Wyrzucenie tej jednej rzeczy z sypialni sprawiło, że lepiej się wysypiam

Wyrzucenie tej jednej rzeczy z sypialni sprawiło, że lepiej się wysypiam

…i nie chodzi tu o łóżeczko z dzieckiem w środku 😉

Czy wiesz, co najbardziej przyczynia się do poczucia niewyspania rano? Wbrew pozorom nie jest to liczba pobudek. Niemowlęta karmione naturalnie rzeczywiście budzą się częściej niż rówieśnicy karmieni butelką. Według niektórych badań mimo częstszych pobudek matki karmiące piersią śpią dłużej, czują się bardziej wyspane i mają lepszy nastrój niż matki podające mieszankę [1, 2, 3].

Dlaczego tak się dzieje? (więcej…)

5 mitów o karmieniu piersią powtarzanych przez psychologów

5 mitów o karmieniu piersią powtarzanych przez psychologów

5 LAKTACYJNYCH MITÓW POWTARZANYCH PRZEZ PSYCHOLOGÓW

Jestem psychologiem i pedagogiem po studiach na Uniwersytecie Warszawskim. Na żadnym przedmiocie, który zaliczałam, nie powiedziano mi o zaletach karmienia piersią, o podstawowych zasadach rządzących laktacją, o zaleceniach światowych organizacji zajmujących się zdrowiem najmłodszych.

Nie sądzę, żebym była wyjątkiem i miała jakiegoś niesłychanego pecha na uczelni. Rozmawiając z rodzicami i czytając narzekania matek w Internecie, widzę wyraźnie, że wielu psychologom, pedagogom, opiekunkom żłobkowym, nauczycielom przedszkola i innym specjalistom pracującym z małymi dziećmi brakuje podstawowej wiedzy na temat karmienia piersią.

Własne przekonania i uprzedzenia mieszają się z fachowym słownictwem, tworząc mieszankę wybuchową. Rady, na które rodzice zareagowaliby może wymownym przewróceniem oczami, gdyby padły z ust pani z warzywniaka, wypowiedziane przez psychologa czy pedagoga mają zupełnie inną siłę rażenia. I naprawdę mogą szkodzić!

Obalę więc 5 mitów dotyczących karmienia, które matki i ojcowie najczęściej słyszą w gabinetach specjalistów i placówkach edukacyjnych: (więcej…)

Lęk separacyjny – jak pomóc dziecku i… sobie

Lęk separacyjny – jak pomóc dziecku i… sobie

A DOKĄD TO MAMO_ O LĘKU SEPARACYJNYM

Twoje niemowlę zaczęło bać się obcych i płakać, gdy tylko znikniesz mu z oczu? To świetnie, gratulacje! Pojawienie się około 8 miesiąca życia lęku przed obcymi oraz między 7 a 12 miesiącem życia tzw. „lęku separacyjnego” świadczy o prawidłowym rozwoju emocjonalnym Twojego malucha 🙂

Wiem, że nie jest to zbyt pocieszające, zwłaszcza w przypadku, kiedy Twoje dziecko od zawsze było nieodkładalne, a teraz jego wymagania co do Twojej obecności zwiększyły się jeszcze bardziej (choć wydawało się to niemożliwe). Razem śpicie, razem jecie, razem otwieracie drzwi kurierowi, a chwilowo jednym z Twoich największych marzeń stało się skorzystanie z toalety w samotności bez rozpaczliwych odgłosów dochodzących spod drzwi. (więcej…)

Niemowlęta płaczą z… nudów. Kilka słów o dobrej stymulacji.

Niemowlęta płaczą z… nudów. Kilka słów o dobrej stymulacji.

Jakiś czas temu zrobiłam miniankietę na fejsbukowej grupie wsparcia dla rodziców High Need Babies. Zadałam im pytanie: „Jak zachowują się Wasze dzieci, kiedy idziecie z nimi w gości lub gdy goście przychodzą do Was?”. Jakieś 90% mam odpowiedziało: „złote dziecko”, „zagaduje do ludzi po chińsku, śle zalotne uśmiechy i jest w siódmym niebie”, „zupełnie inaczej niż, gdy jest tylko ze mną: nie płacze, nie krzyczy, jest energiczne i do rany przyłóż”, „na początku się oswaja, ale potem opowiada coś w swoim narzeczu lub pokazuje zabawki”. Krótko mówiąc: goście pozostają z wrażeniem, że oto mieli kontakt z najcudowniejszym maluchem pod słońcem, któremu rodzice robią czarny PR.

I wiesz co? Zupełnie mnie to nie dziwi.

Dr Pamela Douglas, pediatra, konsultantka laktacyjna i badaczka wymagających niemowląt za jeden z głównych powodów nadmiernego płaczu u maluchów uznaje… nudę [1]. Niedostateczną stymulację młodsze niemowlęta odbierają podobnie jak fizyczny głód!

Niemowlęta mają ogromną, biologiczną potrzebę stymulacji wszystkich zmysłów: nie tylko wzroku i słuchu, ale także węchu, smaku (i tu karmienie mlekiem matki ma pewną przewagę nad karmieniem mieszanką, bowiem za każdym razem smakuje nieco inaczej – czasem czosnkiem, a czasem wanilią), dotyku, równowagi (kołysania, noszenia, bujania) i propriocepcji (zmiany ułożenia ciała).

Zwłaszcza pierwsze cztery miesiące życia, okres tylko nieco wykraczający poza tzw. „czwarty trymestr” jest czasem szczególnego rozwoju i plastyczności kory mózgowej.  Mózg noworodka zużywa nawet 80% energii dostarczanej ciału [2] – jak wiele musi się tam dziać! Im lepsze i bardziej zróżnicowane bodźce wówczas odbiera, tym większa szansa na prawidłowy rozwój integracji sensorycznej [3, 4].

Tymczasem, w imię zapobiegania „przestymulowaniu„, wielu rodziców odcina niemowlęta od kolejnych bodźców:

Odwiedziny znajomych? Nieee, odmawiam, bo nie będzie chciał spać.

Wyjście do koleżanki na kawę? Ojej, a jak u niej będzie płakał?

Nie noszę, bo się przyzwyczai.

Postawmy łóżeczko w kącie, zdejmijmy karuzelkę, otulmy wysokim ochraniaczem na szczebelki i kładźmy na drzemki w zaciemnionym pokoju, żeby nie przestymulować przed spaniem.

Nawet podczas spaceru na świeżym powietrzu, cudownej okazji do odkrywania świata przez niemowlę wieloma zmysłami (poza węchem, jeśli mieszkacie w smogowych miastach), niemowlę widzi, słyszy i czuje niewiele, bo często gondola jest okryta folią (jesień/zima) albo tetrą (wiosna/lato – nie róbcie tak, ze względu na ryzyko przegrzania!).

W zdecydowanej większości to unikanie przestymulowania w niczym nie pomaga. A dziecku i matce, zamkniętym w samotnych, czterech, obejrzanych już ze wszystkich stron ścianach, jest tylko gorzej. Marudzenia, płaczu czy ziewania nie należy zawsze interpretować jako objawów zmęczenia, deficytu snu, ale także po prostu nudy.

Słyszałaś o historiach cudownego pokochania spacerów przy przełożeniu niemowlaka na brzuch, by obserwował świat przez okienko w gondoli lub po zmianie wózka na spacerówkę? Albo o tym, że małe dziecko nie znosiło jazdy samochodem w pierwszym foteliku, a po przesadzeniu do kolejnego fotelika (nadal tyłem) stało się wytrawnym podróżnikiem? Dlatego, że bez możliwości ruszenia kończynami, obserwowało tylko podsufitkę i znaną już na wylot twarz matki.

Jakie bodźce mogą być faktycznie zbyt stymulujące dla niemowlaka?

Niestety, wiele ze współczesnych osiągnięć techniki nie służy tak naprawdę nikomu z nas, a już najmniej dzieciom. Myślę tu o włączonym przez większość dnia radio, grającym w tle telewizorze, ostrych, zimnych światłach, migających zabawkach z głośnymi melodyjkami. Z tym warto, aby niemowlę miało kontakt minimalny.

Jakie bodźce dostarczać znudzonym niemowlakom?

Wyobraź sobie powrót do czasów prehistorycznych (albo przypomnij jakiś film o nadal żyjących społeczeństwach tradycyjnych). W jakim środowisku wzrastało niemowlę? Co robiło?

  • Było noszone przez opiekuna w chuście i na rękach.
  • Obserwowało kilkudziesięciu członków plemienia w czasie ich codziennego życia, słyszało różne głosy, widziało zmieniające się twarze, było dotykanym, gilgotanym i głaskanym.
  • Kontemplowało tzw. piękne okoliczności przyrody.
  • Gdy grupa odpoczywała, ćwiczyło podnoszenie głowy, leżenie na brzuchu, machanie kończynami, przetaczanie się itd. na twardym podłożu (lub na rodzicach).

Współcześnie możemy też korzystać z dobrodziejstw chociażby ciepłych kąpieli i masażu [5].

I tu uwaga do tych, którzy są zawiedzeni tym, że dziecko ma śliczną matę edukacyjną, czarno-białe karty dla niemowląt i nakręcane karuzelki, które zajmują je na nie dłużej niż pięć minut. To normalne. Niemowlęta w tzw. czwartym trymestrze często się nimi nie ekscytują, bo nie potrafią z nich korzystać. Ich umiejętności motoryczne nie pozwalają dopełznąć do interesującej zabawki czy manipulować nią.

Poza tym już noworodki preferują ludzką twarz nad jakiekolwiek inne bodźce wzrokowe. One nawet rozpoznają prymitywny schemat twarzy (dwie kropki na górze jako oczy i jedna poniżej jako usta) i przyglądają mu się dłużej niż schematowi obróconemu „do góry nogami” [6]. Dla wielu maluchów żadne zabawki nie są tak atrakcyjne jak drugi człowiek. Jeśli mamy pilną potrzebę, aby młodzież zajęła się przez chwilę samym sobą, to na tej macie można powiesić duże zdjęcia różnych ludzkich twarzy 😉 Albo stworzyć dziecku okazję do trenowania własnej sprawczości, np. zakładając skarpetki, dzwoniące przy ruchu nogą.

Muszę też wspomnieć o karmieniu piersią, które jest nie tylko sposobem dostarczania niemowlęciu pożywienia, ale także zaspakaja potrzebę wielozmysłowej stymulacji [7]. Ten sam potencjał ma niespieszne, uważne karmienie butelką na rękach. Ssanie mleka dostarcza dziecku bodźców płynących z samej jamy ustnej i żołądka, ale także dotyku skóry, ułożenia ciała, węchu i słuchu.

Podsumujmy więc – najbogatsze sensorycznie doświadczenia dla nieporuszającego się jeszcze niemowlęcia to:
  1. kontakt fizyczny i bycie noszonym oraz kołysanym [8] (chusty, bujany fotel, wspólny taniec);
  2. spacery na dworze (na rękach lub w chuście świat widać lepiej);
  3. uczestnictwo w życiu społecznym (wiwat starsze rodzeństwo!).

Z jedynakiem, nawet hajnidem, warto wychodzić do ludzi albo zapraszać gości do siebie. Wiem, że to trudne, zwłaszcza, gdy mieszka się na wsi, w której nawet wrony zawracają (to ja) lub gdy jest się daleko od rodziny i przyjaciół (to też ja)… ale dobrze mieć to z tyłu głowy i korzystać z czego się da (choćby wypraw do sklepu po cukier). Warto odpowiednio często i upierdliwie nakłaniać znajomych do odwiedzin, bez względu na panujący w domu porządek i wielkość odrostów na włosach matki.

A jeśli faktycznie maluch na skutek goszczenia się będzie pogodniejszy, to efekt uboczny w postaci bycia uznanym za „nawiedzoną matkę od czarnego PRu” z godnością weźmy na klatę. Bez obrażania się!

Bibliografia – podlinkowana w tekście. Korzystałam także z książki P. Douglas „The Discontented Little Baby Book”, University of Queensland Press 2015.

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Czy naprawdę są badania wskazujące, że trening samodzielnego zasypiania nie wpływa negatywnie na więź dziecka z rodzicem?

Czy naprawdę są badania wskazujące, że trening samodzielnego zasypiania nie wpływa negatywnie na więź dziecka z rodzicem?

Pisząc popularnonaukowy artykuł na temat snu, karmienia czy płaczu, nie wystarczy przeczytać streszczenia interesujących nas badań, ich omówienia na innych stronach ani wypowiedzi medialne naukowców biorących w nich udział. Poza znajomością języka angielskiego, potrzebna jest podstawowa wiedza nie tylko z zakresu psychologii ogólnej, rozwojowej i diagnozy psychologicznej, ale także metodologii nauk społecznych i statystyki, aby ocenić JAKOŚĆ badania i sprawdzić, czy wnioski wyciągnięte przez jego autorów mają solidne podstawy.

Przyjrzyjmy się więc trzem najczęściej przytaczanym w dyskusji badaniom, które rzekomo dowiodły, że behawioralne treningi snu oparte o większą lub mniejszą ilość płaczu nie wpływają negatywnie na rozwój emocjonalny i więź dziecka z opiekunami.

Mindell i współpracownicy – badanie opublikowane w październiku 2006 roku w czasopiśmie Sleep [1]

Zaczynamy od metaanalizy 52 badań nad efektywnością behawioralnych terapii snu u dzieci. Nie bardzo rozumiem, po co adwokaci treningu snu odwołują się do tej metaanalizy w kontekście wpływu na emocje i więź, skoro zaledwie 3 z 52 badań porusza te kwestie [2, 3, 4] i robi to nie najlepiej:

  • wszystkie 3 korzystają z tego samego kwestionariusza Flint Infant Security Scalepowinien być on wypełniany przez przeszkolonego profesjonalistę, a nie rodziców (którzy mogą nieprawidłowo zinterpretować konkretne pytania);
  • złotym standardem w mierzeniu więzi z rodzicami jest stosowanie obiektywnej procedury Obcej Sytuacji [5].  Wypełnianie przez opiekunów kwestionariuszy obarczone jest błędami poznawczymi – rodzice często przedstawiają swoje relacje z dziećmi w lepszym świetle niż to jest w rzeczywistości;
  • dodatkowo istnieje sporo wątpliwości, czy sam kwestionariusz mierzy właśnie bezpieczne przywiązanie, a nie raczej zdolności samoregulacji, cechy temperamentu i poziom rozwoju dziecka (w jakim stopniu pytanie „Czy lubi tłumy?” ma mierzyć więź rodzica z dzieckiem?) [6].

Poza tym najmłodsze z dzieci biorących udział w tych badaniach miało 16 miesięcy – jak to się ma do efektu wypłakiwania u, powiedzmy, siedmiomiesięczniaków?

Price i współpracownicy – badanie opublikowane w październiku 2012 w czasopiśmie Pediatrics [7]

Naukowcy we wstępie do artykułu napisali wprost, że nie są znane długoterminowe efekty treningów samodzielnego zasypiania. Postawili więc sobie za zadanie przeprowadzenie badania, które oceniałoby efekty behawioralnych technik (takich jak kontrolowane wypłakiwanie oraz metoda stopniowej separacji) w perspektywie 5 lat na grupie 326 dzieci.

Wnioski? Brak jakichkolwiek różnic (pozytywnych czy negatywnych) między grupą eksperymentalną a kontrolną w zakresie: zachowania, emocji, problemów ze snem, poziomu stresu, relacji z opiekunami ani depresji rodzicielskiej. Bajka! Ale jak to w bajkach pojawia się zła czarownica, która wszystko psuje, i tą czarownicą, moi mili, jestem ja.

Do badania wybrano dzieci, których rodzice UWAŻALI, że sen ich dziecka był dla NICH problemem. Nie wiemy, czy opiekunowie mieli wiedzę na temat tego, jak wygląda normalny sen niemowlaka i czy nie mieli nieadekwatnych do tego wieku oczekiwań. Po prostu spytano ich „Czy przez ostatnie dwa tygodnie sen dziecka był dla Pana/i problemem?”. Jak się domyślacie, odpowiedzieć „tak” mogli zarówno rodzice siedmiomiesięczniaka, który podczas nocy budzi się dwa razy na karmienie, jak i tego, który budzi się dwanaście razy. Nie wiemy więc, jakie faktycznie problemy ze snem miały biorące udział w badaniu niemowlęta. Nie oceniono także obiektywnie, czy sen uległ faktycznej poprawie, ponieważ dzieci nie nosiły aktigrafów (niezależnych urządzeń mierzących aktywność także nocą). Naukowcy musieli więc polegać na kwestionariuszach, w których to rodzice oceniali sen dzieci. Biorąc pod uwagę, że samo podjęcie interwencji niejednokrotnie uzdrawia chorych, czyli w tym przypadku poprawia ocenę snu dziecka (efekt placebo), z dużą ostrożnością należy traktować dane z samodzielnie wypełnianych przez opiekunów kwestionariuszy [dowód na rozbieżność subiektywnej oceny rodziców i obiektywnych miar urządzeń w zakresie pobudek znajduje się np. TU].

I teraz najlepsze, bo to właściwie zwalnia mnie z omawiania sensowności dobranych kwestionariuszy itd:

Dzieci były przydzielane do grup losowo, a rodzice w grupie „trenującej” mieli dowolność w rzeczywistym stosowaniu i wyborze techniki. W grupie eksperymentalnej tylko nieco ponad połowa uczestników w ogóle podjęła behawioralny trening snu. 43% rodziców nie zdecydowało się na wdrożenie interwencji. O grupie kontrolnej wiemy niewiele: odbywała spotkania z pielęgniarkami dziecięcymi, które miały nie informować rodziców o technikach behawioralnych. Ale czy rodzice na własną rękę nie wprowadzali treningu snu? Wiedząc, że ok 50% rodzin podejmuje choć jedną taką próbę w okresie niemowlęctwa [8], śmiem wątpić.

Podsumujmy więc: porównujemy dwie grupy, w pierwszej połowa rodziców trenowała dzieci, a połowa nie, a w drugiej grupie… nie wiadomo, prawdopodobnie część również stosowała jakieś techniki.

Jak możemy powiedzieć cokolwiek o efektach treningów snu, jeśli porównujemy trenujących z trenującymi?

Gradisar i współpracownicy – badanie opublikowane w czerwcu 2016 w czasopiśmie Pediatrics [9]

Autorzy badań z entuzjazmem obskoczyli anglojęzyczne media, twierdząc, że wypłakiwanie nie ma długotrwałych negatywnych skutków: jest bezpieczne, nie powoduje u niemowląt stresu ani nie wpływa na więź z rodzicami. Szkoda, że za badaczami nie szła ta pani, dzwoniąc głośno:

giphy

bo to trochę wstyd być poważnym naukowcem i opowiadać rzeczy, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. A rzeczywistość wyglądała tak:

Badano trzy grupy dzieci – (1) grupa kontrolowanego wypłakiwania (controlled crying), czyli wracanie do dziecka po 2-4-5 itd minutach płaczu i pocieszanie go, ale bez brania na ręce czy włączania świateł; (2) grupa opóźnionego usypiania (jeśli dziecko zasnęło w poniedziałek o 20.45, po 45 minutach usypiania, to następnego dnia rodzice rozpoczynali usypianie kwadrans później, czyli o 20.15; tak by dziecko było po prostu bardziej zmęczone. Mogli dowolnie usypiać dziecko) [10]; (3)  grupa kontrolna (rodzicom dostarczono wyłącznie informacje o normalnym śnie niemowląt). Z rodzinami spotykano się następnie po tygodniu, po miesiącu, po 3 miesiącach i po roku od rozpoczęciu badania.

Właściwie już od początku robiło się ciekawie:

  • Do badania zakwalifikowano dzieci, których rodzice UWAŻALI, że maluchy mają problemy ze snem. Dlaczego to problem, pisałam przed chwilą. Nie wiemy więc, jakie faktycznie problemy ze snem miały biorące udział w badaniu niemowlęta.
  • Wielkość próby: w badaniu wzięło udział w sumie 43 dzieci, podzielonych na 3 grupy (14 dzieci wypłakiwano, 13 było kładzionych spać odpowiednio później, a 14 stanowiło grupę kontrolną). Trochę mało jak na wyciąganie tak daleko idących wniosków istotnych dla zdrowia i dobrostanu psychicznego niemowląt, prawda? Ale to nie wszystko, bo:
  • W kolejnym badaniu, po 3 miesiącach, podczas którego analizowano wzorzec snu oraz poziom kortyzolu, udziału nie wzięła aż POŁOWA uczestników. Z grupy trenowanej i z opóźnionym momentem kładzenia odpadło 50% uczestników, z kontrolnej 36%. Zwracam więc Waszą uwagę na to, że twierdzenia że „poziom kortyzolu nie był podwyższony”  oraz „jakość snu uległa poprawie” są formułowane na podstawie wyników 7 wypłakiwanych dzieci (tak, SIEDMIU). Czy uznalibyście za bezpieczny lek testowany na siedmiu osobach ? Czy dalibyście się przekonać, że palenie nowego rodzaju kadzidełek w pokoju niemowlaka nie stwarza ryzyka, jeśli w badaniach nad ich bezpieczeństwem brałoby udział siedmioro dzieci?
  • Pomiar kortyzolu przeprowadzano za dnia, a nie w nocy, podczas snu dziecka. Możemy dzięki temu określić wyłącznie istnienie przewlekłego stresu. Ze wstępnych badań wiemy natomiast, że np. na zdolności poznawcze niemowlęcia ma także wpływ stres ostry, krótkotrwający [11]. Ponadto nie uwzględniono innych zmiennych, które mają udowodniony wpływ na poziom kortyzolu, np. sposób opieki w ciągu dnia (żłobek vs indywidualna opieka) [12].
  • Nie wzięto pod uwagę także szeregu innych istotnych zmiennych, jak np. sposób karmienia (wzorce snu są inne dla dzieci karmionych piersią niż dla dzieci karmionych mieszanką), temperament dziecka (wiemy, że dzieci wymagające/HNB inaczej reagują na style wychowawcze rodziców niż dzieci o temperamencie łatwym [13]) itd.
  • A co z bezpieczną więzią niemowląt z rodzicami? Owszem, wzorzec przywiązania był po 12 miesiącach badany przy pomocy obiektywnej procedury Obcej Sytuacji, ALE: (1)  nie badano wzorca przywiązania na początku badania, więc nie wiemy, czy i jakie zmiany nastąpiły wskutek treningu; (2) procedura Obcej Sytuacji jest normalizowana dla dzieci w wieku 9-18 miesięcy [14,15], a badane maluchy miały wówczas od 16 do 26 miesięcy. Ma to równie dużo sensu, jak badanie szóstoklasisty testem inteligencji przeznaczonym dla czterolatka. Gdybyśmy jednak mieli poważnie brać wyniki procedury Obcej Sytuacji, to warto wspomnieć, że tylko 54% dzieci z grupy wypłakiwanej miało z opiekunem więź bezpieczną, a w grupie kontrolnej – 62% (choć ze względu na małą liczebność próby różnice nie są istotne statystycznie).
  • Rodzice pytani o sen dziecka po 3 miesiącach wskazywali, że dzieci śpią lepiej, ale niezależne dane z urządzeń rejestrujących sen, wykazały, ze dzieci wypłakiwane w rzeczywistości spały KRÓCEJ niż te z grupy kontrolnej. Dlaczego nie sygnalizowały pobudek? Poddały się [16, 17]? Bo na pewno nie dlatego, że nauczyły się samodzielnego uspokajania – umiejętności, która nie jest dostępna na tym etapie rozwoju [18, 19].

Faktycznie, badanie Gradisara i współpracowników nie potwierdziło hipotezy o związku behawioralnego treningu snu z podwyższonym poziomem kortyzolu i problemami z więzią. To badanie nie potwierdziło niczego. Na wyjątkowo kiepskim metodologicznie badaniu z nieistotnymi statystycznie wynikami nie można wysnuwać wniosków o bezpieczeństwie stosowanych tam technik.

Podsumowując:

NIE MA DOWODÓW na to, że behawioralne treningi snu stosowane u niemowląt nie szkodzą ich rozwojowi emocjonalnemu.

NIE MA DOWODÓW, że są bezpieczne dla pozytywnej więzi z opiekunem.

JEST natomiast masa badań dowodzących, że stres może negatywnie wpływać na rozwój emocjonalny, poznawczy oraz na relację dziecka z opiekunem [20].

NIE WIEM, czy na Twoje dziecko ostry lub chroniczny stres związany z behawioralnym treningiem wpłynie negatywnie, czy nie, w perspektywie miesiąca, roku, pięciu lat.  Nikt tego nie wie. Zależy to m.in. od jego temperamentu, wrażliwości układu nerwowego, stanu zdrowia, Twojego stylu rodzicielskiego i dziesiątek innych zmiennych.

To nie ja mam udowadniać, że behawioralne treningi snu niosą ryzyko, tylko osoby je promujące powinny udowodnić, że są bezpieczne (tak jak firma farmaceutyczna udowadnia bezpieczeństwo nowego leku zanim wprowadzi je na rynek).

W mojej ocenie efekty nie są warte podejmowania ryzyka, dlatego nigdy jako psycholog nie polecam rodzicom niemowląt behawioralnych treningów snu opartych o jakikolwiek płacz.

Bibliografia – podlinkowana w tekście. Korzystałam także z książki T. Cassels „Educating the Experts”.

 

Masz dość słuchania sprzecznych rad dotyczących snu dzieci? Sprawdź szkolenie „Fakty i mity o śnie dziecka".