryzyku wiążącym się ze zbyt wczesnym wprowadzeniem pokarmów stałych [5]. Przed stosowaniem wcześniejszego rozszerzania diety jako interwencji wspomagającej sen niemowląt przestrzegł po publikacji tego artykułu UNICEF [6].

Przedwczesne (czyli przed ukończonym 6 m.ż.) rozszerzenie diety bez wskazań medycznych paradoksalnie może u bardziej wrażliwych dzieci pogarszać jakość snu dziecka i zwiększać liczbę pobudek. Bywa, że wprowadzenie stałych pokarmów jest związane z przejściowymi zaburzeniami pracy układu pokarmowego jak wzdęcia, bóle brzucha, problemy z wypróżnieniem, zaparcia. Zdarza się tak zwłaszcza, kiedy maluch nie jest gotowy na rozszerzanie diety (o objawach gotowości przeczytasz w artykule Zuzanny Anteckiej z bloga „Szpinak robi bleee”). Znacznie rzadziej przy wprowadzaniu stałych pokarmów ujawniają się alergie lub nietolerancje pokarmowe.

Niemowlę, które w ciągu dnia zjada kilka stałych posiłków, może też nadrabiać ich niską gęstość energetyczną (dynia ma ok. 25 kalorii w 100 gramach, pokarm kobiecy i mieszanka 60-100 kalorii), budząc się częściej w nocy na mleko. Ponadto produkty tradycyjnie podawane na początku diety mają działanie zapierające (ryż, gotowana marchewka, banany) i mogą utrudniać wypróżnianie.

Na co zwracać uwagę przy rozszerzaniu diety w kontekście snu?

Kluczowe jest proponowanie odpowiedniej dla wieku liczby posiłków stałych. Kluczem jest słowo PROPONOWANIE – odpowiedzialność jest tu podzielona. my, jako rodzice, decydujemy jak często i co postawimy przed dzieckiem, a ono decyduje czy i ile zje.

Niezbyt wolne tempo rozszerzania diety jest istotne ze względu na wyczerpywanie się zapasów żelaza w drugim półroczu życia dziecka (a anemia z niedoboru żelaza jest dolegliwością negatywnie wpływającą na sen – o czym pisałam tutaj).

WHO rekomenduje następujące podawanie posiłków uzupełniających:

  • 6-8 m.ż. – 2-3 posiłki
  • 9-11 m.ż. – 3-4 posiłki + ew. 1-2 przekąski
  • po 12 mż. – 3-4 posiłki + 1-2 przekąski [7].

Istotne jest również proponowanie produktów gęstych energetycznie i odżywczo. Oznacza to, że w porcji o małej objętości (ponieważ dzieci mają małe żołądki) powinno być maksymalnie dużo kalorii oraz składników odżywczych. Podpowiedzi znajdziecie u wspominanej Zuzi Anteckiej tutaj.

Dosyć szczegółowe omówienie konkretnych produktów spożywczych i ich związku ze snem znajdziecie w moim bezpłatnym ebooku. Umieściłam tam listę produktów, które warto podawać maluchowi w okresie uzupełniania diety w pokarmy stałe oraz spis takich, których lepiej unikać tak, by dziecko lepiej spało.

Warto zwrócić uwagę na bardzo ważny w kontekście snu i niedoborowy w Europie Środkowej składnik diety, czyli kwasy DHA. Odpowiednia podaż DHA wpływa pozytywnie na szybkość zasypiania oraz jakość i długość snu. Więcej na ten temat pisałam w tym artykule.

Zerknijcie również na zestawienie badań dotyczących śniadania, które to – jeśli jest bogate z tryptofan i witaminę B6 – przyspiesza zasypianie wieczorne oraz wpływa pozytywnie na jakość snu (klik!).

PS. Porzućcie nadzieję – kaszki reklamowane hasłem „na dobranoc” to marketingowa ściema (klik!).

 

Chcesz wiedzieć, w jaki sposób dieta dziecka wpływa na to, jak wyglądają Wasze noce? Sprawdź szkolenie „Żywienie dziecka a sen".

Gdy mama karmiąca choruje

Gdy mama karmiąca choruje

Skarżycie się czasem, że jakiś lekarz lub farmaceuta bezradnie rozkłożył ręce, mówiąc, że podczas karmienia piersią nie można stosować żadnych leków. Że zostają Wam tylko okadzenia, miód, czosnek i modlitwy o zdrowie. A to nieprawda – na szczęście! I ta wiedza coraz bardziej się upowszechnia, a ja zachęcam do upowszechniania jej wśród personelu medycznego jeszcze bardziej (warte polecenia źródła dla Twojego lekarza znajdziesz poniżej).

Kiedy nie można karmić piersią?

Lista stałych przeciwwskazań do karmienia dziecka piersią w Polsce jest bardzo krótka, bo zawiera tylko dwie pozycje [1]:

  • zakażenie matki wirusem HIV;
  • zakażenie matki wirusem HTLV.
(Celowo piszę o Polsce, ponieważ na przykład w niektórych krajach afrykańskich rekomenduje się wyłączne karmienie piersią przez 6 miesięcy matkom zakażonym wirusem HIV i przyjmującym leki, ponieważ ryzyko śmierci niemowlęcia z powodu zanieczyszczenia mieszanki mlecznej jest wyższe niż ryzyko transmisji wirusa przez pokarm).

Czasowo, do momentu wdrożenia leczenia lub poprawy stanu klinicznego matki, nie należy karmić piersią, chorując na:

  • inwazyjną postać zakażenia (bakteriemia, sepsa, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, septyczne zapalenie kości, stawów);
  • brucelozę;
  • kiłę;
  • rzeżączkę;
  • narkomanię oraz alkoholizm.

Jeśli matka jest w bardzo ciężkim stanie klinicznym, np. z powodu sepsy, i niemożliwe jest odciąganie pokarmu, może powrócić do karmienia, gdy tylko jej stan się poprawi.

Nie powinno się czasowo karmić dziecka bezpośrednio z piersi, ale można podawać odciągnięte mleko, jeśli mama choruje na:

  • gruźlicę (dotychczas nieleczoną);
  • ospę wietrzną lub półpasiec (tylko, jeśli objawy pojawiły się u matki 5 dni przed porodem lub do 2 dni po porodzie; w innym przypadku można karmić);
  • odrę;
  • ma zmiany chorobowe na piersi wskutek zakażenia wirusem opryszczki, ospy wietrznej, półpaśca, gruźlicy, liszajca zakaźnego (jeśli druga pierś jest zdrowa, można nią karmić).

Przy powszechnych infekcjach wirusowych i bakteryjnych, w trakcie przeziębienia, przy biegunkach rotawirusowych, zatruciach pokarmowych, w czasie grypy można, a nawet trzeba karmić dziecko piersią.

Jeżeli masz infekcję wirusową, to przekazujesz ją dalej domownikom, zanim zaobserwujesz jej pierwsze objawy. Odstawianie dziecka od piersi, aby ochronić je przed zakażeniem, jest nie tylko spóźnione (dziecko i tak zetknęło się już najprawdopodobniej z tymi samymi patogenami, co Ty).  Tak naprawdę odstawienie dziecka od piersi podczas infekcji u mamy, to jeden z gorszych pomysłów. W mleku produkowanym przez mamę karmiącą znajdują się przeciwciała przeciw patogenom, które spowodowały infekcję. Jeśli więc karmisz nadal dziecko, to zmniejszasz ryzyko, że zarazi się ono od Ciebie, a  jeśli mimo wszystko się zarazi, to przebieg infekcji będzie łagodniejszy niż byłby bez Twojego mleka.

Jeżeli więc mama ma infekcję wirusową czy bakteryjną (spoza powyższej listy przeciwwskazań), a jej stan nie jest na tyle poważny, żeby była nieprzytomna, to może karmić dziecko. Przeciwciała, które znajdują się w pokarmie kobiecym, nie zagrażają zdrowiu malucha – wręcz są dla niego korzystne. 

Gorączka nie sprawia, że mleko mamy się przepala, kwaśnieje albo się psuje (nawet jeśli twierdzi tak Twoja ukochana Babcia 😉 ).  Dopóki gorączka nie powoduje utraty przytomności, można w trakcie niej karmić dziecko.

Czasem wysoka gorączka, biegunka lub wymioty powodują odwodnienie, co może czasowo obniżyć produkcję pokarmu. Dlatego istotne jest odpowiednie nawadnianie się i uzupełnianie elektrolitów według wskazań lekarza.

Warto pamiętać o zachowywaniu zasad higieny: częste mycie rąk, niecałowanie dziecka, nieoblizywanie smoczka, częste wietrzenie pomieszczeń. Zmiany na skórze, na przykład opryszczkowe, należy zakryć / zakleić. Warto stosować maseczkę na twarz, zwłaszcza przy grypie lub krztuścu (tylko często ją zmieniamy!) [2].

Czy można przyjmować leki?

Ogromne nieporozumienie, które narosło przez lata wokół stosowania leków w czasie karmienia piersią, wynika z traktowania okresu ciąży i laktacji jako takich samych zjawisk. Niektórym wydaje się, że jeśli jakiegoś leku nie wolno stosować u ciężarnych, to tak samo będzie przy karmieniu piersią. A to niekoniecznie prawda! Ciąża i laktacja to dwa różne stany fizjologiczne. Transport substancji czynnych przez łożysko do płodu i przez mleko matki do karmionego dziecka to dwa inne mechanizmy.

Zdecydowaną większość leków można stosować w trakcie karmienia piersią, ale…

Po pierwsze: nigdy nie na własną rękę! Matka karmiąca nie powinna przyjmować żadnych leków bez konsultacji z lekarzem, farmaceutą lub doradczynią laktacyjną, nawet tych dostępnych bez recepty. Możliwość przyjmowania leku oraz dawkowanie zależy od wieku, stanu zdrowia i masy ciała dziecka. Im młodsze, mniej dojrzałe i mniejsze dziecko, tym większa ostrożność w stosowaniu leków. Unikamy leków o wzmocnionym lub przedłużonym działaniu. Ogromne znaczenie ma też forma podania leku – jeśli jest wybór, lepsze są preparaty działające miejscowo, maści, środki wziewne, czopki. Znaczenie ma też długość kuracji (kilka dni czy kilka miesięcy) oraz częstotliwość karmienia – inaczej podchodzi się do noworodka karmionego na żądanie, a inaczej do półtoraroczniaka pijącego mleko mamy 3 razy na dobę o stałych porach. Ogólnie za bezpieczne w laktacji uznaje się leki, które są również podawane niemowlętom i małym dzieciom [3].

Przy podejmowaniu decyzji dotyczących podawania leków, nie należy kierować się informacjami z ulotek. Firmy farmaceutyczne zachowawczo zabraniają przyjmowania większości bezpiecznych substancji, tak „na wszelki wypadek”, żeby nie brać odpowiedzialności.

Jest na szczęście kilka rzetelnych źródeł, w których lekarz lub farmaceuta może sprawdzić, czy konkretny lek może być przyjmowany przez kobietę karmiącą:

  • podręcznik dla profesjonalistów „Medications and Mothers’ Milk„autorstwa Hale’a – dostępny u większości doradczyń i konsultantek laktacyjnych, które mogą wydać pisemną informację dotyczącą stosowania danego leku dla lekarza prowadzącego;
  • internetowy Laktacyjny Leksyków Leków (klik!) (oparty o ww. podręcznik);
  • anglo- i hiszpańskojęzyczna internetowa wyszukiwarka E-lactancia (klik!);
  • anglojęzyczna wyszukiwarka z odnośnikami do artykułów naukowych LactMed (klik!);
  • zestawienie chorób wraz z najczęściej proponowanymi substancjami leczniczymi, w oparciu o podręcznik Hale’a, niestety tylko po angielsku (klik!).

W każdym z tych miejsc wyszukujemy leki, wpisując substancję czynną (np. ibuprofen), a nie nazwę handlową leku (czyli Ibum).

Informacje o bezpieczeństwie niektórych substancji czynnych znajdziesz również u dr Magdaleny Stolarczyk (klik!). Opinie o możliwości stosowania leku w trakcie laktacji wydaje także mgr farm. Karolina Morze Laktaceuta.pl, która dodatkowo wolontaryjnie prowadzi dyżur farmaceutyczny w Fundacji Promocji Karmienia Piersią.

Co na przeziębienie, grypę i zakażenie rotawirusami (grypę żołądkową)?
  • Na gorączkę można bezpiecznie stosować paracetamol [4] i ibuprofen [5].
  • Można stosować syropy wykrztuśne (bez kodeiny), inhalacje i krople do nosa.
  • Przyjmowanie elektrolitów i leków przeciwbiegunkowych jest bezpieczne dla matki i dziecka.

Uwaga na wieloskładnikowe tabletki na przeziębienie i grypę oraz na doustne leki na katar i zapalenie zatok – wiele z nich zawiera pseudoefedrynę, która może czasowo zmniejszać produkcję mleka [6].

  • W przypadku infekcji bakteryjnych, większość antybiotyków jest kompatybilna z karmieniem piersią. Konkretną substancję czynną należy sprawdzić w ww. źródłach.

Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, w których mama jest zmuszona odstawić dziecko od piersi z powodu swojej choroby. Piszę ten artykuł w październiku 2018 roku i dotychczas jako promotorka karmienia piersią tylko dwukrotnie wspierałam mamy, które z powodu leczenia musiały zakończyć karmienie piersią. Były to kobiety w terapii nowotworowej – leki wówczas podawane nie są kompatybilne z karmieniem (przy wszystkich lekach, które są oznaczone symbolem L5, przerwanie karmienia jest konieczne).

Skupiłam się w artykule na jesiennych infekcjach, ale ta pora roku sprzyja również zaburzeniom afektywnym – a bez względu na pogodę nawet 15% matek w pierwszym roku po porodzie doświadcza depresji poporodowej [7].

Nie jest prawdą, że mama karmiąca piersią nie może farmakologicznie leczyć zaburzeń nastroju. Pewne leki przeciwdepresyjne są bezpieczne przy karmieniu piersią i aktualnie nie rekomenduje się odstawiania dziecka od piersi od razu przy diagnozie depresji poporodowej. Lekarz psychiatra może dobrać takie leki, przy których mama będzie mogła nadal karmić. Ma to znaczenie, ponieważ udane karmienie piersią  łagodzi objawy depresji poporodowej. Nagłe odstawienie dziecka od piersi prowadzi do gwałtownego obniżenia poziomu prolaktyny i oksytocyny, co negatywnie wpływa na nastrój i aktywność (pisałam o tym więcej tutaj).

Więcej informacji na temat diagnozy i leczenia depresji poporodowej znajdziesz tutaj.  Lista psychiatrów wspierających mamy karmiące piersią umieszczona jest na stronie Mlekiem Mamy (klik!). Możesz też o nich pytać na mojej grupie dla rodziców Wymagajace.pl (klik!).

Film, w którym omawiam bezpieczeństwo badań diagnostycznych w trakcie karmienia piersią, obejrzysz tutaj.

Konsultacja merytoryczna: dr n. med. Kacper Toczyłowski

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Jak dbać o zęby niemowlaka? Wywiad z dentystką-ortodontką

Jak dbać o zęby niemowlaka? Wywiad z dentystką-ortodontką

jak dbać o zęby niemowlaka

Z ogromną radością przepytałam lek. dent. Katarzynę Wojtas o zdrowie malutkich ząbków. Kasia tytuł specjalisty Master di Secondo Livello w ortodoncji zdobyła pracując w Klinice Uniwersyteckiej we włoskiej Sienie. Przez kilka pierwszych lat po studiach zajmowała się przede wszystkim leczeniem dzieci i do dzisiaj w swojej pracy koncentruje się głównie na małych pacjentach. Obecnie mieszka w Londynie. Prywatnie jest mamą prawie dwuletniej Poli.

Magdalena Komsta: Kiedy powinniśmy zacząć dbać o higienę jamy ustnej dziecka?

Katarzyna Wojtas: Dbałość o jamę ustną jest naturalnym elementem higieny i powinna się pojawić razem z dzieckiem, już od urodzenia. Zaczynamy od przecierania wałów dziąsłowych gazikiem zwilżonym wodą lub słabym roztworem rumianku.

MK: Jak często?

KS: Podobnie jak mycie zębów, czyli w idealnym scenariuszu dwa razy dziennie: po nocy, kiedy wydzielanie śliny jest mniejsze i po całym dniu, w ramach codziennej wieczornej higieny. Czyli od początku, od pierwszego dnia życia dziecka.

MK: Czyli dbamy o higienę jamy ustnej, nawet jeśli dziecko nie ma jeszcze zębów. Czy chodzi o to, żeby przyzwyczajać niemowlaka do tego, że manipulujemy czymś w środku buzi, żeby było mu łatwiej akceptować szczotkowanie, kiedy zęby faktycznie się pojawią?

KS: Otóż to, zdecydowanie chodzi o to, żeby oswajać i przyzwyczajać, ale jednocześnie też dbać o higienę. To też jest forma profilaktyki, która zapobiega powstawaniu chociażby pleśniawek.

MK: A kiedy czas na pierwszą szczoteczkę?

KS: Pierwsza szczoteczka powinna się pojawić jeszcze przed pierwszym ząbkiem, podajemy na przykład przy kąpieli do gryzienia, żucia, zabawy. Są szczoteczki będące połączeniem gryzaczka ze szczoteczką i mogą być one używane w etapie przejściowym między przecieraniem wałów dziąsłowych a właściwą szczoteczką.

MK: A co z takimi szczoteczkami z gumowymi wypustkami, zakładanymi na palec?

KS: To też jest świetna rzecz i one są szczególnie przydatne do masażu, w momencie kiedy ząbki zaczynają się wyrzynać , kiedy dziąsła są mocno rozpulchnione. Masaż dziąseł jest świetny, o ile oczywiście nasza pociecha go toleruje – bo nie wszystkie dzieci to lubią. Dzięki masażowi przy użyciu takiej szczoteczki przyspieszamy sam proces wyrzynania zębów i możemy nieznacznie skrócić ten trudny czas. Warto spróbować.

MK: Kiedy już się pojawia pierwszy ząbek, to zostajemy przy gumowej szczotce na palec czy kupujemy szczoteczkę z włosiem? A może warto zainwestować w szczoteczki soniczne lub elektryczne? Kiedy najwcześniej mogą się one pojawić?

KS: Zdecydowanie polecam szczoteczki z włosiem od samego początku – są one dokładniejsze i lepiej zbierają płytkę nazębną. Poza tym na taką szczoteczkę łatwiej jest nałożyć niewielką ilość pasty do zębów, którą również należy używać od samego początku.

Natomiast jeżeli chodzi o szczoteczki soniczne czy elektryczne, to tak naprawdę jest to  kwestia naszego wyboru – mogą one być używane od samego początku. Warto sugerować się preferencjami naszego dziecka. Niektóre dzieci nie tolerują, że coś brzęczy, świeci i wibruje. Wszystkie przedmioty dozwolone – może poza szczotkowaniem zębów czekoladą 😉 – żeby zęby były umyte. Szczoteczki elektryczne są nieco dokładniejsze niż manualne.

Ważne, żeby szczoteczka była dopasowana rozmiarem do dziecka. Początkowe szczoteczki mają bardzo małe główki, potem rosną razem z dzieckiem.

MK: Wspomniałaś, że używamy pasty już od pierwszego ząbka. Temat past do zębów bardzo często pojawia się na forach i grupach dla mam. Jest na przykład sporo negatywnych opinii na temat past do zębów z fluorem. Czy fluor i ksylitol to są składniki, które pełnią tę samą funkcję? Czy fluoru w pastach naprawdę należy się bać?

KS: Tak, to faktycznie gorący temat. Pytanie o to, czy wybrać pastę z fluorem, czy z ksylitolem jest niewłaściwie postawionym pytaniem, ponieważ te dwie substancje nie są sobie równoważne i nie mogą ze sobą konkurować. Działają w zupełnie inny sposób.

Postaram się wyjaśnić jak działa fluor, a jak działa ksylitol.

Fluor w odpowiedniej ilości w paście do zębów jest niezastąpiony. Jest najlepiej przebadaną, najlepiej udokumentowaną substancją działającą przeciwpróchnicowo. Działa on poprzez wzmacnianie szkliwa. Fluor wbudowuje się w strukturę szkliwa i powoduje, że jest ono wzmocnione. Działa ponadto na same bakterie próchnicotwórcze przez hamowanie ich metabolizmu. Bakterie nie są w stanie po zadziałaniu fluoru produkować kwasów i rozpuszczać tego wzmocnionego przez fluor szkliwa. Żadna inna znana substancja w ten sposób nie działa.

Natomiast sam ksylitol jest również fantastycznym składnikiem, który świetnie sprawdza się w pastach do zębów, ponieważ pobudza wydzielanie śliny. Ślina podnosi też pH w jamie ustnej, a w środowisku zasadowym bakterie próchnicowe nie funkcjonują.

Idealne byłoby więc połączenie obu tych substancji w paście, natomiast one nie są sobie równoważne.

Jeszcze jedno słowo o fluorze. Fluor nie bez powodu jest w pastach stosowany w odpowiednich dawkach. Najwłaściwsza i bezpieczna dawka fluoru w paście do zębów dla dzieci to jest 500 ppm. Druga rzecz – odpowiednia ilość pasty na szczoteczce. To znaczy, że szczyty włosia szczoteczki powinny być tylko dosłownie ubrudzone pastą. Ilość równa ziarenku ryżu. Ryżu, nie groszku! Naprawdę niewielka ilość pasty wystarczy do tego, żeby umyć pierwsze ząbki.

MK: I to, że dziecko jeszcze nie potrafi wypluwać pasty, to przy tak minimalnej ilości nie jest problemem?

KS: Nie, to nie jest szkodliwe. Jeśli mamy poczucie, że tej pasty było za dużo, że ona nam się gdzieś spieniła, to zawsze możemy nałożyć na palec gazik zwilżony wodą i przetrzeć jeszcze zęby po ich umyciu.

Każda substancja lecznicza w niewłaściwych stężeniach bywa szkodliwa i fluor też ma takie wartości. Natomiast ta ilość, która jest w pastach do zębów dla dzieci jest bezpieczna, zwłaszcza, że jest on stosowany egzogennie.

Warto się przyjrzeć jeszcze temu, czy woda w rejonie, gdzie mieszkamy, jest fluorowana, bo czasami to powoduje zbyt duże stężenie fluoru w naszym organizmie. Jeśli woda jest nim uzdatniana, a nam to nie odpowiada, to używamy zwykłego filtra węglowego o odwrotnej osmozie.

MK: Mamy szczoteczkę, mamy pastę, ale co z tymi dziećmi, które nie chcą myć zębów? Podzielisz się jakimś patentem?

KS: Niemalże wszelkie chwyty dozwolone. Zabawa, wspólne czytanie książeczek, opowiadanie o myciu zębów, wprowadzenie gryzaka czy szczoteczki, zanim jeszcze pojawi się pierwszy ząb. Dzieci uczą się przez naśladowanie, więc fajne jest wspólne mycie zębów razem z mamą, z tatą, z misiem czy lalą. Mycie zębów przed lusterkiem, czyli oglądanie tego, co się robi też jest dobre. Dobrze mieć dwie szczoteczki do wyboru tudzież zrobić ciekawe wydarzenie z wyprawy do sklepu po wybranie swojej własnej szczoteczki.

MK: Ja dodam, że są różne aplikacje na telefon, które odmierzają piosenkami czas mycia zębów.

KS: Jeżeli ktoś pozwala swojemu dziecku oglądać bajeczki czy piosenki, to dla mnie też jest ok, dopóki zęby na koniec dnia są umyte. Szkliwo zębów mlecznych jest cienkie i bardzo podatne na próchnicę. A kiedy proces próchnicowy się już zacznie, to bardzo trudno go zatrzymać. Więc lepiej zapobiegać niż leczyć.

MK: A jak długo to rodzic powinien szczotkować dziecku zęby?

KS: Co najmniej do szóstego roku życia, jak nie do ósmego! Wcześniej zdolności manualne naszych dzieci nie pozwalają na to, żeby samodzielnie porządnie umyły zęby.

MK: Jeśli jesteśmy przy profilaktyce: kiedy powinniśmy po raz pierwszy udać się na wizytę do stomatologa z dzieckiem?

KS: Podręcznikowo w 18 miesiącu życia, jeżeli nie widzimy jakichś niepokojących zmian. Mała podpowiedź: proces próchnicowy zaczyna się w formie kredowo-białej plamy. Jeżeli ona się pojawia, to warto się zgłosić do stomatologa i zapytać, warto z tym zrobić.

MK: Jak często trzeba kontrolować zęby mleczne, skoro –  tak jak powiedziałaś – próchnica u dzieci postępuje szybciej niż u dorosłych?

KS: Z dziećmi chodzimy do dentysty raz na trzy miesiące. Właśnie ze względu na to, że trzeba jak najszybciej wychwycić moment pojawienia się próchnicy i zacząć działać. Częste wycieczki do stomatologa pozwalają się też się dziecku oswoić z gabinetem i badaniem.

MK: Kiedy powinien pojawić się pierwszy ząb?

KS: Pierwszy ząb zwykle pojawia się między 5. a 10. miesiącem życia u zdrowych dzieci. Sytuacje, które wpływają na opóźnienie ząbkowania, to chociażby wcześniactwo, niska masa urodzeniowa, choroby przebyte we wczesnym dzieciństwie albo pochodzenie z ciąży mnogiej. Przy czym ta granica jest przesunięta między 6 a 11 miesiąc życia. Więc jeżeli nasze dziecko nie ma pierwszego ząbka na pierwsze urodziny, to powinniśmy się zgłosić do dentysty albo pediatry,aby dowiedzieć się, co się dzieje. Z reguły przyczyna braku pierwszego ząbka jest ogólnoustrojowa; może być to związane z zaburzeniami metabolicznymi lub hormonalnymi.

MK: Czy jako mama dziecka, które ząbkowało i jako specjalistka znasz patenty na uśmierzenie bólu związanego z wyrzynaniem się zębów?

KS: Na pewno masowanie i przeróżne gryzaki, zwłaszcza schłodzone w lodówce. Doskonałym patentem są lody z mleka mamy, czyli mrożenie własnego mleka w formie takich lizaczków do gryzienia.

Warto pamiętać o tym, że przy wyrzynaniu zębów odporność jest nieznacznie osłabiona i dzieci mają tendencję do infekcji. Maksymalna temperatura przy samym ząbkowaniu to jest stan podgorączkowy do 37,5 st. C. Jeżeli temperatura jest wyższa, to oznacza, że pojawiła się przy okazji jakaś infekcja i warto wtedy dokładnie sprawdzić co się dzieje. Obejrzeć uszy, gardło, sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z układem moczowym.

MK: A co ze środkami przeciwbólowymi w formie syropów albo żeli do smarowania, czy sprayów na ból gardła?

KS: Żele w połączeniu na przykład z masażem silikonową szczoteczką są świetne. Ze środkami przeciwbólowymi, przeciwgorączkowymi ja bym się wstrzymywała do jakichś naprawdę podbramkowych sytuacji. Jeżeli gorączka jest wysoka, bo dziecko ma infekcję –  w porządku. Jeżeli mamy naprawdę bardzo trudną noc i widzimy, że po prostu boli to jasne, chcemy pomóc naszemu dziecku. Wtedy możemy podać paracetamol, ale ostrożnie i prawidłowo dawkując.

MK: Chyba wszyscy rodzice wiedzą, że spożywanie słodyczy zwiększa ryzyko rozwoju próchnicy. Czy są jakieś inne produkty spożywcze, może mniej oczywiste niż czekoladki, na które jednak trzeba uważać?

KS: Po pierwsze: musy owocowe w tubkach. Ja nie jestem przeciwniczką owoców. To jest świetna przekąska, szczególnie jeżeli owoc jest podany w całości, w tym z błonnikiem. Chodzi mi o konstrukcję tubki, ponieważ musy są tak zapakowane, że zachęcają do tego, żeby je wysysać bezpośrednio z saszetek. I to jest bardzo niedobre dla zębów, bo dziubek tubki znajduje się idealnie w okolicy przednich zębów i mus obmywa i okleja zęby. Idealne środowisko dla namnażania się bakterii próchnicowych! Jeśli lubimy takie musy, to w ograniczonej ilości i zdecydowanie łyżeczką.

Soki to kolejna rzecz, za którą nie przepadam. Do picia służy woda! Jeśli od samego początku podajemy wodę i dziecko nie  zna alternatyw, to soczku nie wybierze. Miałam wielu pacjentów, którzy mieli próchnicę z powodu picia soczków.

MK: Ja mam taki patent od jednej z mam, że jeśli ktoś już poszedł w soki i chciałby z tych soków zrezygnować u swojego dziecka, to można to robić poprzez rozcieńczanie soku wodą. Minimalnie, poprzez malutkie zmiany: coraz mniej soku, a coraz więcej wody. Myślę, że my generalnie nie jesteśmy pokoleniem, które piło wodę. Nas raczej pojono kompocikami, soczkami przecierowymi, herbatkami słodzonym. Więc my bardzo często się dopiero uczymy sami picia wody.

KS: Wracając do produktów spożywczych, które mogą sprzyjać próchnicy, to chrupki i herbatniki, które oklejają zęby. Uwaga na słodzone jogurty i serki. Są reklamowane jako źródło wapnia, ale z uwagi na ilość dodanego cukru absolutnie nie polecam.

MK: Jesteś ortodontką, więc chciałabym też zapytać o prawidłowy zgryz. Z czego powinny pić dzieci w momencie rozszerzania diety?

KS: Przy rozszerzaniu diety zaczynamy podawać kubeczek otwarty. Kubki niekapki są takim etapem przejściowym. bo pije się z nich tak jak z butelki. Natomiast słomki i bidony ze słomka są też w porządku. Najlepsza kolejność wprowadzania to słomka dopiero po nauczeniu się przez dziecko picia z kubeczka otwartego.

MK: Do kiedy – ze względu na zgryz – butelka ze smoczkiem czy niekapek powinny być wyeliminowane?

KS: Ja wiem, że to jest bardzo trudny temat dla mam… zwłaszcza nocne karmienia butelką. Idealnie byłoby w okolicy pierwszego roku życia eliminować już butelkę. Jako ortodonci oczekujemy, że mniej więcej do 18 miesiąca życia odzwyczajamy dziecko od butelki i napoje są pite z kubka otwartego.

I jeszcze ważna rzecz. Przy karmieniu butelką ważna jest technika. Bardzo jest ważne, żeby nie opierać butelki o brodę. Przy karmieniu piersią bardzo łatwo wyrównuje się tak zwane fizjologiczne tyłożuchwie. Dziecko rodzi się z bródką nieco cofniętą a wysuwając brodę podczas ssania piersi, łatwo sobie to tyłożuchwie wyrównuje w pierwszych miesiącach życia. Natomiast z butelką trzeba zwrócić uwagę na to, żeby dziecko miało możliwość pracowania brodą i rzeczywiście ssania. Kupujemy smoczki o niskim przepływie i stosujemy technikę paced-bottlefeeding.

[Paced-bottlefeeding to takie karmienie dziecka butelką, które przypomina karmienie piersią. Czyli robienie pauz między karmieniami, taka możliwie najbardziej pozioma pozycja butelki, tak żeby karmienie trwało dłużej (więcej na temat techniki oraz film znajdziesz TUTAJ)].

MK: Czy rodzice mogą coś zrobić, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo problemów ze zgryzem u dzieci?

KS: Mnóstwo rzeczy możemy zrobić, choć oczywiście nie wszystko, bo jest szereg czynników na które nie mamy wpływu, np. związanych z genetyką. Natomiast możemy prowadzić profilaktykę przeciwko wadom zgryzu już od samego początku, od pierwszego dnia. Począwszy od właściwego układania dziecka w łóżeczku. Musimy pamiętać o tym, żeby materacyk był odpowiednio sztywny, twardy, żeby nie miał żadnych zagłębień. Główka nie powinna być zbyt odchylona do tyłu ani pochylona do przodu jeśli dziecko jest układane na pleckach. Podobnie odradzam używanie poduszek dla niemowląt, bo to również sprzyja tworzeniu wad. Dbajmy o symetrię. Jeśli układamy dziecko na boczku, to pamiętamy o zmianie stron  – to samo przy karmieniu.

Przy karmieniu butelką zwróćmy uwagę na odpowiedni smoczek o niskim przepływie, który stymuluje wysuwanie żuchwy i pracę mięśni. Uczymy dzieci pić z otwartych kubków, raczej unikamy kubków niekapków. Jako profilaktykę wad zgryzu również uważa się suplementację witaminy D3, która zapobiega tworzeniu się krzywicy.

Ogromnie ważne jest zapobieganie próchnicy, ponieważ bardzo poważne wady zgryzu tworzą się również w momencie, kiedy dziecko zbyt wcześnie traci ząbki. Natura nie lubi pustych przestrzeni, więc od razu sąsiednie zęby zaczynają się przesuwać w miejsce tego, który wypadł i nagle okazuje się że brak miejsca do wyjścia dla zęba stałego i potrzebne jest leczenie ortodontyczne. A dodatkowo jeśli zbyt wcześnie utracimy ząb mleczny, to jego nieobecność może spowodować, że rozwój łuku zębowego nie będzie przebiegał prawidłowo: kość nie będzie rosła prawidłowo albo wystąpi asymetria we wzroście kości. Profilaktyka próchnicy jest jednocześnie profilaktyką wad zgryzu.

MK: A jakie jest Twoje podejście do smoczków-uspokajaczy?

KS: Ja jestem ortodontą, więc nie lubię smoczków. Ale jestem też mamą, więc rozumiem, że niekiedy smoczki bywają potrzebne. Ze względu na to, że utrzymanie karmienia naturalnego jest istotne dla nas w profilaktyce, rekomenduje się, żeby wprowadzić smoczek najwcześniej między czwartym a szóstym tygodniem po urodzeniu dziecka. Tak, żeby laktacja zdążyła się ustabilizować.

Smoczek przede wszystkim używamy jak najrzadziej, tylko w razie potrzeby. Jeżeli dziecko jest szczęśliwe, zadowolone, to nie wkładamy smoczka do buzi. Jeżeli używamy smoczka do zasypiania to powinien on być dopasowany do dziecka, taki ze ściętym końcem lub okrągłą główką tak jak żarówka. Nie wkładamy z powrotem smoczka, który wypadł z jamy ustnej podczas snu. Staramy się pozbyć smoczka  w okolicach pierwszych urodzin. Kilka razy się spotkałam z taką sytuacją, że zmiana smoczka na twardszy powodowała łatwiejsze odstawienie smoczka przez dziecko.

MK: Dziękuję Ci bardzo za wyczerpujące odpowiedzi!

Szukasz sprawdzonych informacji o nocnych karmieniach? Sprawdź szkolenie „ABC nocnych karmień"!