Wykład „Gdy maluch urodzi się chory”

Wykład „Gdy maluch urodzi się chory”

W lipcu 2020 roku wysłałam swojej społeczności newsletter, informujący o tym, co nowego w Wymagajace.pl. Napisałam o tym, że zaczynam przygodę z wydawaniem szkoleń czy kursów online autorstwa innych ekspertów. Prosiłam odbiorców o podzielenie się swoimi refleksjami na ten temat.

Odpisała Lena:

Jeśli mogę zasugerować temat, który zainteresowałyby mnie z mojej aktualnej perspektywy, to jest to kwestia przygotowania psychicznego na powitanie dziecka, któremu w okresie prenatalnym postawiono diagnozę o wadach rozwojowych. W przypadku dziecka, którego się właśnie spodziewam jest to wada mózgu. Materiałów po polsku nie znalazłam zbyt wiele, a na pewno nie tyle, aby poczuć się wsparta, silniejsza czy jakkolwiek przygotowana.

Działo się na to długo przed wyrokiem TK czy Strajkiem Kobiet. Zaczęłam działać. 

Rocznie w Polsce rodzi się ponad 10 tysięcy dzieci z wadami wrodzonymi. Sama nie wiedziałam, gdzie mogłabym odesłać po wsparcie kogoś, kto szukałby sposobu na poradzenie sobie mentalnie z taką diagnozą otrzymaną jeszcze w ciąży.

Nie jestem ekspertką od interwencji kryzysowej, pracy z parą czy rodziną. Dlatego w roli wykładowczyń zaprosiłam dwie wspaniałe psycholożki z doświadczeniem klinicznym dr Jagodę Sikorę oraz mgr Karlę Orban.

mgr Karla Orban – psycholog, od ponad dekady pracuje z dziećmi i rodzinami. Pracuje i kształci się w podejściu systemowym, ze szczególnym uwzględnieniem teorii więzi oraz Porozumienia Bez Przemocy.

Dzięki odbyciu szeregu szkoleń zarówno z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej, jak i NVC na rozwój dziecka patrzy wieloaspektowo. Udziela wsparcia w ramach własnej praktyki psychologicznej, superwizuje przedszkola i szkoły oraz prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli.

Jej główny obszar zainteresowań to regulacja procesów fizjologicznych u dzieci oraz wspieranie rodzin i dzieci w chorobach somatycznych.

Prywatnie mężatka i mama trójki trójjęzycznych dzieci.

dr Jagoda Sikora – psycholog dziecięcy w trakcie specjalizacji z psychologii klinicznej dzieci i młodzieży oraz doktor psychologii. Uwielbia swoją pracę i z chęcią wspiera dzieci i rodziców w radzeniu sobie z wyzwaniami, które stają na ich drodze. Posiada doświadczenie w pracy klinicznej, które zdobywała, pracując z dziećmi i młodzieżą między innymi w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka oraz licznych placówkach wsparcia ambulatoryjnego i dziennego. Pracuje na Uniwersytecie Śląskim w Instytucie Psychologii na stanowisku adiunkta.

Ukończyła dwa poziomy szkolenia certyfikacyjnego z podejścia Self-Reg (metody samoregulacji), studium terapii dzieci i młodzieży oraz kurs podstawowy podejścia skoncentrowanego na rozwiązaniach TSR. Odbyła liczne szkolenia z zakresie pracy interwencyjnej i diagnostycznej z dziećmi i młodzieżą. Prywatnie jest żoną jednego męża i mamą trójki chłopców, którzy stale motywują ją do rozwoju.

Jagoda i Karla nagrały dla mnie wykład „Gdy maluch urodzi się chory”, w którym dzielą się informacjami o tym:

  • jak przebiega adaptacja do trudnych i nowych informacji;
  • jak reagujemy na stres;
  • jak sobie radzić z emocjami  i myślami, które się pojawiają na różnych etapach;
  • jakie strategie redukcji napięcia mogą być pomocne;
  • jak budować sieć wsparcia i mówić innym, czego potrzebujesz;
  • jak poradzić sobie z chęcią wyszukiwania informacji o chorobie dziecka i niepewnością;
  • czym są zasoby i jak z nich korzystać;
  • jak partnerzy mogą różnić się w swoim przeżywaniu choroby malucha i jak się w tej różnorodności wspierać;
  • jak opiekować się pozostałymi dziećmi, ile im mówić, czego im potrzeba;
  • jak wspierać rodziców po diagnozie, jakie słowa koją, a jakie bolą i czym jest towarzyszenie.

Zobacz, co o wykładach mówią ich autorki:

Nie wyobrażam sobie jednak sprzedawać tego typu treści. Udostępniam więc wykład za darmo.

Moją misją jest to aby wiedza i wsparcie Autorek trafiły do jak największego grona osób. Aby rodzice wiedzieli, w jaki sposób mogą sobie pomóc oraz by ich najbliżsi posiadali wiedzę, jak być wsparciem. 


Mam ogromną prośbę – prześlij informację na ten temat osobom, którym to wideo może się przydać. Udostępnij link do tego wykładu na swoich mediach społecznościowych. Powiedz o nim swojemu ginekologowi, położnej czy innym osobom, które spotykają się z parami spodziewającymi się dziecka. Wszystko po to, by ten wykład dotarł do osób, które go najbardziej potrzebują oraz do ich bliskich, którzy będą je wspierać. 

 

Otrzymaj dostęp do bezpłatnego wykładu „Gdy maluch urodzi się chory”:

Zaparcia u dzieci – wywiad z psychologiem

Zaparcia u dzieci – wywiad z psychologiem

Otrzymuję od Was dużo pytań o zaparcia nawykowe u Waszych dzieci. Aby móc przekazać Wam profesjonalną i rzetelną wiedzę na ten temat, postanowiłam porozmawiać z ekspertką, która każdego tygodnia pomaga kilku rodzinom z takimi trudnościami Karlą Orban.

Karla jest psychologiem i pracuje z dziećmi oraz ich opiekunami od ponad dekady. Pracuje i kształci się w podejściu systemowym, łącząc je z teorią więzi, ale dzięki odbyciu szeregu szkoleń zarówno z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej, jak i NVC na rozwój dziecka patrzy wieloaspektowo. Udziela wsparcia w ramach własnej praktyki psychologicznej, superwizuje przedszkola i szkoły oraz prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli. Jest jedną z ekspertek w moim klubie online dla rodziców Parentflix. Jej główny obszar zainteresowań to regulacja procesów fizjologicznych u dzieci (jedzenia, wydalania, snu) oraz wspieranie dzieci w chorobach somatycznych. Prywatnie jest mamą trójki dzieci.

Magdalena Komsta: Czym różnią się zaparcia od zaparć nawykowych? Czy może to jest ten sam termin?

Karla Orban: Obie nazwy są poprawne, natomiast nie każde zaparcia są nawykowe. Stawiając diagnozę, lekarz będzie sprawdzał, czy zaparcia nie mają przyczyny organicznej, czyli nie wynikają np.  z choroby układu pokarmowego. Gdy nie ma przyczyny organicznej o zaparciach mówi się, że są czynnościowe lub – potocznie – nawykowe.
Nie każde zaparcie będzie też spełniało kryteria diagnostyczne zaparć czynnościowych, na przykład dlatego, że trwa zbyt krótko.

MK: Kto stawia taką diagnozę? Do kogo należy się udać, kiedy nasze dziecko doświadcza zaparć?

KO:Zawsze zaczynamy od lekarza pediatry. Może być tak, że skieruje nas na dodatkowe badania lub do gastrologa dziecięcego. To jednak ważne, żeby spróbować ustalić przyczynę i wykluczyć choroby, nie prowadzić leczenia na własną rękę. 

MK: Czy to jest częsty problem?

KO: Tak. Zakłada się, że dotyczy nawet 8% dzieci, co czwarta wizyta u gastrologa dziecięcego to konsultacja zaparć. Mimo to zaparcia nie są łatwym tematem terapeutycznym. Terapia może trwać bardzo długo, nawet kilka miesięcy czy lat. Mówi się, że nawet u połowy dzieci zaparcia nawracają.
W Polsce współpraca między specjalistami to wciąż rzadkość. Bywa, że rodzice słyszą, że mają zmienić dietę dziecka, bo duża wybiórczość może być jedną z przyczyn zaparć, ale wciąż nie wiedzą, dlaczego ich dziecko nie je tak wielu rzeczy. Takie zalecenia trudno jest wtedy wprowadzić w życie.
Może być tak, że rodzina potrzebuje wsparcia psychologicznego, żeby w domu wszystko przestało się kręcić „wokół kupy”. Zamiast tego słyszy, żeby dawać dziecku nagrody za wypróżnienia. Nagrody nie tylko nie adresują przyczyny, którą nie jest w ogóle motywacja, ale też mogą pogorszyć sprawę.

 

MK: Czyli psycholog jest potrzebny?

KO: Nie zawsze. Jeśli leczenie medyczne działa, dziecko prawidłowo się rozwija, a rodzina jest w stanie prowadzić normalne życie – nie ma potrzeby takiej konsultacji. Jeżeli jednak napięcie w rodzinie jest bardzo duże, różne metody zachęcania do wypróżnień nie działają, leki nie likwidują objawów albo dziecko zaczyna mieć trudności z samooceną czy emocjami, to zdecydowanie warto się zgłosić do psychologa dziecięcego. Zalecenie konsultacji psychologicznej jest także częścią rekomendacji Europejskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia (EPSGHAN) w przypadku nieefektywności leczenia.

MK: Dlaczego zaparcia są tak dużym obciążeniem dla rodziny?

KO: Dziecko może nie robić kupy przez bardzo długi okres czasu – rekordziści nawet po kilkanaście dni. W tym czasie widać, że cierpi, więc rodzice próbują wszystkiego, żeby pomóc. Napięcie w rodzinie spada tylko wtedy, kiedy dziecko się załatwi, czyli rzadko. Samo napięcie może sprawić, że dziecko wstrzymuje wypróżnienia, żeby jak najdłużej nie mierzyć się z upominaniem, prośbami, groźbami czy bólem. Im dłużej jednak wstrzymuje, tym trudniej się załatwić i tym więcej napięcia pojawia się w domu – mamy błędne koło. W pewnym momencie zaparć pojawia się także brudzenie bielizny kupą, co z perspektywy rodzica może wydawać się wręcz objawem biegunki. Wtedy dochodzą nowe zmartwienia i obawy: o reakcję rówieśników, przyszłość dziecka, kwestia prania brudnych majtek.

MK: Czy zaparciom można w jakiś sposób zapobiec?

KO: Zdecydowanie warto próbować. W pierwszej kolejności, nie przyśpieszajmy odpieluchowania – u dziecka najpierw powinniśmy obserwować oznaki gotowości psychofizycznej (znajdziesz je tutaj, KLIK!), co prawie nigdy nie dzieje się przed 18 miesiącem życia. Wczesne odpieluchowanie jest jednym z czynników ryzyka. Niemniej ważne jest to, żeby odpieluchowaniu nie towarzyszyła presja, a fizjologia nie była tematem tabu. Z punktu widzenia mięśni dna miednicy, niekorzystne będzie przesiadywanie na nocniku (np. z książką, zabawką czy bajką), nacisk na załatwianie się na zapas (często towarzyszy mu parcie) i nieprawidłowa pozycja toaletowa. Kolana dziecka powinny być zawsze nieco wyżej niż miednica, bo w pozycji kucznej mięśnie mają optymalne warunki do pracy. Częścią prewencji jest też picie wody zgodnie z zapotrzebowaniem, ruch fizyczny i dieta bogata w błonnik.

MK: A jeśli to nie wystarczy?

KO: Czasami nie jesteśmy w stanie zapobiec zaparciom mimo naszych starań. Miałam u siebie małych pacjentów, u których zaparcia zaczęły się od zatwardzenia czy odwrotnie, piekącej pupy z powodu biegunki infekcyjnej, czyli czegoś, co może się zdarzyć każdemu dziecku. U niektórych, zwłaszcza z historią trudności fizjoterapeutycznych, rozwojowych czy gastrologicznych, łatwiej o utrwalenie wstrzymywania. W takim przypadku możemy też nastawić się na dłuższą terapię i potrzebę opieki holistycznej, przez więcej niż jednego specjalistę.

 

Dołącz do kursu autorstwa Karli Orban Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu!

Późne chodzenie spać. Czym się różni senność od zmęczenia?

Późne chodzenie spać. Czym się różni senność od zmęczenia?

 

Wiem, że to może nie brzmieć intuicyjnie. W codziennym języku często traktujemy przymiotniki „senny” i „zmęczony” jak synonimy. Poradą, której chętnie udzieli Ci otoczenie, słysząc „Jestem zmęczona”, będzie „To połóż się wcześniej spać”. Problem możesz zauważyć, gdy – jako świeżo upieczony rodzic – zobaczysz, że Twoje dziecko wydaje się być baaardzo zmęczone, ale jednocześnie za nic w świecie nie chce (a może jednak nie jest w stanie?) zasnąć. Przecież to nie ma sensu!

Bez względu jednak na to, do czego się dotychczas przyzwyczaiłaś_eś, „bycie zmęczonym” i „bycie sennym” to nie jedno i to samo. Są to ZUPEŁNIE dwa różne, odrębne od siebie procesy sterowane przez ZUPEŁNIE różne neuroprzekaźniki.

Zacznijmy od zmęczenia

W każdej minucie, gdy nie śpisz, w Twoim mózgu odkłada się adenozyna. Jest to produkt przemiany materii. Adenozyna działa hamująco na nasz mózg. Sprawia, że zaczynamy odczuwać zmęczenie. Im dłużej nie śpisz, tym więcej w Twoim mózgu jest adenozyny i tym bardziej zmęczona_y się czujesz. Ilość adenozyny rośnie również np. w trakcie wysiłku fizycznego.

Mechanizm ten jest zwany homeostatyczną presją snu. Presja snu rośnie z każdą minutą niespania. Im mniejsze dziecko, tym szybciej narasta presja snu – gdy staje się wystarczająco silna, dziecko usypia na drzemkę.

Kawa i inne źródła kofeiny pozwalają usunąć uczucie zmęczenia, ale nie usuwają adenozyny. Blokują jej receptory w mózgu, czyli oszukują nasz mózg, że już było spane. Ale nie ze mną te numery, Bruner. Mózg jest cwany. Tworzy z czasem więcej receptorów, więc w pewnym momencie mimo dostarczania sobie coraz większych dawek, kofeiny jest zbyt mało, by zablokowała wszystkie nowe receptory i przestaje działać jak kiedyś. Pijesz kawę, a mimo to zasypiasz za kwadrans? To właśnie dlatego.

Adenozyna jest usuwana z mózgu, kiedy śpisz. Dzieje się tak dlatego, że w trakcie snu zwiększają się przestrzenie międzykomórkowe i płyn rdzeniowo-mózgowy może swobodniej przepływać, usuwając produkty przemiany materii. Układ za to odpowiedzialny nazywa się układem glimfatycznym – podobieństwo nazwy do układu limfatycznego, odpowiedzialnego m.in. za usuwanie szkodliwych substancji z całego ciała, nie jest przypadkowe.

Jeśli śpisz zbyt krótko, nie wszystko zostaje posprzątane i zaczniesz dzień z długiem w postaci nieusuniętej partii adenozyny z poprzedniego dnia. Jeśli dług jest naprawdę pokaźny, bo jesteś w deprywacji snu od wielu tygodni, hamującej aktywność mózgu adenozyny będzie bardzo dużo. Twoje ciało upomni się o sen bez względu na okoliczności, choćby zapadając w sen w trakcie prowadzenia auta z prędkością 130 km/h.

Czym jest senność?

W części mózgu zwanej jądrami nadskrzyżowaniowymi masz grupę komórek nazwanych centralnym zegarem. Centralny zegar to szef synchronizacji Twojego organizmu. Posiłkując się informacjami z Twoich genów oraz danymi uzyskiwanymi z Twoich oczu (=światło) oraz – w mniejszym stopniu – z innych części mózgu i ciała (= aktywność), zawiaduje tym, o której godzinie masz zasnąć i o której się obudzić. Mniejsze, zależne od centralnego, zegary zostały odkryte w jelitach, mięśniach, wątrobie, trzustce oraz tkance tłuszczowej.

Zegar centralny posługuje się dwoma hormonami – melatoniną i kortyzolem – by regulować proces zwany rytmem okołodobowym, czyli rytm snu i czuwania. Rytm działa niezależnie od substancji hamujących aktywność mózgu, czyli tych związanych ze zmęczeniem. Na wydzielanie melatoniny nie ma wpływu ilość adenozyny.

Zegar centralny dzięki działaniu melatoniny wieczorem otwiera Ci okienko na sen, a rano przy pomocy kortyzolu zamyka je, wypychając Twoje ciało w stan czuwania.

Pomyśl o czasach przed dziećmi: czy zdarzyło Ci się kiedyś  zakopać się w pilnej nauce lub pracy na prawie całą noc i mimo zmęczenia mieć później problem z zaśnięciem nad rankiem? O północy miałaś_eś wrażenie, że zaraz padniesz, ale jak skończyłaś_eś wreszcie o 4:30 to już „odechciało” Ci się spać? Jeśli tak, to na własnej skórze odczułaś_eś stymulujący wpływ zegara centralnego. Niestety, rytm okołodobowy ma totalnie gdzieś, że tej nocy w ogóle nie było spane i że ilość adenozyny w Twoim mózgu jest stanowczo zbyt wysoka, żeby poprawnie ułożyć zdanie w ojczystym języku. On, mocą kortyzolu, mówi Ci: „No hej, niedługo wstaje słoneczko, nie będziemy teraz iść spać!”.

Na czym polega problem?

Można więc być koszmarnie zmęczonym fizycznie, zestresowanym, pobudzonym emocjonalnie i mieć zerowy poziom energii, a jednocześnie mieć trudności z zaśnięciem. Królestwo za zsynchronizowanie mechanizmu presji snu i rytmu okołodobowego. Łatwe zasypianie wydarza się, gdy jest się wystarczająco zmęczonym i wystarczająco sennym (oraz wystarczająco zrelaksowanym) jednocześnie. Niestety, w niektórych rodzinach te procesy rozjeżdżają się znacząco, co generuje frustrujący zestaw: umordowani rodzice + zmęczony, marudny maluch, który nie chce zasnąć mimo późnej godziny.

 

Co zrobić z tym późnym chodzeniem spać?

Odpowiedź brzmi: to zależy (ach, ci psychologowie. I – ponoć – prawnicy).

Jeśli dziecko ma mniej niż 8 tygodni, ma prawo być totalnie rozsynchronizowane. Jego rytm dobowy jeszcze nie istnieje, z uwagi na skrajną niedojrzałość mózgu. Czekamy (i w międzyczasie pokazujemy mu, czym się różni dzień od nocy po tej stronie brzucha).

Jeśli wydaje Ci się, że „ten typ tak ma”, bo wstaje późno i chodzi spać późno – to najczęściej nie mówimy tu o braku synchronizacji, a o chronotypie. Gdy taka sytuacja jednocześnie nie generuje to problemów ze zdrowiem (bo dziecko i tak śpi dobowo tyle, ile potrzebuje – ile to jest, przeczytasz TUTAJ) albo nie utrudnia organizacji dnia (wstawanie do żłobka, przedszkola, szkoły) to NIE TRZEBA nic z tym zrobić. Nie wszystkim rodzicom przeszkadza dziecko, które nie kładzie się do łóżka przed 22.00. I to jest OK. O naukowych podstawach stwierdzenia „dzieci powinny chodzić spać o 19.00” pisałam niegdyś TUTAJ.

Jeśli jednak późnemu chodzeniu spać towarzyszy:

  • albo sporo stresu dziecka wieczorem – objawy rozsynchronizowania presji snu z rytmem dobowym,
  • albo mnóstwo konfliktów w rodzinie i jednocześnie trudności organizacyjne, niedosypianie dziecka rano, problemy ze zdrowiem spowodowane deprywacją snu

warto działać.

Od czego zacząć?

Dobrym pomysłem jest spisywanie dzienniczka dnia – pór snu, drzemek, posiłków stałych, ale też czasu na aktywność fizyczną. Zastanów się też:

  • jak wyglądają Wasze poranki – czy weekendy różnią się od dni roboczych?
  • czy macie rytuał wieczorny?
  • jak regulowany jest dostęp do mediów cyfrowych?
  • w jaki sposób bawicie się popołudniu?
  • jakie jest światło w łazience i sypialni (zerknij tutaj)?
  • czy nie wybudzacie dziecka niepotrzebnie, np na siusiu?

 

Masz dość wielogodzinnego usypiania dziecka? Mam dla Ciebie szkolenie „Rytuał wieczorny"!

Psycholog, psychiatra, terapeuta… kto jest kim?

Psycholog, psychiatra, terapeuta… kto jest kim?

Z roku na rok coraz więcej w Internecie zamieszania wokół różnych zawodów pomocowych opiekujących się dziećmi i rodzinami. Czym się różni psychiatra od psychologa? Kto może zostać psychoterapeutą? Czy pedagog to to samo co nauczyciel? I kto może się tytułować doradcą rodzicielskim?

Psychiatra

Psychiatra to lekarz, który ukończył studia oraz specjalizację z psychiatrii. Niektórzy psychiatrzy pracują wyłącznie z osobami dorosłymi, a inni specjalizują się w psychiatrii dzieci i młodzieży (niestety, jest ich skrajnie mało, bo psychiatria dziecięca jest aktualnie w Polsce skrajnie niedofinansowana). 

Psychiatrę znajdziemy w prywatnym gabinecie, ale także w szpitalu i poradni finansowanej z NFZ. Skierowanie NIE JEST wymagane. 

Ponieważ psychiatra jest lekarzem, przeprowadza badanie lekarskie (może też np. zlecić badania krwi lub zmierzyć ciśnienie) oraz wypisuje recepty, jeśli uzna, że włączenie leczenia farmakologicznego jest wskazane. 

Psycholog

Psychologiem jest osoba, która ukończyła studia magisterskie z zakresu psychologii. Nie każdy psycholog pracuje z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi. Nie każdy psycholog prowadzi w gabinecie terapię czy konsultacje. Są psychologowie, którzy zajmują się wyłącznie badaniami zawodowych kierowców. Są psychologowie, którzy w działach kadr zajmują się rekrutowaniem pracowników albo prowadzą szkolenia. Są psychologowie, którzy zajmują się psychometrią (opracowywaniem testów psychologicznych), pracą naukową, badaniami konsumenckimi itp. 

Niestety, nadal w Polsce zawód psychologa nie został należycie uregulowany ani nie podlega kontroli (jak np. zawód lekarza czy położnej). Zdarzają się więc nadużycia ze strony osób, które skończyły studia podyplomowe czy kursy z psychologią w tytule i tytułują się psychologiem mimo braku pięcioletnich studiów magisterskich.

Psycholog kliniczny

Psychologiem klinicznym jest osoba, która ukończyła studia magisterskie z psychologii oraz czteroletnią specjalizację (na wzór lekarzy-specjalistów).

Psychoterapeuta 

Psychoterapeutą jest osoba, która ukończyła studia wyższe, a oprócz tego minimum czteroletnie szkolenie z psychoterapii. Psychoterapeutami najczęściej zostają psychologowie, ale mogą być nimi także lekarze, położne, pielęgniarki, socjolodzy czy pedagodzy.  

Szkolenie w zakresie psychoterapii jest długie i bardzo kosztowne (sama szkoła to nie mniej niż 40 tys zł + koszty terapii własnej i superwizji). W większości szkół przyszły psychoterapeuta ma obowiązek przejść własną psychoterapię. W trakcie pracy korzysta też z superwizji, czyli cyklicznych spotkań z bardziej doświadczonym psychoterapeutą, 

Terapeuta

Pod hasłem “terapeuta” różni ludzie rozumieją bardzo różne kompetencje. Niektórzy nazywają się terapeutą, ponieważ ukończyli roczne studia podyplomowe z zakresu np. terapii behawioralnej dzieci z autyzmem. Jeszcze inni są po studiach magisterskich z zakresu terapii pedagogicznej i pracują z dziećmi z dysleksją. Dla jeszcze innych ukończenie weekendowego kursu z terapią w tytule jest wystarczające, by w ten sposób siebie nazywać. Są też terapeuci zajęciowi, pracujący np. z dziećmi i dorosłymi z niepełnosprawnościami.

Dlatego każdorazowo warto upewniać się, co ma na myśli osoba przedstawiająca się w ten sposób – bo nie musi być ani psychoterapeutą, ani nawet psychologiem.

Pedagog

Nie każdy pedagog jest nauczycielem. Można skończyć studia licencjackie lub magisterskie z zakresu pedagogiki i pracować w przedszkolu albo szkole, ale można zajmować się też logopedią, animacją społeczno-kulturalną ( np. w organizacji pozarządowej lub domu kultury) czy andragogiką (pedagogiką dorosłych, szkoleniami). 

Jeśli mamy skorzystać ze wsparcia pedagoga, to warto również dowiedzieć się, czy jest to osoba po studiach wyższych czy po tzw. przygotowaniu pedagogicznym. Przygotowanie pedagogiczne to roczny kurs, który umożliwia absolwentom innych kierunków (np. filologii albo budownictwa) podjąć pracę w oświacie (uczyć w szkole). Trudno więc porównywać wiedzę na temat dziecka i rodziny osoby po przygotowaniu pedagogicznym do absolwenta pięcioletnich studiów pedagogicznych. 

Konsultantka, doradca rodzicielski

Nie istnieją żadne wymogi stawiane przed takimi osobami. Każdy, nawet po studiach z inżynierii lądowej, może się w ten sposób tytułować.


Niestety, pokusa wykraczania poza swoje kompetencje, jest spora, zwłaszcza jeśli specjalista nie ma wokół siebie zespołu profesjonalistów, do których może zaprosić rodzinę na dalszą diagnozę czy terapię. 

Ja dosyć często proszę rodziców o konsultację lekarza pediatry, czasem psychiatry, doradczyni lub konsultantki laktacyjnej czy logopedy. Mam podstawową wiedzę na temat tych sfer (zdecydowanie największą w zakresie laktacji) i ciągle ją rozwijam, ale jestem psycholożką, a nie lekarką, położną czy logopedką i jeśli nie chodzi tylko o edukację, ale o konsultowanie indywidualnego przypadku, to dbam o poruszanie się w zakresie swoich kompetencji.

W jaki sposób można za darmo skorzystać z pomocy specjalistów?

Psychiatrzy pracują w gabinetach finansowanych przez NFZ. Wyszukiwarkę przychodni znajdziesz TUTAJ

Z bezpłatnej wizyty u psychologa można skorzystać w poradniach zdrowia psychicznego i poradniach psychologicznych refundowanych przez NFZ  (KLIK!). Jeśli sprawa dotyczy dziecka i rodziny, można szukać wsparcia w:

  • powiatowych Poradniach Psychologiczno-Pedagogicznych (pracują tam też pedagodzy, logopedzi, rehabilitanci)
  • Centrum Pomocy Rodzinie
  • Ośrodkach Interwencji Kryzysowej.

Czasem darmowe konsultacje i terapia są też prowadzone przez organizacje pozarządowe (lokalne stowarzyszenia i fundacje), których działalność jest finansowana ze środków samorządu.

Skierowanie na refundowaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia psychoterapię może wystawić lekarz psychiatra. Kolejki bywają długie, choć wszystko zależy od miejscowości / dzielnicy. Warto dzwonić i pytać. 

Jeżeli jesteś osobą, która wychowywała się w rodzinie z uzależnieniem – Twój rodzic, opiekun, rodzeństwo lub inna bliska osoba miała lub ma problem z uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, leków, to jako osoba dorosła możesz za darmo skorzystać z psychoterapii w ośrodku terapii uzależnień i współuzależnień w swoim powiecie. Nawet, jeśli od dawna nie mieszkasz z uzależnioną osobą. 

Warto podkreślić, że w gabinetach finansowanych przez NFZ i ośrodkach terapii uzależnień pracują tak samo dobrze wykształceni specjaliści jak w gabinetach prywatnych. Bardzo często te osoby pracują w kilku miejscach, w tym we własnym gabinecie.

Jeśli nie masz możliwości uzyskania wsparcia w miejscu zamieszkania, możesz skorzystać z telefonów zaufania:

Itaka – antydepresyjny telefon zaufania: 22 484 88 01

Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego – telefon zaufania dla dorosłych: 116 123

Centrum Praw Kobiet – telefon zaufania: 600 070 717 (całodobowy)

Forum Przeciw Depresji – antydepresyjny telefon: 22 594 91 00

Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego –  linia wsparcia (całodobowa i bezpłatna): 800 70 22 22

Czy można zasypiać “zbyt szybko”?

Czy można zasypiać “zbyt szybko”?

O bardzo długim zasypianiu, zmorze wielu rodziców, pisałam już na blogu (KLIK). A co, jeśli dziecko zasypia wieczorem, gdy tylko przyłoży głowę do poduszki, w mniej niż 5 minut?

To niekoniecznie jest powód do radości. 

Wiele osób wie, że zbyt długie zasypianie świadczy o bezsenności. Ale akurat w tym przypadku nie jest tak, że im szybciej tym lepiej. Przeciętnie zdrowy człowiek zasypia wieczorem w ciągu 15-30 minut od “zgaszenia światła” czyli podjęcia decyzji pt. idę spać. Nie ma więc nic złego w tym, że Twoje dziecko kręci się, mruczy, macha nogami i rękami przez prawie dwa kwadranse zanim wpadnie w objęcia Morfeusza (choć wiem z autopsji, że pół godziny siedzenia przy zasypiającym dziecku czasem wydaje się WIECZNOŚCIĄ).

Gdy dziecko stale zasypia w ciągu minuty czy dwóch od położenia się, może to świadczyć o deprywacji, czyli niedoborze snu. Presja snu (potrzeba snu) jest już tak ogromna, że organizm wykorzystuje każde kilka sekund w bezruchu w pozycji siedzącej czy leżącej, żeby wreszcie rozpocząć regenerację.

Zdarza się, że bardzo szybko zasypiają osoby, które śpią dobowo tyle, ile powinny, ale jakość ich snu jest niska. Najczęściej dzieje się tak przy występowaniu tzw. bezdechów sennych. Czerwonymi flagami, które powinny zwrócić naszą uwagę, jest oddychanie przez usta i chrapanie. Więcej na temat zaburzeń oddychania przez sen napisałam TUTAJ.

Zbyt szybkie zasypianie nie musi być problemem, jeśli zdarza się tylko raz na jakiś czas. Często przydarza się dzieciom po porządnym wysiłku fizycznym. Jest normą w tygodniach, w których dziecko zaczyna rezygnować z drzemki, ale dopiero przyzwyczaja się do spania jeden raz na dobę. Jeśli jednak “odpadanie” po dotknięciu poduszki powtarza się stale, warto spróbować układać dziecko do snu wcześniej niż dotychczas, budzić później (albo przygotować sypialnię w taki sposób, żeby nie rozbudzało się przedwcześnie – KLIK!) lub nie rezygnować jeszcze z drzemki. 

Dziecko z deficytem snu zasypia szybko i to mogłoby się wydawać fajne – ale, niestety, nie jest. Stale utrzymujący się niedobór snu u dzieci i młodzieży może zwiększać ryzyko problemów z uwagą, zachowaniem i uczeniem się, a także ryzyko urazów, nadciśnienia tętniczego, otyłości, cukrzycy i zaburzeń depresyjnych [1].

Problem polega też na tym, że gdy kładziemy spać takie mocno zmęczone dziecko, jego mózg szybciej i na dłużej wchodzi w fazę snu głębokiego. A to właśnie w tej fazie snu zdarzają się tzw. niepełne wybudzenia (totalnie niegroźne, choć zwykle wybudzające rodziców np. siadanie przez sen z brakiem kontaktu, choć bez pobudzenia ruchowego), lęki nocne (więcej na ten temat pisałam TUTAJ) i somnambulizm, czyli lunatykowanie.

Więcej na temat norm snu w populacji pediatrycznej przeczytasz w TYM artykule.

 

Masz dość wielogodzinnego usypiania dziecka? Mam dla Ciebie szkolenie „Rytuał wieczorny"!

Ile powinno spać dziecko?

Ile powinno spać dziecko?

W Internecie i poradnikach rodzicielskich można znaleźć setki różnych tabel i norm dotyczących czasu snu dziecka. Większość, niestety,  jest wyssana z brudnego palca. Czasem zastanawiam się, jak okropne dla wielu rodziców musi być rozczarowanie, że noworodek nie śpi po 20 godzin na dobę (większość nie śpi, serio).

Z drugiej strony nie jest też tak, że zupełnie nie istnieją rekomendacje dotyczące długości snu u dzieci. Mamy swoje tabelki, dokładnie tak, jak posługujemy się widełkami dotyczącymi rozwój umiejętności motorycznych, mowy itp. Tyle że normy, z których korzystają eksperci medycyny snu, są zwykle bardziej liberalne (a przez to uspokajające dla rodziców) niż anonimowe tabelki porozrzucane na portalach parentingowych, bez żadnych odnośników do źródeł danych.

W czerwcu 2016 roku Amerykańska Akademia Medycyny Snu opublikowała rekomendowaną długość snu dla dzieci i młodzieży. Nad powstawaniem dokumentu pracowało 13 ekspertów, którzy przez 10 miesięcy przeanalizowali 864 artykułów naukowych. Pod rekomendacjami podpisały się: Amerykańska Akademia Pediatrii, Towarzystwo Badań nad Snem oraz Amerykański Związek Technologów Snu, zrzeszający personel medyczny pracujący podczas badań snu.

 

Ile powinno spać dziecko?

4-12 miesięcy: 12-16 godzin na dobę (w tym drzemki)

1-2 lata: 11-14 godzin na dobę (w tym drzemki)

3-5 lat: 10-13 godzin na dobę (w tym drzemki)

6-12 lat: 9-12 godzin na dobę

13-18 lat: 8-10 godzin na dobę

Nie stworzono zaleceń dla dzieci młodszych niż czteromiesięczne ze względu na szeroki zakres normy w zakresie czasu trwania snu i niewystarczającą liczbę danych naukowych dot. skutków zdrowotnych [1].

Być może Twoją uwagę przykuło kilka ciekawych faktów.

Po pierwsze, naukowcy nie mieli podstaw do rozdzielania snu dziennego od nocnego. Dali w ten sposób jasno do zrozumienia – nie mamy mocnych dowodów na twierdzenie, ile drzemek w ciągu dnia, jakiej długości i do kiedy powinno mieć dziecko (więcej o drzemkach poczytasz tutaj).

Po drugie, szeroki zakres normy oraz brak odpowiednich danych naukowych związanych z ewentualnymi konsekwencjami zdrowotnymi nie pozwala na stworzenie zaleceń dla niemowląt młodszych niż czteromiesięczne.

W pierwszych trzech miesiącach życia dzieci śpią bardzo różnie, większość nich w zakresie szerokiej normy rozwojowej. W tym czasie niemowlaki są bardzo zmienne i trudno złapać u nich jakiś rytm.  Są karmione na żądanie, więc cała opieka odbywa się „na żądanie”. Może być tak, że dziecko w poniedziałek śpi świetnie, we wtorek w ogóle nie chce usnąć, w środę ma trzy drzemki, w czwartek ma pięć, a w sobotę ma dwie, bo przyszli goście i chciało się nimi nacieszyć. Nie ma więc potrzeby koncentrować się na liczbie przespanych godzin.

To, co jest istotniejsze w pierwszych trzech miesiącach życia dziecka to zwrócenie uwagi na skuteczność karmienia i tempo przyrostu masy ciała. W tym wieku zdecydowana większość problemów z zasypianiem czy długością snu wynika z problemów z karmieniem, w tym problemów laktacyjnych (nieprawidłowa technika karmienia, nieprawidłowości w budowie jamy ustnej dziecka jak skrócone wędzidełko języka, problemy ze ssaniem, infekcja). Rozwiązanie pierwotnego problemu pozytywnie wpłynie na wzorzec snu maluszka.

Pamiętam konsultacje z rodzicami, którzy zgłosili się do mnie w związku z trudnościami niemowlaka ze snem, mówiąc „Pani Magdo, nam się wydaje, że nasze dziecko tak kiepsko przybiera dlatego, że ono kiepsko śpi. Bo on jest niewyspany, nie za bardzo ma siłę jeść i nie ma apetytu”. To tak nie działa. Problemy ze snem nie wpływają negatywnie na apetyt dziecka. Wręcz odwrotnie – człowiek, który jest głodny, nie będzie mógł zasnąć, bo napęd do zaspokojenia potrzeby pożywienia będzie silniejszy (oczywiście, nieco inaczej wygląda to w trakcie infekcji, nasilonej żółtaczki lub przy znacznym niedożywieniu, kiedy niemowlaki zgłaszają się do karmienia rzadziej niż powinny).

Jeżeli dziecko słabo przybiera na masie to prawdopodobnie jest coś, co negatywnie wpływa na karmienie i sen – i maluch potrzebuje porządnej diagnozy (pediatry, doradczyni lub konsultantki laktacyjnej, logopedy, fizjoterapeuty, innych specjalistów), a nie nauki samodzielnego zasypiania. Więcej na temat niemowląt karmionych piersią, które nie przybierają tak, jak powinny, przeczytasz TUTAJ.

Istotne jest również to, że optymalny czas snu dla dzieci wieku 4-12 m.ż. jest dość szeroki. Zalecenia opracowane na podstawie badań są znacznie niższe niż „normy” podawane przez “trenerów snu”, według których niemowlęta między 4 a 12 m.ż. powinny spać 14-15 godzin na dobę (a w rekomendacjach mamy informacje o zakresie 12-16 godzin). Pytanie brzmi, co jest źródłem upierania się przy nierealistycznych / przestarzałych danych?

 

W jaki sposób liczyć czas snu dziecka?

Po pierwsze, w medycynie snu nigdy nie wyciąga się wniosków z jednej gorszej nocy. Najlepiej prowadzić obserwacje przez minimum dwa tygodnie. Po drugie, każdy człowiek wybudza się w nocy, dzieci też, i czas trwania wybudzeń nie musi być kłopotem i nie musi być odliczany z czasu snu, jeśli trwają stosunkowo krótko (typu “nakarmić, odbić, przewinąć i śpi”). Po trzecie, każda drzemka się liczy, ponieważ każda zmniejsza presję snu i ładuje akumulatory dziecka (a jeśli drzemka jest bardzo długa i / lub późna, kradnie nieco czas snu z nocy). Warto więc siadając do notatek, uwzględniać przy zapisie turbodrzemki przy karmieniu (które nie muszą być niczym złym – KLIK), w trakcie jazdy samochodem itp.

 

I co dalej?

Jeśli dziecko śpi krócej, niż mówią rekomendacje (choć ma czas na sen i adekwatnie przygotowane miejsce), ale mimo to prawidłowo się rozwija i dobrze funkcjonuje w ciągu dnia, to nie spełnia kryterium zaburzeń snu. Osoby posiadające niskie zapotrzebowanie na sen (które to jest uwarunkowane genetycznie) nazywa się “krótkospaczami” (short sleepers). W życiu dorosłym, przesypiając do 6 godzin na dobę, nie skarżą się oni na senność, złe samopoczucie czy jakiekolwiek inne problemy związane ze snem czy funkcjonowaniem w ciągu dnia (zazdroszczę). 

W przypadku, kiedy sen dziecka jest zbyt krótki i negatywnie wpływa to na jego funkcjonowanie, rozwój i zdrowie, rodzina potrzebuje przede wszystkim konsultacji pediatry i innych specjalistów, w zależności od podejrzewanego podłoża somatycznego zaburzeń snu. Chorób, niedoborów i zaburzeń rozwojowych negatywnie wpływających na sen jest ponad 20!

Część problemów ze snem będzie wynikało z nieprawidłowo przygotowanego środowiska snu (poczytaj TUTAJ) czy innych trudności w rodzinie, w tym emocjonalnych. Diagnozę psychologiczną warto powierzyć psychologowi po pięcioletnich studiach magisterskich, z uwagi na to, że sen jest jedynie wycinkiem funkcjonowania psychofizycznego dziecka – kursy online nie dają wystarczającej wiedzy i umiejętności diagnostycznych do określenia przyczyn trudności, tak medycznych, jak i wymagających pracy z rodziną.

 

Jeżeli chcesz wiedzieć jakie mogą być zdrowotne przyczyny pobudek – sprawdź szkolenie „Problemy zdrowotne a sen dziecka”!