Zobacz 2 wideolekcje z nowego kursu online!

Zobacz 2 wideolekcje z nowego kursu online!

Latem tego roku, gdy premierę miało szkolenie dla specjalistów w tej tematyce, otrzymałam od Was ogrom wiadomości z prośbą o stworzenie takiego szkolenia również dla rodziców. Nieliczne alternatywy obecne na rynku – szkolenia czy książka – mają, niestety, tragiczną jakość. Utrwalają mity, wpędzają rodziców w poczucie winy i oceniają. Wiedząc, jak wiele sprzecznych i, niestety, często krzywdzących dziecko rad można znaleźć w Internecie, postanowiłam wraz z Karlą Orban stworzyć kurs dla rodziców – oparty o praktykę psychologiczną, wiedzę naukową i Rodzicielstwo Bliskości. Chcemy wspierać rodziców i dać im wiedzę oraz narzędzia do przebrnięcia przez problem zaparć nawykowych czy moczenia  u ich dzieci.

Dla kogo jest ten kurs online?

Kurs dedykowany jest rodzicom i opiekunom dzieci, które zmagają się z:

  • problemem zaparć nawykowych,
  • trudnościami w odpieluchowaniu,
  • moczeniem dziennym oraz/lub nocnym.

Przygotowałyśmy dla Was 23 wideolekcje i ich wersje audio. Co ważne, nie musicie być na żywo – wszystkie lekcje są już nagrane.

Czego dowiesz się z kursu?

    • jak działa pęcherz moczowy i co to znaczy „gotowość do odpieluchowania”;
    • z jakiego powodu dzieci popuszczają lub nie trzymają moczu i kiedy należy skonsultować to ze specjalistą;
    • dlaczego niektóre dzieci moczą się w nocy;
    • dlaczego niektóre dzieci odpieluchowują się później niż inne;
    • jak reagować na moczenie się;
    • jak zaopiekować się własnymi emocjami;
    • kiedy i do jakiego specjalisty się udać;
    • jak współpracować z przedszkolem czy szkołą.
    • kiedy zaparcia stają się „nawykowe” i co to znaczy;
    • czy dzieci odpieluchowują się od razu „na siku” i „na kupę”;
    • jak reagować na zaparcia;
    • jak pomóc dziecku, które brzydzi się kupy;
    • dlaczego dzieci czasem brudzą bieliznę;
    • jak poradzić sobie z zaleceniami zmiany diety dziecka;
    • kiedy udać się do specjalisty;
    • jak zaopiekować swoje obawy o powodzenie odpieluchowania;
    • czy kary i nagrody pomagają w poradzeniu sobie z zaparciami.

Kurs ma formę nagrań wideo z napisami umieszczonych na specjalnej platformie. Ale uwaga, sprzedaż II edycji ruszy wiosną 2021 roku.

Wiem, jak ogromną wartość ma ten kurs. Nie chciałabym jednak abyś czuł_a, że kupujesz „kota w worku” dlatego chciałabym pokazać Ci 2 z 23 lekcji kursu:

(jeśli nie widzisz wideo, odśwież stronę!)

ZAPARCIA NAWYKOWE – Lekcja 3:

(jeśli nie widzisz wideo, odśwież stronę!)

MOCZENIE – Lekcja 9:

Kim jest autorka kursu?

MGR KARLA ORBAN – Psycholog, od ponad dekady pracuje z dziećmi i rodzinami. Pracuje i kształci się w podejściu systemowym, ze szczególnym uwzględnieniem teorii więzi oraz Porozumienia Bez Przemocy.

Dzięki odbyciu szeregu szkoleń zarówno z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej, jak i NVC na rozwój dziecka patrzy wieloaspektowo. Udziela wsparcia w ramach własnej praktyki psychologicznej, superwizuje przedszkola i szkoły oraz prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli.

Jej główny obszar zainteresowań to regulacja procesów fizjologicznych u dzieci (jedzenia, wydalania, snu) oraz wspieranie dzieci w chorobach somatycznych. Prywatnie mężatka i mama trójki trójjęzycznych dzieci.

 

Dołącz do kursu autorstwa Karli Orban Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu!

Zaparcia u dzieci okiem mam

Zaparcia u dzieci okiem mam

 

Dziś oddaję głos dwóm Mamom, których dzieci doświadczyły zaparć nawykowych. Jeśli trudności z wypróżnianiem dotyczą i Twojej rodziny, zerknij koniecznie na to, jakie emocje i zachowania towarzyszyły obu paniom. To normalne, że czujesz bezradność, złość, smutek, napięcie. Na końcu zerknij na bezpłatny webinar związany z tą tematyką, który przygotowałyśmy dla Ciebie. Seria wpisów dotyczących zaparć oraz moczenia jest częścią kursu online „Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu”, którego 2 edycja rusza wiosną 2021 roku (więcej o kursie TUTAJ).

Gosia, mama niemal 4-letniej Ani:

Ania od urodzenia była dzieckiem totalnie rozregulowanym jeśli chodzi o wypróżnianie. Robiła kupę co 7-10 dni. Odbywało się to bez bólu, a że była karmiona piersią, to lekarka nie widziała w tym problemu. Czas mijał, rozpoczęło się rozszerzanie diety, częstotliwość wypróżniania zwiększyła się do 3-5 dni, nadal bez bólu. Pierwsze problemy z zaparciami pojawiły się w okolicach drugich urodzin. Początkowo, kompletnie nieświadomi, przypominaliśmy jej o zrobieniu kupy. Z perspektywy czasu uważam to za błąd. Nie pomagało również to, że Ania robiła kupę jedynie na stojąco, bo miałam wrażenie, że to pomagało jej wstrzymywać. Po drugich urodzinach trafiliśmy do pediatry i jedyne zalecenie, które otrzymaliśmy, to zmiana diety. Nie uważałam, że to dieta jest problemem. Ania nadal była karmiona piersią, a do picia dostawała jedynie wodę. W domu gotowałam sama, zwracając uwagę na dodawanie warzyw do posiłków. Rady osób z otoczenia również nie pomagały… Szczerze mówiąc, psychicznie jeszcze bardziej mnie dobijały. Kiedy kolejny raz słyszałam, żeby podać Ani jakiś specyfik/produkt/owoc, “bo mi pomaga”, miałam ochotę się rozpłakać z bezsilności. Czułam, że problem nie leży po stronie dietetycznej, a jest w jej głowie. Po kilku dniach bez kupy widziałam, że Ania jest nieswoja. Była płaczliwa, szybciej denerwowała się na wszystko, co nie szło zgodnie z jej planem. Kolejna wizyta u pediatry. Dostaliśmy lek. Pojawił się jednak inny kłopot. Po tygodniu wstrzymywania Anię tak bolało, że nie chciała w ogóle pójść do toalety. Wtedy w aptece farmaceutka poleciła mi użycie wlewki doodbytniczej. Długo zastanawiałam się, czy to dobre rozwiązanie, ponieważ wiedziałam, że takie ingerencje na dłuższą metę nie będą dobre. Wreszcie z bezradności i chęci ulżenia jej w bólu zdecydowaliśmy się ją użyć. Źle wspominam to wydarzenie… Pomogło, ale niestety później Ania przeraźliwie bała się jakichkolwiek zabiegów higienicznych w okolicach pupy.  Po kilku miesiącach podawania leku sytuacja poprawiła się na tyle, że odstawiliśmy go. Ania znów wypróżniała się co 2-3 dni. Przed trzecimi urodzinami odpieluchowała się na siku. Kupę nadal robiła na stojąco, do pampersa. Mimo uwag rodziny, nie próbowałam odpieluchować jej również na kupę. Widziałam, że kucanie czy siadanie do zrobienia kupy kompletnie nie wchodziło u niej w grę. Odpuściłam i uznałam, że poczekamy na właściwy moment, tak by nie wywierać na niej presji i by nie wróciła do wstrzymywania. Niestety, w okolicach trzecich urodzin zaparcia wróciły. Tygodniowe przerwy od robienia kupy, robienie z bólem, płaczem. Wróciliśmy do leku i jednocześnie umówiłam się na wizytę do gastrologa. Nie zdążyliśmy jednak na wizytę – zaczął się lockdown. Ania przestała chodzić do przedszkola i – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – zaczęła robić kupę codziennie! Nigdy nie reagowała źle na przedszkole, więc wydaje mi się, że wstrzymywała tam nie tyle z powodu samego bycia w placówce, co z tego, że nie prosiła cioci o założenie pieluchy. Gdy wróciła do przedszkola przez pewien czas było w porządku, jednak po kilku tygodniach znów zaczęły się zaparcia. Mi było z tym bardzo trudno. Widziałam jej cierpienie i zmęczenie, i nie mogłam jej pomóc tu i teraz. Z bezsilności pojawiały się prośby, namowy, częste przypominanie o kupie, aż wreszcie (z czego nie jestem dumna) zdania typu “Jak zrobisz kupę, będziemy mogły iść na lody”. Bardzo brakowało mi informacji co zrobić, aby pomóc jej wypróżnić się właśnie teraz, ale bez stosowania wlewki i innych ingerencji typu mydełko czy termometr, o których słyszałam.

Gdy miała ponad 3,5 roku po kolejnych 7 dniach przerwy zaproponowałam, żeby spróbowała usiąść na sedes. Niestety, moje emocje nie pomagały. Mimo że starałam się być spokojna, to Ania od zawsze idealnie wyczuwała mój nastrój. Dopiero kiedy miałam już tak dość, że wyszłam na spacer, żeby odetchnąć i złapać dystans, Ania pierwszy raz zrobiła kupę na toalecie. I tu duże brawa dla mojego męża, który zadbał o atmosferę w domu i był ogromnym wsparciem. Jego spokój był wtedy bardzo potrzebny. Gdy mnie i mojego napięcia nie było w pobliżu Ania się zrelaksowała i udało się 🙂  Dla niej to był przełomowy moment, bo przekonała się, że siedząc na toalecie jest znacznie lepiej niż stojąc z pampersem. Teraz, po kilku miesiącach od ostatnich zaparć, mam wrażenie, że w przypadku Ani znaczną rolę w tym problemie odgrywało jej robienie kupy na stojąco i współodczuwanie moich emocji. Większość okresów, w których zaparcia nawracały, nakładało się z momentami, w których byłam zestresowana lub generalnie w gorszej kondycji psychicznej.  

 

Kasia, mama trzyletniego Piotrusia

U mojego syna zaparcia nawykowe zaczęły się, gdy miał około dwóch lat. Początki nie do końca są dla mnie jasne, ponieważ byłam już wtedy w zaawansowanej ciąży. Pierwsze zaparcie pojawiło się, gdy Piotruś był w odwiedzinach u dziadków. Wtedy było to jeszcze spowodowane błędami żywieniowymi – mleko i czekolada jako podstawa diety wnuczka. Później urodził się mój drugi syn. Po porodzie zachorował, więc przez dwa tygodnie byłam z nim w szpitalu. Starszak ciężko to przeżył, ponieważ byliśmy bardzo zżyci. Po kilku tygodniach starszy syn znowu pojechał w odwiedziny do dziadków i został tam na dwa tygodnie – znów z powodu chorób i hospitalizacji młodszego. Po tym okresie mogę śmiało powiedzieć, że Piotruś zaczął robić wszystko, żeby nie zrobić kupy. Na początku objawy były subtelne: nerwowość, płaczliwość, kiepski sen, chodzenie na palcach. Zaczął coraz rzadziej robić kupę. Co drugi dzień, co trzeci. Zaczęła się też pandemia, więc konsultacja z lekarzem była krótka i dla mnie niewystarczająca. Dowiedziałam się, że mam podawać lek. Bywało tak, że Piotruś nie robił kupy przez 8 dni, mimo że dostawał naprawdę duże ilości syropu. To było straszne… Widziałam, jak się męczy. Prawie chodził po ścianach, a my razem z nim. Najgorsze było to napięcie, które towarzyszyło nam przez cały ten czas… i nadal towarzyszy. Kiedy to jest wywieranie presji, a kiedy nie? Czy mówić coś o kupie, czy lepiej się w ogóle nie odzywać? Czy podejmować próby odpieluchowania, czy lepiej poczekać? Byliśmy na jednej konsultacji u psychologa, ale nie uzyskaliśmy zbyt dużej pomocy. Cały czas błądzimy po omacku i próbujemy, czy jakiś sposób będzie dobry. Dostajemy sprzeczne komunikaty – czytaj książeczki o kupie, nie czytaj książeczek o kupie. Rady na forach też nie pomagają. Trudno się w tym wszystkim połapać. Doszło do tego, że ja – przeciwniczka kar i nagród – próbowałam przekupić swoje dziecko. Tylko raz, bo jednak syn szybko wyprowadził mnie z błędu, pokazując, że tym sposobem nic mu nie pomogę. Nie chcę nawet wspominać, jakie wywoływało w nas napięcie to, że Piotruś nie robi kupy. Teraz i tak jest już w miarę ok… Kiedyś powodowało to kłótnie między mną a partnerem, mną a babcią (zaangażowaną w opiekę nad dziećmi), partnerem a babcią… A świadkiem tego wszystkiego był ten mały człowiek. To strasznie frustrujące, kiedy tak bardzo chcesz pomóc swojemu dziecku, ale nie możesz. Chciałabym napisać, że już nie mamy takiego wyzwania w swoim życiu, jakim są zaparcia nawykowe, ale to jeszcze nie ten etap, że całkowicie się uwolniłam od myślenia o tym, dlatego nie mogę się doczekać szkolenia. Chociaż już jest zdecydowanie lepiej z naszymi emocjami wokół zaparć, synowi nadal czasami zdarza się wstrzymywać kupę. Mam nadzieje, że damy radę i już niedługo stanie się to tylko historią.

 

Dołącz do kursu autorstwa Karli Orban Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu!

Zaparcia u dzieci – wywiad z psychologiem

Zaparcia u dzieci – wywiad z psychologiem

Otrzymuję od Was dużo pytań o zaparcia nawykowe u Waszych dzieci. Aby móc przekazać Wam profesjonalną i rzetelną wiedzę na ten temat, postanowiłam porozmawiać z ekspertką, która każdego tygodnia pomaga kilku rodzinom z takimi trudnościami Karlą Orban.

Karla jest psychologiem i pracuje z dziećmi oraz ich opiekunami od ponad dekady. Pracuje i kształci się w podejściu systemowym, łącząc je z teorią więzi, ale dzięki odbyciu szeregu szkoleń zarówno z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej, jak i NVC na rozwój dziecka patrzy wieloaspektowo. Udziela wsparcia w ramach własnej praktyki psychologicznej, superwizuje przedszkola i szkoły oraz prowadzi warsztaty dla rodziców i nauczycieli. Jest jedną z ekspertek w moim klubie online dla rodziców Parentflix. Jej główny obszar zainteresowań to regulacja procesów fizjologicznych u dzieci (jedzenia, wydalania, snu) oraz wspieranie dzieci w chorobach somatycznych. Prywatnie jest mamą trójki dzieci.

Magdalena Komsta: Czym różnią się zaparcia od zaparć nawykowych? Czy może to jest ten sam termin?

Karla Orban: Obie nazwy są poprawne, natomiast nie każde zaparcia są nawykowe. Stawiając diagnozę, lekarz będzie sprawdzał, czy zaparcia nie mają przyczyny organicznej, czyli nie wynikają np.  z choroby układu pokarmowego. Gdy nie ma przyczyny organicznej o zaparciach mówi się, że są czynnościowe lub – potocznie – nawykowe.
Nie każde zaparcie będzie też spełniało kryteria diagnostyczne zaparć czynnościowych, na przykład dlatego, że trwa zbyt krótko.

MK: Kto stawia taką diagnozę? Do kogo należy się udać, kiedy nasze dziecko doświadcza zaparć?

KO:Zawsze zaczynamy od lekarza pediatry. Może być tak, że skieruje nas na dodatkowe badania lub do gastrologa dziecięcego. To jednak ważne, żeby spróbować ustalić przyczynę i wykluczyć choroby, nie prowadzić leczenia na własną rękę. 

MK: Czy to jest częsty problem?

KO: Tak. Zakłada się, że dotyczy nawet 8% dzieci, co czwarta wizyta u gastrologa dziecięcego to konsultacja zaparć. Mimo to zaparcia nie są łatwym tematem terapeutycznym. Terapia może trwać bardzo długo, nawet kilka miesięcy czy lat. Mówi się, że nawet u połowy dzieci zaparcia nawracają.
W Polsce współpraca między specjalistami to wciąż rzadkość. Bywa, że rodzice słyszą, że mają zmienić dietę dziecka, bo duża wybiórczość może być jedną z przyczyn zaparć, ale wciąż nie wiedzą, dlaczego ich dziecko nie je tak wielu rzeczy. Takie zalecenia trudno jest wtedy wprowadzić w życie.
Może być tak, że rodzina potrzebuje wsparcia psychologicznego, żeby w domu wszystko przestało się kręcić „wokół kupy”. Zamiast tego słyszy, żeby dawać dziecku nagrody za wypróżnienia. Nagrody nie tylko nie adresują przyczyny, którą nie jest w ogóle motywacja, ale też mogą pogorszyć sprawę.

 

MK: Czyli psycholog jest potrzebny?

KO: Nie zawsze. Jeśli leczenie medyczne działa, dziecko prawidłowo się rozwija, a rodzina jest w stanie prowadzić normalne życie – nie ma potrzeby takiej konsultacji. Jeżeli jednak napięcie w rodzinie jest bardzo duże, różne metody zachęcania do wypróżnień nie działają, leki nie likwidują objawów albo dziecko zaczyna mieć trudności z samooceną czy emocjami, to zdecydowanie warto się zgłosić do psychologa dziecięcego. Zalecenie konsultacji psychologicznej jest także częścią rekomendacji Europejskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia (EPSGHAN) w przypadku nieefektywności leczenia.

MK: Dlaczego zaparcia są tak dużym obciążeniem dla rodziny?

KO: Dziecko może nie robić kupy przez bardzo długi okres czasu – rekordziści nawet po kilkanaście dni. W tym czasie widać, że cierpi, więc rodzice próbują wszystkiego, żeby pomóc. Napięcie w rodzinie spada tylko wtedy, kiedy dziecko się załatwi, czyli rzadko. Samo napięcie może sprawić, że dziecko wstrzymuje wypróżnienia, żeby jak najdłużej nie mierzyć się z upominaniem, prośbami, groźbami czy bólem. Im dłużej jednak wstrzymuje, tym trudniej się załatwić i tym więcej napięcia pojawia się w domu – mamy błędne koło. W pewnym momencie zaparć pojawia się także brudzenie bielizny kupą, co z perspektywy rodzica może wydawać się wręcz objawem biegunki. Wtedy dochodzą nowe zmartwienia i obawy: o reakcję rówieśników, przyszłość dziecka, kwestia prania brudnych majtek.

MK: Czy zaparciom można w jakiś sposób zapobiec?

KO: Zdecydowanie warto próbować. W pierwszej kolejności, nie przyśpieszajmy odpieluchowania – u dziecka najpierw powinniśmy obserwować oznaki gotowości psychofizycznej (znajdziesz je tutaj, KLIK!), co prawie nigdy nie dzieje się przed 18 miesiącem życia. Wczesne odpieluchowanie jest jednym z czynników ryzyka. Niemniej ważne jest to, żeby odpieluchowaniu nie towarzyszyła presja, a fizjologia nie była tematem tabu. Z punktu widzenia mięśni dna miednicy, niekorzystne będzie przesiadywanie na nocniku (np. z książką, zabawką czy bajką), nacisk na załatwianie się na zapas (często towarzyszy mu parcie) i nieprawidłowa pozycja toaletowa. Kolana dziecka powinny być zawsze nieco wyżej niż miednica, bo w pozycji kucznej mięśnie mają optymalne warunki do pracy. Częścią prewencji jest też picie wody zgodnie z zapotrzebowaniem, ruch fizyczny i dieta bogata w błonnik.

MK: A jeśli to nie wystarczy?

KO: Czasami nie jesteśmy w stanie zapobiec zaparciom mimo naszych starań. Miałam u siebie małych pacjentów, u których zaparcia zaczęły się od zatwardzenia czy odwrotnie, piekącej pupy z powodu biegunki infekcyjnej, czyli czegoś, co może się zdarzyć każdemu dziecku. U niektórych, zwłaszcza z historią trudności fizjoterapeutycznych, rozwojowych czy gastrologicznych, łatwiej o utrwalenie wstrzymywania. W takim przypadku możemy też nastawić się na dłuższą terapię i potrzebę opieki holistycznej, przez więcej niż jednego specjalistę.

 

Dołącz do kursu autorstwa Karli Orban Zaparcia nawykowe i trudności w odpieluchowaniu!

Gdzie Komsta mówi „Dobranoc, Trefliki na noc”

Gdzie Komsta mówi „Dobranoc, Trefliki na noc”

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Trefl

… albowiem zostałam dumną współtwórczynią kolekcji książek dla dzieci „Dobranoc, Trefliki na noc” wydanych przez Wydawnictwo Trefl!

Z pełnym przekonaniem mogę Ci napisać, że NIE MA drugich takich książek na rynku! Dlaczego?

To nie jest jedna książka z bajkami do czytania przed snem. To spójna kolekcja na tematy związane z wieczornym rytuałem i snem, która krok po kroku układa cały wieczór w szereg pozytywnych czynności. Zmienia sprzątanie zabawek, kolację, kąpiel, mycie zębów czy zgaszenie światła w rozwijającą zabawę i pozwala dzieciom nabrać prawidłowych nawyków związanych ze snem. Twoje dziecko uwielbia rozmawiać o jedzeniu i kręcić się w kuchni? Poczytajcie razem o kolacji. Chcesz oswoić kąpiel i mycie zębów? Proszę bardzo. Żywy jest temat gaszenia światła i ciemności (brrrr)? Też coś dla Was znajdziesz 🙂

 Kolekcję kupisz TUTAJ

Kolekcja jest przeznaczona dla dwóch grup wiekowych: 0-2. rok życia oraz 3-5. rok życia.

Bohaterami książeczek dla dzieci w wieku do 2. roku życia są „Bobaski i Miś”. Książki dla tej grupy wiekowej to kartonowe rozkładane książeczki harmonijki oraz duże 40-stronicowe kartonowe książki. To, co je cechuje, to dostosowanie do wieku i możliwości dziecka – duże ilustracje, niewiele szczegółów, proste teksty-polecenia angażujące dzieci typu „Pokaż paluszkiem, gdzie Treflinka odłożyła kredkę”.

Niektóre z tytułów są jeszcze w druku, ale z tych dostępnych dla dzieci 0-2 proponuję Ci zacząć od mojej ulubionej dużej pozycji „Pora spać! Książka przygotowująca do snu” (kupisz ją TUTAJ)

oraz co najmniej jednej z książeczek harmonijek – bardzo lubię „Kto gdzie śpi” (klik!), bo normalizujemy tam spanie z rodzicami 🙂

Książkę kupisz TUTAJ

oraz „Co zjemy na kolację„, bo to jedna z książek, którą można czytać po prostu popołudniu, a nie tylko w łóżku.

Książkę kupisz TUTAJ

Dla przedszkolaków przygotowaliśmy kilka rodzajów książek. Premierę miały już 5-minutowe bajki przygotowujące do snu, czyli klasyczne opowieści do czytania dziecku przed snem o przygodach Rodziny Treflików.

Książkę kupisz TUTAJ

Baaardzo lubię książki z cyklu Stwórz swoją historię na dobranoc: „Jutro czeka nas przygoda” oraz „Wyruszamy do spania”, na podstawie której dziecko z dorosłym wymyślają własne opowiadanie, wybierając z podpowiedzi.

Książkę kupisz TUTAJ

Książkę kupisz TUTAJ

A to nie wszystko, bo lada dzień w kolekcji pojawi się też książka z audiobookiem do słuchania oraz książeczki z zadaniami i kolorowankami!

Jak do tego wszystkiego doszło?

Na początku marca 2020 roku mój webinar na temat rytuału wieczornego kupuje osoba z adresem emailowym w domenie Trefl. Okłamałabym Cię, gdybym napisała, że już wtedy wiedziałam, co się wydarzy. Nie miałam zielonego pojęcia! Nie mam potrzeby przeglądania listy zamówień, więc nie wiem nawet, kto i skąd kupuje moje materiały edukacyjne.

Dowiedziałam się o tym pod koniec miesiąca, kiedy dostałam maila od nowopowstającego Wydawnictwa Trefl. Tak, to TEN TREFL, od puzzli i gier planszowych, jeden z liderów światowego rynku, postanowił stworzyć wydawnictwo książkowe. Swoją drogą, historia prezesa firmy oraz całej spółki jest NIESAMOWITA i dziwię się, dlaczego jeszcze nie powstała na ten temat – nomen omen – książka (przedsiębiorców zachęcam do pogooglowania sobie na ten temat).

Okazało się, że twórczynie wydawnictwa Marta Konior, Magdalena Talar i Magdalena Cieślar wraz z zespołem autorów i ilustratorów chcą zacząć z przytupem – nie od jednej książki, nawet nie od trzech, ale od całej, kilkunastoczęściowej kolekcji poświęconej rytuałowi wieczornemu. Bazą miała być – znana z animowanego serialu autorstwa Studia Trefl – Rodzina Treflików. Przeczytałam więc w wiadomości, że wydawnictwo obejrzało mój webinar i zaprasza mnie do dołączenia do grupy projektowej jako konsultantki merytorycznej.

Znajomi wiedzą, że jestem tzw. „yes-person”. Kiedy coś mi się spodoba, kiedy stanowi dla mnie wyzwanie, to najpierw mówię „TAAAK, oczywiście, zrobię to”,  a potem się ewentualnie dowiaduję, JAK to zrobić 😀 Przykładowo, gdy dostałam w ubiegłym roku propozycję zrobienia wykładu po angielsku, to najpierw się zgodziłam, a potem wróciłam na intensywne indywidualne konwersacje, żeby podszkolić się z mówieniem.

Grupa projektowa i konsultacja merytoryczna kolekcji książek brzmiała dla mnie nieco enigmatycznie, bo przecież nigdy wcześniej się tym nie zajmowałam, ale zawsze jest ten pierwszy raz i w sumie dlaczego miałabym nie dać sobie rady?

Umówiłyśmy się więc na spotkanie online, w którym twórczynie Wydawnictwa Trefl opowiedziały mi, na czym ma się opierać nasza współpraca. I zaczęło się!

W pierwszym etapie podczas serii rozmów opowiadałam redaktor prowadzącej o tym, z jakich elementów może składać się rytuał wieczorny. Wymieniłyśmy aż 14 etapów – od porządkowania zabawek przed kolacją aż po zaśnięcie po zgaszeniu światła. Rozmawiałyśmy o tym, co jest ważne w każdym kolejnym etapie, baaardzo szczegółowo (np. dlaczego proszę o to, aby ewentualne oglądanie bajki na dobranoc umieścić na początku rytuału, na minimum godzinę przed snem albo jak wygląda prawidłowe mycie zębów – wiecie o tym, że nie należy płukać zębów wodą na koniec?! Ja też się o tym dowiedziałam dopiero jako bardzo dorosła osoba) oraz jakie kompetencje poznawcze, społeczno-emocjonalne, motoryczne czy emocjonalne można kształtować przy okazji kolejnych czynności (np. co dzieci ćwiczą przy wkładaniu klocków i kredek do pojemników albo po co nam wspólne siadanie do kolacji).

Na tej podstawie powstały notatki dla autorek warstwy językowej książek. Wiem, że nie miały ze mną łatwo – pisać dla dzieci i jednocześnie brać pod uwagę mnóstwo wskazówek merytorycznych dotyczących z jednej strony rytuału wieczornego, a z drugiej psychologii rozwojowej. Nie było łatwo, bo poza byciem „yes-person”, jestem niewyobrażalnie upierdliwa i czepialska.

W drugim etapie współpracy dostawałam gotowe teksty oraz ilustracje z książek do sprawdzenia.

Żeby uzmysłowić Ci, na czym polega praca wydawnictwa, w tym konsultantki merytorycznej choćby najprostszej kilkunastostronicowej książeczki harmonijki dla rocznego dziecka, pokażę Ci kilka miejsc, do których nadesłałam uwagi. Zachęcam, żebyś się zastanowił_a, co tu jest do zmiany, zanim przeczytasz, co mój specyficzny mózg wykombinował.

Czego mi tu brakowało?

Zabrakło… warzyw i/lub owoców. A powinny być proponowane do każdego posiłku. Nawet jeśli nasze dziecko je na zmianę makaron z białą bułką.

Jaką uwagę miałam tutaj?

Tak, nie jestem fanką bicia brawa za siusianie do nocnika 😉

A tu?

Kot na ulicy – nie chciałabym, aby normalizować dzieciom bezdomność kotów. Koty nie powinny mieszkać na ulicy.

Wiem, że w tym momencie wiele osób przewraca oczami i myśli „meh, przesada”. Może i tak. Ale takie było moje zadanie – stworzyć możliwie najlepsze książki pod słońcem, promujące wartości, na których promowaniu mi zależy. Zresztą: czy wspominałam już, że jestem czepialska? 🙂

I wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? Wydawnictwo przychylało się do moich uwag bez najmniejszego problemu! Współpraca była IDEALNA. W 100% czułam, że nie jestem w zespole tylko po to, by można było się podpisać hasłem „konsultowane przez psychologa”, olewając jednocześnie moje wskazówki. Wydawnictwo składa się z megaodpowiedzialnych osób. Nam wszystkim naprawdę zależało na tym, żeby kolekcja wyszła świetnie. Sama jako twórczyni wiem, że to nie jest łatwe oddać komuś do oceny swoje wychuchane i dopieszczone dzieło, z którego jest się dumnym, a potem je poprawiać, bo ktoś jest przewrażliwiony na jakimś punkcie 😉 Dlatego NAPRAWDĘ  ogromnie to doceniam!

A teraz z pełnym przekonaniem jestem w trzecim etapie współpracy i – jako dumna ambasadorka kolekcji „Dobranoc, Trefliki na noc” – zamierzam wyskakiwać Wam nie tylko z lodówki, ale i z Internetu, radia, i nawet ze swoim logotypem z telewizora, bo kolekcję promujemy spotem telewizyjnym publikowanym w dziecięcych stacjach tv. Jest moc!

Kolekcję kupisz TUTAJ

Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące Kolekcji lub jej powstawania, zostawcie je koniecznie w komentarzach, a odpowiem z przyjemnością 🙂

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując produkty, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

Odpieluchowanie: nocnik czy nakładka?

Odpieluchowanie: nocnik czy nakładka?

 

Odwieczny dylemat: jakiego sprzętu potrzebujesz, żeby odpieluchować dziecko? Nocnik czy nakładka na sedes? I jakie? Kolorowe, grające, z podstawką na książeczkę? Wbrew pozorom to całkiem skomplikowany temat, który może mieć wpływ na powodzenie akcji „pożegnanie z pieluchą”. Podobnie jak odpowiedni moment startu – sprawdziłaś już kiedy najlepiej zacząć?

Czy i jaki nocnik kupić?

Jeśli dziecko nie ma już wyraźnych preferencji, proponuję zacząć od nocnika.

Kup klasyczny, jednoczęściowy, prosty nocnik – stabilny (nie ślizgający się po płytkach, nie przewracający się) oraz niski (im bliżej pozycji kucznej, tym lepiej – za moment rozwinę tę myśl).  Sensowną alternatywą są nocniki z wkładką, ułatwiającą wyrzucanie nieczystości i mycie – pod warunkiem, że jest ona dobrze dopasowana do reszty nocnika.

Zakup nocników, które śpiewają, grają i klaszczą po oddaniu do nich moczu, odradzam. Po pierwsze, nocnik ma służyć do wypróżniania się, a nie jako zabawka (a staje się zabawką dość szybko, gdy tylko dziecko rozpracowuje, że wystarczy naciśnięcie czujnika w nocniku, żeby rozległy się gromkie brawa). Po drugie, nagrodą za zrobienie siusiu lub kupy jest uczucie ulgi. Zdrowe dziecko nie potrzebuje dodatkowej zewnętrznej nagrody od nocnika. Po trzecie, zdarzają się dzieci, które boją się wiwatujących na ich cześć nocników i po jednorazowej akcji z fanfarami po oddaniu moczu potrafią się zniechęcić do odpieluchowania na jakiś czas. Czy kupić grający nocnik? Nie, szkoda pieniędzy.

Dobry nocnik umożliwia dziecku przybranie pozycji kucznej – pozycji, w której kolana są wyżej niż biodra. Kąt między tułowiem a udami powinien wynosić około 35-45°.  Wtedy kąt pomiędzy odbytem a odbytnicą wynosi ok. 150°, a mięsień łonowo-odbytniczy jest rozluźniony – innymi słowy oddanie stolca jest w pozycji kucznej ZNACZNIE łatwiejsze (i zdrowsze, bo mniej nadwyręża mięśnia dna miednicy). Z tego powodu nie polecam nocników stylizowanych na sedesy, w których kąt między udami a tułowiem wynosi 90°.

Idealnie byłoby się wybrać po nocnik z dzieckiem i przymierzyć go, bo w zależności od wieku, wzrostu i wagi różne modele będą pasować na różne dzieci (apeluję do producentów nocników o wprowadzenie jakiejś prostej rozmiarówki ;)).  Dla chłopca kup nocnik wysoki z przodu, co zmniejszy prawdopodobieństwo zamoczenia podłogi 😉

 

A co z nakładką?

Nakładka jest dla mnie drugim wyborem. Nocnik jest po prostu wygodniejszy w użytkowaniu (można go przewozić i wyciągnąć na postoju w drodze na wycieczkę 😉 ), ale też łatwiej dzięki niemu uzyskać prawidłową pozycję przy wypróżnianiu. Są natomiast dzieci, dla których ważne jest naśladowanie rodziców lub rodzeństwa i idea sedesu bardziej im się podoba. Jeżeli dziecko chce korzystać z nakładki, jego nogi nie powinny luźno zwisać. Tak, wracamy do pozycji kucznej. Stopy w czasie oddawania moczu czy defekacji powinny być podparte, a kolana znajdować się wyżej niż biodra. Maluchowi korzystającemu z sedesu podstawiamy pod stopy odpowiednio wysoki stołeczek czy stopień, który pozwoli przyjąć pozycję kuczną. Swoją drogą – to pozycja dobra na całe życie, także dla dorosłych. Można już w Polsce kupić specjalne stopnie z regulowaną wysokością, dostosowaną do różnych członków rodziny albo posłużyć się stołeczkiem, który mamy w domu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Every parent knows how hard it is to potty train. Potty Pets are here to help! ? ? ? #squattypotty #pottypets #pottytrainingtime #pottytrainingtips Post udostępniony przez Squatty Potty® toilet stool (@squattypotty)

 

 

Rzetelną wiedzę na temat odpieluchowania znajdziecie w moim kursie „Odpieluchowanie bez stresu”!