baby-443390_1920

Jakiś czas temu zrobiłam miniankietę na fejsbukowej grupie wsparcia dla rodziców High Need Babies. Zadałam im pytanie: “Jak zachowują się Wasze dzieci, kiedy idziecie z nimi w gości lub gdy goście przychodzą do Was?”. Jakieś 90% mam odpowiedziało: “złote dziecko”, “zagaduje do ludzi po chińsku, śle zalotne uśmiechy i jest w siódmym niebie”, “zupełnie inaczej niż, gdy jest tylko ze mną: nie płacze, nie krzyczy, jest energiczne i do rany przyłóż”, “na początku się oswaja, ale potem opowiada coś w swoim narzeczu lub pokazuje zabawki”. Krótko mówiąc: goście pozostają z wrażeniem, że oto mieli kontakt z najcudowniejszym maluchem pod słońcem, któremu rodzice robią czarny PR.

I wiesz co? Zupełnie mnie to nie dziwi.

Dr Pamela Douglas, pediatra, konsultantka laktacyjna i badaczka wymagających niemowląt za jeden z głównych powodów nadmiernego płaczu u maluchów uznaje… nudę [1]. Niedostateczną stymulację młodsze niemowlęta odbierają podobnie jak fizyczny głód!

Niemowlęta mają ogromną, biologiczną potrzebę stymulacji wszystkich zmysłów: nie tylko wzroku i słuchu, ale także węchu, smaku (i tu karmienie mlekiem matki ma ogromną przewagę nad karmieniem mieszanką, bowiem za każdym razem smakuje nieco inaczej – czasem czosnkiem, a czasem wanilią), dotyku, w tym równowagi (kołysania, noszenia, bujania) i propriocepcji (zmiany ułożenia ciała).

Zwłaszcza pierwsze cztery miesiące życia, okres tylko nieco wykraczający poza tzw. “czwarty trymestr” jest czasem szczególnego rozwoju i plastyczności kory mózgowej.  Mózg noworodka zużywa nawet 80% energii ciała [2] – jak wiele musi się tam dziać! Im lepsze i bardziej zróżnicowane bodźce wówczas odbiera, tym większa szansa na prawidłowy rozwój integracji sensorycznej [3, 4].

Tymczasem, w imię zapobiegania “przestymulowaniu“, wielu rodziców odcina niemowlęta od kolejnych bodźców:

Odwiedziny znajomych? Nieee, odmawiam, bo nie będzie chciał spać.

Wyjście do koleżanki na kawę? Ojej, a jak u niej będzie płakał?

Nie noszę, bo się przyzwyczai.

Postawmy łóżeczko w kącie, zdejmijmy karuzelkę, otulmy wysokim ochraniaczem na szczebelki i kładźmy na drzemki w zaciemnionym pokoju, żeby nie przestymulować przed spaniem.

Nawet podczas spaceru na świeżym powietrzu, cudownej okazji do odkrywania świata przez niemowlę wieloma zmysłami (poza węchem, jeśli mieszkacie w smogowych miastach), niemowlę widzi, słyszy i czuje niewiele, bo często gondola jest okryta folią (jesień/zima) albo tetrą (wiosna/lato – nie róbcie tak, ze względu na ryzyko przegrzania!).

W zdecydowanej większości to unikanie przestymulowania w niczym nie pomaga. A dziecku i matce, zamkniętym w samotnych, czterech, obejrzanych już ze wszystkich stron ścianach, jest tylko gorzej. Marudzenia, płaczu czy ziewania nie należy zawsze interpretować jako objawów zmęczenia, deficytu snu, ale także po prostu nudy.

Słyszałaś o historiach cudownego pokochania spacerów przy przełożeniu niemowlaka na brzuch, by obserwował świat przez okienko w gondoli lub po zmianie wózka na spacerówkę? Albo o tym, że małe dziecko nie znosiło jazdy samochodem w pierwszym foteliku, a po przesadzeniu do kolejnego fotelika stało się wytrawnym podróżnikiem? To nie dlatego, że nie lubiło jazdy tyłem, ale dlatego, że bez możliwości ruszenia kończynami obserwowało tylko podsufitkę i znaną już na wylot twarz matki.

Jakie bodźce mogą być faktycznie zbyt stymulujące dla niemowlaka?

Niestety, wiele ze współczesnych osiągnięć techniki nie służy tak naprawdę nikomu z nas, a już najmniej dzieciom. Myślę tu o włączonym przez większość dnia radio, grającym w tle telewizorze, ostrych, zimnych światłach, migających zabawkach z głośnymi melodyjkami. Tego na pewno warto unikać.

Jakie bodźce dostarczać znudzonym niemowlakom?

Wyobraź sobie powrót do czasów prehistorycznych (albo przypomnij jakiś film o nadal żyjących społeczeństwach tradycyjnych). W jakim środowisku wzrastało niemowlę? Co robiło?

  • Było noszone przez opiekuna w chuście i na rękach.
  • Obserwowało kilkudziesięciu członków plemienia w czasie ich codziennego życia, słyszało różne głosy, widziało zmieniające się twarze, było dotykanym, gilgotanym i głaskanym.
  • Kontemplowało tzw. piękne okoliczności przyrody.
  • Gdy grupa odpoczywała, ćwiczyło podnoszenie głowy, leżenie na brzuchu, machanie kończynami, przetaczanie się itd. na twardym podłożu (lub na rodzicach).

Współcześnie możemy też korzystać z dobrodziejstw: ciepłych kąpieli, masażu [5], multisensorycznych książeczek i zabawek (szeleszczących, stworzonych z różnych materiałów, w kontrastowych kolorach).

I tu uwaga do tych, którzy są zawiedzeni tym, że dziecko ma śliczną matę edukacyjną, czarno-białe karty dla niemowląt i nakręcane karuzelki, które zajmują je na nie dłużej niż pięć minut. To normalne. Niemowlęta w tzw. czwartym trymestrze często się nimi nie ekscytują, bo nie potrafią z nich korzystać. Ich umiejętności motoryczne nie pozwalają dopełznąć do interesującej zabawki czy manipulować nią.

Poza tym już noworodki preferują ludzką twarz nad jakiekolwiek inne bodźce wzrokowe. One nawet rozpoznają prymitywny schemat twarzy (dwie kropki na górze jako oczy i jedna poniżej jako usta) i przyglądają mu się dłużej niż schematowi obróconemu “do góry nogami” [6]. Dla wielu maluchów żadne zabawki nie są tak atrakcyjne jak drugi człowiek. Jeśli mamy pilną potrzebę, aby młodzież zajęła się przez chwilę samym sobą, to na tej macie można powiesić duże zdjęcia różnych ludzkich twarzy 😉 Albo stworzyć dziecku okazję do trenowania własnej sprawczości, np. zakładając skarpetki dzwoniące przy ruchu nogą.

Muszę też wspomnieć o karmieniu piersią, które jest nie tylko sposobem dostarczania niemowlęciu pożywienia, ale także zaspakaja potrzebę wielozmysłowej stymulacji [7] (ten sam potencjał ma niespieszne, uważne karmienie butelką). Ssanie mleka dostarcza dziecku bodźców płynących z samej jamy ustnej i żołądka, ale także dotyku skóry, ułożenia ciała, węchu i słuchu.

Podsumujmy więc – najbogatsze sensorycznie doświadczenia dla nieporuszającego się jeszcze niemowlęcia to:
  1. kontakt fizyczny i bycie noszonym i kołysanym [8] (chusty, bujany fotel, wspólny taniec);
  2. spacery na dworze (na rękach lub w chuście świat widać lepiej);
  3. uczestnictwo w życiu społecznym (wiwat starsze rodzeństwo!).

Z jedynakiem, nawet hajnidem, warto wychodzić do ludzi albo zapraszać gości do siebie. Wiem, że to trudne, zwłaszcza, gdy mieszka się na wsi, w której nawet wrony zawracają (to ja) lub gdy jest się daleko od rodziny i przyjaciół (to też ja)… ale dobrze mieć to z tyłu głowy i korzystać z czego się da (choćby wypraw do sklepu po cukier) oraz odpowiednio często i upierdliwie nakłaniać znajomych do odwiedzin, bez względu na panujący w domu porządek i wielkość odrostów na włosach matki.

A jeśli faktycznie maluch na skutek goszczenia się będzie pogodniejszy, to efekt uboczny w postaci bycia uznanym za “nawiedzoną matkę od czarnego PRu” z godnością weźmy na klatę. Bez obrażania się!

Bibliografia – podlinkowana w tekście. Korzystałam także z książki P. Douglas “The Discontented Little Baby Book”, University of Queensland Press 2015.

  • Bardzo podoba mi się informacja o potrzebie różnorodnego smaku 😀 Dlatego po 1. dieta matki musi być różnorodna, a po 2. nie wszystkie paćki serwowane niemowlakom muszą mieć ten sam, nudny, mdły smak :);)

    Zawsze też powtarzałam, że Szpinakożerca powinien mieć rodzeństwo…starsze oczywiście 😀

  • e-milka

    O tak, moje tez bylo “zlote”. A jak bylo noszone buzia do przodu (9 lat temu nie bylo przeciwskazan ;)) to nie moglam przejsc spokojnie kilka krokow, tak “gwiazdorzyla” zaczepiajac ludzi usmiechem i vice versa. Nikt mi nie wierzyl, ze w domu jest inaczej. Ale ja wlasnie z domu dlatego czesto z nia uciekalam, od balaganu i placzu. A synka kladlam w wozku na brzuchu i pozwalam tak spac mimo ze wiadomo, nie zalecaja. Do noszenia tez doszlam sama i stosunkowo pozno. W ogole, chyba sporo rzeczy zrobilam “dobrze” choc narazajac sie na komentarze “psychotypowych mam”. A jednak – kto nie zrozumie hajnida lepiej niz wlasna hajnidowa mama. 😉 Ale dobrze, ze saxtakie grupy wsparcia, to duzo na pewno ulatwia.

  • Pingback: Mamo, dużo mnie dotykaj, dzięki temu będę czuł się kochany i ważny: dziś i przez całe życie - Nishka()

  • Mam 2 agentów w domu. Starszak, prawie 2 latnia Zuza, jest aktualnie największą atrakcją 7 miesięcznej Zochy, która z nudów zawodzi całymi dniami. W chuscie jej za ciasno, na plecach czapka spada na oczy, w wózku nie może sie podnieść…no ból życia…czekamy do lata.

  • Ania

    Czemu radio jest zbyt stymulujące ? Czy w takim razie puszczanie muzyki i dużo rozmów przy dziecku też je może przestymulować ? Pozdrawiam 🙂

    • Pisząc o radiu, miałam na myśli najpopularniejsze stacje radiowe, w których liczba bodźców słuchowych i ich zmienność (muzyka, nieustanne zmiany głosów prezenterów, lektorów, reklam, jingle etc.) nijak się ma do przysłuchiwania się rozmowie nawet kilku osób (nie mówiąc o komunikowaniu się z nimi) lub słuchaniu muzyki. Swoją wiedzę na ten temat czerpię od logopedów, którzy odradzają włączanie radia w tle.
      http://logopedarybka.pl/2015/09/14/urzadzenia-cyfrowe-a-rozwoj-mowy-dziecka/

  • To zależy od dziecka dla wielu to rozrywka w sam raz 🙂

  • Piotr

    W przypadku naszego dziecka faktycznie przełożenie na brzuch na spacerach przyniosło nadzwyczajny efekt i zrobiliśmy, to bardzo wcześnie, jak tylko nauczył się podnosić i trzymać prosto główkę. Nawiasem mówiąc praktykujemy to do dziś, zwłaszcza w takich zatłoczonych miejscach, gdzie jest dużo rzeczy do obserwacji 🙂