Zaczyna się jesień i zaczynają się jesienne infekcje! Zwłaszcza, jeśli dopiero zaczęliśmy przygodę ze żłobkiem lub przedszkolem i nasze dziecko po raz pierwszy styka się z tak dużą liczbą nowych patogenów.

Jak zapobiegać infekcjom i jak z nimi walczyć, gdy się już pojawią?

Postanowiłam spytać o to Artura Rakowskiego – zielonogórskiego farmaceutę i promotora zdrowia. Artur prowadzi bloga arturrakowski.pl, w którym po męsku opowiada o ojcostwie, sprzęcie medycznym i zdrowiu najmłodszych. Jest autorem wielu publikacji w prasie branżowej oraz prelegentem ogólnopolskich konferencji dla specjalistów i pacjentów. Lokalnie współpracuje z wieloma fundacjami i prozdrowotnymi ruchami miejskimi. Prywatnie jest zakochanym mężem Aurelii i szczęśliwym ojcem Amadeusza. W wolnych chwilach sporo czyta i odpoczywa przy muzyce elektronicznej.

Magdalena Komsta:  Wyobraź sobie, że jestem rodzicem dziecka powyżej roku. Zaczynam z maluchem adaptację do żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola. Po dwóch tygodniach – pierwszy katar. Czy mogę przy takiej infekcji skorzystać z porady farmaceuty i jego propozycji leków bez recepty? Kiedy jednak powinnam zwrócić się do lekarza po pomoc?

Artur Rakowski: Zacznijmy od tego, że większość infekcji górnych dróg oddechowych ma charakter samoograniczający się – czyli wymaga kontrolowania objawów i spokojnego oczekiwania na rozwój wypadków. Infekcja  jest wtedy zwalczana po prostu przez układ immunologiczny dziecka. Jednakże są takie sytuacje, kiedy należałoby porzucić domowe sposoby i samoleczenie preparatami aptecznymi i udać się do lekarza. Pierwszym sygnałem, który powinien skłonić nas do wizyty u lekarza, jest kaszel przewlekły, czyli taki, który utrzymuje się dłużej niż 2 tygodnie oraz zmieniający się kolor wydzieliny, zwłaszcza jeśli widzimy w niej krew.

Kaszel i kichanie tak naprawdę są  naszym naturalnym odruchem obronnym. Pod dużym ciśnieniem maluszek pozbywa się  patogenów, które podrażniły mu błonę śluzową górnych dróg oddechowych i doszło do odruchu kaszlu. Więc to jest tak naprawdę nasz sojusznik. Jeśli więc kaszel nie jest napadowy, jeśli dziecko się nie dusi, nie ma potrzeby podawania syropu przeciwkaszlowego  – chyba że jest problem z zasypianiem.

Wiem, że producenci w reklamach często wmawiają społeczeństwu, że syrop jest i na mokry, i na suchy kaszel. To jest mit. W jednym leku nie powinno się łączyć substancji przeciwkaszlowej i wykrztuśnej. Syropy wykrztuśne, czyli te na mokry kaszel, upłynniają wydzielinę, ale paradoksalnie wywołują odruch kaszlu, by tą zalegającą wydzielinę usunąć z dróg oddechowych. Taki jest ich mechanizm działania. Jeśli więc najpierw użyjemy syropu na mokry kaszel, a za chwilę na suchy, to wydzielina zostanie upłynniona, a potem zostanie nam na drogach oddechowych. Nie wykrztusimy jej. To nie jest dobre postępowanie.

MK: Co z gorączką? Kiedy jeszcze można podawać leki i obserwować dziecko, a kiedy powinniśmy jednak zasięgnąć porady lekarskiej?

AR: Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Amerykańscy pediatrzy mówią o takiej jednostce chorobowej jak fever phobia, czyli lęk przed gorączką. I wcale nie dotyczy ona dzieci, a ich rodziców. Część specjalistów zwraca uwagę na to, że zbyt pochopne zbijanie gorączki może przeszkadzać organizmowi dziecka w zwalczaniu infekcji. Z drugiej strony mamy też zwolenników szybkiego działania. Argumentują, że pojawiały się przypadki drgawek gorączkowych już przy temperaturze 38 stopni C. Przeciętny rodzic, może przede wszystkim obserwować swoje dziecko. Jeśli u naszego dziecka ta temperatura powoli narasta, nie są to nagłe skoki temperatury, to myślę, że spokojnie możemy poczekać z podawaniem leków do 38,5 stopni C. Musimy natomiast odpowiednio nawadniać dziecko. 

MK: Skoro jesteśmy już przy lekach przeciwgorączkowych, powiedz, proszę, jakie leki przeciwgorączkowe można podawać małym dzieciom, a jakie są absolutnie zabronione?

AR: U dzieci w przypadku leczenia gorączki lekiem z wyboru jest paracetamol ponieważ jest on najbezpieczniejszy. Można do leczenia włączyć inny lek przeciwgorączkowy, na przykład ibuprofen. I wtedy zastosować taką terapię naprzemienną co 4-6 godzin. Najpierw ibuprofen, później po 4-6 godzinach paracetamol. Następnie znowu ibuprofen, paracetamol i tak przez całą dobę, ale tylko w sytuacji gdy maluch nie zareagował na podawanie paracetamolu. Lekami przeciwgorączkowymi przeciwwskazanymi u dzieci jest metamizol sodowy i aspiryna, ponieważ może spowodować zespół Reye’a, czyli uszkodzenie wielonarządowe. 

MK: Kiedy podać lek przeciwgorączkowy w syropie, a kiedy wybrać czopki?

AR: Preferowaną postacią podawania leków jest postać doustna. Ale są takie przypadki, szczególnie u najmniejszych dzieci, u maluszków, kiedy lek trzeba podać w czasie snu: wtedy fajnym rozwiązaniem jest czopek. Jeśli dziecko wymiotuje syropem, to również możemy podać lek w formie czopku. Pamiętajmy, że jeśli wymioty pojawiły się w ciągu 10 minut od podania, to nie nastąpiło wchłonięcie części dawki, więc spokojnie możemy wtedy podać czopek z tą samą substancją. Natomiast jeśli te wymioty nastąpiły po 40 minutach, to nie powinno się ponownie podawać tego samego leku, bo może dojść do zatrucia. Kiedy nie jesteśmy pewni, co do tego ile czasu upłynęło od podania poprzedniej dawki, lepiej poczekać te 3 – 4 godziny z kolejną dawką. Decydując się na terapię naprzemienną, najlepiej podać paracetamol w formie doustnej, natomiast ibuprofen podać w czopku. To jest takie optymalne rozwiązanie, z racji tego, że paracetamol bardzo słabo uwalnia się z masy czopkowej.

MK: Chciałabym teraz porozmawiać trochę o katarze. W jaki sposób rodzice mogą oczyszczać nos dziecka? 

AR: Warto udrożniać nos dziecku, ponieważ przy nagromadzeniu wydzieliny może dojść do rozwoju ostrego zapalenia zatok. Przez lata  w naszej kulturze zachodniej byliśmy uczeni, że nos wydmuchuje się w chusteczkę. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale fizjologiczne oczyszczanie nosa przez nasz organizm przebiega w zupełnie odwrotnym kierunku. Ponieważ nasza błona śluzowa wyścielająca jamy nosowe składa się z nabłonka migawkowego. I ten nabłonek migawkowy tworzą płaskie komórki z charakterystycznymi wiciami. Na tych wiciach jest umieszczony pewnego rodzaju żel, który jak lep na muchy oczyszcza wdychane powietrze. Do tego „lepu na muchy” przyklejają się alergeny, patogeny, bakterie, zanieczyszczenia, pyły. Później nabłonek migawkowy  synchronicznie przesuwa zanieczyszczenia w głąb, czyli z nosa do gardła. A z gardła – do żołądka. Więc tak naprawdę, można powiedzieć, że przez całe życie połykamy swoje gluty.

MK: Trudno, co zrobić 🙂

AR: Kiedy wszystkie patogeny dostaną się do naszego układu pokarmowego, kwaśne pH żołądka unieszkodliwia je. Świetną metodą na wspieranie tego samooczyszczania jest udrożnianie nosa przy pomocy zwykłego roztworu soli fizjologicznej lub tzw. „wody morskiej”. Udrażniając nos wielu rodziców popełnia taki błąd: psika zdrowemu dziecku do nozdrzy i szybko wyciąga ten nadmiar aspiratorem. To nie jest dobre działanie. Jeśli tylko nawilżamy dziecku nos i ono nie jest chore, to po aplikacji przy pomocy wody morskiej wcale nie trzeba udrożniać nosa aspiratorem. Wystarczy ten wypływający nadmiar przetrzeć zwykłą chusteczką. Natomiast jeśli wydzielina jest gęsta, wtedy możemy zastosować hipertoniczną wodę morską, czyli o większym stężeniu chlorku sodu upłynnić wydzielinę i odciągnąć aspiratorem. 

MK: Jak wybrać dobry preparat do udrożniania nosa? 

ARProducenci często ładują do butelek zwykłą sól fizjologiczną, nazywając te produkty wodą morską – a to nieprawda. W wodzie morskiej poza chlorkiem sodu są różne minerały – na przykład mangan czy miedź. Prawdziwa woda morska nie jest też konserwowana, podczas gdy niektóre preparaty ją udające zawierają chlorek benzalkonium, który może powodować kontaktowe zapalenia. 

MK: Czy na własną rękę wolno stosować krople na katar? 

AR: W dużym uproszczeniu krople na katar powodują skurcz naczyń krwionośnych w błonie śluzowej nosa. W ten sposób zmniejszają wysięk z nosa. Nie można ich stosować dłużej niż  5 dni u dziecka, ponieważ po tym czasie błona śluzowa może zostać trwale uszkodzona.

MK: Jakie produkty z apteki poprawiają odporność dziecka?

AR: Budowanie odporności to nie jest prosta sprawa. Na pewno nie usłyszysz ode mnie prostego przepisu. Prawda jest taka, że 90% preparatów, które znajdziesz na aptecznych półkach nie ma badań potwierdzających skuteczność. Większość to suplementy diety, które nie muszą być przebadane pod kątem obietnic marketingowych i praktycznie nie ma żadnej nad nim kontroli prawnej. Żeby w ogóle zacząć mówić o budowaniu odporności trzeba zacząć od podstaw – na przykład od unikania smogu, zwiększenia ilości ruchu na świeżym powietrzu, hartowania i nieprzegrzewania dziecka i wprowadzenia odpowiedniej diety z uwzględnieniem produktów immunostymulujących. 

Jeśli dziecko kilkanaście razy w roku choruje, to nie biegnijmy do apteki, ale przeprowadźmy diagnostykę. Zwróćmy uwagę na witaminę D3. Sprawdźmy, czy dziecko nie ma anemii. Zbadajmy poziom selenu.Godnych uwagi produktów z apteki jest niewiele. Po pierwsze, kwasy omega 3 – z ryb, w tym tran, olej z alg, zimnotłoczone nierafinowane roślinne oleje. Od 6 roku życia można stosować aloes w ampułkach. 

Przez długi czas uważano, że świetne właściwości immunostymulujące ma immunoglukan i betaglukan. Aktualnie tę skuteczność poddaje się w wątpliwość, aczkolwiek moim zdaniem warto go rozważyć.

MK: A co z olejem z czarnuszki, który robi od jakiegoś czasu furorę?

AR: Rzeczywiście jest wiele badań, które potwierdzają skuteczność oleju z czarnuszki w zapobieganiu infekcjom. Stosujmy go jako element diety, po prostu przemycając go w różnych posiłkach.

MK: Czy witamina C skraca czas infekcji? 

AR: Niestety nie. Skuteczność witaminy C i wapnia przy przeziębieniu to niestety mit.

MK: I ostatnie pytanie o probiotyki. Słyszy się coraz częściej o tym, że jelita są centrum odporności i stosowanie probiotyków wzmacnia tę odporność. Czy to prawda?

AR: Rzeczywiście bakterie w jelitach produkują różne związki immunostymulujące. Ale czy podając zewnętrznie probiotyk w postaci farmaceutyku poprawimy swoją mikroflorę? Marcin  Pan Tabletka w swoim wpisie porównał mikroflorę do rafy koralowej. Czy jeśli do rafy koralowej, w której żyją miliony różnych gatunków, dodamy jeden gatunek ryby, to wpłyniemy istotnie na jej różnorodność? W żaden sposób. Mikroflora jest bardzo ważna, ale wspierajmy ją w sposób naturalny: przetworami mlecznymi i kiszonkami. Nie łudźmy się, że podając jakiś zewnętrzny probiotyk w postaci farmaceutyków my rewelacyjnie poprawimy odporność. Część probiotyków jest zarejestrowana jako leki, ale stosuje się je w ściśle określonych wskazaniach, jak biegunka poantybiotykowa. Kilka szczepów bakterii ma wiarygodne badania dotyczące skuteczności. Cała reszta to zwykły marketing.

MK: Dziękuję Arturze za szczerą rozmowę!