Znasz to powiedzonko: „Kiedyś nie mogłam się doczekać, aż moje dziecko zacznie mówić, a teraz nie mogę się doczekać, aż zamknie buzię”? Pewnie myślisz, że chcę Ci przypomnieć, żebyś cieszyła się brakiem mobilności swojego malucha, zanim będziesz musiała mieć oczy dokoła głowy – nie, to nie tym razem. Nie żebym już zapomniała, jakie to były piękne czasy, gdy moja córka leżała tam, gdzie ją położyłam, za szczytowe osiągniecie motoryczne mając przewrócenie się z jednego boku na drugi. Jakiż to człowiek był swobodny w tych półgodzinnych odstępach między kolejnymi maratonami karmienia!

Ale wróćmy do sedna. Jeśli nie możesz się doczekać, aż Twoje niemowlę zacznie raczkować, zaprawdę, powiadam Ci: przestań. Przestań. Wiemy z badań, że gdy dziecko zaczyna czworakować, wieczorne zasypianie trwa dłużej, w nocy śpi krócej, częściej i na dłużej się budzi, a czasami sytuacja wraca do normy dopiero po 3 miesiącach [1, 2, 3, 4]. I po co Ci to?

Wbrew powszechnemu przekonaniu, wzorzec snu niemowląt nie poprawia się po prostu z miesiąca na miesiąc. Na jego długość, ilość i czas trwania pobudek oraz problemy z usypianiem wpływają także kamienie milowe w rozwoju fizycznym i społeczno-emocjonalnym. Nawet dobrze śpiące dzieci „psują się” kilkakrotnie w ciągu pierwszego roku życia – poza okolicami 4-5 m.ż. i początkami rozszerzania diety, to właśnie na początek raczkowania (ok. 8-9 m.ż.) przypada czasowe nasilenie się problemów ze snem. Niemowlaki nie tylko śpią krócej i gorzej niż przed rozpoczęciem czworakowania, ale także intensywniej poruszają się w łóżeczkach podczas snu (uwaga na dzieci śpiące w dużym łóżku z rodzicami!)

Co ciekawe, umiejętności motoryczne poprzedzające raczkowanie i następujące po nim nie mają istotnego wpływu na sen dzieci. Naukowcy uważają, że czołganie się bardziej męczy niż dostarcza stymulacji, natomiast chodzenie bokiem lub samodzielne nie zmienia już tak bardzo perspektywy poznawczej dziecka, które wcześniej raczkowało [4].

Dlaczego tak się dzieje?

Przed niemowlakiem, który właśnie nauczył się raczkować, otwierają się nowe możliwości. Nagle z człowieka, który leżał tam, gdzie go położono i ewentualnie, z dużym wysiłkiem, poczołgał się na brzuchu po ciekawszą zabawkę, staje się człowiekiem mobilnym. Może zasuwać na czworaka, gdzie go oczy poniosą. Świat staje przed nim otworem!

Dziewięciomiesięczny mózg przetwarza więc nie tylko wzorce ruchowe (przemienność ruchu kończyn, zachowanie równowagi itd.), ale – przede wszystkim – zupełnie nowe bodźce, których nigdy dotąd nie był w stanie sobie zapewnić. Nie na darmo mówi się o rozwoju psychoruchowym – zdolności motoryczne w pierwszym roku życia do pewnego stopnia warunkują osiąganie kolejnych stopni rozwoju psychicznego. U raczkującego swobodnie niemowlaka poprawie ulega szereg funkcji poznawczych: m.in. widzenie stereoskopowe (czyli 3D), wyszukiwanie i  przetwarzanie bodźców trójwymiarowych (jak ocenić odległość, by nie wejść w futrynę zamiast w drzwi), rozumienie stałości położenia przedmiotu czy pamięć. Parafrazując tytuł jednego z badań dotyczących odbioru bodźców wzrokowych: raczkujące niemowlęta po prostu widzą świat inaczej [5].

Możliwość samodzielnego poruszania się ma też ogromny wpływ na rozwój emocjonalno-społeczny niemowlaka. Raczkowanie rozwija poczucie autonomii i inicjatywy oraz poprawia umiejętność podążania wzrokiem we wskazanym przez opiekuna kierunku.

Coraz lepsze zdolności poznawcze nieodłącznie wiążą się z większą niż dotąd świadomością otaczających dziecko zagrożeń. W okolicach 9. miesiąca życia pojawia się lęk przed obcymi oraz lęk separacyjny, a raczkowanie umożliwia dziecku aktywne poszukiwanie bliskości opiekuna w sytuacji zagrożenia. Czas snu jest czasem separacji od opiekuna, nic więc dziwnego, że nie spotyka się u początkującego raczka z entuzjazmem. Postaw się na jego miejscu: za dnia masz tyyyyle nowych bodźców, którym trudno się oprzeć, poznajesz świat, który jest ciekawszy niż ten widziany z kolan mamy (ale i straszniejszy), czasem nawet tracisz ją z oczu (i wtedy trochę się boisz). Kto by nie chciał w nocy upewnić się, że wszystko jest w porządku, że można zaspokoić nadwątloną dziennymi eskapadami potrzebę bliskości? Czy, gdy Twój mąż wraca z delegacji, nie przytulacie się więcej, aby nadrobić zaległości? 🙂

Z tego właśnie powodu okres nauki raczkowania nie jest najlepszym momentem na rozpoczęcie treningów samodzielnego snu, wyprowadzkę do własnej sypialni ani na odstawianie nocnych karmień. Dziecko poszukuje w tym czasie bliskości i poczucia bezpieczeństwa, i wymuszanie na nim nocnej samodzielności znacząco wykracza poza jego możliwości rozwojowe.

Co więc robić, gdy nowe umiejętności motoryczne nie pozwalają się wyspać całej rodzinie? Spać w jednym łóżku z dzieckiem – badania Ireny Keller dowodzą, że sen niemowląt, które uczą się raczkować i śpią z rodzicami, zmienia się tylko nieznacznie, a maluchy budzą się rzadziej i na krócej niż niemowlęta śpiące we własnych łóżeczkach [6]. O bezpiecznym co-sleepingu przeczytasz więcej tutaj.

Jeśli więc jesteś rodzicem dziecka, które jeszcze nie raczkuje, śpij na zapas. Jeśli opanowało już tę umiejętność – ciesz się, że najgorsze już za Wami. A jeśli właśnie budzi się w łóżku na czworaka i od niedawna zaciekle przemierza salony na kolanach i dłoniach, wiedz, że myślami są z Tobą miliony innych matek dziewięciomiesięczniaków, a ja co rano przesyłam Ci wirtualną mocną kawę 🙂

Chcesz poznać przyczyny dziecięcych pobudek? Więcej o szkoleniu online „Dlaczego dzieci się budzą?”przeczytasz TUTAJ:

 


Szkolenie online „Skoki rozwojowe”, więcej informacji tutaj -> KLIK!