Moja czytelniczka, Emilia, poprosiła o wskazówki dotyczące takiego wyrażania próśb, aby „mali chłopcy słuchali”. Powody, dla których i dziewczynki, i chłopcy, ci mali i ci całkiem dorośli, nie odpowiadają entuzjazmem na nasze prośby są bardzo różne… ale warto upewnić się, że nie dzieje się tak z powodu naszego sposobu mówienia. Jak prosić dziecko, żeby chciało ze mną współpracować?

Świadomie nie wspominam o zasadach komunikacji NVC (Porozumienie Bez Przemocy) – zainteresowanych odsyłam na początek do książki Zofii Aleksandry Żuczkowskiej „Dialog zamiast kar” Wydawnictwa MiND, która świetnie wyjaśnia podstawy tego nurtu.

  • Upewnij się, że dziecko Cię słyszy i rozumie – nawiąż z nim kontakt wzrokowy, najlepiej kucając lub klękając obok. Niektórym dzieciom w skoncentrowaniu się pomaga dotyk ze strony opiekuna. Komunikaty kanapowe, czyli wydawane z salonu w stronę dziecięcego pokoju, giną w meandrach korytarzy zanim dolecą do odbiorcy. Zarówno fizycznie, jak i metaforycznie. Nawet gdy dziecko bawi się trzy metry od Ciebie, może być zatopione w arcyistotnych dla niego rozważaniach typu czy dziś koniki jedzą owies czy siano lub podśpiewywać coś usypiającego układanym do snu lalkom. Wtedy naprawdę Cię nie słyszy. A jeśli nie chce Ci się wstać z tej kanapy, to może znak, że spełnienie przez dziecko akurat tej prośby nie jest dla Ciebie aż tak istotne? Niektórzy proszą starsze dzieci o powtórzenie prośby lub opowiedzenie jej własnymi słowami, aby upewnić się, że zostali właściwie zrozumiani.

Czasami małe dzieci nie słyszą z typowo medycznych powodów – np. mają niezdiagnozowany niedosłuch; reagują tylko na niektóre prośby rodziców bazując na dotychczasowych doświadczeniach i pewnej przewidywalności zdarzeń. Dlatego, jeśli niepokoi Cię rozwój mowy i rozumienia Twojego dziecka, warto skonsultować się z pediatrą, laryngologiem lub logopedą. Nawet jeśli wynik przesiewowych badań słuchu w okresie noworodkowym był pozytywny.

  • Poczekaj na odpowiedni moment – trudno byłoby mi przychylić się nawet do najempatyczniej skonstruowanej przez ukochanego męża prośby, jeśli ten wystosowałby ją, wyłączając mi ostatni odcinek finałowego sezonu Gry o Tron na dziesięć minut przed jego końcem. Podobnie czują się dzieci, którym prośbami przerywa się układanie klocków, przebieranie bobasków i inne ciekawe zajęcia. Daj mu czas na skończenie czynności. Nawet, gdy usłyszysz machinalne „dobrze/zaraz/już idę”, nie oznacza to, że młodzież faktycznie Cię usłyszała, zrozumiała i pamięta, o co chodziło. A co, jeśli nie chcemy czekać, bo pani w ZUSie ani autobus nie poczekają? Czasem samo zauważenie, że dziecko chciałoby jeszcze się pobawić i powiedzenie na głos „Pewnie chciałbyś się jeszcze pobawić, a ja chcę wyjść teraz z domu. Pewnie Ci z tym trudno, bo nie skończyłeś stawiania wieży” sprawia, że dzieciom łatwiej zaakceptować sytuację presji czasowej. A czasem musimy wziąć ich słuszne niezadowolenie na klatę i w przyszłości lepiej zaplanować czas.
  • Tu i teraz – pamięć i uwaga dzieci ma swoje ograniczenia. Snucie całodziennych planów, skomplikowanych zależności między kolejnymi działaniami niekoniecznie pomaga małym dzieciom w zrozumieniu, co właściwie teraz ma się dziać. Mówisz: „Jak zjesz zupę i drugie danie, to umyjemy ręce mydłem, wytrzemy w ręczniczek, przebierzemy spodnie i pójdziemy na dwór”, a dziecko już stoi z butami przy drzwiach i ani myśli o zupie? Z całego długiego wywodu zapamiętało ostatnich kilka słów (tzw. efekt świeżości) i nie rozumie Twojego niezadowolenia. Przecież mówiłaś o spacerze, jestem gotowy! Mów dziecku o tym, jaka jest Twoja prośba na teraz, na tę chwilę, nie na za pół godziny.
  • Dzielenie dużych zadań na mniejsze, możliwie precyzyjnie określone części – klasycznym przykładem jest hasło „posprzątaj pokój”. Boleśnie nieprecyzyjne hasło! Chodzi o umycie okien czy schowanie klocków do pudełka? Nawet niewinne „pozbieraj zabawki” niektóre dzieci zrozumieją po swojemu: książek nie ruszam, bo to nie zabawki; lalki to lalki, wiadomix, inna kategoria; klocki też – przekopię tylko pluszowego miśka i dwa słonie pod ścianę i będzie ok! Jak to nie ok, mamo? Wiem, że można mieć dosyć dzielenia banalnych (dla nas, dorosłych) czynności na części pierwsze i mówienia tylko o jednej na raz, ale to naprawdę  sensowny sposób!
  • Unikaj szumu informacyjnego – ten punkt łączy się z dwoma poprzednimi. Proś o jedną rzecz na raz. Dopiero, gdy lalki stoją na półce, mówimy o wrzucaniu klocków do pudła. Jeśli jakieś czynności codziennie się powtarzają, można sobie pomóc rysunkami-przypominajkami, np. wklejonymi w zeszycie lub na starym kalendarzu-kołonotatniku. Po zrobieniu danego etapu, odwracamy stronę i idziemy dalej.
  • Daj do ręki przedmiot dopiero wtedy, gdy wyjaśnisz, w jaki sposób go używać – nawet dorośli mają problem z wysłuchaniem zadania, gdy otrzymują atrakcyjne narzędzia. Serio. Swojego czasu prowadziłam warsztaty z pedagogiki zabawy dla nauczycieli  Rozdałam grupie pań (nie, żebym wypominała im wiek, ale były spokojnie 30+) instrumenty muzyczne (tamburyn, marakasy, trójkąty i tego typu hałaśliwe przedmioty) zanim wyjaśniłam, co będziemy z nim robić. Jak myślisz, co się stało? I po jakim czasie udało mi się przebić przez stukanie, pukanie, dzwonienie i potrząsanie? 🙂
  • Uważaj na słowo nie – to temat na kolejny, dłuższy artykuł. Czasem trzeba zorganizować odpowiednio otoczenie, czasem używać słów „stop”, „zwolnij”, czasem przekierować uwagę dziecka albo wesprzeć w radzeniu sobie z odmową. A często wcale nie trzeba mówić nie. Więcej już wkrótce.
  • Tłumaczenia, tłumaczenia, bla bla bla – brak reakcji na Twoją prośbę niekoniecznie oznacza, że dziecko nie rozumie, dlaczego ma coś zrobić i że trzeba przedstawić mu ponownie listę argumentów. Ono często rozumie, o co chodzi, ale po prostu nie chce spełnić Twojej prośby. Jeśli czegoś zabraniasz, to wielokrotne tłumaczenie nie pomaga dziecku przejść przez trudne emocje i łatwiej zaakceptować odmowę – w grę wchodzą inne części mózgu; ta racjonalna ma niewielki (albo wręcz żaden) wpływ na tę emocjonalną. Wystarczy wyjaśnić swoje powody raz, a potem empatycznie wspierać malucha.
  • Opisz sytuację i poczekaj, aż dziecko samo wymyśli rozwiązanie problemu – chętniej realizujemy własne pomysły niż polecenia innych osób. Poza tym wymyślone przez dziecko rozwiązania niejednokrotnie mogą Cię zaskoczyć!
  • Daj możliwie największy wybór – jeśli sprawa nie jest megapilna, zostaw dziecku możliwość wyboru, kiedy i jak coś zrobić. Najpierw umyjesz zęby czy założymy pidżamkę? Zawołaj mnie, jak rozbierzesz się do podkoszulki. Pokrój warzywa (jeśli chcesz, żeby były eleganckie, jak na kolację z prezydentem, weź się za to sama). Gdy maluch nie chce wracać z placu zabaw, zapytaj, ile jeszcze razy korzysta ze zjeżdżalni: 5, 7 czy 10? Ile czasu potrzebuje, żeby skończyć układanie wieży, zanim siądziemy do kolacji? Może sam ustawi minutnik z kilkoma alarmami przypominającymi, że nadchodzi czas?
  • Streszczaj się – im młodsze dziecko, tym mniej słów. Często wystarczą 1-3 słowa, nawet bez czasowników: ręcznik (=leży na podłodze, podnieś go i powieś);  klocki (= pozbieraj i wrzuć tam, gdzie od roku); kurtka, czapka, światło itd. Jeśli wydaje Ci się to grubiańskie (choć dużo zależy od tonu głosu), możesz dodać magiczne „proszę”. Przydatne przy dzieciach, które wyłączają się przy choćby nieco dłuższych kazaniach. Na wyjaśnienia wraz z podziękowaniem czas przychodzi po wykonaniu zadania: „dziękuję, że zgasiłeś światło, dzięki temu nie muszę wracać do kuchni i mogę już usiąść z Tobą do kolacji”.

Mam nadzieję, że podrzuciłam Emilii i innym moim Czytelniczkom i Czytelnikom parę pomysłów 🙂