
Zacznę od oświadczenia: nie mam nic do lekarzy. Wręcz przeciwnie, darzę ten zawód niezwykłym szacunkiem, mam jego przedstawicieli w rodzinie i wśród znajomych. Mam wspaniałe koleżanki lekarki w trakcie specjalizacji z pediatrii, które dysponują nie tylko aktualną wiedzą medyczną, ale także dokształcają się w zakresie psychologii rozwojowej.
Ale mam też przed sobą Program Specjalizacji w Pediatrii i po jego lekturze utwierdziłam się w przekonaniu – pediatra nie jest ekspertem od wychowania. Ba, udzielanie porad tego typu w ogóle nie leży w zakresie jego obowiązków! I dobrze, bo zakres wiedzy medycznej i praktycznych umiejętności, jakie musi posiąść w ciągu kilku lat, przyprawia o zawrót głowy. Po zakończeniu kształcenia specjalistycznego, lekarz ma „dać wsparcie rodzinie w trudnych sytuacjach wychowawczych” oraz „rozpoznać zaburzenia rozwoju o etiologii psychologicznej” i w razie potrzeby skierować dziecko do psychologa [1]. Tyle w teorii.
Może zastanawiasz się, dlaczego akurat wzięłam się za lekarzy? Swego czasu jedna z koleżanek podesłała mi informację o programie telewizyjnym, w którym porad wychowawczych udziela pediatra. Bohaterami pierwszego odcinka byli niewyspani rodzice dziewięciomiesięcznego chłopca. Z racji swojego zainteresowania meandrami dziecięcego snu, nie mogłam tego przepuścić.
Sytuacja wygląda następująco: niemowlę w wieku 9 miesięcy budzi się w nocy co 2-3 godziny. Usypia karmione piersią i kołysane na rękach. Rodzice są wykończeni.
Powiem wprost: niemowlęta śpią beznadziejnie, taka ich natura. Fragmentacja snu nie jest dla nich szkodliwa, wręcz przeciwnie: zabezpiecza je przed śmiercią łóżeczkową [2]. Pobudki co 2 lub 3 godziny, zwłaszcza w okresie ząbkowania i dużego rozwoju ruchowego (nauka raczkowania i kolejne 3 miesiące!), są normalne. Nie ma w tym żadnej patologii; co nie oznacza, że nie można zmienić tej sytuacji i tak zorganizować środowisko, żeby rodzice spali lepiej.
Ale od początku: jakich porad udzielił rodzicom pediatra? Uwaga: wszystkie cytaty są spisane przeze mnie słowo po słowie z programu.
Zalecenie nr 1: Odstawienie nocnych karmień piersią
Argumenty? „Dziecko dziewięciomiesięczne może nie jeść w nocy” i karmiąc w nocy „dostarczamy organizmowi paliwa (…) Pani go nakręca zamiast uspokoić (…) trawi, dostaje zastrzyk cukru i ma bodziec do zabawy”.
Tu dotykamy nie tylko braku wiedzy o dziecięcym śnie, ale także ogromnej dezinformacji matki w zakresie laktacji.
Nocne karmienie piersią NIE POBUDZA dziecka. Jest wręcz przeciwnie! Od wieczora do wczesnych godzin porannych, zgodnie z rytmem okołodobowym, organizm matki produkuje m.in. hormon snu, czyli melatoninę. Tak, tę samą, którą dorośli kupują na problemy z zasypianiem. Substancja ta, wraz z tryptofanem (który w organizmie dziecka również zamienia się w… a jakże, melatoninę) przenika do mleka kobiecego – nocny pokarm jest więc bogaty w naturalne środki nasenne [3]!
Nie można jednoznacznie określić, kiedy dziecko „nie musi” jeść w nocy – to sprawa mocno indywidualna. Są maluchy, które będą zwyczajnie głodne nocą jeszcze w drugim roku życia i nie ma w tym nic dziwnego! Jeśli ktokolwiek mówi Ci, że niemowlę, które waży 5 kg/skończyło pół roku/dziewięć miesięcy/ rok itd. nie bywa głodne nocą, poproś o dowody. Zapewniam, że ich nie uświadczysz, oprócz zdawkowego „tak się uważa”. A Ty nie budzisz się czasem ze ssaniem w żołądku?
Poza tym karmienie piersią to nie tylko jedzenie czy picie! To środek nasenny i przeciwbólowy; ssanie pozwala regulować emocje, zaspokaja potrzebę bezpieczeństwa, kontaktu fizycznego i wiele innych. Rezygnacja z karmienia piersią wcale nie musi oznaczać rzadszych pobudek, bo jeśli nie chodziło o głód, to potrzeby, które dotychczas zaspokajała mama i jej pierś, będzie trzeba zaspokajać w inny sposób. Nie oznacza to, że nie można odstawiać dziecka od piersi w nocy, ale po pierwsze: należy się zastanowić, czy koniecznie przed ukończeniem przez dziecko roku, a po drugie: czy to najlepsza strategia rozwiązania problemu pt. nie wysypiamy się.
Zastępowanie nocnych karmień miałoby według doktora następować stopniowo, najpierw poprzez podawanie butelki z własnym pokarmem – czy niewyspana matka chce dodawać sobie pracy związanej ze ściąganiem pokarmu, podgrzewaniem go, myciem i wyparzaniem butelek oraz laktatora? Poza tym bohaterka programu mówiła, że dziecko nie akceptuje karmienia butelką…

Zalecenie nr 2: Nauka samodzielnego zasypiania
Argumenty? „Małe dzieci powinny zasypiać same – odkładamy do łóżeczka, zamykamy drzwi i dziecko zasypia”, „bujanie do zasypiania to katastrofa”, trzeba „nauczyć dziecko samodzielności”.
Zalecenie nr 3: Oduczenie brania dziecko na ręce, gdy zapłacze (w nocy i za dnia)
Argumenty? „Człowiek nie jest stworzony do tego, żeby być na rękach” (!!!), „ma odzyskać samodzielność”, „uzależnienie od was jest za duże”, bo „nie umie sobie inaczej poradzić ze stresem niż na rękach”, samodzielne „dzieci lepiej wchodzą w grupę żłobkową, przedszkolną, są bardziej śmiałe i odważne”, to „hartowanie się na stres”, „nagrodą dla niego ma być wzięcie na ręce, kiedy jest spokojny”.
Bzdura za bzdurą bzdurę pogania.