Odpieluchowanie – kiedy zacząć?

Odpieluchowanie – kiedy zacząć?

Dawno, dawno temu większość dzieci była odpieluchowana w okolicach roczku…

…a przynajmniej tak twierdzą nasze teściowe 😉 Bo prawda może być zupełnie inna, że tak przytoczę cytat z jednej z mam z internetowej grupy:

„Moja mama zarzeka się, że ja odpieluchowałam się przed roczkiem. Pamięta jak dziś, że jak miałam niecały rok, to budziłam się w nocy, sama wychodziłam z łóżeczka i załatwiałam się na nocnik. Widziała to, gdy wstawała karmić moją młodszą siostrę. Sęk w tym, że moja siostra urodziła się, gdy miałam rok i  trzy miesiące…

Oczywiście, w czasach tetrowych pieluch:

  1. świadomość bycia mokrym / brudnym przez niemowlęta była większa niż przy wchłaniających mocz jednorazówkach;
  2. motywacja piorących i prasujących tetry rodziców była silniejsza;

więc faktycznie trening nocnikowy statystycznie rozpoczynał się wcześniej niż obecnie [1], ale z dużą ostrożnością podchodziłabym do rewelacji z cyklu „kiedyś było lepiej” i „wszystkie ogarniały temat wczesnego odpieluchowania raz-dwa”.

Oznaki gotowości do odpieluchowania

Obecnie promuje się raczej odpieluchowanie w odpowiedzi na sygnały gotowości wysyłane przez dziecko. Co ciekawe, nie ma zgody, co do tego ile z tych sygnałów gotowości powinno wykazywać dziecko i kiedy powinny się pojawić, ponieważ w zależności od konkretnego zachowania, pojawiają się one między 4 a 36 miesiącem życia [2] (niezły rozrzut, prawda?).

Oznak gotowości do odpieluchowania różni eksperci wymieniają ponad dwadzieścia [2, 3], ale najprawdopodobniej za najważniejsze można uznać:

  • zwiększenie pojemności pęcherza – czyli coraz dłuższe momenty (min. dwugodzinne) w ciągu dnia bycia suchym (np. wstanie z drzemki z suchą pieluszką). Pojemność pęcherza wzrasta najsilniej między 18 a 24 m.ż. Kontrola nad pęcherzem wraz z umiejętnością świadomego całkowitego jego opróżniania pojawia się przeciętnie w okolicach 18 miesiąca, a zwiększa się znacząco między 2 a 3 rokiem życia [4];
  • świadomość potrzeby wypróżnienia się, sygnalizowana słowami, wyrazem twarzy albo przez szukanie intymnego miejsca do załatwienia się, chowania, żeby zrobić kupkę; zmiana zachowania przez zrobieniem siusiu (wiercenie się, zaciskanie nóg, dotykanie pieluszki);
  • odczuwanie dyskomfortu po zrobieniu siusiu lub kupki – komunikowanie przez dziecko, choćby czasami, że chce, żeby je przebrać, zmienić pieluszkę;
  • komunikowanie prostych potrzeb fizjologicznych (jestem głodny, za ciepło etc., a zwłaszcza komunikowanie, choćby czasami, że chce zrobić siusiu/kupkę na moment zanim to zrobi);
  • znajomość słownictwa związanego z odpieluchowaniem (pielucha, siusiu, kupka etc.) i zainteresowanie tematem (chce posiedzieć, choćby w ubraniach, na nocniku; podąża za Tobą, gdy korzystasz z toalety i ciekawi je to. Czasem dzieci kusi wizja dorosłych majtek zamiast pieluszki);
  • stabilne siadanie i wstawanie, chodzenie bez pomocy, podstawowe umiejętności związane ze zdejmowaniem i podciąganiem spodni (ta umiejętność jest nabywana jako ostatnia, a jeśli opiekun będzie pomagał dziecku – niekonieczna dla powodzenia procesu).
Czyli kiedy zacząć?

Zdecydowana większość z oznak gotowości do odpieluchowania nie występuje przed 18 miesiącem życia. Wydaje się więc, ze to najwcześniejszy współcześnie proponowany termin rozpoczęcia nauki korzystania z nocnika, pod warunkiem, że dziecko przejawia na tę naukę gotowość (patrz wyżej).

Różne instytucje zajmujące się zdrowiem dzieci rekomendują następująco:

  • Amerykańska Akademia Lekarzy Rodzinnych – zacząć, gdy rodzic i dziecko są gotowi, zwykle między 18 a 30 miesiącem życia [5];
  • Amerykańska Akademia Pediatryczna – zacząć, gdy dziecko prezentuje oznaki gotowości, około 2 roku życia [6];
  • Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne – zacząć, gdy dziecko jest fizjologicznie i psychicznie gotowe [7].

Im młodsze dziecko, tym dłużej trwa nauka i ten związek jest naprawdę silny (warto więc rozważyć, czy to my jako rodzice jesteśmy gotowi na wielotygodniowe jeżdżenie na mopie). Badania wskazują, że jeśli chcemy odpieluchowanie  – w rozumieniu „wyjaśnienie o co kaman i zaprezentowanie nocnika”  – rozpocząć u dziecka półtorarocznego, to do momentu totalnego odstawienia pieluch może nam zejść nawet 16 miesięcy (!!!). Nowe badania wskazują na niewiele korzyści z rozpoczynania tak rozumianego odpieluchowania przed 27 miesiącem życia (dwa lata i trzy miesiące) [8].

Podsumowując: wydaje się sensowne rozpoczęcie nauki korzystania z nocnika w okolicach drugich urodzin, jeśli zauważamy u dziecka oznaki gotowości lub – ze względów praktycznych – jak pisze pediatra dr Carlos Gonzalez:

w pierwsze lato po drugich urodzinach

Czy nie warto się spieszyć?

Dane dotyczące konsekwencji wczesnego odpieluchowania nie są jednoznaczne. Wydaje się, że jeśli jest prowadzone w pozytywnej atmosferze, bez straszenia lub karania za wpadki nie ma ono negatywnego wpływu na zdrowie fizyczne czy psychicznej dziecka [8]. Eksperci nie są zgodni, czy i jaki konkretnie wiek odpieluchowania ma związek z późniejszym kontrolowaniem zwieraczy [9, 10].

Fizjoterapeuci zwracają coraz częściej uwagę na to, że dzieci niegotowe do odpieluchowania, ale chętne do współpracy w tym temacie z rodzicami, zaczynają używać innych niż powinny grup mięśniowych do wypróżniania i może to negatywnie wpływać na pracę mięśni dna miednicy w przyszłości (krótka wypowiedź fizjoterapeutki uroginekologicznej Olgi Trybel / Fizjolady).

O odpieluchowaniu nocnym przeczytasz TUTAJ.

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!

O wtłaczaniu dzieci w tabelki

O wtłaczaniu dzieci w tabelki

Każdy rodzic (słusznie) uważa, że jego dziecko jest wyjątkowe. Inne niż rówieśnicy, wymykające się prostym uogólnieniom. I to absolutna racja.

Wielu buntuje się przeciw wciskaniu umiejętności czy zachowań malucha w „sztywne schematy”, tabelki, ujmowaniu ich w pewne liczbowe prawidłowości. Marudzi na statystyki.

Słyszę często od rodziców: „Każde dziecko rozwija się inaczej”. „Ten typ tak ma”. „Idzie swoim tempem”. „Trzeba mu dać czas”. I czasem rzeczywiście tak jest. Ale czasami ignorowanie tych sztywnych tabelek ma daleko idące negatywne skutki.

Mam tu dwa ulubione przykłady: z dziedziny laktacji oraz rozwoju mowy i komunikacji.

Skupię się na kupie

Ogromne szkody robi dla karmienia naturalnego pogląd, że dzieci karmione piersią mogą się wypróżniać raz w tygodniu lub rzadziej.

Dlaczego? Bo to prawda, ale dopiero po około 6. tygodniu życia!

Liczba stolców jest bardzo ważnym wskaźnikiem, umożliwiającym ocenę skutecznego karmienia [1].

Niemowlę, aby zrobić kupę musi efektywnie pobierać pokarm, czyli najadać się. Mokre od moczu pieluszki nie są wystarczającą informacją o skutecznym karmieniu. Stolec jest bowiem formowany z mleka bogatego w tłuszcz, czyli nie tego, które samo tryska na początku karmienia, a tego, przy którego ssaniu trzeba się trochę bardziej pomęczyć. Z każdą kolejną minutą ssania pokarm pobierany przez dziecko jest coraz bogatszy w kwasy tłuszczowe.

W skrócie: żeby zrobić kupę, trzeba mieć ją z czego zrobić. Jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko, które nie robi kup lub robi ich mniej niż powinno (a powinno od 5 doby życia robić minimum 3 papkowate stolce o średnicy co najmniej pięciozłotówki), nie najada się.

Znam kilka historii, w których różni ludzie uspokajali mamę noworodka, że przecież „mleko mamy jest bezresztkowe i w całości się wchłania, więc dziecko może nie robić kupki”, a potem okazywało się, że przyrosty masy ciała są bardzo złe, laktacja jest na niskim poziomie (bo dziecko nie opróżniało dostatecznie piersi)  i w ruch wchodzi dokarmianie sztucznym mlekiem. A sytuacji można było uniknąć, (s)kupiając się na kupie między kolejnymi kontrolami u lekarza pediatry.

A stryjek żony kuzyna to zaczął mówić, jak skończył cztery lata…

Opowieści o tym, jak bardzo ignoruje się kamienie milowe w rozwoju mowy dziecka, godzinami mogą snuć logopedzi.

To nie jest tak, że te straszne tabelki mówiące o tym, że w drugim półroczu życia dziecko zaczyna gaworzyć, w okolicach roku pojawiają się pierwsze słowa i reakcja na własne imię, na półtora roku wskazuje kilka części ciała, a dwulatek zaczyna się posługiwać dwuwyrazowymi zdaniami, to są wymyślane przez specjalistów. Że oni zawyżają standardy, żeby straszyć rodziców i na nich zarabiać.

Normy rozwojowe są tworzone na podstawie wystandaryzowanych badań ogromnych grup dzieci. Naprawdę nie są wyssane z palca i nie powinny być traktowane jako niepotrzebny straszak na rodziców. Są dosyć szerokie – w przypadku samodzielnego chodzenia norma obejmuje przedział między 8 a 18 miesiącem życia. To, że konkretne dziecko nie zdobywa określonych umiejętności w przewidywanym czasie, nie musi oczywiście oznaczać, że trzeba wpadać w panikę, ale jest sygnałem do przyjrzenia się tej sytuacji.

Czekanie pod hasłem „każde dziecko rozwija się w swoim tempie”, bez monitorowania rozwoju pod okiem specjalisty, bywa marnowaniem czasu. Dwulatek, który mówi trzy słowa na krzyż, być może rozgada się za dwa miesiące. Ale być może ma poważny niedosłuch lub całościowe zaburzenia rozwoju ze spektrum autyzmu i czekanie to tylko opóźnianie startu wsparcia dla dziecka.

Podsumowując:

Te okropne schematy, liczby, tabelki, siatki centylowe, przed którymi wiele osób tak się broni, mają swój cel. Ich celem jest szybkie wyodrębnienie grupy dzieci, które mogą mieć problemy zdrowotne. Mogą, choć oczywiście nie muszą – część z nich będzie absolutnie zdrowa.

Jak rozpoznać jedne od drugich? Po to się właśnie studiuje medycynę / położnictwo / logopedię / psychologię (to parafraza cytatu z genialnego pediatry Carlosa Gonzaleza) 😉

Szukasz sprawdzonych informacji o skokach rozwojowych? Mam dla Ciebie szkolenie „Skoki rozwojowe”.

Przykrywać czy nie przykrywać?

Przykrywać czy nie przykrywać?

Zaczyna się na porodówce. Jest tam blisko 30 stopni w cieniu, a i przecież bez tego matki w połogu pociłyby się na potęgę. Noworodki, opatulone po same uszy, przykrywane są kolejnymi kocykami i owijane w kolejne rożki (choć mamy już sporo danych, że karmieniu piersią bardziej sprzyja kontakt skóra do skóry w pierwszych dobach po porodzie). Młodzi rodzice nieformalnie uznają, że takie ludzkie malutkie tortille to stan godny powtarzania i po powrocie do domu, naśladując personel szpitalny, kontynuują przykrywaniowy proceder.

Żeby była jasność: zapobieganie wychłodzeniu jest ogromnie ważne po narodzinach i okresie noworodkowym. Sama Światowa Organizacja Zdrowia wydała na ten temat stosowny dokument [1].

Problem może pojawić się wtedy, gdy zasady dotyczące noworodków aplikujemy u dzieci kilkumiesięcznych. O samym spowijaniu i kontrowersjach z nim związanych pisałam już tutaj. Tym razem przyjrzymy się kołdrom i kocykom.

 

„Przykryj, bo ma zimne rączki”, mówili

Nie należy sprawdzać temperatury ciała starszego niemowlaka, dotykając jego dłoni lub stóp. One mają prawo być chłodne – zwłaszcza nocą. Nocą wszyscy jesteśmy chłodniejsi niż w ciągu dnia. Już przed zaśnięciem temperatura ciała stopniowo obniża się, osiągając najniższą wartość około czwartej rano [2].

Najlepiej kontrolować ciepłotę malucha, dotykając klatki piersiowej lub karku. Powinien być lekko ciepły i suchy. Pot, przyspieszony oddech, pozlepiane włosy to objawy przegrzania, których należy unikać.

 

Dlaczego kołdra lub koc to dla dziecka niekoniecznie dobry pomysł?

Używanie kołderek i koców czy jakichkolwiek innych, luźnych materiałów w łóżeczku, w którym śpi niemowlę, zwiększa ryzyko tzw. nagłej śmierci łóżeczkowej [3]. Odpowiadają za to prawdopodobnie dwa mechanizmy. Po pierwsze, maluch może przykryć sobie buzię lub zaplątać się w luźny materiał i udusić. Po drugie, wraz ze stosowaniem kołder, zwłaszcza tych cięższych, rośnie niebezpieczeństwo przegrzania – a to przegrzanie jest jednym z istotnych czynników zwiększających podatność maleńkich dzieci na śmierć łóżeczkową (dlatego też nie zaleca się nakładania niemowlakom czapeczek do snu).

Na szczęście wypadki, w których pościel uniemożliwiła dziecku swobodne oddychanie, zdarzają się bardzo rzadko, ale warto mieć świadomość, że łatwo ich uniknąć. Znam rodziców, którzy przykrywali niemowlaka kocem do snu aż do momentu, kiedy na własne oczy zobaczyli, jak podnosząc nóżki do góry, przykrył sobie buzię materiałem i miał problem z wydostaniem się spod niego.

Rodzice, którzy śpią z dzieckiem w jednym łóżku, czują się najbezpieczniej kładąc dziecko na swojej kołdrze i z dala od poduszek, na wysokości klatki piersiowej dorosłego. Jeśli maluch śpi między rodzicami, warto rozważyć dwie osobne kołdry dla mamy i taty, w które oni zawijają się jak mumie, bez ryzyka nakrycia dziecka. Poza tym, dziecko śpiące w rodzinnym łóżku powinno być ubrane o jedną warstwę mniej niż gdyby spało we własnym łóżeczku (ponieważ leżą obok niego jeden lub dwa żywe kaloryfery).

 

Są jeszcze dwa, rzadko podnoszone powody, dla których warto zastanowić się nad zmianą pościelowej aranżacji

Jest spora grupa dzieci, która namiętnie rozkopuje się ze wszystkich okryć. Nawet, wydawałoby się, w najgłębszym śnie. Nawet, z wydawałoby się, najlżejszej bambusowej ultracieniusieńkiej pielusi. Mój brat ponoć prawie spał z nogą uniesioną do góry, żeby go nie przykrywać 😉

Dzieje się tak, ponieważ niektóre dzieci są bardziej zimnolubne niż inne i bardziej zimnolubne niż ich rodzice. Nam, dorosłym, wydaje się, że jest chłodno, że nie da się spać nieprzykrytym, że przykrywanie dostarcza komfortu, że to przyjemne. Mamy poczucie, że dziecko „powinno mieć ciepło”, bo nam w temperaturze poniżej 20 stopni (a dlaczego to dobra temperatura do snu, pisałam TUTAJ) jest po prostu zimno. Tak, Tobie może być zimno, ale Twojemu dziecku już niekoniecznie.

Ludzie różnią się między sobą warunkami, które uznają za komfort termiczny. Są tacy, którzy w zimie śpią nago, a są tacy, którzy nawet w sierpniu muszą mieć piżamę z długimi spodniami i skarpetki. Twoje dziecko może mieć INNE preferencje temperaturowe niż Ty i być może rozkopując się lub uparcie walcząc o nieprzykrywanie próbuje je wyrazić.

artykuł opisujący taką sytuację TUTAJ).

Podsumowując: są dzieci, które przykrywane budzą się częściej niż gdyby dać im spokój z kołdrami i kocami (przetestowane na wielu maluchach).

 

Co zatem zamiast kołdry?

Najbezpieczniejsze i najwygodniejsze są śpiworki, najlepiej z zamkiem błyskawicznym na dole. Można wtedy przewinąć malucha w nocy bez zdejmowania śpiworka.

Dla starszych dzieci ideałem są śpiworki z otworem na nogi i dłuższą zakładką na dole, które umożliwiają regulację temperatury bosymi stopami. Niektórzy rodzice zakładają klasyczny śpiworek i rozpinają go na dole, by młodzież miała więcej przestrzeni do poruszania się i większy przepływ powietrza.

http://www.slumbersac.co.uk/baby-sleeping-bags-with-feet/

Zasady dobierania śpiworka i piżamy w zależności od temperatury, znajdziesz na poniższej grafice (TOG oznacza grubość śpiworka, im wyższa, tym cieplejszy. Niestety nie na wszystkich śpiworkach znajdziesz tę informację):

Osobiście przerobiłam kilka różnych śpiworków, z czystym sumieniem mogę polecić na początku śpiworek Ty i My (klik!) oraz z H&M, a potem droższy, ale niezniszczalny Grobag (mieliśmy dwa różne rozmiary i różne grubości  – taki zimowy dla młodszych niemowląt, taki zimowy powyżej pół roku i taki na lato dla dzieci powyżej 6 miesięcy). Aktualnie, moja niemal trzylatka śpi w bawełnianym śpiworku z Lidla.

Są też dzieci, zwłaszcza starsze, które nie dają się włożyć w śpiworek, bo zagraża on ich autonomii i wolności wierzgania kończynami. Wtedy ubieranie na cebulkę, w dwie warstwy (np. body z krótkim rękawem i na to pajac albo body z długim rękawem plus półśpiochy plus bluzka) albo inwestycja w piżamę z wełny merynosa wydaje się być dobrym rozwiązaniem (wełna dobrze izoluje ciepło, jednocześnie odprowadzając wilgoć, gdybyśmy się spocili). I zaufaj mi: jeśli przez dwie noce się nie przeziębiło, to znaczy, że NA PEWNO nie jest mu za zimno 😉

Miłego eksperymentowania z odkrywaniem dzieci!

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Śniadanie na DOBRY SEN!

Śniadanie na DOBRY SEN!

Kiedy prowadzę warsztaty na temat snu i rozmawiamy na temat wieczornego rytuału, rodzice są żywo zainteresowani kolacją: Co podać? Kiedy podać? Co z kaszką i mlekiem z butelki? Czy one naprawdę poprawią sen mojego dziecka?

Z dużym zdziwieniem przyjmują informację o tym, że kolacja ma mniejsze znaczenie, niż zwykło się uważać, a istotniejsze w przypadku niektórych problemów ze snem może się okazać… śniadanie. I to nie byle jakie śniadanie.

Tryptofan z rana dobry jak śmietana (i witamina B6 też)

Tryptofan jest aminokwasem, który musi być dostarczany wraz z pożywieniem, ponieważ ludzki organizm nie jest go w stanie samodzielnie wyprodukować.

Tryptofan wraz z działającą jako koenzym witaminą B6 przekształca się w serotoninę, a ta wieczorem przekształca się w melatoninę (hormon snu). Co ważne, jednym z warunków prawidłowej syntezy serotoniny jest ekspozycja na światło słoneczne – znaczenie ma zwłaszcza to poranne [].

Tak można by, w dużym uproszczeniu, podsumować ten proces:

Niedobór tryptofanu i serotoniny jest związany z występowaniem niektórych zaburzeń psychicznych, zwłaszcza depresyjnych [2]. Odpowiednia podaż tryptofanu u dzieci poza wpływem na sen, o czym za chwilę, ma także związek z zachowaniem – dzieci i młodzież z dietą bogatą w ten aminokwas mają niższy poziom drażliwości, wybuchowości oraz generalnie lepszy nastrój w ciągu dnia [3].

Jaki jest związek śniadania ze snem nocnym?

Porannymi posiłkami i ich związkiem z problemami ze snem u dzieci jako pierwsi zainteresowali się Japończycy. Badacze zwrócili uwagę, że z roku na rok zwiększa się liczba dzieci i dorosłych cierpiących na zaburzenia snu. Zastanawiali się, na ile może to wynikać ze zmian kulturowych: w ostatnim dziesięcioleciu tradycyjne białkowe śniadania (jaja, ryby, fermentowana soja) są w Japonii zastępowane przez zachodnie wysokowęglowodanowe propozycje (typu płatki z mlekiem i sok) [4].

To był strzał w dziesiątkę.

Badania pokazały, że śniadania bogate w tryptofan i witaminę B6 wraz z co najmniej dziesięciominutową ekspozycją na światło słoneczne po jedzeniu wiązały się u dzieci między 2 a 6 rokiem życia z lepszą jakością snu oraz wcześniejszym kładzeniem się spać i łatwiejszym porannym wstawaniem (to tzw. chronotyp poranny – „ranne ptaszki”) [5, 6].

Badania na młodych japońskich dorosłych sugerują, że połączenie tryptofanowego śniadania z ekspozycją na światło słoneczne rano oraz unikaniem jasnego światła wieczorem (o tym więcej przeczytasz w innym moim artykule), wiąże się ze skróceniem czasu zasypiania oraz lepszą jakością snu [7].

Jeśli więc narzekasz na to, że Twoje dziecko zasypia długo lub bardzo późno (i odsypia rano), warto spróbować takiej prostej interwencji.

Rehabilitując kolację

Byłoby kłamstwem napisać, że to, co spożywamy na kolację, nie ma wpływu na nasz sen (oczywistym przykładem jest przecież kofeina).

Eksperymenty z podawaniem dzieciom między 8 a 16 m.ż. na kolację kaszek o różnej zawartości tryptofanu wskazują, że ten aminokwas ma też znaczenie pod koniec dnia. W tych dniach, w których maluchy otrzymywały wysokotryptofanową kaszkę, mniej ruszały się przez sen oraz spały dłużej [8]. Podobne rezultaty uzyskano manipulując dietą osób w podeszłym wieku, u których m.in. wieczorne tryptofanowe posiłki wiązały się z lepszą jakością snu oraz nastrojem [9].

Gdzie znajdę tryptofan?

Tryptofan jest obecny w dużych ilościach w wielu popularnych produktach:

  • jaja,
  • drób,
  • wieprzowina,
  • ryby,
  • produkty sojowe, zwłaszcza fermentowane,
  • parmezan i cheddar,
  • sezam,
  • płatki owsiane,
  • banany,
  • mleko krowie,
  • orzechy i nasiona.

Tryptofan i witamina B6 zwykle współwystępują ze sobą w tych samych produktach. Uważa się więc, że jeśli dieta dziecka zawiera odpowiednią ilość tryptofanu, to jest też prawdopodobnie bogata w witaminę B6 [10].

Tryptofan jest obecny także w mleku kobiecym [11]. I jeśli przemknęło Ci teraz przez głowę, aby poprawić sen karmionego piersią dziecka poprzez wzbogacenie własnej diety w źródła tego aminokwasu, muszę Cię zmartwić. Poziom tryptofanu w mleku mamy jest niezależny od jej diety [12]. To, co możesz zrobić, to nie sabotować własnego poziomu melatoniny, czyli hormonu snu, który również przekazujesz w mleku wieczornym oraz nocnym. Więcej na ten temat, pisałam na przykład TUTAJ.

Żadne – z dostępnych na polskim rynku – mleko modyfikowane nie ma wariantu nocnego, a więc nie zawiera zwiększonej dawki tryptofanu. Szkoda. Wyniki eksperymentów prowadzonych u niemowląt żywionych sztucznie wskazują, że podawanie wieczorem i w nocy mieszanki wzbogaconej w większe niż standardowe ilości tryptofanu może mieć pozytywny wpływ na dzieci z problemami ze snem [13].

Jeśli chcesz się dowiedzieć, jakie inne składniki odżywcze pozytywnie wpływają na sen dzieci, pobierz darmowego ebooka, który dla Ciebie przygotowałam:

To co jutro szykujesz na śniadanie? 🙂

 

Chcesz wiedzieć, w jaki sposób dieta dziecka wpływa na to, jak wyglądają Wasze noce? Sprawdź szkolenie „Żywienie dziecka a sen".

Niedobór żelaza, anemia a sen

Niedobór żelaza, anemia a sen

Niedobór żelaza jest najpowszechniejszym niedoborem żywieniowym na świecie i głównym powodem anemii u dzieci [1].

Niemowlęta i małe dzieci z grupy ryzyka niedoboru żelaza to:

  • wcześniaki (ponieważ zapasy żelaza gromadzą się pod koniec ciąży);
  • dzieci z niską masą urodzeniową;
  • dzieci matek, które w czasie ciąży miały niedobór żelaza lub cukrzycę;
  • dzieci, którym zbyt szybko przecięto pępowinę po urodzeniu [2];
  • dzieci, którym zbyt późno lub zbyt powoli rozszerzano dietę, zwłaszcza o produkty bogate w żelazo (zapasy żelaza z życia płodowego u donoszonego dziecka, które nie zalicza się do powyższych grup ryzyka, wystarczają na około 6 pierwszych miesięcy życia);
  • dzieci, które przed ukończeniem 1 r.ż. piły mleko krowie jako główne mleko (ponieważ jest ono ubogie w żelazo i dodatkowo zmniejsza przyswajalność żelaza z pożywienia).

Niestety, anemia z niedoboru żelaza  nie może być postrzegana wyłącznie jako zaburzenie hematologiczne, ponieważ jej skutki są znacznie rozleglejsze i sięgają sfery poznawczej, społeczno-emocjonalnej i ruchowej, a także wpływają na regulację snu i czuwania [3].

Jak anemia z niedoboru żelaza wpływa na sen?

Dzieci z anemią z niedoboru żelaza mają nieprawidłowy wzorzec snu.

Wszyscy zdrowi ludzie z każdym kolejnym cyklem snu śpią coraz płycej  – mają nie tylko coraz krótsze cykle snu, ale i coraz mniej czasu w każdym cyklu spędzają w głębszych fazach snu (NREM), a coraz więcej w fazie REM, czyli fazie snu, z której – w dużym uproszczeniu – łatwiej nas obudzić i w której mamy marzenia senne.

Dziecko śpiące według prawidłowego wzorca snu po wieczornym zaśnięciu ma blok najdłuższego i najgłębszego snu. Im bliżej poranka, tym ludzie częściej się budzą i tym płycej śpią.

Inaczej jest z dziećmi z anemią z niedoboru żelaza: przede wszystkim w przeciwieństwie do zdrowej populacji ilość płytkiego snu (REM) nie rośnie z każdym kolejnym cyklem snu, ale spada [4]. Poza tym, jako niemowlęta śpią krócej w nocy, mają dłuższe przerwy w śnie i więcej snu aktywnego (płytkiego) niż rówieśnicy [5]. Niestety, te nieprawidłowości mogą się utrzymywać przez długi czas – nawet czteroletnie dzieci, które w wieku niemowlęcym zostały skutecznie wyleczone z anemii, prezentują nieprawidłowe wzorce snu  (z przewagą snu REM w pierwszej części nocy oraz wydłużonymi wybudzeniami) [6].

Dzieci z anemią częściej też poruszają nogami w czasie snu [7]. Najprawdopodobniej odpowiada za to ten sam mechanizm, który u osób dorosłych wywołuje zespół niespokojnych nóg (RLS) – zaburzenie przejawiające się odczuwaniem dyskomfortu kończyn w trakcie bezruchu, zwłaszcza w nocy. Dorośli z RLS krócej śpią, częściej i na dłużej się wybudzają i – czego pewnie się domyślasz –  najczęściej także cierpią na niedobór żelaza [8].

Będą oczywiście dzieci, które mimo anemii przesypiają całe noce – wiele zależy od temperamentu, dodatkowych uwarunkowań zdrowotnych, środowiskowych etc.

Dlaczego anemia z niedoboru żelaza wpływa na sen?

Anemia z niedoboru żelaza negatywnie wpływa na rozwój układu dopaminergicznego (w dużym uproszczeniu: pewnego fragmentu mózgu) oraz wytwarzanie neuroprzekaźników i hormonów (serotonina, melatonina), które pełnią istotną rolę m.in. w regulacji snu [9, 10, 11].

Ponadto, problemy z wchłanianiem lub dostępnością żelaza obniżają jakość procesu mielinizacji komórek nerwowych. Oznacza to, że na skutek anemii z niedoboru żelaza mózg produkuje mniej i gorszej jakości osłonki, których zadaniem jest zwiększenie prędkości przepływu informacji. Można więc powiedzieć, że anemia z niedoboru żelaza utrudnia dojrzewanie układu nerwowego [12, 13]. Co ciekawe, innym składnikiem pokarmowym, który również wpływa na dojrzewanie układu nerwowego, jest także bardzo niedoborowy w naszej diecie kwas DHA (o czym więcej pisałam w tym oraz tym artykule).

Czy i w jaki sposób można to odwrócić?

Wiele zależy od stopnia anemii i niedoboru, czasu jego trwania oraz okresu, w którym nastąpił, ale niestety niektóre zmiany w mózgu powstałe na skutek anemii z niedoboru żelaza nie są odwracalne, mimo suplementacji i osiągnięcia prawidłowego poziomu tego pierwiastka [14]. Dzieje się tak, ponieważ anemia występują najczęściej między 6 a 24 miesiącem życia, a jest to jednocześnie  okres krytyczny dla rozwoju niektórych części układu nerwowego. Zmiany w strukturze snu są widoczne u dzieci czteroletnich, które jeszcze jako niemowlęta zostały wyleczone z anemii z niedoboru żelaza [15]. Ale im szybciej zauważy się problem i wdroży suplementację oraz odpowiednie postępowanie dietetyczne, tym lepiej.

Z tego powodu wydaje się zasadne, aby nie tylko u dzieci z grup ryzyka, ale także u dzieci, które w drugim półroczu życia lub później mają problemy ze snem, w tym z długimi wybudzeniami oraz nadmiernymi ruchami nóg w czasie snu, rozważyć badanie krwi w kierunku anemii z niedoboru żelaza. Pamiętajcie, że sama morfologia nie wystarczy – Europejskie Stowarzyszenie Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia (ESPGHAN) rekomenduje poza oznaczeniem poziomu hemoglobiny (poprzez morfologię), także zbadanie poziomu ferrytyny [16].

Podstawowe informacje dotyczące diagnostyki anemii z niedoboru żelaza i norm dla dzieci w różnym wieku możesz pobrać, zapisując się do mojego newslettera:

Napracowałam się nad tym tekstem. Jeśli uznasz wpis za przydatny, proszę, polub mój fanpage i podziel się tym artykułem ze swoimi znajomymi. Dziękuję!

PS. Po wskazówki dietetyczne dla dzieci z anemii z niedoborem żelaza zapraszam do cyklu artykułów o żelazie autorstwa dietetyczki dziecięcej Zuzanny Wędołowskiej Szpinakrobiblee.pl – KLIK!

Niniejszy wpis nie zastępuje porady lekarskiej ani dietetycznej. Przed wprowadzeniem jakiejkolwiek suplementacji skonsultuj się z lekarzem.

 

Jeżeli chcesz wiedzieć jakie mogą być zdrowotne przyczyny pobudek - sprawdź szkolenie „Problemy zdrowotne a sen dziecka"!

Jak odstawić poranne karmienie?

Jak odstawić poranne karmienie?

Pierwsze poranne karmienie po przebudzeniu – dla jednych trudne, a przez innych uwielbiane, zwykle dlatego, że pierwszym promykom słońca towarzyszy promyk nadziei: „może jeszcze pośpi?” 😉

Poranne karmienie jest sposobem na przedłużenie przyjemnego wylegiwania się z dzieckiem w łóżku i trzeba mieć świadomość, że jego wyeliminowanie może oznaczać wcześniejsze wstawanie (często z głośnym AM AM!) 🙂 Z tego powodu wiele mam pozostawia sobie to karmienie jako jedno z ostatnich do odstawienia. Są jednak takie rodziny, którym minusy przesłaniają plusy, bo poranne sesje przy piersi utrudniają wyjście z domu na czas albo opóźniają śniadanie, które chcieliby dziecku podać.

Jakie strategie można zastosować przy eliminacji porannego karmienia?
  • Zmień rytuał – wypracuj nowy sposób na rozpoczynanie dnia. Warto przez kilka poranków zaskoczyć dziecko albo poprzedniego wieczora, jeśli jest starsze, dogadać się z nim, jak będzie wyglądał kolejny dzień. Można to wspólnie narysować 🙂 Jeśli to możliwe, warto wstać przed dzieckiem, przygotować śniadanie i przynieść je do łóżka. Można odsłonić okna, włączyć muzykę, zagadać, wyjąć fajną książkę/zabawkę, włożyć do chusty/nosidła na plecy, wziąć do wspólnego szykowania śniadania lub do łazienki. Niektórzy zapobiegliwi szykują niepsujące się miniśniadanie na szafce nocnej, aby głodomorowi zaproponować jedzenie w ciągu 5 sekund od otwarcia przez niego oczu.
  • Wykorzystaj wsparcie innego dorosłego, który przejmuje dziecko od razu po przebudzeniu i podaje mu jedzenie lub przygotowuje je z nim. Nie tylko pierś, ale i zdrowe żywienie chwilowo odstawiamy na bok – jeśli przez kilka pierwszych poranków nie będzie to najzdrowsze śniadanie świata, warto przymknąć na to oko. Chodzi o zmianę skojarzenia i stworzenie wspólnego, przyjemnego rytuału dziecka z innym opiekunem.
  • Odseparuj się. Łatwiej jest nie karmić dziecko nad ranem, gdy uda nam się przenieść dziecko lub siebie do innego łóżka lub pokoju (choć jest to w przypadku wielu dzieci zadanie ponad siły, ponieważ nad ranem każdy człowiek na ziemi ma mniejszą presję snu, krótsze cykle snu i więcej czasu spędza w jego płytkiej fazie, więc wymknięcie się przy czujnych wczesnorannych radarach malucha bywa bardzo trudne. Wie to każdy rodzic, który od 5 rano czuje zew natury, ale boi się wstać do toalety i leży bez ruchu z pełnym pęcherzem 😉 )
  • Skracaj karmienie. Jeśli karmienie poranne jest dla Ciebie w porządku, ale gdy trwa zbyt długo, spóźniacie się z wyjściem z domu,  to poza wstawaniem o nieludzkiej porze, możesz spróbować umówionej presji czasowej. Umówionej – to słowo klucz. Wyjaśnij dziecku, że będzie karmione, ale wyłącznie tyle, ile trwa piosenka, którą dziecko zna lub przesypywanie się piasku w klepsydrze.

Poranne jęczybuły (to ma nazwę!)

Niektóre dzieci, zwłaszcza te, które nie są już karmione w nocy, rano są bardzo marudne i niezadowolone, nawet jeśli przespały całą noc i obiektywnie wydaje się, że powinny być wyspane. Dopiero kilka chwil po przystawieniu do piersi wraca im dobry humor.

To zjawisko nazywa się inercją senną (sleep inertia). Jest to stan gorszego funkcjonowania intelektualnego i emocjonalnego po obudzeniu się – taki nieogar połączony z marudnością. Z pewnością znasz jakiegoś dorosłego z dość poważną sleep inertia, którą można streścić hasłem: „do pierwszej kawy nie mów do mnie”. Dokładna przyczyna tego stanu nie jest jeszcze znana, hipotezy są różne: wybudzenie z głębokiej fazy snu (ktoś nas wybudza lub z uwagi na niedojrzałość układu nerwowego dziecko samo się wybudza), spadek glukozy we krwi, zwłaszcza po obfitym posiłku przed zaśnięciem, skłonności indywidualne (geny). Jeśli powtarza się bardzo często, warto zbadać poziom cukru we krwi.

Wyeliminowanie porannego niezadowolenia bez konieczności przystawiania dziecka do piersi może być łatwiejsze, jeśli spróbujesz następujących wskazówek:

  • Nie opuszczaj drzemek w ciągu dnia lub kładź dziecko spać nieco wcześniej, ponieważ przy niewyspaniu sleep inertia się pogarsza (dziecko szybciej wchodzi w głęboki sen i dłużej w nim pozostaje, a właśnie wybudzenie z tej fazy snu daje efekt inercji).
  • Przygotuj na szafce nocnej wieczorem niepsujący się miniposiłek/ początek śniadania, który dziecko lubi (typu banan czy pół szklanki soku), by podnieść szybko poziom cukru we krwi.
  • Wpuszczaj poranne światło do sypialni przed definitywnym wstaniem (wzrasta poziom kortyzolu odpowiedzialnego za obudzenie w stanie przytomności).
  • Dowiedziono skuteczność włączenia łagodnej, niezbyt głośnej muzyki, obniżenia temperatury w sypialni (otwarcie okna?) i schłodzenia dłoni i stóp (zdjęcie skarpetek?) w szybkim zatrzymaniu sleep inertia.

 

Jeśli chciałabyś przesunąć porę wstawania oraz zasypiania Twojego dziecka o około 1–2 godziny, to zapraszam Cię na stronę kursu "Moje dziecko późno chodzi spać!". Skrócisz czas usypiania i odzyskasz swoje wieczory!