Odpieluchowanie: nocnik czy nakładka?

Odpieluchowanie: nocnik czy nakładka?

 

Odwieczny dylemat: jakiego sprzętu potrzebujesz, żeby odpieluchować dziecko? Nocnik czy nakładka na sedes? I jakie? Kolorowe, grające, z podstawką na książeczkę? Wbrew pozorom to całkiem skomplikowany temat, który może mieć wpływ na powodzenie akcji „pożegnanie z pieluchą”. Podobnie jak odpowiedni moment startu – sprawdziłaś już kiedy najlepiej zacząć?

Czy i jaki nocnik kupić?

Jeśli dziecko nie ma już wyraźnych preferencji, proponuję zacząć od nocnika.

Kup klasyczny, jednoczęściowy, prosty nocnik – stabilny (nie ślizgający się po płytkach, nie przewracający się) oraz niski (im bliżej pozycji kucznej, tym lepiej – za moment rozwinę tę myśl).  Sensowną alternatywą są nocniki z wkładką, ułatwiającą wyrzucanie nieczystości i mycie – pod warunkiem, że jest ona dobrze dopasowana do reszty nocnika.

Zakup nocników, które śpiewają, grają i klaszczą po oddaniu do nich moczu, odradzam. Po pierwsze, nocnik ma służyć do wypróżniania się, a nie jako zabawka (a staje się zabawką dość szybko, gdy tylko dziecko rozpracowuje, że wystarczy naciśnięcie czujnika w nocniku, żeby rozległy się gromkie brawa). Po drugie, nagrodą za zrobienie siusiu lub kupy jest uczucie ulgi. Zdrowe dziecko nie potrzebuje dodatkowej zewnętrznej nagrody od nocnika. Po trzecie, zdarzają się dzieci, które boją się wiwatujących na ich cześć nocników i po jednorazowej akcji z fanfarami po oddaniu moczu potrafią się zniechęcić do odpieluchowania na jakiś czas. Czy kupić grający nocnik? Nie, szkoda pieniędzy.

Dobry nocnik umożliwia dziecku przybranie pozycji kucznej – pozycji, w której kolana są wyżej niż biodra. Kąt między tułowiem a udami powinien wynosić około 35-45°.  Wtedy kąt pomiędzy odbytem a odbytnicą wynosi ok. 150°, a mięsień łonowo-odbytniczy jest rozluźniony – innymi słowy oddanie stolca jest w pozycji kucznej ZNACZNIE łatwiejsze (i zdrowsze, bo mniej nadwyręża mięśnia dna miednicy). Z tego powodu nie polecam nocników stylizowanych na sedesy, w których kąt między udami a tułowiem wynosi 90°.

Idealnie byłoby się wybrać po nocnik z dzieckiem i przymierzyć go, bo w zależności od wieku, wzrostu i wagi różne modele będą pasować na różne dzieci (apeluję do producentów nocników o wprowadzenie jakiejś prostej rozmiarówki ;)).  Dla chłopca kup nocnik wysoki z przodu, co zmniejszy prawdopodobieństwo zamoczenia podłogi 😉

 

A co z nakładką?

Nakładka jest dla mnie drugim wyborem. Nocnik jest po prostu wygodniejszy w użytkowaniu (można go przewozić i wyciągnąć na postoju w drodze na wycieczkę 😉 ), ale też łatwiej dzięki niemu uzyskać prawidłową pozycję przy wypróżnianiu. Są natomiast dzieci, dla których ważne jest naśladowanie rodziców lub rodzeństwa i idea sedesu bardziej im się podoba. Jeżeli dziecko chce korzystać z nakładki, jego nogi nie powinny luźno zwisać. Tak, wracamy do pozycji kucznej. Stopy w czasie oddawania moczu czy defekacji powinny być podparte, a kolana znajdować się wyżej niż biodra. Maluchowi korzystającemu z sedesu podstawiamy pod stopy odpowiednio wysoki stołeczek czy stopień, który pozwoli przyjąć pozycję kuczną. Swoją drogą – to pozycja dobra na całe życie, także dla dorosłych. Można już w Polsce kupić specjalne stopnie z regulowaną wysokością, dostosowaną do różnych członków rodziny albo posłużyć się stołeczkiem, który mamy w domu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Every parent knows how hard it is to potty train. Potty Pets are here to help! ? ? ? #squattypotty #pottypets #pottytrainingtime #pottytrainingtips Post udostępniony przez Squatty Potty® toilet stool (@squattypotty)

 

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!

Kiedy odpieluchowanie może się nie udać

Kiedy odpieluchowanie może się nie udać

 

Jeśli spałaś kiedyś obok osoby, która chrapie, prawdopodobnie zaobserwowałaś pewien cykl. Dopóki jest ona w płytkim śnie, pochrapuje rytmicznie. Z czasem wchodzi w coraz głębszy sen. Mięśnie budujące ścianę gardła rozluźniają się coraz bardziej, a drogi oddechowe zapadają się. Powietrze nie ma jak wejść do płuc. Oddech spłyca się lub osoba w ogóle przestaje oddychać i… przestaje chrapać. Ma bezdech. Zapada ta cisza, w czasie której współśpiący/a zastanawia się “Umarł, czy jeszcze się obudzi?!”.

Kiedy człowiek przestaje oddychać, przestaje dostarczać swojemu organizmowi tlen. Spada więc saturacja (ilość tlenu we krwi – na przykład z 98% do mniej niż 70%!!!). Pień mózgu – część, która odpowiada za nasze przeżycie – ma do wyboru: pozwolić się udusić albo obudzić delikwenta. Podejmuje decyzję: “Halo, budzimy się, musisz zacząć oddychać!”. Człowiek przebudza się, gwałtownie nabierając powietrza. Cały cykl zaczyna się od początku. Aż do kolejnego epizodu bezdechu i niedotlenienia powtarzającego się nawet kilkadziesiąt razy każdej godziny.

Dokładnie w ten sam sposób śpią niektóre dzieci ze znacznym przerostem migdałków – zwłaszcza migdałka gardłowego. Zdarza się, że przerośnięte migdałki upośledzają drożność nosa i utrudniają prawidłowe oddychanie. Rodzicowi najłatwiej zauważyć będzie oddychanie przez usta, nosowe brzmienie głosu, chrapanie lub ciężkie oddychanie przez sen. Diagnozę przerostu migdałków postawić może laryngolog.

Nie wszystkie dzieci, które chrapią, cierpią na zaburzenia oddychania w trakcie snu – ale warto zachować czujność i obserwować wzorzec zachowania malucha w trakcie snu. Posiedzieć, posłuchać, a może nawet zostawić włączony dyktafon w telefonie i nagrać, co się dzieje po zaśnięciu.

Ale co ma do tego mokra pielucha?

Nawet 47% dzieci z zaburzeniami oddychania w trakcie snu, w tym dzieci z przerostem migdałków, cierpi na moczenie nocne (dla porównania moczy się – w zależności od wieku – od 2 do 15% zdrowych dzieci) [1]. O moczeniu nocnym mówimy, gdy dziecko, które skończyło już 5 lat, nie kontroluje w nocy pęcherza (więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ).

Skąd się bierze związek przerośniętego migdałka z mokrą pieluchą?

Stoją za tym prawdopodobnie 3 mechanizmy:

1. Zaburzenia oddychania powodują zaburzenia architektury snu. Wzorzec snu dziecka z bezdechami nie jest prawidłowy [2] – ponieważ niedotlenione dziecko ciągle się wybudza. Poszatkowanie snu z powodu powtarzających się bezdechów sprawia, że dziecko permanentnie jest niewyspane, presja snu jest bardzo silna i trudno mu się samodzielnie obudzić, gdy pęcherz się przepełnia (i trudno też je wybudzić, by się wysiusiało) [3]. Przemęczony maluch słabiej reaguje na sygnały ze swojego pęcherza pt. “hej, jestem pełny, obudź się i zrób siku”. Paradoksalnie dzieci z obturacyjnym bezdechem sennym w ciągu dnia są zwykle nadpobudliwe, hiperaktywne i mają problemy z koncentracją uwagi. Zwykle nie wyglądają na nadmiernie senne!

2. Trudności z oddychaniem powodują zwiększenie pracy mięśni tzw. tłoczni brzusznej. Wyobraź sobie tę trwającą przez całą noc walkę mięśni oddechowych o nabranie powietrza po epizodzie bezdechu! Osoby z zaburzeniami oddychania w trakcie snu mają silniejsze parcie na pęcherz w nocy [4]. Dlatego mogą bezwiednie się moczyć przez sen.

3. Zaburzenia oddychania w trakcie snu zaburzają występowanie fizjologicznego spadku ciśnienia krwi w nocy, a przez to wpływają na zmniejszenie wydzielania wazopresyny – hormonu zagęszczającego mocz. Innymi słowy, jeśli dziecko nieprawidłowo oddycha przez sen, jego organizm w nocy produkuje więcej moczu niż organizm zdrowego rówieśnika [5]. Gdy moczu jest zbyt dużo, ma prawo nie zmieścić się przez całą noc w pęcherzu (a dziecko nie budzi się, żeby oddać mocz, bo -> patrz punkt 1).

Wszystkie dzieci z moczeniem nocnym powinny być więc diagnozowane w kierunku przerostu migdałków oraz nieprawidłowości w budowie jamy ustnej, które mogą powodować zaburzenia oddychania w trakcie snu [6]. Może się bowiem zdarzyć, że sześcio- czy ośmiolatek nadal śpi w nocy z pieluszką, bo choć jego układ moczowy działa prawidłowo, to nieprawidłowo oddycha przez sen. I warto się tym tematem zająć.

Więcej na temat moczenia nocnego przeczytasz TUTAJ.

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!

Psycholog, psychiatra, terapeuta… kto jest kim?

Psycholog, psychiatra, terapeuta… kto jest kim?

Z roku na rok coraz więcej w Internecie zamieszania wokół różnych zawodów pomocowych opiekujących się dziećmi i rodzinami. Czym się różni psychiatra od psychologa? Kto może zostać psychoterapeutą? Czy pedagog to to samo co nauczyciel? I kto może się tytułować doradcą rodzicielskim?

Psychiatra

Psychiatra to lekarz, który ukończył studia oraz specjalizację z psychiatrii. Niektórzy psychiatrzy pracują wyłącznie z osobami dorosłymi, a inni specjalizują się w psychiatrii dzieci i młodzieży (niestety, jest ich skrajnie mało, bo psychiatria dziecięca jest aktualnie w Polsce skrajnie niedofinansowana). 

Psychiatrę znajdziemy w prywatnym gabinecie, ale także w szpitalu i poradni finansowanej z NFZ. Skierowanie NIE JEST wymagane. 

Ponieważ psychiatra jest lekarzem, przeprowadza badanie lekarskie (może też np. zlecić badania krwi lub zmierzyć ciśnienie) oraz wypisuje recepty, jeśli uzna, że włączenie leczenia farmakologicznego jest wskazane. 

Psycholog

Psychologiem jest osoba, która ukończyła studia magisterskie z zakresu psychologii. Nie każdy psycholog pracuje z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi. Nie każdy psycholog prowadzi w gabinecie terapię czy konsultacje. Są psychologowie, którzy zajmują się wyłącznie badaniami zawodowych kierowców. Są psychologowie, którzy w działach kadr zajmują się rekrutowaniem pracowników albo prowadzą szkolenia. Są psychologowie, którzy zajmują się psychometrią (opracowywaniem testów psychologicznych), pracą naukową, badaniami konsumenckimi itp. 

Niestety, nadal w Polsce zawód psychologa nie został należycie uregulowany ani nie podlega kontroli (jak np. zawód lekarza czy położnej). Zdarzają się więc nadużycia ze strony osób, które skończyły studia podyplomowe czy kursy z psychologią w tytule i tytułują się psychologiem mimo braku pięcioletnich studiów magisterskich.

Psycholog kliniczny

Psychologiem klinicznym jest osoba, która ukończyła studia magisterskie z psychologii oraz czteroletnią specjalizację (na wzór lekarzy-specjalistów).

Psychoterapeuta 

Psychoterapeutą jest osoba, która ukończyła studia wyższe, a oprócz tego minimum czteroletnie szkolenie z psychoterapii. Psychoterapeutami najczęściej zostają psychologowie, ale mogą być nimi także lekarze, położne, pielęgniarki, socjolodzy czy pedagodzy.  

Szkolenie w zakresie psychoterapii jest długie i bardzo kosztowne (sama szkoła to nie mniej niż 40 tys zł + koszty terapii własnej i superwizji). W większości szkół przyszły psychoterapeuta ma obowiązek przejść własną psychoterapię. W trakcie pracy korzysta też z superwizji, czyli cyklicznych spotkań z bardziej doświadczonym psychoterapeutą, 

Terapeuta

Pod hasłem “terapeuta” różni ludzie rozumieją bardzo różne kompetencje. Niektórzy nazywają się terapeutą, ponieważ ukończyli roczne studia podyplomowe z zakresu np. terapii behawioralnej dzieci z autyzmem. Jeszcze inni są po studiach magisterskich z zakresu terapii pedagogicznej i pracują z dziećmi z dysleksją. Dla jeszcze innych ukończenie weekendowego kursu z terapią w tytule jest wystarczające, by w ten sposób siebie nazywać. Są też terapeuci zajęciowi, pracujący np. z dziećmi i dorosłymi z niepełnosprawnościami.

Dlatego każdorazowo warto upewniać się, co ma na myśli osoba przedstawiająca się w ten sposób – bo nie musi być ani psychoterapeutą, ani nawet psychologiem.

Pedagog

Nie każdy pedagog jest nauczycielem. Można skończyć studia licencjackie lub magisterskie z zakresu pedagogiki i pracować w przedszkolu albo szkole, ale można zajmować się też logopedią, animacją społeczno-kulturalną ( np. w organizacji pozarządowej lub domu kultury) czy andragogiką (pedagogiką dorosłych, szkoleniami). 

Jeśli mamy skorzystać ze wsparcia pedagoga, to warto również dowiedzieć się, czy jest to osoba po studiach wyższych czy po tzw. przygotowaniu pedagogicznym. Przygotowanie pedagogiczne to roczny kurs, który umożliwia absolwentom innych kierunków (np. filologii albo budownictwa) podjąć pracę w oświacie (uczyć w szkole). Trudno więc porównywać wiedzę na temat dziecka i rodziny osoby po przygotowaniu pedagogicznym do absolwenta pięcioletnich studiów pedagogicznych. 

Konsultantka, doradca rodzicielski

Nie istnieją żadne wymogi stawiane przed takimi osobami. Każdy, nawet po studiach z inżynierii lądowej, może się w ten sposób tytułować.


Niestety, pokusa wykraczania poza swoje kompetencje, jest spora, zwłaszcza jeśli specjalista nie ma wokół siebie zespołu profesjonalistów, do których może zaprosić rodzinę na dalszą diagnozę czy terapię. 

Ja dosyć często proszę rodziców o konsultację lekarza pediatry, czasem psychiatry, doradczyni lub konsultantki laktacyjnej czy logopedy. Mam podstawową wiedzę na temat tych sfer (zdecydowanie największą w zakresie laktacji) i ciągle ją rozwijam, ale jestem psycholożką, a nie lekarką, położną czy logopedką i jeśli nie chodzi tylko o edukację, ale o konsultowanie indywidualnego przypadku, to dbam o poruszanie się w zakresie swoich kompetencji.

W jaki sposób można za darmo skorzystać z pomocy specjalistów?

Psychiatrzy pracują w gabinetach finansowanych przez NFZ. Wyszukiwarkę przychodni znajdziesz TUTAJ

Z bezpłatnej wizyty u psychologa można skorzystać w poradniach zdrowia psychicznego i poradniach psychologicznych refundowanych przez NFZ  (KLIK!). Jeśli sprawa dotyczy dziecka i rodziny, można szukać wsparcia w:

  • powiatowych Poradniach Psychologiczno-Pedagogicznych (pracują tam też pedagodzy, logopedzi, rehabilitanci)
  • Centrum Pomocy Rodzinie
  • Ośrodkach Interwencji Kryzysowej.

Czasem darmowe konsultacje i terapia są też prowadzone przez organizacje pozarządowe (lokalne stowarzyszenia i fundacje), których działalność jest finansowana ze środków samorządu.

Skierowanie na refundowaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia psychoterapię może wystawić lekarz psychiatra. Kolejki bywają długie, choć wszystko zależy od miejscowości / dzielnicy. Warto dzwonić i pytać. 

Jeżeli jesteś osobą, która wychowywała się w rodzinie z uzależnieniem – Twój rodzic, opiekun, rodzeństwo lub inna bliska osoba miała lub ma problem z uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, leków, to jako osoba dorosła możesz za darmo skorzystać z psychoterapii w ośrodku terapii uzależnień i współuzależnień w swoim powiecie. Nawet, jeśli od dawna nie mieszkasz z uzależnioną osobą. 

Warto podkreślić, że w gabinetach finansowanych przez NFZ i ośrodkach terapii uzależnień pracują tak samo dobrze wykształceni specjaliści jak w gabinetach prywatnych. Bardzo często te osoby pracują w kilku miejscach, w tym we własnym gabinecie.

Jeśli nie masz możliwości uzyskania wsparcia w miejscu zamieszkania, możesz skorzystać z telefonów zaufania:

Itaka – antydepresyjny telefon zaufania: 22 484 88 01

Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego – telefon zaufania dla dorosłych: 116 123

Centrum Praw Kobiet – telefon zaufania: 600 070 717 (całodobowy)

Forum Przeciw Depresji – antydepresyjny telefon: 22 594 91 00

Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego –  linia wsparcia (całodobowa i bezpłatna): 800 70 22 22

Leki nasenne dla dzieci

Leki nasenne dla dzieci

Od dawna nosiłam się z zamiarem napisania tego tekstu. Nie jest moją intencją krytykowanie czy wyśmiewanie rodziców, którzy podawali swojemu dziecku preparaty “na sen”. Pracuję jako psycholożka wystarczająco długo, by mieć świadomość, że większość osób robi to albo z totalnej desperacji i bezradności, albo z braku wiedzy o ewentualnych negatywnych skutkach, albo z polecenia lekarza, któremu ufają. Na wstępie proszę więc o empatię w wypowiedziach i powstrzymanie się od oceniających komentarzy.

Wśród preparatów stosowanych w celu “poprawy snu” małych dzieci przyjrzałam się:

  • lekom;
  • ziołom, w tym herbatkom ziołowym;
  • suplementom diety, w tym melatoninie.
Leki nasenne dla dzieci?

Najczęściej stosowanymi lekami, które mają wpłynąć na sen dziecka, są leki przeciwhistaminowe I generacji (rzadziej II generacji). Leki te przeznaczone są  przede wszystkim do łagodzenia objawów alergii lub tzw. choroby lokomocyjnej. Czasem bywają stosowane doraźnie do łagodzenia lęku i w premedykacji (jako “głupi jaś” przed znieczuleniem). Nadmierna senność jest SKUTKIEM UBOCZNYM działania tych leków, a nie ich pierwotnym przeznaczeniem [1]. Każdy z tych leków może doprowadzić do działań niepożądanych ze strony ośrodkowego układu nerwowego i negatywnie wpływać na układ sercowo-naczyniowy, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do zaburzeń rytmu serca, dlatego często dostępne są na receptę i POWINNY być stosowane na wyraźne zalecenie lekarza. 

Przestrzegam przed podawaniem dzieciom bez konsultacji z lekarzem jakichkolwiek leków nasennych – pochodnych benzodiazepiny i niebenzodiazepinowych leków nasennych – przeznaczonych dla dorosłych! Nawet jednorazowe ich zażycie może stanowić dla dziecka śmiertelne zagrożenie związane z zatrzymaniem oddychania. Leki nasenne nie powinny być też przechowywane w miejscu dostępnym dla dzieci i młodzieży, żeby zapobiec przypadkowym zatruciom [2].

Osobnym zagadnieniem są leki homeopatyczne – do przeczytania na temat ich procesu powstawania oraz (wątpliwej) skuteczności zapraszam na blog mgra farmacji Marcina Korczyka – Pana Tabletki (KLIK!). W skrócie – nie ma żadnych dowodów na to, że krople, syropy lub czopki homeopatyczne poprawiają sen.

Warto być świadomym, że w Polsce nie zarejestrowano dotychczas żadnego leku w leczeniu zaburzeń snu u dzieci.

Zioła na sen dla dziecka?

Wielu rodziców uważa preparaty ziołowe za bezpieczne. Warto jednak pamiętać, że zioła zawierają substancje czynne i przez lata były stosowane jako leki. Niestety, brakuje danych dotyczących bezpieczeństwa stosowania wielu ziół u dzieci [3], a skład preparatów sprzedawanych jako suplementy diety nie podlega żadnej kontroli (a przez to niebadana jest także ich skuteczność). Także u osób dorosłych cierpiących na bezsenność nie rekomenduje się obecnie stosowania preparatów ziołowych z uwagi na ich niską skuteczność oraz brak danych dotyczących bezpieczeństwa przy długotrwałym używaniu [4].

Z uwagi na brak danych dotyczących bezpieczeństwa nie zaleca się podawania herbat ziołowych niemowlętom, a należy zachować ostrożność przy podawaniu ich dzieciom po pierwszych urodzinach. Najlepiej podawać zioła na wyraźne zalecenie lekarza, okazjonalnie, w niewielkich ilościach oraz stosować pojedyncze zioła zamiast mieszanek kilku ziół. Więcej informacji na temat ziół i herbat w diecie dziecka przeczytasz na stronie mgr inż. Zuzanny Anteckiej, dietetyczki specjalizującej się w żywieniu dzieci (KLIK!).

Nie rekomenduje się podawania naparu z kopru włoskiego (i „herbatek wyciszających” zawierających ten składnik) dzieciom przed 4 rokiem życia, ze względu na zawartość rakotwórczego estragolu [5].

Totalnym nieporozumieniem jest opisywanie przez producentów żywności herbatek granulowanych jako “herbatek słodkich snów” i to dla niemowląt po 4 miesiącu. Do 6 miesiąca dzieci potrzebują tylko mleka mamy lub modyfikowanego – więcej na ten temat pisałam tutaj. Granulki składające się w 98% z cukru z niewielką domieszką ekstraktów ziołowych nie mogą w jakikolwiek sposób wpływać na sen. Mogą natomiast zwiększać ryzyko nadwagi, otyłości, cukrzycy typu II i próchnicy zębów. W zrównoważonej diecie nie ma miejsca na tego typu wynalazki.

Nie wolno małym dzieciom co najmniej do 6 roku życia podawać wyciągów ziołowych, nawet “meliski”, na bazie alkoholu etylowego. Dokładnie tak samo, jak nie podaje się wina, piwa czy wódki.

Suplementy dla dzieci na sen – czy można podawać melatoninę dzieciom?

Firmy farmaceutyczne prześcigają się w tworzeniu specyfików reklamowanych jako “syropki” czy spraye na sen dla dzieci. Podejrzliwość powinno wywołać już samo zarejestrowanie produktu jako suplement diety. Suplementy są środkami spożywczymi, które z definicji mają uzupełniać dietę, a nie leczniczymi. W związku z tym ich producenci nie muszą udowadniać skuteczności takiego preparatu, a kontrola jego faktycznego składu również jest ograniczona – firma może obiecać wszystko i niczego nie dostarczyć.

Sztandarowym przykładem jest melatonina, która w wersji dla dorosłych jest także sprzedawana jako lek, a w przypadku dzieci można kupić ją wyłącznie jako suplement diety.

Melatonina NIE JEST lekiem zarejestrowanym do leczenia bezsenności u zdrowych dzieci, młodzieży i osób dorosłych – bo po prostu w ten sposób nie działa (może być stosowana do krótkotrwałego leczenia pierwotnej bezsenności u chorych po 55. r.ż. przez maksymalnie 13 tygodni). Melatonina jest hormonem sterującym rytmem dobowym i leczy się nią zaburzenia rytmu dobowego np. u osób niewidomych lub po podróży ze zmianą stref czasowych (więcej o jet lagu pisałam TUTAJ).

W Polsce melatonina nie została zarejestrowana do stosowania w leczeniu dzieci. Jej długotrwałe przyjmowanie w populacji pediatrycznej nie zostało dotychczas uznane za całkowicie bezpieczne. Brakuje zgody, czy długotrwałe stosowanie u dzieci może mieć negatywny wpływ na ich układ hormonalny, zwłaszcza reprodukcyjny, i płodność [6]. 

Na rynku mamy także suplement dla dzieci powyżej 3 roku życia zawierający “koncentrat z czarnej porzeczki, wyciąg z kwiatostanu lipy, wyciąg z ziela melisy, wyciąg z koszyczków rumianku, wyciąg z kwiatów róży stulistnej, aromat malinowy, benzoesan sodu”. Czy zaszkodzi? Pewnie nie. Czy pomoże? Też raczej nie. Chyba że jako placebo – a musisz wiedzieć, że jego skuteczność w leczeniu bezsenności jest całkiem wysoka (nawet jeśli badani WIEDZĄ, że przyjmują placebo) [7, 8].

Dlaczego “syropom na sen dla dziecka” mówię NIE?

Poza brakiem danych o skuteczności i ewentualnych skutkach ubocznych, są dwa bardzo poważne problemy z podawaniem dzieciom leków, ziół czy suplementów w celu poprawy ich snu.

W pogoni za nowym, lepszym środkiem na poprawę snu dziecka, możemy przegapić problem zdrowotny, który zaburza jego sen. Nie wszystkie trudności z zasypianiem czy nocne wybudzenia mają podłoże somatyczne, ale należy to wykluczyć i leczyć właściwą chorobę, jeśli faktycznie to ona utrudnia dziecku nocny wypoczynek.

Drugi, niestety znacznie powszechniejszy problem, to tworzenie już od małego skojarzenia pt. nie czuję się najlepiej = biorę lekarstwo. Polacy są jednym z najbardziej nadużywających leków i suplementów diety narodów. Gdy mamy kłopot z nadwagą, szukamy tabletek na odchudzanie, gdy często chorujemy, kupujemy tabletki musujące “Na odporność”. Robią to nasi znajomi i rodzina, jesteśmy bombardowani tym przekazem w mediach tradycyjnych i Internecie. 

Warto pokazywać dzieciom od początku, że rozwiązaniem wielu trudności zdrowotnych jest zmiana diety, ćwiczenia fizyczne, ruch na świeżym powietrzu, wprowadzenie zasad higieny snu, praca psychologiczna nad swoimi przekonaniami i emocjami, a nie sięganie automatycznie po kolejną tabletkę. Zwłaszcza przy problemach ze snem.

Konsultacja merytoryczna tekstu – lek. mgr Lech Popiołek, lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii dzieci i młodzieży oraz psycholog – dziękuję!

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.

Czy można zasypiać “zbyt szybko”?

Czy można zasypiać “zbyt szybko”?

O bardzo długim zasypianiu, zmorze wielu rodziców, pisałam już na blogu (KLIK). A co, jeśli dziecko zasypia wieczorem, gdy tylko przyłoży głowę do poduszki, w mniej niż 5 minut?

To niekoniecznie jest powód do radości. 

Wiele osób wie, że zbyt długie zasypianie świadczy o bezsenności. Ale akurat w tym przypadku nie jest tak, że im szybciej tym lepiej. Przeciętnie zdrowy człowiek zasypia wieczorem w ciągu 15-30 minut od “zgaszenia światła” czyli podjęcia decyzji pt. idę spać. Nie ma więc nic złego w tym, że Twoje dziecko kręci się, mruczy, macha nogami i rękami przez prawie dwa kwadranse zanim wpadnie w objęcia Morfeusza (choć wiem z autopsji, że pół godziny siedzenia przy zasypiającym dziecku czasem wydaje się WIECZNOŚCIĄ).

Gdy dziecko stale zasypia w ciągu minuty czy dwóch od położenia się, może to świadczyć o deprywacji, czyli niedoborze snu. Presja snu (potrzeba snu) jest już tak ogromna, że organizm wykorzystuje każde kilka sekund w bezruchu w pozycji siedzącej czy leżącej, żeby wreszcie rozpocząć regenerację.

Zdarza się, że bardzo szybko zasypiają osoby, które śpią dobowo tyle, ile powinny, ale jakość ich snu jest niska. Najczęściej dzieje się tak przy występowaniu tzw. bezdechów sennych. Czerwonymi flagami, które powinny zwrócić naszą uwagę, jest oddychanie przez usta i chrapanie. Więcej na temat zaburzeń oddychania przez sen napisałam TUTAJ.

Zbyt szybkie zasypianie nie musi być problemem, jeśli zdarza się tylko raz na jakiś czas. Często przydarza się dzieciom po porządnym wysiłku fizycznym. Jest normą w tygodniach, w których dziecko zaczyna rezygnować z drzemki, ale dopiero przyzwyczaja się do spania jeden raz na dobę. Jeśli jednak “odpadanie” po dotknięciu poduszki powtarza się stale, warto spróbować układać dziecko do snu wcześniej niż dotychczas, budzić później (albo przygotować sypialnię w taki sposób, żeby nie rozbudzało się przedwcześnie – KLIK!) lub nie rezygnować jeszcze z drzemki. 

Dziecko z deficytem snu zasypia szybko i to mogłoby się wydawać fajne – ale, niestety, nie jest. Stale utrzymujący się niedobór snu u dzieci i młodzieży może zwiększać ryzyko problemów z uwagą, zachowaniem i uczeniem się, a także ryzyko urazów, nadciśnienia tętniczego, otyłości, cukrzycy i zaburzeń depresyjnych [1].

Problem polega też na tym, że gdy kładziemy spać takie mocno zmęczone dziecko, jego mózg szybciej i na dłużej wchodzi w fazę snu głębokiego. A to właśnie w tej fazie snu zdarzają się tzw. niepełne wybudzenia (totalnie niegroźne, choć zwykle wybudzające rodziców np. siadanie przez sen z brakiem kontaktu, choć bez pobudzenia ruchowego), lęki nocne (więcej na ten temat pisałam TUTAJ) i somnambulizm, czyli lunatykowanie.

Więcej na temat norm snu w populacji pediatrycznej przeczytasz w TYM artykule.

 

Masz dość wielogodzinnego usypiania dziecka? Mam dla Ciebie szkolenie „Rytuał wieczorny"!