A DOKĄD TO MAMO_ O LĘKU SEPARACYJNYM

Twoje niemowlę zaczęło bać się obcych i płakać, gdy tylko znikniesz mu z oczu? To świetnie, gratulacje! Pojawienie się około 8 miesiąca życia lęku przed obcymi oraz między 7 a 12 miesiącem życia tzw. „lęku separacyjnego” świadczy o prawidłowym rozwoju emocjonalnym Twojego malucha 🙂

Wiem, że nie jest to zbyt pocieszające, zwłaszcza w przypadku, kiedy Twoje dziecko od zawsze było nieodkładalne, a teraz jego wymagania co do Twojej obecności zwiększyły się jeszcze bardziej (choć wydawało się to niemożliwe). Razem śpicie, razem jecie, razem otwieracie drzwi kurierowi, a chwilowo jednym z Twoich największych marzeń stało się skorzystanie z toalety w samotności bez rozpaczliwych odgłosów dochodzących spod drzwi.

To normalne i minie bez żadnych dodatkowych starań. Kiedy? Ponieważ norma rozwojowa już u dzieci kilkumiesięcznych jest dość szeroka, trudno jednoznacznie określić konkretny moment. W literaturze dość często pisze się o nasileniu lęku separacyjnego między 10 a 15 miesiącem, choć także wiek półtora roku jest uznawany za czas skoku rozwojowego, okres nierównowagi i nasilenia potrzeby bliskości z opiekunem [1, 2]. W tym czasie nawet dzieci, które dotychczas „dobrze spały”, zaczynają potrzebować więcej niż dotychczas pomocy rodzica w zaśnięciu [3]. Zwykle lęk separacyjny przemija między 2 a 3 rokiem życia, w zależności od doświadczeń dziecka, jego temperamentu itp.

Skąd się bierze lęk separacyjny?

Pojawienie się lęku separacyjnego jest powiązane z nabyciem umiejętności samodzielnego przemieszczania się (pisałam o tym niedawno w artykule dotyczącym raczkowania) i nabywaniem świadomości, że jest się istotą odrębną od rodzica. Eksplorowanie przestrzeni jest jednocześnie kuszące i trochę straszne. Mogę poraczkować lub pójść, gdzie mnie nogi poniosą, a jednocześnie jestem nadal kompletnie bezbronny. A co jeśli mnie nie usłyszy? Albo nie wróci? Lepiej pilnować się matki i nie spuszczać jej z oczu (w końcu nasze niemowlęta są mentalnie jeszcze na sawannie i nie wiedzą, że jak matka wychodzi do kuchni, to jest dwa metry dalej i nie czają się tam na nią lwy). Poza tym niemowlętom i dzieciom nieco tylko starszym niż rok brakuje poczucia czasu (minuta w samotności zdaje się być wiecznością), nie mają także całkowicie ukształtowanego pojęcia stałości (czyli jak ktoś przestaje być widoczny, to przestaje istnieć). Gdy weźmie się to wszystko pod uwagę, trudno się dziwić brakowi entuzjazmu na oddzielanie się od matki (lub innego głównego opiekuna).

 

Jak to przetrwać?
  • Im więcej bliskości i poczucia bezpieczeństwa zapewnisz dziecku, tym szybciej i łagodniej przejdziecie ten etap. Nie daj się zwieść namowom, że trzeba „pójść za ciosem”, że to dobry czas na trenowanie samodzielności, uczenie samotnego zasypiania, odstawienie od piersi.
  • Zmieniaj w Waszym życiu najmniej jak się tylko da. Czasami trzeba wrócić do pracy, posłać dziecko do żłobka, przeprowadzić się, wyjechać służbowo na weekend, wyprowadzić malucha z Waszego łóżka czy odsmoczkować go. Ale dobrze jest nie przeprowadzać tych wszystkich zmian jednocześnie i zaplanować je z wyprzedzeniem. Przeznaczcie dostatecznie dużo czasu na adaptację z nianią lub w żłobku. Gdy dziecko poczuje się bezpiecznie i zbuduje więź z nowym opiekunem, będzie mu łatwiej rozstać się z Tobą na kilka godzin. Nie daj się zbyć informacją, że u nas podczas adaptacji rodzic może przez trzy dni siedzieć w szatni. Okolice roczku to czas, w którym możesz próbować wprowadzić tzw. przedmiot przywiązania – czyli maskotkę, kocyk lub inny przedmiot, który staje się strategią zwiększającą poczucie bezpieczeństwa w chwilach separacji od opiekuna. Jak to zrobić pisałam TUTAJ. Choć trzeba zaznaczyć, że jeśli pozwoli się dziecku nawiązać bliską relację z opiekunem w placówce lub nianią, to przedmiot przywiązania zwykle staje się dla niego zbędny.
  • Nie wymykaj się z domu czy żłobka chyłkiem, bez pożegnania z dzieckiem. Zwykle takie wyjścia po angielsku skutkują nasileniem trudności separacyjnych.
  • Gdy dziecko jest wyspane, najedzone i zadowolone, poćwiczcie miniseparacje – znasz przecież zabawę w „a kuku”, prawda? Możesz chować się na ułamek sekundy poza wzrokiem malucha i stopniowo zwiększać czas swojej nieobecności. Zawsze reaguj na sygnały niezadowolenia wysyłane przez dziecko, choćby drobne marudzenie. Pierwszy rok czy dwa lata życia dziecka to zbyt wcześnie, aby ćwiczyć umiejętność odraczania, czekania na swoją kolej, cierpliwości. Każde doświadczenie bycia zauważonym, wziętym pod uwagę przez matkę i ojca jest kolejną cegiełką do poczucia pewności, że rodzic jest stały, dotrzymuje słowa, pojawia się, gdy tego potrzebuję. Nie oznacza to, że przy każdym kwęknięciu musisz w popłochu rzucać gorącą patelnią i brać malucha na ręce – czasem wystarczy Twój głos, czasem informacja „słyszę Cię, za chwilę będę”. A czasami wzięcie na ręce jest potrzebne, dlatego…
  • …jeśli dotychczas nie korzystaliście z chusty lub nosidełka albo schowaliście je już do szafy, warto zastanowić się, czy nie ułatwiłoby codziennego życia. Maluchowi zapewnia poczucie bliskości i kontaktu, a mamie umożliwia choć częściowe ogarnięcie codzienności. Wielu rodzinom pomaga takie zorganizowanie przestrzeni w mieszkaniu, by dziecko mogło poruszać się wszędzie za mamą – zabezpieczenie kontaktów, mebli, przeniesienie detergentów na niedostępne dla dziecka półki.
  • Dubbinguj dziecko i odpowiadaj mu. Głośne tłumaczenie dziecięcych reakcji na język polski ułatwia empatyczną komunikację. Kiedy na głos powiesz „Taak, Aniu, zezłościłaś się, gdy zabrałam Ci z ręki kocie chrupki, bo chciałaś się nimi pobawić?” albo „Płaczesz, bo chyba się przestraszyłaś, gdy wyszłam na chwilę z pokoju?” torujesz w swojej głowie myślenie o emocjach i potrzebach, zamiast o „wymuszaniu” i „terroryzmie”. Słowa mają ogromną moc, wpływają na to, jak myślimy i co czujemy.
  • Poproś rodzinę, znajomych, sąsiadów o realne wsparcie, jeśli możesz, skorzystaj z płatnej pomocy. I nie chodzi tu o to, by na siłę udowadniać maluchowi, że może zostać sam z ciocią i nic mu nie grozi, ale raczej o to, by poprosić ciocię by pozmywała albo poszła na spacer ze starszym dzieckiem.  W naszej kulturze gloryfikuje się samodzielność i samowystarczalność, ale dla dobra wszystkich warto się przemóc i poszukać życzliwych osób w otoczeniu. „Potrzebna jest cała wioska, aby wychować dziecko”…
  • Naucz się odpuszczać. Jeśli jesteś mamą wymagającego dziecka, pewnie masz to już przećwiczone. Jeśli natomiast Twój maluch dotychczas nie wymagał całodobowej uwagi, możesz się poczuć przytłoczona, jeśli zechcesz by wszystko było zrobione tak dobrze jak dotąd. To se ne da, jak mawiają Czesi. Jeśli nie dajesz rady gotować, może czasem kupisz posiłek w pobliskiej stołówce szkolnej lub na stoisku z garmażerką? Ponoć żadne niemowlę nie umarło, bo matka dwa dni z rzędu podała mu taki sam obiad. Czy możesz odpuścić prasowanie dziecięcych ciuszków i położyć się na drzemkę z maluchem? Bez czasowego obniżenia wymagań i dotychczasowych standardów wielu osobom jest bardzo trudno.
  • Zadbaj o siebie – tak, myślisz, że chyba żartuję, w końcu Ty marzysz o spokojnym umyciu zębów, a ja wyskakuję z dbaniem o siebie. Ale prawda jest taka, że z pustego i Salomon nie naleje. Każdy z nas ładuje swoje akumulatory inaczej, samotna kąpiel w wannie pełnej bąbelków nie jest jedyną strategią na zaspokojenie potrzeb. Pomyśl, co z takimi zasobami (ludzkimi, materialnymi, czasowymi) jakie masz, możesz zrobić, by poczuć się lepiej? Z czego zrezygnować? Komu odmówić, a kogo poprosić? Gdzie są Twoje granice?

Na szczęście wszystko mija, nawet najdłuższa żmija. Skończy się to wiszenie na nogawce, częsty płacz i pobudki. Obiecuję. Wiem, że opieka nad dzieckiem w tym momencie rozwojowym potrafi być potwornie wymagająca i wyczerpująca. Dlatego ważne jest, by z empatią podejść nie tylko do dziecka, ale też do samej siebie. W końcu wygląda na to, że chyba jesteś wystarczająco dobrym rodzicem, skoro Twoje dziecko tak bardzo chce mieć Ciebie blisko?