Porozmawiajmy o… lekach psychotropowych. Wywiad z psychiatrą dr n.med. Oliwią Gawlik-Kotelnicką

Porozmawiajmy o… lekach psychotropowych. Wywiad z psychiatrą dr n.med. Oliwią Gawlik-Kotelnicką

Leczenie depresji poporodowej i innych zaburzeń psychicznych występujących w pierwszych miesiącach po narodzeniu dziecka obrosło wieloma mitami. Sprzeczne informacje rozpowszechniane na blogach,  forach i grupach dyskusyjnych powstrzymują kobiety potrzebujące pomocy przed skorzystaniem ze specjalistycznej porady. Temat ten jest szczególnie istotny w grupie matek dzieci wymagających, ponieważ badania wskazują, że są one w grupie zwiększonego ryzyka rozwoju depresji poporodowej [1]. Poprosiłam więc psychiatrę o rozwianie najczęściej pojawiających się wśród matek wątpliwości – pytałam o objawy, które powinny nas zaniepokoić, preparaty, które można stosować podczas karmienia piersią oraz suplementy wspomagające leczenie zaburzeń psychicznych.

ogk2Moją rozmówczynią jest dr n. med. Oliwia Gawlik-Kotelnicka, specjalista psychiatrii, asystent na Oddziale Zaburzeń Afektywnych Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wykładowca akademicki, adiunkt w Klinice Zaburzeń Afektywnych i Psychotycznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Mama karmiąca 3,5-letniego Tymka, żona Mariusza. Miłośniczka kotów, gór i lekkiej atletyki. (więcej…)

Klęska urodzaju – hiperlaktacja a sen niemowlęcia

Klęska urodzaju – hiperlaktacja a sen niemowlęcia

Jeśli mowa o związku karmienia piersią z problemami ze snem u dziecka, zwykle myślimy o reakcjach na alergeny zawarte w mleku matki (nie tak częste, jak to się powszechnie wydaje) lub obawy, czy maluch zjada wystarczającą jego ilość i czy nie jest głodny.

Mało natomiast mówi się o sytuacji odwrotnej: gdy to zbyt duża ilość mleka mamy powoduje częste pobudki, rozdrażnienie i płaczliwość niemowlaka.

Czym jest nadmiar pokarmu?

Hiperlaktacja to nadmiar pokarmu względem potrzeb dziecka, który można zdiagnozować po okresie, w którym laktacja powinna być już ustabilizowana i dopasowana według zasady popyt-podaż (czyli po ok. 6 tygodniu życia). Gdy maluch jest jeszcze noworodkiem, piersi matki zwykle produkują zbyt dużo pokarmu, a jego wypływ u większości kobiet jest bardzo szybki – ciało musi się dostosować do ilości i apetytu dzieci, które ma wykarmić. Jeśli mama i niemowlę są zdrowi, to laktacja stabilizuje się na poziomie odpowiednim do potrzeb niemowlęcia. Oczywiście, zdarzają się krótkie, kilkudniowe okresy skoków rozwojowych (czy też, jak niegdyś się mówiło, kryzysów laktacyjnych), ale ogólnie rzecz biorąc wszystkie elementy mlecznej układanki powinny już do siebie na tym etapie pasować.

Czasami jednak, z różnych powodów, piersi produkują więcej mleka niż potrzeba. Główne przyczyny nadprodukcji pokarmu to:

  • nadmierne odciąganie mleka;
  • zaburzenia pracy tarczycy po porodzie;
  • zaburzenia hormonalne przed ciążą, np. hiperprolaktynemia w przebiegu PCOS lub innych chorób.
Jak rozpoznać nadprodukcję pokarmu?
  • niemowlę przybiera znacznie więcej niż średnia (która wynosi 30g /dobę; dzieci matek z nadmiarem mleka potrafią przybrać nawet trzy razy tyle!);
  • wypływ pokarmu jest gwałtowny, dziecko krztusi się, kaszle, odrywa, jest dosłownie zalewane mlekiem (uwaga – większość noworodków czasem dławi się i krztusi podczas karmienia – trudnej sztuki koordynacji ssania, połykania i oddychania trzeba się po prostu nauczyć. Samo krztuszenie się niemowlęcia nie jest jednoznaczne z nadprodukcją pokarmu);
  • niemowlę oddaje dużo moczu (nawet kilkanaście zmoczonych pieluch) i dużo strzelających, wodnistych stolców o zielonkawym zabarwieniu i kwaśnym zapachu;
  • dziecko może odpychać się od mamy, jakby bało się piersi lub przygryzać dziąsłami brodawkę, by spowolnić napływ mleka. Niektóre dzieci mają problem z uspokajaniem się i zasypianiem przy piersi;
  • matka ma nieustanne wrażenie przepełnienia piersi, które już krótko po nakarmieniu znów są ciężkie i twarde, mleko wypływa z nich pomiędzy karmieniami, a podczas ssania jednej, pokarm tryska także z drugiej.

Nie można mówić o nadprodukcji pokarmu przed 6-8 tygodniem życia niemowlęcia ani wówczas, gdy dziecko nie przybiera powyżej średniej.

small-child-1474808_1920

Jaki jest związek nadprodukcji pokarmu ze snem niemowlęcia?

Kiedy mama ma przez całą dobę przepełnione piersi, mleko, które się w nich gromadzi, ma niższą zawartość tłuszczu niż w przypadku piersi produkujących odpowiednią ilość pokarmu. Dziecko zjada więc mleko, w którym proporcja laktozy (cukru mlecznego) do tłuszczu jest nieco zachwiana. Jest przelaktozowane, co oznacza, że jego jelita nie posiadają tak dużo enzymu laktazy, by poradzić sobie z tak dużą ilością mleka.

Duży stosunek spożywanej laktozy do tłuszczu powoduje nieprzyjemne objawy ze strony układu pokarmowego – wzdęcia, gazy, bóle brzucha, przyspieszenie pracy jelit (stąd dużo stolców o zielonkawym zabarwieniu). Dziecko, chcąc pozbyć się dyskomfortu, często zgłasza się do piersi i próbuje się przy niej wyciszyć. Niestety, ponieważ piersi są stale przepełnione, trudno mu ssać nieodżywczo (ciumkać), bez pobierania pokarmu, więc wpada w mechanizm błędnego koła – ssąc, chwilowo się uspokaja, ale zjada kolejne ilości mleka. Dyskomfort się nie zmniejsza, a z bolącym brzuszkiem trudno spokojnie spać. UWAGA – nie oznacza to, że należy sztucznie wydłużać przerwy między karmieniami! Głodne dziecko łapczywiej chwyta brodawki i mocniej ssie, co zwiększa ciśnienie, z jakim tryska mleko.

Po drugie, jeśli dziecko często krztusi się, kaszle, odrywa od piersi i płacze podczas karmienia, połyka duże ilości powietrza. To potęguje wzdęcia i ból brzucha, który wybudza malucha.

Po trzecie, niemowlęta matek z nadprodukcją pokarmu częściej budzą się z głodu. Jak to możliwe, przecież tak dobrze przybierają i mają mleka w bród? Przypominam: pełna pierś = mało tłuszczów w mleku, którym nasyci się niemowlę; miękka pierś = szybkie dotarcie do zbalansowanego pokarmu. Jeśli dziecko zjada mocno tryskający pokarm z pełnej piersi, błyskawicznie ma pełny żołądek, ale trawi to mleko szybciej. Ssanie pokarmu produkowanego w odpowiedniej, nieponadmiarowej ilości nasyciłby dziecko na dłużej, bo tłuszcz spowalnia tempo opróżniania żołądka. Cząsteczki tłuszczu odklejające się stopniowo w coraz większej ilości wraz z kolejnymi minutami ssania miałyby szansę dotrzeć do dziecka, zanim napije się ono po dziurki w nosie. Niemowlę hiperlaktacyjnej mamy może być więc zwyczajnie głodne częściej niż dzieci matek ze stabilną laktacją.

Co można z tym zrobić?
  1. Najlepiej zasięgnąć porady Certyfikowanego Doradcy Laktacyjnego lub Konsultanta Laktacyjnego KLIK.
  2. Rozważyć badanie hormonów tarczycy u mamy.
  3. Warto karmić w pozycji „pod górkę” lub leżąc na boku, gdzie siła wypływu mleka jest mniejsza.
  4. Na samym początku karmienia można na chwilę „odłączyć” niemowlę (wkładając mały palec w kącik jego ust) i złapać wytryskujące mleko w pieluszkę.
  5. Należy często odbijać dziecko podczas karmienia, nawet co kilka minut.
  6. Jedną z metod zmniejszenia produkcji jest blokowanie karmień – karmienie 3 lub więcej godzin z jednej piersi, pilnując, by w drugiej nie doszło do zatkania przewodu mlecznego lub zastoju (można z niej usuwać niewielką ilość pokarmu, ściągając tylko do uczucia ulgi). Nieużywaną pierś warto obkładać zimnymi kompresami, które zmniejszają przepływ krwi i spowalniają produkcję mleka.
  7. Kolejna metoda to całkowite opróżnienie obu piersi (np. za pomocą laktatora), a potem blokowanie karmień, opisane wyżej (opis tej metody, po angielsku, znajdziecie tutaj).
  8. Jeśli powodem hiperlaktacji jest nadmierne odciąganie pokarmu, a mama karmi własnym mlekiem z butelki (tzw. Karmienie Piersią Inaczej), można stopniowo zmniejszać częstotliwość ściągań lub ilość odciąganego pokarmu.
  9. Mama może pić herbatę z szałwii i mięty (do 3 szklanek dziennie).
  10. W niektórych przypadkach lekarz zaleca 4-7-dniową terapię dwuskładnikową pigułką antykoncepcyjną.

Zajrzyj też do wpisu Patrycji, Promotorki Karmienia Piersią, autorki bloga Chustodzieciaki, która borykała się z tym problemem – jest to jedyny znany mi, rzetelny polskojęzyczny post na temat nadprodukcji mleka.

UWAGA: artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady laktacyjnej ani lekarskiej

[showhide type=”links” more_text=”Kliknij tu, żeby rozwinąć bibliografię” less_text=”Ukryj bibliografię”]

Bibiliografia:

Anderson J.: Lactose overload in babies. Australian Breastfeeding Association 2012.

Noble R., Bovey A., Resolution of Lactose Intolerance and “Colic” in Breastfed Babies. Referat zaprezentowany na ALCA Vic (Melbourne) Conference w dn. 1 listopada 1997

van Veldhuizen-Staas C. G. A., Overabundant milk supply: an alternative way to intervene by full drainage and block feeding. International Breastfeeding Journal 2007, 2:11.

Wiessinger D., West D., Pitman T., The Womanly Art of Breastfeeding: Completely Revised and Updated 8th Edition, 2010.

http://kellymom.com/bf/got-milk/supply-worries/fast-letdown/

http://www.nancymohrbacher.com/articles?tag=Block+Feeding

[/showhide]

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Porozmawiajmy o… BLW – część druga wywiadu z psychodietetykiem Zuzanną Wędołowską

Porozmawiajmy o… BLW – część druga wywiadu z psychodietetykiem Zuzanną Wędołowską

                                              

Pierwszą część wywiadu znajdziesz TUTAJ.

Ponownie przepytałam Zuzannę Wędołowską – dietetyka i psychologa, autorkę świetnego bloga o świadomym jedzeniu Szpinak Robi Bleee.  Zuzia w drugiej części wywiadu na temat metody Bobas Lubi Wybór zmierzyła się z powszechnymi mitami dotyczącymi BLW – poruszyłyśmy więc kwestie: niedoborów cennych składników, zakrztuszenia i zadławienia oraz związku karmienia z szeroko pojętym dobrym wychowaniem. Na koniec kilka słów zachęty dla tych z Was, którzy rozpoczęli już rozszerzanie diety swojego malucha metodą tradycyjną i zastanawiają się nad zmianą obranego kursu. Zapraszam!

Magdalena Komsta: Czy dziecko, które je, co chce, nie będzie mieć niedoborów witamin, żelaza czy wapnia?

Zuzanna Wędołowska: Musimy chyba trochę rozwiać ten mit, że dziecko karmione metodą BLW je tylko to, co chce. Dziecko ma wybór. Rodzic nie ma prawa zmuszać, zachęcać, marudzić nad głową, przemycać itp. Ale to nie oznacza, że to dziecko przejmuje władzę nad posiłkami. Złota zasada żywienia mówi, że to rodzic decyduje, co poda dziecku do jedzenia, a ono decyduje co, ile i czy w ogóle zje. Zatem to my, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni, by posiłki były dobrze zbilansowane. Oznacza to na przykład, że podajemy w każdym posiłku warzywa lub owoce, wybieramy produkty różnorodne, naturalne, nieprzetworzone, przez cały dzień proponujemy wodę do picia i unikamy niezdrowych przekąsek. W przypadku BLW oznacza to także, że w każdym posiłku podajemy dziecku produkt, który jest źródłem żelaza. W ten sposób umożliwiamy dziecku dobry wybór i nawet jeśli maluch „obrazi się” na pomidory, paprykę czy brokuła, dostarczy sobie wszystkich cennych składników. Ale jeśli rodzic zacznie dostosowywać menu do upodobań malucha, mogą pojawić się schody. Dieta złożona z samej bułki („moje dziecko zje tylko to”) z pewnością może doprowadzić do niedoborów. Chociaż nie stanie się to w tydzień czy miesiąc.

Musimy też pamiętać, że do ukończenia przez dziecko roku to mleko matki lub mieszanka mlekozastępcza jest podstawą, taką zabezpieczającą nas bazą. Daje nam pewność, że nawet jeśli dziecko nie je prawie nic ze stałych pokarmów, otrzyma prawdopodobnie wszystko, czego potrzebuje. Ważna jest jednak również obserwacja naszego szkraba – jeżeli coś nas niepokoi, dziecko jest słabsze, dużo choruje, mało się śmieje, być może warto wykonać podstawowe badania krwi, sprawdzić poziom żelaza i upewnić się, że wszystko jest ok. Są dzieci, które mają większe problemy z akceptacją stałych pokarmów, np. przez nadwrażliwość sensoryczną. Jednak niedobory mogą pojawić się tak samo u dzieci karmionych metodą tradycyjną, jak i BLW.

MK: Numerem jeden wśród wątpliwości dotyczących BLW jest ryzyko zakrztuszenia. Mamy mówią wprost, że podawanie dużych kawałków jedzenia je stresuje. Czy jest się czego bać?

ZW: Wiedza jest najlepszą obroną przed lękiem. Jest coś naturalnego w tym, że rodzic obawia się tak małemu dziecku podać coś do samodzielnego jedzenia. Przecież jeszcze tydzień wcześniej maluch jadł wyłącznie mleko, a my musieliśmy uważać, by nie połknęło zabawki czy piachu z piaskownicy. Sześciomiesięczne dziecko nie wie jeszcze, że to, co przed nim kładziemy, jest jedzeniem, że można to pogryźć, pomemłać i połknąć. Tym bardziej nie wie, że można się tym najeść. Musimy dać mu na to czas.

Całkowicie normalne na początku jest wkładanie do buzi i wypluwanie jedzenia, rozgniatanie go na tacce, zrzucanie na podłogę, przetrzymywanie jedzenia w buzi, ssanie i wypluwanie itp. Normalne jest również to, że dziecko może się zakrztusić – ale zwróćmy uwagę na różnicę między zakrztuszeniem a zadławieniem! Powiem nawet, że to dobrze, jeśli dziecku zdarza się krztusić, bo w ten sposób dowiaduje się jak radzić sobie z jedzeniem. Im szybciej dziecko nauczy się prawidłowo odkrztuszać pokarm, tym mniejsze ryzyko zadławienia. Dodatkowo małe dzieci mają pewne ułatwienie. Odruch wymiotny uruchamia się u nich dość łatwo. Wystarczy, że jedzenie znajdzie się na tylnej części języka i dziecko już otwiera buzię, wysuwa język i zaczyna kaszleć. To taki system wczesnego ostrzegania, który chroni dziecko… właśnie przed zadławieniem.

Zatem stosując metodę BLW, w rzeczywistości możemy zmniejszyć ryzyko zadławienia się. Należy tylko przestrzegać trzech zasad bezpieczeństwa: po pierwsze dziecko siedzi w pozycji wyprostowanej, po drugie samodzielnie wkłada jedzenie do buzi, a do trzecie podajemy pokarmy w odpowiedniej formie i unikamy tych zwiększających ryzyko zadławienia.

MK: Trochę mówiłyśmy o tym w pierwszej części, przy okazji jabłka.

ZW: Tak. Ale, pamiętajmy, że zadławienie może się zdarzyć zarówno u dzieci karmionych łyżeczką, jak i stosujących BLW, dlatego najlepiej na wszelki wypadek przeszkolić się z pierwszej pomocy. Wtedy rodzic czuje się bezpieczniej.

blw zasady

Szpinakożerca i tort urodzinowy

MK: Kolejna wątpliwość: czy zblendowane pokarmy nie są bardziej łatwostrawne?

ZW: Byłoby kłamstwem, gdybym powiedziała, że nie są. Błonnik jest w nich rozdrobniony, są delikatne i z pewnością łatwiej jest je strawić. Ale to nie oznacza, że układ pokarmowy dziecka nie jest gotowy na strawienie jedzenia w kawałku. Tu ponownie odsyłam do intuicji i bacznej obserwacji dziecka. Z doświadczenia wiem, że są dzieci bardziej i mniej wrażliwe. Jedne połkną niemal całe surowe jabłko i nic im nie jest, inne skręcają się po zmiksowanej marchewce. Jedno jest pewne – układ pokarmowy dziecka uczy się jeść razem z nim. Jeśli nie umożliwimy mu tej stopniowej nauki, to zajmie mu to znacznie więcej czasu. Jeśli przeładujemy go „wiedzą”, podając od razu 15 rodzajów warzyw, pełnoziarnisty chleb, owsiankę i śmietanowy sos, to będzie bolało. Produkty podawane na początku BLW też muszą być dostosowane do możliwości małych żołądeczków. Ugotowane na miękko, początkowo bez przypraw, sosów, jedynie z odrobiną tłuszczu (masło, oliwa). Z takimi produktami niemowlę sobie poradzi! Ale niech nie przerazi Was widok niemal całej marchewki w pieluszce – to normalne na początku i wcale nie oznacza, że dziecko się umęczyło i nic z tej marchewki nie przyswoiło.

MK: Przejdźmy do savoir vivre i szeroko pojętego dobrego wychowania. Przeciwnicy BLW zarzucają metodzie, że dzieci nie uczą się w ten sposób szacunku do jedzenia, bo pozwala im się nim bawić i rzucać.

ZW: Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, jak szacunku do jedzenia uczy się dziecko karmione łyżeczką? Czy przechodzi wprost od bycia karmionym do samodzielnego jedzenia sztućcami i to z klasą, której nie powstydziłaby się Królowa Elżbieta? Każde dziecko przechodzi etap bawienia się jedzeniem i uważam, że lepiej zrobić to na samym początku, niż później walczyć z kilkulatkiem. Ponadto bawienie się jedzeniem jest dobre i pomaga dzieciom przełamać lęk przed nowymi pokarmami. Dzieci poznają poprzez zabawę, uczą się, czym różni się kawałek ugotowanego brokuła od mięsa. Dowiadują się, że jedzenie ma różne kształty, kolory, smaki, zapachy i tekstury. To bardzo ważne dla ich przyszłych pozytywnych nawyków żywieniowych. Oczywiście jednak, tak jak zmieniają się zabawy dziecka np. książką, tak z czasem dzieci modyfikują swój sposób zabawy z jedzeniem. Kiedy nasycą się już miażdżeniem, rzucaniem na podłogę i rozlewaniem, mogą przejść na wyższy etap (np. gotowanie). Stopniowo też powinniśmy wprowadzać pewne zasady towarzyszące jedzeniu (np. nie rzucamy jedzenia na podłogę, nie wyrzucamy jedzenia z talerza). Starsze dzieci są już w stanie pojąć podobne lub nieco prostsze zasady. Często zrzucanie i wypluwanie jedzenia pojawia się wtedy jedynie w trudnych momentach (gdy dziecko jest zmęczone, zdenerwowane, już się najadło, nudzi mu się w krzesełku lub po prostu w ogóle nie było głodne). Wtedy zadaniem rodzica jest prawidłowe odczytanie sygnałów, które wysyła dziecko i zareagowanie. Moim zdaniem, z punktu widzenia dobrych nawyków żywieniowych, to bardzo ważne, by nauczyć dziecko dobrych manier przy stole. Musimy jednak zacząć je wprowadzać dopiero wtedy, gdy dziecko będzie w stanie je zrozumieć.

MK: W kwestii dobrych manier najsilniej działa po prostu nasz przykład, nie trzeba do tego specjalnych wykładów czy sztuczek. Metoda rozszerzania nie ma, moim zdaniem, na to wpływu. Dzieci najlepiej uczą się przez naśladowanie dorosłych, więc warto przyjrzeć się temu, jak my sami spożywamy posiłki. W biegu, przed telewizorem, w aucie, trzymając kanapkę w ręku itd.

A co możemy zrobić, jeśli faktycznie nie stać nas na marnowanie jedzenia?

ZW: Wcale nie jestem przekonana, że przy BLW marnujemy więcej jedzenia. Tak naprawdę najwięcej jedzenia marnujemy, gdy błędnie oszacujemy, ile nasze dziecko ma zjeść. Rodzice często szykują wielkie porcje obiadu czy kolacji i dziwią się, że dziecko zjadło tylko pół kromki chleba. Po pierwsze więc, jeśli chcemy ograniczyć marnowanie jedzenia, musimy przede wszystkim zaufać dziecku i podawać mu porcje dostosowane do jego potrzeb. Jeśli zje wszystko, wykaże chęć dalszego jedzenia, zawsze możemy mu dołożyć. BLW to akurat ułatwia, bo skoro podajemy dziecku mniej więcej to samo, co sobie, nie trzeba precyzyjnie wymierzać porcji.

Rzeczywiście jednak przy stosowaniu BLW więcej jedzenia może spaść na ziemię. Wiele osób bardzo to razi, bo przecież jedzenia nie powinno się marnować. Warto jednak się zastanowić nad dwiema kwestiami. Po pierwsze, czy gdybyśmy to całe jedzenie zmiksowali na papkę i podali dziecku, to ono rzeczywiście wszystko by zjadło? Przecież to by oznaczało, że dzieci karmione łyżeczką jedzą zbyt dużo lub te żywione metodą BLW jedzą zbyt mało. A obie grupy dzieci rozwijają się tak samo dobrze.

Po drugie, BLW zmniejsza szanse na to, że nasze dziecko zostanie w przyszłości niejadkiem. Maluch od małego poznaje różne smaki i ma pozytywne skojarzenia z posiłkami. Dzięki temu w przyszłości będzie chętniej akceptował nowości i zjadał to, co reszta rodziny. Zatem może okazać się, że dzieci karmione BLW owszem, marnują więcej jedzenia w pierwszym roku życia, ale z kolei mniej w następnych latach.

MK:  A poza tym pod krzesełkiem do karmienia możemy położyć czystą folię i po prostu podnosić kawałki, które upadły. Kiedy w BLW przychodzi czas na naukę posługiwania się sztućcami?

ZW: To jest kwestia bardzo indywidualna. Niektóre dzieci jeszcze przed ukończeniem roczku zaczynają zajadać potrawy łyżeczką, innym zajmuje to nawet kolejny rok. To jak z chodzeniem i siadaniem – nie jesteśmy w stanie tego jakoś specjalnie przyspieszyć. Jak zwykle musimy jedynie stworzyć naszemu dziecku dobre warunki do rozwoju. Podawajmy dziecku do posiłku sztućce, sami nimi jedzmy w jego obecności, zauważajmy jego postępy i nie komentujmy jedzenia rękoma. Zmartwionym rodzicom zawsze powtarzam, że przecież nie będzie tak jadło do osiemnastki…

blw zasady

Sztućce są przereklamowane!

MK: Powiedzmy sobie wprost: wielu rodziców czy dziadków ma problem z oddaniem dziecku kontroli nad karmieniem. Wydaje im się, że byłoby lepiej, gdyby wiedzieli, ile łyżeczek dziś zjadło. I że w ogóle jadłoby więcej, gdyby było karmione przez dorosłego…

ZW: I tu dotykamy tak naprawdę źródła większości problemów związanych z prawidłowym rozumieniem BLW. Bo jeżeli rodzic chce koniecznie mieć taką pewność, że jego dziecko się najada, że je tyle, ile potrzebuje (albo raczej ile napisano w tabelce), jeśli mama lub tata chce trzymać w rękach ster, to niech nie stosuje BLW. Bo podanie jedzenia w kawałkach nic nie zmieni w jego podejściu. Nie chcę krytykować tych rodziców, bo to naprawdę bywa trudne zaufać swojemu dziecku. Być może to jeszcze dla nich nie ten czas, może z czasem zrozumieją, że maluch doskonale wie, ile jedzenia potrzebuje i że potrafi nakarmić się sam. Myślę, że BLW przysporzy im więcej zmartwień i nerwów, niż korzyści otrzyma dziecko. A karmienie łyżeczką to przecież tak samo normalna metoda karmienia. Musimy tylko pamiętać, że tak jak kiedyś nasz maluch pójdzie do szkoły i wyprowadzi się z domu, tak samo musi zacząć uczyć się samodzielnie jeść, gryźć, połykać. Bo akurat zaznajomienie się z różnymi konsystencjami pokarmu jest bardzo ważne m.in. dla rozwoju mowy.

MK: Czy są jeszcze jakieś inne przypadki, w których odradzałabyś stosowanie metody BLW?

ZW: Największym przeciwwskazaniem są różnego rodzaju zaburzenia rozwojowe, które utrudniają osiągnięcie przez dziecko gotowości do rozszerzania diety. Jeżeli dziecko nie jest w stanie samodzielnie stabilnie siedzieć, ma trudności z gryzieniem, żuciem, połykaniem, to niestety z samodzielnym jedzeniem musimy jeszcze poczekać. Przeciwwskazaniem mogą być również problemy z trawieniem i nieprawidłowość w funkcjonowaniu układu pokarmowego. Ponadto jeżeli u dziecka stwierdzono anemię, to większe szanse na dostarczenie mu cennego żelaza, będziemy mieli stosując tradycyjną metodę karmienia.

MK: Albo połączenie tych dwóch metod. Załóżmy, że po tej rozmowie ktoś z czytelników uzna, że jednak chciałby spróbować, ale dotychczas jego dziecko było karmione tradycyjną metodą. Jak przejść z papek na BLW? I czy to w ogóle ma sens?

ZW: Oczywiście! Autorki przewodnika po BLW („Bobas lubi wybór” Gill Rapley i Tracey Murkett) wyraźnie mówią, że jest to metoda, którą możesz stosować w każdym wieku. Jeżeli chcesz, by Twoje dziecko naprawdę pokochało pory posiłków, chcesz zobaczyć uśmiech na jego umorusanej buźce, oddać mu możliwość wyboru, na co ma ochotę i kiedy, poczuć przeogromną dumę, jaka ogarnia rodzica rocznego dziecka, które zjada samodzielnie kurczaka, marchewki, brokuły i zeskrobuje całe jabłko, to zacznij stosować BLW. Ta metoda ma swoje wady, ale daje ogromnie dużo radości, spokoju, pewności oraz umiejętności. Uczy nie tylko samodzielnego wkładania jedzenia do buzi przez dziecko, ale uczy też rodziców – tego, że zaufanie dziecku procentuje.

Jak zacząć? Najlepiej najprościej, jak się da. Oprócz zwykłego jak dotąd posiłku, podaj upieczone lub ugotowane na miękko warzywa. A jeszcze lepiej – po prostu przełóż je dziecku ze swojego talerza i jedz razem z nim. Jeśli obawiasz się, że początkowo dziecko się nie naje (może tak być, jeśli jest już przyzwyczajone do sporych posiłków podawanych łyżeczką), nakarm go również tradycyjnym daniem. Stopniowo zwiększaj repertuar stałych potraw (kanapki, owoce, mięso, pulpeciki, placuszki, naleśniki, babeczki) i rezygnuj z dokarmiania łyżeczką. Dzieci bardzo wyraźnie pokazują, czy są jeszcze głodne. Po pewnym czasie maluch naje się samodzielnie i nie będzie już potrzebował Twojej pomocy. Pamiętaj jednak, że początki bywają trudne. Przejście na 100% BLW może zająć starszemu dziecku trochę czasu. Musi podobnie jak niemowlak przejść etap poznawania jedzenia, zabawy. Czasem dopiero po kilku tygodniach prób maluch „zakochuje się” w jedzeniu w formie kawałków i wtedy możemy zacząć kulinarne szaleństwo.

MK: Dziękuję Ci bardzo za ten wywiad!

 

Porozmawiajmy o… BLW. Wywiad z psychodietetyczką Zuzanną Wędołowską

Porozmawiajmy o… BLW. Wywiad z psychodietetyczką Zuzanną Wędołowską

Metoda rozszerzania diety zwana Bobas Lubi Wybór (ang. Baby Led Weaning) znajduje w Polsce coraz więcej zwolenników. Mimo że wydano na jej temat już co najmniej dwie książki i napisano mnóstwo artykułów, nadal niektóre z jej założeń budzą wątpliwości młodych rodziców. Zebrałam więc pytania od moich czytelniczek i postanowiłam zwrócić się z nimi do osoby, która BLW zna zarówno z teorii, jak i z praktyki. Byłam dociekliwa, więc rozmowę ze względu na jej długość, podzieliłyśmy na dwie części. Najpierw zajmiemy się sprawami technicznymi związanymi z BLW, natomiast w drugiej części (która pojawi się za tydzień) pomówimy trochę o konsekwencjach metody.

blw zasadyMoją rozmówczynią jest Zuzanna Wędołowska – dietetyk, psycholog, żona, a od niedawna mama głodnego miłości, zabawy i jedzenia Szpinakożercy. Pracuje jako psychodietetyk i uczy, jak pokochać jedzenie zdrową i rozsądną miłością. Fascynuje ją żywienie dzieci, zwłaszcza metodą Bobas Lubi Wybór. By uporządkować swoje myśli i podzielić się nimi z innymi rodzicami, założyła bloga Szpinak robi bleee, na którym porusza tematy dotyczące żywienia dzieci, psychodietetyki i gotowania.

 

Magdalena Komsta: Od kiedy rozszerzamy dietę metodą Bobas Lubi Wybór?

Zuzanna Wędołowska: BLW możemy stosować od początku rozszerzania diety, czyli po ukończeniu przez dziecko 6 miesięcy i pojawieniu się wszystkich objawów gotowości na nowe posiłki. Zalicza się do nich: umiejętność siedzenia (samodzielnie lub z niewielkim podparciem), zanik odruchu wypychania językiem pokarmów z jamy ustnej, zainteresowanie jedzeniem, umiejętność chwytania przedmiotów i wkładania ich do buzi oraz gotowość do nauki żucia.

MK: A czym jest gotowość do nauki żucia?

ZW: To jest chyba najtrudniejszy do zaobserwowania element gotowości na rozszerzanie diety. Bo tak naprawdę dopóki nie podamy dziecku jedzenia, nie jesteśmy pewni, czy ono tę gotowość już posiada. Co więcej, skoro jest to gotowość do nauki, a nie umiejętność, to musimy pamiętać, że dziecko żucia, połykania, rozdrabniania będzie uczyło się w trakcie kolejnych posiłków. By dziecko było gotowe do przeżuwania pokarmów, muszą pojawić się pewne zdolności motoryczne w obszarze jego jamy ustnej. Chodzi o umiejętność przesuwania pokarmu za pomocą języka w kierunku gardła (może pojawić się ok. 4-6 miesiąca) oraz miażdżenia pokarmu dziąsłami lub ząbkami, jeśli maluch je posiada. To drugie osiągnięcie rozwojowe pojawia się zazwyczaj w okolicach 6. miesiąca życia. Możemy obserwować malucha jak radzi sobie z zabawkami, co próbuje z nimi robić, jak mlaszcze czy imituje ustami żucie. To mogą być pierwsze sygnały. Ale w rzeczywistości, najlepiej po prostu poczekać do ukończenia 6. miesiąca, podać dobrze przygotowany pokarm i uważnie obserwować malucha. Jeśli po kilku próbach widzimy, że dziecko zupełnie nie radzi sobie z jedzeniem, wypluwa je, krztusi się, nie „memła” buzią, nie próbuje rozgryźć, to sygnał dla nas, że może jeszcze nie jest gotowe. Najlepiej wtedy poczekać 1-2 tygodnie i spróbować ponownie. Jeżeli trudności utrzymują się przez kilka kolejnych miesięcy, a maluch chętnie je papki, to warto skonsultować się z neurologopedą.

MK: O tak, cieszę się, że o tym wspominasz. Wielu rodziców kojarzy logopedów z leczeniem seplenienia czy korekcją nieprawidłowo wymawianych głosek. Tymczasem neurologopedzi pracują już z niemowlętami i w wielu przypadkach mogą pomóc znaleźć przyczynę trudności w ssaniu piersi lub przyjmowaniu stałych pokarmów, zalecić odpowiednie ćwiczenia, masaże, pomoce logopedyczne itd.  

Zuziu, zostańmy jeszcze chwile przy tych objawach gotowości – wyjaśnij, proszę, różnicę między siadaniem a siedzeniem.

ZW: Siadanie oznacza, że dziecko samodzielnie potrafi usiąść np. z pozycji na brzuchu. Nie jestem fizjoterapeutką, ale konsultowałam ten temat z kilkoma specjalistami i są oni raczej zgodni, że do rozpoczęcia rozszerzania diety, również metodą BLW, nie jest konieczna umiejętność samodzielnego siadania. Dziecko musi natomiast potrafić utrzymać stabilną pozycją siedzącą.

MK: A jeśli dziecko samo jeszcze nie siada, to czy możemy posadzić je na czas posiłku? Tyle mówi się teraz o nieprzyspieszaniu rozwoju dziecka, niesadzaniu go obłożonego poduchami…

ZW: Zdaję sobie sprawę, że kłóci się to z ogólnymi zaleceniami, by dziecka, które samodzielnie nie siada, nie sadzać na siłę. Jednak na początku rozszerzania diety posiłki to raptem kilkanaście minut dziennie. Fizjoterapeuci, z którymi rozmawiałam, zezwalają na te niewielkie odstępstwa. Jednak tutaj można pozostawić decyzję rodzicom – mogą poczekać np. 2-3 tygodnie, aż dziecko usiądzie samodzielnie i wtedy z czystym sumieniem rozpocząć podawanie mu stałych posiłków. Pamiętajmy jednak, że nie należy zwlekać zbyt długo z rozszerzaniem diety, ze względu na możliwość pojawienia się niedoborów żelaza, a także dlatego, że dziecko do ukończenia roku powinno poznać jak najwięcej różnorodnych smaków, by później chętniej próbować nowości.

blw zasady

Szpinakożerca Lubi Wybór

MK: Od jakich produktów rozpocząć? Czy istnieje jakaś przejrzysta tabelka, która podpowiadałaby w jakiej kolejności i formie podawać pierwsze posiłki?

ZW: Tabelek jest wiele, w każdym kraju inne, a nawet każdy lekarz może posiadać własne… To sugeruje tylko, że tabelki są bezużyteczne i oderwane od rzeczywistości. W Japonii nikt się nie zdziwi, gdy jako jeden z pierwszych pokarmów podamy dziecku fermentowane ziarna soi czy rybę, w Meksyku może to być fasola, a w Australii wątróbka. Nie ma wiarygodnych badań, które jednoznaczne wskazywałyby od czego należy rozpocząć rozszerzanie diety.  Najlepiej korzystać z ogólnych wskazówek zdrowego i bezpiecznego żywienia dzieci. Podawajmy zatem początkowo produkty rodzime, sezonowe, ze sprawdzonego źródła i jak najmniej przetworzone. Latem i jesienią mamy dostęp do całego bogactwa świeżych warzyw i owoców. Nie musimy koniecznie rozpoczynać od marchewki i banana. Może to być cukinia, dynia, buraczek, jabłko, gruszka, morelka. Zaczynajmy od pojedynczych smaków, potem możemy do woli je łączyć i tworzyć nowe potrawy!

MK: A co z zasadą: najpierw warzywa, żeby dziecko zaakceptowało smaki inne niż słodki?

ZW: To jest zasada wywodząca się bardziej z tradycji niż nauki. Nie ma żadnych badań, które by ją potwierdziły. Jest nawet równorzędna teoria (częściej stosowana za Oceanem), która mówi, by najpierw podać owoce, bo mleko mamy jest bardzo słodkie i dzięki temu maluch chętniej zaakceptuje nowy, podobnie słodki pokarm. Ja pozostawiam wolność wyboru rodzicom. Na pewno nie zaszkodzi, jeśli przez pierwsze 1-2 tygodnie będziemy pokazywać dziecku smaki różnych warzyw, a potem stopniowo dodawać owoce. Ale możemy też robić to na zmianę – raz owoc, raz warzywo. Albo wspólnie! Świetne połączenia smakowe to burak z malinami, marchewka z jabłkiem czy pietruszka z gruszką.

MK: Mówisz o świeżych warzywach i owocach – czy możemy dziecku podawać mrożonki, jeśli rozpoczynamy rozszerzanie diety zimą? Wydaje mi się, że mrożone różyczki brokuła czy kalafiora są wygodne do przygotowania. Ale czy zdrowe?

ZW: Mrożonki to czasami lepszy wybór niż pozornie świeże warzywa czy owoce. Wiadomo, że niektóre dostępne zimą w sklepach warzywa są albo długo przechowywane, albo sprowadzane z zagranicy. To wiąże się z ogromnymi stratami witamin i składników mineralnych, które po prostu giną w trakcie przechowywania lub transportu. Ponadto produkty te zawierają często sporo chemicznych środków, dzięki którym dłużej zachowują świeżość, a są to substancje, których na pewno powinniśmy unikać w diecie maluszka. Tymczasem mrożonki to warzywa i owoce bardzo zbliżone pod względem wartości odżywczych do świeżych produktów. Przetwarzane są zazwyczaj w sezonie, gdy składniki są najtańsze, a sam proces mrożenia jest jedną z najłagodniejszych form przetwarzania. Sama stanęłam przed wyzwaniem rozszerzania diety syna w środku zimy i posiłkowałam się również mrożonkami.

W popularnych dyskontach można dostać też coraz szerszą ofertę warzyw i owoców ekologicznych, które są najlepszym wyborem na sam początek przygody z nowymi pokarmami. Dodam tylko, że w pierwszych miesiącach rozszerzania diety maluch je naprawdę mało, więc nie stracimy majątku na warzywach ekologicznych, jeśli tylko mamy do nich dostęp.

14394028_1763821040522492_305123986_o

MK: Czy położenie przed dzieckiem kawałków brokuła to już BLW?

ZW: Hmm… to jest dość podchwytliwe pytanie, bo odpowiedź na nie może brzmieć i „tak”, i „nie”. Z jednej strony tak, bo technicznie BLW nie wymaga od nas dużo więcej. Nie musimy koniecznie robić placuszków, pierożków, kluseczek i innych modnych dań BLW (które ja osobiście uwielbiam, ale przecież nie każdy musi). Wystarczy, że podamy dziecku ugotowane (potem pieczone, duszone czy grillowane) kawałki warzyw, owoców, mięsa, kaszy itp. A dziecko sobie coś z tego wybierze.

Z drugiej jednak strony zauważyłam, że powszechnie mylimy prawdziwą filozofię BLW ze zwykłym dawaniem dziecku kawałków do samodzielnego jedzenia. Kawałki warzyw, chleba, naleśników czy owoców podawało się dzieciom zawsze, tylko nie zawsze w 7. miesiącu życia. BLW to jednak coś znacznie więcej niż kawałki. To nawet więcej niż samodzielne jedzenie! Nie bez powodu BLW ma w nazwie słowo „wybór”. Metoda ta zakłada, że nasze dziecko jest zdolne do dobrego wyboru. W praktyce oznacza to, że wie, czego potrzebuje. Wie, kiedy jest głodne, kiedy najedzone, kiedy ma ochotę (równoznaczną na wczesnym etapie karmienia z potrzebą) na mięso, a kiedy na warzywa. Zatem, jeżeli karmimy nasze dziecko stosując BLW, nie powinniśmy martwić się, gdy jednego dnia nie zje ono prawie nic albo nie tknie żadnych warzyw. To nie oznacza, że mamy przestać je podawać, ale nie możemy też zachęcać i naciskać. Zdarzają się dzieci, które przez tydzień mogłyby jeść tylko i wyłącznie maliny. I nic tym dzieciom nie jest! Lubią inne owoce, jedzą chętnie warzywa, normalnie się odżywiają i rozwijają. Przez tydzień wybierały maliny i tyle. To jest prawdziwe “Bobas Lubi Wybór” – zaufanie kompetencjom dziecka w ocenie, ile jedzenia potrzebuje oraz czego w danej chwili mu brakuje. My musimy tylko dostarczyć różnorodnego, pożywnego jedzenia w odpowiedniej dla dziecka formie.

MK: Myślę, że kluczowym składnikiem BLW i tym, co budzi najwięcej wątpliwości rodziców jest właśnie kwestia zaufania dziecku, że to ono jest najlepszym ekspertem odnośnie własnej fizjologii, zapotrzebowania na składniki odżywcze, odczytywania wskazówek dotyczących głodu i sytości.

Wrócę do początków stosowania metody. Często pierwszymi pokarmami, od których rozpoczyna się tradycyjne rozszerzanie diety, są: marchew, jabłko i banan. Tymczasem w BLW przestrzega się początkujących przed tą trójcą – co jest z nią nie tak?

ZW: Są pewne produkty, których  – stosując metodę BLW – powinnyśmy unikać, a dokładniej unikać podawania ich w pewnej formie. Na przykład właśnie jabłko – choć wydaje się być idealną przekąską. Tymczasem kawałki jabłka są jedną z najczęstszych przyczyn zakrztuszeń i zadławień jedzeniem u niemowląt! Zbyt łatwo się łamią i za duży kawałek może utknąć w tchawicy. Jabłko zatem podajemy albo surowe w całości (i dziecko skrobie je ząbkami), albo ugotowane, upieczone lub starte na tarce.

Podobnie sprawa ma się z uwielbianą przez dzieci i rodziców marchewką. Ugotowana w odpowiedni sposób jest w bezpieczna. Jednak surowa niesie spore ryzyko zakrztuszenia.

Na koniec banan. Wydaje się być przyjazny i prosty do “memłania”. I to prawda. Jednak tylko wtedy, gdy dziecko go do tej buzi wkłada samodzielnie, najlepiej korzystając z kawałków pokrojonych przez rodzica. Nie podawajmy na początku rozszerzania diety banana w całości wprost do buzi dziecka. Dziecko może odgryźć zbyt duży kawałek, który wpadnie do gardła i utrudni oddychanie.

blw zasady

Szpinakożerca z jabłkiem – całym!

MK: Jak podawać mięso? Jest przecież wiele sześciomiesięcznych dzieci, które nie mają jeszcze żadnych zębów…

ZW: Jest nawet wiele rocznych dzieci, które nie mają zębów, ale świetnie sobie radzą z mięsem. Mięso to ważny składnik dziecięcej diety, dostarcza cennego żelaza, którego często niemowlakom po 6. miesiącu brakuje, a poza tym jest gęste odżywczo, czyli zajmuje mało miejsca w żołądku, przy dużej wartości odżywczej. Mięso można przyrządzić na wiele sposobów – z mielonego możemy zrobić pulpeciki z różnymi sosami i dodatkami lub nafaszerować nim warzywa czy makaron. Świetnie sprawdza się również mięso duszone z warzywami. Początkowo najlepiej jest podawać większe kawałki mięsa, które dziecko będzie ssało i żuło. Polecam spróbować podać dziecku pałkę z kurczaka z kością, oczywiście pozbawioną skóry i chrząstek. Maluchy fantastycznie sobie z nią radzą. Ważne, by kawałki mięsa były miękkie i dość wilgotne. Naprawdę zęby są jedynie ułatwieniem dla dziecka, ale nie są konieczne do tego, by jeść samodzielne, nawet twardsze i trudniejsze pokarmy.

MK: Co z zupami czy innymi płynnymi daniami? W jaki sposób je podać?

ZW: Jeżeli zupa jest gęsta możemy podać ją dziecku razem z innymi produktami do maczania. Świetnie nadadzą się do tego kawałki chleba, wafle ryżowe, chrupki kukurydziane lub gryczane, a także kawałki warzyw, makaron (polecam muszelki) i pokrojony w paski żółty ser. Maluch macza kawałki w zupie i w ten sposób przygotowuje się do używania w późniejszym czasie łyżki. Rzadkie zupy można z powodzeniem podać dziecku w kubeczku – zwykłym, takim do nauki samodzielnego picia, czy bidonie ze słomką. Nawet nie obejrzymy się, gdy nasze maluchy zaczną same zajadać zupę łyżką. Samodzielne spożywanie niezwykle rozwija i każde dziecko wypracowuje własny system jedzenia. Niektóre do perfekcji opanowują zajadanie sosów, zup i owsianek po prostu palcami…

MK: To tak, jak obecnie moja córka. Macza palce i oblizuje je… A wracając do zupek: czy karmienie łyżeczką jest w BLW zabronione?

ZW: Pewnie fanatycy BLW powiedzą, że absolutnie tak, ale ja się nie zgodzę. W karmieniu naszych dzieci ogromnie ważne jest nasze dobre samopoczucie. Jeżeli rodzic będzie czuć się lepiej, gdy np. poranną kaszkę poda dziecku łyżeczką albo pomoże mu zjeść nią zupkę, bo uniknie rozlania wszystkiego dookoła krzesełka, to dlaczego nie? Ważne jest jednak, by umożliwić dziecku wybór nawet wówczas, gdy jest karmione łyżeczką. Możemy to zrobić poprzez naszą dużą uważność – opowiadanie maluchowi, co właśnie będzie jadł, pozwolenie na zamoczenie ręki w zupie czy sosie, zwrócenie uwagi na sygnały mówiące o tym, czy chce jeszcze jeść, czy już nie. Jestem jednak przeciwna stosowaniu łyżeczki z takim założeniem, że wtedy dziecko nie zauważy i zje więcej.

MK: Czyli łyżeczka owszem, ale przy zwróceniu uwagi na sygnały płynące od dziecka. W czym, Twoim zdaniem, najlepiej podawać napoje?

ZW: Tutaj są różne szkoły. Na pewno warto powiedzieć, w czym nie należy podawać. Nie powinno się podawać picia z butelek ze smoczkiem (szczególnie, jeśli dziecko ma już zęby) oraz tzw. niekapków. Możemy korzystać ze specjalnych kubeczków do nauki samodzielnego picia, bidonów ze słomką lub zwykłego kubka. Jeżeli dziecko nie akceptuje żadnej z tych form, najlepszym rozwiązanie jest dopajanie łyżeczką. Warto pamiętać, że na początku rozszerzania diety, gdy dziecko pije nadal dużo mleka, ilość dodatkowych płynów jest naprawdę niewielka. Jeżeli nie pojawiają się częste zaparcia, to maluch prawdopodobnie pije wystarczająco dużo.

MK: A podczas wyjść z domu?

ZW: Osobiście najbardziej polecam bidony ze słomką. Dobry bidon jest szczelny, dziecko może z niego w miarę bezpiecznie korzystać. Dobrze sprawdzają się też butelki z wodą dla dzieci ze specjalnym ustnikiem. Do kupienia w sklepie spożywczym…

MK: … i w popularnej sieci dyskontów na literkę „B” 😉

Ciąg dalszy nastąpił TUTAJ!

 

Jak się (nie) spakować na porodówkę, jeśli chcesz karmić piersią

Jak się (nie) spakować na porodówkę, jeśli chcesz karmić piersią

Ponad 90% kobiet inicjuje karmienie piersią po porodzie. Z różnych przyczyn już po 3 miesiącach karmione naturalnie jest zaledwie co trzecie dziecko [1]. Może malutką cegiełkę do tego fatalnego stanu rzeczy dokładają krążące na różnych stronach i fanpage’ach listy wyprawkowe… Osoby, które karmiły krótko i nie mają podstawowej wiedzy o procesie laktacji, polecają spakować do torby na poród przedmioty, które mogą utrudnić udany mleczny start. Jeśli jesteś właśnie w ciąży i planujesz karmić swoje dziecko piersią, wiedz jedno – od informacji, co spakować, ważniejsza jest wiedza, czego NIE brać ze sobą na porodówkę.

Czego nie pakujemy do torby na poród, jeśli zależy nam na udanym karmieniu piersią?
  • żadnych butelek ze smoczkiem – jeśli zaistnieje potrzeba dokarmienia donoszonego noworodka, to raczej kubeczkiem do karmienia niemowląt, strzykawką, drenem po palcu, systemem sns [2];
  • żadnych smoczków-uspokajaczy – wg zaleceń Amerykańskiej Akademii Pediatrii oraz WHO smoczek powinien być podawany najwcześniej po 4 tygodniach życia, po ustabilizowaniu laktacji [3,4]; jeśli okaże się, że dziecko powinno dostać smoczek już na oddziale noworodkowym (musi być oddzielone od mamy, neurologopeda zaleca rehabilitację ssania, mama musi odciągać mleko itd.),  dostaniesz właściwy lub kupisz w każdej aptece;
  • żadnych kapturków – nakładki silikonowe są zalecane w wyjątkowych sytuacjach i powinny być dobierane przez certyfikowanego doradcę laktacyjnego – nie położną rzucającą w eter „pani wyśle męża po kapturki!”. Szczegółowo o nakładkach napisała Hafija;
  • uwaga na maści na brodawki z lanoliną – najnowsze badania wskazują, że stosowanie maści z lanoliną na uszkodzone brodawki może wiązać się z większym ryzykiem infekcji bakteryjnych i grzybicy [5]. Czym więc smarować, w razie potrzeby? Najlepiej własnym mlekiem, ewentualnie olejem kokosowym lub oliwą z oliwek. Można też robić okłady z zielonej herbaty. Ale przede wszystkim znaleźć przyczynę uszkodzenia brodawek (m.in. niewłaściwe przystawianie, skrócone wędzidełko podjęzykowe u noworodka i wiele innych) i rozwiązać problem.
Co warto obejrzeć w sklepach i aptekach, aby wiedzieć, gdzie kupić w razie potrzeby?
  • laktator – można też pożyczyć z profesjonalnej wypożyczalni (w większych miastach);
  • muszle laktacyjne – to takie specjalne ochronki na brodawki, które umożliwiają dopływ powietrza i gojenie się;
  • kubeczek do karmienia niemowląt – do ewentualnego dokarmienia;
  • biała kapusta – tak, taka zwykła do jedzenia. Nie ma nic lepszego na piersi w czasie nawału pokarmu niż zbite tłuczkiem schłodzone liście kapusty.

suitcase-468445_1280

Co spakować na pewno?
  • koszule do karmienia – rozpinane, ze specjalnymi zakładkami, na ramiączkach lub (według mnie najlepsze, choć rzadko dostępne) zawiązywane na tasiemki; na tradycyjny pobyt po porodzie siłami natury powinny wystarczyć 3-4 koszule, zawsze można w międzyczasie uprać. Nie popełniajcie mojego błędu i nie kupujcie koszul z długim rękawem, nawet jeśli macie rodzić zimą – na oddziałach noworodkowych jest potwornie gorąco;
  • staniki do karmienia – minimum jeden na dobę;
  • wkładki laktacyjne – kilka par na dobę, jedno małe opakowanie powinno wystarczyć;
  • poduszki – kilka zwykłych jaśków, dzięki którym będziesz mogła wygodnie ułożyć się do karmienia.
Co jeszcze mieć?
  • wpisany w telefonie Twoim oraz Twojego partnera/siostry/mamy numer do doradcy laktacyjnego, promotora karmienia piersią, douli lub innej kompetentnej osoby (namiary znajdziesz TU), która w razie potrzeby może przyjechać i wesprzeć Cię w karmieniu piersią. Najlepiej do dwóch takich osób, gdyby jedna z jakichś przyczyn nie mogła akurat być tego dnia u Ciebie. Zwłaszcza, jeśli w szpitalu „położna od laktacji jest, ale tylko od poniedziałku do piątku do godziny 15”, Ty urodzisz w sobotę rano, a pozostały personel będzie mało wspierający lub zbyt zajęty, żeby Ci pomóc;
  • odłożone w kopercie 70-200 zł na poradę laktacyjną. Wiem, że to dużo – ale roczne żywienie dziecka mieszanką mlekozastępczą jest znacznie droższe. Trzeba myśleć o tym wydatku w szerszej perspektywie, przynajmniej póki porady laktacyjne nie są refundowane;
  • wiedzę – czytaj w ciąży o karmieniu, o ewentualnych problemach, które mogą się pojawić, obejrzyj filmiki z pozycjami do karmienia i zasadami poprawnego przystawienia dziecka. Rzetelne źródła wiedzy to: Centrum Nauki o Laktacji, Hafija, KellyMom (po ang.), książki: dr Magdaleny Nehring-Gugulskiej „Warto karmić piersią”, Gill Rapley „Po prostu piersią”, Williama i Marthy Sears „Księga dziecka” i „Księga rodzicielstwa bliskości”;
  • wsparcie – osobiste, telefoniczne, facebookowe od kobiet, które karmiły piersią lub które nie karmiły, ale są gotowe Cię wysłuchać.

Po kompletną listę wyprawkową do ściągnięcia zapraszam TUTAJ 🙂

 

Udanej drogi mlecznej, Mamo!

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Język niemowląt – (nie) Łatwy Plan cz.3

Język niemowląt – (nie) Łatwy Plan cz.3

Pierwszą część omówienia książki znajdziesz TU

Drugą część, dotyczącą karmienia piersią – TU

Czym jest proponowany przez Tracy Hogg w książce „Język niemowląt” Łatwy Plan? To pewien sztywny schemat zdarzeń, powtarzający się mniej więcej co 3 godziny. Po angielsku to akronim E.A.S.Y., gdzie: (więcej…)