Jak prosić dziecko, by chciało ze mną współpracować?

Jak prosić dziecko, by chciało ze mną współpracować?

Moja czytelniczka, Emilia, poprosiła o wskazówki dotyczące takiego wyrażania próśb, aby „mali chłopcy słuchali”. Powody, dla których i dziewczynki, i chłopcy, ci mali i ci całkiem dorośli, nie odpowiadają entuzjazmem na nasze prośby są bardzo różne… ale warto upewnić się, że nie dzieje się tak z powodu naszego sposobu mówienia. Jak prosić dziecko, żeby chciało ze mną współpracować? (więcej…)

Czy TO jest normalne? O źródłach wiedzy na temat normy rozwojowej

Czy TO jest normalne? O źródłach wiedzy na temat normy rozwojowej

Niektórzy psychologowie dziecięcy mówią, że najczęściej wypowiadanym przez nich zwrotem jest „to normalne w tym wieku”. I chyba rzeczywiście w dużym stopniu na tym polega nasza praca. Gdy jest się rodzicem małego dziecka, bez wiedzy psychologicznej i dużego doświadczenia z innymi maluchami w rodzinie lub wśród znajomych, niektóre  reakcje i pomysły własnej latorośli mogą niepokoić. Warto mieć wtedy w domu rzetelne pozycje, które w przejrzysty, zrozumiały sposób wyjaśniają, czy dane zachowanie mieści się w normie rozwojowej. O dwóch podstawowych chciałam Ci dziś krótko powiedzieć: (więcej…)

10 rzeczy, których możesz nauczyć się od behawiorystów

10 rzeczy, których możesz nauczyć się od behawiorystów

Behawioryści w percepcji statystycznego rodzica bliskościowego jawią się jako zło wcielone. Warsztat ich pracy jest kojarzony wyłącznie z kijem i marchewką, w mniej lub bardziej zawoalowanej postaci. Czego możemy się od nich nauczyć, skoro nasz pogląd na naturę ludzką i podejście do dziecięcych trudności jest tak różne? Jako psycholożka, która niegdyś gruntownie przeszkoliła się w zakresie terapii poznawczo-behawioralnej dzieci i młodzieży, a teraz myśli i pracuje w nurcie teorii więzi i Rodzicielstwa Bliskości, zdradzę Wam, czym warto się zainspirować.

1. Przygotuj otoczenie – większość osób kojarzy behawioryzm z działaniem na wzmocnieniach, czyli karami i nagrodami. Niewielu jednak wie, że pierwszym i podstawowym (a często jedynym koniecznym) elementem pracy behawiorysty jest znalezienie sposobów na dostosowanie otoczenia do dziecka. Lepiej zmodyfikować wystrój salonu, aby półtoraroczna dziewczynka mogła bezpiecznie po nim buszować, niż liczyć na to, iż zapamięta, że nie ciągniemy za obrus i nie wkładamy palców do kontaktu. Łatwiej ustawić biurko w pokoju ucznia z ADHD przodem do ściany i usunąć z niego wszystkie niepotrzebne bibeloty niż frustrować się, że przegląda cienkopisy albo podziwia migające lampki na choince zamiast odrabiać lekcje. Zamiast słuchać pytań: „czy cztery łyżki zupy to już zjedzony obiad i czy mogę dostać batonika?”, łatwiej przestać kupować słodycze. Albo zmienić drogę powrotu ze żłobka zamiast przekonywać, że nie bawimy się w tej piaskownicy, w której siusiają pieski; kupić pieluchomajtki zamiast walczyć o założenie pampersów; chować tablet poza zasięgiem rąk dwulatka; przynosić kanapkę odbieranemu ze szkoły i podminowanemu z głodu szóstoklasiście. To bardzo skuteczna i prosta metoda zapobiegania wielu kłopotom, ale wymaga od dorosłego pewnej umiejętności przewidywania i planowania

2. Bądź uważny – na pytanie „dlaczego dziecko bije inne dzieci w żłobku?” trudno udzielić innej odpowiedzi niż „nie wiem”. Behawioryści zawsze uważnie obserwują i analizują zachowanie i jego okoliczności. W jakich sytuacjach dziecko bije? Jak często? Co się dzieje przed uderzeniem? Co się dzieje po? W jakiej porze dnia najczęściej to się zdarza? W jakim miejscu? W jakim towarzystwie? W zależności od udzielonych na te pytania odpowiedzi, za zachowaniem dziecka mogą stać różne potrzeby i sposoby pomocy dziecku.

3. Skutecznie wyrażaj prośby – hasło „posprzątaj pokój” jest zbyt ogólne nawet dla mnie. Bądź precyzyjna. Chciałabyś, żeby dziecko ułożyło książeczki na półce, czy żeby odkurzyło? Warto operować konkretnymi czynnościami. Po drugie, używaj niewielu słów –  niektórzy mówią, że po trzecim słowie dziecko się wyłącza i przestaje słuchać. Pamiętaj o nawiązaniu kontaktu wzrokowego. Upewnij się, że zostałaś usłyszana; czasem frustrujemy się, że dziecko nie reaguje na nasze prośby, a ono zwyczajnie ich nie słyszy, bo siedzi w drugim pokoju lub jest całkowicie pochłonięte angażującą zabawą. Nie proś o więcej niż jedną rzecz jednocześnie – uwaga i pamięć dziecka jest mniej doskonała niż u dorosłego.

4. Wypełnij luki poznawcze – czyli daj dziecku wiedzę, której nie posiada, a będzie mu łatwiej poradzić sobie w trudnej sytuacji. Rozmawiamy z dzieckiem, akceptujemy jego emocje i wspieramy w ich przeżywaniu, ale niejednokrotnie zapominamy, że maluch ma mniej doświadczeń niż my. Idealnym przykładem jest lęk separacyjny, pojawiający się, gdy rodzic wraca do pracy zawodowej. Hasło mama idzie do pracy dla wielu dzieci nie znaczy zupełnie nic, nie budzi żadnych skojarzeń, trudno sobie tę mityczną pracę wyobrazić i zrozumieć. Podstawą jest więc pokazanie dziecku swojego biura czy fabryki. Codzienny plan dnia malucha wywieszony w widocznym miejscu można wzbogacić informacjami, co mama robi w tym czasie (Ty jesz śniadanie, a mama teraz jedzie autem). Rodzic może co jakiś czas przysyłać MMSy ze swoim zdjęciem. Wszystkie te czynności mają na celu zapewnienie dziecka, że mamie nie dzieje się krzywda, że jest prawdomówna i przewidywalna (ponoć 70% rodziców okłamuje swoje dzieci odnośnie swojego miejsca pobytu i godziny powrotu :/ )

pen-calendar-to-do-checklist

5. Wykorzystaj potęgę checklisty – skomplikowane zadania podziel na mniejsze kawałki i rozpisz lub rozrysuj kolejne kroki. Pozornie banalna sprawa jak umycie zębów, to w rzeczywistości seria kilkunastu czynności: wyjąć szczoteczkę, odkręcić wodę, zmoczyć włosie, zakręcić wodę, wyjąć tubkę z pastą, wycisnąć pastę, zakręcić tubkę z pastą, odłożyć ją na miejsce, podnieść kubek, odkręcić wodę, nalać wody do płukania ust, zakręcić wodę… Uff, ja już się spociłam, a nawet nie zaczęliśmy jeszcze myć zębów! A co dopiero posprzątać pokój, odrobić lekcje albo spakować plecak? Zamiast złościć się, że dziecko ciągle o czymś zapomina, lepiej stworzyć mu łatwo dostępną pamięć zewnętrzną, do której będzie mogło się odnosić.

6. Oswajaj i uatrakcyjniaj lęki – niektóre lęki są rozwojowe i normalne dla danego wieku, inne biorą się z poczucia braku kontroli; odbijają się w nich aktualne trudności doświadczane przez dziecko. Czasami rodzice starają się w ogóle nie poruszać danego tematu w obawie przed wzmacnianiem lęku. Gdy dziecko boi się potwora siedzącego w nocy pod łóżkiem, nie komentują tych wyznań. Czekają, aż wieczorem dziecko padnie ze zmęczenia w innym pomieszczeniu i dopiero przenoszą je do sypialni. Metodą małych kroków można czasem takiego podłóżkowego potwora oswoić, korzystając z dziecięcej fantazji – np. zmienić jego znaczenie na pozytywne (ten smok Ciebie chroni!), rozmawiać o nim, rysować go, zostawiać mu pod łóżkiem ciasteczka. Albo wyprodukować brokatowy lawendowy spray na potwory rozpylany wieczorem w każdym ciemnym kącie sypialni. Warto tworzyć dużo pozytywnych skojarzeń z potencjalnie trudnymi miejscami czy czynnościami. Lękotwórczą ciemność dobrze jest uatrakcyjniać zabawami z latarkami, teatrzykiem cieni, przyklejaniem fluorescencyjnych kształtów na suficie czy ścianach.

7. Trenuj i odgrywaj role – jednym z najlepszych sposobów na zdobycie i utrwalenie nowych umiejętności jest ćwiczenie ich. Pisząc o trenowaniu nie mam na myśli uczenia samodzielnego snu, ale trenowanie pewnych czynności w bezpiecznym środowisku. Warto ćwiczyć z dzieckiem odpowiadanie na przykre zaczepki rówieśników, odgrywać scenki z przedszkola (np. co można powiedzieć, jeśli nie chce się jeść obiadu albo jak odmówić pożyczenia zabawki w piaskownicy), w zaprzyjaźnionych sklepach zachęcać wycofane dziecko do poproszenia ekspedientki o podanie zabawki.

8. Nie wszystko naraz – terapeuta behawioralny pracuje najczęściej tylko z jednym problemem, który w danym momencie rodzina uzna za najpilniejszy lub najważniejszy. Adaptacja w żłobku nie jest dobrym momentem na odstawienie od piersi; odsmoczkowania nie przeprowadzamy w chwili pojawienia się młodszego rodzeństwa; nie przenosimy trzylatka do własnego pokoju, kiedy właśnie umarł mu chomik itd.

9. Poszukaj przyczyny medycznej – czasem psycholog uznaje, że niezbędna jest konsultacja lekarska – neurologiczna, psychiatryczna, laryngologiczna itd. Zdarza się, że dziecko z nami nie współpracuje, bo na przykład niedosłyszy (dźwięki mowy mają inne częstotliwości niż dźwięki otoczenia, dlatego maluch, który reaguje na trzaśnięcie drzwiami, może jednocześnie mieć problem z rozumieniem mowy). Kłopoty ze snem czy gwałtownymi wybuchami emocji mogą mieć źródło w alergiach i nietolerancjach pokarmowych, bezdechu sennym itd. Warto skonsultować z logopedą dziecko trzyletnie, które mało mówi, ponieważ frustracje wynikające z braku możliwości komunikacji z otoczeniem mogą odbijać się na funkcjonowaniu malucha w grupie rówieśniczej.

10. Nie zapomnij o psychoedukacji – bardzo ważnym elementem terapii behawioralnej jest udzielenie rodzinie rzetelnych informacji o naturze danego problemu. Niewiedza rodzi lęk i potęguje narastanie objawów. Jeśli pięciolatek moczy w nocy łóżko, to zarówno dziecko, jak i wszyscy opiekunowie (rodzice, babcia, nauczycielki przedszkola itd.) powinni poszukać wiarygodnych informacji na ten temat. Komentarze sąsiadów czy znajomych rzadko są zgodne z rzeczywistością. Prawdopodobnie zarówno dziecko, jak i rodzina nieco się uspokoi, gdy dowie się, że: to jest fizjologia i maluch niedługo z tego wyrośnie; nie zależy od złej woli dziecka i że w prawie każdej grupie przedszkolnej jest co najmniej jedno moczące się w nocy dziecko (o moczeniu więcej TUTAJ).

I co Ty na to? Zaskoczona/y? Podziel się swoją refleksją w komentarzu!

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Pediatra nie jest ekspertem od wychowania!

Pediatra nie jest ekspertem od wychowania!

Zacznę od oświadczenia: nie mam nic do lekarzy. Wręcz przeciwnie, darzę ten zawód niezwykłym szacunkiem, mam jego przedstawicieli w rodzinie i wśród znajomych. Mam wspaniałe koleżanki lekarki w trakcie specjalizacji z pediatrii, które dysponują nie tylko aktualną wiedzą medyczną, ale także dokształcają się w zakresie psychologii rozwojowej.

Ale mam też przed sobą Program Specjalizacji w Pediatrii i po jego lekturze utwierdziłam się w  przekonaniu – pediatra nie jest ekspertem od wychowania. Ba, udzielanie porad tego typu w ogóle nie leży w zakresie jego obowiązków! I dobrze, bo zakres wiedzy medycznej i praktycznych umiejętności, jakie musi posiąść w ciągu kilku lat, przyprawia o zawrót głowy. Po zakończeniu kształcenia specjalistycznego, lekarz ma „dać wsparcie rodzinie w trudnych sytuacjach wychowawczych” oraz „rozpoznać zaburzenia rozwoju o etiologii psychologicznej” i w razie potrzeby skierować dziecko do psychologa [1]. Tyle w teorii.

Może zastanawiasz się, dlaczego akurat wzięłam się za lekarzy? Swego czasu jedna z koleżanek podesłała mi informację o programie telewizyjnym, w którym porad wychowawczych udziela pediatra. Bohaterami pierwszego odcinka byli niewyspani rodzice dziewięciomiesięcznego chłopca. Z racji swojego zainteresowania meandrami dziecięcego snu, nie mogłam tego przepuścić.

Sytuacja wygląda następująco: niemowlę w wieku 9 miesięcy budzi się w nocy co 2-3 godziny. Usypia karmione piersią i kołysane na rękach. Rodzice są wykończeni.

Powiem wprost: niemowlęta śpią beznadziejnie, taka ich natura. Fragmentacja snu nie jest dla nich szkodliwa, wręcz przeciwnie: zabezpiecza je przed śmiercią łóżeczkową [2]. Pobudki co 2 lub 3 godziny, zwłaszcza w okresie ząbkowania i dużego rozwoju ruchowego (nauka raczkowania i kolejne 3 miesiące!), są normalne. Nie ma w tym żadnej patologii; co nie oznacza, że nie można zmienić tej sytuacji i tak zorganizować środowisko, żeby rodzice spali lepiej.

Ale od początku: jakich porad udzielił rodzicom pediatra? Uwaga: wszystkie cytaty są spisane przeze mnie słowo po słowie z programu.

Zalecenie nr 1: Odstawienie nocnych karmień piersią

Argumenty? „Dziecko dziewięciomiesięczne może nie jeść w nocy” i  karmiąc w nocy „dostarczamy organizmowi paliwa (…) Pani go nakręca zamiast uspokoić (…) trawi, dostaje zastrzyk cukru i ma bodziec do zabawy”.

Tu dotykamy nie tylko braku wiedzy o dziecięcym śnie, ale także ogromnej dezinformacji matki w zakresie laktacji.

Nocne karmienie piersią NIE POBUDZA dziecka. Jest wręcz przeciwnie! Od wieczora do wczesnych godzin porannych, zgodnie z rytmem okołodobowym, organizm matki produkuje m.in. hormon snu, czyli melatoninę. Tak, tę samą, którą dorośli kupują na problemy z zasypianiem. Substancja ta, wraz z tryptofanem (który w organizmie dziecka również zamienia się w… a jakże, melatoninę) przenika do mleka kobiecego – nocny pokarm jest więc bogaty w naturalne środki nasenne [3]!

Nie można jednoznacznie określić, kiedy dziecko „nie musi” jeść w nocy – to sprawa mocno indywidualna.  Są maluchy, które będą zwyczajnie głodne nocą jeszcze w drugim roku życia i nie ma w tym nic dziwnego! Jeśli ktokolwiek mówi Ci, że niemowlę, które waży 5 kg/skończyło pół roku/dziewięć miesięcy/ rok itd. nie bywa głodne nocą, poproś o dowody. Zapewniam, że ich nie uświadczysz, oprócz zdawkowego „tak się uważa”. A Ty nie budzisz się czasem ze ssaniem w żołądku?

Poza tym karmienie piersią to nie tylko jedzenie czy picie! To środek nasenny i przeciwbólowy; ssanie pozwala regulować emocje, zaspokaja potrzebę bezpieczeństwa, kontaktu fizycznego i wiele innych. Rezygnacja z karmienia piersią wcale nie musi oznaczać rzadszych pobudek, bo jeśli nie chodziło o głód, to potrzeby, które dotychczas zaspokajała mama i jej pierś, będzie trzeba zaspokajać w inny sposób. Nie oznacza to, że nie można odstawiać dziecka od piersi w nocy, ale po pierwsze: należy się zastanowić, czy koniecznie przed ukończeniem przez dziecko roku, a po drugie: czy to najlepsza strategia rozwiązania problemu pt. nie wysypiamy się.

Zastępowanie nocnych karmień miałoby według doktora następować stopniowo, najpierw poprzez podawanie butelki z własnym pokarmem – czy niewyspana matka chce dodawać sobie pracy związanej ze ściąganiem pokarmu, podgrzewaniem go, myciem i wyparzaniem butelek oraz laktatora? Poza tym bohaterka programu mówiła, że dziecko nie akceptuje karmienia butelką…

baby-428395_1920

Zalecenie nr 2: Nauka samodzielnego zasypiania

Argumenty? „Małe dzieci powinny zasypiać same – odkładamy do łóżeczka, zamykamy drzwi i dziecko zasypia”, „bujanie do zasypiania to katastrofa”, trzeba „nauczyć dziecko samodzielności”.

 Zalecenie nr 3: Oduczenie brania dziecko na ręce, gdy zapłacze (w nocy i za dnia)

Argumenty? „Człowiek nie jest stworzony do tego, żeby być na rękach” (!!!), „ma odzyskać samodzielność”, „uzależnienie od was jest za duże”, bo „nie umie sobie inaczej poradzić ze stresem niż na rękach”, samodzielne „dzieci lepiej wchodzą w grupę żłobkową, przedszkolną, są bardziej śmiałe i odważne”,  to „hartowanie się na stres”, „nagrodą dla niego ma być wzięcie na ręce, kiedy jest spokojny”.

Bzdura za bzdurą bzdurę pogania.

Po pierwsze: jesteśmy stworzeni do bycia noszonym na rękach i do wspólnego spania.

Ludzkie (a i małpie) niemowlęta i małe dzieci od zarania dziejów były noszone na rękach czy w chustach przez członków swojego plemienia (wózki nie istniały, a trzeba było przemieszczać się za pożywieniem). Spały wraz z matką, przy piersi – żeby było im ciepło i żeby nie zdążyły się dobrze rozbudzić i płakać, bo to mogłoby zwrócić uwagę drapieżników. Pozostawienie małego dziecka samego na ziemi (=w łóżeczku) było dla niego śmiertelnym zagrożeniem. Współczesne dzieci nie wiedzą, że nie grozi im atak tygrysa, bo ewolucja nie następuje tak szybko. Niemowlęta są jaskiniowcami. Dlatego wiele z nich głośno płacze, gdy próbuje się je odłożyć do samodzielnego snu. Można o tym więcej poczytać w ciekawym wywiadzie z dr Evelin Kirkilionis TUTAJ lub w polecanej przeze mnie książce (nomen omen pediatry) Carlosa Gonzalesa „Przytul mnie mocno”. I milionie innych źródeł. Z czasem potrzeba eksploracji otoczenia połączona z rosnącą sprawnością motoryczna sprawia, że dziecko coraz mniej czasu chce spędzać na rękach – ale nadal potrzebuje bezpiecznej bazy w ramionach rodziców i nie trzeba go tego pozbawiać w imię „nauki samodzielności”.

Po drugie: mitem jest to, że niemowlęta śpiące samotnie wyrastają na zaradne i samodzielne. Według badań dzieci śpiące w jednym łóżku z rodzicami są tak samo albo nawet bardziej samodzielne jako przedszkolaki, niż ich rówieśnicy, którzy spędzali noc we własnych łóżeczkach (więcej tutaj).

Po trzecie: niemowlaka nie trzeba hartować na stres. Nie trzeba go poddawać specjalnym treningom ani liczyć do dziesięciu zanim się zareaguje na jego wołanie. Życie małego dziecka jest i tak wystarczająco stresujące samo w sobie (doświadcza różnych potrzeb i stanów, nie umiejąc efektywnie porozumiewać się z otoczeniem, które – lepiej lub gorzej – odgaduje jego aktualne wymagania i stara się jakoś wyjść im naprzeciw). Im szybciej reagujemy na potrzeby dziecka, komunikowane płaczem (bo póki co wierszem ich nam nie wyartykułuje), tym szybciej nauczy się ono, ze można poczekać, że rodzic jest dla mnie zazwyczaj dostępny, że reaguje na mnie i wspiera mnie w trudnościach.

I po czwarte: wzięcie niemowlęcia na ręce, gdy ono o to prosi, płacząc, nie jest dla niego nagrodą i nie wzmacnia płaczu. Jest wręcz przeciwnie: dzieci dużo noszone, płaczą rzadziej. Branie na ręce jest odpowiedzią na potrzebę dotyku, poczucia bezpieczeństwa, ulgą w bólu brzucha itd. Wyobraź sobie, że budzisz się w środku nocy spocona, ze łzami w oczach z koszmarnego snu i chcesz się przytulić do ukochanego, a on Cię odtrąca mówiąc: „przytulę Cię dopiero jak będziesz spokojna, Ty nieznośna histeryczko. Teraz jest noc, a w nocy się śpi, a nie płacze”. Słodko, nie?

Niemowlęta poddane treningowi samodzielnego usypiania w łóżeczku po kilku-kilkunastu nocach przestają płakać. Nie dlatego, że branie na ręce, kołysanie czy przystawienie do piersi było nagrodą wzmacniającą negatywne zachowanie, jakim są pobudki. Dzieci nie przestały się budzić – każdy z nas, także dorośli, budzi się między fazami lub cyklami snu. One przestały komunikować, że się obudziły. Przestały wołać rodziców. Niemowlęta budzą się, ale nie proszą rodziców o pomoc w zaśnięciu, próbując sobie samodzielnie poradzić z sytuacją przerastającą ich możliwości.

Skąd wiemy, że ta sytuacja je przerasta, że wywołuje u nich stres? Może po prostu błyskawicznie nauczyły same się uspokajać? Nic z tych rzeczy. Jednoznacznie wskazują na to badania poziomu kortyzolu – hormonu stresu – w ich ślinie.  W jednym z badań po trzech dniach treningu snu niemowlęta przestały płakać przed snem i w trakcie pobudek, ale nadal odczuwały stres. Poziom kortyzolu w trzecim dniu badania, gdy niemowlęta przestawały płakać i wyglądało na to, że są spokojne, był tak samo wysoki, jak pierwszego dnia treningu, gdy płakały [4].

Zdaję sobie sprawę z tego, ze program był montowany i z pewnością część wskazówek doktora nie ukazała się w odcinku. Nie wiem, czy wspominał rodzicom o roli rytuałów, organizacji sypialni (zapach, dźwięki, temperatura itd.), kąpieli, diecie matki i dziecka oraz innych ważnych czynnikach, które mogłyby pomóc temu chłopcu lepiej spać. Niemniej jednak uważam, że większość porad, które jako widzowie zobaczyliśmy w programie, była – w świetle aktualnej wiedzy o rozwoju psychicznym dziecka i laktacji – co najmniej nietrafiona.

Wszystkim rodzicom, którzy borykają się z problemami ze snem u swojego malucha, zalecam konsultację u pediatry. To ważne, by lekarz wyeliminował ewentualne medyczne przyczyny kłopotów ze snem, takie jak: obturacyjny bezdech senny, choroba refluksowa przełyku, alergie i nietolerancje pokarmowe, zakażenie układu moczowego, wzmożone napięcie mięśniowe, problemy neurologiczne itd. Ale – co widać na powyższym przykładzie – pediatra nie jest ekspertem od rozwoju psychicznego dziecka ani od wychowania, a udzielane przez niego porady w tym zakresie mogą być nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe dla całej rodziny.

Oddajmy więc cesarzowi, co cesarskie, a psychologom, co psychologiczne.

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Nigdy nie znasz całej historii

Nigdy nie znasz całej historii

Ciągle oceniamy i jesteśmy poddawani ocenie, ale chyba nigdy tak często i zajadle jak w roli rodziców. Czujemy się uprawnieni komentować wybory innych matek, zwłaszcza jeśli dużo o nich wiemy. Wydaje nam się, że sytuację sprawiedliwie można podsumować jednym przymiotnikiem „wygodnicka”, „nadopiekuńcza”, „leniwa”, „egoistyczna” lub po prostu „zła matka”.

Tymczasem nigdy nie znamy całej historii.

(więcej…)