Pozornie zdrowy składnik SŁOICZKÓW dla niemowląt, którego warto unikać

Pozornie zdrowy składnik SŁOICZKÓW dla niemowląt, którego warto unikać

Cześć, mam na imię Magdalena i moje dziecko dostawało w szóstym miesiącu życia soki.

Pewnie sobie teraz myślisz: Ha! Komsta podawała swojemu dziecku soki do picia, zamiast wody! Ale to nieprawda 😉 Swoją drogą, kiedy ja rozszerzałam dietę w 2015 roku, podawanie niewielkich ilości soku w pierwszym roku życia było jeszcze dozwolone. Dopiero w 2017 roku wyszły oparte na badaniach rekomendacje Amerykańskiej Akademii Pediatrii, w których zalecono wstrzymanie się od podawania soków do minimum pierwszych urodzin [1]. Dlaczego, skoro zawsze nam mówiono, że soki są takie zdrowe?

Otóż nie są aż tak zdrowe, jak sądziliśmy – a co najważniejsze: nie są zamiennikami owoców. Mają mniej składników odżywczych, przede wszystkim mniej witamin i mniej błonnika, który w procesie wyciskania soku ląduje w odpadach. Łatwo wypić dużą ilość soku, trudniej zjeść porównywalną ilość owoców. Wypicie soku z trzech wyciśniętych pomarańczy to dla mnie żaden problem. Ale nie zjadłabym aż trzech całych pomarańczy na raz. Nadmierne spożywanie soków sprzyja rozwojowi próchnicy, niedożywienia i zaburzeń pracy układu pokarmowego. Rekomendacje dotyczące unikania soków w diecie dziecka w 1. roku życia dotyczą niestety wszystkich soków – tych wyciśniętych w domu, tych kupionych w sklepie, tych jednodniowych z butelki i tych z kartonu. Zasadniczo lepiej podawać dziecku owoce do jedzenia i uczyć picia wody. Jeśli podajemy sok do picia, to maksymalnie pół szklanki dziennie, i to najwcześniej po pierwszych urodzinach.

Skoro więc nie podawałam soków do picia zamiast wody, to co ja właściwie mam do soków i jaki błąd popełniłam? Otóż, doznałam jakiegoś czasowego zaćmienia i nie zorientowałam się, że soki, które pozytywnie mi się wtedy kojarzyły, często są wykorzystywane do ściemniania rodzicom rozszerzającym dietę. Mowa bowiem o sokach jako składnikach słoiczków dla niemowląt.

Nie kupowałam gotowych obiadków codziennie, ale kilka różnych słoiczków przewinęło mi się przez ręce. I miałam wtedy takie poczucie: Ja jestem świadomą konsumentką, czytam składy i wiem, czego nie powinny dostawać niemowlaki, więc nikt mnie tu podpuści. Ale jak to mówią, pycha kroczy przed upadkiem, więc sama dałam się nabrać na sokową ściemę.

Pewnie słyszałaś o tym, żeby jak najdłużej unikać dodawania soli i cukru do produktów dla niemowląt. Dzieci od urodzenia uwielbiają słodki smak, bo taki smak mają już tzw. wody płodowe. Nadmiar cukrów prostych w diecie zwiększa ryzyko nadwagi, otyłości, cukrzycy, próchnicy i innych chorób. O tym wiedziałam. Wiedziałam też, że poza “cukrem”, na etykietach powinnam też szukać np. “syropu glukozowo-fruktozowego” i takie słoiczki odkładać z powrotem na półkę. Tylko z jakiegoś powodu uznałam, że jeśli do czegoś jest dodany “zagęszczony sok jabłkowy” albo “zagęszczony sok winogronowy”, to już wszystko jest okej. Bo przecież to jest sok, a soki są zdrowe… Tylko że nie!

Zagęszczony sok jest takim samym słodzidłem jak inne. Tak samo jak cukier buduje niewłaściwe nawyki żywieniowe i wzmacnia preferencję smaku słodkiego. Tak samo jak cukier nie ma w sobie żadnych korzyści zdrowotnych, bo wszystkie zostały usunięte w procesie wyciskania owoców, a potem odparowywania wody, żeby się zagęścił. Dałam się wpuścić w maliny z sokami, więc teraz przestrzegam Ciebie.

Jeśli kupujesz gotową żywność dla dziecka, to unikaj w składzie słodzideł takich jak: 

  • cukier, 
  • cukier trzcinowy,
  • fruktoza,
  • glukoza,
  • syrop glukozowo-fruktozowy,
  • syrop fruktozowy,
  • syrop ryżowy,
  • maltoza,
  • melasa,

i oczywiście

  • zagęszczony sok owocowy.

No i oczywiście podawaj do posiłków lub między nimi wodę – już od pierwszych dni rozszerzania diety.

 

Jakie krzesełko do karmienia kupić?

Jakie krzesełko do karmienia kupić?

Na rynku można znaleźć multum różnych krzesełek przeznaczonych do karmienia dzieci w trakcie rozszerzania diety. Ba, pewnie zobaczysz w internecie mnóstwo zdjęć dzieci karmionych w leżaczkach i bujaczkach. Od razu daję Ci znać, że to nie jest dobry pomysł. Taka półleżąca pozycja przyjmowana w leżaczkach sprzyja zadławieniom! Ze względów bezpieczeństwa stanowczo odradzam. Pozycja powinna być bardziej spionizowana, a podparcie pleców powinno być twarde.

Kiedy ja w 2015 roku kupowałam krzesełko do karmienia, kierowałam się ceną i wygodą w czyszczeniu. Te dwa kryteria sprawdziły się, zwłaszcza łatwość czyszczenia – plastikowe części, łatwe do rozmontowania elementy, żadnych wmontowanych na stałe poduszek itd. Nawet jeśli planujesz karmić dziecko metodą tradycyjną, podając mu zmiksowane pokarmy na łyżeczce, to wygoda czyszczenia jest istotna. Karmione dzieci ciągle się wiercą, odwracają, machają rączkami albo wkładają je do miseczki… Bałagan robi się tak czy inaczej. I pamiętaj, proszę, że najpóźniej w 10. miesiącu życia maluch powinien dostać do rączki kawałki – poza papkami – żeby nauczył się gryźć i żuć. Więc sprzątania będzie dużo, nawet przy startowaniu od papek.

Nie zwróciłam jednak uwagi przy kupowaniu najpopularniejszego krzesełka (z sieci salonów na literę I), że nie posiada ono jednej bardzo ważnej rzeczy – podnóżka, na którym dziecko oprze stopy. I to był błąd!

Później dowiedziałam się, że to ogromnie ważne, żeby dziecko jadło w pozycji, która umożliwia mu oparcie całych stóp o podnóżek. Tylko przy całkowicie podpartych stopach pozycja dziecka jest na tyle stabilna, że możliwe jest bezpieczne jedzenie, prawidłowe oddychanie w trakcie spożywania kolejnych kęsów oraz prawidłowa nauka żucia. Poza tym, długie siedzenie bez podpartych stóp jest niewygodne. Siedziałaś kiedyś na hookerze/stołku barowym, przy którym nie ma co zrobić z nogami i stopy dyndają w powietrzu? To nie jest przyjemne. U niektórych dzieci brak podnóżka może się przekształcić w niechęć do siedzenia w krzesełku i jedzenia (!), choć nie jest związana stricte z samymi posiłkami, a z niewygodą! Moim błędem był brak świadomości, że to istotne – dlatego daję Ci znać, żebyś wzięła na to poprawkę przy wyborze krzesełka. Podnóżek to must-have.

A co jeśli, tak jak ja, kupiłaś lub dostałaś krzesełko, które nie ma podnóżka? Podłóż wysoki taboret lub krzesło pod nóżki dziecka. Jeśli dziecko nie sięga nóżkami do taboretu, możesz położyć na nim dodatkowo książkę, karton po butach lub jakieś inne pudełko. Stwórz podnóżek z taśmy rehabilitacyjnej lub innego kawałka mocnego materiału. Albo kup dodatkowy podnóżek – są dostępne w sklepach internetowych, np. Aduu.pl. Możesz także poprosić kogoś o zrobienie podnóżka z deski lub wykonać go samodzielnie. A wiedzę o tym, jak ważne są podnóżki, przekazuj innym mamom, jak ja!

Kupując krzesełko, warto wybrać takie, od którego można odpiąć tacę, by przysunąć malucha bezpośrednio do dużego stołu. Pomaga to we wprowadzaniu w rodzinne posiłki.

 

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

 

Czy MUSISZ odpieluchować dziecko przed przedszkolem?

Czy MUSISZ odpieluchować dziecko przed przedszkolem?

 

Czy dziecko, które idzie do przedszkola, musi być odpieluchowane? Jakie są główne argumenty przedszkolnego personelu? W jaki sposób rozmawiać z nauczycielami przedszkola, jeśli nasz trzylatek nadal nosi pieluchę? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w poniższym artykule. Powstał on w oparciu o webinar Karli Orban „Jak rozmawiać z innymi dorosłymi, gdy Twoje dziecko JESZCZE się nie odpieluchowało?”

 

Czy wszystkie trzylatki są odpieluchowane?

Przekonanie, że wszystkie trzylatki powinny być odpieluchowane jest głęboko zakorzenione w naszym społeczeństwie. W porównaniu z innymi kamieniami milowymi w rozwoju dziecka, do tego podchodzimy jednak bardzo rygorystycznie.

Aby to pokazać, porównajmy odpieluchowanie i… chodzenie. Umiejętność chodzenia dzieci zdobywają zazwyczaj w okolicy pierwszych urodzin. Zdrowe i prawidłowo rozwijające się dziecko ma jednak dość szerokie okno na zdobycie umiejętności chodzenia – ma na to czas między 8 a 18 miesiącem. Jak często żłobek wyklucza dzieci niechodzące albo przyjmuje ośmiomiesięczniaki warunkowo (za 4 miesiące ma umieć chodzić, inaczej żegnamy)? Stosunkowo rzadko – jest nam zdecydowanie prościej zrozumieć rolę dojrzałości układu nerwowego czy mięśni w tym procesie. Nie mówimy także rodzicom, że gdyby się postarali, ciało dziecka dojrzałoby szybciej albo że wszystko “jest kwestią motywacji”.

Warto się także zastanowić, dlaczego tej konkretnej umiejętności przedszkole tak kategorycznie wymaga, skoro ich zdaniem wszystkie trzylatki są gotowe na odpieluchowanie. Po co wymagać czegoś, co podobno wszyscy potrafią? 

Nieodpieluchowane trzylatki to wcale nie jest nowe zjawisko. Amerykański pediatra, Thomas B. Brazelton już w latach 60. przeprowadził badania, które wskazywały na to, że nie każdy trzylatek jest odpieluchowany. Skąd więc przekonanie, że “kiedyś było inaczej”? Być może z czasów, w których opieką przedszkolną obejmowano mniej dzieci niż obecnie, a rodzice nieodpieluchowanego malucha nie podejmowali z przedszkolem próby dialogu. Znikali z przedszkoli, a wraz z tą decyzją – ze świadomości nauczycieli.

Czy zgoda na nieodpieluchowanie oznacza, że do grupy przyjdą dziesiątki takich dzieci? Bynajmniej. W przedszkolach, w których dopuszcza się nieodpieluchowane dzieci, w 25-osobowej grupie trzylatków będzie ich dwoje lub troje – to proporcja, którą znajdziemy też w całej populacji. W starszych grupach będzie to czasami jedna osoba.

Mentalność się zmienia i rodzice coraz częściej podejmują dyskusję. Dlaczego prawidłowo rozwijające się, zdrowe dziecko nie miałoby chodzić do przedszkola tylko dlatego, że wciąż korzysta z pieluszki? Tu padają zwykle dwa rodzaje argumentów: logistyczno-prawne i emocjonalne. 

 

Sanepid, regulamin i brak kadry – argumenty prawno-logistyczne

Rodzice często słyszą, że w przedszkolu brakuje personelu – nie wiadomo, kto miałby przewinąć dziecko. Problematyczne są także wyjścia na dwór i na wycieczki z dzieckiem nieodpieluchowanym. Bywa też bardziej enigmatycznie: dziecko w przedszkolu powinno być samodzielne, tak mamy w regulaminie albo sanepid wymaga. Tu zwykle nie ma żadnych konkretów. Nikt nie potrafi przedstawić konkretnego pisma z zaleceniem sanepidu.

 

Kto miałby przewijać?

Zacznijmy od kwestii organizacyjnych, czyli: kto ma przewijać? W zetknięciu z takim pytaniem-argumentem, warto samemu zadać pytanie: kto pomaga dzieciom podetrzeć pupę w toalecie? Trzylatki wymagają wsparcia w tym zakresie. Wiele z nich nie jest w stanie dobrze tego zrobić, a że chodzenie z resztkami kału przyklejonymi do odbytu nikomu nie służy, ktoś powinien im pomóc. Taka pomoc naprawdę niewiele różni się od zwykłego przewijania pieluchy z kupą.

Zmianę zmoczonej pieluchy można zaś najzwyczajniej w świecie wpisać w dzienny harmonogram – w najdogodniejszym momencie. Jeśli to jest problem, to co się stanie, jeśli jakieś dziecko zacznie np. krwawić z nosa? Czy też nie znajdzie się nikt do pomocy?

Należy tu obalić jeszcze jeden mit. Dzieciom odpieluchowanym także zdarzają się wpadki. Często dzieci są tak zajęte zabawą, że nie docierają do toalety. Tu także nie obejdzie się bez asysty dorosłego. To w gestii dorosłych będzie pomoc w przebraniu i posprzątanie mokrej plamy z podłogi… a może z dywanu (jeśli pojawił się już po covidowej przerwie)?

Zasiusiane dywany to, swoją drogą, kontrargument, którego można użyć, gdy słyszymy, że korzystanie z pieluch jest niehigieniczne lub czasochłonne. Warto powiedzieć, że dla nas, jako rodziców, higiena też jest ważna i to właśnie dlatego założenie majtek dziecku, które nie wyczuwa, kiedy powinno udać się do toalety, nie wydaje nam się dobrym pomysłem. Można zaopatrzyć dziecko w osiem kompletów ubrań na dzień, ale ktoś będzie musiał za każdym razem sprzątać bałagan. Zdarzają się absolutnie zdrowe dzieci, które siusiają w majtki miesiącami. Zewnętrzna motywacja nie zdaje się na nic. Po prostu nie są gotowe na odpieluchowanie. Czy naprawdę warto tak się upierać?

 

Argumenty prawne

Ustawa Prawo oświatowe stanowi, że dzieci w wieku trzech do pięciu lat mają prawo do korzystania z wychowania przedszkolnego w przedszkolu, oddziale przedszkolnym, w szkole podstawowej lub innej formie wychowania przedszkolnego. (Stąd dzieci, które nie dostały się do wybranej przez rodziców placówki, zawsze otrzymują miejsce w innej – niekiedy znajdującej się na drugim końcu miasta). Nie ma tu mowy o żadnych warunkach, takich jak bycie odpieluchowanym. 

Czy zatem może tego wymagać konkretna gmina? Czy dane przedszkole może umieścić w swoim regulaminie zapis, że dzieci w pieluchach nie będą przyjmowane lub nie będą przewijane (takie groźby czy agresywne działania niestety też się zdarzają)? Oto opinia Rzecznika Praw Dziecka w tej sprawie*:

Rekrutacja dzieci do przedszkoli publicznych przeprowadzana jest według kryteriów ustawowych i kryteriów samorządowych. Żadne z kryteriów ustawowych nie dyskwalifikuje dziecka, które jest niesamodzielne pod względem higieny. Ustawodawca zastrzegł także, że kryteria, które określa organ prowadzący przedszkole [czyli samorządowe] mają uwzględniać jak najpełniejszą realizację potrzeb dziecka i jego rodziny. Zatem również kryteria samorządowe nie mogą w żaden sposób faworyzować dzieci np. tych, które nie korzystają z pieluchy. W świetle powyższego należy stwierdzić, że przepisy prawa oświatowego nie dają podstaw do podjęcia przez dyrektora przedszkola czynności skutkujących ograniczeniem dostępu do edukacji przedszkolnej dziecku z powodu niezgłaszania przez niego potrzeb fizjologicznych. Warto zwrócić uwagę, że wewnętrzne uregulowania wprowadzane przez przedszkole nie mogą być sprzeczne z przepisami ustawy i rozporządzenia.

* W odpowiedzi na zapytanie Karli Orban. Sygnatura: ZEW.441.76.2021.MP

W takich sytuacjach, warto zgłosić sprawę do kuratorium oświaty lub kontaktować się bezpośrednio z Rzecznikiem Praw Dziecka – mailowo, listem poleconym lub przez EPUAP. 

Obok Prawa oświatowego, ważnym dokumentem jest też Podstawa programowa wychowania przedszkolnego. Zgłaszanie potrzeb fizjologicznych i samodzielne wykonywanie podstawowych czynności higienicznych wymieniono w niej jako osiągnięcia dziecka kończącego edukację przedszkolną. Czy cel nauki może być warunkiem jej rozpoczęcia?

 

Argumenty emocjonalne

Obok argumentów prawno-logistycznych pojawiają się też te emocjonalne. Krążą wokół dobra dziecka czy nieudaczności rodziców; lęku o przyszłość (“Czy takie dzieci kiedykolwiek się odpieluchują?”). 

 

Będą się niej/niego śmiali

Niektórzy rodzice słyszą, że jeśli dziecko nie będzie umiało korzystać z toalety, rówieśnicy będą się z niego śmiali. Tymczasem trzylatki najczęściej albo tego nie zauważają, albo podchodzą do sprawy na luzie: to normalne, że czasem ktoś się posiusia albo że nosi pieluchę. 

Nie zmienia to jednak faktu, że rolą nauczycieli przedszkola jest tworzenie takich warunków, w których wyśmiewanie się nie pojawia. Celem wychowawczym jest tutaj kształtowanie w wyśmiewającym otwartości na innych (a nie dostosowanie się wyśmiewanego do większości), dające każdemu członkowi i członkini grupy poczucie bezpieczeństwa. Dzieci nie mają odrzucać kolegi, który nosi okulary ani koleżanki, która nosi pieluchę. Za tę przyjazną atmosferę jest odpowiedzialny przede wszystkim personel przedszkola. Jeśli zrzuca winę na rodziców i dziecko – coś jest nie tak. 

 

Szybka diagnoza

Pewnie ma jakieś opóźnienia, a do tego są przedszkola specjalne. Takie zdanie mogą usłyszeć rodzice nieodpieluchowanego trzylatka. Przedszkole nie jest jednak miejscem, w którym powinno się stawiać tak złożone i szybkie diagnozy.

Skoro jednak dotknęliśmy tematu specjalistów, asem w rękawie rodzica może się okazać zaświadczenie wydane przez lekarza (pediatrę, urologa) lub psychologa dziecięcego. Doskonale zadziała ono na, niezwykle krzywdzące dla rodziców, argumenty z cyklu to wasza wina – nie stawiacie granic. (Tu małe przypomnienie. Rozwoju psychofizycznego nie da się przyspieszyć na żądanie. W sferze psychiki wszelka presja przyniesie więcej szkody niż pożytku – przeczytasz o tym choćby w wywiadzie o zaparciach nawykowych. Zanim pójdziesz po zaświadczenie, zapytaj panią z przedszkola, czy uparty trening wystarczy, aby trzylatek miał dłonie tak sprawne jak pięciolatek.)

W zaświadczeniu, po zbadaniu i wykluczeniu ewentualnych poważniejszych przyczyn, specjalista opisuje gotowość i prosi, żeby nie wymuszać i zaleca kolejną próbę za kilka miesięcy. Dodatkowo przedstawienie dotychczasowej historii wraz z precyzyjnymi planami podjęcia nowych starań w określonym czasie i obietnicą zdawania relacji z ich przebiegu zostaną z pewnością lepiej przyjęte niż krótkie i stanowcze nie dla odpieluchowania tu i teraz. Otwarta, spokojna rozmowa jest kluczem do stworzenia wzajemnego zaufania.

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!

Bilans zdrowia dziecka – przeżytek czy konieczność?

Bilans zdrowia dziecka – przeżytek czy konieczność?

Czy w XXI wieku – zwłaszcza w erze pandemicznej – robi się jeszcze “bilanse zdrowia”? Czy ktoś po prostu dla rozrywki ściął drzewa i wydrukował niewypełniane przez nikogo strony pt. “Wizyta profilaktyczna w ramach podstawowej opieki zdrowotnej” w książeczce zdrowia dziecka?

Pogadajmy zupełnie poważnie o tym, dlaczego warto pilnować chodzenia na bilanse z dzieckiem.

 

Co to jest bilans zdrowia, kto i kiedy go wykonuje?

Bilans zdrowia dziecka, to po prostu profilaktyczne, kompleksowe badanie lekarskie. Wykonywane jest przez lekarza rodzinnego lub pediatrę, który sprawuje opiekę nad Twoim dzieckiem. Najlepiej, jeśli w kolejnych latach jest to ten sam lekarz. Będzie miał szansę bliżej poznać Twoje dziecko. Badania wykonywane są w poradni “dzieci zdrowych”, czyli dziecko należy umówić na bilans specjalnie, nie przy okazji infekcji ucha czy wysypki. 

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia bilanse należą do gwarantowanych świadczeń z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej [1]. Oznacza to, że należą się każdemu dziecku i są bezpłatne. Według przepisów przychodnia powinna Ci przypomnieć o bilansie, ale swoje dziecko zapisujesz sam – to po stronie rodzica stoi pilnowanie terminów!

W jakim wieku wykonuje się bilans zdrowia dziecka?

  • 2-6  miesiąc życia (w terminach odpowiadających szczepieniom ochronnym);
  • 9 miesiąc życia;
  • 12 miesiąc życia;
  • 2 lata – BARDZO WAŻNY BILANS!
  • 4 lata;
  • 5 lat/ zerówka (w przypadku niewykonania badania w terminie testy przesiewowe wykonuje się w klasie I szkoły podstawowej);
  • 9-10 lat – klasa III szkoły podstawowej;
  • 13-14 lat – klasa VII szkoły podstawowej;
  • 16-17 lat – klasa II szkoły ponadpodstawowej;
  • do ukończenia 19 roku życia – ostatnia klasa szkoły ponadpodstawowej.

Szczegółowe informacje na temat każdego bilansu (tego, co w jakim wieku jest sprawdzane) znajdziesz w rozporządzeniu Ministra Zdrowia TUTAJ.

 

Na czym polega bilans zdrowia?

W trakcie wymarzonej wizyty profilaktycznej lekarz:

  • przeprowadza wywiad z rodzicem/opiekunem – zbiera informacje na temat stanu zdrowia dziecka, tzw. kamieni milowych w rozwoju i ewentualnych niepokojących sygnałów;
  • analizuje dostępną dokumentację medyczną, np. z wizyt u specjalistów;
  • wykonuje przegląd stanu zdrowia dziecka;
  • nanosi wyniki pomiarów na siatki centylowe (czym są siatki centylowe przeczytasz tutaj klik);
  • ocenia czy rozwój dziecka przebiega prawidłowo;
  • ustala i omawia z rodzicem dalsze działania profilaktyczne i lecznicze; 
  • wpisuje wnioski i ustalenia do dokumentacji medycznej oraz do książeczki zdrowia dziecka;
  • odpowiada na pytania rodzica związane z opieką nad dzieckiem, np. o żywienie, profilaktykę, kalendarz szczepień.

W zależności od wieku dziecka, lekarz ocenia jego wzrost (długość ciała), wagę, obwód głowy i klatki piersiowej, ciśnienie, bicie serca, tempo wzrostu, wzrok, słuch, rozwój mowy, rozwój psychoruchowy, stan uzębienia, skórę i węzły chłonne, brzuch, rozwój społeczny, układ ruchu, wady postawy, zewnętrzne narządy płciowe (zstąpienie jąder do moszny u chłopców), lateralizację, gotowość do podjęcia nauki.

 

Po co iść na bilans?

I teraz może sobie pomyślałaś – ale po co mi to? Moje dziecko jest przecież zdrowe!

Mam nadzieję, że tak jest. Ale zastanów się:

Czy regularnie analizujesz wzrost swojego dziecka? Czy zapisujesz pomiary na siatce centylowej? Jeśli nie – nie będziesz wiedzieć, że maluch urósł zbyt mało od ostatniego pomiaru, znajduje się poniżej 3 centyla i należy mu się pilna diagnostyka m.in. endokrynologiczna. Gdy przyrost jest duży, nie odpowiesz na pytanie lekarza, kiedy zaczął się nagły skok wzrostowy. Niestety, będąc z dzieckiem na co dzień nie widzimy powolnych, ale istotnych zmian w jego rozwoju.

Czy potrafisz rozpoznać pierwsze oznaki dojrzewania płciowego, zwłaszcza, jeśli masz w domu chłopczyka? U niektórych dzieci rozpoczyna się ono przedwcześnie, nawet w wieku przedszkolnym! Powinno się wówczas znaleźć jego przyczynę i rozpocząć leczenie, żeby dziecko w dorosłości uzyskało m.in. prawidłowy wzrost.

Czy jesteś pewna, że rozwój mowy, komunikacji oraz społeczny Twojego dziecka na pewno jest neurotypowy i nie potrzebuje ono wsparcia? Czy umiesz rozpoznać u sześciolatka pierwsze objawy wad postawy? Kiedy ostatnio mierzyłaś dziecku ciśnienie i jakie są normy dla zerówkowicza? I tak dalej…

Nie piszę o tym po to, by Cię straszyć. Chcę Cię przekonać, że nawet jeśli jesteśmy świadomymi i czujnymi rodzicami, warto by raz na jakiś czas specjalista zerknął na nasze dziecko z boku. Bilanse zdrowia pozwalają na wczesne wykrycie wielu chorób czy nieprawidłowości. Dodatkowo – wyrabiasz u dziecka prawidłowe nawyki prozdrowotne, pokazując mu, że profilaktyka jest ważna.

 

Jak się przygotować na bilans zdrowa?

  • Zabierz ze sobą książeczkę zdrowia dziecka i dokumentację medyczną np. z wizyt u specjalistów czy z przeprowadzonych badań.
  • Zapisz sobie wszystkie pytania, które chcesz zadać lekarzowi i wszystkie informacje na temat dziecka, które chcesz przekazać. Jeśli niepokoi Cię jakieś zachowanie, nagranie filmu na telefonie nie jest złym pomysłem!

 

Bilans zdrowia a pandemia COVID-19

Z danych udostępnionych przez Unicef i Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia [2] wynika, że w latach 2010-2018 w ramach badań profilaktycznych przebadano nie więcej niż 70% dzieci podlegających badaniom. To niepokojące, że co roku, co najmniej 30% dzieci nie jest badanych.

Co gorsza niedawno dotarły do mnie sygnały, że NADAL niektóre przychodnie odmawiają wykonywania bilansów z powodu pandemii. TO SKANDAL! Konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej już w maju 2020 (!) zalecał wznowienie badań bilansowych [3]! 

Nie daj się więc zbyć hasłami “jest pandemia, nie robimy bilansów” albo co gorsza “już się nie robi bilansów w ogóle” (nie wiem, jak trzeba być nieodpowiedzialnym, żeby wygłaszać niezgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem stwierdzenia). Nalegaj, powołując się chociażby na ww. stanowisko konsultanta krajowego (bo już wiesz, że warto). Działaj, nawet jeśli w złości masz ochotę wynieść się z dziećmi do innej przychodni – zrób to dla rodziców, którzy mogą nie być świadomi, że odmowa wykonania bilansów jest niezgodna z prawem.

Masz kilka opcji:

  • Zgłoś problemy z dostępnością do bilansu zdrowia (które – przypominam –  jest świadczeniem GWARANTOWANYM) na infolinii NFZ (szczegóły znajdziesz tu klik).
  • Zgłoś prośbę o wykonanie bilansu zdrowia na piśmie (np. e-mailem) do kierownika przychodni/ośrodka zdrowia. Jeśli przychodnia odmówi, zażądaj odmowy na piśmie.
  • Jeśli ośrodek potwierdzi odmowę na piśmie, skieruj korespondencję do Rzecznika Praw Pacjenta na adres: kancelaria@rpp.gov.pl lub do oddziału NFZ. 

Nie daj się zbyć i zadbaj o zdrowie swojego dziecka 🙂 A terminy kolejnych bilansów wpisz sobie do elektronicznego kalendarza, żeby nie musieć o nich pamiętać.

Powodzenia!

 

Jeżeli chcesz wiedzieć jakie mogą być zdrowotne przyczyny pobudek - sprawdź szkolenie „Problemy zdrowotne a sen dziecka"!

Kim jest niejadek?

Kim jest niejadek?

 

Małgorzata Talaga-Duma jest psychodietetykiem, od kilku lat specjalizuje się w żywieniu dzieci, w terapii karmienia dzieci z wybiórczością pokarmową i neofobią. Współpracuje z placówkami oświatowymi, z nauczycielami, rodzinami i przede wszystkim z dziećmi w ramach warsztatów kulinarnych. Wykładowca akademicki oraz prowadząca szkolenia dla specjalistów m.in. w Instytucie Psychodietetyki. Autorka artykułów poruszających temat trudności żywieniowych u dzieci. Założycielka profilu https://jedzzglowa.pl/ oraz https://www.facebook.com/jedzzglowapl

Magdalena Komsta: Czy prawdziwe niejadki w ogóle istnieją?

Małgorzata Talaga-Duma: Na początku warto przede wszystkim wyjaśnić samo pojęcie niejadka. Jest to określenie, z którym bardzo często spotykamy się w rozmowie z rodzicami. Temat spożywania posiłków jest dla nich bardzo ważny. Stąd zjedzenie małej porcji budzi wśród rodziców obawy i niepokój. W efekcie narasta napięcie wokół jedzenia i z czasem posiłki rodzinne stają się coraz trudniejsze – zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Określenie niejadek, często wypowiadane w obecności dziecka, staje się formą etykiety – niestety mocno utrwalającej pewne zachowania u dziecka. Preferencje żywieniowe zmieniają się wraz z wiekiem. Szczególnie u dzieci w wieku dwóch, trzech lat oraz w wieku przedszkolnym, rodzice mogą dostrzec ograniczenie w diecie konkretnych grup produktów, jak warzywa czy mięso oraz jedzenie mniejszych porcji. Równocześnie dzieci chętniej sięgają po inne produkty, które są im bliższe smakowo, najczęściej słodkie, mączne. Pamiętajmy jednak, że żadne dziecko nie rodzi się niejadkiem. Za odmową jedzenia rzeczywiście mogą kryć się różnorodne przyczyny, ale z pewnością niebagatelne znaczenie ma dieta dziecka, ilość i jakość spożywanych przekąsek oraz słodkich napojów, które dziecko otrzymuje.

Istotna jest również obserwacja dziecka i zaufanie wobec samodzielnego decydowania przez nie o wielkości spożywanych porcji, według aktualnych potrzeb.

Chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie: czy moje dziecko jest niejadkiem?, warto więc przeanalizować ilość spożywanych posiłków i przekąsek w ciągu dnia (w stosunku do zapotrzebowania energetycznego dziecka w danym wieku), jakość posiłków pod kątem smaku, sytości, a także ilość i rodzaj przyjmowanych płynów oraz rodzinny model karmienia.

MK: Skąd się biorą niejadki, które jednocześnie mają na wszystko siłę?

MTD: Gdy rodzice zgłaszają, że ich dziecko jest niejadkiem, to najczęściej mają na myśli, że dziecko zjada mniej, niż chcieliby rodzice lub zjada nie takie produkty, jakie rodzice by chcieli. Często się dziwią, że dziecko praktycznie nic nie je, a ma mnóstwo energii. W takich sytuacjach szczególnie warto przyjrzeć się codziennej diecie i skrupulatnie policzyć ilość przekąsek. 

Jeśli w podawanych posiłkach dominują produkty mączne, słodkie, to małe dziecko w większości przypadków zaspokaja swoje zapotrzebowanie energetyczne bardzo szybko. Równocześnie może to być dieta bardzo uboga pod kątem wartości odżywczych.

Podawanie produktów słodkich w porach posiłku uczy dziecko, że głód najłatwiej zaspokoić przekąskami, potrawami słodkimi. Często sami rodzice, w sytuacji odmowy posiłku, szukają najbardziej pewnych produktów i podają ulubione przysmaki. Dlatego warto w pierwszej kolejności przeanalizować nie tylko to, ile zjada dziecko, ale również zachowanie rodzica w sytuacji odmowy spożywania posiłku.

MK: Skąd mam wiedzieć, czy dziecko je za mało? Czy da się to sprawdzić?

MTD: Przede wszystkim warto przyjrzeć się czynnikom, które wpływają na apetyt u dziecka, aktualne zapotrzebowanie energetyczne wynikające m.in. z tempa wzrostu, wieku, wagi ciała. Najszybszy przyrost wagi i wzrostu obserwujemy u dzieci w pierwszym roku życia W kolejnych latach tempo przyrostów jest zdecydowanie mniejsze, co również będzie się przekładało na wielkość porcji. Najważniejsze to tak komponować posiłki, aby w małej porcji dostarczyć jak najwięcej wartości odżywczych. Zgodnie z najważniejszą zasadą żywienia dzieci to RODZIC decyduje, co poda dziecku, kiedy i ile, ale to do DZIECKA należy decyzja, ile z tego zje i czy zje.

Gdy podajemy odpowiednio skomponowane posiłki, warto zaufać dziecku, że samo będzie wiedziało, jakiej porcji potrzebuje. U dzieci apetyt łatwo ulega zmianie w zależności od aktywności fizycznej, towarzyszących emocji, etapu rozwoju. Szczególnie to widać u dzieci powyżej pierwszego roku życia, gdy zainteresowanie najbliższym otoczeniem jest dużo większe niż tym, co jest podane na talerzu. Ingerowanie w wielkość porcji, karmienie wbrew sygnałom, jakie przekazuje dziecko, zaburza naturalny mechanizm regulacji poczucia głodu i sytości, który możemy dostrzec już u niemowlaka.

Jeśli rodziców jakaś sytuacja niepokoi, to warto kontrolować wagę dziecka, tempo przyrostów w siatce centylowej. Gdy dziecko utrzymuje się w swoim tzw. kanale centylowym, to znaczy, że jego tempo wzrostu jest prawidłowe. Najważniejsze, aby zadbać wówczas o wysoką jakość diety i w razie wątpliwości skontaktować się ze specjalistą (lekarzem, psychodietetykiem, dietetykiem dziecięcym).

MK: Namawiać niejadka do siedzenia przy stole z rodziną czy akceptować, jeśli odchodzi od stołu, kiedy reszta rodziny je?

MTD: Trudno tak jednoznacznie określić, jaka postawa rodziców będzie prawidłowa. Wszystko zależy od przyczyn odmowy wobec wspólnego spożywania posiłku. Warto zastanowić się, czy takie zachowanie wynika z braku preferowanego posiłku na talerzu czy z presji, jaką dziecko zaczyna odczuwać przy stole. Na pewno dobrze byłoby, aby dziecko mogło towarzyszyć rodzicom podczas wspólnych posiłków, niezależnie od tego, jak zjadło. Ma wówczas okazję poznać inne produkty obecne na stole (częsta ekspozycja) oraz obserwować rodziców (efekt modelowania). Z drugiej strony może się okazać, że dotychczasowe namawianie ze strony najbliższych do jeszcze jednej łyżeczki jest odczuwane przez dziecko jako forma presji i w efekcie opór wobec posiłku narasta. 

MK: Co zrobić, jeśli dziecko nie chce jeść obiadu, kanapki, itp. pożywnych posiłków? Czekać aż zgłodnieje czy odpuścić i dać owoc, który na pewno zje?

MTD: Gdy dziecko nie chce jeść posiłku, istotne jest ustalenie przyczyn takiego zachowania, ale również analiza zachowań rodziców w sytuacji odmowy. Może ona wynikać zarówno z braku odczuwalnego głodu, jak i z braku zainteresowania jedzeniem czy przekonania, że w sytuacji odmowy mniej preferowanego dania, rodzic zaproponuje pewniejszy produkt, czyli to, co dziecko lubi. O ile pojedyncza sytuacja nie stanowi zagrożenia, to z czasem rodzice obserwują, że przy takich rozwiązaniach dieta dziecka utrwala preferowane smaki. Dużo trudniej wprowadzić nowe, wartościowe produkty. 

Zwykle najlepiej będzie zakończyć posiłek, nie podając preferowanego zamiennika i zaplanować szybsze podanie kolejnego dania lub zaproponować ponowne podanie danego posiłku w najbliższym czasie. Nieskutecznym rozwiązaniem będzie skierowanie do dziecka pytania: co byś zjadł?, ponieważ równie dobrze może wskazać posiłek, którego w ostateczności nie zje.

MK: Co robić, jeśli dziecko wybiera, zjada tylko jeden produkt lub kilka produktów? Co jeśli starsze dziecko chce jeść codziennie to samo, np. kanapkę z serem, a jego menu jest bardzo ograniczone?

MTD: Rzeczywiście przy poważniejszych trudnościach z jedzeniem możemy zaobserwować u dzieci tendencję do wybierania produktów tylko o określonej konsystencji, kolorze, sposobie podania (np. makaron bez sosu, miękkie, łatwe do gryzienia itp.). Również w sposobie spożywania posiłków dostrzegamy, że dziecko unika łączenia produktów. Jeśli rodzic obserwuje takie wybiórcze jedzenie, a w analizie jadłospisu wyraźnie zaznacza się monotonny sposób żywienia (np. jednego rodzaju kanapki lub spożywanie tylko frytek czy makaronu z drugiego dania), to warto zasięgnąć opinii specjalistów. W żywieniu dzieci ważne jest nie tylko zaspokojenie głodu, ale również dostarczenie odpowiednich składników odżywczych. Dziecko jest w stanie zaspokoić głód suchą bułką czy makaronem, ale z pewnością nie jest to wartościowy posiłek.

MK: Jeśli dziecko odmawia zjedzenia kanapki na kolację, to przygotować dla niego drugi posiłek, drugi wariant kolacji? A potem trzeci i czwarty?

MTD: Zdecydowanie nie. Taka forma rozmowy z dzieckiem (co byś zjadł, to przygotuję) tak naprawdę stawia dziecko w trudnej sytuacji. Warto zamiast tego, aby rodzic dawał dziecku możliwość wyboru, np. dodatków lub sposobu podania: kanapka z serem czy wędliną? Z ogórkiem czy z pomidorem? Można również przygotować posiłek w formie tzw. szwedzkiego stołu, dając dziecku możliwość samodzielnego komponowania posiłku.

MK: Kiedy zgłosić się po pomoc do specjalisty i do kogo?

MTD: Jeśli rodzic dostrzega, że dziecko odmawia spożywania posiłku i problem nie ustępuje lub wręcz pogłębia się, to warto zwrócić uwagę, że nie zawsze kryje się za tym kwestia smaku potrawy. W końcu w wielu sytuacjach dziecko nawet nie próbuje, a już zdecydowanie odmawia jedzenia. Warto spojrzeć na proces spożywania posiłku jak na czynność wymagającą opanowania wielu różnych umiejętności, takich jak: odpowiednia postawa ciała, koordynacja ruchów, umiejętność gryzienia, formowania kęsa. Jedzenie to również kontakt z różnymi zapachami, dźwiękami (np. dźwięk chrupania), konsystencjami. Grupa specjalistów, którzy mogą być pomocni przy analizie przyczyn trudności w jedzeniu jest dosyć liczna. Będą to m.in.: pediatra, dietetyk, psychodietetyk, psycholog, alergolog, fizjoterapeuta itd. Warto zasięgnąć konsultacji u neurologopedy czy terapeuty integracji sensorycznej, który pracuje z małymi dziećmi.

Pamiętajmy, że dzieci jedzą najlepiej, jak potrafią – zgodnie ze swoimi potrzebami i umiejętnościami.

 

Dlaczego warto zaplanować ciążę i odpowiednio się do niej przygotować?

Dlaczego warto zaplanować ciążę i odpowiednio się do niej przygotować?

Wpis powstał we współpracy z marką PREGNA

Nawet 60% ciąż jest nieplanowanych [1] – dlaczego by więc zawracać sobie głowę przygotowaniami zamiast ponieść się chwili? 😉 Bo warto.

Planowanie ciąży to nie tylko kwestia związana ze zdrowiem matki i dziecka (choć trudno to przecenić – mamy mnóstwo badań o tym, w jaki sposób stan zdrowia kobiety wpływa na rozwój płodu oraz jej stan w ciąży). Warto w okresie przygotowań na spokojnie rozważyć jak zorganizujemy tę ciążę. Co jeśli będzie trzeba dużo leżeć? Jak ma tym razem wyglądać poród? Na czym szczególnie mi zależy? Jak nam jest teraz w związku i jak pojawienie się kolejnego członka rodziny wpłynie na moją relację partnerską? Czy mam teraz zasoby na kolejną ciążę i opiekę nad dzieckiem? Kto mnie w tym wesprze i jak konkretnie? Jaki to będzie miało wpływ na starsze dziecko/dzieci? Co jeśli uda się za miesiąc, a co jeśli dopiero za rok?

Nie spiesz się. Nie każdy “po prostu wie”, że będzie w porządku. Wątpliwości, pytania, wahania są zupełnie czymś normalnym – nawet, jeśli bardzo chcemy powiększyć rodzinę. Czasem rozmowa z kimś bliskim lub specjalistą (psycholog, psychoterapeuta) pomaga uporządkować myśli i emocje.

Jakie badania zrobić przed ciążą?

Przygotowując się do ciąży, dobrze jest odwiedzić lekarza – co najmniej ginekologa, który ustali, czy i jakie badania warto zrobić. Wiele zależy od dotychczasowych wyników i historii położniczej. Inne zalecenia może dostać kobieta, która regularnie odbywa wizyty ginekologiczne, robi co roku cytologię, ale jest przed pierwszą ciążą. Inne postępowanie lekarz zaleci kobiecie, która nie była u ginekologa od porodu trzy lata temu, a jeszcze inne osobie, która nigdy nie chorowała na ospę wietrzną, a jej dziecko chodzi do żłobka. Znaczenie ma też funkcjonowanie tarczycy, której praca czasem po pierwszym porodzie szwankuje, co może wpływać na płodność.

To, o czym na pewno warto pamiętać, to wizyta u stomatologa. Nawet 18% porodów przedwczesnych jest spowodowanych chorobami zębów i dziąseł! [2] Dodatkowo leczenie stomatologiczne w ciąży bywa trudniejsze, np. ze względu na mdłości, dlatego najbezpieczniej załatwić tę sprawę jeszcze przed poczęciem dziecka.

Nie istnieją jednak w Polsce oficjalne rekomendacje, jakie badania powinna zrobić przyszła mama – właśnie dlatego, że to dość indywidualna kwestia i konsultacja z dobrym ginekologiem będzie najlepszym pomysłem.

Co suplementować w trakcie starań o dziecko?

Jeśli rozpoczynacie starania o dziecko, warto przede wszystkim zadbać o zbilansowany jadłospis zgodny z rekomendacjami żywieniowymi. Ale bądźmy realistami – z różnych powodów nie zawsze jest możliwość, żeby nasza dieta była wzorcowa, zwłaszcza gdy mamy już w domu dziecko i inne obowiązki 😉 Poza tym nawet Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników zaznacza, że suplementacja niektórych mikroelementów jest istotna nawet przy zbilansowanej diecie.

W okresie przygotowania do zajścia w ciążę i pierwszych tygodniach ciąży warto pamiętać przede wszystkim o [3]:

  • Kwasie foliowym – zgodnie z aktualną wiedzą rekomenduje się u wszystkich kobiet w wieku prokreacyjnym stosowanie kwasu foliowego w ilości 0,4 mg/d w postaci suplementów, a w I trymestrze stosowanie kwasu foliowego w ilości 0,4–0,8 mg/d (w II i III trymestrze 0,6–0,8 mg/d). To BARDZO istotny mikroelement – uzupełniające spożycie kwasu foliowego zwiększa poziom folianów u matki. Niski poziom folianów u matki jest czynnikiem ryzyka rozwoju wad cewy nerwowej u rozwijającego się płodu*.
  • Witaminie D – dorośli w Polsce powinni suplementować witaminę D co najmniej od września do kwietnia, a kobiety w ciąży przez cały rok. Idealnie jest dobrać dawkę po zbadaniu stężenia 25(OH)D we krwi – niestety, badanie to nie jest aktualnie refundowane w POZ. Bez wykonania badań zalecane jest przyjmowanie 2000 j.m. (50 µg) witaminy D dziennie, przez cały okres ciąży, niezależnie od pory roku [4];
  • Jodzie – w trakcie ciąży zwiększa się zapotrzebowanie organizmu kobiety na jod, co jest związane z jego utratą przez nerki, aktywnością dejodynaz i zapotrzebowaniem płodu [1]. Jod pełni istotną rolę w organizmie kobiety, pomaga w prawidłowej produkcji hormonów tarczycy i w prawidłowym funkcjonowaniu tarczycy. Wspiera prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i utrzymanie prawidłowych funkcji poznawczych. Rekomenduje się suplementację jodu u wszystkich ciężarnych bez chorób tarczycy w wywiadzie w ilości 150–200 mcg/ /dobę.

Jeśli przed planowaną ciążą stosowałaś tabletki antykoncepcyjne, możesz mieć niższy poziom cynku we krwi [5]. Ten „minerał płodności”, jak bywa czasem zwany cynk, pomaga w utrzymaniu prawidłowych funkcji rozrodczych i  prawidłowej płodności – zwróć więc szczególną uwagę na cynk w diecie i/lub suplementach, jeśli starasz się o dziecko po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych lub jeszcze w trakcie ich przyjmowania.

Planując w bliższej lub dalszej perspektywie ciążę, nawet jeśli aktualnie jeszcze się przed nią zabezpieczasz, zwróć uwagę na składniki pomagające w utrzymaniu prawidłowego metabolizmu homocysteiny – czyli kwas foliowy, witaminy B6 i B12 oraz cholinę. Uzupełnienie diety w te składniki (lub ich suplementacja) warto rozpocząć w trakcie starań o ciążę.

Nie przepadasz za rybami? Rozejrzyj się za suplementacją kwasu DHA już przed ciążą, a na pewno od momentu, gdy zobaczysz na teście dwie kreski. DHA ma wpływ na rozwój mózgu i oczu u płodu oraz dziecka karmionego piersią i warto dostarczać ją organizmowi jak najszybciej. Odpowiednia suplementacja DHA jest szczególnie istotna w przypadku diety ubogiej w ryby, gdyż organizm sam nie potrafi wytworzyć dostatecznej ilości tej substancji.

Na co zwrócić uwagę, wybierając suplement na czas starań oraz w ciąży?

Na rynku jest obecnie dostępne mnóstwo preparatów, które przedstawia się jako dostosowane do potrzeb kobiet planujących poczęcie oraz ciężarnych, czy też karmiących piersią. Jak wybrać najlepszy produkt?

  • Poszukaj rekomendacji towarzystwa naukowego, np. Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Jest ona przyznawana wyłącznie produktom o bezpiecznym składzie, zgodnym z aktualnymi rekomendacjami.
  • Sprawdź wiarygodność producenta. Czy to renomowana firma? Czy producent dzieli się informacją, w jakich standardach jakości wytwarza suplement? Czy zakłady, w których odbywa się produkcja, mają certyfikat GMP? Oznacza to, że produkty są weryfikowane są pod względem zawartości substancji czynnych, alergenów, czystości mikrobiologicznej oraz pochodzenia surowców, aby były jak najwyższej jakości.
  • Jaką formę mają poszczególne mikroelementy? Chodzi głównie o biodostępność i wchłanialność. Dobrym przykładem jest kwas foliowy – ponieważ nawet 50% Polaków może mieć trudności z przemianą metaboliczną kwasu foliowego, dobrze jeśli tradycyjna jego forma jest połączona np. z L-metylofolianem wapnia (poszukaj na opakowaniu informacji o aktywnej i łatwo przyswajalnej formie kwasu foliowego).
  • Czy połączenie składników wzmacnia ich wchłanialność? Przykładowo, kwas foliowy wchłania się lepiej w towarzystwie witamin B6 i B12.
  • Przy suplementach z DHA: czy ich źródło zostało oczyszczone z metali ciężkich i dioksyn?
  • Zachowaj umiar. Więcej wcale nie znaczy lepiej, szczególnie w przypadku ciąży. Upewnij się, czy suplement nie zawiera przypadkiem składników, których nie potrzebujesz suplementować (np. witaminę C, którą bardzo łatwo dostarczyć sobie z pożywieniem). Na rynku dostępnych jest mnóstwo przeładowanych składnikami preparatów, których składniki mogą wchodzić ze sobą w interakcje, którego wpływu na zdrowie nie znamy. W ciąży warto przyjmować tylko składniki o udowodnionym działaniu.
  • Ile tabletek i jakiej wielkości będziesz musiała połykać? Czy ich zapach nie będzie Cię odrzucał (np. czy olej rybi, źródło kwasu DHA, został specjalnie oczyszczony?)? Im mniej tabletek do połykania dziennie, tym lepiej – łączenie kilku suplementów z kilku różnych firm jest mniej korzystne, albowiem nie znamy interakcji między nimi. Z praktycznego punktu widzenia mniejsze kapsułki zwykle są po prostu łatwiejsze do połknięcia, co ma znaczenie zwłaszcza w pierwszych tygodniach, kiedy pojawiają się nudności.

Wszystkie te warunki spełniają produkty marki Pregna – Pregna Start, która w zawiera kompozycję dobranych składników odżywczych dla kobiet planujących ciążę, w tym rekomendowane przez PTGiP kwas foliowy (w dwóch formach, w tym aktywnej), witaminę D oraz jod, a także łatwo przyswajalny cynk w organicznej formie cytrynianu, cholinę oraz witaminę B6 i o wysokiej biodostępności witaminę B12 w postaci metylokobalaminy – jest więc idealny dla przyszłych mam na diecie wegetariańskiej i wegańskiej oraz m.in. kobiet, które przyjmują bądź odstawiły antykoncepcję hormonalną.

Kwas DHA można suplementować dzięki produktowi Pregna DHA, który zawiera olej pozyskiwany za pomocą technologii PureMax™, dzięki czemu charakteryzuje się zminimalizowaną ilością zanieczyszczeń, ale także zminimalizowanym charakterystycznym zapachem i nieprzyjemnym posmaku. Dodatkowo olej zawarty w preparacie ma akredytację IFOS (International Fish Oil Standards Program – niezależny program oceny suplementów z oleju rybnego) oraz certyfikat Friend of the Sea (zrównoważonego rybołówstwa).

Jestem w ciąży – co suplementować?

Przede wszystkim gratulacje! W kontekście suplementacji niewiele się zmienia – rekomendacje PTGiP z 2020 roku dotyczą pięciu substancji czynnych: omówionych już powyżej kwasu foliowego, witaminy D, jodu oraz DHA plus ewentualnej suplementacji żelaza.

Obecnie rekomenduje się suplementowanie co najmniej 200 mg DHA u wszystkich ciężarnych i karmiących piersią, a w przypadku niskiego spożycia ryb do rozważenia większe ilości [1]. Niestety, konwersja kwasu ALA (np. z siemienia lnianego) do kwasu DHA jest bardzo niska (do kilku procent [6]), więc nie można traktować roślin będących źródłem ALA jako substytutu suplementacji DHA.

Pozostałe mikroelementy wystarczy dostarczać w normalnej diecie:

“Obecność innych mikroelementów, witamin i substancji czynnych w suplementacji, czyli uzupełnianiu normalnej diety, nie jest rekomendowana w populacji zdrowych kobiet, jeżeli nie ma do tego określonych wskazań medycznych.” [1].

Po konsultacji z lekarzem prowadzącym, dla kobiet w ciąży i karmiących piersią rekomenduje się przejście na preparat Pregna PLUS (w wersji z żelazem lub bez), który zawiera w wszystkie rekomendowane przez PTGiP składniki, w tym kwas DHA. Zaleca się kompleksową suplementację z Pregna DHA jako indywidualne dostosowanie i uzupełnienie ilości DHA, w zależności od potrzeb i diety.  

I trzymaj się zdrowo 🙂

 O produktach PREGNA poczytasz na stronie: https://pregna.com.pl/

*Rozporządzenie Komisji Europejskiej (EU) nr 1135/2014 z dnia 24.10.2014 warunki stosowania oświadczenia zdrowotnego dla kwasu foliowego – Produkt przeznaczony jest dla kobiet w wieku rozrodczym, a korzystny efekt występuje w przypadku codziennego uzupełniającego spożycia dawki wynoszącej 400 μg kwasu foliowego przez co najmniej jeden miesiąc przed poczęciem i maksymalnie trzy miesiące po poczęciu. Istnieje wiele czynników ryzyka rozwoju wad cewy nerwowej i zmiana jednego z nich może mieć korzystny wpływ lub nie.