Pracuję z rodzicami małych dzieci od kilku lat i niewiele rzeczy może mnie już zaskoczyć. Lidlowi się to udało.

Ale od początku.

Odpowiedź na zadane w tytule pytanie zajęłaby mi tylko jedno zdanie. Pozwólcie jednak, że rozwinę nieco ten wątek.

Niemowlęta do 6 miesiąca życia (pierwsze 180 dni) powinny otrzymywać wyłącznie pokarm kobiecy lub mleko modyfikowane oraz suplementy (w Polsce to witamina D3) i ewentualnie leki [1, 2]. Koniec, kropka. 

W pierwszych sześciu miesiącach nawet w upalne dni i nawet niemowlaki karmione mlekiem modyfikowanym nie potrzebują wody, roztworu glukozy, soków ani herbatek, w tym ziołowych. 

Dlaczego tylko mleko?

Niemowlęta mają małe żołądki i duże potrzeby kaloryczne. Mózg noworodka zużywa nawet 80% przyjmowanej energii [3] i w ciągu pierwszych 3 miesięcy życia powiększa się o 64% [4]! Maluchy potrzebują dobrej jakości tłuszczów, białka i węglowodanów z mleka mamy lub modyfikowanego.

Jeśli do malutkiego żołądka wlejesz wodę lub herbatkę, oszukasz głód, ale nie dostarczysz dziecku niezbędnych składników odżywczych. To prosta droga do spadku przyrostów, niedożywienia, czasem nawet groźnych zaburzeń elektrolitowych.

W przypadku karmienia piersią to także duża szansa na obniżenie poziomu produkcji pokarmu. Mechanizm jest prosty: po pierwsze, zdarza się, że jednorazowe podanie butelki ze smoczkiem może u niektórych niemowlaków spowodować trudności w uchwyceniu piersi (są oczywiście i takie, które nie mają z tym problemów i mogą być karmione na zmianę bezpośrednio z piersi i z butelki – tyle, że nie jesteś w stanie z góry przewidzieć, w której grupie będzie Twoje dziecko). Po drugie, niemowlę, którego głód oszukaliśmy wodą lub herbatką będzie mieć dłuższą przerwę w zgłaszaniu się do karmienia. Dłuższa przerwa w karmieniu piersią -> przepełnianie się piersi -> przepełnione piersi obniżają produkcję mleka (skoro nikt nie chce pić, to organizm nie produkuje bez sensu, po co się męczyć?). Tak, dopajanie niemowląt przed 6 miesiącem życia może się zakończyć przedwczesnym zakończeniem karmienia piersią.

Dzieciom do 4 roku życia nie podaje się herbaty z kopru włoskiego – nawet niemowlakom z kolką – ponieważ zawiera on rakotwórczy estragol [5].

Co po 6 miesiącu życia?

Według najnowszych zaleceń zarówno niemowlętom karmionym mlekiem kobiecym, jak i tym karmionym mlekiem modyfikowanym rozszerzamy dietę po 6 miesiącu życia. W bardzo rzadkich, medycznie uzasadnionych przypadkach, na wyraźne zalecenie lekarza, pokarmy uzupełniające są wprowadzane wcześniej (ale nie przed 17 tygodniem życia).

Między 6 a 12 miesiącem życia nadal głównym napojem niemowląt jest mleko matki lub mleko modyfikowane.

Do roczku nie podajemy zwykłego mleka krowiego jako głównego napoju, ponieważ zwiększa ono ryzyko anemii z niedoboru żelaza, może być przyczyną mikrokrwawień z przewodu pokarmowego, przeciążenia nerek składnikami mineralnymi oraz sprzyja alergizacji [2].

Zaczynamy podawać wodę – źródlaną lub naturalną wodę mineralną – niskozmineralizowaną (ogólna zawartość soli mineralnych <500 mg/1 litr), niskosodową i niskosiarczanową. Wodę podajemy z kubka otwartego  – to wymaga nauki! Ideałem jest sytuacja, w której po pierwszych urodzinach dziecko nie pije już niczego z butelki ze smoczkiem (to się nie zawsze uda, ale warto próbować – do tematu butelki wrócimy jeszcze za moment).

A może posłodzić?

Dodawanie cukru do pokarmów i napojów w pierwszym roku życia jest wysoce niewskazane. Niemowlęta kochają słodki smak – słodki jest i płyn owodniowy (wody płodowe), i mleko matki, i modyfikowane. 

Wyzwaniem, przed którym stajemy w okresie rozszerzania diety, jest zapoznanie dziecka z mnogością innych smaków. W tym tych trudnych, np. gorzkiego smaku zielonych warzyw. Słodki smak już zna i lubi, koncentrujemy się więc na zaprezentowaniu wszystkich innych. Czasami kilkanaście razy, zanim dziecko tego brokuła włoży do ust.

Podawanie niemowlętom słodzonych pokarmów i napojów nie tylko kształtuje nieprawidłowe preferencje żywieniowe, ale także zwiększa ryzyko próchnicy zębów oraz otyłości.

To może soczek albo herbatka?

Polscy eksperci zalecają ograniczenie podawania soków owocowych niemowlętom między 6 a 12 miesiącem życia do 150 ml dziennie [2]. Amerykanie, w swoich nowych rekomendacjach z 2017 roku, idą jeszcze dalej i proponują “całkowicie unikać podawania soków owocowych dzieciom poniżej 1 roku życia” [6]. Niemowlęta nie potrzebują soków, ponieważ są one wyłącznie źródłem cukrów prostych, a ponieważ zawierają niewielkie (jeśli w ogóle) ilości błonnika, dużo zdrowszym wyborem jest po prostu świeży owoc.

Podawanie dzieciom herbat z suszu owocowego będzie utrudniać przyswojenie nawyku picia wody do posiłków. Herbatki owocowe mają niskie pH, a z tego powodu zwiększają ryzyko próchnicy zębów! 

Herbata czarna lub zielona utrudnia przyswajanie żelaza z pożywienia [7].

Herbaty granulowane są produktem wysoce przetworzonym i mocno dosładzanym i nie powinny się znajdować w menu żadnego człowieka, zwłaszcza małego dziecka.

Co może być w butelce?

Karmienie piersią jest naturalnym i najzdrowszym sposobem żywienia niemowląt. Dlatego stanowi wzorzec, do którego jest porównywane karmienie mlekiem modyfikowanym. Skład mleka modyfikowanego nie zależy od widzimisię producenta, ale jest określony rozporządzeniem Ministra Zdrowia i dyrektywami unijnymi. Wszystko po to, by jak najbardziej zbliżył do składu mleka kobiecego. Ma to na celu sytuację, w której „tempo wzrostu i  wskaźniki przemiany materii u niemowląt karmionych sztucznie było maksymalnie zbliżone do obserwowanych u niemowląt karmionych wyłącznie piersią” [2].

Innymi słowy: chodzi o to, żeby karmienie butelką jak najbardziej przypominało karmienie dziecka piersią.

I tu wchodzi Lidl, cały na biało.

EDYCJA: po opublikowaniu tekstu Lidl usunął zdjęcia produktu ze swoich mediów społecznościowych.

Wyglądały tak:

Byłam przekonana, że minęły już czasy, w których rodzice byli przekonywani przez babcię „daj mu butlę z kaszką, to prześpi Ci całą noc”.

Jak widać, nie minęły. Jest gorzej: jeden z największych producentów i dystrybutorów żywności bez żadnej żenady wprowadza na rynek TRAGICZNY produkt rekomendowany po 6 miesiącu życia.

Zerknijmy na BARDZO ZŁY skład, który w żołnierskich słowach podsumowała Doktor Ania:

(swoją drogą te ciasteczka to idealny przykład, że certyfikowany ekologiczny bio produkt może być zły)

Co tam rekomendacje dotyczące żywienia niemowląt [2]!

„Według obecnych zaleceń należy w diecie niemowlęcia unikać soli kuchennej (prawdopodobnie wpływa na ryzyko występowania nadciśnienia w późniejszym wieku)…”

Lidl: Oj tam, oj tam, trochę soli, bez przesady.

„… oraz cukru (ryzyko próchnicy, kształtowania się nieprawidłowych preferencji żywieniowych)”.

Lidl: Ale nasz cukier jest z rolnictwa ekologicznego!

I mój absolutny faworyt – zdjęcie butelki i informacja, że biszkopty można rozpuszczać w mleku, herbacie lub innych napojach i podawać butelką.

Przyjrzyjcie się jeszcze raz:

LIDL, SERIO?

Pamiętacie, co pisałam o tym, że karmienie butelką ma jak najbardziej przypominać karmienie piersią?

Czy po 6 miesiącu życia z kobiecych piersi zaczyna lecieć mleko z ciasteczkami? Albo z kaszką? A z kleikiem?

NIE! To skąd pomysł, że takie posiłki są dobre dla dzieci???

Produkty uzupełniające od początku rozszerzania diety powinny być podawane na łyżeczce (metoda klasyczna) lub do samodzielnego jedzenia (do rączki – metoda BLW).  Nie wolno podawać posiłków stałych przy pomocy butelki! Jeśli dziecko nie jest gotowe do spożywania posiłków z łyżeczki lub samodzielnie, należy poczekać, a nie miksować je z mlekiem i podawać butelką.

Dlaczego kaszka lub ciasteczka w butelce to naprawdę zły pomysł [8, 9, 10]?
  • Podawanie kaszek, kleików, ciasteczek, biszkoptów w mleku lub zmiksowanej zupy w butelce zwiększa ryzyko nadmiernej podaży kalorii, a przez to nadwagi i otyłości!
  • Zaburza odczuwanie głodu i sytości (z butelki dzieci jedzą szybciej, a przez to więcej niż potrzebują i niż by zjadły z łyżeczki)!
  • Zwiększa ryzyko zakrztuszenia lub aspiracji „posiłku” do dróg oddechowych!
  • Zwiększa ryzyko próchnicy – zwłaszcza, jeśli mleko z kaszką, biszkopcikami lub kleikiem jest podawane przed snem lub w nocy!
  • Sabotuje główne powody rozszerzania diety – uniemożliwia naukę gryzienia i żucia oraz poznawanie nowych smaków, zapachów i konsystencji

NIE RÓBCIE TEGO!

(a jeśli poleca Wam to Wasz pediatra, to pójdźcie do innego, po drugą opinię. Poszukajcie osoby, która zechce pochylić się nad problemem pt.”niemowlę nie przybiera na masie” albo „niemowlę budzi się co pół godziny”, a nie wciśnie Wam kaszkę lub biszkopty do butelki. To nie jest rozwiązanie! Rozszerzanie diety, w tym wprowadzanie kaszek zbożowych, przed szóstym miesiącem życia nie wpływa na sen dzieci. Więcej na ten temat pisałam TUTAJ)

Mleko z substancjami zagęszczającymi stosuje się WYŁĄCZNIE  u niemowląt z chorobą refluksową, które ulewają tak dużo, że przestają odpowiednio rosnąć i przybierać na masie. Nie podaje się zagęstników tzw. szczęśliwym ulewaczom, czyli dzieciom, które ulewają z uśmiechem na ustach, prawidłowo rozwijają się i rosną. Chore niemowlęta otrzymują zagęstniki z mączki z ziaren chlebowca świętojańskiego, skrobi ryżowej, ziemniaczanej, kukurydzianej oraz gumy skrobiowej z nasion fasoli [2]. Nie z biszkopcików z cukrem!

W rozszerzaniu diety naprawdę nie chodzi o to, żeby dziecko zjadło cokolwiek i jakkolwiek, choćby z butelki, choćby z solą i cukrem!

Lidl deklaruje: „przyjęliśmy zobowiązanie o redukcji zawartości soli oraz cukru w produktach marek własnych Lidla o 20% do 2025 r. Mając świadomość problemu, przyjmujemy długoterminowe zobowiązanie, które łączy się z wytężonym pracą nad produktami naszych marek własnych. Z uwagi na to, że edukacja żywieniowa rozpoczyna się już w wieku dziecięcym, strategię redukcji dodanej soli oraz cukru rozpoczynamy od produktów chętnie i często jedzonych przez dzieci”.

I wiecie co? Tu nie trzeba redukować. Powtórzę: według WSZYSTKICH rekomendacji WSZYSTKICH towarzystw naukowych zajmujących się zdrowiem małych dzieci w gotowych posiłkach dla niemowląt nie ma prawa być cukru i soli. Ten produkt trzeba po prostu zaorać, bo problemem nie jest wyłącznie cukier i sól w składzie. Problemem jest ta ogromna butelka i napis na etykiecie, który promuje SZKODLIWE nawyki żywieniowe rodem z PRLu.

Nie każdy rodzic musi być ekspertem w zakresie żywienia niemowląt, nie każdy musi mieć czas na czytanie składu. Moim zdaniem to na marce powinna spoczywać odpowiedzialność za takie przygotowanie i oznaczenie produktu, żeby nie było wątpliwości, w jaki sposób powinien być spożywany. Oprócz tego, że ten nie powinien być.

Lidl, robicie to źle.

Udostępnij ten wpis, jeśli uważasz, że może być przydatny dla innych rodziców!

AKTUALIZACJA:

Lidl Polska odpowiedział na moje zarzuty: