Czy zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego obcy ludzie uzurpują sobie prawo do wtrącania się w Twoje działania wychowawcze? W książce „Macierzyństwo non-fiction” (o której pisałam szerzej tu), Joanna Woźniczko-Czeczott ujmuje to tak:

Czasem mam wrażenie, że moje niemowlę traktuje się jak dobro społeczne (…). No bo czy wyobrażamy sobie, że ktoś zwraca uwagę dorosłej kobiecie w tramwaju: – Pani jest słabo ubrana. Nie nosi się takich cienkich rajstop zimą. Albo: – Pan się niegustownie ubrał. Ten kożuch nie pasuje do czapki. Czy z innej działki: – Nie powinna pani jeść tych czipsów. To przecież sama chemia(…). Nie do pomyślenia, prawda? A z dziećmi zdarza się nagminnie.

Sama z racji mieszkania na wsi, na której nawet wrony zawracają, miałam szczęście nigdy nie doświadczyć nieproszonych pytań czy rad. Natomiast słyszałam  o nieznajomych czyhających na brak czapeczki niezliczoną już ilość razy. Mamy narzekają na wścibstwo, postulują, by każdy zajął się swoim życiem, proszą o rady, jak postawić obcym granice asertywnie i bez agresji. Ja nie podam Ci sposobu na nieproszonych doradców, ale pomogę zrozumieć, skąd w ogóle taki pomysł, żeby zaczepiać nieznajome dzieci i komentować ich dobrostan.

Ten pomysł pochodzi z jaskini.

Wszyscy jesteśmy jaskiniowcami. I choć warunki, w jakich powstał gatunek ludzki znacznie się różnią od trybu życia, jaki prowadzimy obecnie, to dla ewolucji minęło zbyt mało czasu, aby biologiczne wyposażenie ludzi nadążyło za tymi zmianami (dopiero od 10 00 lat jesteśmy rolnikami, rewolucja przemysłowa to kwestia ostatnich 350 lat).

Nasze ciała i mózgi funkcjonują tak, jakbyśmy nadal byli członkami małych społeczności łowiecko-zbierackich. Dlatego tak ekscytują nas promocje w Lidlu (Dopaść! Teraz! Bo za kwadrans dzika kuna przyuważy te jagódki i pół dnia będziemy głodni zanim znajdziemy następne!), dlatego nasze dzieci chętnie usypiają noszone w chustach (społeczeństwa pierwotne pokonywały codziennie duże odległości w poszukiwaniu jedzenia i wody, więc niemowlęta były nieustannie noszone – nikt się nie zatrzymywał i nie kładł młodzieży na drzemkę) i dlatego obcy ludzie zwracają uwagę naszym dzieciom.

Naturalne dla człowieka społeczeństwo to grupa składająca się z 15 do 50 osób. W tak małej grupie nie tylko znaliśmy wszystkich nieletnich, ale też ze wszystkimi w jakiś sposób byliśmy spokrewnieni. To o naszej, ludzkiej naturze i społeczeństwach pierwotnych śpiewała Majka Jeżowska – „Wszystkie dzieci nasze są”! Mózg człowieka jest biologicznie nastawiony na to, że dzieci kręcące się w pobliżu to albo moje dzieci, albo dzieci mojej siostry, ciotki, stryjenki czy kuzynki. A ponieważ łączą nas więzy krwi, podświadomie czujemy się w obowiązku dbać o bezpieczeństwo znajdujących się w zasięgu naszego wzroku dzieci. Nasze mózgowe oprogramowanie nie zorientowało się jeszcze, że te maluchy wokół są kompletnie obce i nie powinny nas (z ewolucyjnego punktu widzenia) zajmować, bo nie mamy żadnego interesu, żeby im pomagać.

Kot ze Shreka czyli o schemacie dziecięcości i zgubionych portfelach

Każdy zdrowy człowiek rodzi się z pewnymi aplikacjami, które mają mu w przyszłości ułatwić opiekę nad potomstwem własnym oraz spokrewnionymi maluchami. Ludzki mózg jest zaprogramowany, aby szybko, intensywnie i emocjonalnie reagować na twarz dziecka.

cat-914110_1920

Tzw. schemat dziecięcości to cechy wyglądu, które posiadają niemowlęta i małe dzieci, młode ssaki i… Kot ze Shreka – okrągła głowa, duże oczy, wysokie czoło, mały nos, zaokrąglone policzki, drobny podbródek. Schemat dziecięcości jest bodźcem wyzwalającym zachowania opiekuńcze, także u osób, które nie są w żaden sposób spokrewnione z maluchem. Zwłaszcza u kobiet!

Jest to też jeden z powodów, dla których im dłużej jesteśmy rodzicami, tym rzadziej słyszymy komentarze od nieznajomych. Nasze dzieci miesiąc po miesiącu wyglądają coraz mniej dziecinnie i przestają wywoływać instynktowną potrzebę troski ze strony wszystkich dorosłych. Na szczęście!

Chęć bycia altruistą i otoczenia opieką ślicznego bobaska nie mija nawet wtedy, gdy nie widzimy malucha bezpośrednio. Zaprezentowano to w eksperymencie, który polegał na pozostawieniu na ulicach miast setek portfeli z umieszczonymi wewnątrz zdjęciami. Jak myślicie, jakie portfele zwracano najczęściej?

  • portfel bez zdjęcia – 15% zwrotów
  • zdjęcie pary seniorów – 28%
  • zdjęcie rodziny – 48%
  • zdjęcie uśmiechniętego niemowlaka – 88% zwrotów!

(jeśli więc nawet Twoje dziecko już wyrosło z etapu gugania, włóż najpiękniejsze jego zdjęcie do portfela; może złodziej odeśle Ci chociaż dokumenty!)

Wnioski?

Gdy następnym razem dopadnie Cię atak agdzieczapeczkowca, weź głęboki oddech, zanuć pod nosem „Wszystkie dzieci nasze są” i przypomnij sobie, że w zagadującym odezwał się po prostu zew natury. „Dziękuję, radzimy sobie” i zmiana tematu na mniej osobisty powinny pomóc. Powodzenia!