Moja córka jest wyjątkowo muzykalnym dzieckiem. Swego czasu lubiła pośpiewać nawet przez dwie godziny bez przerwy. I byłabym dumna z artystycznych popisów swej latorośli, bo i słowa ciekawe (la-la-la, pfe-pfe i ba-ba w różnych konfiguracjach), i melodia niebanalna, gdyby nie to, że występy rozpoczynała o trzeciej. W NOCY. Na szczęście nie zdarzało się to zbyt często, a od dłuższego czasu nie występuje już wcale. Dociekliwa matka obczytała się wtedy tu i ówdzie i chce się teraz podzielić tą wiedzą z Tobą.

Jeśli ktokolwiek Ci powie, że trzygodzinna pobudka na zabawę w środku nocy jest nienaturalna, po lekturze tego tekstu będziesz mogła zaśmiać się lekko pod nosem. Nie ma nic naturalniejszego pod słońcem! Serio!

Twoje dziecko zalicza nocny powrót do przeszłości

Istnieją niezbite dowody historyczne, że przed rewolucją przemysłową nie istniała idea “ośmiogodzinnego, nieprzerwanego snu”! Zanim na masową skalę zaczęto korzystać ze sztucznego światła, noc, zwłaszcza w miesiącach jesienno-zimowych, trwała około 12 godzin, a sen był podzielony na dwie części. W “pierwszy sen” zapadano około dwie godziny po zmroku i trwał on od 3 do 4 godzin. Następnie człowiek budził się na 2 lub 3 godziny, a potem dosypiał aż do świtu.

Warto zaznaczyć, że nocna pobudka nie była naszym współczesnym nerwowym przewracaniem się z boku na bok, z gonitwą negatywnych myśli i obliczaniem za ile godzin zadzwoni ten okropny budzik. W przerwie pomiędzy etapami snu ludzie rozmawiali, modlili się, palili tytoń, dokładali do ognia, uprawiali seks (właśnie o tej porze, według zaleceń medyków z XVI wieku, najlepiej było starać się o potomstwo)…

Dowody na powszechność takiego stylu życia badający to zagadnienie dr Ekirch odnalazł w wielu pismach, listach, książkach, pamiętnikach i innych dokumentach, zwłaszcza sprzed rewolucji przemysłowej. O “pierwszym” i “drugim śnie” pisali m.in. Cervantes i Dickens, a jeszcze w II poł. XX wieku wyrażenia te istniały także w językach wielu tradycyjnych społeczeństw, np. w plemieniu Tiw w Nigerii, u Maronów w Surinamie czy u ludu Fante z Wybrzeża Kości Słoniowej.

dziecko chce się bawić w nocy

Na początku XVIII wieku coraz większa dostępność źródeł sztucznego światła w domach (początkowo wyłącznie dla zamożnych osób, w XIX wieku także dla niższych klas) oraz rosnąca sieć całonocnego oświetlenia ulic miast sprawiły, że pora nocna zaczęła się skracać. Jeśli można było bez strachu przed czyhającym za rogiem bandytą pomaszerować na piwo do całodobowego baru albo na karty do sąsiadów, idea podzielonego snu była postrzegana jako strata czasu. Po 1920 roku pomysł “nocy na raty” zupełnie zniknął ze społecznej świadomości. Ba, kilkugodzinne pobudki lekarze zaczęli uznawać za patologię!

Czy współczesny człowiek  mógłby spać dwuetapowo?

W latach 90. ubiegłego wieku naukowcy manipulowali światłem, aby poznać jego wpływ na rytm okołodobowy człowieka. W jednym z eksperymentów w specjalnych pomieszczeniach stworzono warunki przypominające środek zimy w klimacie europejskim – doba składała się z 10-godzinnego dnia i 14-godzinnej, całkowicie ciemnej nocy. Mogli spać ile chcieli i jak chcieli (pozazdrościć).

Gdy biorący udział w badaniu panowie odespali już swoje zaległości z normalnego życia (jakby to były matki, to spałyby bez przerwy z tydzień, nie?), przestawili się bez niczyjej interwencji na dwuetapowy nocny sen. W pierwszej części nocy spali 4-5 godzin, potem budzili się na kilka godzin i ponownie zasypiali na kolejne 3-4 godziny. W sumie na śnie spędzali zwykle nie więcej niż 8 godzin na dobę, choć cały ich pobyt w łóżku zawierał się w ok. 12 godzinach.

Co ciekawe, relacjonowali później, że w czasie spędzonym w łóżku między etapami snu, byli zrelaksowani i pogodni – zero stresu czy nakręcania się własnymi myślami (w sumie czym się mieli stresować, skoro uczestniczyli w takim fajnym eksperymencie?😉 )

Dowiedziono więc, że aktualnie obowiązująca norma “ośmiogodzinnego, nieprzerwanego snu” jest wynikiem postępu technicznego, a nie naturalną potrzebą człowieka. Co nie oznacza, że my, współcześni, niechodzący spać z kurami rodzice, musimy całkowicie dostosować się do tych pierwotnych ciągot naszych dzieci.

Co z tym można zrobić?
  • Poza naturalnymi wskazówkami związanymi np. z oświetleniem (o czym za chwilę), regulacja rytmu sen-aktywność podlega także wpływom społecznym. Dlatego, jeśli nie masz ochoty na zabawę o 3 nad ranem, należy delikatnie, acz stanowczo dać młodzieży do zrozumienia, że noc jest do spania. Nie zapalasz światła, nie jeździsz z nim samochodami, nie wciągasz w nocne niemowlaków rozmowy. Dbasz tylko o bezpieczeństwo dziecka, zwłaszcza jeśli śpi z Tobą w dużym łóżku i jest mobilne. Jeśli potomek dobrze bawi się w swoim towarzystwie (np. śpiewa sobie w łóżeczku), to dopóki nie wzywa Twojej pomocy, nie musisz go stamtąd wyciągać.
  • Zadbaj o to, by dziecko jak najwięcej korzystało z naturalnego oświetlenia w ciągu dnia. Od rana, po obudzeniu się, całkowicie podnieś rolety i rozsuń zasłony, wybierz się na przedpołudniowy spacer, nie zaciemniaj pokoju podczas dziennych drzemek.
  • Zastanów się, czy nie kładziesz dziecka do snu zbyt wcześnie (to nie musi być słynna 19.00), co sprawia, że o 3.30  jest już po prostu całkiem nieźle wyspane. Zwłaszcza, jeśli to trzylatek, który jeszcze leżakuje w przedszkolu i czasem ma krótką drzemkę w samochodzie, wracając z basenu.
  • A w środku nocy… weź głęboki oddech i pomyśl, że wraz z dojrzewaniem układu nerwowego, konsolidacją snu i regulacją rytmu okołodobowego dziecka takie imprezy będą się zdarzać coraz rzadziej. Nocne śpiewy nie oznaczają, że coś z Twoim maluchem jest nie tak, że ma kłopoty ze snem, które należy leczyć. Odezwał się w nim po prostu duch prapraprapra…przodków. A z naturą trudno dyskutować. Zwłaszcza o trzeciej w nocy.
Bibliografia:
Ekirch A. R., Segmented sleep in preindustrial societies. Sleep, 2016, 39 (3); 715 –716.
Huffington A., My Q and A With Roger Ekirch on the Way We Sleep, and How It’s Changed Over the Centuries. Huffington Post, 24.06.2016. Wywiad dostępny online.
Wehr T. A. et al., Conservation of photoperiod-responsive mechanisms in humans. Am J Physiol, 1993,265 (4 Pt 2); R846-857.
Wehr T. A. et al., Suppression of men‘s responses to seasonal changes in day length by modern artificial lighting. Am J Physiol, 1995, 269 (1 Pt 2); R173-178.
http://slumberwise.com/science/your-ancestors-didnt-sleep-like-you/

  • e-milka

    Zawsze sie czegos ciekawego z Twojego bloga dowiem. Sen na raty, a wiesz, ze czasem praktykuje? To znaczy dopoki dzieci nie zaczely przesypiac (oboje majac po dwa i pol roku) to o jakielkolwiek dobrowolnej aktywnosci nie bylo mowy. Ale zdarza mi sie, ze budze sie wlasnie ok 3:00 (kiedys sie zastanawialam dlaczego wlasnie o tej godzinie) Wlasnie nie probuje zasnac na sile, tylko probuje sie “zmeczyc” – wiadomo, czlowiek-matka zawsze ma cos do zrobienia, a czasem jakas “fucha” sie trafi, wiec pracuje. I wtedy dopoki nie zaczne tesknic do lozka. Klade sie, i niestety czesto juz tylko na krotko, codziennosc wzywa. Ale o tych historycznych faktach nie mialam pojecia.

  • Emilia Sz

    U nas też był etap nocnych pobudek, ale już dawno minął. Dobrze, że o tym piszesz w wyjaśniający sposób 🙂 Jednak najbardziej mnie rozbawiają rady “nie zapalaj światła”, czy “nie wstawaj z łóżka” itd. Gdybym nie zapaliła swiatla, nie pozwoliła dziecku wyjsc z sypialni albo sama w koncu nie poszła za nim do pokoju, to chyba sąsiedzi wezwalby policję za zakłócanie ciszy nocnej albo z niepokoju, co my dziecku robimy, bo takie były głośne wrzaski, płacze i krzyki.

  • U nas teraz dokladnie ten etap. Mlodsza corka (7 mscy) codziennie budzi sie o 3 i daje czadu, krzyczy mi do ucha, szarpie za opychniętą twarz, wlosy rwie garściami…jest bardzo fajnie.

  • Czytałam o tym kiedyś w “Polityce” i nawet komuś tłumaczyłam na blogu, ale chyba mi w to nie uwierzył 🙂

  • Gabriela Repetowska

    a ja to czasem nawet praktykuję jak zasnę z dziećmi o 21.00 🙂 wstaję potem o 1.00-2.00, ogarniam chatę albo popracuję i po dwóch godzinach idę spać 😉