Co decyduje o tym, kto jest w hierarchii przywiązania wyżej, a kto niżej? Nie jest to ani zaangażowanie opiekuna w karmienie, ani stopień pokrewieństwa. Niekoniecznie zawsze to mama będzie numerem jeden, tata będzie zawsze numerem dwa, a babcia numerem trzy. Dla ⅓ półtorarocznych dzieci mama nie jest numerem jeden – choć warto wspomnieć, że są to badania z krajów, gdzie urlop macierzyński trwa znacznie krócej niż w Polsce. Bywają takie rodziny gdzie numerem jeden jest mama, numerem dwa jest babcia albo niania, a tata jest dopiero numerem trzy.
To, gdzie dorosły znajduje się w hierarchii przywiązania (i jaka jest jego jakość), zależy od kilku czynników.
Pierwszym jest dostępność emocjonalna opiekuna, czyli szybkość adekwatnego odpowiadania na sygnały wysyłane przez dziecko. Niemowlak nawiązuje relację z dorosłymi, którzy reagują na jego komunikaty typu “nudzi mi się”, “pogadaj ze mną”, “przestraszyłam się”, “chcę jeść” – choć nie chodzi o to, że trzeba rzucać gorącą patelnią i biec kurcgalopkiem, gdy tylko dziecko jęknie, kiedy akurat nie możemy podejść. Zareagowanie słowne “Już, słyszę Cię Marysiu, za moment podejdę” jest wystarczająco dobre. Reakcją na sygnały głodu nie musi być samo karmienie, bo przy malutkim niemowlaku adekwatną reakcją ojca będzie choćby przyniesienie malucha do karmiącej piersią mamy.
Czas, jaki opiekun spędza z dzieckiem, jest istotny. I choć jakość tego czasu ma znaczenie, daleka jestem od podpisania się pod promowanym przez niektórych specjalistów hasłem “nie liczy się ilość, liczy się tylko jakość”. To tak nie działa. Małe dzieci potrzebują wielokrotnie doświadczyć wsparcia opiekuna w trudnych sytuacjach, żeby mu zaufać. To, że starsze dzieci i nastolatkowie także potrzebują czasu, a nie tylko “jakości”, widać choćby po tym, że potrafią przez kwadrans rozmawiać o mało istotnych sprawach, żeby dotrzeć wreszcie, przed samym zaśnięciem, do ważnych tematów, wątpliwości, lęków.
Kolejnym znaczącym czynnikiem wpływającym na miejsce opiekuna w hierarchii przywiązania jest jego zaangażowanie w inicjowanie interakcji z dzieckiem. Czyli chodzi nie tylko o to, żeby odpowiadać na wezwania niemowlaka, ale też samemu wchodzić z nim w kontakt.
Jeśli mama jest podczas urlopu macierzyńskiego w domu z dzieckiem i opiekuje się nim 24 godziny na dobę, a tata jest z maluchem pół godziny przed wyjściem do pracy (z czego kwadrans to tylko jednym okiem, bo ubiera się i pakuje) i dwie godziny wieczorem, to nierównowaga w ilości czasu jest znaczna. Ale z drugiej strony, jeśli mama choruje na depresję i ma trudność w dostępności emocjonalnej i rzadko inicjuje interakcje, to mimo tej nierównowagi czasowej może się okazać, że ojciec w hierarchii przywiązania będzie nieco wyżej. Jeśli dziecko jest w żłobku 8 godzin, to niekoniecznie jego opiekunka wskoczy na najwyższy szczebel. Jej dostępność emocjonalna i wchodzenie w interakcję jest mniejsze – opiekunka zajmuje się jednocześnie sześciorgiem dzieci, a Ty jednym, choć przez mniejszą liczbę godzin.
Jesteś jak all-inclusive
Mama i tata są równorzędnymi rodzicami, ale jeśli dziecko jest w kiepskim stanie (na przykład senne) i ma wybór, zwykle zwróci się do osoby, która jest wyżej w hierarchii. Zwłaszcza, jeśli przebywanie z nią dostarcza przyjemnych wrażeń sensorycznych, ułatwiających zasypianie.
Najłatwiej wyjaśnić to metaforą wyjazdu na wakacje. Dla bardzo wielu dzieci mama karmiąca piersią jest hotelem pięciogwiazdkowym. Nie dość, że (1) to mama – czyli osoba, która prawdopodobnie u większości dzieci jest numerem jeden na drabince – to jeszcze (2) bycie przytulonym do kogoś miękkiego i miłego (pamiętasz rezusy?), (3) ssanie, które wycisza i (4) ciepłe mleko zawierające substancje ułatwiające zasypianie oraz (5) powodujące wyrzut nasennych hormonów sytości. Używając metafor wyjazdowych – jest na all inclusive.
Dla niektórych dzieci tata w porównaniu do takiej mamy jest hotelem czterogwiazdkowym. Super, ale wyobraź sobie, gdyby ktoś Tobie zaproponował:
Masz do wyboru ekskluzywne dwutygodniowe wakacje za darmo. Śpisz albo w hotelu pięciogwiazdkowym z trzema posiłkami dziennie, albo w czterogwiazdkowym tylko ze śniadaniem.
Jaki hotel byś wybrała? Większość z nas nie zastanawia się długo… a dziwimy się dzieciom, że w sytuacji wyboru też proszą o all-inclusive.
Ale gdyby propozycja brzmiała raczej:
Masz do wyboru tamten hotel czterogwiazdkowy ze śniadaniami albo schronisko młodzieżowe: łóżko w pokoju ośmioosobowym bez łazienki, w gratisie dwóch współlokatorów chrapiących przez całą noc.
O, Panie, ten hotel czterogwiazdkowy wydaje się wtedy megawypasem, biere bez większego marudzenia!
Dokładnie ten mechanizm działa wówczas, gdy mama wychodzi z domu na noc, zostawiając malucha z tatą lub babcią. Najczęściej w półśnie i na autopilocie dziecko jeszcze poszukuje mamy, ale kiedy uda się je wreszcie rozbudzić, zaśnięcie jest znacznie łatwiejsze niż wszyscy zakładali. Ba, czasem dzieciaki tej nocy bez mamy akurat wcale się nie budzą! Oczywiście, w wyjątkowych sytuacjach, jeśli dziecko jest w bardzo dużym nasileniu lęku separacyjnego, ząbkujące, chore, mama niedawno wróciła do pracy, to może być trudniej. Ale często strach ma po prostu wielkie oczy.
Aha – jeśli klucz od pokoju w hotelu pięciogwiazdkowym jest na wyciągnięcie ręki w drugim pokoju, to dlaczego niby miałbym zgadzać się na ten trzygwiazdkowy?
Od czego jest tata?
Kiedy opowiadałam kiedyś o metaforze hotelowej, otrzymałam cudowny komentarz: tata jest hotelem czterogwiazdkowym, ale z animacjami dla dzieci.
I tu bywa pies pogrzebany!
Zachęcam Cię do zadania sobie pytań:
- Z kim mojemu dziecku kojarzy się zasypianie?
- Kto uczestniczy w rytuale zasypiania?
- Kto obsługuje nocne pobudki dziecka?
i wreszcie:
- Od czego w naszej rodzinie jest tata?
Badania prowadzone w naszym kręgu kulturowym wskazują, że matki częściej zajmują się rolą opiekuńczą (są więc od karmienia, spania i przewijania), a ojcowie pełnią rolę towarzysza zabaw, dostarczającego atrakcji i rozrywek.
Przy takim podziale nagłe oddanie ojcu wieczornego usypiania ma prawo się nie udać.
Wyobraź sobie więc, że jesteś rocznym maluchem. Przez 365 dni (czyli przez całe swoje życie) doświadczyłeś, że w usypianiu pomaga Ci mama, a inicjatorem superzabaw jest tata. Pewnej nocy budzisz się o 23.30, ale zamiast mamy przy łóżku pojawia się ojciec.
Hej, o co chodzi?! Idź stąd człowieku, jest środek nocy, ja nie chcę się bawić, ja chcę spać! Wołaj tę kobietę od spania!
Jeśli więc tata ma przejąć od mamy rytuał wieczorny, to warto żeby dziecko nabywało doświadczenia, że tata też “umie w usypianie”. Bo skąd ma niby to wiedzieć, skoro nigdy tego nie doświadczył?
Czasem będzie potrzeba przez jakiś czas wykonywać cały rytuał wieczorny i obsługę pobudek we trójkę, żeby w bezpieczny i spokojny sposób przekazać nocną opiekę ojcu. To jest do zrobienia, nawet jeśli mama karmi piersią do zaśnięcia, nawet, jeśli tata nie jest obecny w domu codziennie, bo pracuje zmianowo lub wyjeżdża. Tylko wtedy może to po prostu zająć więcej czasu.
Wrzucając na luz
Przekazanie wieczornego usypiania ojcu może się nie udać, jeśli on jest przekonany, że się nie uda. Dzieci błyskawicznie zarażają się naszymi emocjami, przede wszystkim lękiem. Z tego też powodu niekiedy ojcu usypianie idzie znacznie szybciej niż zmęczonej i poddenerwowanej całym dniem opieki mamie. Więcej na ten temat pisałam TUTAJ.
Warto też pamiętać, że poszukiwanie numeru jeden z drabinki przywiązania jest najsilniejsze, gdy poziom dyskomfortu lub nasilenie emocji u dziecka jest najwyższe. Ojcu łatwiej więc będzie położyć do snu malucha, który jest mniej zmęczony, nawet jeśli finalnie samo usypianie potrwa dłużej.
Czy to konieczne, żeby dziecko było usypiane przez rodziców na zmianę? Nie.
Czy warto to robić? Tak, bo daje poczucie komfortu mamie, która może czasem wieczorem wyjść (lub nie stresuje się dodatkowo w wyjątkowych sytuacjach typu nieplanowany pobyt w szpitalu), a ojcu może wzmocnić poczucie rodzicielskich kompetencji.