Język niemowląt – dlaczego należy się trzymać od Tracy Hogg z daleka? cz.1

portrayal-89189_1920

Pierwszy raz spotkałam się z książką „Język niemowląt” autorstwa Tracy Hogg u bratowej. Byłam wtedy niedzieciatą licealistką, nie wnikałam w zawartość, ale utkwiło mi w głowie, że to jakiś nieprawdopodobny hit wydawniczy. Od lat w wielu krajach jest bestsellerem, a młode mamy polecają sobie jego lekturę już w ciąży. Przed urodzeniem Małej nie przebrnęłam przez tę pozycję, zrobiłam to teraz – ze złośliwą dokładnością. Swoje refleksje przedstawiam w czterech częściach – pierwsza dotyczy filozofii wychowania przyświecającej pani Hogg, druga konfrontuje jej zalecenia z wiedzą o laktacji, trzecia dotyczy Łatwego Planu, a czwarta zajmuje się snem. Zapraszam!

Tracy zaczyna od dobrego PRu. Wyjaśnia, że jest z zawodu położną i pielęgniarką, specjalizującą się w opiece nad dziećmi niepełnosprawnymi. Pracuje także jako doradca laktacyjny (Boże, chroń nas przed takimi doradcami!) i od zawsze magicznie usypia dzieci krewnych i znajomych. To wrodzony talent przekazywany w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie.

Książka jest napisana po mistrzowsku, jeśli chodzi o perswazję. Pierwsze rozdziały to niekończąca się symfonia zachwytów nad niezwykłością rozwoju niemowlaka, nieustające wyzwanie do szacunku wobec noworodków, do poznania ich cudownego języka, którymi wyrażają swoje potrzeby. Same ochy i achy.

Tylko zobacz – otwierasz książkę i od początku napotykasz takie stwierdzenia:

  • należy noworodka oprowadzić po jego nowym domu, pokazując mu kolejne pomieszczenia i opowiadając o nich;
  • każdorazowo trzeba uprzedzać maleństwo, co będziemy z nim robić i kiedy dotykać, to kwestia szacunku i kultury osobistej;
  • są różne typy temperamentu (kretyńsko ponazywane – np. Żywczyki – ale może to kwestia tłumaczenia);
  • każde niemowlę jest inne, niepowtarzalne i cudowne.

Co myślisz po tych pierwszych rozdziałach? Zapewne: „Hej! Ale z tej Tracy równa babka! Jak ona szanuje te maluchy! To wzbudza moje zaufanie. Ciekawe, co dalej zaproponuje”.

Pewnie też bym tak myślała, gdybym była mniej podejrzliwa. Ale czytam sobie uważnie, zdanie po zdaniu, i: bingo! Autorce tu i ówdzie wypsnęła się jej prawdziwa filozofia wychowawcza. Będę cytować, żebyś nie pomyślała, że zmyślam, dopowiadam, przekręcam jej słowa.

Ludzie, na miłość boską, przecież to niemowlę, które jeszcze nie wie, co jest dla niego dobre i korzystne!

I na tym zdaniu właściwie można by zakończyć ten wpis, bo nasze podejścia do rozwoju dziecka diametralnie się różnią. Ja wierzę (ba, nie tylko wierzę, ja to wiem i mogę to udowodnić!), że niemowlę doskonale wie, czego potrzebuje i w jakich ilościach. I mówi o tym dorosłym, jeśli chcą się nauczyć słuchać i podążać za nim.

Jest wielka różnica między odnoszeniem się do dziecka z szacunkiem a przyzwoleniem, aby nami rządziło

Jesteś ciekawa, na czym polegają te rządy niemowlęcia?

Jeśli pozwolicie niemowlęciu rządzić i wyznaczać każdorazowo pory karmienia i snu to w waszym domu zapanuje kompletny chaos

Aha, czyli decydowanie, kiedy chce mi się spać, a kiedy jeść to jest rządzenie dorosłymi. Osobliwa definicja. To by było nawet śmieszne, gdyby nie to, że: a) jest pisane na serio i b) wprowadza do domu terminologię wojenną i ustawia rodziców noworodka na pozycji: bez względu na cenę złam go i przeforsuj swoje plany albo przegrasz z tym siedmiodniowym ledwo odrośniętym od ziemi terrorystą. Takie podejście niszczy niezwykłą więź i wykazaną w badaniach naukowych fizjologiczną harmonię między matką a dzieckiem.

Rodzic ma stworzyć rytm, do którego niemowlę ma się przystosować

I żeby to było jasne – nie jestem przeciwnikiem rytmów, planów dnia, wręcz przeciwnie, bardzo się one przydają dzieciom, zwłaszcza wymagającym. Plan dnia ma być jednak dostosowany do dziecka, a nie do widzimisię rodzica. Nie do tabelki z rozpisanymi czasami. Mama i tata powinni podążać za wskazówkami, które sygnalizuje mu dziecko i być elastyczni. Stosowanie w pierwszych tygodniach życia dziecka treningów usypiania i sztywnych schematów karmienie-zabawa-sen nie tylko jest na dłuższą metę nieskuteczne, ale także trzykrotnie zwiększa ryzyko problemów behawioralnych w szóstym miesiącu życia [1].

Czy człowiek prehistoryczny miał zegarek i kładł latorośle do snu po przepisowych 3 godzinach zabawy? Nie. Czy zasłaniał rolety i umieszczał niewykazujące zmęczenia niemowlę w osobnym łóżeczku na drzemkę? Nie. Czy to zaszkodziło rodzajowi ludzkiemu? Nie, jak widać nie wyginęliśmy i mamy się nieźle.

Szkoda, że Tracy nie pisze, kiedy możemy oddać stery dziecku i pozwolić mu pokierować trochę swoim życiem, ba, chociaż swoją fizjologią. Może dopiero po maturze? Albo wcale – może zawsze wiemy lepiej, czego i w jakich ilościach potrzebuje dziecko? Trochę jak w tym dowcipie, gdy Jaś, wołany przez mamę, żeby wrócił do domu, pyta: „Mamo, a chce mi się teraz jeść czy spać?”.


Obserwujemy niemowlę, uważnie wsłuchując się w jego mowę, szanujemy jego potrzeby, jednocześnie pomagamy mu przystosować się do życia rodzinnego

Czyli mamy taką sytuację: Jest dwutygodniowy maluch, co to ledwo wyszedł z macicy i wszystko jest dla niego nowe i przerażające, nie ma żadnych zasobów i nie potrafi przeżyć kilku godzin bez opiekującej się nim matki. I mamy dwoje dorosłych ludzi, posiadających ogromną liczbę potencjalnych strategii, przy pomocy których mogą zaspokajać swoje potrzeby. Mogą prosić o pomoc: siebie nawzajem, członków rodziny, sąsiadów, znajomych, mogą zapłacić komuś za wykonanie jakichś usług, mogą odpuścić wiele obowiązków, przełożyć je, odmówić różnym zobowiązaniom, mogą w przypływie nerwów wyjść na godzinę ochłonąć albo popłakać przyjacielowi do słuchawki. Kto jest w gorszej sytuacji? Kto powinien się do kogo dostosować?

Jeśli nadal nie czujesz się przekonana, żeby odłożyć książkę pani Hogg na zakurzoną półkę, zapraszam na część drugą, gdzie rozkładam na części pierwsze porady Hogg dotyczące karmienia. Do zobaczenia!

Jestem psycholożką, pedagożką, promotorką karmienia piersią i doulą. Wspieram rodziców dzieci od urodzenia do 3 roku życia podczas warsztatów i indywidualnych konsultacji, także online. Pracuję w duchu Rodzicielstwa Bliskości.

2016-11-03T22:48:25+00:00By |Dziecko, Moim zdaniem, Niemowlę|

17 komentarzy

  1. Anna Karcz-Czajkowska 21 czerwca 2016 at 11:25 - Reply

    Magda, znakomity tekst! Bardzo się cieszę, że podjęłaś się rzetelnej analizy Tracy. Sama zbierałam się do tego dobry rok, bo książka wylądowała u nas chyba jakoś na początku ciąży (nietrafiony prezent, rodzina nie chciała źle ;). Brałam się za nią trzy razy i nie byłam w stanie przebrnąć przez więcej niż połowę, normalnie wewnętrzny sprzeciw i opór. Czekam niecierpliwie na kolejną część Twojego artykułu!

  2. Magdalena 21 czerwca 2016 at 12:50 - Reply

    Świetnie napisane, ja też “będąc młodą matką” zaopatrzyłam się dzięki skutecznej reklamie w podręcznik pani Hogg, niestety a może na szczęście nie przebrnęłam i niczego nie wykorzystałam, za to życie na początku mlecznej drogi uratowała mi mała książeczka pt. Warto karmić piersią, dzięki której przebrnęłam przez nawracające zapalenia piersi i wieczne karmienia i nie poddałam się! Warto było. Pozdrawiam

  3. […] Pierwszą część omówienia książki “Język niemowląt” Tracy Hogg znajdziesz TU. […]

  4. Ewa 8 listopada 2016 at 20:26 - Reply

    Ksiazka Tracy trafila do mnie przez przypadek, nic o niej nie wiedzialam, ale do mnie przemówiła.
    Tytulem wstepu i uzupelnienia zarazem – jestem mama dwoch, 16tygodniowych chlopcow w tej chwili.
    Wiec co zawdzieczam Tracy?
    1. Plan EASY. Serio.
    Eating – chlopcy jedza zawsze po obudzeniu sie, jest to u nich tak naturalne, ze nawet nie sadzilam, ze moze byc inaczej.Teraz czasami wolaja jesc jeszcze przed drzemka, jezeli byli aktywni ok dwoch godzin, co jak dla mnie jest zupelnie zrozumiale. Po najedzeniu sie oczekuja teraz rozrywki.
    Activity – to byla dla mnie nowosc, ze noworodki i niemowleta maja taki czas. W okresie noworodkowym aktywnosc chlopcow ograniczala sie do zmiany pieluchy i wycalowania nozek. Czasami nawet na przewijaku juz zasypiali. Teraz chlopcy sa aktywni od godziny do dwoch. Jezeli po dwoch godzinach nadal nie chca spac, zaczynam powoli ich uspokajac i szykowac do spania. Dwie godziny bez snu to bardzo duzo dla takich maluchow. Po takiej przerwie ciezko im zasnac, zaczynaja sie placze itd.
    Tracy wyraznie akcentuje, ze niemowleta maja rozny czas czuwania i nalezy respektowac ich zmeczenie. I tutaj mialam najwiekszy problem. Z mama, tesciowa, kuzynkami i cala reszta rodziny. Bo kiedy mowilam, ze chlopcy sa juz zmeczeni i pora na drzemke to malo kto sie tym przejmowal. Chlopcy byli nadal zagadywani,szmerani po brodzie itd. Dluzsza chwile zabralo mi nauczenie rodziny, ze to my jestesmy dla nich, a nie oni dla nas.

    Sleeping – od samego poczatku postepuje tak, jak pisala Tracy. Chlopcy zasypiaja w swoich lozeczkach. T. zasypia sam, bez zadnej naszej pomocy, L. trzeba lulac, ale na rekach nie spi.

    You – cykl chlopcow trwa od 2,5 godziny do 4 godzin, w zaleznosci od pory dnia. Dzieki temu moge oszacowac czas kolejnego karmienia i kolejnej zabawy. Mam tez czas, zeby umyc zeby, czy troche posprzatac w domu. To i tak duzo przy bliznietach.
    Wiec tak, plan EASY w naszym wypadku sie sprawdza.

    2. Tracy omówiła też inne zagadnienia:
    placz – nie wiedzialam, ze niemowleta roznicuja placz w zaleznosci od potrzeby. Dzieki Tracy od poczatku zwracalam na to duza uwage i musze powiedziec, ze to swietnie dziala. Jest placz bo jestem glodny, bo nie moge usnac z racji brudnej pieluchy, bo mi smoczek wypadl a chcialbym z powrotem, bo trzeba mnie okrecic w lozeczku na drugi bok i w koncu, bo chce na raczki.I tak razy dwa, bo kazdy z chlopcow placze inaczej w danej sytuacji, wiec nawet w nocy wiem kto i o co wola. I o tym pisala Tracy, zeby chwile poczekac, jak dziecko placze, zeby rozpoznac, co jest przyczyna placzu. Ta chwila to wystarczy 30 sekund. U mnie placz, bo jestem glodny jest ok 10x na dobe, placz, bo chce smoczka ok 20x, a placz bo mi sie nie podoba lezenie na pleckach jeszcze czesciej. Traktuje to jako forme komunikacji chlopcow z nami.

    smoczek – Tracy pisze, ze niemowleta maja duza potrzebe ssania i nalezy im to umozliwic. Ale pisze tez, ze nie nalezy dzieciom wciskac smoczka, jezeli wypluwaja go przy zasypianiu, tym bardziej, jezeli go w ogole nie chca. Dlatego chlopcy dostaja smoczka na zadanie. T. rzadko wola o smoczek, L. ssie niemal ze kompulsywnie. Nie zalamuje z tego powodu rak, taka jego natura.
    Brazelton wyraznie preferuje, aby nauczyc dzieci ssac kciuk – nie trzeba wtedy w nocy wstawac i podawac smoczka, kiedy dziecko sie przebudzi. Osobiscie wole wstawac i podawac smoczka.

    zabawki – Tracy pisala, ze noworodki i malutkie niemowleta nie potrzebuja zabawek. MOi chlopcy zaczeli ineresowac sie grzechotka dopiero w wieku 10 tygodni. Pierwsze proby podjelam kiedy mieli 7 tyg, ale z braku ich zainteresowania rezygnowalam. Po obudzeniu sie i nakarmieniu chlopcy zawsze najpierw zajmuja sie sami soba – teraz np ogladaja sobie raczki, ssa paluszki itd. Jak im sie znudzi wkraczam ja i zabawki oraz noszenie po domu.

    ziewanie – Tracy radzi, aby najdalej po drugim ziewnieciu dziecko znalazlo sie w lozeczku, gotowe do spania. I tak robie. Ulozenie ich do snu w takim momencie zajmuje od 5 do 10 min. Bez placzu, bez nerwow.

    I teraz najawazniejsze. Ksiazka Tracy ma tytul “Jezyk niemowlat”. Czyli dotyczy niemowlat, zatem dzieci od 6 tygodnia zycia ( ja swoich chlopcow zaczelam traktowac jako niemowleta dopiero od 8 tygodnia). Sama Tracy pisze, ze w okresie pologu (czyli pierwsze 6 tygodni) matka ma zajac sie karmieniem dziecka i nawiazywaniem z nim wiezi. Pozwalajac innym kobietom z rodziny czy sasiedztwa na zajmowanie sie domem czy starszymi dziecmi.
    Czyli jej rady nie tycza sie w zaden sposob noworodkow!

    I teraz taka dygresja. Duzo ekspertow i metod opiera sie na wyplakiwaniu sie dzieci – metoda 3-5-7, Faber. Tracy jest daleka od tego, wyraznie pisze, ze placzace dziecko trzeba utulic i uspokoic. Nawet gdyby dopuszczala takie podjescie, nie znaczyloby to, ze ja mam tak samo postepowac.

    Pewnie Tracy pisala jeszcze o innych rzeczach, ale nie zapamietalam, bo albo mi sie nie spodobaly albo uznalam, ze nie maja sensu. Wybralam to, co bylo dla mnie istotne.
    Przeczytalam tez jej ksiazke “Jezyk dwulatka” i na pewno z wielu rad bede korzystac za jakis czas.

    • Magdalena Komsta 8 listopada 2016 at 22:33 - Reply

      Tak gwoli ścisłości – niemowlęciem jest się od urodzenia; noworodek od urodzenia do końca pierwszego miesiąca życia 🙂
      Mój pogląd na sprawy, o których piszesz, zawarłam w 4 częściach artykułu. Pozdrawiam! Wszystkiego dobrego dla Maluchów! Bycie mamą bliźniaków to niełatwa sprawa!

    • Kasia 29 kwietnia 2018 at 09:41 - Reply

      W 100% zgadzam sie z Pania Ewą 👍😊 książka jest genialna przy rozsadnym podejsciu rodzica i czytaniu ze zrozumieniem tej książki dziecko jest szczęśliwe, a rodzice wyspani 😊 jestem mamą 10miesięcznego synka i polecam ta książkę każdej młodej mamie.

  5. Be Tinka 27 lutego 2017 at 11:32 - Reply

    Przerost formy nad treścią. Tracy wcale nie narzuca realizowania planu dnia minuta po minucie i trzymania sie go z zegarkiem wreku. Wręcz przeciwnie, mówi ze tego nie należy robić, a przyjąć ramy, które będą indywidualne w każdym przypadku. Rytm spanie-jedzenie-aktywnosc jest naturalny dla noworodka/niemowlaka, bo jak inaczej, po spaniu ma jesc i znow od razu spac? Jakbyśmy slepo podazali za rytmem dziecka, co dzieje sie w wielu domach, niemowlak luuuuugo nie odroznialby nia od nocy. My o tego musimy nauczyc. Nie widzę w tyn nic barbazynskiego.

  6. Kasia 27 lutego 2017 at 21:52 - Reply

    Obawiam się, że książka nie została przeczytana ze zrozumieniem. Chyba że zamiast niej były czytane inne teksty antyhogg? Hogg od takiej sztywności “przymus spania bo minęły 3h” się odżegnuje. Proponuje małymi kroczkami wypracowanie rytmu,który odpowiada rodzicowi i dziecku, a że większości dzieci odpowiada rytm+/- co 3h jedzonka, to takie widełki, do elastycznego stosowania, proponuje. Wykorzystanie tego badania jest nie fair do krytyki Hogg, bo badanie mówi o interwencjach behawioralnych, a nie o próbie wypracowania rytmu od początku z dzieckiem. Poza tym ksiażka ma wiele plusów. Piękne tabele, bardzo praktyczne, z behawioralnymi oznakami różnych stanów dziecka. Cel: obserwuj, zrozum, skup się i podążaj za dzieckiem! Dlatego “język niemowląt”.
    Jasne, że nie z każdym słowem jej książek się zgodzę, bo nie jest to Pan Jezus, tylko położna, więc trzeba czytać krytycznie. Ale naprawdę w tej książce jest sporo konkretów bardzo fajnie podanych.
    Mama trójki synów, wychowywanych z Hogg. Na górze właśnie śpi sobie 7 tygodniowy synek, pięknie odnajdujący się w totalnie nienarzuconych, za to pomagających go zrozumieć, seriach: jem-jestem aktywny-śpię.

  7. Olga | Napisawszy.pl 1 kwietnia 2017 at 21:27 - Reply

    Kiedyś moja mama mówiła mi, że jedna taka książka uratowała ją od przymusu karmienia mnie piersią na godziny. Mnie się pokręciła Kitzinger z Hogg i to Hogg poleciłam ciężarnej koleżance 🙁 Guilty as charged. Sam “Język niemowląt” czytałam dwukrotnie: raz, kiedy rzeczona koleżanka była w ciąży, i drugi raz, kiedy sama już byłam mamą. Za pierwszym razem wydawało mi się to wszystko takie logiczne i w ogóle w czym problem. Za drugim… nie wiedziałam, czy sie śmiać, czy płakać.

    Pojedyncze zdania bywają sensowne, np. to, że jeśli dziecko płacze czy marudzi, to nie znaczy, że jesteś złą matką – szczególnie mi się to przydało przy czerwcowych upałach z niespełna 2-miesięczniakiem. Ale ogólne założenia tych książek to jakaś zaawansowana tresura, na co mam w sobie dużą niezgodę. Zdecydowanie bardziej pasuje mi teoria czwartego trymestru opisana u Karpa czy ogólne założenia RB.

    Poza tym nie mam jak zostawić dziecka w jego łóżeczku do wypłakania. Nie mamy łóżeczka 😛

  8. Kasia Kunert 4 kwietnia 2017 at 16:21 - Reply

    Fragment o człowieku prehistorycznym pokazuje, że niestety Twoja recenzja jest pełna sprzeczności. Porównywanie miłego, wprowadzającego bezpieczne i zupełnie zasadne ramy w zycie dziecka i rodziców zestawione z filozofią “za włosy i do jaskini” i poprzednimi czasami, gdzie dzieci były traktowane skandalicznie barbarzynsko – nie wiem czy śmiać sie czy płakać. Wiadomo – nikogo do rad Tracy zmusić sie nie da. Jak dla mnie są świetne.

  9. […] Napisałam to i westchnęłam, bo niestety dziś nadal stykam się czasem z teoriami, że 3-miesięczne niemowlę można NAUCZYĆ przesypiać całe noce, ODZWYCZAIĆ od noszenia, kołysania, za to PRZYZWYCZAIĆ do ściśle regularnych pór karmienia. Owszem, może i się da, ale to jest dziecko WYTRENOWANE, to dziecko, które dlatego w pewnym momencie, po kilku/nastu próbach płaczu przestaje płakać i domagać się noszenia/karmienia/kołysania/wstawania do niego w nocy itd. BO WIE, ŻE NIKT DO NIEGO NIE PRZYJDZIE, a nie dlatego, że przestaje tego potrzebować. To dla niego sygnał, że jego potrzeby nie są ważne. Że nie ma wpływu na otaczającą rzeczywistość. Że nie jest kimś ważnym. Możesz se płakać, a i tak do Ciebie nie przyjdę. Więcej pisała o tym Wymagające w świetnym tekście.  […]

  10. Ann 11 czerwca 2017 at 10:48 - Reply

    Siemka,

    Czytalam Hogg, ba nawet ogladalam jej programy na BBC Prime, i musze powiedziec, ze tylko, to, co do mnie przemawialo zapadlo mi na dluzej 🙂 Szczerze – nie pamietam tresowania, nie pamiętam tabelek, ani sztywnych godzin karmienia. Nie pamiętam większości cytowanych tu cytatów obu pań (książka jest napisana z jakąś współautorką).

    Jako, że bliski memu sercu jest Korczak i jego całościowe i indywidualne podejście do potrzeb dziecka, z książki Hogg pamietam tylko rzeczy, które są mi bliskie. Pamiętam, że należy poznać własne dziecko, wsłuchać sie w nie i nauczyć współpracować z nim. Pamiętam szacunek do niemowlęcia… I tyle 🙂

    Ale teraz sobie przypominam, że były mamy na pewnym forum pozafejsowym, które mocno trzymały się tresury. I nie kumałąm, skąd one mają takie pomysły. I czemu męczą swoje 2 tyg, czy 3 mies dzieci i czemu uwazają, że one (dzieci) nimi (matkami) rządzą!!

  11. Sylwia 28 kwietnia 2018 at 21:50 - Reply

    Nie zgodzę się z Pani opinią. Dzięki tej książce moje życie z noworodkiem było proste przewidywalne i spokojne. Wiedziałam czego mogę się spodziewać jak do niego dotrzeć. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z dziećmi więc dla mnie była to zupełnie nową sytuacja. Książka zawiera wiele cennych rad. Przytocze jedna z nich zeby niemowlakowi podczas drzemki w dzien nie zaslaniac okien nie byc calkowicie cicho zeby odroznialo dzien od nocy. Moje dziecko nie budzilo sie w nocy na zabawe jedynie na jedzenie. Smiem twierdzic ze to zasluga tej wlasnie rady. Oczywiście wszystko trzeba dopasować pod siebie. Zdecydowanie polecam ta książkę.

  12. Fretka 29 kwietnia 2018 at 11:27 - Reply

    Pewnie – jak zawsze – wszystko zależy od dziecka. Są takie, które wpasowują się w któryś z opisanych przez Hogg temperamentów i pasują do jej tabelek. A są takie, które są żywym zaprzeczeniem wszystkiego o czym ona pisze. Mój należy do tej drugiej grupy, absolutnie nic się nie zgadzało i wszelkie próby zmian czy zastosowania jej porad kończyły się wielką frustracją całej rodziny. Żaden z jej rytmów, planów, sposobów nie miał w naszej rodzinie racji bytu. Czytałam w oryginale, więc nawet na tłumaczenie nie mogę zrzucić winy 😉 Te kilka tygodni z Hogg to były chyba najbardziej stresujące chwile mojego macierzyństwa, a przy wymagającym maluchu takich chwil jest niemało. Na szczęście poszłam po rozum do głowy, książkę oddałam do biblioteki, wróciłam do naszego prywatnego rytmu i sposobów, które nie pasują do żadnych wytycznych, i żyjemy sobie długo i szczęśliwie 😉

  13. Joanna 29 kwietnia 2018 at 21:27 - Reply

    Dzien dobry,
    Chcialam powiedziec, ze ja zupelnie inaczej zinterpretowalam ksiazke Pani Hogg niz opisuje to Pani w swoim teksci i mam zgola odmienne odczucia. Do porad tam zawartych trzeba podchodzic w sposob rosadny i zrownowazony pamietajac ze kazde dziecko jak i jego rodzice sa inni. Zatem nie beda oni trzymac sie sztywno jakis zasad. Takie wlasnie przeslanie ma dla mnie ta ksiazka. Plan dnia dopasowany do dziecka bardzo ulatwia mu funkcjonowanie i robimy to po to aby wlasnie maluszkowi pomuc a nie go w cos wtlaczac. Ten schemat jest dopasowany do dziecka a stosowanie go tylko mu sprzyja.

  14. Lidia 19 maja 2018 at 15:43 - Reply

    Właśnie trafiłam w sieci na ten tekst i jestem w szoku. Nie wiem skąd to uprzedzenie do książki i samej autorki rzekomo stosującej “treserskie” podejście do dzieci. Ja po przeczytaniu całości nie odniosłam broń Boże wrażenia, że mam dziecko do czegokolwiek zmuszać. Wręcz przeciwnie, to była pierwsza książka, która dała mi jakiś konkretny pomysł na ogarnięcie wszystkiego w taki sposób by w domu zapanował spokój i wreszcie szczęście. Mój mały niezależnie od tego czy “nie wiedział czego chce” (a tak własnie uważam, bo s jak dziecko z kilkudniowym doświadczeniem ma rozpoznać źródło dyskomfortu w ciele nad którym w żadnym stopniu nawet jeszcze nie panuje)czy też po prostu nie umiał poradzić sobie z tym czego chciał, dopóki nie zaczęliśmy go usypiać z własnej inicjatywy wyznaczając mu konkretny rytm dnia, według tego co wyczytałam w książce, non stop wył, nie sypiał itp. Chustowanie, wspólne spanie, karmienie piersią na żądanie i wszelkie inne poświęcenia nie przynosiły żadnego efektu dopóki nie zaczęliśmy go zmuszać do snu/ aktywności w konkretnym rytmie. Dopiero wtedy najedzony, wyspany i spokojny zaczął normalnie funkcjonować, a wraz z nim my. Ta książka dała mi bezcenne spokojne chwile. Nikt inny nie zaproponował, żadnego konkretu tylko ogólnikowe porady, które raczej mało mają wspólnego z rzeczywistym problemem. Tak więc osobiście zupełnie nie zgadzam się z tym poglądem i poleciłabym te książkę każdej matce, która ma problem ze zrozumieniem swojego dziecka- a nóż podsunie jakiś pomysł lub sposób, który zmieni na dobre ich sytuacje- tak jak w naszym przypadku

  15. Justyna 7 lipca 2018 at 21:42 - Reply

    Dziwią mnie te wszystkie pochwalne komentarze na temat książki. Czytałam ją po porodzie i odczuwałam wielkie poczucie winy, ze nie potrafię tak poprowadzić noworodka, żeby zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami. Zwłaszcza, ze Hogg wiele razy używa sformułowań, ze to Twoja wina, bo pozwoliłaś mu na to, rządzi tobą, będziesz miała w domu chaos itp. Dzięki Bogu trafiłam później na lepsze książki, po jakimś czasie hormony przestały mi robić wodę z mózgu i przejrzałam na oczy oraz nabrałam dystansu do porad Hogg.
    Hogg jak Hogg, a widziałaś, jakie pomysły ma Gina Ford w Pierwszym roku życia dziecka?!?!?!?!

Leave A Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.