Mamowskaz 002: Ranne ptaszki, nocne marki

Mamowskaz 002: Ranne ptaszki, nocne marki

Posłuchaj podcastu Mamowskaz
Chcesz posłuchać? Naciśnij na żółty trójkąt na odtwarzaczu powyżej 🙂

Pobierz odcinek (mp3)

Ten temat chodził mi po głowie już od dawna! Wielu rodziców pytało, czy to normalne, że małe dzieci tak bardzo wcześnie wstają, a potem nie sposób dobudzić je do szkoły, kiedy zaczynają podstawówkę. Albo czy można coś zrobić z totalnym brakiem wolnego wieczoru, jeśli nasz potomek czy potomkini udopobali sobie życie nocnego marka.

Pora więc na garść wiedzy o chronotypach:

Posłuchaj podcastu Mamowskaz

Możesz posłuchać podcastu na stronie albo na Youtubie lub też przeczytać zamieszczoną transkrypcję.

Jeśli wybierzesz wideo, proszę, zasubskrybuj mój kanał na YouTube oraz zaznacz „dzwoneczek” – będziesz wówczas otrzymywać powiadomienie o wszystkich nowych materiałach.
https://www.youtube.com/watch?v=DfewcSOeTAI

Autorem muzyki do podcastu jest Rafał Odrobina.

Transkrypcja (do czytania)

[showhide type=”links” more_text=”Kliknij tu, żeby rozwinąć transkrypcję podcastu” less_text=”Ukryj transkrypcję”]

To jest drugi odcinek podcastu MAMOWSKAZ – Magdalena Komsta o rozwoju małych dzieci. W tym odcinku przyjrzymy się rannym ptaszkom i nocnym markom, czyli opowiem trochę o chronotypach: czym są, jak zmieniają się w toku życia, po co ludzie różnią się chronotypami i czy można na nie wpłynąć. Zapraszam do słuchania.

Dzień dobry – witam Cię bardzo serdecznie już w drugim odcinku mojego podcastu. Na początku bardzo dziękuję wszystkim, którzy wysłuchali mojego podcastowego debiutu – otrzymałam wiele pozytywnych komentarzy i wiadomości, że odcinek o spaniu z dzieckiem był dla Was przydatny i ciekawy.

Dziękuję Basi za pozostawienie pięciogwiazdkowej recenzji w iTunes oraz Oldze za bardzo pozytywny komentarz w aplikacji Spreaker. Jeśli Ty też chciałabyś ocenić podcast to informacje o tym, jak to zrobić, znajdziesz w notatkach do tego odcinka na stronie www.wymagajace.pl/002/ – tak jak numer tego odcinka.

Jeśli słuchasz podcastu na bieżąco, zaraz po premierze, to zanim przejdę do meritum, chciałam Ci powiedzieć, że ruszyła sprzedaż V edycji mojego kursu online “Dbanie o dobre spanie niemowląt”. Jest to kurs dla rodziców dzieci od urodzenia do 12 miesiąca życia oraz osób spodziewających się dziecka. Powstał, ponieważ wiele osób, które nie może wziąć udziału w moich warsztatach, prosiło mnie o stworzenie wersji internetowej tego szkolenia. Kurs zawiera 13 filmów oraz dodatkowe checklisty, grafiki i artykuły na specjalnej platformie. Dostęp do kursu otrzymujesz na zawsze, możesz go oglądać, ile tylko razy zechcesz, kiedy chcesz i gdzie chcesz – byle byś miała dostęp do Internetu!

Sprzedaż kursu trwa do 12 lipca i z kodem MAMOWSKAZ otrzymasz 10% rabat. To taki mój ukłon w stronę słuchaczy podcastu (i czytających transkrypcję 😉 ). Link do kursu znajdziesz w notatkach do tego podcastu.

Dziś chciałam Ci po krótce opowiedzieć o chronotypach. Chronotypy to – w dużym skrócie – kategorie preferencji dotyczących aktywności i snu. Każdy z nas posiada w mózgu grupę komórek zawiadującą naszym zegarem biologicznym, czyli rytmem dobowym [1]. Niektórzy – gdyby mieli pełną dowolność – woleliby wcześnie wstawać, być najbardziej aktywni i produktywni rano, a wieczorem kłaść się spać wcześniej niż przeciętny człowiek. Inni do południa snują się bez energii, ale efektywnie pracują do późnych godzin nocnych.

Zwykle mówi się o rannych ptaszkach, czyli chronotypie porannym i nocnych markach, czyli chronotypie wieczornym i osobach które znajdują się gdzieś pomiędzy ekstremami [2]. Ale są eksperci z dziedziny snu, na przykład dr Michael Breus, którzy w swoich kwestionariuszach ujmują 4 chronotypy. Jeśli interesuje Cię, czy jesteś delfinem, niedźwiedziem, wilkiem czy lwem i w związku z tym, kiedy jest dobry czas na sen, seks, pracę twórczą czy ćwiczenia fizyczne, to polecam książkę “Potęga kiedy” – link do niej znajdziesz w notatkach do podcastu.

To, jaki Ty lub Twoje dziecko macie chronotyp, zależy przede wszystkim od Waszych genów [3] . I choć warunki środowiskowe – zwłaszcza światło i aktywność – mają wpływ na Twoją regulację snu i czuwania, to trzeba pamiętać, że dziedzictwo genetyczne gra tutaj przeważającą rolę.

Kiedy noworodek przychodzi na świat, jest kompletnie rozregulowany. Śpi i jest aktywny na zmianę, przez całą dobę. W momencie przecięcia pępowiny dziecko przestaje otrzymywać od mamy informacje hormonalne regulujące jego aktywność dobową, a jeszcze nie produkuje własnych. Rozróżnianie dnia od nocy rozpoczyna się u dzieci zwykle nie wcześniej niż w okolicach 8 tygodnia życia [4] . Dlatego wiele maluchów w pierwszych dwóch miesiącach zasypia “na noc” dopiero między 23.00 a 1.00 w nocy, mimo tego, że rodzice o 19 przygotowują im relaksującą kąpiel i prowadzą cały wieczorny rytuał. Bez obaw młoda mamo – to się zmieni 🙂

Najwcześniej po 9 tygodniu życia możemy zaobserwować, jaki chronotyp ma nasze maleństwo. Ale uwaga – nawet jeśli dziecko jest typem wyraźnie porannym, to będzie się to zmieniało z czasem. Jednym z objawów rozpoczęcia okresu dojrzewania jest zmiana chronotypu nastolatka na typowo wieczorny. Niektórzy naukowcy, zajmujący się rytmami biologicznymi, apelują, aby uwzględnić naturalne zmiany zegarów okołodobowych młodzieży w ustalaniu planów lekcji. W Anglii jedna ze szkół średnich, która przystąpiła do eksperymentu i przesunęła początek lekcji na godzinę 10.00, zauważyła wzrost wyników egzaminów o 19% [5]  . Tylko i wyłącznie na skutek dopasowania harmonogramu do biologicznych skłonności młodzieży!

W okolicach 25 roku życia chronotyp znów trochę się uporannia, a wraz ze starzeniem coraz bardziej przesuwa w kierunku porannego. Pewnie kojarzysz w swoim otoczeniu starszych ludzi, którzy o 5.00 są już umyci, ubrani, po śniadaniu i w rewelacyjnym humorze.

I pewnie można by się zastanawiać, po co właściwie się tak jako ludzie od siebie różnimy? Czy nie byłoby rozsądniej i wygodniej, gdyby wszystkim pasowało działać i spać w mniej więcej tych samych porach?

Otóż różnice chronotypowe mają znaczenie ewolucyjne. W 2017 roku zespół naukowców przeprowadził badanie w plemieniu Hadza w Tanzanii [6]  Wszyscy członkowie plemienia, będący w różnym wieku, otrzymali tzw. aktigrafy, czyli opaski na rękę rejestrujące momenty przebudzenia lub płytkiego snu w trakcie nocy. Okazało się, że w ciągu w sumie 20 nocy tylko przez 18 minut wszyscy członkowie plemienia spali. Jeszcze raz – bierzesz łącznie czas 20 nocy czyli prawie 10 000 minut i z tych 10 000 minut tylko w czasie 18 minut wszyscy spali jednocześnie. Przez pozostałe ponad 9 tysięcy zawsze ktoś albo jeszcze nie położył się spać, albo już zdążył wstać, albo właśnie się przebudził.

Cykliczna natura snu, przerywanego krótkimi wybudzeniami oraz zmienność chronotypowa chroniła nas, kiedy, jak Hadza, żyliśmy w społecznościach łowiecko-zbierackich i musieliśmy być w nocy czujni. Chodziło o to, żeby ktoś zawsze usłyszał ewentualne niebezpieczeństwo, na przykład drapieżniki. I ja tak sobie myślę, że młode matki, które czujnie śpią oraz wymagające dzieci, które są podatne na wybudzenia, mogły być bardzo cennymi członkami takich społeczności! Ale to mój wniosek, nie znajdziecie tego w artykule naukowym 😉

Przybij piątkę, jeśli Twój chronotyp jest inny od chronotypu Twojego dziecka. Też tak mam. Jestem typem wybitnie wieczornym, który najlepiej funkcjonuje intelektualnie i emocjonalnie po godzinie 20.00, kiedy moja córka już od godziny śpi. Ona natomiast jak ryba w wodzie czuje się już o 6.00, a kiedy była młodsza to nawet w okolicach 5.00 rano, kiedy ja nie mogłam rozkleić powiek. Nigdy nie zapomnę, jak w środku zimy nad ranem schodziłam z łóżka na podłogę z Młodą i zabawkami, zawijałam się na tej podłodze w kołdrę i drzemałam, zbierając siły na cały dzień. Teraz jest znacznie lepiej, ponieważ trzylatka, która budzi się o 6, sama bawi się i ogląda książki do czasu, aż rodzice dojdą do stanu używalności 😉

Takie rodzinne niedopasowanie chronotypów jest trudne i męczące, i nie będę Cię oszukiwać, że dużo łatwiej i skuteczniej to dorosły może dopasować się do dziecka, niż dziecko do dorosłego. W moim przypadku było to odsypianie z córką na drzemkach, nawet kosztem porządku w domu czy wymyślnych obiadów. Warto się naprawdę z tego rozgrzeszyć, jeśli ma się komfort bycia rodzicem jedynaka. Po drugie, stopniowo przesuwałam swoją porę rytuału wieczornego na coraz wcześniejszą. Kluczem jest tu unikanie elektronicznych ekranów, czyli komputera, telefonu, tabletu, telewizora na minimum godzinę przed zaśnięciem.

Jeśli Twoje dziecko, jak moja córka, wcześnie chodzi spać i wcześnie wstaje, warto zastanowić się nad dwoma rzeczami: czy okna w sypialni są całkowicie zaciemnione i maluch nie jest budzony przez wstające słońce? I po drugie: jak wygląda aktywność dziecka, zwłaszcza popołudniami i wieczorem?

A co jeśli sytuacja wygląda zgoła inaczej – dziecko snuje się po mieszkaniu do późnych godzin wieczornych?

Zacznijmy od tego, że twierdzenie, jakoby wszystkie dzieci powinny chodzić spać o 19.00, jest wyssane z palca. Jak już wiesz, my ludzie różnimy się chronotypami i spora grupa dzieci zwyczajnie nie jest jeszcze śpiąca o tej porze. Przeciętny trzylatek zasypia o 20:43! [7]  Jeśli więc zastanawiasz się, jak przestawić dziecko na wcześniejsze zasypianie, to warto zapytać samą siebie: dlaczego mi na tym zależy? Czy faktycznie nasza rodzina ma trudności organizacyjne w związku z tymi późnym zasypianiem, czy dziecko jest niewyspane, bo rano jest budzone na przykład do przedszkola, czy tylko ktoś nam ciągle miauczy nad uchem, że to skandal, że dzieci do 21.00 biegają po mieszkaniu? Czy jest możliwość, że dziecko kładzie się później, żeby na przykład pobyć jeszcze z tatą, który dopiero po 18:30 wraca z pracy? A może to, że odsypiacie wszyscy do 9.00 wszystkim domownikom po prostu odpowiada?

Jeśli straszono Cię, że hormon wzrostu jest wydzielany wyłącznie do północy i dzieci, które późno chodzą spać, będą miały z tego powodu różne zaburzenia, to odsyłam Cię do artykułu na moim blogu, w którym rozprawiam się z tym mitem. Bo to jest mit!

Trzeba też mieć realistyczne oczekiwania – potrzeby snu nie da się rozciągać w nieskończoność. Jeśli dziecko chodzi spać wcześniej, zwykle zaczyna też nieco wcześniej wstawać, bo zwyczajnie jest już wyspane. Byłoby cudownie, gdybyśmy kładli spać maluchy o 19, przesypiałyby całą noc bez pobudek, wstawały o 9 i miały jeszcze ze dwie półtoragodzinne drzemki w ciągu dnia. Tyle, że jak to policzymy to jest 17 godzin snu na dobę, czyli więcej niż norma dla niemowląt 😉 To se ne da, i tyle. Jeśli więc pora wstawania Twojego dziecka jest dla Ciebie odpowiednia, bo nie wyobrażasz sobie rozpoczynania dnia o 5:30, przemyśl raz jeszcze wszystkie “za” i “przeciw” planowanym zmianom.

Czasami to, co wygląda na bycie nocnym markiem, wynika na przykład z nieoptymalnego rytuału wieczornego, między innymi z nieodpowiedniego zarządzania światłem w jego czasie. Zwłaszcza, jeśli dziecko słania się na nogach i marudzi, ale ma problem z zaśnięciem. Wskazówki na ten temat znajdziesz w pliku do pobrania, który dla Ciebie przygotowałam – w notatkach do tego odcinka.

Pamiętaj też, że każda, nawet najkrótsza drzemka, zmniejsza presję snu. Jeśli trzylatek śpi dwie godziny w środku dnia, zwykle nie jest śpiący o tej samej porze, o której zasypia dziecko niedrzemkujące.

Poranki resetują nasz rytm dobowy. Dlatego w przypadku wieczornych chronotypów równie mocno co na wieczorach, koncentrujemy się na tym, jak wyglądają poranki. Wiemy z badań, że na przesunięcie chronotypu na bardziej poranny wpływa – uwaga, uwaga – to, co jemy na śniadanie. Wiem, że brzmi to nieintuicyjnie, ale Japończycy dowiedli w serii badań, że pokarmy bogate w tryptofan i witaminę B6 w połączeniu z ekspozycją na światło słoneczne, wiążą się nie tylko z wcześniejszym kładzeniem się spać i łatwiejszym porannym wstawaniem, ale i lepszą jakością snu [8, 9]

Jeśli interesuje Cię ten temat, to więcej informacji na temat śniadań znajdziesz w moim artykule na blogu, który podlinkuję w notatkach. Możesz też pobrać mojego darmowego ebooka dotyczącego związku diety ze snem. Są bowiem produkty, których spożywania nie zaleca się wieczorem właśnie dlatego, że utrudniają zasypianie.

W przypadku dorosłych ze skrajnie wieczornymi lub porannymi chronotypami, czasami stosuje się wsparcie farmakologiczne, ale bardzo rzadko korzysta się z niego w przypadku dzieci. Wyjątek stanowią dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, na przykład ze spektrum autyzmu, w których wydzielanie hormonów i neuropeptydów regulujących sen i czuwanie bywa zaburzone.

Powoli zbliżam się do końca. Jeśli interesuje Cię temat układania strategii delikatnego przesuwania pór wstawania i kładzenia się dziecka, to zapraszam na kurs online “Dbanie o dobre spanie niemowląt”, w którym jeszcze szerzej to omawiam. Szczegóły znajdziesz w notatkach do tego podcastu.

Pamiętaj, że są tam też dodatkowe PDFy do pobrania, o których w międzyczasie wspominałam.

Dziękuję Ci za wysłuchanie tego odcinka i zapraszam na kolejny już za dwa tygodnie. Temat snu planuję odłożyć na chwilę na bok, a przybliżyć Ci nieco moją filozofię pracy i opieki nad moją córką, czyli Rodzicielstwo Bliskości. Daj znać, co myślisz o dzisiejszym odcinku, daj znać, czy masz jakieś pytania o Rodzicielstwo Bliskości, jeśli o nim słyszałaś i do usłyszenia niebawem, papa!

[/showhide]

W tym odcinku usłyszysz:
  • Podziękowania za recenzje podcastu
  • Informację o rozpoczęciu sprzedaży V edycji kursu „Dbanie o dobre spanie niemowląt”
  • Czym są chronotypy?
  • Jakie są rodzaje chronotypów?
  • Kiedy dzieci zaczynają rozróżniać dzień od nocy?
  • Jak zmieniają się chronotypy w cyklu życia?
  • Dlaczego ludzie różnią się chronotypami?
  • Jaki chronotyp mam ja, a jaki moja córka?
  • O której dzieci powinny chodzić spać?
  • Jak sobie poradzić z rannym ptaszkiem?
    Jak wpłynąć na nocnego marka?
  • Czy późna godzina zasypiania na pewno wynika z tego, że Twoje dziecko jest nocnym markiem?
  • Jak dieta oraz zarządzanie światłem wpływa na porę kładzenia się spać?

Kliknij prawym przyciskiem albo przytrzymaj, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Strony i miejsca wymienione w podcaście:

 

Badania, o których opowiadam w odcinku:

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdzie jest dostępny podcast? Kolejne odcinki podcastu będą się ukazywały co 2 tygodnie i można ich posłuchać w kilku miejscach:

 

 

Jeśli podoba Ci się podcast, proszę, oceń go w iTunes – usłyszy dzięki temu o nim więcej świadomych rodziców 🙂 Oceń podcast MAMOWSKAZ Dziękuję i do usłyszenia!

 

Masz dość słuchania sprzecznych rad dotyczących snu dzieci? Sprawdź szkolenie „Fakty i mity o śnie dziecka".

Kaszki na dobranoc – świetna kolacja czy marketingowa ściema?

Kaszki na dobranoc – świetna kolacja czy marketingowa ściema?

Pytana wielokrotnie przez rodziców o to, czy oferowane w sklepach specjalne „kaszki na dobranoc” posiadają magiczne usypiające właściwości, postanowiłam zapoznać się z ich składem i przygotować dla Was moją opinię.

Na początku muszę podkreślić bardzo istotny fakt: w badaniach nie zaobserwowano różnic w długości snu dzieci z rozszerzoną dietą [1] lub jedzących kaszkę ryżową na kolację [2] w porównaniu z niemowlętami karmionymi wyłącznie mlekiem. Przedwczesne (czyli przed ukończonym 6. m.ż.) rozszerzenie diety bez wskazań medycznych paradoksalnie może u bardziej wrażliwych dzieci pogarszać jakość snu dziecka i zwiększać liczbę pobudek, jeśli jest związane z przejściowymi zaburzeniami pracy układu pokarmowego jak wzdęcia, bóle brzucha, problemy z wypróżnieniem. Niemowlę, które w ciągu dnia zjada kilka stałych posiłków, może też nadrabiać ich niską gęstość energetyczną (dynia ma ok. 25 kalorii w 100 gramach, pokarm kobiecy i mieszanka 60-70 kalorii), budząc się częściej w nocy na mleko.

Może wydaje Ci się, że Twoje cztero- lub pięciomiesięczne dziecko budzi się częściej w nocy, bo jest głodne. Przed rozszerzaniem diety zerknij jednak na mój artykuł o „regresie snu” w tym wieku, aby zrozumieć, skąd może brać się nasilenie pobudek. A potem sięgnij po książkę, którą napisałam razem z trzema dyplomowanymi dietetyczkami.

 

Czy w składzie kaszek na dobranoc jest coś, co ułatwia zasypianie i/lub przesypianie nocy?

W skrócie: nie.

Producenci sprzedają kaszki „na dobranoc”, ponieważ rodzice je kupują, przekonani o zbawiennym wpływie zbóż na sen. I choć teoretycznie możliwe byłoby wykorzystanie wiedzy z zakresu chronodietetyki do produkcji żywności dla niemowląt, w tym mleka modyfikowanego, to póki co żadna komercyjna firma nie zdecydowała się na taki krok.

Kaszki  na dobranoc nie różnią się absolutnie niczym od innych kaszek. Porównajcie, proszę, skład kaszki mleczno-ryżowej Jabłko Dobranoc  i kaszki mleczno-ryżowej Malina (na dzień, wnioskując po szacie graficznej), obie od firmy Nestle (kliknij, żeby powiększyć):

Nieco większa zawartość mąki ryżowej w kaszce „na dzień” (po prawo) wynika z niższej zawartości owoców w tej wersji. Cukier i maltodekstryna zamieniły się miejscami. I tyle różnic. Żadnych dodatkowych składników, żadnych magicznych zmian, zero pełnoziarnistych zbóż czy aminokwasów ułatwiających zasypianie. Nie tylko w tej kaszce – we wszystkich innych również.

Do jednej z kaszek (Nestle, Kaszka 5 zbóż z lipą Na dobranoc) producent dodaje ekstrakt kwiatu lipy w proszku w oszałamiającej wartości 0,5%. I choć kwiat lipy ma m.in. działanie uspokajające i nasenne, tak niewielka zawartość nie ma najprawdopodobniej żadnego realnego znaczenia dla procesu zasypiania (o czym chyba zdaje sobie sprawę sam producent, przedstawiając na opakowaniu ten składnik w funkcji aromatu: „nadaje kaszce delikatny smak”).

Co ciekawe, w kaszce Babydream znajdziemy niewielki dodatek kakao – a akurat kakao ze względu na zawartość kofeiny nie jest składnikiem polecanym na wieczór.

Chyba widzicie same, że hasła „Gwarantuje przespaną całą noc Twojemu dziecku” (serio, tak deklaruje na swoim opakowaniu jeden z producentów) to nic więcej jak marketingowa ściema?

Jakie składniki kaszek na dobranoc budzą moje największe zastrzeżenia?

Zarówno kaszki błyskawiczne, jak i gotowe kaszki w słoiczkach, są produktem wysoko przetworzonym i stosunkowo drogim w porównaniu do klasycznych „dorosłych” kasz lub płatków, które niemowlęta mogą bezpiecznie spożywać.

Ogromny sprzeciw budzi we mnie tendencja producentów do dosypywania do owocowych kaszek dodatkowego cukru w różnych postaciach (cukier biały, glukoza, fruktoza, syrop glukozowy, a nawet pokruszone słodzone cukrem herbatniki i ciasteczka!). Przykładowo słoiczek (określany przez producenta jako 1 porcja) Kaszki na dobranoc z herbatnikami Bebiprima  zawiera 3 łyżeczki cukru (14,3 g)!

fot. Zuzanna Wędołowska

Pozornie zdrowsze słodzidła typu maltodekstryna  niespecjalnie zmieniają sytuację: nadal za pomocą takich kaszek eksponujemy dzieciom smak słodki, kształtując nieprawidłowe preferencje żywieniowe. Maltodekstryna ma też wysoki indeks glikemiczny, co w połączeniu z kaszami niepełnoziarnistymi używanymi przez większość producentów, może powodować gwałtowny skok glukozy we krwi i szybsze pojawianie się uczucia głodu w niedługim okresie po spożyciu posiłku.

Warto też zwrócić uwagę na faktyczną zawartość i postać owoców dodawanych do kaszek – w przypadku kaszek błyskawicznych są to płatki lub proszek owocowy albo zagęszczony sok. Takie owoce pod kątem zawartości witamin, minerałów czy błonnika (sok!) mają niewiele wspólnego ze swoimi świeżymi odpowiednikami.

W niektórych kaszkach pojawiają się też kompletnie zbędne od strony odżywczej zagęstniki oraz aromaty.

Wszystkie przeanalizowane przeze mnie kaszki na dobranoc w słoiczkach jako główny (lub drugi, po wodzie) składnik mają mleko krowie niemodyfikowane – jego zawartość to między 38 a 45%. Pytanie brzmi, czy nie jest to przypadkiem niezgodne z aktualnymi rekomendacjami dotyczącymi żywienia niemowląt? Nie jest to mleko jako napój, ale jeśli niemal połowa słoiczka to jednak mleko pełne? Oddajmy głos ekspertom: „nie należy stosować mleka krowiego jako głównego napoju przed ukończeniem 12. m.ż.(…) Mleko krowie zawiera małe stężenie żelaza, tak więc opóźnione jego wprowadzanie chroni przed wystąpieniem niedokrwistości z niedoboru żelaza. Ponadto wyniki badań dowodzą, że wczesne wprowadzanie mleka krowiego może być przyczyną mikrokrwawień z przewodu pokarmowego. Podawanie mleka niemodyfikowanego prowadzić może również do nadmiernego obciążenia ustroju białkiem i produktami jego przemiany oraz solami mineralnymi i w konsekwencji do przeciążenia osmotycznego nerek oraz niewłaściwej, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym, podaży węglowodanów i tłuszczów. Stosowanie niemodyfikowanego mleka krowiego może także sprzyjać alergizacji” [3].

TUTAJ znajdziesz tabelę z porównywanymi przeze mnie kaszkami, z informacjami na temat rodzaju używanego mleka, dodatku cukru oraz owoców i innymi uwagami.

Warto wiedzieć, że niemowlęta karmione piersią nie potrzebują kaszek mlecznych – mogą jeść normalne kasze albo kaszki błyskawiczne bezmleczne przygotowywane na wodzie. Mleko krowie, w ilości nie większej niż 500 ml dziennie, może być składnikiem kaszek po pierwszym roku życia [3]

Podsumowując:
  1. Kaszki „na dobranoc” nie różnią się składem od innych kaszek i nie zawierają składników, które mogłyby realnie przełożyć się na łatwiejsze zasypianie czy dłuższy sen dziecka.
  2. Niektóre z kaszek na dobranoc są dosładzane – unikanie słodzonej żywności dla niemowląt ma znaczenie nie tylko ze względu na długofalowe skutki dla zdrowia dzieci, ale także kształtowanie się preferencji smakowych [3].
  3. Wszystkie przeanalizowane przeze mnie kaszki na dobranoc w słoiczkach jako główny lub drugi, po wodzie, składnik mają mleko krowie niemodyfikowane, co budzi kontrowersje w obliczu aktualnych rekomendacji dotyczących żywienia niemowląt [3].
  4. Niektórzy producenci kaszek wykorzystują brak implementacji Kodeksu Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece WHO [4] i na opakowaniach umieszczają informacje „po czwartym miesiącu” lub „po piątym miesiącu”, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje, aby wprowadzanie pokarmów uzupełniających do diety dziecka rozpoczynało się po skończonym 6 miesiącu życia [5]. Nie ma korzyści dla snu czy jakiegokolwiek innego aspektu rozwoju z wprowadzania kaszek przed osiągnięciem dojrzałości do rozszerzania diety, która pojawia się w okolicach ukończonego 6 miesiąca życia (chyba że na wyraźne wskazanie lekarskie w bardzo wyjątkowych sytuacjach).

Jeśli chcesz się dowiedzieć, jakie produkty mają potwierdzony naukowo korzystny wpływ na sen, zapisz się do mojego newslettera i pobierz darmowy ebook:

 

Konsultacja merytoryczna artykułu: mgr inż. Zuzanna Wędołowska – dietetyk i autorka bloga SzpinakRobiBleee.pl

Napracowałam się nad tym tekstem. Jeśli uznasz wpis za przydatny, proszę, polub mój fanpage i podziel się tym artykułem ze swoimi znajomymi. Dziękuję!

Mamowskaz 001: 5 mitów o spaniu z dzieckiem w jednym łóżku

Mamowskaz 001: 5 mitów o spaniu z dzieckiem w jednym łóżku

Chcesz poczytać? Zjedź niżej.

Posłuchaj podcastu Mamowskaz
Chcesz posłuchać? Naciśnij na żółty trójkąt na odtwarzaczu powyżej 🙂

Pobierz odcinek (mp3)

Z ogromną radością prezentuję pierwszy odcinek mojego podcastu Mamowskaz – czyli cyklicznej audycji do słuchania na temat rozwoju małych dzieci.

Od dziś co dwa tygodnie będą się ukazywać około półgodzinne odcinki, w których będę – jak zwykle w oparciu o naukowe źródła – dzielić się wiedzą o maluchach, tym razem nie tylko wymagających. W sam raz na spacer, przebieżkę, sprzątanie lub wieczorne usypianie malucha.

Na początek temat nadal kontrowersyjny. Przeczytałam w komentarzu na Facebooku, że „spanie z dzieckiem to nowa moda”. Owszem, całkiem nowa – ma jakieś 190 tysięcy lat, bo od tak dawna istnieje nasz gatunek. Mimo tego, że wspólne spanie jest naturalne, nadal pokutuje ogromna liczba mitów dotyczących spania z dzieckiem w jednym łóżku – z pięcioma najpopularniejszymi postanowiłam w pierwszym odcinku podcastu się zmierzyć:

Posłuchaj podcastu Mamowskaz

Możesz posłuchać podcastu na stronie albo na Youtubie lub też przeczytać zamieszczoną transkrypcję.

Jeśli wybierzesz wideo, proszę, zasubskrybuj mój kanał na YouTube oraz zaznacz „dzwoneczek” – będziesz wówczas otrzymywać powiadomienie o wszystkich nowych materiałach.

Autorem muzyki do podcastu jest Rafał Odrobina.

Transkrypcja (do czytania)

To jest pierwszy odcinek podcastu MAMOWSKAZ – Magdalena Komsta o rozwoju małych dzieci. W tym odcinku opowiem, kim jestem i skąd pomysł ten podcast oraz obalę 5 mitów dotyczących spania z dzieckiem w jednym łóżku. Zapraszam do słuchania.

Dzień dobry – witam Cię bardzo serdecznie w pierwszym odcinku mojego podcastu Mamowskaz. Nazywam się Magdalena Komsta i wspieram rodziców dzieci od urodzenia do trzeciego roku życia w towarzyszeniu im w rozwoju. Jestem z zawodu psycholożką, pedagożką, dyplomowaną promotorką karmienia piersią i doulą. Udzielam indywidualnych konsultacji online oraz w gabinecie, organizuję warsztaty oraz kursy online. Od 2016 roku prowadzę blog Wymagające.pl – blog o śnie, karmieniu i marudzeniu, dedykowany matkom i ojcom dzieci wymagających, czyli tzw. High Need Babies. Jeśli nie wiesz, kim są High Need Babies, zerknij koniecznie w notatki do tego odcinka, które znajdziesz na stronie www.wymagajace.pl/001 żeby przeczytać artykuł na ten temat.

W ogóle wszystkie linki do różnych miejsc w sieci, o których będę opowiadała w tym podcaście, dodatkowe informacje, znajdziesz właśnie w notatkach do odcinka – www.wymagajace.pl/001 – tak jak numer tego odcinka.

Już od dłuższego czasu zastanawiałam się nad poszerzeniem swojej działalności internetowej poza blog i kiedy spytałam najlepszą grupę na Facebooku – czyli moją grupę Wymagajace.pl – Magdalena Komsta grupa w duchu RB 😉 – o to, czy woleliby słuchać audycji czy oglądać wideo, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że zdecydowanie w ankiecie zwyciężyły nagrania audio! Będziesz więc mogła posłuchać mnie, idąc na spacer z dzieckiem, jadąc samochodem, biegając, ćwicząc, sprzątając albo usypiając dziecko – wtedy to pewnie na słuchawkach. Kiedy prowadzę warsztaty na temat snu maluchów, sugeruję, żeby nie przeglądać  internetu na telefonie, kiedy usypia się wieczorem dziecko, ponieważ światło niebieskie emitowane z elektronicznych ekranów utrudnia zasypianie. Wtedy często pada pytanie “no to co robić?” Teraz już masz odpowiedź: słuchać mojego podcastu 😉

Okej, skoro już wiesz, kim jestem i skąd pomysł na ten podcast, pora na część merytoryczną.

Dziś chciałam odnieść się do 5 mitów dotyczących spania z dzieckiem w jednym łóżku. To jest z jednej strony temat stary jak świat, ponieważ od tysięcy lat nasz gatunek śpi ze swoim potomstwem w jednym łóżku, a z drugiej strony nadal – albo coraz bardziej – budzący kontrowersje w zachodniej kulturze. Wielu rodziców pyta mnie, czy spanie z dzieckiem jest w porządku, co na to psychologia rozwojowa, bo spotykają się z różnych stron z krytyką swoich decyzji albo sami nie są przekonani co do długofalowych skutków współspania.

Omówię więc pięć nieprawdziwych stwierdzeń, z którymi najczęściej się spotykam w internetowych dyskusjach, artykułach lub podczas warsztatów oraz które moje czytelniczki podpowiedziały mi w komenatarzach na Facebooku. Linki do badań, które będę przytaczać, znajdziesz w notatkach do tego odcinka.

Gotowa? Zaczynamy!

Mit numer 1 – Jak mu pozwolisz, będzie z Tobą spało do matury

(albo też Dziecko nie powinno spać z rodzicami, bo się przyzwyczai.)

Generalnie to prawda, że matka przyzwyczaja dziecko zarówno do wspólnego spania, jak i do noszenia. Tak, przyzwyczaja. W ciąży. Także to, co robimy po porodzie to raczej odzwyczajanie dziecka od całodobowego karmienia, noszenia i współspania, jakiego doświadczało przez ostatnie 9 miesięcy w brzuchu mamy.

A tak zupełnie serio: niektóre dzieci czują się bezpiecznie śpiąc samotnie w łóżeczku, natomiast bardzo wiele, wzorem innych ssaków, przez długi czas będzie potrzebowało fizycznej bliskości rodzica. Bliski kontakt między niemowlakiem a opiekunem, także w nocy, jest kluczowy ze względu na fizjologię. Współspanie skraca czas spędzony na nocnym płaczu, poprawia regulację temperatury, pracy serca i układu oddechowego malucha, reguluje poziomy hormonów i kształtowanie się połączeń między komórkami nerwowymi [1].

Wiele przedszkolaków jeszcze chce od czasu do czasu spać ze swoimi rodzicami – 40% czterolatków przynajmniej raz w tygodniu ląduje w łóżku z rodzicami [2]: sporo, prawda? Żeby zasnąć, trzeba czuć się bezpiecznie i to, że dzieciom bezpieczeństwo emocjonalne zapewnia rodzic, nie jest przecież niczym niewłaściwym. To nasza kultura wymyśliła, że przywiązywanie się do przedmiotów i poleganie w nocy na przytulance jest w porządku, a na żywym człowieku jest już nie ok. Raczej nie boimy się, że licealista pójdzie z tetrową pielusią na maturę, dlaczego więc miałby do studiów chcieć spać z rodzicami w jednym łóżku?

Bez względu na to, co robiliby rodzice, dzieci wyprowadzają się z ich łóżka prędzej lub później. Niemal wszystkie dzieci samodzielnie lub po delikatnej zachęcie decydują się na zmianę miejsca snu, zwłaszcza jeśli wiąże się ona z urządzeniem własnego pokoju według (zwykle mocno dyskusyjnego) gustu pociechy. Tak, jak dorastają do chodzenia, mówienia, odpieluchowania, tak samo dorastają do samotnego spania. W grę wchodzi jeszcze kultura – przykładowo w Japonii spanie w łóżku z rodzicami, a później z dziadkami jest uznawane za normalne i pożądane, i nikt nie robi z tego powodu specjalnego szumu.

Bywają okresy lepsze i gorsze w życiu dziecka, gdy wyprowadzkę dziecka z łóżka można próbować przeprowadzić. Więcej na ten temat pisałam w artykule “Kiedy wyprowadzić dziecko z łóżka rodziców?” – link do tekstu znajdziesz w notatkach do tego podcastu. Natomiast, jeśli wszystkim współspaczom odpowiada łóżko rodzinne, to dlaczego by nie? Śpijcie na zdrowie!

Mit numer 2 – Przez spanie z dzieckiem dochodzi do rozwodów

To, kto z kim i gdzie śpi jest w dużym stopniu kwestią kulturową. Można to popodglądać na historycznych filmach, w których małżonkowie z wyższych sfer mają osobne sypialnie i nikomu nie przychodzi do głowy, żeby mieli dzielić łoże przez całą noc, tylko dlatego że są parą.

Nie mam na ten temat badań, więc pozwól, że posłużę się wyłącznie dowodami anegdotycznymi, czyli informacjami zebranymi od moich kursantek, czytelniczek czy po prostu znajomych.

Rodzice, którzy w miarę się wysypiają, mają więcej empatii i energii na okazywanie sobie bliskości, także fizycznej. A do współżycia służy nie tylko noc i nie tylko łóżko w sypialni 😉

Wiem, że to dla niektórych bardzo dziwne, ale spora grupa ludzi lubi spać samotnie i wcale nie cierpi z powodu wyprowadzki na przysłowiową kanapę. Relacje między partnerami można budować na dziesiątki różnych sposobów, nawet jeśli sypia się w różnych łóżkach. Trudniej to robić, jeśli się nie sypia, bo na przykład mama karmiąca przez pół nocy krąży między fotelem do karmienia, łóżeczkiem dziecka a własnym łóżkiem. To zmęczenie, niewyspanie, brak wsparcia zabija intymność, a nie dziecko we wspólnym łóżku.

Jeśli rodzice mają skrajnie różne poglądy na temat współspania, to warto je poprzegadywać, bo czasem wiążą się z tym obawy lub mity, o których dziś opowiadam, czasem chodzi o niezaspokojone potrzeby którejś z osób w związku, a łóżko i kłótnie z tym związane to wierzchołek góry lodowej.

Mit numer 3 – Dziecko, które śpi z rodzicami, jest później niezaradne i niesamodzielne

Zanim posłużę się badaniami, to mała dygresja: jako społeczeństwo nastawione na indywidualizm bardzo gloryfikujemy niezależność i mamy duży problem z uznaniem tego, że dzieci stosunkowo długo są niesamodzielnie. I że dorośli też lepiej funkcjonują, gdy mają wokół innych ludzi, których w razie czego mogą poprosić o pomoc. My, ludzie, jesteśmy gatunkiem, który najdłużej potrzebuje wsparcia swoich rodziców, bo najpóźniej dojrzewa. Porównajmy sobie choćmy umiejętności ruchowe źrebaka i ludzkiego noworodka – to totalny kosmos.

Wielu osobom wydaje się, że jeśli będziemy wymuszali na dzieciach odseparowanie się od rodziców, zanim same będą na to gotowe, to robimy im przysługę. Niestety, to mylenie samodzielności z brakiem wyboru.

Samodzielność nie polega na tym, że zostaję samotnie w łóżku czy pokoju i po większym lub mniejszym proteście w końcu tam zasypiam. Taka sytuacja to po prostu brak wyboru. Samodzielność to inaczej autonomia, podjęcie decyzji, że ja chcę coś zrobić sama, że nie chcę teraz korzystać ze wsparcia. Że chcę zasypiać sama, spać sama w łóżeczku przez całą noc.

Agnieszka Stein kiedyś w wywiadzie powiedziała, że “możemy prosić o pomoc nie tylko dlatego, że jej potrzebujemy, ale też dlatego, że coś jest fajniej zrobić razem z kimś. Są takie rzeczy, które mogłabym zrobić sama, ale kiedy robię to razem z kimś, to obydwoje mamy z tego więcej przyjemności.” I trochę tak jest właśnie z zasypianiem. Znasz pewnie nawet dorosłe osoby, które kiedy ich mąż czy żona wyjadą, to mówią, że czują się nieswojo samotnie śpiąc w łóżku. A przecież są dorosłe i trudno byłoby powiedzieć, że są niesamodzielne!

A tak wracając do faktów: wiemy z badań, że niemowlęta współśpiące z rodzicami częściej nawiązują z nimi bezpieczną więź [3]. Oznacza to, że dzięki wspólnemu spaniu rośnie szansa, że relacja dziecka z rodzicami będzie pełna poczucia bezpieczeństwa i ono tę relację będzie przekładało na związki z innymi ludźmi w przyszłości. Po drugie, wbrew popularnym opiniom, badania wskazują, że przedszkolaki, które już od niemowlęctwa spały z rodzicami, jako dzieci są tak samo albo nawet bardziej samodzielne niż ich rówieśnicy śpiący samotnie [4]. Lepiej radzą sobie zarówno z samoobsługą typu samodzielne ubieranie się, jak i są odważniejsze w kontaktach społecznych. Co ciekawe, to właśnie matki śpiące ze swoimi dziećmi najmocniej wspierały rozwój autonomii dziecka. Wyposażenie dziecka w poczucie bezpieczeństwa, gdy jest ono malutkie, pomaga w jego rozwoju społecznym, gdy jest ono starsze.

Swoją drogą, to wydaje się naprawdę intuicyjne – we wszystkich plemionach tradycyjnych, prymitywnych, które żyją tak, jak kiedyś wszyscy ludzie na ziemi, dzieci są wychowywane w bardzo bliskim kontakcie – są całymi dniami noszone w chustach, są długo karmione piersią i śpią z matkami przez kilka lat. I mimo wszystko zanim jeszcze zostają nastolatkami potrafią zatroszczyć się o swoje pożywienie i schronienie, opiekują młodszymi członkami plemienia i to nasze zachodnie dzieci zostałyby przy nich ocenione jako kompletnie niezaradne życiowo.

Poza tym są też dowody na to, że dzieci śpiące z rodzicami mają wyższe kompetencje poznawcze [5], wyższą samoocenę i niższy poziom lęku [6], a w wieku nastoletnim rzadziej  cierpią na zaburzenia psychiczne [7].

No i powiedzmy sobie to wyraźnie, bo ten mit też się pojawia tu i ówdzie: spanie z dzieckiem w jednym łóżku nie przyczynia się do jego późniejszych zaburzeń seksualnych ani nie wpływa na jego orientację seksualną.

Nie ma dowodów na to, żeby spanie z mamą w jednym łóżku sprawiało, że chłopcy stają się gejami. Jeśli ktokolwiek twierdzi inaczej, poproś o dowody z badań (nie będzie ich miał).

Mit numer 4 – Spanie z dzieckiem jest niehigieniczne

Szczerze mówiąc, nie jest mi łatwo odnieść się do tego stwierdzenia, bo żadna z osób, które usłyszały że spanie z dzieckiem jest niehigieniczne, nie potrafiła przytoczyć argumentacji oponentów współspania.

Myślę, że warto tu powiedzieć o trzech rzeczach.

Po pierwsze, dzieci nie są sterylne i ich skóra, jelita czy górne drogi oddechowe od początku są zasiedlone różnymi mikroorganizmami. Ba, przez wiele lat myślano, że płód czyli dziecko w brzuchu przed porodem jest sterylne, ale teraz już wiemy, że to nieprawda, nawet w łożysku i wodach płodowych są już bakterie. Noworodek przy porodzie drogami natury jest zasiedlany florą bakteryjną z okolic odbytu matki – i jakkolwiek by to nie brzmiało, to bardzo dobrze. Bezpieczniejsze dla dziecka jest otrzymanie pożytecznych bakterii od matki niż patogennych bakterii szpitalnych.

Nieprawidłowy skład flory bakteryjnej niemowlęcia może zwiększać ryzyko chorób autoimmunologicznych, alergii, astmy, cukrzycy czy otyłości [8].

Eksperci zgadzają się co do tego, że jeśli chodzi o mikrobiom to im większa różnorodność, tym lepiej – i zdrowiej. Skoro tak nienachalnie higieniczne zwierzę jak pies zmniejsza ryzyko alergii i otyłości u niemowląt [9], to prawdopodobnie dodatkowe bakterie dostarczone przez rodziców przez sen nie mają negatywnego wpływu na dziecko. Tym bardziej, że ilość kontaktu fizycznego z noworodkiem czy niemowlakiem w ciągu dnia, zwłaszcza przy karmieniu piersią, jest ogromna i wszyscy rodzice, także nieśpiący z dzieckiem w jednym łóżku, wymieniają się z maluchem florą bakteryjną. Oczywiście nie zwalnia nas to z obowiązku zachowywania podstawowej higieny ciała, rąk po skorzystaniu z toalety, powrotu do domu i tak dalej.

Po drugie, jeśli śpicie z dzieckiem w jednym łóżku, to ze względu na higienę oraz zdrowie, zwłaszcza w rodzinach z alergiami, należy wymieniać kołdry i poduszki co 2 lata, a materac co 10 lat [10]. Czasem o tym nie myślimy, bo maleństwu kupuje się nowe łóżeczko i nowy materac, a rodzice śpią na wysłużonych łóżkach.

I po trzecie, ogromnie ważna rzecz, o której powiem więcej za chwilę, przy okazji piątego mitu. Jeśli rodzic pali papierosy, to spanie z dzieckiem w jednym łóżku rzeczywiście jest niehigieniczne. Co więcej, ono jest nie tylko niehigieniczne ale po prostu śmiertelnie niebezpieczne. Substancje smoliste, zawarte w papierosach, osadzają się na skórze, włosach, ubraniach palacza i są przez sen wydzielane w oddechu i poprzez skórę. I to dla niemowlaka jest ogromnym zagrożeniem. Palenie papierosów przez opiekuna jest uznawane za jeden z największych czynników ryzyka śmierci łóżeczkowej [11].

 

Mit numer 5 – Spanie z dzieckiem w jednym łóżku jest dla niego śmiertelnym niebezpieczeństwem

Kiedy ktoś podnosi ten argument, zawsze pytam: ile razy w ciągu ostatniego roku spadłeś w łóżka w nocy? Zwykle ani razu, nie tylko w ciągu roku, a nawet w ciągu kilkunastu lat. Dlaczego nie spadasz z łóżka przez sen? Przecież śpisz! Ano dlatego, że człowiek, nawet w fazie głębokiego snu, nie traci do końca kontaktu z rzeczywistością. Mózg także przez sen kontroluje pozycję, w której znajduje się ciało. Dlatego trzeźwy rodzic, nie będący pod wpływem alkoholu, narkotyków czy leków zmieniających świadomość, nie stanowi zagrożenia dla własnego dziecka.

I tu kilka uwag – spanie z dzieckiem jest bezpieczne, jeśli przestrzegamy podstawowych zasad [12]. Po analizie danych statystycznych, do których możecie zerknąć w notatkach, badacze dochodzą do wniosku, że jeśli trzymamy się kilku warunków, wspólne spanie z niemowlakiem nie zwiększa ryzyka śmierci łóżeczkowej. Ba, w przypadku mamy karmiącej piersią, karmienie dziecka na leżąco jest znacznie bezpieczniejsze niż na siedząco, gdy może zasnąć i upuścić dziecko.

Po pierwsze, to co mówiłam – rodzic musi być trzeźwy. Po drugie – absolutnie zabronione jest współspanie, jeśli którykolwiek z rodziców pali papierosy albo matka paliła je w ciąży. Po trzecie, trzeba dobrze przygotować miejsce do snu – materac powinien być twardy, a poduszki i kołdry powinny być poza zasięgiem dziecka. Zabezpiecz dziecko przd upadkiem lub zaklinowaniem się w jakichś szczelinach. Uwaga na przegrzewanie – maksymalna temperatura w sypialni to 20 stopni Celsjusza. Po czwarte, jeśli śpisz z więcej niż jednym dzieckiem, to nie powinny one leżeć obok siebie.

To tak w dużym skrócie – przygotowałam dla Ciebie specjalną infografikę podsumowującą podstawowe zasady bezpiecznego współspanie, którą możecie pobrać i przejrzeć albo pokazać partnerowi czy strwożonej babci. Link do pobrania tej grafiki z zasadami znajdziesz w notatkach do tego podcastu.

Jeszcze jeden drobiazg na koniec – śmierć łóżeczkowa wydarza się tylko w pierwszym roku życia. Po pierwszych urodzinach w zupełności nie ma się czego bać!

To tyle na dzisiaj – dziękuję Ci za wysłuchanie tego odcinka i zapraszam na kolejny już za dwa tygodnie. Do usłyszenia, papa!

[/showhide]

W tym odcinku usłyszysz:
  • Kim jestem?
  • Skąd pomysł na podcast?
  • Dlaczego słuchanie jest lepsze niż czytanie przy wieczornym usypianiu?
  • Czy matki przyzwyczajają dziecko do wspólnego spania?
  • Jakie są korzyści ze współspania?
  • Jak wiele przedszkolaków śpi z rodzicami?
  • Czy dzieci dorastają do wyprowadzenia się z łóżka rodziców?
  • Czy spanie z dzieckiem zabija związek między partnerami?
  • Czym jest samodzielność?
  • Jaki ma związek wspólne spanie z bezpieczną więzią?
  • Czy dzieci śpiące z rodzicami są mniej samodzielne?
  • Czy to wpływa na orientację seksualną dziecka?
  • Czy spanie z niemowlakiem jest niehigieniczne?
  • Jak często zmieniać kołdry, poduszki i materac?
  • Czy spanie z niemowlakiem zwiększa ryzyko śmierci łóżeczkowej?
  • Jakich zasad należy przestrzegać?
  • Kiedy można przestać się obawiać śmierci łóżeczkowej?

Kliknij prawym przyciskiem albo przytrzymaj, aby ściągnąć podcast jako plik MP3.

Strony i miejsca wymienione w podcaście:

Badania, o których opowiadam w odcinku:
Gdzie jest dostępny podcast?

Kolejne odcinki podcastu będą się ukazywały co 2 tygodnie i można ich posłuchać w kilku miejscach:

Jeśli podoba Ci się podcast, proszę, oceń go w iTunes – usłyszy dzięki temu o nim więcej świadomych rodziców 🙂

Oceń podcast MAMOWSKAZ

Dziękuję i do usłyszenia!

 

Potrzebujesz informacji o bezpiecznym współspaniu? Sprawdź szkolenie „Spanie z dzieckiem"!

5 kulinarnych patentów rodziców High Need Babies

5 kulinarnych patentów rodziców High Need Babies

Kiedy stajesz się rodzicem wymagającego dziecka, możesz być na początku zaskoczony faktem, że Twój czas spędzany w kuchni niebezpiecznie się skrócił w porównaniu do czasu spędzanego na kanapie z przyssanym/ śpiącym dzieckiem. Albo czasu przetańczonego z małoletnim na rękach.

Potem nie zauważasz już nawet, kiedy naturalnie przestawiłaś się na pokarmy niekruszące się na głowę leżącego na Twojej klacie obywatela. Arbuz w trakcie karmienia piersią??? Boże, broń! Nie wolno! Wiesz, jak potem niemowlakowi lepią się włosy od cieknącego soku? 😉

Żarty na bok: głodny rodzic to zły rodzic i w pierwszych roku (lub dłużej) pod hasłem „high need” absolutnym priorytetem jest sen i jedzenie. Dorosłego też. I tak jak odnośnie snu sporo wskazówek dałam już na blogu wcześniej (o, tutaj znajdziesz wszystkie), o gadżetach dla Matki Polki Hajnidowej i Ojca Hajnidowca też już wspominałam (tutaj), to zorientowałam się, że brakuje kulinarnych patentów pozwalających na zaspokojenie potrzeby głodu.

Może nie odkryjesz tu Ameryki, ale chociaż pocieszysz się, że inni też tak mają 😉

Posłużyłam się mądrością zbiorową mojej grupy facebookowej i zebrałam wszystkie triki i pomysły w 5 punktach:

1.Dziecko blisko siebie

Żadna interaktywna zabawka i hiperstymulująca mata edukacyjna nie jest dla hajnida tak interesująca jak kontakt z żywym człowiekiem. Dlatego, aby zmniejszyć marudność, a w przypadku mobilnych obywateli zminimalizować szkody powstałe w innych częściach mieszkania, warto nieśpiące dziecko zabrać ze sobą do kuchni. Jak młodzież śpi, to śpimy i my (bo i tak się obudzi tłuczeniem garów).

Najzdrowsza dla najmłodszych jest podłoga i nieślizgająca się mata czy kawałek wykładziny plus ciekawsze zabawki lub plastikowe nietłukące się lustro.

Jeśli młodzież da się włożyć w chustę lub nosidło, jesteśmy uratowani. Jeśli nie, może zwolnienie którejś z dolnych szafek i wrzucenie mu tam kuchennych akcesoriów pozwoli na kilkanaście minut ogarnięcia najważniejszych etapów gotowania.

Korzystajmy z bujaczka-leżaczka ostrożnie i na krótko, zwłaszcza, jeśli dziecko jeszcze nie nauczyło się obracać z brzucha na plecy i z powrotem.

Jeśli dziecko już pewnie stoi, poważnie rozważ tzw. kitchen helper:

Zamkowy Kitchen Helper od MOLO TOYS KLIK KLIK!

czyli zabezpieczony barierkami stołek, w którym młodzież może współuczestniczyć w gotowaniu (umówmy się: robi więcej bałaganu niż pomaga, ale czasem jest to warte dodatkowego sprzątania – długofalowo uczy się współodpowiedzialności i rozwija manualnie). Za nieco ponad 100 zł można zrobić kitchen-helper, łącząc stołki z Ikea.

2. Robienie zapasów

Wiem, że najlepiej byłoby codziennie gotować świeży obiad i proponować niemowlakom po 6 miesiącu codziennie zróżnicowane smaki… ale czasem się nie da. I wtedy wkracza gotowanie obiadów na dwa dni – to oczywiste.

Niektórzy szykują wspólnymi siłami potrawy na cały tydzień w weekendy. Inni ograniczają się do tego, żeby rano podszykować sobie pudełka z kolejnymi potrawami na cały dzień (sałatki, koktajle, kanapki, kawa w termosie) – i to dla osoby, która wychodzi do pracy, jak i dla tej, która zostaje pracować w domu z wymagającym szefem-pięciomiesięczniakiem.

Chciałabym zaznaczyć, że „urlop” macierzyński jest urlopem tylko z nazwy, bo roboty jest w czasie niego co niemiara, i jeśli tata dziecka pracuje zawodowo poza domem to ma często hajlajf w porównaniu z matką, bo i lunch zje, i kawkę ciepłą wypije, i poplotkuje z dorosłymi. Czasami realnie nie ma jak ugotować z dzieckiem na ręku (tak, nawet w czasie drzemek się nie da, jak Ci dziecko śpi na rękach, chyba że komuś wyrosła trzecia do gotowania, to sorry, nie było tematu). Wieczorne przygotowanie jedzenia partnerce, która właśnie kładzie dziecko do snu, to nie jest jakieś megabohaterstwo, tylko zwykła ludzka życzliwość.

Zamrażarka jest największym przyjacielem rodziców hajnidów. Warto robić większe porcje i mrozić prawie wszystko, co uda nam się lepszego dnia albo w weekendy ugotować. Buliony i zupy dla dziecka rozszerzającego dietę, a więc w małych porcjach, można mrozić np. w foremkach na lód, pulpety – w torebkach strunowych.

Poza tym wekowanie i przyjmowanie gotowych do podgrzania dań od rodziny i znajomych. Serio, babcie, dziadkowie, koleżanki chętnie dzielą się słoikiem rosołu albo porcją pierogów dla dwojga dorosłych 🙂 Tylko nie warto się krępować proszeniem o pomoc.

3. BLW czyli Bobas Lubi Wyrzucać

Tfu, Bobas Lubi Wybór – metoda rozszerzania diety polegająca na samodzielnym jedzeniu przez dziecko, wielu rodzicom uratowała życie psychiczne.

Jedną z ogromnych zalet BLW jest możliwość gotowania dla całej rodziny, bez przygotowywania oddzielnych dań (zupek, kaszek itd) dla najmłodszych domowników. Dorośli dosalają czy słodzą sobie na swoich talerzach, a często po prostu całkowicie – przy okazji – zmieniają swoje nawyki żywieniowe na lepsze. Poza tym BLW pozwala rodzicom zjadać ciepłe posiłki równolegle z bawiącym się brokułami niemowlakiem.

O podstawach BLW przeczytasz tutaj.

Bez względu na metodę rozszerzania diety, wszystkie dzieci od 8 miesiąca życia powinny dostawać tzw. produkty do rączki – nie miksujemy wszystkich posiłków, żeby maluch trenował m.in. odgryzanie i żucie. I czas na ten trening jest rewelacyjnym czasem na szybkie odgrzanie albo zjedzenie odgrzanego w spokoju 🙂

 

4. Bez ambitnych zapędów

Na trzydaniowe obiady jeszcze przyjdzie czas. Jeśli co drugi dzień robisz samą zupę albo nieskomplikowane drugie z cyklu  kasza + ryba w folii z piekarnika + warzywa z mrożonki albo surówka, to i tak pełny szacun.

Rodzice wymagających dzieci to trochę jak dawni Słowianie – idą w kierunku dań jednogarnkowych, samogotujących się, wymagających li tylko zamieszania w garze od czasu do czasu 😉 Są też miłośnicy pieczenia, są zwolennicy smażenia(placuszki, racuszki, omlety), są też ogromni fani owsianek czy jaglanek, podszykowanych z grubsza wieczorem (nasypane co się da i gdzie się da, namoczone orzechy, wyciągnięte miseczki etc.). Inni jadą na makaronach z różnymi sosami minimum dwa razy w tygodniu.

Upraszczanie to też zaopatrzenie się w najlepszy sprzęt AGD, który robi wiele za Ciebie. Prym wiodą: blender kielichowy (koktajl z warzyw, owoców, orzechów, nabiału na drugie śniadanie lub podwieczorek), blender ręczny (jeśli planujesz rozszerzać dietę klasyczną metodą albo lubisz zupy-kremy), mikrofalówka, parowar albo garnek do gotowania na parze (wrzucasz mięso/rybę na spód, warzywa na górę i robi się samo, bez pilnowania), wielofunkcyjne roboty do gotowania (typu wrzuć i wróć za dwie godziny), patelnia do smażenia beztłuszczowego.

Bez spiny na Perfekcyjną Panią Domu – czas na ugotowanie prawdziwego obiadu przy jednym posiedzeniu w kuchni nadszedł, gdy moja córka miała ponad dwa lata. Tak, dopiero wtedy. Głowa do góry!

5.Dobre gotowce nie są złe

Zdarzają się takie dni czy tygodnie, podczas których ugotowanie czegokolwiek bardziej skomplikowanego niż wody na herbatę graniczy z cudem. Kolki, ząbkowanie, choroba, skok rozwojowy, ogólny Weltschmerz małoletniego albo rodziców. Bywa, i tyle, mimo najlepszego planowania!

Dlatego podstawą zachowania zdrowia, w tym psychicznego, jest posiadanie na lodówce numerów telefonów do barów z obiadami z dowozem, pizzerii, osób, które robią domowe pierogi w ilościach hurtowych itd. Znam rodziców hajnidów, którzy za najlepszą decyzję w ostatnich miesiącach uznają wykupienie sobie diety pudełkowej. Są mamy, które przeprosiły się ze stołówką w szkole dla starszaka i w zakładzie pracy dla partnera, który przywozi również im późny obiad.

I w końcu, na szczęście, w sklepach znajdziemy coraz więcej półproduktów o niezłym składzie – mrożonki, słoiki, pasty do smarowania, miksy sałatkowe. Grunt to porozmawiać samemu ze sobą, że to nie zbrodnia i uwierzyć, że to tymczasowe. Dzieci na szczęście szybko rosną!

W kursie online „Mama ma czas”,  oprócz gastronomicznych trików, znajdziesz mnóstwo informacji i podpowiedzi od Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu , jaki organizować czas, będąc rodzicem. Otrzymasz również 3 prezenty ode mnie: obszerny dokument prowadzący Cię krok po kroku po tworzeniu idealnego rytuału wieczornego dla dziecka, ebook z przykładami kolacji ułatwiających zasypianie oraz plik audio z podstawowymi zasadami dotyczącymi znaczenia ostatnich dwóch godzin przed snem dla jakości snu dziecka.

Wersja standardowa kursu, do której dostajesz dostęp na zawsze, kosztuje 319 zł -> kupisz ją TUTAJ.

Wersja premium, z audiobookiem „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet” i ebookiem „25 zabaw dla dzieci, które uwolnią Twój czas”, to koszt 419 zł -> kupisz ją TUTAJ.

A jakie Ty masz patenty na gotowanie dla siebie i dziecka? Podziel się w komentarzu, co ułatwia Ci ogarnianie kulinarnych wyzwań!

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując kurs, nie zapłacisz więcej, a autorka kursów podzieli się ze mną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

Czy karmiąc piersią można zajść w ciążę?

Czy karmiąc piersią można zajść w ciążę?

Czy da się zajść w ciążę, karmiąc dziecko piersią?

Tak, ale wygodniej je najpierw odłożyć 😉

A tak serio: niejedna kobieta na własnym przykładzie doświadczyła możliwości zajścia w ciążę w okresie laktacji. Bo choć karmienie piersią jest formą antykoncepcji, i to nie byle jaką – ma 98-99% skuteczności [1] – to można o tej skuteczności mówić tylko wtedy, jeżeli są zachowane wszystkie warunki jednocześnie:

  • mama po zakończeniu połogu (po 6 tygodniach od porodu) nie miała żadnego krwawienia, które przypominałoby miesiączkę;
  • niemowlę jest młodsze niż 6 miesięcy;
  • dziecko jest karmione wyłącznie bezpośrednio z piersi oraz na żądanie;
  • przerwy między karmieniami nie powinny być dłuższe niż 4 godziny w ciągu dnia i 6 godzin w nocy;
  • dziecko nie dostaje smoczka uspokajacza ani butelki ze smoczkiem (całe ssanie dokonuje się wyłącznie na piersiach mamy);
  • dziecko nie jest dopajane, nie dostaje żadnych pokarmów stałych;
  • maluch przebywa blisko matki, także w nocy – dzieci, które śpią we własnych łóżeczkach, z dala od mamy, zwłaszcza, jeżeli są spowijane, szybciej mają dłuższe przerwy nocne w karmieniu i płodność tych matek może wracać szybciej.

Jeśli mama odciąga mleko z piersi i podaje je butelką (KPI – karmienie piersią inaczej), nie może traktować karmienia piersią jako formy regulacji poczęć.

Kiedy matkom karmiącym wraca płodność?

Przeciętnie płodność wraca około 14,5 miesiąca po porodzie [2].

Aż 8% kobiet zajdzie w kolejną ciążę dopiero, gdy ich dziecko będzie mieć ponad dwa lata. Pediatra i doradca laktacyjny Jack Newman w swojej książce pisze o pacjentce, u której powrót płodności w związku z karmieniem piersią nastąpił dopiero 35 miesięcy po porodzie!

W społeczeństwach pierwotnych, w których małe dzieci mają nielimitowany dostęp do piersi i śpią z matkami w jednym łóżku, odstęp między kolejnymi dziećmi jest rzadko mniejszy niż 3-4 lata [3]. Dlaczego? Tam karmienie na żądanie to SERIO na żądanie – przeciętnie 4 razy na godzinę. Tak, co kwadrans!

Czas powrotu płodności zależy od co najmniej kilku czynników, z czego predyspozycje indywidualne związane z układem hormonalnym kobiety wydają się najistotniejsze. Historia lubi się powtarzać: jeśli po pierwszym porodzie miesiączka wróciła dość szybko to jest duże prawdopodobieństwo, że po kolejnych też tak będzie.

Mam okres – czy jestem płodna?

Pojawienie się pierwszej po porodzie miesiączki jest dość oczywistym znakiem, że idziemy w stronę płodności.

Natomiast kobieta może mieć najpierw owulację, a dopiero później miesiączkę – możliwe jest więc zajście w ciążę zanim dostanie się okresu po raz pierwszy.

Obserwacja sygnałów płodności przydaje się nawet jeśli kobieta już miesiączkuje. Można bowiem mieć krwawienia miesięczne, ale cykle bezowulacyjne – wówczas zapłodnienie nie jest możliwe.

Bywają sytuacje, w których matka ma regularnie okres, ale faza lutealna (od owulacji do następnej miesiączki) jest zbyt krótka, aby zagnieździł się zarodek. Pojawienie się regularnego miesiączkowania i objawy owulacji są wskazówkami powrotu płodności, ale nie oznaczają, że na 100%, zajście w ciążę przez kobietę będzie możliwe.

 

Potrzebujesz rzetelnych informacji dotyczących karmienia piersią w ciąży? Sprawdź moje szkolenie „Karmienie piersią i ciąża"!

Powrót do pracy a karmienie piersią

Powrót do pracy a karmienie piersią

Czy karmienie piersią można połączyć z powrotem do pracy? Oczywiście, że tak – sama karmiłam przez nieco ponad rok po podjęciu aktywności zawodowej. Prawdę mówiąc, w Polsce jesteśmy w całkiem uprzywilejowanej pozycji, mając możliwość skorzystania z rocznego płatnego urlopu macierzyńskiego. W niektórych krajach europejskich taki urlop trwa krócej niż sześć miesięcy. Czy wiesz, że Stany Zjednoczone są jednym z trzech krajów na świecie, w których kobiety nie mają powszechnego prawa do ANI JEDNEGO dnia płatnego urlopu po porodzie?!

Przerwy na karmienie

Przede wszystkim warto wiedzieć, że mama karmiąca piersią ma według Kodeksu Pracy prawo do przerw na karmienie, za które otrzymuje wynagrodzenie.

Mamy, które pracują między 4 a 6 godzin dziennie, mają prawo do jednej półgodzinnej przerwy na karmienie. Natomiast mamy, które pracują więcej niż 6 godzin dziennie mają prawo do dwóch półgodzinnych przerw. Jeśli karmisz więcej niż jedno dziecko (także w tandemie) możesz skorzystać z dwóch 45-minutowych przerw.

Można łączyć te przerwy – czyli zamiast dwóch przerw trwających po 30 minut, można mieć jedną przerwę godzinną. To Ty decydujesz, w jaki sposób chcesz wykorzystywać te przerwy. Jeśli wnioskujesz o taką przerwę u swojego pracodawcy, on nie ma prawa nie zgodzić się na wybraną przez Ciebie formę jej realizacji [1].

Jeśli jesteś zatrudniona na Kartę Nauczyciela, masz prawo do godzinnej przerwy, pod warunkiem, że Twój czas pracy wynosi powyżej 4 godzin ciągłej pracy [2].

Jeśli nie karmisz dziecka bezpośrednio piersią, tylko własnym mlekiem odciąganym, to  przerwy na karmienie możesz wykorzystać na ściąganie mleka. W każdej większej firmie pracodawca musi udostępnić pokój do odpoczynku dla kobiet karmiących, gdzie to mleko można ściągać. Nie ściągaj mleka w toalecie, jeśli ma być ono podawane dziecku!

Oświadczenie, a nie zaświadczenie

Nadal powtarza się nieprawdziwe informacje, jakoby mama karmiąca miała przedstawić zaświadczenie lekarskie o karmieniu piersią. To kompletna bzdura (bo niby jaki lekarz ma je wystawiać i na jakiej podstawie?!). W wyraźny sposób odniosła się do tego Państwowa Inspekcja Pracy w lipcu 2016 roku (KLIK!). Polecam podesłać link upartym kadrowym.

Pracodawca potrzebuje oświadczenia, że chcesz skorzystać z prawa do przerw na karmienie piersią, natomiast nie ma prawa żądać zaświadczenia lekarskiego.

Warto wiedzieć, że nie ma limitu wiekowego, jeśli chodzi o korzystanie z prawa do płatnej przerwy na karmienie. To znaczy, że można z niej korzystać, jeżeli dziecko ma pół roku, ale można także, gdy dziecko ma dwa lata. I tak naprawdę żaden pracodawca nie może powiedzieć, że dziecko jest za duże na to żeby być karmione i że ta przerwa już się nie należy.

Ale… pamiętajmy, że przerwa ma być wykorzystywana na karmienie, czyli nie można w czasie tej przerwy załatwiać jakichś innych spraw. I jeżeli pracodawca dowie się, że ta przerwa jest wykorzystywana w inny sposób niż po to, żeby nakarmić dziecko, może być to podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego.

Co z mlekiem dla dziecka w czasie nieobecności mamy?

Jeśli dziecko już ma porządnie rozszerzoną dietę, czyli około 9 miesięcy i poza mlekiem zjada 3 posiłki stałe, to nie ma potrzeby odciągać mleka i przywozić je z pracy. Dzieci bardzo szybko kojarzą, że jeśli nie ma mamy, to nie mleka i jedzą w czasie nieobecności matki inne stałe pokarmy.

Nie trzeba także uczyć dziecka picia z butelki. Dlatego, że butelka nie jest do niczego potrzebna maluchowi karmionemu piersią, a dzieciom starszym niż kilkumiesięczne tak naprawdę powoli butelkę ze smoczkiem odstawiamy. Nie potrzeba wprowadzać butelki u dziecka sześciomiesięcznego lub starszego, serio! Opiekun może podawać napoje z otwartego kubka bez uszka, ze ściętego kubka (doidy cup), z bidonu ze słomką (na początek polecam Miś Mioduś, potem SkipHop), z butelki ze sportowym ustnikiem (jak z wodą mineralną). Wiem, że w niektórych żłobkach, jeśli mowa o dzieciach młodszych niż roczne, to kładzie się nacisk na butelkę ze smoczkiem ze względu na wygodę opiekunów.

Matki pracujące, zwykle nie dłużej niż przez kilka pierwszych dni, muszą odciągać trochę mleka, które się gromadzi w piersiach. Ale tylko do uczucia ulgi, najlepiej ręcznie, jeśli potrafisz! Piersi bardzo szybko przyzwyczajają się do tego, że dziecko nie jest przez kilka godzin karmione i zwykle po kilku dniach ta laktacja  normuje się na takim poziomie, jaki jest aktualnie potrzebny.

Jeśli mamy dziecko młodsze niż dziewięciomiesięczne, wtedy prawdopodobnie trzeba odciągać mleko, aby nie podawać mleka modyfikowanego oraz by utrzymać laktację na zadowalającym poziomie. Artykuł o tym, jak ułatwić sobie odciąganie mleka, znajdziesz TUTAJ.

Adaptacja

Czy należy zmniejszać liczbę karmień zanim pójdzie się do pracy? Zwykle nie ma takiej potrzeby. Dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się i rozumieją sytuację pt. nie ma mamy = nie ma mleka. Bardzo często jest tak, że dopóki dziecko jest z mamą w domu, to pierś jest dla niego bardzo ważna i inne pokarmy są bardziej do smakowania. Natomiast często gdy dziecko idzie w świat, czyli zostaje też z innymi opiekunami albo zaczyna się powolna adaptacja do żłobka, to okazuje się, że ono przestawia się na jedzenie pokarmów stałych, kiedy mamy nie ma na podorędziu.

Poza sytuacjami podyktowanymi ciekawością, dzieci nie szukają mleka u innych kobiet 😉 I na serio nie płaczą za piersiami (bo za czym by płakały dzieci od urodzenia karmione mlekiem modyfikowanym? Bo przecież też przeżywają adaptację!), tylko czasem tęsknią za mamą, w całości 🙂 A w czasie jej nieobecności zwykle po prostu jedzą pokarmy stałe. Oczywiście, jeśli potrafią sprawnie gryźć, żuć, pić z innych naczyń.

Nie jest potrzebne wcześniejsze przestawianie dziecka na inny tryb karmienia, tylko po to, żeby mu ułatwić przyszłe rozstania z mamą. Jeśli chcesz powoli eliminować karmienia piersią, a dziecko ma ponad rok, to oczywiście można to robić – dziecko nie musi być już karmione na żądanie. Ale gdy liczba tych karmień jest dla Ciebie absolutnie w porządku, to nie trzeba przygotowywać dziecka poprzez odstawianie wcześniej.

Dzieci karmione piersią czasem wieczorami, nocami i w weekendy przechodzą na „mleczną dietę”. To znaczy, że ładują w tym czasie swoje akumulatory bliskością z mamą i często zgłaszają się do piersi. Nie jest niczym dziwnym, że dziecko, które w żłobku, z nianią, z babcią, z dziadkiem je bez problemu i w dużych ilościach pokarmy stałe, a w sobotę i w niedzielę żyje tylko na piersi mamy. Zwykle ten stan adaptacji do zmian stopniowo, po kilku-kilkunastu tygodniach wraca do takiej normy i częste karmienia czy pobudki się regulują.

Nie trzeba odstawiać dziecka od piersi, żeby było mu łatwiej zaadaptować się do żłobka czy przejść pod opiekę niani. Jeśli to możliwe, warto dokonywać tylko jednej dużej zmiany na raz. Czyli jeżeli dziecko posyłamy do żłobka, to raczej w tym momencie nie odstawiamy od piersi – można to zrobić albo kilka tygodni przed rozpoczęciem kariery żłobkowej, albo miesiąc czy półtora po adaptacji.

Bardzo często spotykam się z pytaniem, czy to prawda, że dzieci, które są karmione piersią gorzej adaptują się do żłobka? Nie jest to prawdą. Nie ma na to żadnych dowodów, nie ma żadnego mechanizmu, który miałby taki związek tłumaczyć. Oczywiście będą dzieci, które są bardziej wrażliwe i jednocześnie są to często dzieci dłużej karmione piersią, częściej regulujące emocje poprzez ssanie. I adaptacja u takich dzieci może po prostu trwać ciuteńkę dłużej. Nie wynika to z tego, w jaki sposób są karmione, ale z ich wrażliwości czy temperamentu. Karmienie piersią nie jest czynnikiem, który utrudnia rozłąkę z mamą. Więcej na ten temat pisałam w artykule TUTAJ

Do każdego żłobka można przynosić odciągnięte mleko. Nie jest kwestia dobrej woli dyrekcji – o obowiązku przyjęcia i podania mleka mamy wprost mówi rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej [3]. Należy indywidualnie ocenić, czy zależy nam na podawaniu mleka mamy w żłobku – to zależy od wieku dziecka, jakości wyżywienia w placówce, zdrowia dziecka (np. alergii), jego preferencji żywieniowych, poglądów rodziców. 

Jeśli nie zostawiamy mleka mamy dziecku, to można je karmić rano, popołudniu, wieczorem i w nocy. Trzy karmienia na dobę wystarczą, aby dziecko nie potrzebowało dodatkowego mleka (więcej informacji o na ten temat u dietetyk dziecięcej Zuzi Anteckiej KLIK!). Nawet pojedyncze karmienia mają ogromną wartość odżywczą i immunologiczną dla dziecka [4]! Maluchy, które właśnie idą do żłobków czy klubików, są narażone na nowe bakterie i wirusy, z którymi do tej pory nie miały kontaktu. W związku z tym instynktownie będą w pierwszych tygodniach adaptacji częściej prosiły o pierś mamy, aby dostarczyć sobie przeciwciał. Bo wiesz, że istnieją dowody na to, że poprzez ślinę dziecka piersi odczytują informacje o mikrobach, z którymi maluch się zetknął, i produkują na kolejne karmienie odpowiednie przeciwciała? (Serio!).

Ale jak ono zaśnie bez piersi?

I na koniec jeszcze jedna wątpliwość, która się bardzo często pojawia.

Jest bardzo wiele dzieci karmionych piersią, które usypiają na drzemkę wyłącznie przy piersi. Mamy martwią się, że inny opiekun nie będzie potrafił uśpić dziecka w ciągu dnia. I to też nie jest prawdą. Jeśli adaptacja przebiega prawidłowo i dorosły, który zostaje z dzieckiem zaangażuje się, to wypracuje sobie własny sposób na ułatwienie dziecku zasypiania. Tak, temu bezsmoczkowemu i bezbutelkowemu też!

Podobnie jest w żłobku. Doświadczone opiekunki już naprawdę niejedno dziecko karmione piersią widziały. Znajdą sposób na to, żeby  pomóc dziecku zasnąć. Nawet temu, które do tej pory przez półtora roku zasypiało tylko i wyłącznie na piersi. Niektóre panie będą bujały dzieci w wózku, inne huśtały na poduszce, przytulały, głaskały po główce, a niektórym dzieciom wystarczy… presja społeczna. Gdy grupa dzieci kładzie się na leżaczkach, jest włączana kołysanka,to niejeden piersiowy maluch, naśladując rówieśników, również zaśnie jak gdyby nigdy nic. Czasami to nie jest pierwszego dnia, bo dziecko, żeby zasnąć musi się czuć bezpiecznie, poznać miejsce i opiekunki, i zaufać im. Ale w 99% przypadków to nie trwa dłużej niż kilka dni (znam mamy, które prosiły o nagranie momentu zasypiania na telefonie, bo nie wierzyły, że ich dziecko tak potrafi 😉 ) Żeby nie było wątpliwości: w domu wiele z nich nadal zasypia tylko przy piersi 😉 Nie trzeba więc dziecka uczyć samotnego zasypiania wyłącznie po to, żeby dziecku było łatwiej w żłobku. Więcej na ten temat napisałam TUTAJ.

 

Jesteś na urlopie macierzyńskim? Zastanawiasz się, co dalej? Zamów książkę Karli Orban: