Twoje dziecko chce się bawić w nocy, czyli powrót do przeszłości

Twoje dziecko chce się bawić w nocy, czyli powrót do przeszłości

Moja córka jest wyjątkowo muzykalnym dzieckiem. Swego czasu lubiła pośpiewać nawet przez dwie godziny bez przerwy. I byłabym dumna z artystycznych popisów swej latorośli, bo i słowa ciekawe (la-la-la, pfe-pfe i ba-ba w różnych konfiguracjach), i melodia niebanalna, gdyby nie to, że występy rozpoczynała o trzeciej. W NOCY. Na szczęście nie zdarzało się to zbyt często, a od dłuższego czasu nie występuje już wcale. Dociekliwa matka obczytała się wtedy tu i ówdzie i chce się teraz podzielić tą wiedzą z Tobą.

Jeśli ktokolwiek Ci powie, że trzygodzinna pobudka na zabawę w środku nocy jest nienaturalna, po lekturze tego tekstu będziesz mogła zaśmiać się lekko pod nosem. Nie ma nic naturalniejszego pod słońcem! Serio!

Twoje dziecko zalicza nocny powrót do przeszłości

Istnieją niezbite dowody historyczne, że przed rewolucją przemysłową nie istniała idea „ośmiogodzinnego, nieprzerwanego snu”! Zanim na masową skalę zaczęto korzystać ze sztucznego światła, noc, zwłaszcza w miesiącach jesienno-zimowych, trwała około 12 godzin, a sen był podzielony na dwie części. W „pierwszy sen” zapadano około dwie godziny po zmroku i trwał on od 3 do 4 godzin. Następnie człowiek budził się na 2 lub 3 godziny, a potem dosypiał aż do świtu.

Warto zaznaczyć, że nocna pobudka nie była naszym współczesnym nerwowym przewracaniem się z boku na bok, z gonitwą negatywnych myśli i obliczaniem za ile godzin zadzwoni ten okropny budzik. W przerwie pomiędzy etapami snu ludzie rozmawiali, modlili się, palili tytoń, dokładali do ognia, uprawiali seks (właśnie o tej porze, według zaleceń medyków z XVI wieku, najlepiej było starać się o potomstwo)…

Dowody na powszechność takiego stylu życia badający to zagadnienie dr Ekirch odnalazł w wielu pismach, listach, książkach, pamiętnikach i innych dokumentach, zwłaszcza sprzed rewolucji przemysłowej. O „pierwszym” i „drugim śnie” pisali m.in. Cervantes i Dickens, a jeszcze w II poł. XX wieku wyrażenia te istniały także w językach wielu tradycyjnych społeczeństw, np. w plemieniu Tiw w Nigerii, u Maronów w Surinamie czy u ludu Fante z Wybrzeża Kości Słoniowej.

dziecko chce się bawić w nocy

Na początku XVIII wieku coraz większa dostępność źródeł sztucznego światła w domach (początkowo wyłącznie dla zamożnych osób, w XIX wieku także dla niższych klas) oraz rosnąca sieć całonocnego oświetlenia ulic miast sprawiły, że pora nocna zaczęła się skracać. Jeśli można było bez strachu przed czyhającym za rogiem bandytą pomaszerować na piwo do całodobowego baru albo na karty do sąsiadów, idea podzielonego snu była postrzegana jako strata czasu. Po 1920 roku pomysł „nocy na raty” zupełnie zniknął ze społecznej świadomości. Ba, kilkugodzinne pobudki lekarze zaczęli uznawać za patologię!

Czy współczesny człowiek  mógłby spać dwuetapowo?

W latach 90. ubiegłego wieku naukowcy manipulowali światłem, aby poznać jego wpływ na rytm okołodobowy człowieka. W jednym z eksperymentów w specjalnych pomieszczeniach stworzono warunki przypominające środek zimy w klimacie europejskim – doba składała się z 10-godzinnego dnia i 14-godzinnej, całkowicie ciemnej nocy. Mogli spać ile chcieli i jak chcieli (pozazdrościć).

Gdy biorący udział w badaniu panowie odespali już swoje zaległości z normalnego życia (jakby to były matki, to spałyby bez przerwy z tydzień, nie?), przestawili się bez niczyjej interwencji na dwuetapowy nocny sen. W pierwszej części nocy spali 4-5 godzin, potem budzili się na kilka godzin i ponownie zasypiali na kolejne 3-4 godziny. W sumie na śnie spędzali zwykle nie więcej niż 8 godzin na dobę, choć cały ich pobyt w łóżku zawierał się w ok. 12 godzinach.

Co ciekawe, relacjonowali później, że w czasie spędzonym w łóżku między etapami snu, byli zrelaksowani i pogodni – zero stresu czy nakręcania się własnymi myślami (w sumie czym się mieli stresować, skoro uczestniczyli w takim fajnym eksperymencie?😉 )

Dowiedziono więc, że aktualnie obowiązująca norma „ośmiogodzinnego, nieprzerwanego snu” jest wynikiem postępu technicznego, a nie naturalną potrzebą człowieka. Co nie oznacza, że my, współcześni, niechodzący spać z kurami rodzice, musimy całkowicie dostosować się do tych pierwotnych ciągot naszych dzieci.

Co z tym można zrobić?
  • Poza naturalnymi wskazówkami związanymi np. z oświetleniem (o czym za chwilę), regulacja rytmu sen-aktywność podlega także wpływom społecznym. Dlatego, jeśli nie masz ochoty na zabawę o 3 nad ranem, należy delikatnie, acz stanowczo dać młodzieży do zrozumienia, że noc jest do spania. Nie zapalasz światła, nie jeździsz z nim samochodami, nie wciągasz w nocne niemowlaków rozmowy. Dbasz tylko o bezpieczeństwo dziecka, zwłaszcza jeśli śpi z Tobą w dużym łóżku i jest mobilne. Jeśli potomek dobrze bawi się w swoim towarzystwie (np. śpiewa sobie w łóżeczku), to dopóki nie wzywa Twojej pomocy, nie musisz go stamtąd wyciągać.
  • Zadbaj o to, by dziecko jak najwięcej korzystało z naturalnego oświetlenia w ciągu dnia. Od rana, po obudzeniu się, całkowicie podnieś rolety i rozsuń zasłony, wybierz się na przedpołudniowy spacer, nie zaciemniaj pokoju podczas dziennych drzemek.
  • Zastanów się, czy nie kładziesz dziecka do snu zbyt wcześnie (to nie musi być słynna 19.00), co sprawia, że o 3.30  jest już po prostu całkiem nieźle wyspane. Zwłaszcza, jeśli to trzylatek, który jeszcze leżakuje w przedszkolu i czasem ma krótką drzemkę w samochodzie, wracając z basenu.
  • A w środku nocy… weź głęboki oddech i pomyśl, że wraz z dojrzewaniem układu nerwowego, konsolidacją snu i regulacją rytmu okołodobowego dziecka takie imprezy będą się zdarzać coraz rzadziej. Nocne śpiewy nie oznaczają, że coś z Twoim maluchem jest nie tak, że ma kłopoty ze snem, które należy leczyć. Odezwał się w nim po prostu duch prapraprapra…przodków. A z naturą trudno dyskutować. Zwłaszcza o trzeciej w nocy.

[showhide type=”links” more_text=”Kliknij tu, żeby rozwinąć bibliografię” less_text=”Ukryj bibliografię”]

 
Ekirch A. R., Segmented sleep in preindustrial societies. Sleep, 2016, 39 (3); 715 –716.
 
Huffington A., My Q and A With Roger Ekirch on the Way We Sleep, and How It’s Changed Over the Centuries. Huffington Post, 24.06.2016. Wywiad dostępny online: http://www.huffingtonpost.com/arianna-huffington/my-q-and-a-with-roger-ekirch_b_7649554.html
Wehr T. A. et al., Conservation of photoperiod-responsive mechanisms in humans. Am J Physiol, 1993,265 (4 Pt 2); R846-857.
Wehr T. A. et al., Suppression of men’s responses to seasonal changes in day length by modern artificial lighting. Am J Physiol, 1995, 269 (1 Pt 2); R173-178.
http://slumberwise.com/science/your-ancestors-didnt-sleep-like-you/

[/showhide]

 

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.

Nie ściemniaj, matko!

Nie ściemniaj, matko!

Odpowiednie zarządzanie światłem jest niezwykle ważne w przypadku dzieci, które mają problemy ze snem. Odpowiednie oznacza jednak zgodne z naturą, a nie wyssane z palca przez pseudoekspertów. Gdy kolejny raz czytam, że rodzice zabierają na Majorkę czarne, grube worki na śmieci i zaklejają nimi okna w hotelowych pokojach, spędzając codziennie trzy godziny w egipskich (czy majorkańskich raczej) ciemnościach, bo dwulatek ma drzemkę… to myślę, że może warto wątpliwości odnośnie światła słonecznego i snu rozjaśnić (sic!) ponownie.

(więcej…)

High Need Baby a depresja poporodowa

High Need Baby a depresja poporodowa

Nawet co siódma młoda matka choruje na depresję poporodową. Zaburzeniem w większym stopniu zagrożone są mamy, których niemowlęta mają temperament trudny[1].

Dlaczego się tak dzieje? Kierunek zależności nie jest do końca jasny. Być może kobiety opiekujące się wymagającym dzieckiem są bardziej zmęczone, mniej śpią i gorzej się odżywiają, co ma niewątpliwy wpływ na pogorszenie nastroju. Niewykluczone, że w związku z marudnym zachowaniem malucha otrzymują mniej wsparcia społecznego [2], a kierowane do nich komunikaty często wywołują poczucie winy i utratę wiary w rodzicielskie kompetencje. Może być też tak, że to matki z objawami depresji częściej postrzegają swoje dzieci jako płaczliwe i niespokojne [3].

Zapraszam do przeczytania pierwszego z dwóch artykułów na temat depresji poporodowej, który przygotowałam dla portalu Mlekiem MamyTUTAJ opisuję w nim objawy depresji poporodowej, czynniki ryzyka, możliwości leczenia oraz kontakty do miejsc, w których można uzyskać wsparcie w trudnej sytuacji. Oby przydawały się jak najrzadziej.

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Czy TO jest normalne? O źródłach wiedzy na temat normy rozwojowej

Czy TO jest normalne? O źródłach wiedzy na temat normy rozwojowej

Niektórzy psychologowie dziecięcy mówią, że najczęściej wypowiadanym przez nich zwrotem jest „to normalne w tym wieku”. I chyba rzeczywiście w dużym stopniu na tym polega nasza praca. Gdy jest się rodzicem małego dziecka, bez wiedzy psychologicznej i dużego doświadczenia z innymi maluchami w rodzinie lub wśród znajomych, niektóre  reakcje i pomysły własnej latorośli mogą niepokoić. Warto mieć wtedy w domu rzetelne pozycje, które w przejrzysty, zrozumiały sposób wyjaśniają, czy dane zachowanie mieści się w normie rozwojowej. O dwóch podstawowych chciałam Ci dziś krótko powiedzieć: (więcej…)

Czy biały szum jest bezpieczny dla Twojego dziecka?

Czy biały szum jest bezpieczny dla Twojego dziecka?

Wykorzystanie szumu jest przekazywanym z pokolenia na pokolenie sposobem na uspokojenie i uśpienie niemowląt. Niejedna suszarka została spalona zanim nastała era wielogodzinnych nagrań domowych sprzętów dostępnych online oraz specjalnie skonstruowanych przytulanek. Poza dowodami anegdotycznymi, skuteczność białego szumu w usypianiu noworodków udowodniono też eksperymentalnie – w grupie szumiącej aż 80% dzieci zasnęło samodzielnie w ciągu 5 minut; w grupie kontrolnej było ich tylko 25%. W XXI wieku do rozpropagowania szumu w dużym stopniu przyczynił się dr Harvey Karp – twórca antykolkowej Metody 5S, w której wykorzystanie szeleszczących dźwięków wydawanych przez rodzica, urządzenia lub puszczanych z płyt CD jest istotnym elementem.

Dobra passa szumienia niemowlętom trwała do 2014 roku, kiedy kanadyjscy naukowcy postanowili się przyjrzeć dostępnym na tamtym rynku urządzeniom produkującym biały szum, odtwarzającym dźwięki natury lub inne potencjalnie usypiające odgłosy (pracujące sprzęty AGD, jadący pociąg, bicie serca itd.).

 

Czy biały szum jest bezpieczny dla słuchu?

Jeśli niemowlę jest narażone na słuchanie jakiegokolwiek dźwięku przez godzinę lub dłużej, jego natężenie nie powinno przekraczać 50 dB (głośność przypominająca przeciętnej intensywności deszcz). Tymczasem wszystkie badane przez naukowców urządzenia, postawione w odległości metra od łóżeczka, generowały dźwięki głośniejsze niż 50 dB, niektóre dochodzące nawet do 92 dB (~przejeżdżający motocykl)! Gdy przestawiono urządzenia na odległość 2 metrów od dziecięcej głowy, 13 na 14 sprzętów było nadal zbyt głośnych!

Zapytałam dwóch największych polskich producentów szumiących przytulanek o dane dotyczące głośności ich maskotek. Otrzymałam odpowiedź tylko od jednego –  „przytulanka jest bezpieczna, bo maksymalna głośność mechanizmu wydającego dźwięk to 65 dB, a  dopuszczalna przez Unię Europejską norma dla zabawek to 72 dB”.

Maksimum 72 dB DLA ZABAWEK. Czy maskotka, położona przy główce dziecka i włączana kilka razy dziennie na 40 minut może być porównywana z zabawkami, którymi dziecko manipuluje w większym oddaleniu od ucha i w których dźwięk trwa zwykle kilka czy kilkadziesiąt sekund? To zostawiam Twojej refleksji.

Wróćmy do badań. W odpowiedzi na uzyskane wyniki, Amerykańska Akademia Pediatrii wydała następujące zalecenia dla rodziców, którzy chcą korzystać z urządzeń generujących odgłosy:

  1. umieść źródło szumu możliwie jak najdalej od dziecka;
  2. ustaw urządzenie na możliwie najmniejszą głośność;
  3. ogranicz czas działania szumu do minimum (korzystaj z automatycznego wyłącznika lub samodzielnie wyłączaj urządzenie, gdy dziecko zaśnie).

Jak możesz się domyślać, najgorętszy orędownik białego szumu, czyli dr Karp, od razu zaprotestował, pisząc, że:

  1. Przed urodzeniem dziecko jest otoczone nieustannym szumem (płynącej krwi, przesuwającej się treści jelit matki), głośniejszym niż odkurzacz (wg Karpa dźwięki w łonie matki osiągają natężenie 75-92 dB; znane mi źródła piszą o 70-85 dB) – choć akurat porównanie do odkurzacza jest mało trafne, o czym za chwilę.
  2. Szum o umiarkowanym natężeniu dźwięku (czyli niezbyt głośny) może być bezpiecznie stosowany przez całą noc z korzyścią dla całej rodziny, chroniąc zarówno dzieci, jak i rodziców przed negatywnymi konsekwencjami niewyspania.
  3. Najbardziej szkodliwe dla słuchu są wysokie tony – należy wybierać ścieżki podobne do naturalnych odgłosów, jakich dziecko doświadczało w brzuchu mamy (ten fragment wypowiedzi Karpa – choć trafny – stoi w sprzeczności z poradami udzielanymi przez niego w książce „Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy”, gdzie w jednym rzędzie stawia odkurzacz i specjalnie przygotowane nagrania na płytach CD).

 

Jakie odgłosy towarzyszyły dziecku w łonie matki?

Ludzki płód jest otoczony dźwiękami przede wszystkim o niskich częstotliwościach. W zależności od autora opracowań, mowa o dźwiękach nie przekraczających 300-1000 hZ. Prawdopodobnie brzmi to mniej więcej tak:

Tymczasem polecana przez dra Karpa suszarka czy odkurzacz składa się z tonów o częstotliwości 1000-20 000 hZ. Typowy, elektronicznie generowany biały szum zawiera przede wszystkim wysokie tony – między 3000 a 22 000 hZ!

Nie jest więc tak, jak pisze dr Karp, że biały szum czy dźwięki urządzeń AGD uspokajają niemowlęta, bo przypominają odgłosy z życia płodowego. Są znacznie od nich wyższe! Być może dlatego na wiele niemowląt szumy domowych sprzętów, aplikacji, Youtube’a i specjalnych urządzeń nie działają – są po prostu kompletnie inne od tego, co maluchy znają z brzucha mamy. Co więcej, bardziej wrażliwe słuchowo niemowlęta szumy mogą drażnić właśnie zbyt wysoką częstotliwością.

Kojący wpływ białego szumu na sen wynika więc albo z zagłuszania odgłosów pochodzących spoza sypialni, albo jest wynikiem warunkowania klasycznego (pamiętacie historię o śliniących się na dzwonek psach Pawłowa?).

Czy biały szum wpływa negatywnie na mózg?

Drogi i kora słuchowa w mózgu niemowlęcia nie jest dojrzała i potrzebuje normalnego, bogatego otoczenia dźwiękowego, aby prawidłowo się rozwijać. Dźwięki wydawane przez domowników, także mowa, docierają do mózgu również przez sen i wzbogacają repertuar odbieranych częstotliwości. Ciągła ekspozycja na jeden rodzaj bodźców słuchowych może zawęzić możliwości odbierania dźwięków o różnorodnej wysokości i natężeniu. Na podstawie badań nad szczurami wystawionymi na całodobowe oddziaływanie białego szumu wysnuto przypuszczenie, że długi kontakt ludzkich niemowląt z tego rodzaju dźwiękami może opóźniać rozwój słuchu i mowy.

Czy tak w rzeczywistości jest? Nie wiadomo. Jaka „dawka” białego szumu jest całkowicie bezpieczna? Nie wiadomo. Ze względów etycznych nie jest możliwe przeprowadzenie podobnych eksperymentów na dzieciach. Nie prowadzono też dotychczas badań, w których porównywano by pod względem stopnia rozwoju mowy maluchy wychowane na szumie z tymi, którym nie szumiono. Póki co, jako rodzice musimy kierować się po prostu zdrowym rozsądkiem.

 

Jak więc bezpiecznie korzystać z szumu?

  • Kontroluj głośność urządzenia – mierzona przy głowie dziecka nie powinna przekraczać 50 dB. Gdy stosujesz metodę 5S (czyli im głośniejszy płacz, tym głośniejsze szumienie), pamiętaj, aby dźwięk był wyciszany, jak tylko dziecko się uspokoi. Jeśli, jak większość przeciętnych rodziców, nie masz profesjonalnego miernika, możesz posłużyć się aplikacją na telefon. Szukaj programów pod hasłem „sound meter” np. na Google Play.
  • Dobierz odpowiedni szum – bezpieczniejsze (i prawdopodobnie skuteczniejsze) będą dźwięki o niskich częstotliwościach, np. lepszy będzie szum różowy (pink noise) i czerwony (red/Brown noise) niż biały.
  • Używaj szumu tylko wtedy, gdy to konieczne – nie w czasie swobodnej zabawy czy zwykłego marudzenia. W ciągu dnia zapewniaj dziecku zróżnicowane bodźce akustyczne – mów, śpiewaj (nie przejmuj się fałszowaniem!), graj na instrumentach, wychodź na świeże powietrze i do ludzi.
  • Co kilka tygodni sprawdzaj, czy Twoje dziecko nadal potrzebuje szumu lub odgłosów przyrody do snu. Wielu rodziców zapomniało włączyć odpowiednią ścieżkę na dobranoc, by ze zdziwieniem zauważyć rano, że maluch spał równie dobrze jak wcześniej.

[showhide type=”links” more_text=”Kliknij tu, żeby rozwinąć bibliografię” less_text=”Ukryj”]

 

Bibliografia:

Bremmer P. et al., Noise and the premature infant: physiological effects and practice implications. J Obstet Gynecol Neonatal Nurs, 2003, 32 (4); 447-454.

Chang E. F , Merzenich M. M., Environmental noise retards auditory cortical development. Science, 2003, 300 (5618); 498-502.

Committee on Environmental Health, Noise: A Hazard for the Fetus and Newborn. Pediatrics, 1997, 100, (4); .

Hugh S. C. et al., Infant Sleep Machines and Hazardous Sound Pressure Levels. Pediatrics; opublikowane online 3 marca 2014; DOI: 10.1542/peds.2013-3617.

Karp H., Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy. Wydawnictwo Mamania, 2012.

Levene M. I., Chervenak F. A. (red.), Fetal and Neonatal Neurology and Neurosurgery. Churchill Livingstone 2009.

Polin R. A., Spitzer A. R., Fetal & Neonatal Secrets. Elsevier 2013.

Spencer J. A. et al., White noise and sleep induction. Arch Dis Child, 1990, 65 (1); 135-137.

American Speech-Language-Hearing Association: http://www.asha.org/public/hearing/Noise/

Odpowiedź dra Karpa

http://www.draeger.com/sites/enus_ca/Pages/Hospital/Noise-in-NICU.aspx

[/showhide]

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

Pediatra nie jest ekspertem od wychowania!

Pediatra nie jest ekspertem od wychowania!

Zacznę od oświadczenia: nie mam nic do lekarzy. Wręcz przeciwnie, darzę ten zawód niezwykłym szacunkiem, mam jego przedstawicieli w rodzinie i wśród znajomych. Mam wspaniałe koleżanki lekarki w trakcie specjalizacji z pediatrii, które dysponują nie tylko aktualną wiedzą medyczną, ale także dokształcają się w zakresie psychologii rozwojowej.

Ale mam też przed sobą Program Specjalizacji w Pediatrii i po jego lekturze utwierdziłam się w  przekonaniu – pediatra nie jest ekspertem od wychowania. Ba, udzielanie porad tego typu w ogóle nie leży w zakresie jego obowiązków! I dobrze, bo zakres wiedzy medycznej i praktycznych umiejętności, jakie musi posiąść w ciągu kilku lat, przyprawia o zawrót głowy. Po zakończeniu kształcenia specjalistycznego, lekarz ma „dać wsparcie rodzinie w trudnych sytuacjach wychowawczych” oraz „rozpoznać zaburzenia rozwoju o etiologii psychologicznej” i w razie potrzeby skierować dziecko do psychologa [1]. Tyle w teorii.

Może zastanawiasz się, dlaczego akurat wzięłam się za lekarzy? Swego czasu jedna z koleżanek podesłała mi informację o programie telewizyjnym, w którym porad wychowawczych udziela pediatra. Bohaterami pierwszego odcinka byli niewyspani rodzice dziewięciomiesięcznego chłopca. Z racji swojego zainteresowania meandrami dziecięcego snu, nie mogłam tego przepuścić.

Sytuacja wygląda następująco: niemowlę w wieku 9 miesięcy budzi się w nocy co 2-3 godziny. Usypia karmione piersią i kołysane na rękach. Rodzice są wykończeni.

Powiem wprost: niemowlęta śpią beznadziejnie, taka ich natura. Fragmentacja snu nie jest dla nich szkodliwa, wręcz przeciwnie: zabezpiecza je przed śmiercią łóżeczkową [2]. Pobudki co 2 lub 3 godziny, zwłaszcza w okresie ząbkowania i dużego rozwoju ruchowego (nauka raczkowania i kolejne 3 miesiące!), są normalne. Nie ma w tym żadnej patologii; co nie oznacza, że nie można zmienić tej sytuacji i tak zorganizować środowisko, żeby rodzice spali lepiej.

Ale od początku: jakich porad udzielił rodzicom pediatra? Uwaga: wszystkie cytaty są spisane przeze mnie słowo po słowie z programu.

Zalecenie nr 1: Odstawienie nocnych karmień piersią

Argumenty? „Dziecko dziewięciomiesięczne może nie jeść w nocy” i  karmiąc w nocy „dostarczamy organizmowi paliwa (…) Pani go nakręca zamiast uspokoić (…) trawi, dostaje zastrzyk cukru i ma bodziec do zabawy”.

Tu dotykamy nie tylko braku wiedzy o dziecięcym śnie, ale także ogromnej dezinformacji matki w zakresie laktacji.

Nocne karmienie piersią NIE POBUDZA dziecka. Jest wręcz przeciwnie! Od wieczora do wczesnych godzin porannych, zgodnie z rytmem okołodobowym, organizm matki produkuje m.in. hormon snu, czyli melatoninę. Tak, tę samą, którą dorośli kupują na problemy z zasypianiem. Substancja ta, wraz z tryptofanem (który w organizmie dziecka również zamienia się w… a jakże, melatoninę) przenika do mleka kobiecego – nocny pokarm jest więc bogaty w naturalne środki nasenne [3]!

Nie można jednoznacznie określić, kiedy dziecko „nie musi” jeść w nocy – to sprawa mocno indywidualna.  Są maluchy, które będą zwyczajnie głodne nocą jeszcze w drugim roku życia i nie ma w tym nic dziwnego! Jeśli ktokolwiek mówi Ci, że niemowlę, które waży 5 kg/skończyło pół roku/dziewięć miesięcy/ rok itd. nie bywa głodne nocą, poproś o dowody. Zapewniam, że ich nie uświadczysz, oprócz zdawkowego „tak się uważa”. A Ty nie budzisz się czasem ze ssaniem w żołądku?

Poza tym karmienie piersią to nie tylko jedzenie czy picie! To środek nasenny i przeciwbólowy; ssanie pozwala regulować emocje, zaspokaja potrzebę bezpieczeństwa, kontaktu fizycznego i wiele innych. Rezygnacja z karmienia piersią wcale nie musi oznaczać rzadszych pobudek, bo jeśli nie chodziło o głód, to potrzeby, które dotychczas zaspokajała mama i jej pierś, będzie trzeba zaspokajać w inny sposób. Nie oznacza to, że nie można odstawiać dziecka od piersi w nocy, ale po pierwsze: należy się zastanowić, czy koniecznie przed ukończeniem przez dziecko roku, a po drugie: czy to najlepsza strategia rozwiązania problemu pt. nie wysypiamy się.

Zastępowanie nocnych karmień miałoby według doktora następować stopniowo, najpierw poprzez podawanie butelki z własnym pokarmem – czy niewyspana matka chce dodawać sobie pracy związanej ze ściąganiem pokarmu, podgrzewaniem go, myciem i wyparzaniem butelek oraz laktatora? Poza tym bohaterka programu mówiła, że dziecko nie akceptuje karmienia butelką…

baby-428395_1920

Zalecenie nr 2: Nauka samodzielnego zasypiania

Argumenty? „Małe dzieci powinny zasypiać same – odkładamy do łóżeczka, zamykamy drzwi i dziecko zasypia”, „bujanie do zasypiania to katastrofa”, trzeba „nauczyć dziecko samodzielności”.

 Zalecenie nr 3: Oduczenie brania dziecko na ręce, gdy zapłacze (w nocy i za dnia)

Argumenty? „Człowiek nie jest stworzony do tego, żeby być na rękach” (!!!), „ma odzyskać samodzielność”, „uzależnienie od was jest za duże”, bo „nie umie sobie inaczej poradzić ze stresem niż na rękach”, samodzielne „dzieci lepiej wchodzą w grupę żłobkową, przedszkolną, są bardziej śmiałe i odważne”,  to „hartowanie się na stres”, „nagrodą dla niego ma być wzięcie na ręce, kiedy jest spokojny”.

Bzdura za bzdurą bzdurę pogania.

Po pierwsze: jesteśmy stworzeni do bycia noszonym na rękach i do wspólnego spania.

Ludzkie (a i małpie) niemowlęta i małe dzieci od zarania dziejów były noszone na rękach czy w chustach przez członków swojego plemienia (wózki nie istniały, a trzeba było przemieszczać się za pożywieniem). Spały wraz z matką, przy piersi – żeby było im ciepło i żeby nie zdążyły się dobrze rozbudzić i płakać, bo to mogłoby zwrócić uwagę drapieżników. Pozostawienie małego dziecka samego na ziemi (=w łóżeczku) było dla niego śmiertelnym zagrożeniem. Współczesne dzieci nie wiedzą, że nie grozi im atak tygrysa, bo ewolucja nie następuje tak szybko. Niemowlęta są jaskiniowcami. Dlatego wiele z nich głośno płacze, gdy próbuje się je odłożyć do samodzielnego snu. Można o tym więcej poczytać w ciekawym wywiadzie z dr Evelin Kirkilionis TUTAJ lub w polecanej przeze mnie książce (nomen omen pediatry) Carlosa Gonzalesa „Przytul mnie mocno”. I milionie innych źródeł. Z czasem potrzeba eksploracji otoczenia połączona z rosnącą sprawnością motoryczna sprawia, że dziecko coraz mniej czasu chce spędzać na rękach – ale nadal potrzebuje bezpiecznej bazy w ramionach rodziców i nie trzeba go tego pozbawiać w imię „nauki samodzielności”.

Po drugie: mitem jest to, że niemowlęta śpiące samotnie wyrastają na zaradne i samodzielne. Według badań dzieci śpiące w jednym łóżku z rodzicami są tak samo albo nawet bardziej samodzielne jako przedszkolaki, niż ich rówieśnicy, którzy spędzali noc we własnych łóżeczkach (więcej tutaj).

Po trzecie: niemowlaka nie trzeba hartować na stres. Nie trzeba go poddawać specjalnym treningom ani liczyć do dziesięciu zanim się zareaguje na jego wołanie. Życie małego dziecka jest i tak wystarczająco stresujące samo w sobie (doświadcza różnych potrzeb i stanów, nie umiejąc efektywnie porozumiewać się z otoczeniem, które – lepiej lub gorzej – odgaduje jego aktualne wymagania i stara się jakoś wyjść im naprzeciw). Im szybciej reagujemy na potrzeby dziecka, komunikowane płaczem (bo póki co wierszem ich nam nie wyartykułuje), tym szybciej nauczy się ono, ze można poczekać, że rodzic jest dla mnie zazwyczaj dostępny, że reaguje na mnie i wspiera mnie w trudnościach.

I po czwarte: wzięcie niemowlęcia na ręce, gdy ono o to prosi, płacząc, nie jest dla niego nagrodą i nie wzmacnia płaczu. Jest wręcz przeciwnie: dzieci dużo noszone, płaczą rzadziej. Branie na ręce jest odpowiedzią na potrzebę dotyku, poczucia bezpieczeństwa, ulgą w bólu brzucha itd. Wyobraź sobie, że budzisz się w środku nocy spocona, ze łzami w oczach z koszmarnego snu i chcesz się przytulić do ukochanego, a on Cię odtrąca mówiąc: „przytulę Cię dopiero jak będziesz spokojna, Ty nieznośna histeryczko. Teraz jest noc, a w nocy się śpi, a nie płacze”. Słodko, nie?

Niemowlęta poddane treningowi samodzielnego usypiania w łóżeczku po kilku-kilkunastu nocach przestają płakać. Nie dlatego, że branie na ręce, kołysanie czy przystawienie do piersi było nagrodą wzmacniającą negatywne zachowanie, jakim są pobudki. Dzieci nie przestały się budzić – każdy z nas, także dorośli, budzi się między fazami lub cyklami snu. One przestały komunikować, że się obudziły. Przestały wołać rodziców. Niemowlęta budzą się, ale nie proszą rodziców o pomoc w zaśnięciu, próbując sobie samodzielnie poradzić z sytuacją przerastającą ich możliwości.

Skąd wiemy, że ta sytuacja je przerasta, że wywołuje u nich stres? Może po prostu błyskawicznie nauczyły same się uspokajać? Nic z tych rzeczy. Jednoznacznie wskazują na to badania poziomu kortyzolu – hormonu stresu – w ich ślinie.  W jednym z badań po trzech dniach treningu snu niemowlęta przestały płakać przed snem i w trakcie pobudek, ale nadal odczuwały stres. Poziom kortyzolu w trzecim dniu badania, gdy niemowlęta przestawały płakać i wyglądało na to, że są spokojne, był tak samo wysoki, jak pierwszego dnia treningu, gdy płakały [4].

Zdaję sobie sprawę z tego, ze program był montowany i z pewnością część wskazówek doktora nie ukazała się w odcinku. Nie wiem, czy wspominał rodzicom o roli rytuałów, organizacji sypialni (zapach, dźwięki, temperatura itd.), kąpieli, diecie matki i dziecka oraz innych ważnych czynnikach, które mogłyby pomóc temu chłopcu lepiej spać. Niemniej jednak uważam, że większość porad, które jako widzowie zobaczyliśmy w programie, była – w świetle aktualnej wiedzy o rozwoju psychicznym dziecka i laktacji – co najmniej nietrafiona.

Wszystkim rodzicom, którzy borykają się z problemami ze snem u swojego malucha, zalecam konsultację u pediatry. To ważne, by lekarz wyeliminował ewentualne medyczne przyczyny kłopotów ze snem, takie jak: obturacyjny bezdech senny, choroba refluksowa przełyku, alergie i nietolerancje pokarmowe, zakażenie układu moczowego, wzmożone napięcie mięśniowe, problemy neurologiczne itd. Ale – co widać na powyższym przykładzie – pediatra nie jest ekspertem od rozwoju psychicznego dziecka ani od wychowania, a udzielane przez niego porady w tym zakresie mogą być nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe dla całej rodziny.

Oddajmy więc cesarzowi, co cesarskie, a psychologom, co psychologiczne.

 

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!