O wtłaczaniu dzieci w tabelki

O wtłaczaniu dzieci w tabelki

Każdy rodzic (słusznie) uważa, że jego dziecko jest wyjątkowe. Inne niż rówieśnicy, wymykające się prostym uogólnieniom. I to absolutna racja.

Wielu buntuje się przeciw wciskaniu umiejętności czy zachowań malucha w „sztywne schematy”, tabelki, ujmowaniu ich w pewne liczbowe prawidłowości. Marudzi na statystyki.

Słyszę często od rodziców: „Każde dziecko rozwija się inaczej”. „Ten typ tak ma”. „Idzie swoim tempem”. „Trzeba mu dać czas”. I czasem rzeczywiście tak jest. Ale czasami ignorowanie tych sztywnych tabelek ma daleko idące negatywne skutki.

Mam tu dwa ulubione przykłady: z dziedziny laktacji oraz rozwoju mowy i komunikacji.

Skupię się na kupie

Ogromne szkody robi dla karmienia naturalnego pogląd, że dzieci karmione piersią mogą się wypróżniać raz w tygodniu lub rzadziej.

Dlaczego? Bo to prawda, ale dopiero po około 6. tygodniu życia!

Liczba stolców jest bardzo ważnym wskaźnikiem, umożliwiającym ocenę skutecznego karmienia [1].

Niemowlę, aby zrobić kupę musi efektywnie pobierać pokarm, czyli najadać się. Mokre od moczu pieluszki nie są wystarczającą informacją o skutecznym karmieniu. Stolec jest bowiem formowany z mleka bogatego w tłuszcz, czyli nie tego, które samo tryska na początku karmienia, a tego, przy którego ssaniu trzeba się trochę bardziej pomęczyć. Z każdą kolejną minutą ssania pokarm pobierany przez dziecko jest coraz bogatszy w kwasy tłuszczowe.

W skrócie: żeby zrobić kupę, trzeba mieć ją z czego zrobić. Jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko, które nie robi kup lub robi ich mniej niż powinno (a powinno od 5 doby życia robić minimum 3 papkowate stolce o średnicy co najmniej pięciozłotówki), nie najada się.

Znam kilka historii, w których różni ludzie uspokajali mamę noworodka, że przecież „mleko mamy jest bezresztkowe i w całości się wchłania, więc dziecko może nie robić kupki”, a potem okazywało się, że przyrosty masy ciała są bardzo złe, laktacja jest na niskim poziomie (bo dziecko nie opróżniało dostatecznie piersi)  i w ruch wchodzi dokarmianie sztucznym mlekiem. A sytuacji można było uniknąć, (s)kupiając się na kupie między kolejnymi kontrolami u lekarza pediatry.

A stryjek żony kuzyna to zaczął mówić, jak skończył cztery lata…

Opowieści o tym, jak bardzo ignoruje się kamienie milowe w rozwoju mowy dziecka, godzinami mogą snuć logopedzi.

To nie jest tak, że te straszne tabelki mówiące o tym, że w drugim półroczu życia dziecko zaczyna gaworzyć, w okolicach roku pojawiają się pierwsze słowa i reakcja na własne imię, na półtora roku wskazuje kilka części ciała, a dwulatek zaczyna się posługiwać dwuwyrazowymi zdaniami, to są wymyślane przez specjalistów. Że oni zawyżają standardy, żeby straszyć rodziców i na nich zarabiać.

Normy rozwojowe są tworzone na podstawie wystandaryzowanych badań ogromnych grup dzieci. Naprawdę nie są wyssane z palca i nie powinny być traktowane jako niepotrzebny straszak na rodziców. Są dosyć szerokie – w przypadku samodzielnego chodzenia norma obejmuje przedział między 8 a 18 miesiącem życia. To, że konkretne dziecko nie zdobywa określonych umiejętności w przewidywanym czasie, nie musi oczywiście oznaczać, że trzeba wpadać w panikę, ale jest sygnałem do przyjrzenia się tej sytuacji.

Czekanie pod hasłem „każde dziecko rozwija się w swoim tempie”, bez monitorowania rozwoju pod okiem specjalisty, bywa marnowaniem czasu. Dwulatek, który mówi trzy słowa na krzyż, być może rozgada się za dwa miesiące. Ale być może ma poważny niedosłuch lub całościowe zaburzenia rozwoju ze spektrum autyzmu i czekanie to tylko opóźnianie startu wsparcia dla dziecka.

Podsumowując:

Te okropne schematy, liczby, tabelki, siatki centylowe, przed którymi wiele osób tak się broni, mają swój cel. Ich celem jest szybkie wyodrębnienie grupy dzieci, które mogą mieć problemy zdrowotne. Mogą, choć oczywiście nie muszą – część z nich będzie absolutnie zdrowa.

Jak rozpoznać jedne od drugich? Po to się właśnie studiuje medycynę / położnictwo / logopedię / psychologię (to parafraza cytatu z genialnego pediatry Carlosa Gonzaleza) 😉

Szukasz sprawdzonych informacji o skokach rozwojowych? Mam dla Ciebie szkolenie „Skoki rozwojowe”.

Bezsenność w ciąży

Bezsenność w ciąży

Są matki, które nie wysypiają się, ponieważ ich dzieci im na to nie pozwalają. I one znajdą na moim blogu szereg różnych poruszających ten temat artykułów (o tu na przykład).

Tym razem postanowiłam napisać kilka wskazówek dla tych z Was, które nie śpią, choć ich dzieci  dopiero mają się pojawić na tym świecie.

Zmiany hormonalne w ciąży powodują zmiany wzorców snu i większą podatność na wybudzenia [1]. Już w pierwszym trymestrze zmieniają się proporcje snu lekkiego do głębokiego (tego lekkiego jest więcej – stąd też zaczynamy mieć długie i bardzo dziwaczne sny). Pogarsza się też efektywność snu – przyszłe mamy wybudzają się częściej i na dłużej niż przed ciążą [2].

W trakcie ciąży zwiększa się liczba zaburzeń oddychania związanych ze snem. Na bezdechy senne cierpi nawet 25% ciężarnych [3].  Dzieje się tak dlatego, że z każdym kolejnym miesiącem ciąży wzrasta masa ciała, przesuwa się przepona, a podwyższony poziom estrogenu powoduje obrzęk błon śluzowych nosa i jamy ustnej, utrudniając swobodny przepływ powietrza. Nie każde chrapanie w stanie błogosławionym jest czymś groźnym, ale jeśli łączy się z uczuciem totalnego niewyspania za dnia, pogorszonym funkcjonowaniem czy podwyższonym ciśnieniem tętniczym, powinno być skonsultowane ze specjalistą. Sprawa jest o tyle ważna, że zaburzenia oddychania związane ze snem są związane z wyższym ryzykiem nadciśnienia tętniczego ciążowego i jego powikłań, wraz ze stanem przedrzucawkowym i porodem przedwczesnym [4].

Szacuje się, że nawet 30% ciężarnych cierpi na tzw. zespół niespokojnych nóg (RLS) [5]. Jest to zaburzenie, które utrudnia zasypianie i zakłóca jakość snu. Polega na odczuwaniu dyskomfortu kończyn w trakcie bezruchu, zwłaszcza w nocy. Im dalej w las, tym trudniej: RLS nasila się i występuje najczęściej w III trymestrze ciąży (a i wtedy zaczynają mu akompaniować skurcze mięśni – ot, „stan błogosławiony”).

I  jakby tego było mało, to zdecydowana większość ciężarnych cierpi po prostu na zwyczajną, pospolitą bezsenność, definiowaną jako trudności z zasypianiem, częste pobudki, sen niedający odpoczynku i/lub bardzo wczesne budzenie się. Według najnowszych badań opublikowanych w 2018 roku aż 44,2% kobiet cierpi na bezsenność w I trymestrze ciąży, 46,3% w drugim, a aż 63,7% w trzecim (dla porównania przed ciążą zaledwie 6% pań skarży się na tę przypadłość) [6].

Poza zmianami hormonalnymi, wpływającymi na wzorzec snu, na jakość nocy ciężarnych wpływa przede wszystkim ból pleców, konieczność częstszego niż w czasach bezdzietnych opróżniania pęcherza, ruchy płodu, wrażliwość piersi oraz skurcze nóg. Porady pt. „wyśpij się na zapas” można sobie zatem włożyć między bajki. Wydaje się, że Matka Natura celowo przygotowuje kobiety do obsługi wymagającego nocnej opieki niemowlaka (sprytna bestyjka z tej Matki N., nie?).

Problemy ze snem w ciąży – kilka praktycznych wskazówek

Co można zrobić, by w ciąży spać choć odrobinę lepiej?

  • Przygotować sypialnię zgodnie z zasadami tzw. higieny snu – pomieszczenie, w którym śpimy powinno być chłodne (max. 19 stopni C), nawilżone (40-60%), dość ciche (polecam stopery do uszu, jeśli przeszkadzają Wam odgłosy partnera lub sąsiadów) oraz totalnie zaciemnione. Konkretne informacje znajdziesz w tym artykule.
  • Na dwie godziny przed snem unikać kontaktu z ekranami elektronicznymi (i w nocy, oczywiście, też!). Papierowa książka, gazeta, audiobook – tak. Facebook do zaśnięcia – niekoniecznie. Więcej na ten temat pisałam tutaj.
  • Stworzyć przyjemny, relaksujący rytuał – kolacja, ciepły prysznic lub kąpiel (obniżenie się temperatury ciała po wyjściu z wody powoduje dodatkowy wyrzut hormonu snu), czytanie, szydełkowanie, masaż, rozmowa… cokolwiek, co wprowadza w dobry nastrój, byle w otoczeniu ciepłego i niezbyt mocnego światła (klik!).
  • Przyjęcie zasady „łóżko jest tylko do seksu i spania„. Do niczego więcej: nie pracujemy w nim, nie przeglądamy mediów społecznościowych, nie gapimy się w telewizor. Jeśli nie możesz w nocy zasnąć, wychodzisz z łóżka, nakładasz wygodny szlafrok i z ciepłym napojem czytasz coś przyjemnego. Chodzi o to, że bezsenne przewracanie się z boku na bok wzmacnia stres i negatywne skojarzenia z nocą.
  • Dbać o suplementację kwasów DHA w dawce min. 200 mg /dobę, w przypadku małego spożycia ryb morskich należy uwzględnić suplementację wyższą, np. 400–600 mg DHA/dobę. Dla mam zagrożonych porodem przedwczesnym wykazano bezpieczeństwo wyższych dawek – nawet do 1 g DHA/dobę [7]. Niedobory DHA negatywnie wpływają na produkcję melatoniny oraz ilość i jakość snu. Suplementy odpowiednie dla ciężarnych znajdziesz TUTAJ.
  • Kontroluj i jeśli trzeba uzupełniaj poziom żelaza we krwi. Niedobory tego składnika zwiększają nasilenie zespołu niespokojnych nóg, ale także wiążą się z ryzykiem porodu przedwczesnego i anemii u dziecka.
  • Jeśli wyniki badań lub objawy kliniczne wskazują na niedobór magnezu, zapytaj lekarza prowadzącego o suplementację tego składnika [7].
  • Utrzymuj prawidłowy przyrost masy ciała – nadmierne przybieranie na wadze w czasie ciąży jest najsilniejszym czynnikiem ryzyka dla zaburzeń snu [6], ale także zwiększa ryzyko powikłań w trakcie ciąży i przy porodzie.
  • Unikaj kofeiny po godzinie 14.00. Wzbogać swoją dietę o produkty ułatwiające zasypianie i poprawiające jakość snu. Ich listę znajdziesz w moim ebooku (nie zniechęcaj się tytułem; jest to uniwersalna wiedza, nie tylko dla maluchów 🙂 ):

  • Układaj się do snu na boku i nie całkiem na płasko, zwłaszcza jeśli chrapiesz. Wygodna pozycja jest bardzo ważna. Dla mnie strzałem w 10 była poduszka do spania w ciąży, która służy w naszej rodzinie bez przerwy od 2014 roku i nieustannie się kłócimy, kto dziś będzie na niej spał (jeśli jeszcze nie masz, z czystym sumieniem polecam TAKĄ).
  • Wprowadź w codzienne życie umiarkowany wysiłek fizyczny, najpóźniej na 2 godziny przed snem [6].
  • Korzystaj możliwie jak najwięcej z naturalnego światła słonecznego, które wspiera produkcję serotoniny (hormonu szczęścia) oraz melatoniny (hormonu snu).
  • Cenne (także w dalszej przygodzie z macierzyństwem) jest nauczenie się technik relaksacyjnych: wizualizacji, medytacji, ćwiczeń mindfulness i stosowanie ich przed snem.
  • Za bezpieczną dla kobiet w ciąży uważa się aromaterapię z wykorzystaniem olejku eterycznego z lawendy (więcej na ten temat przeczytasz tutaj).
  • NIGDY nie stosuj na własną rękę żadnych leków nasennych, nawet tych dostępnych bez recepty.
  • NIGDY nie pij w ciąży alkoholu, ponieważ żadna jego dawka nie jest bezpieczna dla płodu (poza tym alkohol naprawdę nie jest sprzymierzeńcem w zasypianiu, ponieważ upośledza wzorce snu).
  • Skonsultuj się z lekarzem, jeśli podejrzewasz u siebie zaburzenia oddychania lub zaburzenia depresyjne, gdyż one mogą być pierwotną przyczyną problemów ze snem.

Dobranoc, przyszła mamo!

Niniejszy wpis nie zastępuje porady lekarskiej ani dietetycznej. Przed wprowadzeniem jakiejkolwiek suplementacji skonsultuj się z lekarzem.

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Śniadanie na DOBRY SEN!

Śniadanie na DOBRY SEN!

Kiedy prowadzę warsztaty na temat snu i rozmawiamy na temat wieczornego rytuału, rodzice są żywo zainteresowani kolacją: Co podać? Kiedy podać? Co z kaszką i mlekiem z butelki? Czy one naprawdę poprawią sen mojego dziecka?

Z dużym zdziwieniem przyjmują informację o tym, że kolacja ma mniejsze znaczenie, niż zwykło się uważać, a istotniejsze w przypadku niektórych problemów ze snem może się okazać… śniadanie. I to nie byle jakie śniadanie.

Tryptofan z rana dobry jak śmietana (i witamina B6 też)

Tryptofan jest aminokwasem, który musi być dostarczany wraz z pożywieniem, ponieważ ludzki organizm nie jest go w stanie samodzielnie wyprodukować.

Tryptofan wraz z działającą jako koenzym witaminą B6 przekształca się w serotoninę, a ta wieczorem przekształca się w melatoninę (hormon snu). Co ważne, jednym z warunków prawidłowej syntezy serotoniny jest ekspozycja na światło słoneczne – znaczenie ma zwłaszcza to poranne [].

Tak można by, w dużym uproszczeniu, podsumować ten proces:

Niedobór tryptofanu i serotoniny jest związany z występowaniem niektórych zaburzeń psychicznych, zwłaszcza depresyjnych [2]. Odpowiednia podaż tryptofanu u dzieci poza wpływem na sen, o czym za chwilę, ma także związek z zachowaniem – dzieci i młodzież z dietą bogatą w ten aminokwas mają niższy poziom drażliwości, wybuchowości oraz generalnie lepszy nastrój w ciągu dnia [3].

Jaki jest związek śniadania ze snem nocnym?

Porannymi posiłkami i ich związkiem z problemami ze snem u dzieci jako pierwsi zainteresowali się Japończycy. Badacze zwrócili uwagę, że z roku na rok zwiększa się liczba dzieci i dorosłych cierpiących na zaburzenia snu. Zastanawiali się, na ile może to wynikać ze zmian kulturowych: w ostatnim dziesięcioleciu tradycyjne białkowe śniadania (jaja, ryby, fermentowana soja) są w Japonii zastępowane przez zachodnie wysokowęglowodanowe propozycje (typu płatki z mlekiem i sok) [4].

To był strzał w dziesiątkę.

Badania pokazały, że śniadania bogate w tryptofan i witaminę B6 wraz z co najmniej dziesięciominutową ekspozycją na światło słoneczne po jedzeniu wiązały się u dzieci między 2 a 6 rokiem życia z lepszą jakością snu oraz wcześniejszym kładzeniem się spać i łatwiejszym porannym wstawaniem (to tzw. chronotyp poranny – „ranne ptaszki”) [5, 6].

Badania na młodych japońskich dorosłych sugerują, że połączenie tryptofanowego śniadania z ekspozycją na światło słoneczne rano oraz unikaniem jasnego światła wieczorem (o tym więcej przeczytasz w innym moim artykule), wiąże się ze skróceniem czasu zasypiania oraz lepszą jakością snu [7].

Jeśli więc narzekasz na to, że Twoje dziecko zasypia długo lub bardzo późno (i odsypia rano), warto spróbować takiej prostej interwencji.

Rehabilitując kolację

Byłoby kłamstwem napisać, że to, co spożywamy na kolację, nie ma wpływu na nasz sen (oczywistym przykładem jest przecież kofeina).

Eksperymenty z podawaniem dzieciom między 8 a 16 m.ż. na kolację kaszek o różnej zawartości tryptofanu wskazują, że ten aminokwas ma też znaczenie pod koniec dnia. W tych dniach, w których maluchy otrzymywały wysokotryptofanową kaszkę, mniej ruszały się przez sen oraz spały dłużej [8]. Podobne rezultaty uzyskano manipulując dietą osób w podeszłym wieku, u których m.in. wieczorne tryptofanowe posiłki wiązały się z lepszą jakością snu oraz nastrojem [9].

Gdzie znajdę tryptofan?

Tryptofan jest obecny w dużych ilościach w wielu popularnych produktach:

  • jaja,
  • drób,
  • wieprzowina,
  • ryby,
  • produkty sojowe, zwłaszcza fermentowane,
  • parmezan i cheddar,
  • sezam,
  • płatki owsiane,
  • banany,
  • mleko krowie,
  • orzechy i nasiona.

Tryptofan i witamina B6 zwykle współwystępują ze sobą w tych samych produktach. Uważa się więc, że jeśli dieta dziecka zawiera odpowiednią ilość tryptofanu, to jest też prawdopodobnie bogata w witaminę B6 [10].

Tryptofan jest obecny także w mleku kobiecym [11]. I jeśli przemknęło Ci teraz przez głowę, aby poprawić sen karmionego piersią dziecka poprzez wzbogacenie własnej diety w źródła tego aminokwasu, muszę Cię zmartwić. Poziom tryptofanu w mleku mamy jest niezależny od jej diety [12]. To, co możesz zrobić, to nie sabotować własnego poziomu melatoniny, czyli hormonu snu, który również przekazujesz w mleku wieczornym oraz nocnym. Więcej na ten temat, pisałam na przykład TUTAJ.

Żadne – z dostępnych na polskim rynku – mleko modyfikowane nie ma wariantu nocnego, a więc nie zawiera zwiększonej dawki tryptofanu. Szkoda. Wyniki eksperymentów prowadzonych u niemowląt żywionych sztucznie wskazują, że podawanie wieczorem i w nocy mieszanki wzbogaconej w większe niż standardowe ilości tryptofanu może mieć pozytywny wpływ na dzieci z problemami ze snem [13].

Jeśli chcesz się dowiedzieć, jakie inne składniki odżywcze pozytywnie wpływają na sen dzieci, pobierz darmowego ebooka, który dla Ciebie przygotowałam:

To co jutro szykujesz na śniadanie? 🙂

 

Chcesz wiedzieć, w jaki sposób dieta dziecka wpływa na to, jak wyglądają Wasze noce? Sprawdź szkolenie „Żywienie dziecka a sen".

5 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o połogu

5 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o połogu

Do porodu przygotowujemy się sumiennie. Na szkołach rodzenia kilka zajęć jest poświęconych nauce oddychania (bzdura), środkom łagodzącym ból, pozycjom i procedurom. Przez połóg, niesłusznie moim zdaniem, przebiega się w kwadrans, czasem rzucając mniej lub bardziej sensowne informacje o „diecie matki karmiącej” (też bzdura).

A szkoda, bo to trudny i ciekawy czas – zapraszam, żebyś skorzystała z mojej wiedzy i doświadczeń, jeśli jeszcze jest przed Tobą.

 

1. Ciążowe ubrania jeszcze Ci się przydadzą

Brzuch nawet pod koniec połogu nie przypomina swoim kształtem czy rozmiarami brzucha sprzed ciąży. Zdecydowana większość kobiet, także tych całkiem fit, nie wbija się po powrocie z porodówki w przedciążowe dżinsy. I to nie dlatego, że przytyły za dużo.

W połogu macica, która przed porodem ważyła ok. 1,5 kg, zmniejsza swój ciężar do 50 gramów. W ciągu 6 tygodni zmniejsza się aż trzydziestokrotnie! Skurcze macicy są najsilniej odczuwane w pierwszych dniach po porodzie, zwłaszcza w trakcie karmienia noworodka piersią. Dlaczego?  Za skurcze macicy i wypływ mleka z piersi odpowiada ten sam hormon: oksytocyna. Jeśli są one bardzo bolesne, można doraźnie przyjmować leki przeciwbólowe (zdecydowana większość z nich jest bezpieczna przy karmieniu piersią).

I proszę: nie spieszcie się z powrotem do płaskiego brzucha. Nie wolno ćwiczyć mięśni brzucha w połogu i nie powinno się stosować pasów poporodowych (tutaj więcej na ten temat). Dajmy sobie czas 🙂

 

2. Lekarze i położne będą Cię pytać o różne krępujące rzeczy…

(Czy już pani oddała mocz?)… i zachęcać do wizyt w toalecie. Jak najczęściej. Zaraz po porodzie pozbywamy się wielu płynów ustrojowych. Przede wszystkim wzrasta produkcja moczu, nawet do 3 litrów na dobę między 2 a 5 dniem połogu. Częste wizyty w toalecie pozwalają nie tylko uniknąć zakażenia układu moczowego, ale chodzi również o to, żeby przepełniony pęcherz nie utrudniał obkurczania się macicy.

Poza tym połowa kobiet w połogu cierpi na zaparcia – w pozycji leżącej jelita słabiej pracują, często jesteśmy na jakichś dziwnych, niepotrzebnych dietach pozbawionych błonnika i boimy się chodzić na dwójeczkę ze względu na szwy krocza czy po cesarskim cięciu (niepotrzebnie, te nici są naprawdę mocne. Można czystą podpaską je sobie przytrzymywać w czasie parcia dla własnego komfortu psychicznego). Czasem, jeśli przed porodem zgodziłyśmy się na lewatywę lub jelita w czasie porodu oczyściły się same, pierwsze wypróżnienie może być nawet kilka dni po porodzie.

W połogu normalne jest też bardzo obfite pocenie się. Na skutek zmian hormonalnych organizm uwalnia mnóstwo magazynowanych dotychczas płynów. Jedna z moich koleżanek powiedziała, że czuła zapach potu nawet wtedy, gdy wychodziła umyta spod prysznica 😉 Z tego powodu poza przygotowaniem wody i przekąski (czy już mówiłam, że w połogu jest się KOSZMARNIE głodnym i spragnionym?) na szafce nocnej warto mieć koszulę lub piżamkę na przebranie.

Higiena jest w połogu BARDZO ważna, i to nie tylko ze względu na ten nieszczęsny pot, a z uwagi na to, że wydzielina z pochwy zawiera liczne niefajne bakterie (gronkowce, paciorkowce, pałeczki okrężnicy). Dlatego w czasie połogu nie stosujemy tamponów, które mogłyby powodować infekcje. Polecam wycieranie okolic intymnych jednorazowymi papierowymi ręcznikami.

 

3. Powietrze się przydaje

Nic tak dobrze nie działa na gojenie się rany po cesarskim cięciu lub szyciu krocza jak wietrzenie. W szpitalu to trudne logistycznie, ale nawet jeszcze przed powrotem do domu przy odrobinie pomysłowości można sobie leżąc zrobić coś a’la namiot na kolanach w miejscach strategicznych.

Podobnie jest z wietrzeniem poranionych piersi – ale tu UWAGA! Nie dajcie sobie wmówić, że „piersi muszą się przyzwyczaić” i że to tak ma wyglądać! Karmienie piersią nie powinno boleć, a prawidłowo przystawione zdrowe dziecko nie sprawia, że brodawki sutkowe pękają! Proście o wizytę doradczyni/konsultantki laktacyjnej, zadzwońcie po promotorkę karmienia piersią lub doświadczoną koleżankę, która pomoże Wam ogarnąć karmienie piersią zamiast zaciskać zęby.

Więcej o przygotowaniu do karmienia przed porodem napisałam TUTAJ.

 

4. Kobieta (w połogu) zmienną jest

Od trzeciej doby po porodzie nawet 80% matek doświadcza tzw. baby bluesa, który jest reakcją na zmiany hormonalne i nową sytuację. Zwykle objawia się on dużą zmiennością nastrojów – wybuchanie płaczem na zmianę ze śmiechem, huśtawką emocjonalną, przeżywaniem obezwładniającego poczucia odpowiedzialności wymieszanego z lękiem „jak ja sobie dam radę?„.

Baby blues trwa do dwóch tygodni i stopniowo zmniejsza się wraz ze stabilizacją hormonów. Jeśli stan przygnębienia, wahań nastrojów, dużego lęku o zdrowie i życie dziecka, problemy z apetytem czy bezsenność utrzymują się powyżej 2 tygodni po porodzie albo gdy pojawiają się myśli samobójcze, utrata zainteresowania dzieckiem, apatia, warto poszukać wsparcia specjalisty (psychiatry) w kierunku diagnozy depresji poporodowej.

To normalne, że możesz nie od razu zakochać się w swoim dziecku. Noworodki po porodzie wyglądają często dosyć średnio (są czerwone, opuchnięte, niejednokrotnie z dziwnym kształtem główki, która przechodziła przez kanał rodny), a Ty możesz być zmęczona i oszołomiona tym, co się właśnie stało. Czasem po trudnych porodach lub gdy dziecko było rozdzielone z rodzicami, stres powoduje, że mama potrzebuje więcej czasu, żeby poukładać sobie tę nową sytuację w głowie, poznać swoje dziecko i nauczyć się je rozumieć. Każdego dnia będzie coraz lepiej, serio!

 

5. Nie bój się prosić o pomoc

W wielu tradycyjnych kulturach na całym świecie przez pierwsze 40 dni po porodzie kobieta jest otaczana niezwykłą opieką. Jej zadanie polega na odpoczywaniu i uczeniu się karmienia dziecka – i tyle! Nie sprząta, nie gotuje, nie pierze, nie nosi fotelika samochodowego z dzieckiem (co w połogu jest ogromnym zagrożeniem dla mięśni dna miednicy)…

Tymczasem w naszej kulturze kobieta bywa otaczana troską w ciąży, ale po porodzie wszystko kręci się wokół noworodka: to on dostaje prezenty, to jego ciągle pytają, czy nie jest głodny, czy coś go nie boli… Brakuje wsparcia dla mam, zwłaszcza, jeśli tata po kilkunastu dniach wraca do pracy zawodowej lub jest nieobecny w życiu dziecka. Jeśli jeszcze dokładamy sobie presji związanej z bycią Perfekcyjną Panią Domu, fitmamą i przedsiębiorczynią na raz, bardzo trudno się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Doba ma nadal tylko 24 godziny!

Nie bój się prosić o pomoc lub za nią płacić, jeśli masz taką możliwość. Także, gdy rodzisz kolejne dziecko, a wszyscy myślą, że jesteś już doświadczoną matką i nie potrzebujesz wsparcia (a możliwe, że potrzebujesz go więcej niż przy pierwszym dziecku).

Bądź elastyczna! Może już zapowiadane odwiedziny rodziny i znajomych wydają Ci się teraz świetnym pomysłem, a po porodzie uznasz, że wolisz ten czas spędzić wyłącznie z maluchem. A może będzie odwrotnie – na razie wzdrygasz się na myśl przed wprowadzeniem się teściowej, a po powrocie szpitala będziesz marzyła, żeby ktoś Ci ugotował, posprzątał i przez chwilę ponosił dziecko. Trudno to przewidzieć na zapas, wsłuchaj się w siebie i w swoje potrzeby.

Powodzenia w jednej z najlepszych życiowych przygód – poznawaniu Nowego Człowieka 🙂

Chcesz wiedzieć, czego możesz się spodziewać w pierwszych dniach i tygodniach po porodzie oraz jak zadbać o siebie w czasie połogu? Sprawdź szkolenie „Przygotuj się na połóg”.

Sen dziecka a DHA – jaki suplement wybrać?

Sen dziecka a DHA – jaki suplement wybrać?

Dzieci, które spożywają odpowiednią ilość DHA, śpią średnio o 58 minut dłużej i rzadziej wybudzają się w nocy [1]. Tymczasem polskie dzieci spożywają 20 razy MNIEJ kwasów DHA niż powinny (w wieku 1–3 lata spożycie wynosi przeciętnie 10 mg dziennie, a zalecane jest 150-200 mg/dobę) [2].

Zwykle dieta nasza i naszych dzieci jest uboga w ten składnik, a szkoda, bo DHA nie tylko promuje bardziej dojrzałe wzorce snu już od pierwszego dnia życia, ale także pomaga zachować odporność i działa przeciwzapalnie! Więcej na temat wpływu DHA na sen napisałam w obszernym artykule TUTAJ.

DHA można sobie dostarczać, zjadając tłuste ryby morskie lub algi albo poprzez suplementację. W źródłach roślinnych (np. oleju lnianym) znajdziemy inny kwas z grupy omega-3 – ALA – ale, niestety, przekształca się on w kwas DHA wyłącznie w kilku procentach [3]. Nie można więc uznać, że zbilansowana dieta roślinna zaspokoi zapotrzebowanie na ten składnik.

Jeśli dziecko jest karmione wyłącznie piersią, otrzymuje kwas DHA z mlekiem mamy, o ile oczywiście ona sama spożywa żywność w niego bogatą lub suplementuje. Jeśli maluch ma już wprowadzone pokarmy stałe, można zakładać, że ma odpowiednią ilość tego składnika, jeśli zjada 1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo. Wielkość porcji to rozłożona dłoń dziecka bez palców (czyli ten środek dłoni).

A co jeśli nie zjada? Polskie rekomendacje podają następująco:
  • Kobiety w ciąży i karmiące piersią – suplementacja min. 200 mg DHA/dobę, w przypadku małego spożycia ryb należy uwzględnić suplementację wyższą, np. 400–600 mg DHA/dobę. Wykazano bezpieczeństwo wyższych dawek – do 1 g DHA/dobę.
  • Niemowlęta – do końca 6 m.ż. suplementacja wyłącznie, jeśli dziecko karmione jest sztucznie mieszanką nie zawierającą kwasów omega-3. Po 7 m.ż. 1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo, ew. suplementacja DHA.
  • Dzieci 1-3 r.ż. – 1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo lub suplementacja DHA w ilości ok. 150–200 mg/dobę.
  • Dzieci powyżej 3 r.ż. – 1-2 porcje (ok. 130 g/porcję) tłustych ryb tygodniowo lub suplementacja DHA około 250 mg/dobę [4].

W brytyjskich badaniach dotyczących snu i uczenia się dawką uważaną za bezpieczną i stosowaną u zdrowych dzieci powyżej 7 r.ż., które jedzą ryby rzadziej niż 2 razy w tygodniu, jest 600 mg DHA/dobę [5].

Jakie DHA dla dziecka wybrać?

Ponieważ ciągle jestem przez Was pytana, jaki suplement z DHA powinniście podawać swojemu dziecku, zrobiłam przegląd dostępnych na polskim rynku preparatów. Wszystkie z nich mogą być spożywane przez mamy karmiące piersią oraz kobiety spodziewające się dziecka.

W tabeli znajdziecie preparaty zawierające wyłącznie DHA lub DHA wraz z witaminą D3 (którą w naszej szerokości geograficznej również suplementujemy dzieciom przez cały rok do końca 1 r.ż., a po skończeniu roczku od września od kwietnia lub przez cały rok [6]).

Nie brałam pod uwagę suplementów z dodatkiem innych witamin i składników mineralnych (powinny być dobierane indywidualnie przez lekarza według zaleceń) ani suplementów, w których zawartość DHA dla dobowej dawki była znacząco niższa niż oficjalne rekomendacje. Skupiłam się na produktach dla dzieci, które jeszcze nie potrafią przełykać kapsułek, a więc w formie płynu lub żelków.

Producenci suplementów z ryb deklarują, że ich preparaty są oczyszczone z metali ciężkich i toksyn, które mogą kumulować niektóre gatunki morskie. Dowodzą tego też badania niektórych tranów, przeprowadzone przez  Instytut Jakości Jagiellońskiego Centrum Innowacji [7]. Uważa się, że najbezpieczniejszym źródłem DHA są algi (ponieważ są wolne od zanieczyszczeń) oraz ryby pływające dziko (a nie hodowlane). Wśród ryb (a więc i olejów rybnych) za bezpieczniejsze uznaje się: sardelę, śledzia, szprotkę, makrelę atlantycką, węgorza i sardynkę.

Pod tabelą podsumowałam najlepsze – moim zdaniem – propozycje dla konkretnych grup wiekowych.

Możesz sortować tabelę według ważnego dla Ciebie kryterium.

Możesz pobrać tabelę oraz ranking tranów wykonany przez Instytut Jakości JCI:

.
Konkretne propozycje

(brałam pod uwagę zawartość kwasów DHA w dziennej dawce oraz cenę miesięcznego stosowania):

Dla niemowlęcia między 0 a 6 m.ż., karmionego mieszanką mlekozastępczą, która nie ma w składzie DHA?
  • Jeśli chcesz mieć preparat 2 w 1 (DHA + odpowiednia dawka wit. D3): Bobik DHA KLIK! lub Omegamed Baby DHA+D KLIK!
Dla niemowlęcia między 0 a 6 m.ż. karmionego piersią?
  • Nie potrzeba suplementacji; wystarczy suplementacja mamy karmiącej piersią w dawce od 200 mg do 1000 mg dziennie.
Dla mamy w ciąży lub karmiącej piersią?
  • Jeśli chcesz kupić preparat tylko dla siebie, to polecam suplement z alg: Omegamed Pregna DHA KLIK!
  • Eksperci nie zróżnicowali rekomendacji, nie wiadomo więc, ile powinna przyjmować mama karmiąca dziecko 3-miesięczne, a ile karmiąca dwulatka. Można przyjąć za bezpieczną dawkę od 200 mg do 1000 mg DHA dziennie (zakłada się bowiem, że dwulatki piją objętościowo mniej mleka, więc dodatkowo powinny DHA przyjmować z pożywieniem/suplementować)
  • Jeśli Twoje dziecko ma powyżej 6 m.ż. i chcesz kupić preparat dla Was obojga: Bioaron Baby 6 m+ KLIK!
  • Jeśli chcesz zażywać preparat multiwitaminowy dla kobiet w ciąży lub karmiących, poradź się lekarza lub farmaceuty, czy i jakie witaminy i minerały powinnaś suplementować (np. ze względu na przestrzeganie diety eliminacyjnej).
  • Mamy weganki – informacje poniżej.
Dla niemowlęcia między 6 a 12 m.ż., które zjada mniej niż 2 porcje ryby morskie tygodniowo?
  • Jeśli chcesz mieć preparat 2 w 1 (DHA + odpowiednia dawka wit. D3), z kwasem pozyskiwanym z alg: Bioaron Baby 6 m+ KLIK!
  • Jeśli chcesz uzupełniać witaminę D3 dodatkowo, a zależy Ci na nieco większej dawce DHA: Bobik DHA KLIK! lub Omegamed Baby DHA+D KLIK!
Dla dziecka między 1 a 2 r.ż., które zjada mniej niż 2 porcje ryby morskie tygodniowo?
  • Dla dzieci między 1 a 2 r.ż. preparat 2 w 1 (DHA + odpowiednia dawka wit. D3), z kwasem pozyskiwanym z alg: Bioaron Baby 6 m+ KLIK!
  • Stosunkowo drogi, choć dobrej jakości (z dzikiego dorsza) jest płyn Childrens DHA  KLIK!
Dla dziecka między 2 a 3 r.ż., które zjada mniej niż 2 porcje ryby morskie tygodniowo?
  • Dzieci powyżej 2 r.ż. preparat  2 w 1 (DHA + odpowiednia dawka wit. D3): Bioaron Baby 24 m+ KLIK!
  • Jeśli chcesz podawać witaminę D3 dodatkowo: płyn Childrens DHA  KLIK!
Dla dziecka powyżej 3 r.ż., które zjada mniej niż 2 porcje ryby morskie tygodniowo?
  • Jeśli chcesz mieć preparat 2 w 1 (DHA + odpowiednia dawka wit. D3): Bioaron Baby 24 m+  KLIK!
  • Preparat DHA+ częściowa dawka wit. D3: Tran norweski Mollers KLIK!
  • Jeśli chcesz mieć sam suplement z DHA: żelki Childrens DHA KLIK!
Dla więcej niż jednego dziecka lub dla całej rodziny (preparat uniwersalny; zwróć uwagę na dawkowanie – kto powinien ile dostawać)?
  • jedno z dzieci młodsze niż 3 lata: płyn Childrens DHA  KLIK!
  • wszystkie dzieci powyżej 3 r.ż.: Tran norweski Mollers KLIK! 
Dla wegan?

Jeśli jesteś weganką w ciąży, karmiącą piersią lub Twoje dziecko jest na diecie wegańskiej, możesz przyjmować suplementy oparte na DHA z alg i w roślinnej otoczce (bez żelatyny ani innych składników pochodzenia zwierzęcego):

Konsultacja merytoryczna: mgr farm. Magdalena Modzelewska

Niniejszy wpis nie zastępuje porady lekarskiej ani dietetycznej. Przed wprowadzeniem jakiejkolwiek suplementacji skonsultuj się z lekarzem.

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

 

Chcesz wiedzieć, w jaki sposób dieta dziecka wpływa na to, jak wyglądają Wasze noce? Sprawdź szkolenie „Żywienie dziecka a sen".

Zanim wezwiesz egzorcystę, czyli o lękach nocnych

Zanim wezwiesz egzorcystę, czyli o lękach nocnych

Ten, kto je przeżył, nigdy tego nie zapomni. Kiedy opowiadam o lękach nocnych podczas warsztatów, widzę ulgę na twarzach jednych (o rany, to ma jakąś nazwę!), a przerażenie w oczach innych rodziców. Dwie mamy przyznały mi się nawet, że gdy pierwszy raz spotkało to ich dzieci, pojechały z nimi na szpitalny oddział ratunkowy, tak bardzo się przestraszyły!

 

Czym są lęki nocne i co można z nimi zrobić?

Samo sformułowanie „lęki nocne” wielu osobom niesłusznie kojarzy się z koszmarami sennymi (złymi snami) albo z wieczornym lękiem przed zasypianiem lub niechęcią do samotnego usypiania po przebudzeniu w środku nocy. Jest to jednak zupełnie inne zjawisko.

Jak wygląda napad lęku nocnego? Rodzice zwykle używają słów „szał”, „atak” lub „histeria”.

Dziecko przeraźliwie krzyczy, odpycha się od siebie starającego go wesprzeć opiekuna, kopie, macha rękami, rzuca się po łóżku. Wygląda, jakby śmiertelnie się czegoś przestraszyło. Może być spocone, mocno bije mu serce. Ma zamknięte powieki lub otwarte, ale niewidzące, patrzące pusto oczy. Nie rozumie, co się do niego mówi, nie można go uspokoić.

Wygląda, jakby się obudziło… ale to tylko pozory. Podczas lęku nocnego dziecko nadal śpi, co więcej, jest w fazie głębokiego snu – dlatego nie reaguje na próby nawiązania kontaktu, nie poznaje rodziców i bardzo trudno je obudzić.

Czy kojarzysz, jak wygląda lunatykowanie, gdy ludzie wyglądają, jakby się obudzili, ale tak naprawdę robią wszystko przez sen? To zjawisko podobne do lęków nocnych – ich wspólna, fachowa nazwa to parasomnie (czyli zaburzenia, które polegają na występowaniu niepożądanych zachowań podczas snu lub przy wybudzaniu się).

Napad lęku nocnego może trwać do 15 minut i zazwyczaj pojawia się w pierwszej połowie nocy. Jeśli nie zostanie przerwany, dziecko raptownie samo się uspokaja i, jak gdyby nigdy nic, spokojnie zasypia. Rano nie pamięta swoich nocnych wyczynów (w przeciwieństwie do poruszonych rodziców).

Mimo swojej nazwy, lęki nocne mogą też występować podczas dziennych drzemek.

Pierwsze epizody lęków nocnych mogą się pojawić nawet już po 6 m.ż., najczęściej zdarzają się po 3 roku życia, natomiast problem zwykle ustępuje sam, bez jakiegokolwiek leczenia, przed 5-6 r.ż.

Zaburzenie wcale nie jest rzadkie – występuje nawet u 37% półtorarocznych  dzieci! [1] Ogromne znaczenie mają wpływy genetyczne – jeśli mama lub tata malucha miał napady lęku nocnego, lunatykował, mówił przez sen, ryzyko, że jego dziecko również będzie miało parasomnie wzrasta aż dziesięciokrotnie [2].

 

Skąd się biorą lęki nocne?

Źródłem tej parasomni jest po prostu niedojrzałość układu nerwowego. Podczas głębokiego snu mózg małego dziecka wybudza się w niepełny sposób i znajduje między snem a jawą.

Lęki nocne mogą więc pojawiać się częściej, gdy dziecko jest niewyspane – ponieważ w fazę snu głębokiego, w której występują, stosunkowo szybko i na dłużej zapada się, gdy ma się deficyt snu.

Jeśli dziecko często miewa napady lęku nocnego, warto skonsultować to z pediatrą i neurologiem, który może zlecić dodatkowe badania (np. EEG w czasie snu). Można także przedyskutować z lekarzem wzbogacenie diety o większe ilości pokarmów bogatych w kwas DHA (kilk) oraz magnez lub suplementację tych składników. Ich niedobór może przyczyniać się do częstego występowania parasomni [3, 4].

Na częstsze występowanie lęków nocnych są narażone dzieci z zaburzeniami oddychania (np. związanymi z przerostem migdałków czy astmą), chorobą refluksową, zaburzeniami metabolicznymi oraz przyjmujące leki wpływające na działanie układu nerwowego [5]. U wrażliwych dzieci mogą się nasilać przy silnych przeżyciach emocjonalnych.

W terapii lęków nocnych nie stosuje się leczenia farmakologicznego. Warto zadbać o szeroko pojętą higienę snu i na przykład nie rezygnować zbyt wcześnie z drzemek, jeśli dziecko nadal ich potrzebuje.

 

Budzić albo nie budzić?

Nie ma konieczności wybudzania dziecka w czasie napadu lęku nocnego. Na szczęście, maluchy tego nie pamiętają i nie jest to dla nich w żaden sposób traumatyzujące. Wystarczy dbać o bezpieczeństwo dziecka (czyli uważać, żeby nie rozbiło sobie głowy ani nie spadło z łóżka).

Z drugiej strony, trudno jest rodzicom spokojnie towarzyszyć dziecku, które przez kilkadziesiąt nawet minut głośno krzyczy i rzuca się gwałtownie, zwłaszcza jeśli nie chcemy, by delikwent pobudził resztę domowników czy sąsiadów (oraz patrol policji przez nich zaniepokojony).

Ponieważ lęki nocne są związane z fazą najgłębszego snu, wybudzenie z nich nie należy do łatwych. Czasami sprawdza się przejście do innego pokoju, zapalenie mocnego światła, głośny dźwięk. Jedna z moich koleżanek, której syn dość często miał klasyczne lęki nocne, zauważyła, że budzi go delikatne popchnięcie na plecy, na kołdrę (tak, jak w filmie „Incepcja”, kojarzysz?). Dzieci mam, o których wspominałam we wstępie, budziły się w drodze do szpitala lub już na izbie przyjęć, mimo usilnych starań rodziców, by dobudzić je wcześniej.

W przypadku dzieci, u których lęki nocne występują codziennie o tej samej godzinie (bo akurat o tej godzinie wchodzą w fazę głębokiego snu), potwierdzono efektywność następującej interwencji: malucha budzono codziennie na pół godziny przed przewidywaną porą rozpoczęcia się napadu, zagadywano, by nie zasnął przez około 10-15 minut i następnie pomagano mu ponownie ułożyć się do snu. U większości badanych problem regularnie powtarzających się napadów, ustąpił po tygodniu [6].

Podsumowując: jeżeli odnajdujesz w artykule opis zachowań swojego dziecka, prawdopodobnie nie będzie Wam potrzebny egzorcysta, ale… czas i cierpliwość.

Pamiętaj jednak, że jeśli cokolwiek związanego ze zdrowiem malucha Cię niepokoi, nie warto zwlekać z wizytą u lekarza. 

Korzystałam także z artykułu „Lęki nocne u dzieci” Janusza Wendorffa oraz Katarzyny Połatyńskiej z czasopisma Pediatria po Dyplomie 03/2012, dostępnego tutaj

 

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.