Różnice między konsekwencją a karą

Różnice między konsekwencją a karą

Wiele niejasności wśród rodziców wychowujących bliskościowo budzą różnice między konsekwencją a karą. Warto wiedzieć, że ten podział został stworzony przez behawiorystów sztucznie, aby rozróżnić zaplanowane i sprawiedliwe (w ich mniemaniu) wyciąganie konsekwencji od impulsywnego, niezwiązanego z przewinieniem karania. Większość z nas nie ma problemu z uznaniem konsekwencji regulaminowych  („jeśli nie posprzątasz pokoju, nie obejrzysz bajki”) oraz nadrzędnych („jeśli nie chcesz wyłączyć komputera, wyciągam bezpiecznik i nie będziesz mógł grać”) za formę kar. Wątpliwości budzi natomiast trzeci „rodzaj konsekwencji”, czyli konsekwencje naturalne. (więcej…)

High Need Baby – po co nam ta etykieta

High Need Baby – po co nam ta etykieta

Jakiś czas temu z internetową grupą wsparcia dla rodziców High Need Babies, w której się udzielałam, pożegnała się jedna z użytkowniczek, która uznała, że nazywanie dziecka hajnidem nie ma sensu. Ta etykieta stała się dla jej męża wymówką, by nie pracować nad sobą. I że właściwie to nie wiadomo, czy maluch jest HNB czy nie, bo przecież w zależności od tego, do kogo będziemy je porównywać, dojdziemy do różnych wniosków.

To prawda, cech temperamentu nie należy rozpatrywać jako dwóch biegunów, czyli albo High Need, albo Low, nic pomiędzy. O dzieciach nie należy myśleć jako o „normalnych” i tych „poza normą”. W psychologii zakładamy, że różne cechy, także temperamentalne, można raczej przedstawić w formie rozkładu Gaussa:

Standard_deviation_diagram.svg

Każda osoba ma większe lub mniejsze nasilenie danej cechy, poza nielicznymi jednostkami, które reprezentują skrajne, czyste formy, jak „hipermega hajnid #kupięworekcierpliwości #idrugikręgosłup” i „lołnid, jakby kolejne miały być takie, to mogę urodzić choćby drużynę piłkarską”. Podobnie jest z cechami osobowości, jak ekstrawersja – introwersja czy neurotyczność- równowaga emocjonalna. Każdy z nas plasuje się gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami, mając w sobie coś z ekstrawertyka, ale i trochę introwersji, w różnych proporcjach. Istnieją więc dzieci bardziej wymagające i mniej wymagające, a pewnie to, jak które się nazwie, zależy też od osobowości i odporności psychicznej ich rodziców. Dla jednej mamy karmienie piersią co dwie godziny jest szczytem uciążliwości, druga zaczyna mieć dość, gdy dziecko nie schodzi jej z klaty już ósmy kwadrans. Jedna z myślą, „o, jak ładnie dziś śpi” wstaje w nocy czwarty raz, inna przy trzeciej pobudce zaczyna googlować: „czy z bycia hajnidem się wyrasta?”. Pewne jest jedno: bez względu na temperament, opieka nad małym dzieckiem jest wyczerpująca.

KOHN

Przede wszystkim matki, które trafiają na określenie „High Need Baby” i zapoznają się z opisem cech takiego dziecka, doznają iluminacji. Ziemia niemal rozstępuje im się pod nogami, zza chmur wychodzi słońce, a one łapią szczękę, która pałęta im się w okolicy kolan. Wszystkie, jakby się umówiły, piszą: „to przecież o moim Jasiu/Małgosi!”, „myślałam, że tylko ja tak mam”, „ojejej, jest nas więcej”.

Trafiają na grupę i odnajdują innych rodziców, z którymi łączy je nić porozumienia. Kogoś, komu można się pożalić, że jest się na skraju wytrzymałości, zwierzyć z ekstremalnych uczuć, które towarzyszą wychowywaniu wymagającego dziecka. Etykieta HNB pozwala im znaleźć oazę, miejsce będące przeciwwagą dla lukrowanej wizji macierzyństwa wydzierającej z blogów (podróżujemy z niemowlakiem po górach Tybetu, wszystko się da, tylko trzeba się zorganizować!), parentingowych gazetek i ciążowych poradników. To naprawdę dużo daje, zwłaszcza w chwilach zwątpienia, po fali krytyki związanej z odwiedzinami dalszej rodziny, po wizycie koleżanki mającej nadzwyczaj spokojne dziecko.

Poza wsparciem emocjonalnym, my rodzice grupujący się pod hasłem „hajnid na stanie”, możemy się podzielić mnóstwem wiedzy. Wspólnie rozwiązujemy problemy, których wielu rodziców kompletnie nie rozumie: które mięśnie mi się wzmocnią podczas półtoragodzinnego usypiania malucha na piłce rehabilitacyjnej? Jak wyglądać przyzwoicie, skoro mam czas tylko na trzyminutowy prysznic i umycie zębów w akompaniamencie jęków niezadowolenia panicza? Gdzie sprzedają melisę w ampułkach do iniekcji?

Wymieniamy się informacjami o różnych sposobach radzenia sobie w trudnych momentach. Podpowiadamy, jak przeżyć długą podróż samochodem z dzieckiem niezasypiającym w foteliku i co z rozwojem motorycznym, jeśli maluch ciągle jest noszony na rękach.

Zawsze polecam rodzicom wizytę u specjalistów, jeśli nie są pewni, czy za zachowaniami dziecka nie stoją jakieś problemy zdrowotne (więcej o tym TU). Nie zapomnę przypadku mamy, która trafiła do grupy i pożaliła się, że jej córka ciągle płacze i prawie nie śpi. Grupowiczki podrążyły temat i uznały, że to chyba nie hajnid, to coś więcej. Zmotywowały mamę do szukania medycznych przyczyn takiego stanu… i voila. Okazało się, że malutka miała bardzo silną alergię na mleko, która powodowała ogromny ból i fizyczne zmiany w śluzówce przełyku. Szybko rozpoczęła odpowiednie leczenie i życie całej rodziny uległo ogromnej poprawie.

Jest też druga grupa osób. Mamy, które piszą, że poznawszy hasło HNB, przestały szukać w dziecku problemów zdrowotnych. „Już nie biegam po lekarzach, nie pobieram kolejnych probówek krwi, nie szukam siódmego pediatry, trzeciego neurologa, który by wreszcie powiedział, co dziecku jest, choć pozostali nie znaleźli żadnych fizycznych przyczyn takiego zachowania. Po prostu zaakceptowałam moje dziecko takim, jakie jest, z niepowtarzalnym temperamentem, z dużymi potrzebami”.

Są też mamy, które wreszcie przestały się obwiniać – słyszały z różnych stron, że „same nauczyły nosić na rękach, to teraz mają”. Tak często powtarzano im, że niepotrzebnie reagują na każde kwęknięcie, że zaczęły wątpić w swoje kompetencje, w swoją intuicję. Odkrycie, że są inne dzieci, które także mało śpią, dużo płaczą i są bardzo emocjonalne, i że to nie wina ich rodziców, pozwoliło tym mamom odzyskać spokój ducha. Pozbyć się myśli, że „robię tak dużo, a ono ciągle płacze, chyba źle kąpię, źle usypiam, źle przykrywam kocykiem i w ogóle jestem złą matką”. Pisałam o tym więcej w tekście „To (nie) Twoja wina”.

Dziewczyny, których hajnidy chodzą już do przedszkola lub szkoły, po raz setny zapewniają nowicjuszki, że da się przeżyć i nie zwariować. Ba, można nawet znaleźć w sobie odwagę, by postarać się o kolejne dziecko. W chwilach zwątpienia lepiej przeczytać: „znam to, też tak miałam, wszystko mija, nawet najdłuższa żmija„, niż „nie przesadzaj”, „nie rozumiem, po co decydowałaś się na macierzyństwo, skoro ciągle narzekasz”, „leniwe matki, którym nie chce się zadbać o siebie i dom, zrzucają winę na dziecko” i tego typu kwiatki z innych miejsc w sieci.

tag-654697_1280

Z etykietowaniem, bez względu na zawartość tej etykiety, łączy się pewien problem – zjawisko samospełniającej się przepowiedni. Jeśli określę dziecko jako „mało inteligentne”, nie będę stymulować jego rozwoju, wydawać pieniędzy na rozwój jego hobby, zachęcać do nauki itd., bo przecież mu to niepotrzebne, skoro jest mało bystre. I faktycznie jego inteligencja może nie rozwinąć się tak, jakby mogła, gdybym tylko nie przykleiła mu na starcie etykiety „mało inteligentny”. Ale czy dlatego, że od zawsze taki był, czy dlatego, że ja nie pozwoliłam mu rozwinąć skrzydeł?

To, że określisz swoje dziecko, jako wymagające, nie zwalnia Cię od starań, by zapewnić mu jak najlepszą opiekę. Jeśli stwierdzisz, „cóż, ryczy, bo jest hajnidem, co ja więcej mogę” i będziesz zostawiać dziecko do wypłakania, to może za jakiś czas przestanie płakać, ale niezaspokojone potrzeby wrócą później ze zdwojoną siłą wraz z osłabionym poczuciem bezpieczeństwa.

HNB nie jest zaburzeniem czy chorobą, nie ma na to lekarstwa. Nie oznacza to jednak że jako rodzic możesz czuć się rozgrzeszony i możesz porzucić pracę nad sobą. Tak, nad sobą – rodzicielstwo to głównie praca nas samym sobą i z dzieckiem, a nie nad nim.

Searsowie stworzyli pojęcie „High Need Baby”, gdy urodziło się ich trzecie dziecko, zupełnie inne od poprzedniej dwójki. Korzystając z własnych doświadczeń, a także z opowieści rodziców, których spotykali w swoim gabinecie pediatrycznym, chcieli opisać dzieci, które potrzebowały więcej. Opisać, nie ocenić – co sami wielokrotnie podkreślają. Dzieci HNB nie są ani lepsze, ani gorsze niż „lołnidy”, są po prostu inne. Tak jak nie można powiedzieć, czy lepiej być ekstrawertykiem czy introwertykiem, ani czy lepiej być blondynem niż brunetem.

Zastanów się, czy Twoje skojarzenia ze słowem hajnid są oceną (niegrzeczny, wymuszający, terrorysta, manipulatorka, beksa itd.) czy opisem (potrzebuje więcej dotyku, nie lubi spać w samotności, gwałtownie reaguje nawet na krótkie rozstania). Nie ma nic złego w opisywaniu rzeczywistości, a kategorie takie jak HNB ułatwiają nam porozumiewanie się, bo łatwiej napisać te trzy litery niż całą listę cech. Jeśli bliskościowe wychowanie hajnida zakłada postrzeganie dziecka jako wrażliwe i emocjonalne, szybkie reagowanie na jego potrzeby, dopasowywanie w miarę możliwości środowiska do jego specyficznych wymagań, to nie widzę tu jakichś specjalnych zagrożeń płynących z takiego „etykietowania”.

A jakie jest Twoje podejście do hasła „High Need Baby”?

 

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o high need babies? Sprawdź szkolenie „High need baby".

 

Jak odstawić smoczek w duchu Rodzicielstwa Bliskości?

Jak odstawić smoczek w duchu Rodzicielstwa Bliskości?

W idealnym świecie rodzice spokojnie czekaliby, aż dziecko samo zrezygnuje ze smoczka. Aż podejmie decyzję, że nie jest mu już on potrzebny i może się z nim pożegnać. Są jednak sytuacje, gdy odstawienie uspokajacza jest konieczne – gdy przemawiają za tym ważne względy zdrowotne (krzywe zęby, deformacje podniebienia, problemy z uszami czy mową, problemy z laktacją u mamy).

Czy to oznacza, że cel uświęca środki i sposób, w jaki zabierzemy dziecku uspokajacz, nie jest istotny? Moim zdaniem jest wprost przeciwnie.

 
Jak więc odsmoczkować dziecko w duchu Rodzicielstwa Bliskości?
  • Upewnij się, że natychmiastowe odstawienie smoczka jest rzeczywiście koniecznością. W razie niejasności, warto skonsultować się z drugim specjalistą. Zwykle miesiąc różnicy w tę czy drugą stronę nie robi dramatycznej różnicy dla zgryzu czy mowy dziecka, a może być wystarczającym czasem, by odstawienie przeprowadzić łagodniej niż z dnia na dzień. Albo żeby dziecko odsmoczkowało się samo. Nie odstawiaj nagle smoczka, bo: 1) teściowa komentuje, że „taki duży, a z dydusiem chodzi”, 2) boisz się, że dzieci będą się z niego śmiały na placu zabaw; 3) kuzynce nie podobają się dwulatki z uspokajaczem w buzi itd. Skup się na swoim dziecku i jego zdrowiu, nie na przekonaniach otoczenia.
  • Zaobserwuj, kiedy dziecko najczęściej używa smoczka i postaraj się zaspokoić tę potrzebę, w miarę możliwości, w inny sposób. Gdy się nudzi – zainteresuj czymś nowym, gdy jest głodne – podaj pierś lub przekąskę, gdy się boi – weź na ręce, przytul.
  • Przedyskutuj z fachowcem metodę małych kroków. Może na początek wystarczy ograniczenie smoczka tylko do zasypiania, potem tylko do snu nocnego, a dopiero na końcu całkowite pozbycie się go z domu?
  • Nie łącz odstawienia smoczka z innymi trudnymi zmianami w życiu dziecka: przeprowadzką, adaptacją do żłobka czy przedszkola, pojawieniem się rodzeństwa, śmiercią ukochanego zwierzątka, chorobą, odstawieniem od piersi.
  • Jeśli karmisz piersią, bądź przygotowana na częstsze niż zazwyczaj prośby dziecka o mleko. Niemowlęta, u których odruch ssania jest silny, po odsmoczkowaniu mogą „buntować się” przy piersi. Muszą nauczyć się ssania nieodżywczego, czyli bez pobierania mleka. Potrzeba do tego trochę cierpliwości, ale po trzech dniach jest zwykle dużo lepiej. Gra jest warta świeczki, bo jeśli mama ma problemy z laktacją, używanie uspokajacza zwykle nie pomaga się z nimi uporać. Im mniejsze dziecko i większa gotowość do karmienia piersią na żądanie (choćby co pół godziny), tym szybciej i łagodniej można przeprowadzić akcję odsmoczkowania.
  • Strach ma wielkie oczy – część rodziców bardziej przeżywa wizję odstawienia smoczka niż samo dziecko. Niejednokrotnie jesteśmy zaskoczeni, jak dużo rozumie i akceptuje mały, często niemówiący jeszcze człowiek. Mama i tata bojowo nastawiają się na wielogodzinne histerie, a okazuje się, że kończy się na dwuminutowym płaczu pierwszego wieczoru i krótkim marudzeniu następnego dnia. Serio!
  • Jeśli postanowiłaś, że pora odstawić smoczek, wyjaśnij dziecku powody swojej decyzji. Ważne, by wyjaśnienia były zgodnie z prawdą – bo Twoje zęby robią się od niego krzywe, bo mamy trudności ze zrozumieniem, co do nas mówisz. Nie ośmieszaj, nie porównuj, nie strasz, nie poniżaj, nie zawstydzaj: „takie duże dzieci nie korzystają ze smoczka”, „Twój brat w Twoim wieku to już dawno biegał bez mońka”, „jak Ci go dziś nie zabiorę, to w nocy nawiedzi Cię smoczkowy potwór” itd.
  • Wykorzystaj sytuację, która się wydarzyła: jeśli naprawdę smoczek się zepsuł, został przegryziony lub zgubił się i mimo wspólnych poszukiwań nie udało się Wam go znaleźć. Wytłumacz dziecku, dlaczego nie kupisz nowego. Ważne, by wyjaśnienia były zgodnie z prawdą – nie kłam, że „takim dużym dzieciom nie sprzedają smoczków” czy „przestali je produkować”.
  • Czasem do procesu odstawienia impuls może dać inny opiekun – ja w ten sposób niechcący odsmoczkowałam siostrzenicę. Po prostu coś tam źle zrozumiałam i położyłam ją na drzemkę bez smoczka. Zasnęła bez problemu, potem rodzice pociągnęli temat dalej i po trzech dniach było już po sprawie. Bywa, że na dziecko zadziała potęga autorytetu – argumentacja dentysty albo logopedy.
  • Niektórzy na odstawienie smoczka wybierają urlop, zwłaszcza wyjazd wakacyjny – rodzice mogą wtedy poświęcić maluchowi więcej czasu, zapewnić towarzystwo innych dzieci i dużo atrakcji. Łatwiej jest odwrócić uwagę ciekawszymi propozycjami i ograniczyć używanie smoczka lub całkiem go odstawić. Ma to znaczenie, jeśli smoczek był za dnia używany jako lekarstwo na nudę. Nie jest to jednak rozwiązanie dla wszystkich – są dzieci, dla których wyjazd jest na tyle stresujący, że pozbawienie ich źródła uspokojenia to wyjątkowo zły pomysł.
  • Jeśli smoczek pełnił funkcję obiektu przywiązania, zaproponuj jego wymianę na inny przedmiot, który będzie towarzyszem snu i trudnych chwil. Należy go wprowadzić i skojarzyć ze smoczkiem (używając obu zawsze razem) minimum miesiąc przed odstawieniem uspokajacza. Chodzi o to, by przytulanka czy zabawka przejęła emocje, którymi aktualnie dziecko darzy smoczek. O tym, jak wprowadzić przedmiot przywiązania napisałam TUTAJ.
  • Wykorzystaj magię rytuałów przejścia. Gdy nasze życie się zmienia, często z tej okazji organizujemy przyjęcia – po to wymyślono pępkowe, osiemnastkę, wesele itd. Pożegnanie ze smoczkiem można, w porozumieniu z dzieckiem, urządzić w formie imprezy z tortem, gośćmi, małym prezentem. Symbolicznym „do widzenia” może być np. przywiązanie smoczka do balona z helem i wypuszczenie go na świat. Grunt, żeby atmosfera była swobodna i wesoła, a odsmoczkowany znajdował się w centrum wydarzenia. Poproś gości, żeby powstrzymali się od zawstydzających uwag w stylu „no, najwyższy czas”.
Najlepsza metoda to ta, która jest skuteczna?

Mam problem ze popularnymi metodami odsmoczkowania opartymi na kłamstwie. Wróżka zabierająca w nocy smoczki przypomina trochę Mikołaja. Ale co z myszkami, które nocą przegryzają smoczek? Albo z kotkiem, który go rzekomo zabrał? Czy naprawdę smoczek oddawany jakiemuś nowonarodzonemu dziecku, będzie przez niego używany?

Takie sposoby bywają skuteczne. Czasem dziecko nawet nie zapamięta sposobu, w jaki odzwyczajono go od smoczka. Ale czy to powód, żeby je okłamywać?

Myślę, że dobrym nawykiem, który warto w sobie pielęgnować, jest nieoszukiwanie dziecka nawet w najdrobniejszych sprawach. Nawet, jeśli wydaje nam się, że nie zrozumie, że tak będzie szybciej, bezboleśnie. Wiem, że intencje zwykle są dobre – chcemy dziecku oszczędzić płaczu. Rodzicielstwo Bliskości nie polega jednak na tym, by za wszelką cenę unikać sytuacji, w których dziecko przeżywa trudne emocje. Chodzi o to, by wspierać malucha w ich przeżywaniu. Nie umniejszać ich, nie zaprzeczać ich istnieniu, po prostu być obok i ojojać.

Przeczytałam kiedyś, jakie przygotowania do odsmoczkowania poczyniła jedna z mam wychowujących w duchu RB. W weekend narobiła zakupów, nagotowała mnóstwo jedzenia, które zamroziła i zawekowała, aby można je było szybko odgrzać. Chciała w 100% poświęcić uwagę synowi, tulić go, głaskać po głowie, zamiast stać przy garach. Wzruszyło mnie to bardzo. Summa summarum okazało się, że dziecko szybko załapało, że ze smoczkiem koniec, a ona została z lodówką pełną pyszności. I wszyscy wygrali 🙂

A jaki jest Wasz stosunek do różnych metod odsmoczkowania? Chętnie poczytam o Waszych refleksjach w komentarzach!

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Akcja Adaptacja – czy leci z nami miś? Wprowadzanie przedmiotu przywiązania

Akcja Adaptacja – czy leci z nami miś? Wprowadzanie przedmiotu przywiązania

Wakacje w pełni, a już niektóre mamy martwią się o jesień. We wrześniu wiele dzieci rozpoczyna bowiem swoją karierę żłobkową lub przedszkolną. Często trzymając pod pachą ulubionego pluszowego misia, będącego źródłem poczucia bezpieczeństwa, symbolem łączności z rodzicami. A co, jeśli maluch nie ma jeszcze przedmiotu, który byłby dla niego wsparciem podczas Twojej nieobecności? Możesz go wprowadzić już teraz, by towarzyszył Twej latorośli podczas dni adaptacyjnych – podpowiem Ci w tym wpisie, jak to zrobić. (więcej…)

Naukowo o High Need Baby – cz.I Interakcyjna Teoria Temperamentu

Naukowo o High Need Baby – cz.I Interakcyjna Teoria Temperamentu

High Need Baby to wymysł współczesnych czasów! Searsowie wymyślili sobie taką koncepcję, bo nie potrafili poradzić sobie z córką. Poza tym, wiadomo, kasa za książki, wykłady, prelekcje. Czysty biznes, który nie ma żadnych podstaw naukowych. (więcej…)