Jak zadbać o piersi przy odstawianiu?

Jak zadbać o piersi przy odstawianiu?

 

Niby już nie karmisz, ale mleko ciągle tam jest? Kobiece piersi zostały stworzone, żeby produkować pokarm, a nie żeby go wchłaniać (piszę „kobiece”, bo męskie to po prostu błąd ewolucji ;). Powolny proces odstawiania dziecka od piersi umożliwia stopniowe zwijanie się gruczołu i w miarę bezbolesne przejście piersi na (czasem chwilowy) urlop.

Nie ma konieczności przyjmowania leków na receptę nazywanych czasem “tabletkami na zasuszenie pokarmu”! Ponieważ nierzadko powodują one skutki uboczne znacznie utrudniające opiekę nad dzieckiem, prowadzenie samochodu czy aktywność zawodową, preparatów zawierających bromokryptynę nie powinno się rutynowo stosować przy zatrzymywaniu laktacji [1].  

Co więc robić z piersiami po odstawieniu?

Możesz odciągać niewielkie ilości pokarmu i wylewać go lub podać dziecku do picia, owsianki etc. Ściągaj mleko tylko wtedy, gdy zgromadziło się go tak dużo, że czujesz dyskomfort lub ból. Odciągaj wyłącznie do momentu, aż odczujesz ulgę. Opróżnianie całych piersi będzie niepotrzebnie podtrzymywało laktację.

Stosowałaś może okłady z kapusty zaraz po porodzie? Odstawianie to dobry czas, by odświeżyć sobie pamięć i chwycić za tłuczek. Liście zwykłej białej kapusty włóż do lodówki, a przed samym użyciem stłucz, by puściły sok i w formie chłodnego okładu trzymaj w biustonoszu. Sok z kapusty działa przeciwobrzękowo i przeciwbólowo [2]. Jeśli nie lubisz zapachu bigosu w staniku, sprawdzą się też zwykłe zimne okłady – żelowe kompresy lub wilgotna pieluszka tetrowa. Chłód spowalnia produkcję mleka.

W trakcie odstawiania dziecka od piersi lub po jego zakończeniu możesz także wspomóc się piciem naparu z mięty pieprzowej lub szałwii lekarskiej – do 3 filiżanek herbatki dziennie (większe ilości mogą być toksyczne) [3].

Jeśli odstawienie było nagłe, zapytaj o wsparcie farmakologiczne lekarza lub swoją doradczynię albo konsultantkę laktacyjną (a jeśli masz wybór, warto kończyć karmienie powoli – o korzyściach płynących ze stopniowego odstawiania napisałam TUTAJ).

Wygląd piersi po odstawieniu

Tkanka gruczołowa w piersiach może się obkurczać powoli, a mleko będzie się stopniowo wchłaniać. Uwaga: pokarm może pojawiać się przy naciśnięciu sutka nawet po kilkunastu miesiącach po odstawieniu! 

Jeśli wygląd piersi po odstawieniu jest dla Ciebie niezbyt zadowalający, wstrzymaj się trochę z ostatecznymi rozwiązaniami. Potrzeba czasu, żeby piersi zmieniły swoją strukturę „w środku”. Im dłużej trwa odstawianie, tym lepiej wyglądają piersi bezpośrednio po jego zakończeniu. Karmiłaś tylko jedną piersią? Asymetria się wyrówna. Piersi wydają się “puste”? Tkanka gruczołowa, która zanika, zostanie zastąpiona tkanką tłuszczową, ale może to potrwać kilka miesięcy.

I ważna uwaga: na wygląd piersi ma wpływ ciąża, wiek, masa ciała i palenie papierosów, a nie sama laktacja – serio, mamy takie badania [4, 5, 6]

Hej, zbadaj się!

Bez względu na to, czy jeszcze karmisz, czy odstawiasz, czy droga mleczna już za Tobą, powinnaś wykonywać samobadanie piersi raz w miesiącu, najlepiej w tym samym dniu cyklu (a jeśli nie miesiączkujesz lub okres jest nieregularny – zawsze tego samego dnia miesiąca). 

Po 30 roku życia raz do roku warto zrobić USG piersi – także w trakcie karmienia czy w ciąży. Nie robiłaś USG, bo ktoś Ci powiedział, że „nie można”? Biegusiem czytaj TEN TEKST i szukaj namiarów na lekarzy polecanych w Twojej okolicy. Twoje dziecko potrzebuje zdrowej Matki.

Czeka Cię powrót do pracy? Sprawdź szkolenie „Mama wraca do pracy".

Leki nasenne dla dzieci

Leki nasenne dla dzieci

Od dawna nosiłam się z zamiarem napisania tego tekstu. Nie jest moją intencją krytykowanie czy wyśmiewanie rodziców, którzy podawali swojemu dziecku preparaty “na sen”. Pracuję jako psycholożka wystarczająco długo, by mieć świadomość, że większość osób robi to albo z totalnej desperacji i bezradności, albo z braku wiedzy o ewentualnych negatywnych skutkach, albo z polecenia lekarza, któremu ufają. Na wstępie proszę więc o empatię w wypowiedziach i powstrzymanie się od oceniających komentarzy.

Wśród preparatów stosowanych w celu “poprawy snu” małych dzieci przyjrzałam się:

  • lekom;
  • ziołom, w tym herbatkom ziołowym;
  • suplementom diety, w tym melatoninie.
Leki nasenne dla dzieci?

Najczęściej stosowanymi lekami, które mają wpłynąć na sen dziecka, są leki przeciwhistaminowe I generacji (rzadziej II generacji). Leki te przeznaczone są  przede wszystkim do łagodzenia objawów alergii lub tzw. choroby lokomocyjnej. Czasem bywają stosowane doraźnie do łagodzenia lęku i w premedykacji (jako “głupi jaś” przed znieczuleniem). Nadmierna senność jest SKUTKIEM UBOCZNYM działania tych leków, a nie ich pierwotnym przeznaczeniem [1]. Każdy z tych leków może doprowadzić do działań niepożądanych ze strony ośrodkowego układu nerwowego i negatywnie wpływać na układ sercowo-naczyniowy, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do zaburzeń rytmu serca, dlatego często dostępne są na receptę i POWINNY być stosowane na wyraźne zalecenie lekarza. 

Przestrzegam przed podawaniem dzieciom bez konsultacji z lekarzem jakichkolwiek leków nasennych – pochodnych benzodiazepiny i niebenzodiazepinowych leków nasennych – przeznaczonych dla dorosłych! Nawet jednorazowe ich zażycie może stanowić dla dziecka śmiertelne zagrożenie związane z zatrzymaniem oddychania. Leki nasenne nie powinny być też przechowywane w miejscu dostępnym dla dzieci i młodzieży, żeby zapobiec przypadkowym zatruciom [2].

Osobnym zagadnieniem są leki homeopatyczne – do przeczytania na temat ich procesu powstawania oraz (wątpliwej) skuteczności zapraszam na blog mgra farmacji Marcina Korczyka – Pana Tabletki (KLIK!). W skrócie – nie ma żadnych dowodów na to, że krople, syropy lub czopki homeopatyczne poprawiają sen.

Warto być świadomym, że w Polsce nie zarejestrowano dotychczas żadnego leku w leczeniu zaburzeń snu u dzieci.

Zioła na sen dla dziecka?

Wielu rodziców uważa preparaty ziołowe za bezpieczne. Warto jednak pamiętać, że zioła zawierają substancje czynne i przez lata były stosowane jako leki. Niestety, brakuje danych dotyczących bezpieczeństwa stosowania wielu ziół u dzieci [3], a skład preparatów sprzedawanych jako suplementy diety nie podlega żadnej kontroli (a przez to niebadana jest także ich skuteczność). Także u osób dorosłych cierpiących na bezsenność nie rekomenduje się obecnie stosowania preparatów ziołowych z uwagi na ich niską skuteczność oraz brak danych dotyczących bezpieczeństwa przy długotrwałym używaniu [4].

Z uwagi na brak danych dotyczących bezpieczeństwa nie zaleca się podawania herbat ziołowych niemowlętom, a należy zachować ostrożność przy podawaniu ich dzieciom po pierwszych urodzinach. Najlepiej podawać zioła na wyraźne zalecenie lekarza, okazjonalnie, w niewielkich ilościach oraz stosować pojedyncze zioła zamiast mieszanek kilku ziół. Więcej informacji na temat ziół i herbat w diecie dziecka przeczytasz na stronie mgr inż. Zuzanny Anteckiej, dietetyczki specjalizującej się w żywieniu dzieci (KLIK!).

Nie rekomenduje się podawania naparu z kopru włoskiego (i „herbatek wyciszających” zawierających ten składnik) dzieciom przed 4 rokiem życia, ze względu na zawartość rakotwórczego estragolu [5].

Totalnym nieporozumieniem jest opisywanie przez producentów żywności herbatek granulowanych jako “herbatek słodkich snów” i to dla niemowląt po 4 miesiącu. Do 6 miesiąca dzieci potrzebują tylko mleka mamy lub modyfikowanego – więcej na ten temat pisałam tutaj. Granulki składające się w 98% z cukru z niewielką domieszką ekstraktów ziołowych nie mogą w jakikolwiek sposób wpływać na sen. Mogą natomiast zwiększać ryzyko nadwagi, otyłości, cukrzycy typu II i próchnicy zębów. W zrównoważonej diecie nie ma miejsca na tego typu wynalazki.

Nie wolno małym dzieciom co najmniej do 6 roku życia podawać wyciągów ziołowych, nawet “meliski”, na bazie alkoholu etylowego. Dokładnie tak samo, jak nie podaje się wina, piwa czy wódki.

Suplementy dla dzieci na sen – czy można podawać melatoninę dzieciom?

Firmy farmaceutyczne prześcigają się w tworzeniu specyfików reklamowanych jako “syropki” czy spraye na sen dla dzieci. Podejrzliwość powinno wywołać już samo zarejestrowanie produktu jako suplement diety. Suplementy są środkami spożywczymi, które z definicji mają uzupełniać dietę, a nie leczniczymi. W związku z tym ich producenci nie muszą udowadniać skuteczności takiego preparatu, a kontrola jego faktycznego składu również jest ograniczona – firma może obiecać wszystko i niczego nie dostarczyć.

Sztandarowym przykładem jest melatonina, która w wersji dla dorosłych jest także sprzedawana jako lek, a w przypadku dzieci można kupić ją wyłącznie jako suplement diety.

Melatonina NIE JEST lekiem zarejestrowanym do leczenia bezsenności u zdrowych dzieci, młodzieży i osób dorosłych – bo po prostu w ten sposób nie działa (może być stosowana do krótkotrwałego leczenia pierwotnej bezsenności u chorych po 55. r.ż. przez maksymalnie 13 tygodni). Melatonina jest hormonem sterującym rytmem dobowym i leczy się nią zaburzenia rytmu dobowego np. u osób niewidomych lub po podróży ze zmianą stref czasowych (więcej o jet lagu pisałam TUTAJ).

W Polsce melatonina nie została zarejestrowana do stosowania w leczeniu dzieci. Jej długotrwałe przyjmowanie w populacji pediatrycznej nie zostało dotychczas uznane za całkowicie bezpieczne. Brakuje zgody, czy długotrwałe stosowanie u dzieci może mieć negatywny wpływ na ich układ hormonalny, zwłaszcza reprodukcyjny, i płodność [6]. 

Na rynku mamy także suplement dla dzieci powyżej 3 roku życia zawierający “koncentrat z czarnej porzeczki, wyciąg z kwiatostanu lipy, wyciąg z ziela melisy, wyciąg z koszyczków rumianku, wyciąg z kwiatów róży stulistnej, aromat malinowy, benzoesan sodu”. Czy zaszkodzi? Pewnie nie. Czy pomoże? Też raczej nie. Chyba że jako placebo – a musisz wiedzieć, że jego skuteczność w leczeniu bezsenności jest całkiem wysoka (nawet jeśli badani WIEDZĄ, że przyjmują placebo) [7, 8].

Dlaczego “syropom na sen dla dziecka” mówię NIE?

Poza brakiem danych o skuteczności i ewentualnych skutkach ubocznych, są dwa bardzo poważne problemy z podawaniem dzieciom leków, ziół czy suplementów w celu poprawy ich snu.

W pogoni za nowym, lepszym środkiem na poprawę snu dziecka, możemy przegapić problem zdrowotny, który zaburza jego sen. Nie wszystkie trudności z zasypianiem czy nocne wybudzenia mają podłoże somatyczne, ale należy to wykluczyć i leczyć właściwą chorobę, jeśli faktycznie to ona utrudnia dziecku nocny wypoczynek.

Drugi, niestety znacznie powszechniejszy problem, to tworzenie już od małego skojarzenia pt. nie czuję się najlepiej = biorę lekarstwo. Polacy są jednym z najbardziej nadużywających leków i suplementów diety narodów. Gdy mamy kłopot z nadwagą, szukamy tabletek na odchudzanie, gdy często chorujemy, kupujemy tabletki musujące “Na odporność”. Robią to nasi znajomi i rodzina, jesteśmy bombardowani tym przekazem w mediach tradycyjnych i Internecie. 

Warto pokazywać dzieciom od początku, że rozwiązaniem wielu trudności zdrowotnych jest zmiana diety, ćwiczenia fizyczne, ruch na świeżym powietrzu, wprowadzenie zasad higieny snu, praca psychologiczna nad swoimi przekonaniami i emocjami, a nie sięganie automatycznie po kolejną tabletkę. Zwłaszcza przy problemach ze snem.

Konsultacja merytoryczna tekstu – lek. mgr Lech Popiołek, lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii dzieci i młodzieży oraz psycholog – dziękuję!

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.

Czy można zasypiać “zbyt szybko”?

Czy można zasypiać “zbyt szybko”?

O bardzo długim zasypianiu, zmorze wielu rodziców, pisałam już na blogu (KLIK). A co, jeśli dziecko zasypia wieczorem, gdy tylko przyłoży głowę do poduszki, w mniej niż 5 minut?

To niekoniecznie jest powód do radości. 

Wiele osób wie, że zbyt długie zasypianie świadczy o bezsenności. Ale akurat w tym przypadku nie jest tak, że im szybciej tym lepiej. Przeciętnie zdrowy człowiek zasypia wieczorem w ciągu 15-30 minut od “zgaszenia światła” czyli podjęcia decyzji pt. idę spać. Nie ma więc nic złego w tym, że Twoje dziecko kręci się, mruczy, macha nogami i rękami przez prawie dwa kwadranse zanim wpadnie w objęcia Morfeusza (choć wiem z autopsji, że pół godziny siedzenia przy zasypiającym dziecku czasem wydaje się WIECZNOŚCIĄ).

Gdy dziecko stale zasypia w ciągu minuty czy dwóch od położenia się, może to świadczyć o deprywacji, czyli niedoborze snu. Presja snu (potrzeba snu) jest już tak ogromna, że organizm wykorzystuje każde kilka sekund w bezruchu w pozycji siedzącej czy leżącej, żeby wreszcie rozpocząć regenerację.

Zdarza się, że bardzo szybko zasypiają osoby, które śpią dobowo tyle, ile powinny, ale jakość ich snu jest niska. Najczęściej dzieje się tak przy występowaniu tzw. bezdechów sennych. Czerwonymi flagami, które powinny zwrócić naszą uwagę, jest oddychanie przez usta i chrapanie. Więcej na temat zaburzeń oddychania przez sen napisałam TUTAJ.

Zbyt szybkie zasypianie nie musi być problemem, jeśli zdarza się tylko raz na jakiś czas. Często przydarza się dzieciom po porządnym wysiłku fizycznym. Jest normą w tygodniach, w których dziecko zaczyna rezygnować z drzemki, ale dopiero przyzwyczaja się do spania jeden raz na dobę. Jeśli jednak “odpadanie” po dotknięciu poduszki powtarza się stale, warto spróbować układać dziecko do snu wcześniej niż dotychczas, budzić później (albo przygotować sypialnię w taki sposób, żeby nie rozbudzało się przedwcześnie – KLIK!) lub nie rezygnować jeszcze z drzemki. 

Dziecko z deficytem snu zasypia szybko i to mogłoby się wydawać fajne – ale, niestety, nie jest. Stale utrzymujący się niedobór snu u dzieci i młodzieży może zwiększać ryzyko problemów z uwagą, zachowaniem i uczeniem się, a także ryzyko urazów, nadciśnienia tętniczego, otyłości, cukrzycy i zaburzeń depresyjnych [1].

Problem polega też na tym, że gdy kładziemy spać takie mocno zmęczone dziecko, jego mózg szybciej i na dłużej wchodzi w fazę snu głębokiego. A to właśnie w tej fazie snu zdarzają się tzw. niepełne wybudzenia (totalnie niegroźne, choć zwykle wybudzające rodziców np. siadanie przez sen z brakiem kontaktu, choć bez pobudzenia ruchowego), lęki nocne (więcej na ten temat pisałam TUTAJ) i somnambulizm, czyli lunatykowanie.

Więcej na temat norm snu w populacji pediatrycznej przeczytasz w TYM artykule.

 

Masz dość wielogodzinnego usypiania dziecka? Mam dla Ciebie szkolenie „Rytuał wieczorny"!

Ile powinno spać dziecko?

Ile powinno spać dziecko?

W Internecie i poradnikach rodzicielskich można znaleźć setki różnych tabel i norm dotyczących czasu snu dziecka. Większość, niestety,  jest wyssana z brudnego palca. Czasem zastanawiam się, jak okropne dla wielu rodziców musi być rozczarowanie, że noworodek nie śpi po 20 godzin na dobę (większość nie śpi, serio).

Z drugiej strony nie jest też tak, że zupełnie nie istnieją rekomendacje dotyczące długości snu u dzieci. Mamy swoje tabelki, dokładnie tak, jak posługujemy się widełkami dotyczącymi rozwój umiejętności motorycznych, mowy itp. Tyle że normy, z których korzystają eksperci medycyny snu, są zwykle bardziej liberalne (a przez to uspokajające dla rodziców) niż anonimowe tabelki porozrzucane na portalach parentingowych, bez żadnych odnośników do źródeł danych.

W czerwcu 2016 roku Amerykańska Akademia Medycyny Snu opublikowała rekomendowaną długość snu dla dzieci i młodzieży. Nad powstawaniem dokumentu pracowało 13 ekspertów, którzy przez 10 miesięcy przeanalizowali 864 artykułów naukowych. Pod rekomendacjami podpisały się: Amerykańska Akademia Pediatrii, Towarzystwo Badań nad Snem oraz Amerykański Związek Technologów Snu, zrzeszający personel medyczny pracujący podczas badań snu.

 

Ile powinno spać dziecko?

4-12 miesięcy: 12-16 godzin na dobę (w tym drzemki)

1-2 lata: 11-14 godzin na dobę (w tym drzemki)

3-5 lat: 10-13 godzin na dobę (w tym drzemki)

6-12 lat: 9-12 godzin na dobę

13-18 lat: 8-10 godzin na dobę

Nie stworzono zaleceń dla dzieci młodszych niż czteromiesięczne ze względu na szeroki zakres normy w zakresie czasu trwania snu i niewystarczającą liczbę danych naukowych dot. skutków zdrowotnych [1].

Być może Twoją uwagę przykuło kilka ciekawych faktów.

Po pierwsze, naukowcy nie mieli podstaw do rozdzielania snu dziennego od nocnego. Dali w ten sposób jasno do zrozumienia – nie mamy mocnych dowodów na twierdzenie, ile drzemek w ciągu dnia, jakiej długości i do kiedy powinno mieć dziecko (więcej o drzemkach poczytasz tutaj).

Po drugie, szeroki zakres normy oraz brak odpowiednich danych naukowych związanych z ewentualnymi konsekwencjami zdrowotnymi nie pozwala na stworzenie zaleceń dla niemowląt młodszych niż czteromiesięczne.

W pierwszych trzech miesiącach życia dzieci śpią bardzo różnie, większość nich w zakresie szerokiej normy rozwojowej. W tym czasie niemowlaki są bardzo zmienne i trudno złapać u nich jakiś rytm.  Są karmione na żądanie, więc cała opieka odbywa się „na żądanie”. Może być tak, że dziecko w poniedziałek śpi świetnie, we wtorek w ogóle nie chce usnąć, w środę ma trzy drzemki, w czwartek ma pięć, a w sobotę ma dwie, bo przyszli goście i chciało się nimi nacieszyć. Nie ma więc potrzeby koncentrować się na liczbie przespanych godzin.

To, co jest istotniejsze w pierwszych trzech miesiącach życia dziecka to zwrócenie uwagi na skuteczność karmienia i tempo przyrostu masy ciała. W tym wieku zdecydowana większość problemów z zasypianiem czy długością snu wynika z problemów z karmieniem, w tym problemów laktacyjnych (nieprawidłowa technika karmienia, nieprawidłowości w budowie jamy ustnej dziecka jak skrócone wędzidełko języka, problemy ze ssaniem, infekcja). Rozwiązanie pierwotnego problemu pozytywnie wpłynie na wzorzec snu maluszka.

Pamiętam konsultacje z rodzicami, którzy zgłosili się do mnie w związku z trudnościami niemowlaka ze snem, mówiąc „Pani Magdo, nam się wydaje, że nasze dziecko tak kiepsko przybiera dlatego, że ono kiepsko śpi. Bo on jest niewyspany, nie za bardzo ma siłę jeść i nie ma apetytu”. To tak nie działa. Problemy ze snem nie wpływają negatywnie na apetyt dziecka. Wręcz odwrotnie – człowiek, który jest głodny, nie będzie mógł zasnąć, bo napęd do zaspokojenia potrzeby pożywienia będzie silniejszy (oczywiście, nieco inaczej wygląda to w trakcie infekcji, nasilonej żółtaczki lub przy znacznym niedożywieniu, kiedy niemowlaki zgłaszają się do karmienia rzadziej niż powinny).

Jeżeli dziecko słabo przybiera na masie to prawdopodobnie jest coś, co negatywnie wpływa na karmienie i sen – i maluch potrzebuje porządnej diagnozy (pediatry, doradczyni lub konsultantki laktacyjnej, logopedy, fizjoterapeuty, innych specjalistów), a nie nauki samodzielnego zasypiania. Więcej na temat niemowląt karmionych piersią, które nie przybierają tak, jak powinny, przeczytasz TUTAJ.

Istotne jest również to, że optymalny czas snu dla dzieci wieku 4-12 m.ż. jest dość szeroki. Zalecenia opracowane na podstawie badań są znacznie niższe niż „normy” podawane przez “trenerów snu”, według których niemowlęta między 4 a 12 m.ż. powinny spać 14-15 godzin na dobę (a w rekomendacjach mamy informacje o zakresie 12-16 godzin). Pytanie brzmi, co jest źródłem upierania się przy nierealistycznych / przestarzałych danych?

 

W jaki sposób liczyć czas snu dziecka?

Po pierwsze, w medycynie snu nigdy nie wyciąga się wniosków z jednej gorszej nocy. Najlepiej prowadzić obserwacje przez minimum dwa tygodnie. Po drugie, każdy człowiek wybudza się w nocy, dzieci też, i czas trwania wybudzeń nie musi być kłopotem i nie musi być odliczany z czasu snu, jeśli trwają stosunkowo krótko (typu “nakarmić, odbić, przewinąć i śpi”). Po trzecie, każda drzemka się liczy, ponieważ każda zmniejsza presję snu i ładuje akumulatory dziecka (a jeśli drzemka jest bardzo długa i / lub późna, kradnie nieco czas snu z nocy). Warto więc siadając do notatek, uwzględniać przy zapisie turbodrzemki przy karmieniu (które nie muszą być niczym złym – KLIK), w trakcie jazdy samochodem itp.

 

I co dalej?

Jeśli dziecko śpi krócej, niż mówią rekomendacje (choć ma czas na sen i adekwatnie przygotowane miejsce), ale mimo to prawidłowo się rozwija i dobrze funkcjonuje w ciągu dnia, to nie spełnia kryterium zaburzeń snu. Osoby posiadające niskie zapotrzebowanie na sen (które to jest uwarunkowane genetycznie) nazywa się “krótkospaczami” (short sleepers). W życiu dorosłym, przesypiając do 6 godzin na dobę, nie skarżą się oni na senność, złe samopoczucie czy jakiekolwiek inne problemy związane ze snem czy funkcjonowaniem w ciągu dnia (zazdroszczę). 

W przypadku, kiedy sen dziecka jest zbyt krótki i negatywnie wpływa to na jego funkcjonowanie, rozwój i zdrowie, rodzina potrzebuje przede wszystkim konsultacji pediatry i innych specjalistów, w zależności od podejrzewanego podłoża somatycznego zaburzeń snu. Chorób, niedoborów i zaburzeń rozwojowych negatywnie wpływających na sen jest ponad 20!

Część problemów ze snem będzie wynikało z nieprawidłowo przygotowanego środowiska snu (poczytaj TUTAJ) czy innych trudności w rodzinie, w tym emocjonalnych. Diagnozę psychologiczną warto powierzyć psychologowi po pięcioletnich studiach magisterskich, z uwagi na to, że sen jest jedynie wycinkiem funkcjonowania psychofizycznego dziecka – kursy online nie dają wystarczającej wiedzy i umiejętności diagnostycznych do określenia przyczyn trudności, tak medycznych, jak i wymagających pracy z rodziną.

 

Jeżeli chcesz wiedzieć jakie mogą być zdrowotne przyczyny pobudek – sprawdź szkolenie „Problemy zdrowotne a sen dziecka”!

Jesienne infekcje – wywiad z farmaceutą

Jesienne infekcje – wywiad z farmaceutą

Zaczyna się jesień i zaczynają się jesienne infekcje! Zwłaszcza, jeśli dopiero zaczęliśmy przygodę ze żłobkiem lub przedszkolem i nasze dziecko po raz pierwszy styka się z tak dużą liczbą nowych patogenów.

Jak zapobiegać infekcjom i jak z nimi walczyć, gdy się już pojawią?

Postanowiłam spytać o to Artura Rakowskiego – zielonogórskiego farmaceutę i promotora zdrowia. Artur prowadzi bloga arturrakowski.pl, w którym po męsku opowiada o ojcostwie, sprzęcie medycznym i zdrowiu najmłodszych. Jest autorem wielu publikacji w prasie branżowej oraz prelegentem ogólnopolskich konferencji dla specjalistów i pacjentów. Lokalnie współpracuje z wieloma fundacjami i prozdrowotnymi ruchami miejskimi. Prywatnie jest zakochanym mężem Aurelii i szczęśliwym ojcem Amadeusza. W wolnych chwilach sporo czyta i odpoczywa przy muzyce elektronicznej.

Magdalena Komsta:  Wyobraź sobie, że jestem rodzicem dziecka powyżej roku. Zaczynam z maluchem adaptację do żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola. Po dwóch tygodniach – pierwszy katar. Czy mogę przy takiej infekcji skorzystać z porady farmaceuty i jego propozycji leków bez recepty? Kiedy jednak powinnam zwrócić się do lekarza po pomoc?

Artur Rakowski: Zacznijmy od tego, że większość infekcji górnych dróg oddechowych ma charakter samoograniczający się – czyli wymaga kontrolowania objawów i spokojnego oczekiwania na rozwój wypadków. Infekcja  jest wtedy zwalczana po prostu przez układ immunologiczny dziecka. Jednakże są takie sytuacje, kiedy należałoby porzucić domowe sposoby i samoleczenie preparatami aptecznymi i udać się do lekarza. Pierwszym sygnałem, który powinien skłonić nas do wizyty u lekarza, jest kaszel przewlekły, czyli taki, który utrzymuje się dłużej niż 2 tygodnie oraz zmieniający się kolor wydzieliny, zwłaszcza jeśli widzimy w niej krew.

Kaszel i kichanie tak naprawdę są  naszym naturalnym odruchem obronnym. Pod dużym ciśnieniem maluszek pozbywa się  patogenów, które podrażniły mu błonę śluzową górnych dróg oddechowych i doszło do odruchu kaszlu. Więc to jest tak naprawdę nasz sojusznik. Jeśli więc kaszel nie jest napadowy, jeśli dziecko się nie dusi, nie ma potrzeby podawania syropu przeciwkaszlowego  – chyba że jest problem z zasypianiem.

Wiem, że producenci w reklamach często wmawiają społeczeństwu, że syrop jest i na mokry, i na suchy kaszel. To jest mit. W jednym leku nie powinno się łączyć substancji przeciwkaszlowej i wykrztuśnej. Syropy wykrztuśne, czyli te na mokry kaszel, upłynniają wydzielinę, ale paradoksalnie wywołują odruch kaszlu, by tą zalegającą wydzielinę usunąć z dróg oddechowych. Taki jest ich mechanizm działania. Jeśli więc najpierw użyjemy syropu na mokry kaszel, a za chwilę na suchy, to wydzielina zostanie upłynniona, a potem zostanie nam na drogach oddechowych. Nie wykrztusimy jej. To nie jest dobre postępowanie.

MK: Co z gorączką? Kiedy jeszcze można podawać leki i obserwować dziecko, a kiedy powinniśmy jednak zasięgnąć porady lekarskiej?

AR: Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Amerykańscy pediatrzy mówią o takiej jednostce chorobowej jak fever phobia, czyli lęk przed gorączką. I wcale nie dotyczy ona dzieci, a ich rodziców. Część specjalistów zwraca uwagę na to, że zbyt pochopne zbijanie gorączki może przeszkadzać organizmowi dziecka w zwalczaniu infekcji. Z drugiej strony mamy też zwolenników szybkiego działania. Argumentują, że pojawiały się przypadki drgawek gorączkowych już przy temperaturze 38 stopni C. Przeciętny rodzic, może przede wszystkim obserwować swoje dziecko. Jeśli u naszego dziecka ta temperatura powoli narasta, nie są to nagłe skoki temperatury, to myślę, że spokojnie możemy poczekać z podawaniem leków do 38,5 stopni C. Musimy natomiast odpowiednio nawadniać dziecko. 

MK: Skoro jesteśmy już przy lekach przeciwgorączkowych, powiedz, proszę, jakie leki przeciwgorączkowe można podawać małym dzieciom, a jakie są absolutnie zabronione?

AR: U dzieci w przypadku leczenia gorączki lekiem z wyboru jest paracetamol ponieważ jest on najbezpieczniejszy. Można do leczenia włączyć inny lek przeciwgorączkowy, na przykład ibuprofen. I wtedy zastosować taką terapię naprzemienną co 4-6 godzin. Najpierw ibuprofen, później po 4-6 godzinach paracetamol. Następnie znowu ibuprofen, paracetamol i tak przez całą dobę, ale tylko w sytuacji gdy maluch nie zareagował na podawanie paracetamolu. Lekami przeciwgorączkowymi przeciwwskazanymi u dzieci jest metamizol sodowy i aspiryna, ponieważ może spowodować zespół Reye’a, czyli uszkodzenie wielonarządowe. 

MK: Kiedy podać lek przeciwgorączkowy w syropie, a kiedy wybrać czopki?

AR: Preferowaną postacią podawania leków jest postać doustna. Ale są takie przypadki, szczególnie u najmniejszych dzieci, u maluszków, kiedy lek trzeba podać w czasie snu: wtedy fajnym rozwiązaniem jest czopek. Jeśli dziecko wymiotuje syropem, to również możemy podać lek w formie czopku. Pamiętajmy, że jeśli wymioty pojawiły się w ciągu 10 minut od podania, to nie nastąpiło wchłonięcie części dawki, więc spokojnie możemy wtedy podać czopek z tą samą substancją. Natomiast jeśli te wymioty nastąpiły po 40 minutach, to nie powinno się ponownie podawać tego samego leku, bo może dojść do zatrucia. Kiedy nie jesteśmy pewni, co do tego ile czasu upłynęło od podania poprzedniej dawki, lepiej poczekać te 3 – 4 godziny z kolejną dawką. Decydując się na terapię naprzemienną, najlepiej podać paracetamol w formie doustnej, natomiast ibuprofen podać w czopku. To jest takie optymalne rozwiązanie, z racji tego, że paracetamol bardzo słabo uwalnia się z masy czopkowej.

MK: Chciałabym teraz porozmawiać trochę o katarze. W jaki sposób rodzice mogą oczyszczać nos dziecka? 

AR: Warto udrożniać nos dziecku, ponieważ przy nagromadzeniu wydzieliny może dojść do rozwoju ostrego zapalenia zatok. Przez lata  w naszej kulturze zachodniej byliśmy uczeni, że nos wydmuchuje się w chusteczkę. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale fizjologiczne oczyszczanie nosa przez nasz organizm przebiega w zupełnie odwrotnym kierunku. Ponieważ nasza błona śluzowa wyścielająca jamy nosowe składa się z nabłonka migawkowego. I ten nabłonek migawkowy tworzą płaskie komórki z charakterystycznymi wiciami. Na tych wiciach jest umieszczony pewnego rodzaju żel, który jak lep na muchy oczyszcza wdychane powietrze. Do tego „lepu na muchy” przyklejają się alergeny, patogeny, bakterie, zanieczyszczenia, pyły. Później nabłonek migawkowy  synchronicznie przesuwa zanieczyszczenia w głąb, czyli z nosa do gardła. A z gardła – do żołądka. Więc tak naprawdę, można powiedzieć, że przez całe życie połykamy swoje gluty.

MK: Trudno, co zrobić 🙂

AR: Kiedy wszystkie patogeny dostaną się do naszego układu pokarmowego, kwaśne pH żołądka unieszkodliwia je. Świetną metodą na wspieranie tego samooczyszczania jest udrożnianie nosa przy pomocy zwykłego roztworu soli fizjologicznej lub tzw. „wody morskiej”. Udrażniając nos wielu rodziców popełnia taki błąd: psika zdrowemu dziecku do nozdrzy i szybko wyciąga ten nadmiar aspiratorem. To nie jest dobre działanie. Jeśli tylko nawilżamy dziecku nos i ono nie jest chore, to po aplikacji przy pomocy wody morskiej wcale nie trzeba udrożniać nosa aspiratorem. Wystarczy ten wypływający nadmiar przetrzeć zwykłą chusteczką. Natomiast jeśli wydzielina jest gęsta, wtedy możemy zastosować hipertoniczną wodę morską, czyli o większym stężeniu chlorku sodu upłynnić wydzielinę i odciągnąć aspiratorem. 

MK: Jak wybrać dobry preparat do udrożniania nosa? 

ARProducenci często ładują do butelek zwykłą sól fizjologiczną, nazywając te produkty wodą morską – a to nieprawda. W wodzie morskiej poza chlorkiem sodu są różne minerały – na przykład mangan czy miedź. Prawdziwa woda morska nie jest też konserwowana, podczas gdy niektóre preparaty ją udające zawierają chlorek benzalkonium, który może powodować kontaktowe zapalenia. 

MK: Czy na własną rękę wolno stosować krople na katar? 

AR: W dużym uproszczeniu krople na katar powodują skurcz naczyń krwionośnych w błonie śluzowej nosa. W ten sposób zmniejszają wysięk z nosa. Nie można ich stosować dłużej niż  5 dni u dziecka, ponieważ po tym czasie błona śluzowa może zostać trwale uszkodzona.

MK: Jakie produkty z apteki poprawiają odporność dziecka?

AR: Budowanie odporności to nie jest prosta sprawa. Na pewno nie usłyszysz ode mnie prostego przepisu. Prawda jest taka, że 90% preparatów, które znajdziesz na aptecznych półkach nie ma badań potwierdzających skuteczność. Większość to suplementy diety, które nie muszą być przebadane pod kątem obietnic marketingowych i praktycznie nie ma żadnej nad nim kontroli prawnej. Żeby w ogóle zacząć mówić o budowaniu odporności trzeba zacząć od podstaw – na przykład od unikania smogu, zwiększenia ilości ruchu na świeżym powietrzu, hartowania i nieprzegrzewania dziecka i wprowadzenia odpowiedniej diety z uwzględnieniem produktów immunostymulujących. 

Jeśli dziecko kilkanaście razy w roku choruje, to nie biegnijmy do apteki, ale przeprowadźmy diagnostykę. Zwróćmy uwagę na witaminę D3. Sprawdźmy, czy dziecko nie ma anemii. Zbadajmy poziom selenu.Godnych uwagi produktów z apteki jest niewiele. Po pierwsze, kwasy omega 3 – z ryb, w tym tran, olej z alg, zimnotłoczone nierafinowane roślinne oleje. Od 6 roku życia można stosować aloes w ampułkach. 

Przez długi czas uważano, że świetne właściwości immunostymulujące ma immunoglukan i betaglukan. Aktualnie tę skuteczność poddaje się w wątpliwość, aczkolwiek moim zdaniem warto go rozważyć.

MK: A co z olejem z czarnuszki, który robi od jakiegoś czasu furorę?

AR: Rzeczywiście jest wiele badań, które potwierdzają skuteczność oleju z czarnuszki w zapobieganiu infekcjom. Stosujmy go jako element diety, po prostu przemycając go w różnych posiłkach.

MK: Czy witamina C skraca czas infekcji? 

AR: Niestety nie. Skuteczność witaminy C i wapnia przy przeziębieniu to niestety mit.

MK: I ostatnie pytanie o probiotyki. Słyszy się coraz częściej o tym, że jelita są centrum odporności i stosowanie probiotyków wzmacnia tę odporność. Czy to prawda?

AR: Rzeczywiście bakterie w jelitach produkują różne związki immunostymulujące. Ale czy podając zewnętrznie probiotyk w postaci farmaceutyku poprawimy swoją mikroflorę? Marcin  Pan Tabletka w swoim wpisie porównał mikroflorę do rafy koralowej. Czy jeśli do rafy koralowej, w której żyją miliony różnych gatunków, dodamy jeden gatunek ryby, to wpłyniemy istotnie na jej różnorodność? W żaden sposób. Mikroflora jest bardzo ważna, ale wspierajmy ją w sposób naturalny: przetworami mlecznymi i kiszonkami. Nie łudźmy się, że podając jakiś zewnętrzny probiotyk w postaci farmaceutyków my rewelacyjnie poprawimy odporność. Część probiotyków jest zarejestrowana jako leki, ale stosuje się je w ściśle określonych wskazaniach, jak biegunka poantybiotykowa. Kilka szczepów bakterii ma wiarygodne badania dotyczące skuteczności. Cała reszta to zwykły marketing.

MK: Dziękuję Arturze za szczerą rozmowę!

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.