3 książki dla rodziców High Need Babies

3 książki dla rodziców High Need Babies

Książki dla rodziców high need baby? A kto ma czas na czytanie, jeśli w domu buszuje wymagające dziecko? 😉 Może ci, którzy w pozycji leżącej z przytulonym, śpiącym maluchem leżą godzinami w łóżku. Albo ci, których hajnid jest jeszcze na etapie wieczornych maratonów przy piersi. Albo ci, którzy właśnie wybierają się na urlop i do walizki będą pakować obok Bondy i Twardocha trochę literatury wspomagającej zrozumienie własnego dziecka. (Swoją drogą to niezrozumiałe, że nadal tak mało poradników rodzicielskich jest wydawanych w formie ebooka lub audiobooka!).

Dla tych, którzy mają czas i ochotę przeczytać, jak przeżyć z wymagającym dzieckiem na stanie przygotowałam trzy propozycje:

(więcej…)

Akcja Adaptacja: Jak NIE przygotowywać dziecka do żłobka

Akcja Adaptacja: Jak NIE przygotowywać dziecka do żłobka

Już od dawna miałam w szkicach wpis o absurdalnych zaleceniach niektórych żłobków. Impulsem do opublikowania go było zdjęcie z jednej z wrocławskich placówek, która – o ironio, głosem dziecka – zalecała rodzicom:

To nie jest jedyna placówka,  która przekazuje rodzicom nieprawdziwe informacje dotyczące przygotowania dziecka do żłobka. Nie zależy mi na piętnowaniu konkretnych instytucji ani psycholożek (!!!), które pod takimi wskazówkami się podpisują, ale na pokazaniu najczęściej powtarzających się mitów. I uspokojeniu zdenerwowanych nimi rodziców. Wszystkie poniższe cytaty są autentyczne, pochodzą ze stron żłobków: (więcej…)

Dlaczego High Need Babies nie wyginęły (i dlaczego aktualnie trudno być matką)?

Dlaczego High Need Babies nie wyginęły (i dlaczego aktualnie trudno być matką)?

Kiedy uczestniczę w różnych dyskusjach na temat tego, dlaczego współczesne niemowlaki zachowują się, jakby nadal nie wyszły z jaskiń (czyli na przykład stan rozdzielenia od matki, gdy wyszła zrobić siku, traktują jako śmiertelne zagrożenia ze strony tygrysów szablozębnych i krzyczą wniebogłosy), często pojawia się bardzo rozsądne pytanie:

Dlaczego High Need Babies nie wyginęły?

Innymi słowy: jak to się stało, że przez tyle dziesiątek tysięcy lat dobór naturalny nie sprawił, że geny odpowiedzialne za bardziej wymagający temperament nie odeszły w niepamięć? Że hajnidy dożywały dorosłości i przekazywały swoje genetyczne wyposażenie dalej, kolejnym pokoleniom? Przecież to nie trzyma się kupy – niemowlak budzący się z płaczem w nocy niechybnie ściągnąłby na kark społeczności wrogie plemię lub drapieżniki. Swoim marudnym zachowaniem w ciągu dnia, koniecznością ciągłego zabawiania, rozpoczynaniem dnia o samiutkim świecie robiłby z rodziców chodzące zombi. Ludzie, ja nie mam czasu zjeść kanapki, jak miałabym samodzielnie znaleźć i przygotować pożywienie i wodę?  Jak to możliwe, że młodzi rodzice za czasów jaskiniowych nie zostawali zmuszeni do zostawienia takiego jęczybuły w pierwszych dniach po porodzie w pierwszych lepszych zaroślach, dla dobra własnego, starszych dzieci i reszty członków społeczności? Jak to to się uchowało, no?

Wywód brzmi baardzo logicznie, ale nie bierze pod uwagę jednej istotnej rzeczy: prawdopodobnie High Need Babies nawet zaledwie kilka wieków temu nie zachowywały się tak, jak współczesne HNB. Dlaczego?

Przez 99% czasu, od kiedy istnieje nasz gatunek, organizował się on w społeczeństwa łowiecko-zbierackie. To naturalna dla człowieka forma życia, do której jesteśmy biologicznie przystosowani.

W takich społecznościach na jedno dziecko przypada około czworo dorosłych. W niektórych tradycyjnych plemionach jednym niemowlęciem opiekuje się na zmianę siedmioro osób, w innych nawet czternaścioro (na przykład w plemieniu Efe) [1]. Ojcowie w społeczeństwach tradycyjnych więcej angażują się w opiekę niż zachodnioeuropejscy tatusiowie. Poza rodzicami, w opiece, zabawianiu i pocieszaniu malucha biorą na co dzień udział babcie dziecka, dziadkowie, ciotki i wujkowie, kuzynostwo bliższe i dalsze, a także starsze rodzeństwo malucha. To nie luksus, to biologiczna konieczność. Kobieta w ciąży lub karmiąca matka nie jest w stanie samodzielnie wykarmić siebie i dziecka i korzysta z pomocy innych członków społeczności (to samo tyczy się zresztą mężczyzn, którzy również dzielą się swoimi łupami, a w razie niepowodzenia otrzymują pożywienie od innych) [2]. Gdy jej dziecko podrasta, to ona pomaga swojej siostrze, kuzynce, a potem córce. Babcia ze strony matki jest kluczowym ogniwem w wielu społecznościach; jej obecność w niektórych warunkach środowiskowych zmniejsza ryzyko śmierci niemowlęcia aż o połowę [3].

U Efe czteroipółmiesięczne niemowlę aż 60% czasu spędza w ramionach osób innych niż matka, choć badacze zauważyli, że marudne dzieci są z matkami więcej niż te pogodne z natury [4]. Zajmowanie się niemowlakiem zdarza się nie tylko, kiedy jest on najedzony i zadowolony. W południowoafrykańskim plemieniu !Kung płaczące dziecko zaledwie w połowie przypadków jest pocieszane wyłącznie przez matkę. W 50% sytuacji to inna osoba sama lub razem z matką reaguje na płacz niemowlęcia [5]. Robi to szybko, zwykle w ciągu pierwszych 10 sekund marudzenia, a jeśli jej zabiegi nie dają efektu, oddaje malucha mamie.

Kto ma hajnida, ten wie, że bardzo często ten typ włącza tryb demo, gdy przychodzą goście. Prowokuje to wyrzuty odwiedzających: „Czego wy chcecie od tego dziecka? Wesołe, zadowolone, śpiewa, gada i zaczepia”. Małe dzieci między innymi dlatego najgorzej zachowują się przy matce (o czym pisałam tutaj), bo nadzwyczajnej nudzą się z tą samą, umęczoną twarzą w tych samych, opatrzonych już ścianach. W tradycyjnej wiosce, otoczone naturalną stymulacja społeczną składającą się z migających przed oczami coraz to innych, zagadujących przyjaźnie twarzy i różnorakich głosów oraz zapachów, dotykanie, noszone i gilgotane przez wiele osób, mogły być w tym trybie demo niemal nieustannie. Pisałam już o tym trochę w tekście Niemowlęta płaczą z nudów.

Maluchy kiedyś noszone były od urodzenia, nie tylko przez matkę i nie tylko w okresie „czwartego trymestru” (wówczas przez 90% czasu), ale także jeszcze długo po pierwszych urodzinach (w połowie drugiego roku życia dzieci z !Kung nadal przebywają w kontakcie fizycznym z innymi ludźmi przez 42% czasu na dobę) [5]. Niemowlęta amerykańskie tyle samo rozmawiają ze swoimi opiekunami co Buszmeni czy dzieci z Gwatemalii, ale znacznie rzadziej są przez nich dotykane i noszone [6].  Problem ze znienawidzonymi przez hajnidy wózkami, które odcinają dziecko od kontaktów społecznych, stymulacji zmysłu dotyku, równowagi i czucia głębokiego, nie istniał.

W żadnym zbadanym społeczeństwie tradycyjnym niemowlęta nie sypiają w osobnych pomieszczeniach, a tylko w 21% w osobnych łóżkach. Nikt też nie siedzi długo wieczorami scrollując Facebooka, a więc poranne pobudki latorośli przyjmowane są z większym spokojem. Zwykle aż do momentu odstawienia od piersi, który następuje około 3,5 roku lub później, dzieciaki są karmione na żądanie, także w nocy. Jeśli uważasz, że to Twoje niemowlę wisiało przy piersi, zważ, że w plemieniu !Kung dzieci w wieku od 3 miesięcy do 2,5 roku ssą pierś matki przeciętnie co 13 minut (tak, MINUT) [7]. U Efe normą jest pozwalanie na karmienie własnego niemowlaka przez inne kobiety, a nawet przystawianie dziecka do piersi przez kobiety, które już nie karmią albo jeszcze nigdy nie karmiły – w ramach bycia smoczkiem-uspokajaczem [8]. Dzięki temu nawet dziecko karmione wyłącznie piersią może być na dłuższą chwilę zostawione bez odciągniętego mleka mamy.

Wcale się nie dziwię, że nawet High Need Babies mogły być w takich okolicznościach przyrody całkiem znośne. A i matki, mając tyle rąk do pomocy i tylko jeden obowiązujący wzorzec rodzicielstwa, bardziej wyluzowane.

Powiecie, że niemowlęctwo to jeszcze da się zrozumieć – noszą, karmią i wspólnie śpią. Ale co ze starszymi dziećmi? Organizowaniem zabaw, wspieraniem rozwoju?

Dwuletnie i starsze dzieci „w naturze” biegają w zróżnicowanych wiekowo gromadach – dorośli nie muszą zapełniać im cały dzień pełny megaedukacyjnych zabaw neurorozwojowych. Uczą się poprzez swobodną obserwację i spontaniczne dołączanie do zajęć, którymi zajmują się starsi członkowie plemienia, niekoniecznie wyłącznie rodzice. Na biegające tu i tam maluchy zwracają uwagę nie tylko kilka lat starsze koleżanki i koledzy, ale wszyscy inni członkowie społeczności [9]. Wedle zasady Majki Jeżowskiej Wszystkie dzieci nasze są – skoro każdy członek plemienia jest ze mną bliżej lub dalej spokrewniony, na poziomie biologicznym chcę go ochraniać, aby przekazał cząstkę moich genów. Pokłosiem tego zjawiska jest irytujące nas do dziś zjawisko wtrącania się obcych ludzi pt. „a gdzie to dziecko ma czapeczkę”, o czym szerzej pisałam tutaj.

To, co jest dodatkowo wykańczające w opiece nad wymagającymi dziećmi, czyli niewielka różnica wieku między maluchami, nie występuje w pierwotnych społecznościach. Mimo braku nowoczesnej antykoncepcji, kolejne ciąże nie zdarzają się raczej rok po roku. Częste karmienie, o którym wspominałam, jest sposobem na znaczne opóźnienie powrotu płodności i odpowiada za stosunkowo długie odstępy między kolejnymi dziećmi. Młodszy braciszek lub siostrzyczka pojawia się, gdy starszak ma przeciętnie 3-4 lata [10].

Sytuacja, w której wiele z nas jest, czyli taka, że jedna osoba zajmuje się sama dzieckiem albo dziećmi przez niemal całą dobę NIE JEST sytuacją naturalną. Nic dziwnego, że bywa nam w niej bardzo trudno. Realna pomoc i wsparcie, w tym w opiece nad dzieckiem choćby na krótki czas codziennie (rodziny, sąsiadów, znajomych, niani, klubiku dziecięcego, dobrego żłobka), jest bardzo ważna dla zachowania zdrowia psychicznego matki, ojca i często również dobrze wpływa na wymagające dziecko.

High Need Babies nie wyginęły, bo opieka nad nimi, rozłożona na wiele osób (tzw. alloparenting), była znacznie mnie obciążająca niż obecnie. Inne były też wymagania wobec kobiet, matek, partnerek; nie bombardowano nas sprzecznymi wizjami rodzicielstwa, nie wymagano, abyśmy na wszystkim się znali i kwestionowali słowa ekspertów, sprawdzali: słoiczki czy gotowanie, chwalić czy nie chwalić, sadzać na nocniku czy czekać aż zacznie wołać (a to tylko pierwsze z listy niekończących się matczynych dylematów…).

W ciężkich chwilach spójrzcie proszę na siebie z wyrozumiałością. Miejcie z tyłu głowy, że nasze społeczeństwo jest bardzo niedostosowane do naszych potrzeb –  potrzeb ludzi, których ciała i umysły są nadal dziesiątki tysięcy lat przed naszą erą.

Korzystałam także z książek: Peter Gray „Wolne dzieci” Wydawnictwo MiND 2015 oraz Sarah Hrdy „Mothers and others” Harvard University Press 2011.

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o high need babies? Sprawdź szkolenie „High need baby".

 

Trudne emocje po odstawieniu dziecka od piersi

Trudne emocje po odstawieniu dziecka od piersi

Mam wrażenie, że emocje przeżywane przez matki, które odstawiły dziecko od piersi, to zbyt rzadko poruszany temat. Zwykle skupiamy się na metodach, JAK zakończyć karmienie szybko i łagodnie. Znacznie rzadziej pojawiają się artykuły, które zachęcają do refleksji, CZY w ogóle kończyć drogę mleczną (bo na przykład moment adaptacji do żłobka lub powrotu mamy do pracy nie musi być z automatu wiązany z odstawieniem od piersi), a już zupełnym wyjątkiem są teksty skupiające się na tym, CO dzieje się z ciałem i psychiką odstawiającej mamy. A dzieje się całkiem sporo.
Intuicyjnie czujemy, że zaprzestanie karmienia w pierwszych tygodniach po porodzie może być trudnym doświadczeniem, zwłaszcza jeśli kobieta chciała karmić niemowlę piersią, a obiektywne przeszkody lub brak odpowiedniego wsparcia uniemożliwiły jej realizację laktacyjnych planów. Warto pamiętać, że takie mamy są w grupie ryzyka depresji poporodowej i otoczenie powinno objąć je szczególną opieką.

Matki, które karmiły dziecko dłużej, czasem bardzo długo, zwykle oczekują, że zakończenie drogi mlecznej przyjmą z ulgą i radością – w końcu były już zmęczone, niewyspane, potrzebowały zmian. Czasem okazuje się, że emocje, które się pojawiają, są zgoła inne.

Po odstawieniu od piersi, mimo zaplanowania i bez względu na wiek dziecka, mogą się pojawić u mamy: smutek, żal, poczucie straty, braku, winy, tęsknota, złość, szybkie zmiany nastroju, płaczliwość, poirytowanie, problemy z zasypianiem. Kobiety, u których powrócił już cykl menstruacyjny, czasem zauważają, że miesiączki mogą stać się bardziej bolesne, a PMS bardziej dokuczliwy. Pojawiają się myśli: „jestem bezwartościowa”, „dziecko już mnie nie potrzebuje”, „już jest takie duże”, „popełniłam błąd”. Czasem emocje, których doznają są sprzeczne: z jednej strony cieszą się, że już po wszystkim, z drugiej strony odczuwają smutek i obwiniają się o podjętą decyzję.

Zresztą, posłuchajcie matek, które zgodziły się anonimowo opowiedzieć o tym, jak to wyglądało:

Córka odstawiła się po 3 latach i 3 miesiącach. Po prostu wieczorem do snu powiedziała, że ona nie chce mleczka, tylko chce się przytulić. Nooo myślałam zawsze, że się ucieszę, jak w końcu się odstawi, a tu myślałam, że mi serce pęknie. Było mi przykro, trochę smutno, nawet łezka mi się w oku zakręciła, że tak nagle nie chce, a z drugiej strony, że to już taka duża dziewczynka jest.

Kiedy synek pierwszy raz zasnął bez piersi rozpłakałam się…Chciałam go już odstawić, wiedziałam, że będzie za tym tęsknił, ale nie spodziewałam się, jak bardzo ja będę tęsknić… Najgorsze były wyrzuty, że przecież mogłabym go jeszcze karmić, dawać mu to co najlepsze, przecież tak szybko rośnie…

Odstawiłam córkę, bo już miałam dość ciągania, drapania, szczypania, po prostu ciężko mi już było psychicznie. Chodziłam wściekła, każde karmienie było dla mnie udręką po pewnym czasie. Bardzo chciałam już mieć to za sobą i byłam tego pewna. Mała miała 18 miesięcy. Odstawiła się bez żadnego problemu, bo ona zwyczajnie się bawiła, a nie jadła. Zasypiała bez problemu, odstawienie trwało krótko. Tak jak się martwiłam, że ona nie da rady, tak to ja nie dawałam. Czułam się niepotrzebna, załamana, czułam się złą mamą, że z własnego widzimisię odbieram córce wszystko co najlepsze. Płakałam po nocach. To co przeżywałam było okropne. Ciężki to był czas dla mnie, całe szczęście, że nie dla mojego dziecka.

Moja córka odstawiła się sama, gdy byłam w połowie drugiej ciąży – pewnie mleka było mało czy też zmienił się smak. Dla niej było to kompletnie bezbolesne, choć to ogromna przylepa i cycoholik 😉 Ja miałam poczucie, że to zdecydowanie za wcześnie, choć karmienie w ciąży sprawiało mi ból, nie chciałam jej odstawiać i marzył mi się tandem. Choć z perspektywy czasu myślę, że dobrze się wszystko złożyło, wtedy mi było smutno i musiałam tak w sobie dokonać pewnego rodzaju zamknięcia, przemyśleć wszystko i przepracować, no i cóż, popłakać w nocy w tajemnicy w kuchni.

Planowałam karmić córkę rok. Córka pewnego wieczoru podziękowała za pierś i już więcej nie chciała. Z jednej strony radość, a z drugiej… Przepłakałam pół nocy, później wcale lepiej nie było… Było mi źle, nie mogłam się odnaleźć, czegoś mi strasznie brakowało, zrobiłam się emocjonalnym wrakiem człowieka. Było mi smutno, nic nie sprawiało mi radości.

Jestem właśnie trzecią dobę po ostatnim karmieniu. Mieszanka zupełnie ambiwalentnych emocji – póki co jest wybuchowa. Zadowolenie? Tak, tak poniekąd czuję się jakbym odzyskała część wolności… To miesza się z poczuciem pustki, straty. Jest mi przykro, że bezpowrotnie straciłam kawałek więzi z synkiem. Staję przed lustrem, patrzę na siebie i łzy same lecą wąską stróżką po twarzy. Czuję się niezrozumiana przez rodzinę, w szczególności męża. Dla nich to takie naturalne, normalne, że kobieta odstawia dziecko. A ja czuję, że ta sytuacja „ryje mi beret”.

Jeśli widzisz w powyższych opisach cząstkę swoich przeżyć, to być może właśnie się uspokoiłaś. Nie zwariowałaś, wiele kobiet to przeżywa. Matki często obwiniają się, że to efekt ich nadopiekuńczości, że mają „zbyt bliską” więź z dzieckiem, ale mechanizm stojący za spadkiem nastroju jest uniwersalny bez względu na cechy osobowościowe matki i ma podłoże hormonalne.

Zakończenie laktacji wiąże się ze spadkiem poziomu prolaktyny i oksytocyny – dwóch hormonów, które nie tylko wpływają na karmienie piersią, ale także  na funkcjonowanie mózgu. Prolaktyna, która odpowiada za produkcję pokarmu, ma działanie relaksujące i uspokajające, a oksytocyna, odpowiadająca za wypływ mleka z piersi, ułatwia tworzenie więzi i poprawia nastrój. Nie powinno więc dziwić, że odstawienie karmień, skutkujące obniżeniem się poziomów tych dwóch hormonów, wiąże się czasem z przeżywaniem silnych i trudnych emocji [1].

Ile to może potrwać? Zwykle od kilku dni do około dwóch tygodni. Jeśli objawy trwają dłużej niż dwa tygodnie, ich natężenie nie zmniejsza się, uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, dobrze jest porozmawiać z lekarzem, aby wykluczyć istnienie depresji, zwłaszcza jeśli mama miała w przeszłości epizody depresyjne [2].

Im wolniejsze odstawianie od piersi, tym większa szansa, że przebiegnie ono łagodniej dla dziecka oraz dla matki, zarówno w sferze emocjonalnej, jak i fizycznej. Nagłe zaprzestanie karmień może skutkować  przepełnieniem piersi, obrzękiem, zastojami. W razie bolesności należy odciągać ręcznie lub laktatorem niewielkie ilości mleka, tylko do odczucia ulgi. Niektóre mamy wspomagają się piciem naparu z szałwii lub mięty. Po jakimś czasie pokarm będzie się produkować coraz wolniej (choć nadal na przykład na dźwięk płaczu obcego dziecka może wypływać z piersi). Mleko nie znika z gruczołów z dnia na dzień – nieduże ilości pokarmu mogą być obecne w piersi nawet kilka miesięcy po odstawieniu karmień.

Co mogę zrobić, by się lepiej poczuć?

Przede wszystkim daj sobie przyzwolenie na przeżywanie trudnych emocji. Poszukaj osoby, która wysłucha Cię z empatią, której możesz szczerze powiedzieć o tym, co odczuwasz, jakie masz wątpliwości. Czasem dopiero otwarcie się przed innymi matkami, która również karmiły swoje dzieci, uświadamia nam, jak powszechne są te odczucia, mimo że nie mówi się o nich publicznie. Jeśli nie znasz nikogo takiego, pomocne może być zapisywanie swoich przeżyć i przemyśleń.

Niektórzy nazywają czas po odstawieniu dziecka „żałobą”, bo kończy się jakiś etap w życiu, etap bycia mamą karmiącą i tak jak w żałobie po kimś bliskim, warto dać sobie czas na przeżycie tej straty. Coś się kończy, coś się zaczyna – po doświadczeniu karmienia nadchodzi kolejny etap, wcale nie gorszy, po prostu inny. Taki, w którym bliskość będzie można wyrażać i umacniać w inny niż przystawianie do piersi sposób.

Bądź dla siebie dobra – nie planuj zbyt wielu zmian na raz, odmawiaj wobec zobowiązań, które mogą poczekać, odpuść tyle, ile możesz. Warto dać sobie chwilę na oswojenie z nową sytuacją, bez presji, aby teraz-zaraz wszystko było „tak jak wcześniej”. Jeśli odstawienie było dość szybkim procesem, to zarówno dziecko, jak i Ty uczycie się siebie w tej nowej sytuacji i to wymaga czasu. Wielu kobietom w przeżyciu i zaakceptowaniu własnych uczuć pomaga kontakt z własnym ciałem: rozpoczęcie ćwiczeń fizycznych, pójście na masaż, taniec, joga, bieganie, treningi relaksacji. Czasami wiele ułatwia rozmowa ze specjalistą, który pomoże uporządkować myśli i emocje.

Bez względu na to, kiedy i w jaki sposób odstawiłaś lub planujesz odstawić dziecko od piersi, pamiętaj o jednym: podejmujemy najlepszą decyzję, jaką w danej chwili możemy podjąć. Ani długość karmienia, ani sposób jego zakończenia, ani emocje temu towarzyszące nie definiują Cię jako matki. Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia, trzymaj się ciepło, Mamo!

Korzystałam także z książki: „Healing breastfeeding grief” Hilary Jacobson, Rosalind Press 2016.

 

Uważaj, komu się zwierzasz?

Uważaj, komu się zwierzasz?

Opublikowałam na blogu niedawno tekst o rodzicach, którzy nie przyznają się pracownikom ochrony zdrowia i własnym znajomym do tego, że ich dziecko jeszcze nie przesypia nocy albo śpi z nimi w jednym łóżku. Pojawiło się kilka komentarzy osób, które nie rozumiały, dlaczego ludzie koloryzują akurat w tym temacie i podważały wiarygodność przytaczanej ankiety. Inne matki w ogóle nie były zdziwione tymi danymi, bo same okłamują lekarzy, rodzinę i koleżanki w sprawie współspania, liczby nocnych pobudek, długiego karmienia piersią itd. Nawet w „Księdze wymagającego dziecka” Searsów znalazłam swego czasu taką przestrogę, skierowaną do rodziców High Need Babies: „Uważaj komu się zwierzasz”. I, jakkolwiek w pełni rozumiem niechęć do ujawniania bliższym i dalszym osobom w otoczeniu swoich macierzyńskich trudności (bo sama czasem nie mam ochoty wdawać się w szczegóły), zaczęłam się zastanawiać, czy w ten sposób nie strzelamy sobie same w stopę. (więcej…)

5 mitów o karmieniu piersią powtarzanych przez psychologów

5 mitów o karmieniu piersią powtarzanych przez psychologów

5 LAKTACYJNYCH MITÓW POWTARZANYCH PRZEZ PSYCHOLOGÓW

Jestem psychologiem i pedagogiem po studiach na Uniwersytecie Warszawskim. Na żadnym przedmiocie, który zaliczałam, nie powiedziano mi o zaletach karmienia piersią, o podstawowych zasadach rządzących laktacją, o zaleceniach światowych organizacji zajmujących się zdrowiem najmłodszych.

Nie sądzę, żebym była wyjątkiem i miała jakiegoś niesłychanego pecha na uczelni. Rozmawiając z rodzicami i czytając narzekania matek w Internecie, widzę wyraźnie, że wielu psychologom, pedagogom, opiekunkom żłobkowym, nauczycielom przedszkola i innym specjalistom pracującym z małymi dziećmi brakuje podstawowej wiedzy na temat karmienia piersią.

Własne przekonania i uprzedzenia mieszają się z fachowym słownictwem, tworząc mieszankę wybuchową. Rady, na które rodzice zareagowaliby może wymownym przewróceniem oczami, gdyby padły z ust pani z warzywniaka, wypowiedziane przez psychologa czy pedagoga mają zupełnie inną siłę rażenia. I naprawdę mogą szkodzić!

Obalę więc 5 mitów dotyczących karmienia, które matki i ojcowie najczęściej słyszą w gabinetach specjalistów i placówkach edukacyjnych: (więcej…)