Ile powinno spać dziecko?

Ile powinno spać dziecko?

W Internecie i poradnikach rodzicielskich można znaleźć setki różnych tabel i norm dotyczących czasu snu dziecka. Większość, niestety,  jest wyssana z brudnego palca. Czasem zastanawiam się, jak okropne dla wielu rodziców musi być rozczarowanie, że noworodek nie śpi po 20 godzin na dobę (większość nie śpi, serio).

Z drugiej strony nie jest też tak, że zupełnie nie istnieją rekomendacje dotyczące długości snu u dzieci. Mamy swoje tabelki, dokładnie tak, jak posługujemy się widełkami dotyczącymi rozwój umiejętności motorycznych, mowy itp. Tyle że normy, z których korzystają eksperci medycyny snu, są zwykle bardziej liberalne (a przez to uspokajające dla rodziców) niż anonimowe tabelki porozrzucane na portalach parentingowych, bez żadnych odnośników do źródeł danych.

W czerwcu 2016 roku Amerykańska Akademia Medycyny Snu opublikowała rekomendowaną długość snu dla dzieci i młodzieży. Nad powstawaniem dokumentu pracowało 13 ekspertów, którzy przez 10 miesięcy przeanalizowali 864 artykułów naukowych. Pod rekomendacjami podpisały się: Amerykańska Akademia Pediatrii, Towarzystwo Badań nad Snem oraz Amerykański Związek Technologów Snu, zrzeszający personel medyczny pracujący podczas badań snu.

 

Ile powinno spać dziecko?

4-12 miesięcy: 12-16 godzin na dobę (w tym drzemki)

1-2 lata: 11-14 godzin na dobę (w tym drzemki)

3-5 lat: 10-13 godzin na dobę (w tym drzemki)

6-12 lat: 9-12 godzin na dobę

13-18 lat: 8-10 godzin na dobę

Nie stworzono zaleceń dla dzieci młodszych niż czteromiesięczne ze względu na szeroki zakres normy w zakresie czasu trwania snu i niewystarczającą liczbę danych naukowych dot. skutków zdrowotnych [1].

Być może Twoją uwagę przykuło kilka ciekawych faktów.

Po pierwsze, naukowcy nie mieli podstaw do rozdzielania snu dziennego od nocnego. Dali w ten sposób jasno do zrozumienia – nie mamy mocnych dowodów na twierdzenie, ile drzemek w ciągu dnia, jakiej długości i do kiedy powinno mieć dziecko (więcej o drzemkach poczytasz tutaj).

Po drugie, szeroki zakres normy oraz brak odpowiednich danych naukowych związanych z ewentualnymi konsekwencjami zdrowotnymi nie pozwala na stworzenie zaleceń dla niemowląt młodszych niż czteromiesięczne.

W pierwszych trzech miesiącach życia dzieci śpią bardzo różnie, większość nich w zakresie szerokiej normy rozwojowej. W tym czasie niemowlaki są bardzo zmienne i trudno złapać u nich jakiś rytm.  Są karmione na żądanie, więc cała opieka odbywa się „na żądanie”. Może być tak, że dziecko w poniedziałek śpi świetnie, we wtorek w ogóle nie chce usnąć, w środę ma trzy drzemki, w czwartek ma pięć, a w sobotę ma dwie, bo przyszli goście i chciało się nimi nacieszyć. Nie ma więc potrzeby koncentrować się na liczbie przespanych godzin.

To, co jest istotniejsze w pierwszych trzech miesiącach życia dziecka to zwrócenie uwagi na skuteczność karmienia i tempo przyrostu masy ciała. W tym wieku zdecydowana większość problemów z zasypianiem czy długością snu wynika z problemów z karmieniem, w tym problemów laktacyjnych (nieprawidłowa technika karmienia, nieprawidłowości w budowie jamy ustnej dziecka jak skrócone wędzidełko języka, problemy ze ssaniem, infekcja). Rozwiązanie pierwotnego problemu pozytywnie wpłynie na wzorzec snu maluszka.

Pamiętam konsultacje z rodzicami, którzy zgłosili się do mnie w związku z trudnościami niemowlaka ze snem, mówiąc „Pani Magdo, nam się wydaje, że nasze dziecko tak kiepsko przybiera dlatego, że ono kiepsko śpi. Bo on jest niewyspany, nie za bardzo ma siłę jeść i nie ma apetytu”. To tak nie działa. Problemy ze snem nie wpływają negatywnie na apetyt dziecka. Wręcz odwrotnie – człowiek, który jest głodny, nie będzie mógł zasnąć, bo napęd do zaspokojenia potrzeby pożywienia będzie silniejszy (oczywiście, nieco inaczej wygląda to w trakcie infekcji, nasilonej żółtaczki lub przy znacznym niedożywieniu, kiedy niemowlaki zgłaszają się do karmienia rzadziej niż powinny).

Jeżeli dziecko słabo przybiera na masie to prawdopodobnie jest coś, co negatywnie wpływa na karmienie i sen – i maluch potrzebuje porządnej diagnozy (pediatry, doradczyni lub konsultantki laktacyjnej, logopedy, fizjoterapeuty, innych specjalistów), a nie nauki samodzielnego zasypiania. Więcej na temat niemowląt karmionych piersią, które nie przybierają tak, jak powinny, przeczytasz TUTAJ.

Istotne jest również to, że optymalny czas snu dla dzieci wieku 4-12 m.ż. jest dość szeroki. Zalecenia opracowane na podstawie badań są znacznie niższe niż „normy” podawane przez “trenerów snu”, według których niemowlęta między 4 a 12 m.ż. powinny spać 14-15 godzin na dobę (a w rekomendacjach mamy informacje o zakresie 12-16 godzin). Pytanie brzmi, co jest źródłem upierania się przy nierealistycznych / przestarzałych danych?

 

W jaki sposób liczyć czas snu dziecka?

Po pierwsze, w medycynie snu nigdy nie wyciąga się wniosków z jednej gorszej nocy. Najlepiej prowadzić obserwacje przez minimum dwa tygodnie. Po drugie, każdy człowiek wybudza się w nocy, dzieci też, i czas trwania wybudzeń nie musi być kłopotem i nie musi być odliczany z czasu snu, jeśli trwają stosunkowo krótko (typu “nakarmić, odbić, przewinąć i śpi”). Po trzecie, każda drzemka się liczy, ponieważ każda zmniejsza presję snu i ładuje akumulatory dziecka (a jeśli drzemka jest bardzo długa i / lub późna, kradnie nieco czas snu z nocy). Warto więc siadając do notatek, uwzględniać przy zapisie turbodrzemki przy karmieniu (które nie muszą być niczym złym – KLIK), w trakcie jazdy samochodem itp.

 

I co dalej?

Jeśli dziecko śpi krócej, niż mówią rekomendacje (choć ma czas na sen i adekwatnie przygotowane miejsce), ale mimo to prawidłowo się rozwija i dobrze funkcjonuje w ciągu dnia, to nie spełnia kryterium zaburzeń snu. Osoby posiadające niskie zapotrzebowanie na sen (które to jest uwarunkowane genetycznie) nazywa się “krótkospaczami” (short sleepers). W życiu dorosłym, przesypiając do 6 godzin na dobę, nie skarżą się oni na senność, złe samopoczucie czy jakiekolwiek inne problemy związane ze snem czy funkcjonowaniem w ciągu dnia (zazdroszczę). 

W przypadku, kiedy sen dziecka jest zbyt krótki i negatywnie wpływa to na jego funkcjonowanie, rozwój i zdrowie, rodzina potrzebuje przede wszystkim konsultacji pediatry i innych specjalistów, w zależności od podejrzewanego podłoża somatycznego zaburzeń snu. Chorób, niedoborów i zaburzeń rozwojowych negatywnie wpływających na sen jest ponad 20!

Część problemów ze snem będzie wynikało z nieprawidłowo przygotowanego środowiska snu (poczytaj TUTAJ) czy innych trudności w rodzinie, w tym emocjonalnych. Diagnozę psychologiczną warto powierzyć psychologowi po pięcioletnich studiach magisterskich, z uwagi na to, że sen jest jedynie wycinkiem funkcjonowania psychofizycznego dziecka – kursy online nie dają wystarczającej wiedzy i umiejętności diagnostycznych do określenia przyczyn trudności, tak medycznych, jak i wymagających pracy z rodziną.

 

Jeżeli chcesz wiedzieć jakie mogą być zdrowotne przyczyny pobudek – sprawdź szkolenie „Problemy zdrowotne a sen dziecka”!

Jesienne infekcje – wywiad z farmaceutą

Jesienne infekcje – wywiad z farmaceutą

Zaczyna się jesień i zaczynają się jesienne infekcje! Zwłaszcza, jeśli dopiero zaczęliśmy przygodę ze żłobkiem lub przedszkolem i nasze dziecko po raz pierwszy styka się z tak dużą liczbą nowych patogenów.

Jak zapobiegać infekcjom i jak z nimi walczyć, gdy się już pojawią?

Postanowiłam spytać o to Artura Rakowskiego – zielonogórskiego farmaceutę i promotora zdrowia. Artur prowadzi bloga arturrakowski.pl, w którym po męsku opowiada o ojcostwie, sprzęcie medycznym i zdrowiu najmłodszych. Jest autorem wielu publikacji w prasie branżowej oraz prelegentem ogólnopolskich konferencji dla specjalistów i pacjentów. Lokalnie współpracuje z wieloma fundacjami i prozdrowotnymi ruchami miejskimi. Prywatnie jest zakochanym mężem Aurelii i szczęśliwym ojcem Amadeusza. W wolnych chwilach sporo czyta i odpoczywa przy muzyce elektronicznej.

Magdalena Komsta:  Wyobraź sobie, że jestem rodzicem dziecka powyżej roku. Zaczynam z maluchem adaptację do żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola. Po dwóch tygodniach – pierwszy katar. Czy mogę przy takiej infekcji skorzystać z porady farmaceuty i jego propozycji leków bez recepty? Kiedy jednak powinnam zwrócić się do lekarza po pomoc?

Artur Rakowski: Zacznijmy od tego, że większość infekcji górnych dróg oddechowych ma charakter samoograniczający się – czyli wymaga kontrolowania objawów i spokojnego oczekiwania na rozwój wypadków. Infekcja  jest wtedy zwalczana po prostu przez układ immunologiczny dziecka. Jednakże są takie sytuacje, kiedy należałoby porzucić domowe sposoby i samoleczenie preparatami aptecznymi i udać się do lekarza. Pierwszym sygnałem, który powinien skłonić nas do wizyty u lekarza, jest kaszel przewlekły, czyli taki, który utrzymuje się dłużej niż 2 tygodnie oraz zmieniający się kolor wydzieliny, zwłaszcza jeśli widzimy w niej krew.

Kaszel i kichanie tak naprawdę są  naszym naturalnym odruchem obronnym. Pod dużym ciśnieniem maluszek pozbywa się  patogenów, które podrażniły mu błonę śluzową górnych dróg oddechowych i doszło do odruchu kaszlu. Więc to jest tak naprawdę nasz sojusznik. Jeśli więc kaszel nie jest napadowy, jeśli dziecko się nie dusi, nie ma potrzeby podawania syropu przeciwkaszlowego  – chyba że jest problem z zasypianiem.

Wiem, że producenci w reklamach często wmawiają społeczeństwu, że syrop jest i na mokry, i na suchy kaszel. To jest mit. W jednym leku nie powinno się łączyć substancji przeciwkaszlowej i wykrztuśnej. Syropy wykrztuśne, czyli te na mokry kaszel, upłynniają wydzielinę, ale paradoksalnie wywołują odruch kaszlu, by tą zalegającą wydzielinę usunąć z dróg oddechowych. Taki jest ich mechanizm działania. Jeśli więc najpierw użyjemy syropu na mokry kaszel, a za chwilę na suchy, to wydzielina zostanie upłynniona, a potem zostanie nam na drogach oddechowych. Nie wykrztusimy jej. To nie jest dobre postępowanie.

MK: Co z gorączką? Kiedy jeszcze można podawać leki i obserwować dziecko, a kiedy powinniśmy jednak zasięgnąć porady lekarskiej?

AR: Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Amerykańscy pediatrzy mówią o takiej jednostce chorobowej jak fever phobia, czyli lęk przed gorączką. I wcale nie dotyczy ona dzieci, a ich rodziców. Część specjalistów zwraca uwagę na to, że zbyt pochopne zbijanie gorączki może przeszkadzać organizmowi dziecka w zwalczaniu infekcji. Z drugiej strony mamy też zwolenników szybkiego działania. Argumentują, że pojawiały się przypadki drgawek gorączkowych już przy temperaturze 38 stopni C. Przeciętny rodzic, może przede wszystkim obserwować swoje dziecko. Jeśli u naszego dziecka ta temperatura powoli narasta, nie są to nagłe skoki temperatury, to myślę, że spokojnie możemy poczekać z podawaniem leków do 38,5 stopni C. Musimy natomiast odpowiednio nawadniać dziecko. 

MK: Skoro jesteśmy już przy lekach przeciwgorączkowych, powiedz, proszę, jakie leki przeciwgorączkowe można podawać małym dzieciom, a jakie są absolutnie zabronione?

AR: U dzieci w przypadku leczenia gorączki lekiem z wyboru jest paracetamol ponieważ jest on najbezpieczniejszy. Można do leczenia włączyć inny lek przeciwgorączkowy, na przykład ibuprofen. I wtedy zastosować taką terapię naprzemienną co 4-6 godzin. Najpierw ibuprofen, później po 4-6 godzinach paracetamol. Następnie znowu ibuprofen, paracetamol i tak przez całą dobę, ale tylko w sytuacji gdy maluch nie zareagował na podawanie paracetamolu. Lekami przeciwgorączkowymi przeciwwskazanymi u dzieci jest metamizol sodowy i aspiryna, ponieważ może spowodować zespół Reye’a, czyli uszkodzenie wielonarządowe. 

MK: Kiedy podać lek przeciwgorączkowy w syropie, a kiedy wybrać czopki?

AR: Preferowaną postacią podawania leków jest postać doustna. Ale są takie przypadki, szczególnie u najmniejszych dzieci, u maluszków, kiedy lek trzeba podać w czasie snu: wtedy fajnym rozwiązaniem jest czopek. Jeśli dziecko wymiotuje syropem, to również możemy podać lek w formie czopku. Pamiętajmy, że jeśli wymioty pojawiły się w ciągu 10 minut od podania, to nie nastąpiło wchłonięcie części dawki, więc spokojnie możemy wtedy podać czopek z tą samą substancją. Natomiast jeśli te wymioty nastąpiły po 40 minutach, to nie powinno się ponownie podawać tego samego leku, bo może dojść do zatrucia. Kiedy nie jesteśmy pewni, co do tego ile czasu upłynęło od podania poprzedniej dawki, lepiej poczekać te 3 – 4 godziny z kolejną dawką. Decydując się na terapię naprzemienną, najlepiej podać paracetamol w formie doustnej, natomiast ibuprofen podać w czopku. To jest takie optymalne rozwiązanie, z racji tego, że paracetamol bardzo słabo uwalnia się z masy czopkowej.

MK: Chciałabym teraz porozmawiać trochę o katarze. W jaki sposób rodzice mogą oczyszczać nos dziecka? 

AR: Warto udrożniać nos dziecku, ponieważ przy nagromadzeniu wydzieliny może dojść do rozwoju ostrego zapalenia zatok. Przez lata  w naszej kulturze zachodniej byliśmy uczeni, że nos wydmuchuje się w chusteczkę. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale fizjologiczne oczyszczanie nosa przez nasz organizm przebiega w zupełnie odwrotnym kierunku. Ponieważ nasza błona śluzowa wyścielająca jamy nosowe składa się z nabłonka migawkowego. I ten nabłonek migawkowy tworzą płaskie komórki z charakterystycznymi wiciami. Na tych wiciach jest umieszczony pewnego rodzaju żel, który jak lep na muchy oczyszcza wdychane powietrze. Do tego „lepu na muchy” przyklejają się alergeny, patogeny, bakterie, zanieczyszczenia, pyły. Później nabłonek migawkowy  synchronicznie przesuwa zanieczyszczenia w głąb, czyli z nosa do gardła. A z gardła – do żołądka. Więc tak naprawdę, można powiedzieć, że przez całe życie połykamy swoje gluty.

MK: Trudno, co zrobić 🙂

AR: Kiedy wszystkie patogeny dostaną się do naszego układu pokarmowego, kwaśne pH żołądka unieszkodliwia je. Świetną metodą na wspieranie tego samooczyszczania jest udrożnianie nosa przy pomocy zwykłego roztworu soli fizjologicznej lub tzw. „wody morskiej”. Udrażniając nos wielu rodziców popełnia taki błąd: psika zdrowemu dziecku do nozdrzy i szybko wyciąga ten nadmiar aspiratorem. To nie jest dobre działanie. Jeśli tylko nawilżamy dziecku nos i ono nie jest chore, to po aplikacji przy pomocy wody morskiej wcale nie trzeba udrożniać nosa aspiratorem. Wystarczy ten wypływający nadmiar przetrzeć zwykłą chusteczką. Natomiast jeśli wydzielina jest gęsta, wtedy możemy zastosować hipertoniczną wodę morską, czyli o większym stężeniu chlorku sodu upłynnić wydzielinę i odciągnąć aspiratorem. 

MK: Jak wybrać dobry preparat do udrożniania nosa? 

ARProducenci często ładują do butelek zwykłą sól fizjologiczną, nazywając te produkty wodą morską – a to nieprawda. W wodzie morskiej poza chlorkiem sodu są różne minerały – na przykład mangan czy miedź. Prawdziwa woda morska nie jest też konserwowana, podczas gdy niektóre preparaty ją udające zawierają chlorek benzalkonium, który może powodować kontaktowe zapalenia. 

MK: Czy na własną rękę wolno stosować krople na katar? 

AR: W dużym uproszczeniu krople na katar powodują skurcz naczyń krwionośnych w błonie śluzowej nosa. W ten sposób zmniejszają wysięk z nosa. Nie można ich stosować dłużej niż  5 dni u dziecka, ponieważ po tym czasie błona śluzowa może zostać trwale uszkodzona.

MK: Jakie produkty z apteki poprawiają odporność dziecka?

AR: Budowanie odporności to nie jest prosta sprawa. Na pewno nie usłyszysz ode mnie prostego przepisu. Prawda jest taka, że 90% preparatów, które znajdziesz na aptecznych półkach nie ma badań potwierdzających skuteczność. Większość to suplementy diety, które nie muszą być przebadane pod kątem obietnic marketingowych i praktycznie nie ma żadnej nad nim kontroli prawnej. Żeby w ogóle zacząć mówić o budowaniu odporności trzeba zacząć od podstaw – na przykład od unikania smogu, zwiększenia ilości ruchu na świeżym powietrzu, hartowania i nieprzegrzewania dziecka i wprowadzenia odpowiedniej diety z uwzględnieniem produktów immunostymulujących. 

Jeśli dziecko kilkanaście razy w roku choruje, to nie biegnijmy do apteki, ale przeprowadźmy diagnostykę. Zwróćmy uwagę na witaminę D3. Sprawdźmy, czy dziecko nie ma anemii. Zbadajmy poziom selenu.Godnych uwagi produktów z apteki jest niewiele. Po pierwsze, kwasy omega 3 – z ryb, w tym tran, olej z alg, zimnotłoczone nierafinowane roślinne oleje. Od 6 roku życia można stosować aloes w ampułkach. 

Przez długi czas uważano, że świetne właściwości immunostymulujące ma immunoglukan i betaglukan. Aktualnie tę skuteczność poddaje się w wątpliwość, aczkolwiek moim zdaniem warto go rozważyć.

MK: A co z olejem z czarnuszki, który robi od jakiegoś czasu furorę?

AR: Rzeczywiście jest wiele badań, które potwierdzają skuteczność oleju z czarnuszki w zapobieganiu infekcjom. Stosujmy go jako element diety, po prostu przemycając go w różnych posiłkach.

MK: Czy witamina C skraca czas infekcji? 

AR: Niestety nie. Skuteczność witaminy C i wapnia przy przeziębieniu to niestety mit.

MK: I ostatnie pytanie o probiotyki. Słyszy się coraz częściej o tym, że jelita są centrum odporności i stosowanie probiotyków wzmacnia tę odporność. Czy to prawda?

AR: Rzeczywiście bakterie w jelitach produkują różne związki immunostymulujące. Ale czy podając zewnętrznie probiotyk w postaci farmaceutyku poprawimy swoją mikroflorę? Marcin  Pan Tabletka w swoim wpisie porównał mikroflorę do rafy koralowej. Czy jeśli do rafy koralowej, w której żyją miliony różnych gatunków, dodamy jeden gatunek ryby, to wpłyniemy istotnie na jej różnorodność? W żaden sposób. Mikroflora jest bardzo ważna, ale wspierajmy ją w sposób naturalny: przetworami mlecznymi i kiszonkami. Nie łudźmy się, że podając jakiś zewnętrzny probiotyk w postaci farmaceutyków my rewelacyjnie poprawimy odporność. Część probiotyków jest zarejestrowana jako leki, ale stosuje się je w ściśle określonych wskazaniach, jak biegunka poantybiotykowa. Kilka szczepów bakterii ma wiarygodne badania dotyczące skuteczności. Cała reszta to zwykły marketing.

MK: Dziękuję Arturze za szczerą rozmowę!

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Co może pić niemowlę?

Co może pić niemowlę?

Pracuję z rodzicami małych dzieci od kilku lat i niewiele rzeczy może mnie już zaskoczyć. Lidlowi się to udało.

Ale od początku.

Odpowiedź na zadane w tytule pytanie zajęłaby mi tylko jedno zdanie. Pozwólcie jednak, że rozwinę nieco ten wątek.

Niemowlęta do 6 miesiąca życia (pierwsze 180 dni) powinny otrzymywać wyłącznie pokarm kobiecy lub mleko modyfikowane oraz suplementy (w Polsce to witamina D3) i ewentualnie leki [1, 2]. Koniec, kropka. 

W pierwszych sześciu miesiącach nawet w upalne dni i nawet niemowlaki karmione mlekiem modyfikowanym nie potrzebują wody, roztworu glukozy, soków ani herbatek, w tym ziołowych. 

Dlaczego tylko mleko?

Niemowlęta mają małe żołądki i duże potrzeby kaloryczne. Mózg noworodka zużywa nawet 80% przyjmowanej energii [3] i w ciągu pierwszych 3 miesięcy życia powiększa się o 64% [4]! Maluchy potrzebują dobrej jakości tłuszczów, białka i węglowodanów z mleka mamy lub modyfikowanego.

Jeśli do malutkiego żołądka wlejesz wodę lub herbatkę, oszukasz głód, ale nie dostarczysz dziecku niezbędnych składników odżywczych. To prosta droga do spadku przyrostów, niedożywienia, czasem nawet groźnych zaburzeń elektrolitowych.

W przypadku karmienia piersią to także duża szansa na obniżenie poziomu produkcji pokarmu. Mechanizm jest prosty: po pierwsze, zdarza się, że jednorazowe podanie butelki ze smoczkiem może u niektórych niemowlaków spowodować trudności w uchwyceniu piersi (są oczywiście i takie, które nie mają z tym problemów i mogą być karmione na zmianę bezpośrednio z piersi i z butelki – tyle, że nie jesteś w stanie z góry przewidzieć, w której grupie będzie Twoje dziecko). Po drugie, niemowlę, którego głód oszukaliśmy wodą lub herbatką będzie mieć dłuższą przerwę w zgłaszaniu się do karmienia. Dłuższa przerwa w karmieniu piersią -> przepełnianie się piersi -> przepełnione piersi obniżają produkcję mleka (skoro nikt nie chce pić, to organizm nie produkuje bez sensu, po co się męczyć?). Tak, dopajanie niemowląt przed 6 miesiącem życia może się zakończyć przedwczesnym zakończeniem karmienia piersią.

Dzieciom do 4 roku życia nie podaje się herbaty z kopru włoskiego – nawet niemowlakom z kolką – ponieważ zawiera on rakotwórczy estragol [5].

Co po 6 miesiącu życia?

Według najnowszych zaleceń zarówno niemowlętom karmionym mlekiem kobiecym, jak i tym karmionym mlekiem modyfikowanym rozszerzamy dietę po 6 miesiącu życia. W bardzo rzadkich, medycznie uzasadnionych przypadkach, na wyraźne zalecenie lekarza, pokarmy uzupełniające są wprowadzane wcześniej (ale nie przed 17 tygodniem życia).

Między 6 a 12 miesiącem życia nadal głównym napojem niemowląt jest mleko matki lub mleko modyfikowane.

Do roczku nie podajemy zwykłego mleka krowiego jako głównego napoju, ponieważ zwiększa ono ryzyko anemii z niedoboru żelaza, może być przyczyną mikrokrwawień z przewodu pokarmowego, przeciążenia nerek składnikami mineralnymi oraz sprzyja alergizacji [2].

Zaczynamy podawać wodę – źródlaną lub naturalną wodę mineralną – niskozmineralizowaną (ogólna zawartość soli mineralnych <500 mg/1 litr), niskosodową i niskosiarczanową. Wodę podajemy z kubka otwartego  – to wymaga nauki! Ideałem jest sytuacja, w której po pierwszych urodzinach dziecko nie pije już niczego z butelki ze smoczkiem (to się nie zawsze uda, ale warto próbować – do tematu butelki wrócimy jeszcze za moment).

A może posłodzić?

Dodawanie cukru do pokarmów i napojów w pierwszym roku życia jest wysoce niewskazane. Niemowlęta kochają słodki smak – słodki jest i płyn owodniowy (wody płodowe), i mleko matki, i modyfikowane. 

Wyzwaniem, przed którym stajemy w okresie rozszerzania diety, jest zapoznanie dziecka z mnogością innych smaków. W tym tych trudnych, np. gorzkiego smaku zielonych warzyw. Słodki smak już zna i lubi, koncentrujemy się więc na zaprezentowaniu wszystkich innych. Czasami kilkanaście razy, zanim dziecko tego brokuła włoży do ust.

Podawanie niemowlętom słodzonych pokarmów i napojów nie tylko kształtuje nieprawidłowe preferencje żywieniowe, ale także zwiększa ryzyko próchnicy zębów oraz otyłości.

To może soczek albo herbatka?

Polscy eksperci zalecają ograniczenie podawania soków owocowych niemowlętom między 6 a 12 miesiącem życia do 150 ml dziennie [2]. Amerykanie, w swoich nowych rekomendacjach z 2017 roku, idą jeszcze dalej i proponują “całkowicie unikać podawania soków owocowych dzieciom poniżej 1 roku życia” [6]. Niemowlęta nie potrzebują soków, ponieważ są one wyłącznie źródłem cukrów prostych, a ponieważ zawierają niewielkie (jeśli w ogóle) ilości błonnika, dużo zdrowszym wyborem jest po prostu świeży owoc.

Podawanie dzieciom herbat z suszu owocowego będzie utrudniać przyswojenie nawyku picia wody do posiłków. Herbatki owocowe mają niskie pH, a z tego powodu zwiększają ryzyko próchnicy zębów! 

Herbata czarna lub zielona utrudnia przyswajanie żelaza z pożywienia [7].

Herbaty granulowane są produktem wysoce przetworzonym i mocno dosładzanym i nie powinny się znajdować w menu żadnego człowieka, zwłaszcza małego dziecka.

Co może być w butelce?

Karmienie piersią jest naturalnym i najzdrowszym sposobem żywienia niemowląt. Dlatego stanowi wzorzec, do którego jest porównywane karmienie mlekiem modyfikowanym. Skład mleka modyfikowanego nie zależy od widzimisię producenta, ale jest określony rozporządzeniem Ministra Zdrowia i dyrektywami unijnymi. Wszystko po to, by jak najbardziej zbliżył do składu mleka kobiecego. Ma to na celu sytuację, w której „tempo wzrostu i  wskaźniki przemiany materii u niemowląt karmionych sztucznie było maksymalnie zbliżone do obserwowanych u niemowląt karmionych wyłącznie piersią” [2].

Innymi słowy: chodzi o to, żeby karmienie butelką jak najbardziej przypominało karmienie dziecka piersią.

I tu wchodzi Lidl, cały na biało.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Delikatne bio biszkopciki dla Twojego maleństwa to zdrowa przekąska uzupełniająca codzienne zapotrzebowania głodomorów. 🙂 #baby #bio #biszkopt #lidlPolska

Post udostępniony przez Lidl Polska (@lidlpolska)

EDYCJA: po opublikowaniu tekstu Lidl usunął zdjęcia produktu ze swoich mediów społecznościowych.

Wyglądały tak:

Byłam przekonana, że minęły już czasy, w których rodzice byli przekonywani przez babcię „daj mu butlę z kaszką, to prześpi Ci całą noc”.

Jak widać, nie minęły. Jest gorzej: jeden z największych producentów i dystrybutorów żywności bez żadnej żenady wprowadza na rynek TRAGICZNY produkt rekomendowany po 6 miesiącu życia.

Zerknijmy na BARDZO ZŁY skład, który w żołnierskich słowach podsumowała Doktor Ania:

(swoją drogą te ciasteczka to idealny przykład, że certyfikowany ekologiczny bio produkt może być zły)

Co tam rekomendacje dotyczące żywienia niemowląt [2]!

„Według obecnych zaleceń należy w diecie niemowlęcia unikać soli kuchennej (prawdopodobnie wpływa na ryzyko występowania nadciśnienia w późniejszym wieku)…”

Lidl: Oj tam, oj tam, trochę soli, bez przesady.

„… oraz cukru (ryzyko próchnicy, kształtowania się nieprawidłowych preferencji żywieniowych)”.

Lidl: Ale nasz cukier jest z rolnictwa ekologicznego!

I mój absolutny faworyt – zdjęcie butelki i informacja, że biszkopty można rozpuszczać w mleku, herbacie lub innych napojach i podawać butelką.

Przyjrzyjcie się jeszcze raz:

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Delikatne bio biszkopciki dla Twojego maleństwa to zdrowa przekąska uzupełniająca codzienne zapotrzebowania głodomorów. 🙂 #baby #bio #biszkopt #lidlPolska

Post udostępniony przez Lidl Polska (@lidlpolska)

LIDL, SERIO?

Pamiętacie, co pisałam o tym, że karmienie butelką ma jak najbardziej przypominać karmienie piersią?

Czy po 6 miesiącu życia z kobiecych piersi zaczyna lecieć mleko z ciasteczkami? Albo z kaszką? A z kleikiem?

NIE! To skąd pomysł, że takie posiłki są dobre dla dzieci???

Produkty uzupełniające od początku rozszerzania diety powinny być podawane na łyżeczce (metoda klasyczna) lub do samodzielnego jedzenia (do rączki – metoda BLW).  Nie wolno podawać posiłków stałych przy pomocy butelki! Jeśli dziecko nie jest gotowe do spożywania posiłków z łyżeczki lub samodzielnie, należy poczekać, a nie miksować je z mlekiem i podawać butelką.

Dlaczego kaszka lub ciasteczka w butelce to naprawdę zły pomysł [8, 9, 10]?
  • Podawanie kaszek, kleików, ciasteczek, biszkoptów w mleku lub zmiksowanej zupy w butelce zwiększa ryzyko nadmiernej podaży kalorii, a przez to nadwagi i otyłości!
  • Zaburza odczuwanie głodu i sytości (z butelki dzieci jedzą szybciej, a przez to więcej niż potrzebują i niż by zjadły z łyżeczki)!
  • Zwiększa ryzyko zakrztuszenia lub aspiracji „posiłku” do dróg oddechowych!
  • Zwiększa ryzyko próchnicy – zwłaszcza, jeśli mleko z kaszką, biszkopcikami lub kleikiem jest podawane przed snem lub w nocy!
  • Sabotuje główne powody rozszerzania diety – uniemożliwia naukę gryzienia i żucia oraz poznawanie nowych smaków, zapachów i konsystencji

NIE RÓBCIE TEGO!

(a jeśli poleca Wam to Wasz pediatra, to pójdźcie do innego, po drugą opinię. Poszukajcie osoby, która zechce pochylić się nad problemem pt.”niemowlę nie przybiera na masie” albo „niemowlę budzi się co pół godziny”, a nie wciśnie Wam kaszkę lub biszkopty do butelki. To nie jest rozwiązanie! Rozszerzanie diety, w tym wprowadzanie kaszek zbożowych, przed szóstym miesiącem życia nie wpływa na sen dzieci. Więcej na ten temat pisałam TUTAJ)

Mleko z substancjami zagęszczającymi stosuje się WYŁĄCZNIE  u niemowląt z chorobą refluksową, które ulewają tak dużo, że przestają odpowiednio rosnąć i przybierać na masie. Nie podaje się zagęstników tzw. szczęśliwym ulewaczom, czyli dzieciom, które ulewają z uśmiechem na ustach, prawidłowo rozwijają się i rosną. Chore niemowlęta otrzymują zagęstniki z mączki z ziaren chlebowca świętojańskiego, skrobi ryżowej, ziemniaczanej, kukurydzianej oraz gumy skrobiowej z nasion fasoli [2]. Nie z biszkopcików z cukrem!

W rozszerzaniu diety naprawdę nie chodzi o to, żeby dziecko zjadło cokolwiek i jakkolwiek, choćby z butelki, choćby z solą i cukrem!

Lidl deklaruje: „przyjęliśmy zobowiązanie o redukcji zawartości soli oraz cukru w produktach marek własnych Lidla o 20% do 2025 r. Mając świadomość problemu, przyjmujemy długoterminowe zobowiązanie, które łączy się z wytężonym pracą nad produktami naszych marek własnych. Z uwagi na to, że edukacja żywieniowa rozpoczyna się już w wieku dziecięcym, strategię redukcji dodanej soli oraz cukru rozpoczynamy od produktów chętnie i często jedzonych przez dzieci”.

I wiecie co? Tu nie trzeba redukować. Powtórzę: według WSZYSTKICH rekomendacji WSZYSTKICH towarzystw naukowych zajmujących się zdrowiem małych dzieci w gotowych posiłkach dla niemowląt nie ma prawa być cukru i soli. Ten produkt trzeba po prostu zaorać, bo problemem nie jest wyłącznie cukier i sól w składzie. Problemem jest ta ogromna butelka i napis na etykiecie, który promuje SZKODLIWE nawyki żywieniowe rodem z PRLu.

Nie każdy rodzic musi być ekspertem w zakresie żywienia niemowląt, nie każdy musi mieć czas na czytanie składu. Moim zdaniem to na marce powinna spoczywać odpowiedzialność za takie przygotowanie i oznaczenie produktu, żeby nie było wątpliwości, w jaki sposób powinien być spożywany. Oprócz tego, że ten nie powinien być.

Lidl, robicie to źle.

Udostępnij ten wpis, jeśli uważasz, że może być przydatny dla innych rodziców!

AKTUALIZACJA:

Lidl Polska odpowiedział na moje zarzuty:

 

 

Twoje dziecko potrzebuje zdrowej Mamy

Twoje dziecko potrzebuje zdrowej Mamy

 

Zawsze coś. Płaczące dziecko, obowiązki zawodowe, ogarnianie domu… a Ty snujesz się w coraz gorszym samopoczuciu? Zwalasz winę na nocne pobudki, zmęczenie, karmienie piersią, pełnię księżyca – w sumie na co się da, na macierzyństwo.

 

A jeśli to nie o to chodzi?

Biję się tu mocno w piersi, bo ja też tak miałam. W ciąży zwykle jesteśmy przebadane od stóp do głów, a potem zaczyna się macierzyństwo i opieka nad kobietą się kończy. Nikt nas nie mobilizuje.

W zawodach, w których ludzie odpowiadają za zdrowie i życie innych, jest obowiązek przechodzenia badań kontrolnych, sprawdzających ich stan zdrowia. W zawodzie matka – zawodzie pieruńsko odpowiedzialnym – nikt ich od nas nie wymaga. A szkoda.

Stomatologa i ginekologa ogarniałam na bieżąco, ale badania ogólne? Czułam się coraz gorzej, ale ciągle jakoś nie mogłam dojść do lekarza i na badania laboratoryjne.

A jak doszłam, w lipcu 2019, to okazało się, że mam stan przedcukrzycowy i głęboki niedobór witaminy D3. Brawo, Komsta. Ciekawe, od jak dawna!

Nie słyszałam, żeby matki tak zaniedbywały wizyty lekarskie u swoich dzieci, jak robią to samym sobie! Znam rekordzistki, które są półtora roku po porodzie, a nie były jeszcze na wizycie popołogowej (połóg, przypomnijmy, to 6 tygodni po porodzie).

 

Jakie badania powinnaś sobie zrobić?

Odpowiedź na to pytanie nie jest zbyt łatwa – wszystko zależy od tego, z jakimi objawami się borykasz. Kiedy opiszesz, co Cię niepokoi, lekarz podpowie, jakie badania należałoby wykonać (choć niestety nie wszystkie będą refundowane na poziomie przychodni POZ. Mimo to warto docenić fakt, że w Polsce badania krwi możemy zrobić odpłatnie i bez skierowania – w wielu miejscach w Europie nie ma takiej możliwości, nawet za miliony monet).

Mnie na podstawie opisu objawów polecono zbadanie poziomu glukozy, witaminy D3, witaminy B12, CRP i morfologię. Ogólny kalendarz badań profilaktycznych znajdziesz na stronie Medycyny Praktycznej (klik!).

Pod uwagę będą też brane Twoje problemy zdrowotne sprzed ciąży i z okresu połogu. Czasem duża utrata krwi w trakcie porodu kończy się anemią. Zdarza się, że po porodzie rozregulowuje się praca tarczycy. Warto też szczerze porozmawiać z rodzicami, ciotkami, wujkami, rodzeństwem, jakie choroby występują w Twojej rodzinie częściej. To ważna informacja w profilaktyce zdrowotnej, a w wielu rodzinach w ogóle się takich tematów nie porusza!

 

A co, jeśli karmisz piersią?

Wątpliwości dotyczące niektórych badań u młodych mam są związane z tym, że okres laktacji utożsamia się z okresem ciąży. Niektórym, bez zbytniego zagłębiania się w temat, wydaje się, że jeśli jakiegoś badania nie wolno było wykonywać w ciąży, to nie można też tego robić w trakcie karmienia piersią. A to tak nie działa. To zupełnie dwa różne stany i nie można stawiać między nimi znaku równości jeśli chodzi o diagnostykę czy leczenie.

Pokazywałam to już przy okazji artykułu o leczeniu mamy karmiącej (klik!). W trakcie ciąży nie powinno się jeść surowego mięsa, ze względu na ryzyko infekcji płodu. W czasie karmienia tatara zjeść można. Nawet gdyby mama się zatruła, to nic szkodliwego do mleka nie przejdzie.

W kontekście badań dobrym przykładem są zdjęcia rentgenowskie. Nie wolno ich wykonywać w ciąży, ale są całkowicie bezpieczne w trakcie laktacji. Promienie RTG nie kumulują się w mleku i nie szkodzą dziecku. Po wykonaniu zdjęcia rentgenowskiego nie trzeba czekać z kolejnym karmieniem, nie trzeba mleka odciągać i wylewać. Można nakarmić nawet noworodka bezpośrednio po wyjściu z gabinetu. Nawet, jeśli było to prześwietlenie klatki piersiowej [1].

Dozwolone w trakcie karmienia piersią jest również używanie środków kontrastujących (kontrastów) w czasie badań radiologicznych: badania RTG [2], tomografii komputerowej [3] i rezonansu magnetycznego [4].  Badania wskazują, że kontrasty przenikają do pokarmu matki w ilości nieoznaczalnej w laboratorium (substancji jest w mleku tak mało, że nie da się jej odnaleźć w próbce). Ponadto środki te cechują się wybitnie słabą absorbcją z przewodu pokarmowego dziecka. Uznaje się, że więc takie badania za bezpieczne także w okresie karmienia piersią. Matka w okresie laktacji po badaniu tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego, także z użyciem środka kontrastującego, nie musi odciągać i wylewać mleka ani zachowywać odstępu między badaniem a kolejnym karmieniem [5].

Badania z użyciem izotopów promieniotwórczych to jedyne, po których konieczne jest czasowe zaprzestanie karmienia piersią. Do takich badań należy scyntygrafia i pozytonowa tomografia emisyjna (PET).

W zależności od użytego izotopu przerwa w karmieniu będzie wynosić od kilku godzin do 41 dni [6]. Warto w takich przypadkach poprosić radiologa wykonującego badanie o podanie nazwy izotopu i skontaktować się z Certyfikowaną Doradczynią Laktacyjną CDL, Międzynarodową Konsultantką Laktacyjną IBCLC lub farmaceutą specjalizującym się w pracy z kobietami karmiącymi, aby uzyskać szczegółowe informacje dotyczące długości przerwy. Utrzymanie laktacji będzie więc w niektórych przypadkach wymagało bardzo intensywnej pracy z laktatorem (choć odciągnięte mleko trzeba będzie wylewać, a dziecko karmić pokarmem zgromadzonym wcześniej) [7]. 

Dotychczas zdarzyło mi się wspierać mamę półtorarocznego dziecka, która po wyleczeniu przed ciążą nowotworu tarczycy musiała regularnie wykonywać scyntygrafię tarczycy z izotopem jodu. Ponieważ przerwa w karmieniu w tym przypadku musiałaby trwać 41 dni, moja Klientka zdecydowała się na odstawienie dziecka od piersi przed badaniem.

I oczywiście w trakcie laktacji można wykonywać badania laboratoryjne krwi, także test doustnego obciążenia glukozą itp.

 

Profilaktyka ginekologiczna

Badania cytologiczne każda mama powinna wykonywać raz w roku. Choćby i z dzieckiem w gabinecie. Ja wiem, że dzieci płaczą, wiem, że niektóre chcą być ciągle przy piersi, ale pokombinuj proszę, jak to zorganizować, żebyś na tę cytologię wreszcie się wybrała (jeśli minął więcej niż rok od ostatniej).

Karmienie piersią nie jest przeciwwskazaniem do pobierania cytologii! Jeśli karmisz piersią i jeszcze nie wróciła Ci płodność, nie wiesz, w którym dniu cyklu jesteś – to nieistotne. Jeśli Twój lekarz twierdzi inaczej, zmień lekarza. Serio. Cytologię można wykonywać każdego dnia cyklu poza dniami krwawienia miesiączkowego. Ważne: materiał do badania powinien być pobierany szczoteczką, a nie jak kiedyś – wacikiem [8].

Raz w miesiącu, po okresie lub jakiegokolwiek stałego dnia miesiąca (jeśli Twoja płodność po porodzie jeszcze nie wróciła) należy badać sobie piersi. Film oraz grafiki instruktażowe znajdziesz TUTAJ.

Nie istnieją oficjalne rekomendacje dotyczące badania USG piersi u kobiet. Wielu ekspertów od profilaktyki onkologicznej zaleca, aby wykonywać je po 20 urodzinach raz w roku. Okres laktacji nie jest przeciwwskazaniem do USG piersi [9]! Obraz może być nieco trudniejszy do interpretacji, dlatego warto wybrać doświadczonego specjalistę. Polecanych przez Czytelniczki lekarzy znajdziesz w komentarzach do poniższej grafiki:

Kobiety najpóźniej po 50 roku życia (według kryteriów amerykańskich już od 45 roku życia) [10] powinny nie rzadziej niż raz na dwa lata wykonywać mammografię.

 

BARDZO WAŻNE

Na koniec mam do Ciebie ogromną prośbę: weź TERAZ telefon komórkowy i zadzwoń albo napisz wiadomość do swojej mamy, teściowej, siostry lub przyjaciółki. Zapytaj, kiedy ostatnio robiły cytologię i USG lub mammografię piersi. Zrób to.

Wiem z prywatnych wiadomości, że dzięki trąbieniu na lewo i prawo w Internecie o tym, że w trakcie laktacji można i trzeba robić USG piersi, dwóm matkom prawdopodobnie uratowałam życie. Poszły, zbadały się, wykryto nowotwór we wczesnym stadium. (Trochę już czasu od tego minęło, a ja nadal mam gulę w gardle, kiedy o tym piszę).

Zadbaj o siebie i przypomnij bliskim Tobie kobietom, żeby też się badały.

PS. Napisałaś do nich TERAZ? Świetnie. A może udostępnisz ten tekst?

 

 
Anemia u małych dzieci – wywiad z dietetykiem Zuzanną Wędołowską

Anemia u małych dzieci – wywiad z dietetykiem Zuzanną Wędołowską

Dziecko nie chce jeść? Proponujesz różnorodne pokarmy, ale nie widać postępów? A może apetyt dziecka na posiłki stałe znacząco zmalał i mimo początkowych sukcesów w rozszerzaniu diety wracacie do diety mlecznej?

To może być jeden z objawów anemii z niedoboru żelaza!

Niegdyś pisałam o anemii w kontekście wpływu na sen dzieci (KLIK!), a tym razem w wywiadzie z dietetykiem poruszam związek niedoboru żelaza z rozszerzaniem diety.

Moją rozmówczynią jest Zuzanna Wędołowska – autorka bloga SzpinakRobiBleee.pl, dietetyk, psycholog, mama głodnego (miłości, zabawy i jedzenia) Szpinakożercy. Fascynuje ją żywienie dzieci. Prowadzi konsultacje psychodietetyczne online oraz stacjonarnie w gabinecie w Warszawie. Współpracuje z Akademią Pawła Zawitkowskiego. Jest autorką kursów online i – wraz ze mną – współautorką kursu online „Jak łagodnie zakończyć karmienie piersią?” (KLIK!).

Magdalena Komsta: Czy istnieje jakaś grupa dzieci, które są bardziej narażone na wystąpienie anemii z niedoboru żelaza?

Zuzanna Wędołowska: Niedobór żelaza jest najczęściej występującym niedoborem żywieniowym na świecie. I to zarówno w krajach rozwijających, gdzie występują przypadki niedożywienia, jak i w krajach zachodnich. Zatem każdy rodzic gdzieś tam z tyłu głowy powinien mieć takie: “Ok, to się może wydarzyć też u nas”. Ale jest pewna grupa dzieci, u których musimy być szczególnie ostrożni. Są to przede wszystkim wcześniaki, które powinny mieć suplementowane żelazo od momentu urodzenia. Dlatego, że nawet 80% zapasów żelaza, z którymi rodzi się dziecko, jest gromadzone w jego organizmie w trzecim trymestrze ciąży. Jeżeli więc dziecko rodzi się przedwcześnie, to siłą rzeczy ma mniej zapasów żelaza. Podobnie dzieci z niską masą urodzeniową. Ale też dzieci, u których bardzo szybko została przecięta pępowina – czyli zanim skończyła tętnić. Między innymi dlatego, że pobierano przy porodzie krew pępowinową. Jeśli przecinamy pępowinę zanim skończy tętnić, uniemożliwiamy spłynięcie całej krwi, a z nim transferu żelaza, z łożyska do dziecka. U nas na przykład tak było.

MK: Często pada w tym momencie pytanie: Co to znaczy szybko odcięta pępowina? Za późne odpępnienie uznaje się odcięcie pępowiny po 2-3 minutach. Większość świadomych położnych czeka, aż pępowina przestanie tętnić i przy większości fizjologicznych porodów bez pobierania krwi pępowinowej odcięcie następuje w odpowiednim czasie.

ZW: Kiedy zagrożone jest życie matki lub dziecka to oczywiście czas odpępnienia nie jest priorytetem.

Kolejna grupa ryzyka to dzieci matek, które miały anemię lub cukrzycę w ciąży.

A ostatnim elementem, którym sieje największe ziarno niepewności to jest to, że większość towarzystw naukowych wymienia wyłączne karmienie piersią po 6. miesiącu życia jako czynnik ryzyka rozwoju anemii. Ale podkreślę jeszcze raz – wyłączne karmienie piersią, ale po skończonym 6. miesiącu życia, czyli moment, gdy opóźniamy rozszerzanie diety dziecka.

MK: Zależy nam na tym, żeby dzieci w okolicach 6 miesiąca życia zaczęły dostawać stałe pokarmy między innymi ze względu na żelazo. U dziecka urodzonego w terminie, z prawidłową masą urodzeniową zapasy żelaza wystarczają mniej więcej na pierwsze 6 miesięcy życia. A później zaczynamy rozszerzać dietę. Wprowadzamy produkty, które są bogate w żelazo i do anemii nie dochodzi.

ZW: Mleko w pierwszym roku życia to jest podstawa, nadal bardzo ważny pokarm i nie chodzi o to, że my musimy na siłę wciskać dziecku trzy posiłki dziennie od dnia, kiedy ono kończy 6 miesięcy. Ale powinniśmy zacząć dosyć intensywnie proponować. I w momencie kiedy widzimy, że to rozszerzanie diety nam nie postępuje w ciągu dwóch trzech miesięcy, można się zastanowić na przykład nad wykonaniem badań lub sprawdzeniem, czy dziecko nie ma jakichś trudności w rozszerzaniu diety. Mleko mamy zawiera żelazo.  Jest go tam niewiele, ale z powodu dodatkowych substancji zawartych w pokarmie kobiecym, żelazo z mleka mamy jest siedmiokrotnie lepiej wchłanialne niż żelazo z mleka modyfikowanego czy krowiego. Generalnie mleko mamy jest dobrym źródłem żelaza, tyle że po 6. miesiącu życia dzieci mają po prostu bardzo duże zapotrzebowanie na żelazo, a kończą się jego zapasy z okresu ciąży.

Producenci mleka modyfikowanego wiedzą, że dziecko w drugim półroczu życia ma większe zapotrzebowanie na żelazo i po prostu dodają więcej żelaza do mieszanki. Ale do mleka matki nie da się dorzucić żelaza. Suplementacja żelaza u matki nie zwiększa ilości żelaza w mleku kobiecym.

Zbyt wczesne wprowadzenie dużych ilości mleka krowiego,  zastępowanie mleka matki czy mleka modyfikowanego mlekiem krowim to są czynniki ryzyka rozwoju anemii z niedoboru żelaza. Mleko krowie ma niedużo żelaza, natomiast ma dużo wapnia. A wapń wiąże żelazo w naszym układzie pokarmowym i utrudnia jego wchłanianie. Przetwory mleczne można wprowadzać już w 2 półroczu życia. Natomiast mleko krowie do picia w dużych ilościach podajemy najwcześniej po pierwszym roku życia i maksymalnie 500 ml dziennie.

MK: Jakie – z Twojej dietetycznej działki – są objawy anemii z niedoboru żelaza?

ZW: Jeśli rozszerzamy już dietę to niepokoi nas sytuacja, w której niemowlę lub dziecko chwilę po roczku jadło już sporo posiłków stałych i nagle nie ma ochoty w ogóle próbować, je mikroskopijne ilości, przerzuca się znów na dietę mleczną. I to nie trwa kilka dni. Utrata apetytu na posiłki stałe jest już od 2, 3 czy nawet 4 tygodni. Dzieci do około półtora roku życia mają zapisane w rozwoju raczej to, że powinny chcieć jeść, a jedzenie powinno je interesować. Chyba że nie potrafią jeść albo pojawiła się anemia. Dzieci z anemią rosną i rozwijają się prawidłowo, to nie wzbudza naszych wątpliwości. Jednak tracą ochotę na próbowanie pokarmów stałych, preferują mleko.

MK: Ja ze swojej działki powiem, że jeśli pracuję z dziećmi z trudnościami ze snem, to zdarza mi się prosić rodziców o przedyskutowanie z pediatrą tematu badania w kierunku anemii z niedoboru żelaza. U niemowląt i małych dzieci czasami trudności w obszarze ze snem są spowodowane anemią z niedoboru żelaza. Negatywnie wpływa ona na wzorzec snu (więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ).

Jak się diagnozuje anemię z niedoboru żelaza? Bo temat jest owiany wieloma mitami.

ZW: Tak. Niestety, bardzo często zdarzają się dzieci, które mają zdiagnozowaną anemię na podstawie poziomu żelaza we krwi. A ten wskaźnik jest totalnie nieprzydatny – i jasno mówią o tym europejskie zalecenia – ponieważ zależy od tego, co jedliśmy, od pory dnia i innych czynników. Złotym standardem u małych dzieci, jest diagnoza na podstawie wyników morfologii (hemoglobiny) oraz zbadanie poziomu ferrytyny. To jest taki wskaźnik, który mówi o poziomie wysycenia organizmu żelazem. Dobrze jest również jednocześnie zbadać poziom białka CRP, bo jego podwyższony poziom może fałszować wyniki ferrytyny. Żeby stwierdzić anemię musimy mieć badania krwi. Nie ma żadnego innego sposobu. Nie oceniamy tego tylko na podstawie bladości skóry, braku apetytu, trudności ze snem. To nie jest diagnoza. To jest jakieś podejrzenie, które musimy sprawdzić poprzez badanie krwi po prostu.

MK: Warto też pamiętać, że specjalistą chorób krwi jest hematolog. I jeśli diagnoza lub leczenie przysparza pediatrze czy lekarzowi rodzinnemu trudności, może nas prosić o konsultację hematologiczną.

Kiedy wdraża się suplementację, a kiedy możemy jeszcze pozostać przy wsparciu dietetycznym?

ZW: W momencie stwierdzenia anemii z niedoboru żelaza lub niedoborów żelaza u niemowląt i małych dzieci konieczna jest suplementacja. Żelazo może występować jako lek lub jako suplement diety. Bez względu na formę, nigdy nie podajemy go na własną rękę bez konsultacji lekarskiej i badań! Odpowiednia dieta może wspierać leczenie, ale nie zastępuje go. Jeśli dziecko ma przez anemię mniejszy apetyt na posiłki stałe, to nie zjada odpowiednio dużo posiłków bogatych w żelazo. Anemia będzie się pogłębiała.

MK: Jakie produkty są bogate w żelazo?

ZW: Żelazo występuje w dwóch formach: hemowej i niehemowej. Żelazo hemowe jest tylko w produktach zwierzęcych – mięso, podroby – i wchłania się znacznie lepiej. Wchłanialność żelaza niehemowego jest co najmniej kilkukrotnie niższa od żelaza hemowego. Znajduje się ono w wielu produktach roślinnych. Na czele listy są strączki (jak ciecierzyca, fasola, soczewica), orzechy (numerem jeden są nerkowce), pestki (np. pestki dyni), zboża (amarantus, quinoa, kasza pęczak, kasza jaglana), suszone owoce.

MK: Z czym leków lub produktów bogatych w żelazo nie łączyć?

ZW: Jeśli chcemy, żeby żelazo wchłonęło się, nie powinniśmy go łączyć z produktami bogatymi w wapń, na przykład z nabiałem. Jeżeli masz zupę – nie zabielaj jej śmietaną. Jeżeli masz puree ziemniaczano-selerowe, to nie dodawaj do niego mleka. Jeżeli masz na śniadanie owsiankę, to ugotuj ją na przykład na mleku roślinnym niewzbogaconym w wapń. Drugi element to polifenole, w tym teina – w herbacie, kawie, również chodzi o kawę zbożową. Polifenole zaburzają wchłanianie żelaza. Mamy jeszcze tutaj problem z kwasem fitynowym. To składnik, który znajdziemy w orzechach, nasionach, pestkach, zbożach i kaszach. Najlepiej więc moczyć kaszę, strączki czy orzechy. W ten prosty sposób ograniczamy ilość kwasu fitynowego w diecie.

MK: Co pomaga wchłaniać żelazo?

ZW: Przede wszystkim witamina C. Ma to znaczenie zwłaszcza w przypadku żelaza niehemowego, czyli ze źródeł roślinnych. Czyli na przykład robimy owsiankę nie z bananem, a z kiwi. Do kotletów z ciecierzycy podajmy paprykę czerwoną albo kapustę. Drugi element to tak zwany czynnik mięsny. Żelazo hemowe zwiększa wchłanialność żelaza niehemowego. Czyli dobrze jest łączyć mięso z dobrymi źródłami roślinnymi żelaza. Mówi się też o tak zwanych żelaznych naczyniach – żelazo może przenikać na przykład z patelni, która jest wykonana z żelaza. Mówi się też o wpływie witaminy A na wchłanianie żelaza. Pewnie warto więc pamiętać o marchewce czy batacie.

MK: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę!


Dla rodziców dzieci z anemią z niedoboru żelaza – Febook, czyli ebook autorstwa Zuzanny Wędołowskiej z dawką wiedzy o żelazie i 46 autorskimi przepisami, w tym wegetariańskimi i wegańskimi (których współautorką jest Asja Michnicka (MamaNaRoślinach.pl)  KLIK KLIK!