5 kulinarnych patentów rodziców High Need Babies

5 kulinarnych patentów rodziców High Need Babies

Kiedy stajesz się rodzicem wymagającego dziecka, możesz być na początku zaskoczony faktem, że Twój czas spędzany w kuchni niebezpiecznie się skrócił w porównaniu do czasu spędzanego na kanapie z przyssanym/ śpiącym dzieckiem. Albo czasu przetańczonego z małoletnim na rękach.

Potem nie zauważasz już nawet, kiedy naturalnie przestawiłaś się na pokarmy niekruszące się na głowę leżącego na Twojej klacie obywatela. Arbuz w trakcie karmienia piersią??? Boże, broń! Nie wolno! Wiesz, jak potem niemowlakowi lepią się włosy od cieknącego soku? 😉

Żarty na bok: głodny rodzic to zły rodzic i w pierwszych roku (lub dłużej) pod hasłem „high need” absolutnym priorytetem jest sen i jedzenie. Dorosłego też. I tak jak odnośnie snu sporo wskazówek dałam już na blogu wcześniej (o, tutaj znajdziesz wszystkie), o gadżetach dla Matki Polki Hajnidowej i Ojca Hajnidowca też już wspominałam (tutaj), to zorientowałam się, że brakuje kulinarnych patentów pozwalających na zaspokojenie potrzeby głodu.

Może nie odkryjesz tu Ameryki, ale chociaż pocieszysz się, że inni też tak mają 😉

Posłużyłam się mądrością zbiorową mojej grupy facebookowej i zebrałam wszystkie triki i pomysły w 5 punktach:

1.Dziecko blisko siebie

Żadna interaktywna zabawka i hiperstymulująca mata edukacyjna nie jest dla hajnida tak interesująca jak kontakt z żywym człowiekiem. Dlatego, aby zmniejszyć marudność, a w przypadku mobilnych obywateli zminimalizować szkody powstałe w innych częściach mieszkania, warto nieśpiące dziecko zabrać ze sobą do kuchni. Jak młodzież śpi, to śpimy i my (bo i tak się obudzi tłuczeniem garów).

Najzdrowsza dla najmłodszych jest podłoga i nieślizgająca się mata czy kawałek wykładziny plus ciekawsze zabawki lub plastikowe nietłukące się lustro.

Jeśli młodzież da się włożyć w chustę lub nosidło, jesteśmy uratowani. Jeśli nie, może zwolnienie którejś z dolnych szafek i wrzucenie mu tam kuchennych akcesoriów pozwoli na kilkanaście minut ogarnięcia najważniejszych etapów gotowania.

Korzystajmy z bujaczka-leżaczka ostrożnie i na krótko, zwłaszcza, jeśli dziecko jeszcze nie nauczyło się obracać z brzucha na plecy i z powrotem.

Jeśli dziecko już pewnie stoi, poważnie rozważ tzw. kitchen helper:

Zamkowy Kitchen Helper od MOLO TOYS KLIK KLIK!

czyli zabezpieczony barierkami stołek, w którym młodzież może współuczestniczyć w gotowaniu (umówmy się: robi więcej bałaganu niż pomaga, ale czasem jest to warte dodatkowego sprzątania – długofalowo uczy się współodpowiedzialności i rozwija manualnie). Za nieco ponad 100 zł można zrobić kitchen-helper, łącząc stołki z Ikea.

2. Robienie zapasów

Wiem, że najlepiej byłoby codziennie gotować świeży obiad i proponować niemowlakom po 6 miesiącu codziennie zróżnicowane smaki… ale czasem się nie da. I wtedy wkracza gotowanie obiadów na dwa dni – to oczywiste.

Niektórzy szykują wspólnymi siłami potrawy na cały tydzień w weekendy. Inni ograniczają się do tego, żeby rano podszykować sobie pudełka z kolejnymi potrawami na cały dzień (sałatki, koktajle, kanapki, kawa w termosie) – i to dla osoby, która wychodzi do pracy, jak i dla tej, która zostaje pracować w domu z wymagającym szefem-pięciomiesięczniakiem.

Chciałabym zaznaczyć, że „urlop” macierzyński jest urlopem tylko z nazwy, bo roboty jest w czasie niego co niemiara, i jeśli tata dziecka pracuje zawodowo poza domem to ma często hajlajf w porównaniu z matką, bo i lunch zje, i kawkę ciepłą wypije, i poplotkuje z dorosłymi. Czasami realnie nie ma jak ugotować z dzieckiem na ręku (tak, nawet w czasie drzemek się nie da, jak Ci dziecko śpi na rękach, chyba że komuś wyrosła trzecia do gotowania, to sorry, nie było tematu). Wieczorne przygotowanie jedzenia partnerce, która właśnie kładzie dziecko do snu, to nie jest jakieś megabohaterstwo, tylko zwykła ludzka życzliwość.

Zamrażarka jest największym przyjacielem rodziców hajnidów. Warto robić większe porcje i mrozić prawie wszystko, co uda nam się lepszego dnia albo w weekendy ugotować. Buliony i zupy dla dziecka rozszerzającego dietę, a więc w małych porcjach, można mrozić np. w foremkach na lód, pulpety – w torebkach strunowych.

Poza tym wekowanie i przyjmowanie gotowych do podgrzania dań od rodziny i znajomych. Serio, babcie, dziadkowie, koleżanki chętnie dzielą się słoikiem rosołu albo porcją pierogów dla dwojga dorosłych 🙂 Tylko nie warto się krępować proszeniem o pomoc.

3. BLW czyli Bobas Lubi Wyrzucać

Tfu, Bobas Lubi Wybór – metoda rozszerzania diety polegająca na samodzielnym jedzeniu przez dziecko, wielu rodzicom uratowała życie psychiczne.

Jedną z ogromnych zalet BLW jest możliwość gotowania dla całej rodziny, bez przygotowywania oddzielnych dań (zupek, kaszek itd) dla najmłodszych domowników. Dorośli dosalają czy słodzą sobie na swoich talerzach, a często po prostu całkowicie – przy okazji – zmieniają swoje nawyki żywieniowe na lepsze. Poza tym BLW pozwala rodzicom zjadać ciepłe posiłki równolegle z bawiącym się brokułami niemowlakiem.

O podstawach BLW przeczytasz tutaj.

Bez względu na metodę rozszerzania diety, wszystkie dzieci od 8 miesiąca życia powinny dostawać tzw. produkty do rączki – nie miksujemy wszystkich posiłków, żeby maluch trenował m.in. odgryzanie i żucie. I czas na ten trening jest rewelacyjnym czasem na szybkie odgrzanie albo zjedzenie odgrzanego w spokoju 🙂

 

4. Bez ambitnych zapędów

Na trzydaniowe obiady jeszcze przyjdzie czas. Jeśli co drugi dzień robisz samą zupę albo nieskomplikowane drugie z cyklu  kasza + ryba w folii z piekarnika + warzywa z mrożonki albo surówka, to i tak pełny szacun.

Rodzice wymagających dzieci to trochę jak dawni Słowianie – idą w kierunku dań jednogarnkowych, samogotujących się, wymagających li tylko zamieszania w garze od czasu do czasu 😉 Są też miłośnicy pieczenia, są zwolennicy smażenia(placuszki, racuszki, omlety), są też ogromni fani owsianek czy jaglanek, podszykowanych z grubsza wieczorem (nasypane co się da i gdzie się da, namoczone orzechy, wyciągnięte miseczki etc.). Inni jadą na makaronach z różnymi sosami minimum dwa razy w tygodniu.

Upraszczanie to też zaopatrzenie się w najlepszy sprzęt AGD, który robi wiele za Ciebie. Prym wiodą: blender kielichowy (koktajl z warzyw, owoców, orzechów, nabiału na drugie śniadanie lub podwieczorek), blender ręczny (jeśli planujesz rozszerzać dietę klasyczną metodą albo lubisz zupy-kremy), mikrofalówka, parowar albo garnek do gotowania na parze (wrzucasz mięso/rybę na spód, warzywa na górę i robi się samo, bez pilnowania), wielofunkcyjne roboty do gotowania (typu wrzuć i wróć za dwie godziny), patelnia do smażenia beztłuszczowego.

Bez spiny na Perfekcyjną Panią Domu – czas na ugotowanie prawdziwego obiadu przy jednym posiedzeniu w kuchni nadszedł, gdy moja córka miała ponad dwa lata. Tak, dopiero wtedy. Głowa do góry!

5.Dobre gotowce nie są złe

Zdarzają się takie dni czy tygodnie, podczas których ugotowanie czegokolwiek bardziej skomplikowanego niż wody na herbatę graniczy z cudem. Kolki, ząbkowanie, choroba, skok rozwojowy, ogólny Weltschmerz małoletniego albo rodziców. Bywa, i tyle, mimo najlepszego planowania!

Dlatego podstawą zachowania zdrowia, w tym psychicznego, jest posiadanie na lodówce numerów telefonów do barów z obiadami z dowozem, pizzerii, osób, które robią domowe pierogi w ilościach hurtowych itd. Znam rodziców hajnidów, którzy za najlepszą decyzję w ostatnich miesiącach uznają wykupienie sobie diety pudełkowej. Są mamy, które przeprosiły się ze stołówką w szkole dla starszaka i w zakładzie pracy dla partnera, który przywozi również im późny obiad.

I w końcu, na szczęście, w sklepach znajdziemy coraz więcej półproduktów o niezłym składzie – mrożonki, słoiki, pasty do smarowania, miksy sałatkowe. Grunt to porozmawiać samemu ze sobą, że to nie zbrodnia i uwierzyć, że to tymczasowe. Dzieci na szczęście szybko rosną!

W kursie online „Mama ma czas”,  oprócz gastronomicznych trików, znajdziesz mnóstwo informacji i podpowiedzi od Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu , jaki organizować czas, będąc rodzicem. Otrzymasz również 3 prezenty ode mnie: obszerny dokument prowadzący Cię krok po kroku po tworzeniu idealnego rytuału wieczornego dla dziecka, ebook z przykładami kolacji ułatwiających zasypianie oraz plik audio z podstawowymi zasadami dotyczącymi znaczenia ostatnich dwóch godzin przed snem dla jakości snu dziecka.

Wersja standardowa kursu, do której dostajesz dostęp na zawsze, kosztuje 319 zł -> kupisz ją TUTAJ.

Wersja premium, z audiobookiem „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet” i ebookiem „25 zabaw dla dzieci, które uwolnią Twój czas”, to koszt 419 zł -> kupisz ją TUTAJ.

A jakie Ty masz patenty na gotowanie dla siebie i dziecka? Podziel się w komentarzu, co ułatwia Ci ogarnianie kulinarnych wyzwań!

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując kurs, nie zapłacisz więcej, a autorka kursów podzieli się ze mną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

Organizacja czasu a wymagające dziecko – moje refleksje

Organizacja czasu a wymagające dziecko – moje refleksje

Moje dziecko nie chodzi do żłobka ani nie ma niani. Ja pracuję zawodowo, pisząc bloga, administrując grupę, prowadząc konsultacje i kursy online, jeżdżąc po kraju  z warsztatami dla rodziców.

Jak ja to robię, pytacie czasem?

Mogę się podzielić kilkoma ważnymi rzeczami, które poukładałam sobie w głowie w ciągu trzech lat bycia matką hajnidki. Zaznaczam, że to rzeczy, które U MNIE się sprawdziły – podkreślam to, bo sytuacja zdrowotna, rodzinna, finansowa, organizacyjna każdej z nas się różni i bardzo mi zależy, żebyś to traktowała jako inspirację i dopasowywała do własnych możliwości:

Hasło „wszystko się da, tylko trzeba się zorganizować” to najgorszy syf wciskany młodym matkom

Jestem mamą wymagającego dziecka, obserwuję podobne sobie mamy i widzę, że ogromną część energii pochłania im walka z piętrzącymi się frustracjami… które wynikają z porównań.

Życie po urodzeniu dziecka już nigdy nie będzie wyglądało tak, jak przed porodem. Czekanie, aż „życie wróci do normy”, to marnowanie czasu. To jest Twoja nowa norma. Będzie łatwiej, a może po prostu będzie inaczej, ale nie będzie już tak, jak kiedyś.

To, co robisz, nie zależy już tylko od Ciebie i choćbyś była przed porodem najbardziej zorganizowaną kobietą na świecie, teraz dopasowujesz swoje plany pod pomysły tego młodego człowieka.

Nie jesteś nieporadną matką, jeśli chodzisz na spacery z dzieckiem na ręku wokół bloku, bo krzyczy już na sam widok wózka. Jest nas takich, ze strużką potu na myśl o spacerze, więcej.

Nie jesteś niezorganizowana, kiedy wyjście z dwulatkiem z domu zajmuje Ci godzinę, pod koniec której ciskasz gromami, spocona i wściekła na tego, który wymyślił presję na codzienne spacery i zastanawiasz się, czy na Twoim dziecku mogliby praktykować negocjatorzy policyjni.

Nie dałaś sobie wejść na głowę, jeśli robisz siku z dzieckiem w lęku separacyjnym, wiszącym u nogi, bo nie masz już energii na znoszenie zawodzenia spod drzwi.

Nie ma w tym nic dziwnego, że odliczasz godziny do powrotu partnera do domu, że włączasz tryb przetrwania, że Twoim celem jest „dożyć do wieczora”. Też tak miewam, czasem co dwie minuty wyglądam przez okno w kuchni, czy babcia podjechała na dwie godziny… mimo że już nie karmię piersią, nie noszę na rękach, nie bujam na piłce i nie budzę się w nocy.

Doba dla nas wszystkich ma 24 godziny i jeśli chcesz w nią zmieścić opiekę nad dzieckiem, które potrzebuje WIĘCEJ, coś innego będzie MUSIAŁO z niej wypaść.

Priorytety

Wielokrotnie w swoim życiu, ale chyba pierwszy raz tak dobitnie dopiero po pierwszym porodzie, zderzasz się z godzeniem różnych ról życiowych. Widzisz, że NIE DA SIĘ pogodzić wszystkiego, że czas nie jest jak guma z majtek.

I choć w ciąży wyobrażałaś sobie, że będziesz godzinami czytać książki na ławce w parku obok wózka ze słodko śpiącym maleństwem, budzisz się pewnego dnia z myślą, że nie wiesz, co się dzieje na świecie, w kinie byłaś rok temu, a Twoim wnętrzom daleko do instagramowych fotek.

I wiesz co? To jest okej. I to się zmieni, obiecuję.

W pewnym okresie życia, kiedy dzieci są maleńkie, to opieka nad nimi jest zwykle priorytetem. One nie potrafią zaspokoić swoich potrzeb samodzielnie, nie mogą za długo czekać.

Przez pierwszy rok bycia matką moim osobistym priorytetem był sen. Serio. Nawet nie myślałam o prowadzeniu bloga, o firmie, o urządzaniu domu, o rozwoju osobistym, o wymyślnych hobby, o tworzeniu kreatywnych zabawek. Kalendarz odłożyłam na półkę. Biznesy rozwijane w czasie drzemek dziecka? Powodzenia, wiele bym rozwinęła w czasie trzech setów po dwadzieścia minut. Obiad? Wiwat parowary, mrożonki, jedzenie od teściowej, gotowce (nie lubię gotować, rozumiem, że dla niektórych akurat zdrowe żywienie może być priorytetem i szanuję to). Sprzątanie? Tylko to co trzeba i tak często jak trzeba. Do tego zero prasowania poza wyprawką niemowlęcą przed porodem.

Byłam przekonana, że czas na więcej niż „dziecko” przyjdzie. I przyszedł.

W międzyczasie budowałam bazę pod kolejne priorytety, które mogę realizować teraz, gdy Młoda jest już starsza. Bardzo mi zależało na tym, żeby budowała bliską więź ze swoim tatą, babcią, dziadkiem, mimo mojego urlopu macierzyńskiego i braku innych obowiązków. Kiedy mogłam, pomagałam kobietom na grupach facebookowych, zawiązując nowe znajomości, ale nie kosztem snu.

Teraz opieka nad dzieckiem i praca zawodowa są dla mnie ważne, ale każdego tygodnia określam swoje cele i plany minimum. Nie frustruję się, że nie wszystko się da, byle najważniejsze rzeczy były na swoim miejscu. Dlatego premiera podcastu nie nastąpiła w marcu, tylko pewnie w czerwcu. Po prostu jest niżej na mojej liście i sięgnę tam, gdy znajdę na to czas.

Ile z rzeczy, które teraz wykonujesz, robisz dlatego, że są dla Ciebie ważne, a ile dlatego, że „wypada”, że „powinno się”, że „teściowa krzywo patrzy”?

Nie dla perfekcjonizmu

Hasła  „Zrobione jest lepsze od doskonałego” nauczyłam się od Pani Swojego Czasu (o niej za chwilę). Nigdy nie byłam perfekcjonistką, ale każdego dnia utwierdzam się w tym, że osoby, które idą do przodu w realizacji swoich pragnień to te, które działają, a nie tylko planują i kreują w głowie.

Dzieci nie potrzebują matek idealnych, tylko autentycznych, wystarczająco dobrych. Świat się nie zawalił, jeśli raz na jakiś czas moja córka dostała obiadek ze słoiczka. Je chętnie, mimo ciągłego podawania tego samego posiłku dwa dni z rzędu. Chyba nie dozna traumy z powodu wychowywania się w domu z nieumytymi szybami.

Czasem myślę, że przydałoby się nam, matkom, wpadać niezapowiedzianie do innych matek, choćby kilkunastu różnych, żeby mieć dość szeroki przegląd tego, jak ich życie wygląda NAPRAWDĘ. Sądzę, że sporo wyleczyłoby się z wyrzutów sumienia, lęku przed utratą kontroli. Za kobietami, które często podziwiamy, bo widzimy tylko skrawem perfekcyjnego życia, stoi czasem pomoc osoby do sprzątania raz w tygodniu, dieta pudełkowa, osobny pokój do zamykania wszystkich gratów z całego mieszkania, a czasem koszmarne przemęczenie, wypalenie, totalne zajechanie się…

Organizacja czasu w pewnym stopniu zależy od planowania, porządkowania przestrzeni, niemarnowania czasu, zarządzania swoją aktywnością w sieciach społecznościowych. Ale w dużym stopniu to praca na własnych przekonaniach. Do mojej pracy nad sobą skłoniła mnie Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu. Jak pierwszy ekspert w temacie zarządzania sobą w czasie, mówiła i pisała o chorujących dzieciach, o niewyspaniu, o potrzebie spędzania czasu na lenistwie, o eliminowaniu zamiast dorzucaniu sobie zadań w imię produktywności.

Ponad rok temu przeszłam kurs Oli „Zorganizuj się w 21 dni”, potem przeczytałam jej książkę, a teraz mam za sobą też kurs online „Mama ma czas”. Miałam okazję do tego kursu dołożyć małą cegiełkę – wszystkie osoby, które do niego dołączą otrzymują mój obszerny PDF i nagrania audio dotyczące tworzenia dobrego rytuału wieczornego. Bezdzietny wieczór jest dla mnie ogromnie ważny ze względu na pracę i odpoczynek!

Kurs online składa się z siedmiu modułów, w których znajdują się filmy, nagrania do słuchania, dokumenty do pobrania, checklisty, kalendarze i  ćwiczenia. Poza tym jest też część z bonusami, w tym mój o wieczornym rytuale.

Wersja standardowa kursu, do której dostajesz dostęp na zawsze, kosztuje 319 zł -> kupisz ją TUTAJ.

Wersja premium, z audiobookiem „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet” i ebookiem „25 zabaw dla dzieci, które uwolnią Twój czas”, to koszt 419 zł -> kupisz ją TUTAJ.

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując kurs, nie zapłacisz więcej, a autorka kursów podzieli się ze mną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

Czy karmiąc piersią można zajść w ciążę?

Czy karmiąc piersią można zajść w ciążę?

Czy da się zajść w ciążę, karmiąc dziecko piersią?

Tak, ale wygodniej je najpierw odłożyć 😉

A tak serio: niejedna kobieta na własnym przykładzie doświadczyła możliwości zajścia w ciążę w okresie laktacji. Bo choć karmienie piersią jest formą antykoncepcji, i to nie byle jaką – ma 98-99% skuteczności [1] – to można o tej skuteczności mówić tylko wtedy, jeżeli są zachowane wszystkie warunki jednocześnie:

  • mama po zakończeniu połogu (po 6 tygodniach od porodu) nie miała żadnego krwawienia, które przypominałoby miesiączkę;
  • niemowlę jest młodsze niż 6 miesięcy;
  • dziecko jest karmione wyłącznie bezpośrednio z piersi oraz na żądanie;
  • przerwy między karmieniami nie powinny być dłuższe niż 4 godziny w ciągu dnia i 6 godzin w nocy;
  • dziecko nie dostaje smoczka uspokajacza ani butelki ze smoczkiem (całe ssanie dokonuje się wyłącznie na piersiach mamy);
  • dziecko nie jest dopajane, nie dostaje żadnych pokarmów stałych;
  • maluch przebywa blisko matki, także w nocy – dzieci, które śpią we własnych łóżeczkach, z dala od mamy, zwłaszcza, jeżeli są spowijane, szybciej mają dłuższe przerwy nocne w karmieniu i płodność tych matek może wracać szybciej.

Jeśli mama odciąga mleko z piersi i podaje je butelką (KPI – karmienie piersią inaczej), nie może traktować karmienia piersią jako formy regulacji poczęć.

Kiedy matkom karmiącym wraca płodność?

Przeciętnie płodność wraca około 14,5 miesiąca po porodzie [2].

Aż 8% kobiet zajdzie w kolejną ciążę dopiero, gdy ich dziecko będzie mieć ponad dwa lata. Pediatra i doradca laktacyjny Jack Newman w swojej książce pisze o pacjentce, u której powrót płodności w związku z karmieniem piersią nastąpił dopiero 35 miesięcy po porodzie!

W społeczeństwach pierwotnych, w których małe dzieci mają nielimitowany dostęp do piersi i śpią z matkami w jednym łóżku, odstęp między kolejnymi dziećmi jest rzadko mniejszy niż 3-4 lata [3]. Dlaczego? Tam karmienie na żądanie to SERIO na żądanie – przeciętnie 4 razy na godzinę. Tak, co kwadrans!

Czas powrotu płodności zależy od co najmniej kilku czynników, z czego predyspozycje indywidualne związane z układem hormonalnym kobiety wydają się najistotniejsze. Historia lubi się powtarzać: jeśli po pierwszym porodzie miesiączka wróciła dość szybko to jest duże prawdopodobieństwo, że po kolejnych też tak będzie.

Mam okres – czy jestem płodna?

Pojawienie się pierwszej po porodzie miesiączki jest dość oczywistym znakiem, że idziemy w stronę płodności.

Natomiast kobieta może mieć najpierw owulację, a dopiero później miesiączkę – możliwe jest więc zajście w ciążę zanim dostanie się okresu po raz pierwszy.

Obserwacja sygnałów płodności przydaje się nawet jeśli kobieta już miesiączkuje. Można bowiem mieć krwawienia miesięczne, ale cykle bezowulacyjne – wówczas zapłodnienie nie jest możliwe.

Bywają sytuacje, w których matka ma regularnie okres, ale faza lutealna (od owulacji do następnej miesiączki) jest zbyt krótka, aby zagnieździł się zarodek. Pojawienie się regularnego miesiączkowania i objawy owulacji są wskazówkami powrotu płodności, ale nie oznaczają, że na 100%, zajście w ciążę przez kobietę będzie możliwe.

 

Potrzebujesz rzetelnych informacji dotyczących karmienia piersią w ciąży? Sprawdź moje szkolenie „Karmienie piersią i ciąża"!

Powrót do pracy a karmienie piersią

Powrót do pracy a karmienie piersią

Czy karmienie piersią można połączyć z powrotem do pracy? Oczywiście, że tak – sama karmiłam przez nieco ponad rok po podjęciu aktywności zawodowej. Prawdę mówiąc, w Polsce jesteśmy w całkiem uprzywilejowanej pozycji, mając możliwość skorzystania z rocznego płatnego urlopu macierzyńskiego. W niektórych krajach europejskich taki urlop trwa krócej niż sześć miesięcy. Czy wiesz, że Stany Zjednoczone są jednym z trzech krajów na świecie, w których kobiety nie mają powszechnego prawa do ANI JEDNEGO dnia płatnego urlopu po porodzie?!

Przerwy na karmienie

Przede wszystkim warto wiedzieć, że mama karmiąca piersią ma według Kodeksu Pracy prawo do przerw na karmienie, za które otrzymuje wynagrodzenie.

Mamy, które pracują między 4 a 6 godzin dziennie, mają prawo do jednej półgodzinnej przerwy na karmienie. Natomiast mamy, które pracują więcej niż 6 godzin dziennie mają prawo do dwóch półgodzinnych przerw. Jeśli karmisz więcej niż jedno dziecko (także w tandemie) możesz skorzystać z dwóch 45-minutowych przerw.

Można łączyć te przerwy – czyli zamiast dwóch przerw trwających po 30 minut, można mieć jedną przerwę godzinną. To Ty decydujesz, w jaki sposób chcesz wykorzystywać te przerwy. Jeśli wnioskujesz o taką przerwę u swojego pracodawcy, on nie ma prawa nie zgodzić się na wybraną przez Ciebie formę jej realizacji [1].

Jeśli jesteś zatrudniona na Kartę Nauczyciela, masz prawo do godzinnej przerwy, pod warunkiem, że Twój czas pracy wynosi powyżej 4 godzin ciągłej pracy [2].

Jeśli nie karmisz dziecka bezpośrednio piersią, tylko własnym mlekiem odciąganym, to  przerwy na karmienie możesz wykorzystać na ściąganie mleka. W każdej większej firmie pracodawca musi udostępnić pokój do odpoczynku dla kobiet karmiących, gdzie to mleko można ściągać. Nie ściągaj mleka w toalecie, jeśli ma być ono podawane dziecku!

Oświadczenie, a nie zaświadczenie

Nadal powtarza się nieprawdziwe informacje, jakoby mama karmiąca miała przedstawić zaświadczenie lekarskie o karmieniu piersią. To kompletna bzdura (bo niby jaki lekarz ma je wystawiać i na jakiej podstawie?!). W wyraźny sposób odniosła się do tego Państwowa Inspekcja Pracy w lipcu 2016 roku (KLIK!). Polecam podesłać link upartym kadrowym.

Pracodawca potrzebuje oświadczenia, że chcesz skorzystać z prawa do przerw na karmienie piersią, natomiast nie ma prawa żądać zaświadczenia lekarskiego.

Warto wiedzieć, że nie ma limitu wiekowego, jeśli chodzi o korzystanie z prawa do płatnej przerwy na karmienie. To znaczy, że można z niej korzystać, jeżeli dziecko ma pół roku, ale można także, gdy dziecko ma dwa lata. I tak naprawdę żaden pracodawca nie może powiedzieć, że dziecko jest za duże na to żeby być karmione i że ta przerwa już się nie należy.

Ale… pamiętajmy, że przerwa ma być wykorzystywana na karmienie, czyli nie można w czasie tej przerwy załatwiać jakichś innych spraw. I jeżeli pracodawca dowie się, że ta przerwa jest wykorzystywana w inny sposób niż po to, żeby nakarmić dziecko, może być to podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego.

Co z mlekiem dla dziecka w czasie nieobecności mamy?

Jeśli dziecko już ma porządnie rozszerzoną dietę, czyli około 9 miesięcy i poza mlekiem zjada 3 posiłki stałe, to nie ma potrzeby odciągać mleka i przywozić je z pracy. Dzieci bardzo szybko kojarzą, że jeśli nie ma mamy, to nie mleka i jedzą w czasie nieobecności matki inne stałe pokarmy.

Nie trzeba także uczyć dziecka picia z butelki. Dlatego, że butelka nie jest do niczego potrzebna maluchowi karmionemu piersią, a dzieciom starszym niż kilkumiesięczne tak naprawdę powoli butelkę ze smoczkiem odstawiamy. Nie potrzeba wprowadzać butelki u dziecka sześciomiesięcznego lub starszego, serio! Opiekun może podawać napoje z otwartego kubka bez uszka, ze ściętego kubka (doidy cup), z bidonu ze słomką (na początek polecam Miś Mioduś, potem SkipHop), z butelki ze sportowym ustnikiem (jak z wodą mineralną). Wiem, że w niektórych żłobkach, jeśli mowa o dzieciach młodszych niż roczne, to kładzie się nacisk na butelkę ze smoczkiem ze względu na wygodę opiekunów.

Matki pracujące, zwykle nie dłużej niż przez kilka pierwszych dni, muszą odciągać trochę mleka, które się gromadzi w piersiach. Ale tylko do uczucia ulgi, najlepiej ręcznie, jeśli potrafisz! Piersi bardzo szybko przyzwyczajają się do tego, że dziecko nie jest przez kilka godzin karmione i zwykle po kilku dniach ta laktacja  normuje się na takim poziomie, jaki jest aktualnie potrzebny.

Jeśli mamy dziecko młodsze niż dziewięciomiesięczne, wtedy prawdopodobnie trzeba odciągać mleko, aby nie podawać mleka modyfikowanego oraz by utrzymać laktację na zadowalającym poziomie. Artykuł o tym, jak ułatwić sobie odciąganie mleka, znajdziesz TUTAJ.

Adaptacja

Czy należy zmniejszać liczbę karmień zanim pójdzie się do pracy? Zwykle nie ma takiej potrzeby. Dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się i rozumieją sytuację pt. nie ma mamy = nie ma mleka. Bardzo często jest tak, że dopóki dziecko jest z mamą w domu, to pierś jest dla niego bardzo ważna i inne pokarmy są bardziej do smakowania. Natomiast często gdy dziecko idzie w świat, czyli zostaje też z innymi opiekunami albo zaczyna się powolna adaptacja do żłobka, to okazuje się, że ono przestawia się na jedzenie pokarmów stałych, kiedy mamy nie ma na podorędziu.

Poza sytuacjami podyktowanymi ciekawością, dzieci nie szukają mleka u innych kobiet 😉 I na serio nie płaczą za piersiami (bo za czym by płakały dzieci od urodzenia karmione mlekiem modyfikowanym? Bo przecież też przeżywają adaptację!), tylko czasem tęsknią za mamą, w całości 🙂 A w czasie jej nieobecności zwykle po prostu jedzą pokarmy stałe. Oczywiście, jeśli potrafią sprawnie gryźć, żuć, pić z innych naczyń.

Nie jest potrzebne wcześniejsze przestawianie dziecka na inny tryb karmienia, tylko po to, żeby mu ułatwić przyszłe rozstania z mamą. Jeśli chcesz powoli eliminować karmienia piersią, a dziecko ma ponad rok, to oczywiście można to robić – dziecko nie musi być już karmione na żądanie. Ale gdy liczba tych karmień jest dla Ciebie absolutnie w porządku, to nie trzeba przygotowywać dziecka poprzez odstawianie wcześniej.

Dzieci karmione piersią czasem wieczorami, nocami i w weekendy przechodzą na „mleczną dietę”. To znaczy, że ładują w tym czasie swoje akumulatory bliskością z mamą i często zgłaszają się do piersi. Nie jest niczym dziwnym, że dziecko, które w żłobku, z nianią, z babcią, z dziadkiem je bez problemu i w dużych ilościach pokarmy stałe, a w sobotę i w niedzielę żyje tylko na piersi mamy. Zwykle ten stan adaptacji do zmian stopniowo, po kilku-kilkunastu tygodniach wraca do takiej normy i częste karmienia czy pobudki się regulują.

Nie trzeba odstawiać dziecka od piersi, żeby było mu łatwiej zaadaptować się do żłobka czy przejść pod opiekę niani. Jeśli to możliwe, warto dokonywać tylko jednej dużej zmiany na raz. Czyli jeżeli dziecko posyłamy do żłobka, to raczej w tym momencie nie odstawiamy od piersi – można to zrobić albo kilka tygodni przed rozpoczęciem kariery żłobkowej, albo miesiąc czy półtora po adaptacji.

Bardzo często spotykam się z pytaniem, czy to prawda, że dzieci, które są karmione piersią gorzej adaptują się do żłobka? Nie jest to prawdą. Nie ma na to żadnych dowodów, nie ma żadnego mechanizmu, który miałby taki związek tłumaczyć. Oczywiście będą dzieci, które są bardziej wrażliwe i jednocześnie są to często dzieci dłużej karmione piersią, częściej regulujące emocje poprzez ssanie. I adaptacja u takich dzieci może po prostu trwać ciuteńkę dłużej. Nie wynika to z tego, w jaki sposób są karmione, ale z ich wrażliwości czy temperamentu. Karmienie piersią nie jest czynnikiem, który utrudnia rozłąkę z mamą. Więcej na ten temat pisałam w artykule TUTAJ

Do każdego żłobka można przynosić odciągnięte mleko. Nie jest kwestia dobrej woli dyrekcji – o obowiązku przyjęcia i podania mleka mamy wprost mówi rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej [3]. Należy indywidualnie ocenić, czy zależy nam na podawaniu mleka mamy w żłobku – to zależy od wieku dziecka, jakości wyżywienia w placówce, zdrowia dziecka (np. alergii), jego preferencji żywieniowych, poglądów rodziców. 

Jeśli nie zostawiamy mleka mamy dziecku, to można je karmić rano, popołudniu, wieczorem i w nocy. Trzy karmienia na dobę wystarczą, aby dziecko nie potrzebowało dodatkowego mleka (więcej informacji o na ten temat u dietetyk dziecięcej Zuzi Anteckiej KLIK!). Nawet pojedyncze karmienia mają ogromną wartość odżywczą i immunologiczną dla dziecka [4]! Maluchy, które właśnie idą do żłobków czy klubików, są narażone na nowe bakterie i wirusy, z którymi do tej pory nie miały kontaktu. W związku z tym instynktownie będą w pierwszych tygodniach adaptacji częściej prosiły o pierś mamy, aby dostarczyć sobie przeciwciał. Bo wiesz, że istnieją dowody na to, że poprzez ślinę dziecka piersi odczytują informacje o mikrobach, z którymi maluch się zetknął, i produkują na kolejne karmienie odpowiednie przeciwciała? (Serio!).

Ale jak ono zaśnie bez piersi?

I na koniec jeszcze jedna wątpliwość, która się bardzo często pojawia.

Jest bardzo wiele dzieci karmionych piersią, które usypiają na drzemkę wyłącznie przy piersi. Mamy martwią się, że inny opiekun nie będzie potrafił uśpić dziecka w ciągu dnia. I to też nie jest prawdą. Jeśli adaptacja przebiega prawidłowo i dorosły, który zostaje z dzieckiem zaangażuje się, to wypracuje sobie własny sposób na ułatwienie dziecku zasypiania. Tak, temu bezsmoczkowemu i bezbutelkowemu też!

Podobnie jest w żłobku. Doświadczone opiekunki już naprawdę niejedno dziecko karmione piersią widziały. Znajdą sposób na to, żeby  pomóc dziecku zasnąć. Nawet temu, które do tej pory przez półtora roku zasypiało tylko i wyłącznie na piersi. Niektóre panie będą bujały dzieci w wózku, inne huśtały na poduszce, przytulały, głaskały po główce, a niektórym dzieciom wystarczy… presja społeczna. Gdy grupa dzieci kładzie się na leżaczkach, jest włączana kołysanka,to niejeden piersiowy maluch, naśladując rówieśników, również zaśnie jak gdyby nigdy nic. Czasami to nie jest pierwszego dnia, bo dziecko, żeby zasnąć musi się czuć bezpiecznie, poznać miejsce i opiekunki, i zaufać im. Ale w 99% przypadków to nie trwa dłużej niż kilka dni (znam mamy, które prosiły o nagranie momentu zasypiania na telefonie, bo nie wierzyły, że ich dziecko tak potrafi 😉 ) Żeby nie było wątpliwości: w domu wiele z nich nadal zasypia tylko przy piersi 😉 Nie trzeba więc dziecka uczyć samotnego zasypiania wyłącznie po to, żeby dziecku było łatwiej w żłobku. Więcej na ten temat napisałam TUTAJ.

 

Jesteś na urlopie macierzyńskim? Zastanawiasz się, co dalej? Zamów książkę Karli Orban:

Odpieluchowanie – kiedy zacząć?

Odpieluchowanie – kiedy zacząć?

Dawno, dawno temu większość dzieci była odpieluchowana w okolicach roczku…

…a przynajmniej tak twierdzą nasze teściowe 😉 Bo prawda może być zupełnie inna, że tak przytoczę cytat z jednej z mam z internetowej grupy:

„Moja mama zarzeka się, że ja odpieluchowałam się przed roczkiem. Pamięta jak dziś, że jak miałam niecały rok, to budziłam się w nocy, sama wychodziłam z łóżeczka i załatwiałam się na nocnik. Widziała to, gdy wstawała karmić moją młodszą siostrę. Sęk w tym, że moja siostra urodziła się, gdy miałam rok i  trzy miesiące…

Oczywiście, w czasach tetrowych pieluch:

  1. świadomość bycia mokrym / brudnym przez niemowlęta była większa niż przy wchłaniających mocz jednorazówkach;
  2. motywacja piorących i prasujących tetry rodziców była silniejsza;

więc faktycznie trening nocnikowy statystycznie rozpoczynał się wcześniej niż obecnie [1], ale z dużą ostrożnością podchodziłabym do rewelacji z cyklu „kiedyś było lepiej” i „wszystkie ogarniały temat wczesnego odpieluchowania raz-dwa”.

Oznaki gotowości do odpieluchowania

Obecnie promuje się raczej odpieluchowanie w odpowiedzi na sygnały gotowości wysyłane przez dziecko. Co ciekawe, nie ma zgody, co do tego ile z tych sygnałów gotowości powinno wykazywać dziecko i kiedy powinny się pojawić, ponieważ w zależności od konkretnego zachowania, pojawiają się one między 4 a 36 miesiącem życia [2] (niezły rozrzut, prawda?).

Oznak gotowości do odpieluchowania różni eksperci wymieniają ponad dwadzieścia [2, 3], ale najprawdopodobniej za najważniejsze można uznać:

  • zwiększenie pojemności pęcherza – czyli coraz dłuższe momenty (min. dwugodzinne) w ciągu dnia bycia suchym (np. wstanie z drzemki z suchą pieluszką). Pojemność pęcherza wzrasta najsilniej między 18 a 24 m.ż. Kontrola nad pęcherzem wraz z umiejętnością świadomego całkowitego jego opróżniania pojawia się przeciętnie w okolicach 18 miesiąca, a zwiększa się znacząco między 2 a 3 rokiem życia [4];
  • świadomość potrzeby wypróżnienia się, sygnalizowana słowami, wyrazem twarzy albo przez szukanie intymnego miejsca do załatwienia się, chowania, żeby zrobić kupkę; zmiana zachowania przez zrobieniem siusiu (wiercenie się, zaciskanie nóg, dotykanie pieluszki);
  • odczuwanie dyskomfortu po zrobieniu siusiu lub kupki – komunikowanie przez dziecko, choćby czasami, że chce, żeby je przebrać, zmienić pieluszkę;
  • komunikowanie prostych potrzeb fizjologicznych (jestem głodny, za ciepło etc., a zwłaszcza komunikowanie, choćby czasami, że chce zrobić siusiu/kupkę na moment zanim to zrobi);
  • znajomość słownictwa związanego z odpieluchowaniem (pielucha, siusiu, kupka etc.) i zainteresowanie tematem (chce posiedzieć, choćby w ubraniach, na nocniku; podąża za Tobą, gdy korzystasz z toalety i ciekawi je to. Czasem dzieci kusi wizja dorosłych majtek zamiast pieluszki);
  • stabilne siadanie i wstawanie, chodzenie bez pomocy, podstawowe umiejętności związane ze zdejmowaniem i podciąganiem spodni (ta umiejętność jest nabywana jako ostatnia, a jeśli opiekun będzie pomagał dziecku – niekonieczna dla powodzenia procesu).
Czyli kiedy zacząć?

Zdecydowana większość z oznak gotowości do odpieluchowania nie występuje przed 18 miesiącem życia. Wydaje się więc, ze to najwcześniejszy współcześnie proponowany termin rozpoczęcia nauki korzystania z nocnika, pod warunkiem, że dziecko przejawia na tę naukę gotowość (patrz wyżej).

Różne instytucje zajmujące się zdrowiem dzieci rekomendują następująco:

  • Amerykańska Akademia Lekarzy Rodzinnych – zacząć, gdy rodzic i dziecko są gotowi, zwykle między 18 a 30 miesiącem życia [5];
  • Amerykańska Akademia Pediatryczna – zacząć, gdy dziecko prezentuje oznaki gotowości, około 2 roku życia [6];
  • Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne – zacząć, gdy dziecko jest fizjologicznie i psychicznie gotowe [7].

Im młodsze dziecko, tym dłużej trwa nauka i ten związek jest naprawdę silny (warto więc rozważyć, czy to my jako rodzice jesteśmy gotowi na wielotygodniowe jeżdżenie na mopie). Badania wskazują, że jeśli chcemy odpieluchowanie  – w rozumieniu „wyjaśnienie o co kaman i zaprezentowanie nocnika”  – rozpocząć u dziecka półtorarocznego, to do momentu totalnego odstawienia pieluch może nam zejść nawet 16 miesięcy (!!!). Nowe badania wskazują na niewiele korzyści z rozpoczynania tak rozumianego odpieluchowania przed 27 miesiącem życia (dwa lata i trzy miesiące) [8].

Podsumowując: wydaje się sensowne rozpoczęcie nauki korzystania z nocnika w okolicach drugich urodzin, jeśli zauważamy u dziecka oznaki gotowości lub – ze względów praktycznych – jak pisze pediatra dr Carlos Gonzalez:

w pierwsze lato po drugich urodzinach

Czy nie warto się spieszyć?

Dane dotyczące konsekwencji wczesnego odpieluchowania nie są jednoznaczne. Wydaje się, że jeśli jest prowadzone w pozytywnej atmosferze, bez straszenia lub karania za wpadki nie ma ono negatywnego wpływu na zdrowie fizyczne czy psychicznej dziecka [8]. Eksperci nie są zgodni, czy i jaki konkretnie wiek odpieluchowania ma związek z późniejszym kontrolowaniem zwieraczy [9, 10].

Fizjoterapeuci zwracają coraz częściej uwagę na to, że dzieci niegotowe do odpieluchowania, ale chętne do współpracy w tym temacie z rodzicami, zaczynają używać innych niż powinny grup mięśniowych do wypróżniania i może to negatywnie wpływać na pracę mięśni dna miednicy w przyszłości (krótka wypowiedź fizjoterapeutki uroginekologicznej Olgi Trybel / Fizjolady).

O odpieluchowaniu nocnym przeczytasz TUTAJ.

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!