Trudne emocje po odstawieniu dziecka od piersi

Trudne emocje po odstawieniu dziecka od piersi

Mam wrażenie, że emocje przeżywane przez matki, które odstawiły dziecko od piersi, to zbyt rzadko poruszany temat. Zwykle skupiamy się na metodach, JAK zakończyć karmienie szybko i łagodnie. Znacznie rzadziej pojawiają się artykuły, które zachęcają do refleksji, CZY w ogóle kończyć drogę mleczną (bo na przykład moment adaptacji do żłobka lub powrotu mamy do pracy nie musi być z automatu wiązany z odstawieniem od piersi), a już zupełnym wyjątkiem są teksty skupiające się na tym, CO dzieje się z ciałem i psychiką odstawiającej mamy. A dzieje się całkiem sporo.
Intuicyjnie czujemy, że zaprzestanie karmienia w pierwszych tygodniach po porodzie może być trudnym doświadczeniem, zwłaszcza jeśli kobieta chciała karmić niemowlę piersią, a obiektywne przeszkody lub brak odpowiedniego wsparcia uniemożliwiły jej realizację laktacyjnych planów. Warto pamiętać, że takie mamy są w grupie ryzyka depresji poporodowej i otoczenie powinno objąć je szczególną opieką.

Matki, które karmiły dziecko dłużej, czasem bardzo długo, zwykle oczekują, że zakończenie drogi mlecznej przyjmą z ulgą i radością – w końcu były już zmęczone, niewyspane, potrzebowały zmian. Czasem okazuje się, że emocje, które się pojawiają, są zgoła inne.

Po odstawieniu od piersi, mimo zaplanowania i bez względu na wiek dziecka, mogą się pojawić u mamy: smutek, żal, poczucie straty, braku, winy, tęsknota, złość, szybkie zmiany nastroju, płaczliwość, poirytowanie, problemy z zasypianiem. Kobiety, u których powrócił już cykl menstruacyjny, czasem zauważają, że miesiączki mogą stać się bardziej bolesne, a PMS bardziej dokuczliwy. Pojawiają się myśli: „jestem bezwartościowa”, „dziecko już mnie nie potrzebuje”, „już jest takie duże”, „popełniłam błąd”. Czasem emocje, których doznają są sprzeczne: z jednej strony cieszą się, że już po wszystkim, z drugiej strony odczuwają smutek i obwiniają się o podjętą decyzję.

Zresztą, posłuchajcie matek, które zgodziły się anonimowo opowiedzieć o tym, jak to wyglądało:

Córka odstawiła się po 3 latach i 3 miesiącach. Po prostu wieczorem do snu powiedziała, że ona nie chce mleczka, tylko chce się przytulić. Nooo myślałam zawsze, że się ucieszę, jak w końcu się odstawi, a tu myślałam, że mi serce pęknie. Było mi przykro, trochę smutno, nawet łezka mi się w oku zakręciła, że tak nagle nie chce, a z drugiej strony, że to już taka duża dziewczynka jest.

Kiedy synek pierwszy raz zasnął bez piersi rozpłakałam się…Chciałam go już odstawić, wiedziałam, że będzie za tym tęsknił, ale nie spodziewałam się, jak bardzo ja będę tęsknić… Najgorsze były wyrzuty, że przecież mogłabym go jeszcze karmić, dawać mu to co najlepsze, przecież tak szybko rośnie…

Odstawiłam córkę, bo już miałam dość ciągania, drapania, szczypania, po prostu ciężko mi już było psychicznie. Chodziłam wściekła, każde karmienie było dla mnie udręką po pewnym czasie. Bardzo chciałam już mieć to za sobą i byłam tego pewna. Mała miała 18 miesięcy. Odstawiła się bez żadnego problemu, bo ona zwyczajnie się bawiła, a nie jadła. Zasypiała bez problemu, odstawienie trwało krótko. Tak jak się martwiłam, że ona nie da rady, tak to ja nie dawałam. Czułam się niepotrzebna, załamana, czułam się złą mamą, że z własnego widzimisię odbieram córce wszystko co najlepsze. Płakałam po nocach. To co przeżywałam było okropne. Ciężki to był czas dla mnie, całe szczęście, że nie dla mojego dziecka.

Moja córka odstawiła się sama, gdy byłam w połowie drugiej ciąży – pewnie mleka było mało czy też zmienił się smak. Dla niej było to kompletnie bezbolesne, choć to ogromna przylepa i cycoholik 😉 Ja miałam poczucie, że to zdecydowanie za wcześnie, choć karmienie w ciąży sprawiało mi ból, nie chciałam jej odstawiać i marzył mi się tandem. Choć z perspektywy czasu myślę, że dobrze się wszystko złożyło, wtedy mi było smutno i musiałam tak w sobie dokonać pewnego rodzaju zamknięcia, przemyśleć wszystko i przepracować, no i cóż, popłakać w nocy w tajemnicy w kuchni.

Planowałam karmić córkę rok. Córka pewnego wieczoru podziękowała za pierś i już więcej nie chciała. Z jednej strony radość, a z drugiej… Przepłakałam pół nocy, później wcale lepiej nie było… Było mi źle, nie mogłam się odnaleźć, czegoś mi strasznie brakowało, zrobiłam się emocjonalnym wrakiem człowieka. Było mi smutno, nic nie sprawiało mi radości.

Jestem właśnie trzecią dobę po ostatnim karmieniu. Mieszanka zupełnie ambiwalentnych emocji – póki co jest wybuchowa. Zadowolenie? Tak, tak poniekąd czuję się jakbym odzyskała część wolności… To miesza się z poczuciem pustki, straty. Jest mi przykro, że bezpowrotnie straciłam kawałek więzi z synkiem. Staję przed lustrem, patrzę na siebie i łzy same lecą wąską stróżką po twarzy. Czuję się niezrozumiana przez rodzinę, w szczególności męża. Dla nich to takie naturalne, normalne, że kobieta odstawia dziecko. A ja czuję, że ta sytuacja „ryje mi beret”.

Jeśli widzisz w powyższych opisach cząstkę swoich przeżyć, to być może właśnie się uspokoiłaś. Nie zwariowałaś, wiele kobiet to przeżywa. Matki często obwiniają się, że to efekt ich nadopiekuńczości, że mają „zbyt bliską” więź z dzieckiem, ale mechanizm stojący za spadkiem nastroju jest uniwersalny bez względu na cechy osobowościowe matki i ma podłoże hormonalne.

Zakończenie laktacji wiąże się ze spadkiem poziomu prolaktyny i oksytocyny – dwóch hormonów, które nie tylko wpływają na karmienie piersią, ale także  na funkcjonowanie mózgu. Prolaktyna, która odpowiada za produkcję pokarmu, ma działanie relaksujące i uspokajające, a oksytocyna, odpowiadająca za wypływ mleka z piersi, ułatwia tworzenie więzi i poprawia nastrój. Nie powinno więc dziwić, że odstawienie karmień, skutkujące obniżeniem się poziomów tych dwóch hormonów, wiąże się czasem z przeżywaniem silnych i trudnych emocji [1].

Ile to może potrwać? Zwykle od kilku dni do około dwóch tygodni. Jeśli objawy trwają dłużej niż dwa tygodnie, ich natężenie nie zmniejsza się, uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, dobrze jest porozmawiać z lekarzem, aby wykluczyć istnienie depresji, zwłaszcza jeśli mama miała w przeszłości epizody depresyjne [2].

Im wolniejsze odstawianie od piersi, tym większa szansa, że przebiegnie ono łagodniej dla dziecka oraz dla matki, zarówno w sferze emocjonalnej, jak i fizycznej. Nagłe zaprzestanie karmień może skutkować  przepełnieniem piersi, obrzękiem, zastojami. W razie bolesności należy odciągać ręcznie lub laktatorem niewielkie ilości mleka, tylko do odczucia ulgi. Niektóre mamy wspomagają się piciem naparu z szałwii lub mięty. Po jakimś czasie pokarm będzie się produkować coraz wolniej (choć nadal na przykład na dźwięk płaczu obcego dziecka może wypływać z piersi). Mleko nie znika z gruczołów z dnia na dzień – nieduże ilości pokarmu mogą być obecne w piersi nawet kilka miesięcy po odstawieniu karmień.

Co mogę zrobić, by się lepiej poczuć?

Przede wszystkim daj sobie przyzwolenie na przeżywanie trudnych emocji. Poszukaj osoby, która wysłucha Cię z empatią, której możesz szczerze powiedzieć o tym, co odczuwasz, jakie masz wątpliwości. Czasem dopiero otwarcie się przed innymi matkami, która również karmiły swoje dzieci, uświadamia nam, jak powszechne są te odczucia, mimo że nie mówi się o nich publicznie. Jeśli nie znasz nikogo takiego, pomocne może być zapisywanie swoich przeżyć i przemyśleń.

Niektórzy nazywają czas po odstawieniu dziecka „żałobą”, bo kończy się jakiś etap w życiu, etap bycia mamą karmiącą i tak jak w żałobie po kimś bliskim, warto dać sobie czas na przeżycie tej straty. Coś się kończy, coś się zaczyna – po doświadczeniu karmienia nadchodzi kolejny etap, wcale nie gorszy, po prostu inny. Taki, w którym bliskość będzie można wyrażać i umacniać w inny niż przystawianie do piersi sposób.

Bądź dla siebie dobra – nie planuj zbyt wielu zmian na raz, odmawiaj wobec zobowiązań, które mogą poczekać, odpuść tyle, ile możesz. Warto dać sobie chwilę na oswojenie z nową sytuacją, bez presji, aby teraz-zaraz wszystko było „tak jak wcześniej”. Jeśli odstawienie było dość szybkim procesem, to zarówno dziecko, jak i Ty uczycie się siebie w tej nowej sytuacji i to wymaga czasu. Wielu kobietom w przeżyciu i zaakceptowaniu własnych uczuć pomaga kontakt z własnym ciałem: rozpoczęcie ćwiczeń fizycznych, pójście na masaż, taniec, joga, bieganie, treningi relaksacji. Czasami wiele ułatwia rozmowa ze specjalistą, który pomoże uporządkować myśli i emocje.

Bez względu na to, kiedy i w jaki sposób odstawiłaś lub planujesz odstawić dziecko od piersi, pamiętaj o jednym: podejmujemy najlepszą decyzję, jaką w danej chwili możemy podjąć. Ani długość karmienia, ani sposób jego zakończenia, ani emocje temu towarzyszące nie definiują Cię jako matki. Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia, trzymaj się ciepło, Mamo!

Korzystałam także z książki: „Healing breastfeeding grief” Hilary Jacobson, Rosalind Press 2016.

 

Uważaj, komu się zwierzasz?

Uważaj, komu się zwierzasz?

Opublikowałam na blogu niedawno tekst o rodzicach, którzy nie przyznają się pracownikom ochrony zdrowia i własnym znajomym do tego, że ich dziecko jeszcze nie przesypia nocy albo śpi z nimi w jednym łóżku. Pojawiło się kilka komentarzy osób, które nie rozumiały, dlaczego ludzie koloryzują akurat w tym temacie i podważały wiarygodność przytaczanej ankiety. Inne matki w ogóle nie były zdziwione tymi danymi, bo same okłamują lekarzy, rodzinę i koleżanki w sprawie współspania, liczby nocnych pobudek, długiego karmienia piersią itd. Nawet w „Księdze wymagającego dziecka” Searsów znalazłam swego czasu taką przestrogę, skierowaną do rodziców High Need Babies: „Uważaj komu się zwierzasz”. I, jakkolwiek w pełni rozumiem niechęć do ujawniania bliższym i dalszym osobom w otoczeniu swoich macierzyńskich trudności (bo sama czasem nie mam ochoty wdawać się w szczegóły), zaczęłam się zastanawiać, czy w ten sposób nie strzelamy sobie same w stopę. (więcej…)

Kituś-bajduś, czyli jak rodzice kłamią na temat snu swoich dzieci

Kituś-bajduś, czyli jak rodzice kłamią na temat snu swoich dzieci

Pisałam już kiedyś o tym, że nasza pamięć jest niedoskonała i niejednokrotnie z pełnym przekonaniem opowiadamy innym o zdarzeniach, które nie wyglądały dokładnie tak, jak to przedstawiamy. Złośliwi mówią, że to domena teściowych, których dzieci „same spały, wszystko jadły i sikały na nocnik grubo przed pierwszymi urodzinami”. Kto nie wie, dlaczego kiedyś młodzież była lepsza, czyta tutaj. Powszechne mijanie się z prawdą na temat zachowania swoich maluchów nie wynika jednak tylko z właściwości ludzkiej pamięci.

Podczas przygotowywania warsztatów na temat High Need Babies szukałam danych dotyczących tego, jak duży odsetek rodziców okłamuje otoczenie odnośnie snu ich dziecka. Jak myślisz, (1) ilu rodziców nie przyznaje się pracownikom ochrony zdrowia, że śpi w jednym łóżku z dzieckiem? oraz (2) ilu oszukuje znajomych, że ich niemowlę już przesypia całą noc?

Z ankiety przeprowadzonej na ponad 600 brytyjskich rodzicach wynika, że 46% osób śpiących z dzieckiem w jednym łóżku okłamuje lekarzy, pielęgniarki i inne osoby sprawujące opiekę nad niemowlęciem, że sypia ono we własnym łóżeczku [1].

Dlaczego tak się dzieje? W krajach anglosaskich z ust ekspertów medycznych i szeregowych pracowników przychodni płynie silny przekaz, że współspanie z niemowlęciem jest dla niego niebezpieczne (o tym, dlaczego to nie jest prawdą, pisałam już tu i tu). Rodzice boją się reakcji służb medycznych i bycia oskarżonym o brak odpowiedzialności i szafowanie życiem własnego dziecka. Zamiast uzyskać rzetelne informacje na temat bezpiecznego dzielenia łóżka z maluchem, rodzice ukrywają ten fakt przed osobami, które mogłyby służyć wiedzą opartą o dowody naukowe. Na szczęście ten temat niedawno podjął brytyjski oddział UNICEFU, uczulając profesjonalistów na to, że straszenie zamiast dostarczania wiedzy o dobrych praktykach w rzeczywistości bardziej naraża życie niemowląt [2].

A co z rodzicami, których dzieci budzą się, jak na dzieci przystało, a oni wciskają znajomym kit, że „moje to już przesypia całe nocki, zasypia o 19, a wstaje po ósmej„? Według najostrożniejszych badań takich zawodników oszukujących znajomych odnośnie wzorca snu swoich dzieci jest co najmniej jedna trzecia [3].

Sądzę, że liczba przesypiających noc dzieci jest i tak zawyżona, ponieważ wiele kobiet, zwłaszcza karmiących piersią i śpiących z niemowlęciem w jednym łóżku, nie rejestruje liczby pobudek i nie ocenia snu swojego dziecka jako problematycznego. Niedawno jedna z mam powiedziała mi:

– Moja półroczna córka pasuje do opisu High Need Baby poza jednym punktem: dobrze śpi.
– Co to znaczy? Nie budzi się już w nocy?- drążyłam.
– Nie no, budzi się co godzinę -półtorej na karmienie, je na leżąco i zasypia.

Ta mama miała po prostu tolerancyjną definicję dobrego snu, z którą wielu by się nie zgodziło 😉

Żyjemy w czasach, w których wielu ludzi wstydzi się powiedzieć, że ich potomstwo nie przesypia nocy i że są z tego powodu wykończeni. Z jakichś powodów zachodnie społeczeństwo zaczęło uważać, że to czy Twoje dziecko samodzielnie zasypia we własnym łóżeczku i czy nie potrzebuje nocnych karmień lub innej pomocy dorosłego podczas pobudek, świadczy o jakości Twojego rodzicielstwa. Że dobra matka jest skuteczna we wpływaniu na wzorzec snu swojego malucha. Że jeśli roczne dziecko budzi się kilkukrotnie w nocy, nie jest zainteresowane własnym łóżkiem, jeśli potrzebuje nocnych karmień albo bujania na rękach, to jest to wina rodzica. Że nie zrobił „czegoś” (a tym „czymś” są zwykle mniej lub bardziej przemocowe propozycje wymuszania samodzielności, treningi zasypiania itp.), żeby jego dziecko wreszcie spało „jak trzeba” (a to „jak trzeba” oznacza zwykle we własnym pokoju, bez kontaktu fizycznego z rodzicem podczas zasypiania oraz w czasie nocnych pobudek).

Ignoruje się przy tym wszystkim fakt, że badania nad bliźniętami wyraźnie pokazują, że na długość snu nocnego oraz jego konsolidację (czyli brak pobudek) mają wpływ przede wszystkim czynniki genetyczne [4]. Rodzice do pewnego stopnia mogą wspomóc dziecko w utrzymaniu prawidłowego rytmu okołodobowego (wskazówki np. tu, tu i tu), eksperymentować z pidżamą (klik), zadbać o dietę (klik), rozważyć suplementację DHA (klik), wprowadzić aromaterapię (klik) itd., ale nie przeskoczą wewnętrznego programu, według którego rozwija się ich maluch.

Wnioski? Po pierwsze, warto dzielić przez trzy opowieści rodziny i znajomych o dzieciach przesypiających noce od urodzenia. Po drugie, nie daj się wkręcić w to, że za słabo się starasz, że popełniasz błąd, że wzorzec snu Twojego dziecka jest całkowicie pod Twoją kontrolą i potrzebujesz tylko konsekwencji. To, jak często maluch się budzi i w jaki sposób zasypia w żaden sposób nie świadczy o Twoim rodzicielstwie. Mówmy głośno o tym, że dzieci mają prawo budzić się w nocy, że to zdrowe i normalne. Mówmy o tym, że matki potrzebują wsparcia innych dorosłych, że opieka nad maluchem bywa wyczerpująca – wyjdźmy wreszcie poza nierealistyczny obraz rodzicielstwa, który króluje w mediach i który nie pozwala kobietom szczerze rozmawiać ze swoimi znajomymi i szukać pomocy. Zapewniam – wiele kobiet nam za to podziękuje, mówiąc: „lepiej mi, bo myślałam, że tylko ja tak mam…”

 

Masz dość słuchania sprzecznych rad dotyczących snu dzieci? Sprawdź szkolenie „Fakty i mity o śnie dziecka".

Nie przychodź do mnie z opryszczką!

Nie przychodź do mnie z opryszczką!

foto: OkiemAdy

Wyjdę na przewrażliwioną panikarę albo na tę, która znów straszy rodziców, ale jeśli choć jednej rodzinie uświadomię wagę sprawy – to biorę niepochlebne komentarze na klatę. Przyznam, że jestem akurat bardzo wyczulona na ten problem – nieporuszany w wielu ciążowych poradnikach ani na szkołach rodzenia.

Opryszczka w naszym społeczeństwie jest uznawana za niegroźny defekt urody. Ot, sprawa kosmetyczna, drobiazg. I właściwie tak jest w znacznej większości przypadków. Gdy zdrowa, dorosła osoba zakazi się wirusem opryszczki, przez kilka dni odczuwa pewien dyskomfort, delikatny ból i swędzenie. Umówmy się – wygląda mało reprezentacyjnie, ale zwykle nie powstrzymuje jej to przed normalnym korzystaniem z życia. Chyba nikt z powodu wykwitów na ustach nie odwiedza lekarza ani nie bierze urlopu. Zresztą, może znasz to z własnego doświadczenia: wirus opryszczki wargowej (HSV-1) nosi w sobie co najmniej połowa populacji [1, choć są społeczeństwa, w których aż 98% ludzi to nosiciele wirusa 2], od momentu zakażenia – już na całe życie (wirus w utajonej formie przebywa w zwojach nerwowych, u niektórych zaznaczając swoją obecność co jakiś czas w postaci widocznego na błonach śluzowych i skórze „zimna”).

Sprawa ma się inaczej, gdy myślimy o noworodkach. Dla nich zakażenie wirusem opryszczki wargowej może być śmiertelnym zagrożeniem [3].

Personel medyczny w pełni zdaje sobie sprawę z powagi występowania opryszczki genitalnej u ciężarnej. Aktywne zmiany występujące na narządach płciowych w terminie porodu są wskazaniem do wykonania cięcia cesarskiego, aby uchronić noworodka przed zakażeniem [4].

Z równie dużą ostrożnością należy podchodzić do „zwykłej” opryszczki pojawiającej się na twarzy, ponieważ przeniesienie jej na nowonarodzone dziecko również może mieć tragiczne w skutkach konsekwencje. Niestety, choć mam nadzieję, że to odosobniony przypadek, na moim oddziale położniczym do pracy przychodziła salowa z ogromną opryszczką na ustach. „Jakie to ma znaczenie?”, zapytacie. „Przecież tylko sprzątała w sali, nie całowała Twojego dziecka”. Owszem, ale nie trzeba całować nikogo w usta, żeby przekazać mu wirus opryszczki. Transmisja HSV odbywa się także drogą kropelkową i są znane na świecie przypadki, w których to właśnie personel pracujący na oddziałach noworodkowych zakaził maluchy wirusem, w jednym najprawdopodobniej zostawiając go na niedostatecznie zdezynfekowanych ogrzewanych łóżeczkach [5, 6,7].  Jeśli więc podczas porodu lub po nim zauważysz, że ktoś z opiekujących się Tobą lub Twoim noworodkiem osób ma widoczną opryszczkę na twarzy lub dłoniach, poproś o zakrycie zmian i ostrożność. Lepiej dmuchać na zimne.

Co jakiś czas w mediach społecznościowych i portalach internetowych pojawiają się dramatyczne informacje: „Ojciec zaraził dziecko opryszczką. Zmarło. Czy zakażenie wirusem HSV zawsze kończy się tragicznie? Na szczęście nie, choć zależy to od obrazu klinicznego opryszczki:

  • zakażenie skóry, błon śluzowych i oczu – postać najłagodniejsza, choć może spowodować trwałe uszkodzenie wzroku i powikłania neurologiczne;
  • zakażenie układu nerwowego – duże ryzyko powikłań neurologicznych, a nawet śmierci;
  • postać rozsiana – wirus atakuje narządy wewnętrzne, rokowania są bardzo złe, nawet w przypadku wdrożenia terapii [8].

Czy zakażenie noworodka po porodzie, poprzez kontakt ze zmianami na twarzy lub rękach, jest częste? Nie, zdarza się rzadko, raz na 32 000 urodzeń [9]. Ale to nie powód by je lekceważyć, skoro tak łatwo można go uniknąć!

Warto wiedzieć, że jeśli tylko wykwity opryszczkowe nie są umiejscowione na piersi matki, zakażenie opryszczką nie stanowi przeciwwskazania do karmienia piersią [10]. Wirus nie przenosi się przez mleko kobiece, a przez kontakt ze zmianami skórnymi [11]. Pokarm matki może zawierać przeciwciała anty-HSV [12] oraz składniki chroniące dziecko przed infekcją [13]. Karmiąca mama  z opryszczką powinna pamiętać o niecałowaniu dziecka, dokładnym przykryciu zmian i częstym myciu rąk. Jeśli wykwity opryszczki znajdują się na piersi, należy utrzymać laktację poprzez odciąganie mleka, lecz jeśli mleko lub części laktatora mają kontakt ze zmianami skórnymi, pokarm należy wylać [14]. Zarówno ciężarne jak i kobiety karmiące piersią mogą bezpiecznie przyjmować lek przeciwwirusowy stosowany w terapii zakażenia wirusem opryszczki (tj. acyklowir 15, 16, 17).

Ojciec oraz starsze rodzeństwo noworodka również mogą pod okiem lekarza podjąć terapię lekami przeciwwirusowymi. Powinni zakryć zmiany opryszczkowe i dbać o higienę rąk. Całowanie – zakazane!

Jeśli natomiast jesteś babcią, ciocią, stryjkiem, kuzynem czy sąsiadką rodziny z noworodkiem, po prostu NIE PRZYCHODŹ w odwiedziny, dopóki masz na twarzy zmiany opryszczkowe. Tygodniowe niemowlaki są przecudne, ale przez tych kilka czy kilkanaście dni naprawdę można się ograniczyć do oglądania zdjęć przesyłanych mailem lub MMSem. Uszanuj, proszę, zdrowie dziecka i zdrowie (psychiczne) świeżoupieczonych rodziców, nie narażaj ich na dodatkowy stres. I tak mają go od groma.

Opryszczka dla niemowląt starszych niż kilkutygodniowe nie jest już tak niebezpieczna, choć akurat u mnie goście z „zimnem” nie są zbyt mile widziani. Podobnie jak z grypą, ospą czy infekcją jelitową. Jestem za tym, żeby małym dzieciom przynosić owoce zamiast wirusów 😉 Po prostu lubię mieć zdrowe dziecko – czego wszystkim moim Czytelnikom życzę 🙂

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Dlaczego obcy ludzie wtrącają się w wychowanie Twojego dziecka?

Dlaczego obcy ludzie wtrącają się w wychowanie Twojego dziecka?

Czy zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego obcy ludzie uzurpują sobie prawo do wtrącania się w Twoje działania wychowawcze? W książce „Macierzyństwo non-fiction” (o której pisałam szerzej tu), Joanna Woźniczko-Czeczott ujmuje to tak:

Czasem mam wrażenie, że moje niemowlę traktuje się jak dobro społeczne (…). No bo czy wyobrażamy sobie, że ktoś zwraca uwagę dorosłej kobiecie w tramwaju: – Pani jest słabo ubrana. Nie nosi się takich cienkich rajstop zimą. Albo: – Pan się niegustownie ubrał. Ten kożuch nie pasuje do czapki. Czy z innej działki: – Nie powinna pani jeść tych czipsów. To przecież sama chemia(…). Nie do pomyślenia, prawda? A z dziećmi zdarza się nagminnie.

Sama z racji mieszkania na wsi, na której nawet wrony zawracają, miałam szczęście nigdy nie doświadczyć nieproszonych pytań czy rad. Natomiast słyszałam  o nieznajomych czyhających na brak czapeczki niezliczoną już ilość razy. Mamy narzekają na wścibstwo, postulują, by każdy zajął się swoim życiem, proszą o rady, jak postawić obcym granice asertywnie i bez agresji. Ja nie podam Ci sposobu na nieproszonych doradców, ale pomogę zrozumieć, skąd w ogóle taki pomysł, żeby zaczepiać nieznajome dzieci i komentować ich dobrostan.

Ten pomysł pochodzi z jaskini.

(więcej…)

Depresja poporodowa – gdzie szukać informacji?

Depresja poporodowa – gdzie szukać informacji?

Dzisiejsza data sprzyja refleksjom, dlatego zamiast posta naszpikowanego faktami, liczbami i minizłośliwościami, przygotowałam krótkie zestawienie artykułów na temat depresji poporodowej, zwłaszcza w kontekście karmienia piersią, napisanych przeze mnie lub osoby czy instytucje, które szanuję i z których wiedzy czerpię. Niestety, wiele blogów, portali i czasopism powtarza mity o problemach psychicznych młodych mam („przy leczeniu depresji nie wolno karmić piersią”, „złoszczenie się na dziecko jest objawem problemów psychicznych”, „depresja występuje do 2 miesięcy po porodzie”), więc zebrałam w jednym miejscu rzetelne źródła informacji.

ŹRÓDŁA RZETELNEJ WIEDZY O DEPRESJI POPORODOWEJ:

(więcej…)