Kiedy zaczekać z odstawieniem?

Kiedy zaczekać z odstawieniem?


Jeśli zastanawiasz się nad odstawieniem dziecka od piersi, być może myślisz o wybraniu dobrego momentu. Pisałam kiedyś o tym, że właściwie każda pora roku jest dobra (
klik!), jeśli traktujemy odstawienie jako proces, a nie jednodniowe wydarzenie.

Ale czy są takie momenty, w których odstawienie lepiej odroczyć na jakiś czas – i właściwie dlaczego? 

Bazując na moim kilkuletnim doświadczeniu, dzięki któremu „odstawiłam” od piersi niemal 3000 dzieci, przygotowałam dla Ciebie listę rzeczy, które warto wziąć pod uwagę, planując dobry czas na zakończenie karmienia piersią.

 

Kiedy zaczekać z odstawieniem dziecka od piersi?

 

Choroba dziecka

Warto wstrzymać się z zakończeniem karmienia, gdy dziecko jest w trakcie infekcji lub niedawno wyszło z choroby. Dla malucha, który nie ma apetytu, mleko matki jest źródłem energii i składników odżywczych. Częste karmienia mogą też zapobiec odwodnieniu. Jeśli przed Wami pobyt w szpitalu, karmienie będzie koić ból, uśmierzać strach przed procedurami medycznymi oraz ułatwiać zasypianie np. w trudnych warunkach wieloosobowej sali.  

 

Duże trudności w rozszerzaniu diety

Nadal zdarza się, że specjaliści rekomendują odstawienie od piersi jako pierwszą strategię radzenia sobie z tym, że dziecko nie je posiłków uzupełniających. Tymczasem, jeśli maluch ma problemy z gryzieniem, żuciem czy przełykaniem produktów stałych, to samo odstawienie go od piersi nie sprawi, że magicznie, w ciągu jednej doby jego wędzidełko języka stanie się bardziej mobilne, a wzorzec połykania bardziej dojrzały. Pochylenie się nad wzorcem i liczba karmień ma sens, żeby dziecko miało czas i ochotę na ćwiczenie nowych umiejętności jedzenia, ale dobrze robić to w odpowiednim tempie.

Dziecko, które odstawimy od piersi, nie rzuci się na brokuła tylko z powodu braku mleka. Jeśli liczba akceptowanych przez malucha produktów jest bardzo mała np. z powodów sensorycznych, zabranie bezpiecznego pożywienia w postaci mleka nie rozszerzy jego repertuaru samo z siebie. Ułożenie karmień u dwulatka (na przykład z opcji „na żądanie” do „czterech karmień dziennie”) wraz z ekspozycją na nowe smaki w akompaniamencie bezpiecznego, znanego mleka mamy, może być dużo lepszą strategią.

 

Trudne sytuacje rodzinne

Czasami w domu dziecka dochodzi do sytuacji, które generują we wszystkich członkach rodziny dużo napięcia – i to bez względu na charakter emocji, które im towarzyszą. Dlatego warto przemyśleć, czy nie zaczekać z odstawianiem zarówno wtedy, gdy rodzice są w trakcie negocjacji rozwodowych, jak i wtedy, gdy pakują kartony przy przeprowadzce do większego domu. 

Łagodne zakończenie karmienia piersią wymaga włożenia czasu i energii, a w sytuacjach generujących stres trudno o zasoby na radzenie sobie z codziennością – a co dopiero ze zmianami!

Dlatego zachęcam, żeby wybierając czas na odstawienie przeanalizować, co będzie się działo w perspektywie najbliższych kilku tygodni – sprawa w sądzie, rozpoczęcie nowej pracy, trudne negocjacje biznesowe partnera, ważne wystąpienie publiczne, obrona doktoratu? Czy coś będzie generowało napięcie, odbijające się na nas wszystkich?

Warto się też zastanowić, czy mama będzie mogła liczyć na wsparcie emocjonalne i fizyczne – partnera, babci, przyjaciółki, która wpadnie pobawić się z dzieckiem? Może za miesiąc trudno będzie im Cię wesprzeć i dobry czas na działanie jest teraz?

 

Inne zmiany w życiu dziecka

Rozpoczęcie adaptacji do żłobka czy przedszkola NIE musi być sygnałem do odstawienia od piersi. A właściwie – nie powinno być. Najłatwiej poradzić sobie z nowościami, gdy kierujemy się zasadą „jedna zmiana na raz”. Podobnie jak dorosłemu trudno jednocześnie odchudzać się, rzucać palenie, wyeliminować podjadanie słodyczy i rozpocząć naukę dwóch języków obcych, tak samo wprowadzenie dwóch wyzwań w życie malucha może nadwątlić jego zasoby do radzenia sobie z nimi.

Zachęcam więc, by nie łączyć odstawiania od piersi z adaptacją do żłobka / przedszkola, przejściem pod opiekę niani, odsmoczkowaniem, odpieluchowanie itp – chyba, że dziecko samo podejmie taką decyzję!

Dobrze jest nie łączyć odstawiania z narodzinami rodzeństwa. Jeżeli mama jest w ciąży, a nie chce karmić w tandemie,  najłatwiejsze będzie zakończenie karmienia w I trymestrze ciąży. Można też zdecydować się na ograniczanie karmień już po porodzie, karmiąc w tandemie – choć najczęściej dopiero po kilku tygodniach od porodu, gdy sytuacja będzie dla starszaka choć trochę oswojona. 

Często jestem pytana, czy dobrym pomysłem jest łączenia odstawiania od piersi z wyjazdem rodzinnym. Tu sporo zależy od dziecka! Jeżeli maluch nie lubi zmian i w sytuacjach stresowych, zwłaszcza poza domem, częściej prosi o pierś, to prawdopodobnie wyjazd na urlop nie będzie dla Was dobrą strategią na odstawianie dziecka. Natomiast jeśli Twoje dziecko sięga  po pierś w domu wtedy, kiedy się nudzi, a podczas wyjść zapomina o karmieniach, to wyjazd rodzinny może być świetnym momentem na eliminację przynajmniej niektórych karmień.


Jeśli chcesz się dowiedzieć:

  • Od czego zacząć odstawianie?
  • Jak wygląda 10 sposobów na eliminację dziennych karmień?
  • Jakie jest 13 metod eliminacji wieczornych i nocnych karmień?
  • Jak żywić dziecko po odstawieniu od piersi?

dołącz do mojego klubu online dla rodziców Parentflix – znajdziesz tam całą moją wiedzę dotyczącą łagodnego zakończenia karmienia piersią w ścieżce „Odstawienie od piersi”.

Czy moje dziecko ma problemy sensoryczne?

Czy moje dziecko ma problemy sensoryczne?

O napisanie tego artykułu poprosiłam Aleksandrę Charęzińską – pedagożkę specjalną, terapeutkę integracji sensorycznej, specjalistkę diagnozy i terapii pedagogicznej, trenerkę metod relaksacyjnych, instruktorkę Masażu Shantala i wykładowczynię akademicką, a już od października także nową ekspertkę Parentflixa! Gorąco zapraszam do lektury.

Czy to zaburzenia SI?

Jednym z najczęstszych pytań, które dostaję od rodziców jako terapeutka integracji sensorycznej, jest pytanie o objawy zaburzeń SI (aktualna nazwa to zaburzenia przetwarzania sensorycznego, ang. sensory processing disorder, SPD). Zwykle po tym dopytują jeszcze o to, czy jeśli dziecko… (tutaj można sobie wstawić różne zachowania), to może mieć zaburzenia sensoryczne? 

I co wtedy odpowiadam…? Moja najczęstsza odpowiedź w takiej sytuacji brzmi: może, ale nie musi. Dlaczego?

Po pierwsze, nie diagnozuje się SPD po jednym czy dwóch objawach. Potrzebna jest wieloetapowa ocena procesów integracji sensorycznej. 

Po drugie, na SPD (potocznie nazywane zaburzeniami integracji sensorycznej) składa się wiele rodzajów różnych nieprawidłowości, które mogą występować w przeróżnych kompilacjach. U każdego człowieka trudności mogą wyglądać trochę inaczej, nie znajdziemy dwóch identycznych „przypadków”. 

Po trzecie, objawy ewoluują wraz z wiekiem, stopniem rozwoju oraz środowiskiem w jakim dziecko przebywa. Wystarczy, że dziecko trafi do niesprzyjającego otoczenia (może nim być np. 25-osobowa klasa w szkole), a jego objawy znacznie się nasilą.

Po czwarte, część objawów występujących w SPD to objawy niespecyficzne. Oznacza to, że nie występują jedynie u dzieci z trudnościami SI, ale pojawiają się także w innych zaburzeniach rozwojowych czy jednostkach chorobowych. 

Objawów trudności o podłożu sensorycznym jest bardzo dużo, ja zwykle wymieniam kilkanaście najczęstszych, które powinny zwrócić uwagę każdego rodzica i opiekuna – zwłaszcza jeśli występują jednocześnie. Nazywam je czerwonymi lampkami w rozwoju sensomotorycznym. W tym artykule opiszę dwa z nich.

Pobrudziłem się!

Jednym z takich objawów jest nadmierna reakcja na brudzące, lepkie i mokre faktury. Klasyk mawiał, że „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko” i faktycznie tak jest, ale nie w przypadku dzieci nadwrażliwych czy nadreaktywnych na bodźce dotykowe (czucia powierzchniowego). One po prostu tego nie lubią. Negatywną reakcję na pobrudzenie się możemy zauważyć już u niemowląt, które bardzo źle znoszą zabiegi higieniczne (np. smarowanie ciała kremem), pobrudzenie buzi jedzeniem czy nawet najmniejszą plamkę na ubranku. Widzimy to też w momencie rozszerzania diety, gdy maluch odmawia dotykania jedzenia rączkami i unika tych bardziej brudzących i mokrych faktur. Kolejnym etapem może być niechęć do zabaw w piasku, błocie, ciastolinie i innych masach sensorycznych, a także bardzo częste (zbyt częste 😉) mycie rąk przez dziecko. Taka sytuacja powinna wzbudzić naszą czujność. 

Konsultowałam półtoraroczną dziewczynkę, która siadała do posiłku tylko wtedy, gdy miała przygotowane obok siebie dwa rodzaje chusteczek (mokre i suche). Potrzebne jej były do wycierania rąk i buzi w przypadku pobrudzenia się jedzeniem. Stworzyła z tego przygotowania do posiłku swoisty rytuał. Dopóki nie było chusteczek, dziewczynka nie była w stanie nic zjeść. 

Innym przypadkiem był roczniak, który odmawiał dotykania jedzenia rączkami. W czasie posiłków albo był karmiony przez rodziców, którzy wkładali mu jedzenie do ust, albo sam próbował to robić, ale tylko wtedy, gdy kąski były nabite na widelec. Problem dotyczył nie tylko faktur warzyw czy owoców, ale nawet produktów suchych, jak kawałki pieczywa czy biszkopty. 

Ale to śmierdzi!

Innym, bardzo czytelnym objawem jest nadmierna negatywna reakcja na zapachy, w skrajnych przypadkach nawet w postaci odruchu wymiotnego. I oczywiście nie mam tu na myśli takiej reakcji na bardzo brzydkie zapachy, ale takie które wydają się neutralne lub wręcz przyjemne. Jeśli dziecko reaguje w ten sposób, to warto przyjrzeć się jego procesom integracji sensorycznej. Czy jego rozregulowany układ nerwowy nie daje o sobie znać także na innych płaszczyznach?

Kilkuletni chłopiec reagował odruchem wymiotnym na zapachy lodówkowe (można porównać to do przypadłości niektórych kobiet w pierwszym trymestrze ciąży). Nie był w stanie zjeść śniadania ze swoją rodziną przy wspólnym stole, dopóki leżały na nim produkty spożywcze: masło, ser czy wędlina. Mówił, że wszystko mu śmierdzi. Siadał dopiero w momencie, gdy sprzątnięto ze stołu. Nie muszę chyba tłumaczyć, że tych produktów nie był w stanie zjeść, więc jego śniadanie kończyło się zjedzeniem suchej bułki popitej kakao. 

Spotkałam też dziewczynkę, która bardzo negatywnie reagowała na nutę wanilii w perfumach, balsamach i innych kosmetykach. Jej reakcja była na tyle silna i nagła, że torsje potrafiły się pojawić w kilka sekund od kontaktu z zapachem. Sytuacja była o tyle trudna, że zdarzała się także w kontakcie z innymi osobami używającymi tego rodzaju kosmetyków, np. w komunikacji miejskiej, kościele czy kinie. 

Zanim rozpoczniesz diagnozę SI

Oczywiście sygnałów alarmowych może być znacznie więcej. Wymieniłam dwa z nich, które są dość czytelne i łatwe w zaobserwowaniu w życiu codziennym. Pamiętajmy, że pierwszym krokiem powinno być zawsze wykluczenie przyczyn medycznych, rozwojowych i rodzinnych powyższych zachowań dziecka. 

W ujęciu medycznym nadmierna reakcja na bodźce nazywana jest hiperestezją (potocznie – przeczulicą). Może dotyczyć różnorodnych bodźców sensorycznych w izolacji lub konfiguracjach. Charakterystyczne dla hiperestezji jest nadmierne reagowanie na bodźce, które wcześniej nie powodowały żadnych nieprzyjemnych doznań oraz są „normalnie” odbierane przez inne osoby. 

W przypadku zaburzeń przetwarzania sensorycznego nadmierne reakcje występują natomiast stale, choć z różnym nasileniem, i obserwujemy już na wczesnym etapie rozwoju dziecka. Bardzo ważny jest fakt, że przeczulica dosyć często bywa objawem innych schorzeń, np. półpaśca, cukrzycy, stwardnienia rozsianego, migreny czy nawet uszkodzenia tkanek układu nerwowego. Dlatego bardzo ważne jest wykluczenie podłoża medycznego nadreaktywności na bodźce, zanim rozpoczniemy diagnostykę SPD.

 

A już w październiku w Parenflixie rozpoczynamy nową ścieżkę wiedzową: „Integracja sensoryczna – jak wykorzystać wiedzę o zmysłach do wspierania rozwoju i rozwiązywania trudności?”. Jej autorką jest właśnie Ola Charęzińska. Dołączysz?

Jak zwiększyć szanse, że Twoje dziecko urodzi się zdrowe?

Jak zwiększyć szanse, że Twoje dziecko urodzi się zdrowe?

We wpisie „Infekcje w ciąży niebezpieczne dla dziecka” dr n. med. Kacper Toczyłowski opisał, których chorób powinnaś się szczególnie wystrzegać, kiedy spodziewasz się dziecka. W tym artykule znajdziesz garść wskazówek, które zwiększą Twoje bezpieczeństwo, a co za tym idzie, także bezpieczeństwo Twojego dziecka. Przeczytaj koniecznie i podaj dalej!

 

 

Dbaj o higienę

Często myj ręce, zwłaszcza po skorzystaniu z toalety, przed posiłkami, po zmianie pieluchy starszego dziecka lub wytarciu mu nosa. Unikaj kontaktu z dziecięcą śliną, nie dziel się z dzieckiem napojami, nie korzystaj z tych samych sztućców, nie oblizuj dziecięcych smoczków. Nie dotykaj nosa i oczu nieumytymi rękami. Błona śluzowa nosa i spojówek są miejscami, przez które wnikają wirusy grypy, koronawirusy i inne potencjalnie niebezpieczne patogeny. Jeżeli mydło i bieżąca woda nie są dostępne, użyj płynu do dezynfekcji na bazie alkoholu. Usuniesz w ten sposób groźne patogeny.

Nie jedz surowego mięsa 

Spożywaj tylko takie mięso, które zostało dokładnie wysmażone/upieczone/ugotowane i nie jest różowe w środku. Pamiętaj, żeby nie próbować mielonego mięsa przed jego usmażeniem. Nie spożywaj też surowych ryb, surowych owoców morza ani surowych jajek i produktów zawierających surowe jajka (jak np. niektóre desery, czy naleśniki z serem). Niewłaściwie przyrządzone mięso może być źródłem zakażenia bakteriami Listeria monocytogenes i pierwotniakami Toxoplasma gondii

Unikaj niepasteryzowanego mleka

Nie pij mleka prosto od krowy/kozy i nie spożywaj produktów wyprodukowanych z niepasteryzowanego mleka, gdyż mogą zawierać pałeczki Listeria monocytogenes oraz inne bakterie niebezpieczne dla kobiet w ciąży. Sprawdzaj etykiety serów aby się upewnić, z jakiego mleka zostały wytworzone.

Myj warzywa i owoce

Umyj dokładnie i obierz wszystkie warzywa i owoce, które jesz surowe. Umyj też wszystkie gotowe mieszanki sałat kupowane w sklepie. Uważaj na sałatki zamawiane w restauracjach, niestety nie wszystkie restauracje przykładają się do dokładnego umycia surowych warzyw. 

Uwaga na tłumy!

Ograniczaj przebywanie w zatłoczonych miejscach do niezbędnego minimum. Dla swojego bezpieczeństwa, przebywając w takim miejscu, załóż dobrej jakości maseczkę z filtrem (FFP2 lub lepszą). Dopasuj ją szczelnie do skóry twarzy zasłaniając Twój nos oraz usta. 

Unikaj osób z objawami infekcji 

Dotyczy to głównie ospy wietrznej i różyczki, jeśli nie chorowałaś na te choroby w przeszłości i nie byłaś przeciwko nim szczepiona. Ograniczaj także kontakt z małymi dziećmi, zwłaszcza jeśli są chore, gdyż mogą być zakażone potencjalnie niebezpiecznymi wirusami. 

Uważaj na kleszcze i komary

W okresie aktywności tych stawonogów (czyli od wiosny do jesieni), przebywając na terenach zielonych, zakładaj jasne ubrania z długimi nogawkami i rękawami, stosuj skuteczne repelenty, zawierające np. DEET, pikarydynę, IR3535 lub olejek z eukaliptusa cytrynowego. Jeśli mieszkasz w regionie występowania wirusa Zika, uważaj także na komary. Zrezygnuj z wyjazdów na tereny występowania Zika, jeśli jesteś w ciąży lub ją planujesz (sprawdź mapę tutaj).

Dbaj o kota – mądrze

Jeśli masz kota, zadbaj o to, by jego kuweta była regularnie czyszczona. Rób to w rękawiczkach lub poproś o to inną osobę. Przez okres ciąży podawaj kotu tylko przetworzoną karmę, nie karm go surowym mięsem i w miarę możliwości ogranicz wychodzenie kota na zewnątrz. Kot polując lub jedząc surowe mięso, może zarazić się toksoplazmozą. Cysty pierwotniaka Toxoplasma gondii będą wtedy obecne w kocich odchodach i stają się niebezpieczne kiedy wyschną, kilka dni po ich wydaleniu. Pamiętaj, że sama obecność kota w domu nie jest niebezpieczna dla Ciebie, ani dla Twojego dziecka. 

Nie dotykaj dzikich gryzoni i ich odchodów

Jeśli masz chomika lub świnkę morską, opiekę nad nimi na czas ciąży powierz komuś innemu. Gryzonie mogą być źródłem wirusa LCMV. 

Pamiętaj o szczepieniach i badaniach

Szczepienie w ciąży przeciwko grypie, krztuścowi i COVID-19 pomaga chronić Ciebie i Twoje dziecko. Przed ciążą warto także zaplanować szczepienia przeciwko ospie wietrznej i różyczce, jeśli nie chorowałaś na te choroby wcześniej ani nie byłaś przeciwko nim szczepiona. Tych dwóch szczepionek nie można podawać w ciąży. Jeśli więc nie masz odporności (ani po szczepieniu, ani po przechorowaniu) przeciwko ospie i różyczce, unikaj osób z tymi infekcjami.

Chodź regularnie na wizyty u swojego ginekologa. Pamiętaj o badaniach w kierunku chorób przenoszonych drogą płciową (HIV, kiła, WZW B) i o wymazie na obecność paciorkowca GBS. 

 

Więcej treści autorstwa dra Kacpra Toczyłowskiego znajdziesz w Parentflixie. Czeka tam na Ciebie ponad 20 nagrań jego szkoleń i sesji Q&A. Dodatkowo od października ekspert wraca do klubu z Dyżurem Pediatrycznym – comiesięczną sesją Q&A! 

 

Infekcje w ciąży niebezpieczne dla dziecka

Infekcje w ciąży niebezpieczne dla dziecka

 

Oto pierwszy z artykułów dotyczący bezpieczeństwa w ciąży. Zostały one przygotowane przez dr n. med. Kacpra Toczyłowskiego – pediatrę w trakcie specjalizacji z chorób zakaźnych i eksperta Parentflixa.

 

Z poniższego wpisu dowiesz się, które infekcje mogą okazać się szczególnie niebezpieczne w czasie ciąży – zarówno dla mamy, jak i dla dziecka.  

 

Dlaczego w ciąży musisz być ostrożniejsza?

Ciąża jest wyjątkowym okresem w życiu kobiety, kiedy jej układ odpornościowy funkcjonuje trochę inaczej, tolerując i chroniąc rozwijające się dziecko. Ta szczególna sytuacja powoduje, że niektóre zakażenia mogą być niebezpieczne dla ciężarnej kobiety. Najlepszym przykładem jest grypa i COVID-19, które u ciężarnych przebiegają znacznie poważniej. Infekcje mogą także spowodować szkody w organizmie dziecka, zwłaszcza jeśli do nich doszło na początku ciąży, w pierwszym trymestrze. W tym czasie zachodzi najbardziej intensywny rozwój nowego organizmu i kształtują się jego wszystkie narządy wewnętrzne. Procesy organogenezy, czyli powstawania narządów, mogą zostać zaburzone przez drobnoustroje, które przedostały się z mamy na jej dziecko. Mówimy wtedy o zakażeniu wrodzonym. Na szczęście nie w każdej sytuacji zakażenia wrodzonego dochodzi do rozwoju choroby wrodzonej i wystąpienia objawów. Znaczna część infekcji płodu z okresu ciąży pozostaje zupełnie bezobjawowa. 

 

Najważniejsze patogeny

Do najważniejszych drobnoustrojów istotnych z punktu widzenia zdrowia kobiety w okresie ciąży i jej dziecka należą wirus HIV, wirus cytomegalii, wirus zapalenia wątroby typu B, wirus różyczki, ospy wietrznej, pierwotniak Toxoplasma gondii, a także niektóre bakterie, jak Listeria monocytogenes

 

HIV

Większość osób zakażonych ludzkim wirusem niedoboru odporności (HIV) nie ma żadnych objawów. We krwi ciężarnej, która nie wie o swoim zakażeniu lub nie jest właściwie leczona, może znajdować się bardzo dużo kopii wirusa, a to bezpośrednio przekłada się na ryzyko zakażenia dziecka. Do zakażenia dziecka dochodzi głównie w trakcie porodu, niezależnie od jego rodzaju, oraz podczas karmienia piersią. Po porodzie zakażenie HIV u dziecka postępuje bardzo szybko. Objawy infekcji pojawiają się wcześnie, zupełnie inaczej niż u dorosłych, którzy mogą nie wiedzieć o zakażeniu przez kilkanaście lat. Większość nieleczonych dzieci umiera w ciągu zaledwie dwóch lat. Kluczowe jest więc wczesne wykrycie i leczenie zakażenia ciężarnej i jej dziecka. Dlatego każda ciężarna kobieta w Polsce jest badana w kierunku zakażenia HIV. Test ten powinien być wykonany na początku ciąży. W przypadku wyniku ujemnego, obowiązuje powtórzenie badania co najmniej jeden raz w trzecim trymestrze. Kobieta zakażona HIV oraz jej dziecko otrzymują leki przeciwwirusowe, które znacznie zmniejszają szansę zakażenia dziecka (nawet do zera, jeśli zakażenie wykryto wcześnie). 

 

CMV

Większość zakażeń wirusem cytomegalii (CMV) przebiega bezobjawowo, część objawia się jako katar i zapalenie gardła, a u niektórych osób jako zapalenie węzłów chłonnych lub wątroby. Najbardziej narażone są osoby z ciężkimi niedoborami odporności i po przeszczepach narządów. Po zakażeniu, wirus CMV, uśpiony, pozostaje w naszym organizmie na zawsze. Od czasu do czasu CMV „budzi się”, pojawia w naszej ślinie, moczu, wydzielinie z pochwy lub nasieniu i przenosi na inne osoby. Dzięki tym właściwościom wirus CMV jest niezwykle rozpowszechniony w społeczeństwie. Szansa, że jesteśmy zakażeni, rośnie z wiekiem. Szacunkowo, co druga osoba w wieku 40 lat jest już zakażona CMV. 

Zakażenie CMV w ciąży może być niebezpieczne dla płodu. Wirus cytomegalii jest najczęstszą przyczyną zakażeń wrodzonych oraz główną niegenetyczną przyczyną niedosłuchu. Do zakażenia płodu może dojść wskutek zakażenia ciężarnej pierwszy raz w jej życiu lub wskutek reaktywacji zakażenia sprzed ciąży. Jeżeli ciężarna została zakażona CMV przed ciążą, ryzyko transmisji wirusa z matki na dziecko wynosi około 1% (czyli 1 transmisja wirusa na 100 ciąż). Zakażenie ciężarnej w trakcie ciąży zwiększa te ryzyko do około 33% (1 na 3) i wiąże się też ze znacznie większym ryzykiem choroby objawowej i odległych powikłań zakażenia. Nawet 1 na 100-200 wszystkich noworodków rodzi się z wrodzoną infekcją CMV. Zdecydowana większość z nich pozostaje jednak bezobjawowa i rozwija się zupełnie prawidłowo. Objawy cytomegalii wrodzonej są obecne po porodzie u około 10-20% zakażonych dzieci, a u kolejnych 10% mogą pojawić się w ciągu kilku lat. Głównymi objawami wrodzonej cytomegalii są zaburzenia słuchu, rzadziej wzroku oraz nieprawidłowy rozwój psychomotoryczny i padaczka. Dzieci z wrodzoną cytomegalią wymagają regularnych kontroli audiologicznych i okulistycznych. W ciężkich przypadkach zakażenia u dzieci można zastosować leczenie lekiem przeciwwirusowym. 

W Polsce nie prowadzi się rutynowego badania kobiet ciężarnych w kierunku zakażenia CMV. Testy w kierunku infekcji CMV są oferowane tylko tym kobietom, u których podczas ciąży rozwinęły się objawy sugerujące zakażenie CMV (objawy mononukleozy lub zapalenie wątroby, po wykluczeniu innych przyczyn) lub w rutynowym badaniu ultrasonograficznym wykryto nieprawidłowości wskazujące na możliwe zakażenie CMV płodu. W przypadku stwierdzenia objawów zakażenia płodu, możliwe jest zastosowanie leku przeciwwirusowego i immunoglobulin, ale takie postępowanie jest niepewne, ma ograniczoną skuteczność i nie jest powszechnie uznawane. Zapobieganie wrodzonej cytomegalii polega więc głównie na profilaktyce zakażeń w ciąży poprzez przestrzeganie zasad higieny. 

 

Toksoplazmoza

Toksoplazmoza to pasożytnicza choroba odzwierzęca wywołana przez pierwotniaki Toxoplasma gondii. Wbrew powszechnemu skojarzeniu, to nie koty są głównym źródłem tej choroby. Pasożyty mogą być obecne w surowym mięsie (także w rybach i owocach morza), jajkach, na powierzchni warzyw i owoców oraz w ziemi przydomowego ogródka. Dlatego jeśli zaszłaś w ciążę, nie oddawaj swojego kota, lecz zadbaj o higienę: unikaj surowego mięsa, dokładnie myj owoce i warzywa i zakładaj rękawice w trakcie prac w ogrodzie. 

W Polsce prowadzone jest badanie przesiewowe kobiet ciężarnych w kierunku toksoplamozy. Pierwsze badanie wykonuje się na początku ciąży. Ujemny wynik powinien być kontrolowany najlepiej co miesiąc (np. przy okazji kontrolnej morfologii). Pozwoli to na wczesne wykrycie zakażenia ciężarnej i rozpoczęcie odpowiedniego leczenia. Wynik dodatni nie zawsze oznacza ryzyko dla dziecka, ponieważ wiele ciężarnych kobiet zaraziło się toksoplazmozą przed ciążą. Dla płodu niebezpieczne jest zakażenie w trakcie ciąży, zwłaszcza w pierwszym jej trymestrze. Toxoplasma może przejść przez łożysko i spowodować toksoplazmozę wrodzoną, objawiającą się – podobnie do zakażenia CMV – uszkodzeniem mózgu, wzroku i słuchu. Kobieta ciężarna ze zdiagnozowaną ostrą toksoplazmozą otrzymuje leczenie antybiotykiem, który zmniejsza ryzyko przejścia pierwotniaka przez łożysko i zakażenia płodu. Leczenie prowadzi się zwykle aż do dnia porodu. Obowiązują także regularne badania USG płodu, których celem jest wczesne wykrycie objawów wrodzonej toksoplazmozy. W takiej sytuacji wskazana może być zmiana leczenia na bardziej intensywne. Dzieci narażone na toksoplazmozę w ciąży powinny mieć wykonaną diagnostykę w celu potwierdzenia lub wykluczenia zakażenia niezwłocznie po porodzie. Wczesne postawienie diagnozy i zastosowanie leczenia pozwala ograniczyć rozległość powikłań wrodzonej toksoplazmozy. 

 

Różyczka

Różyczka jest łagodną chorobą wirusową, która przenosi się drogą kropelkową. Zachorowanie na różyczkę u kobiet w ciąży, zwłaszcza w pierwszych 4 miesiącach, może być przyczyną poronienia, zgonu płodu oraz licznych wad wrodzonych. Wady dotyczą praktycznie wszystkich układów i narządów. Najczęstszymi powikłaniami są głuchota, uszkodzenie wzroku, serca i zaburzenia neurologiczne. Obecnie nie dysponujemy żadnymi metodami leczenia różyczki wrodzonej, a zakażonym kobietom w wielu miejscach na świecie proponuje się terminację ciąży. Najskuteczniejszym sposobem zapobiegania różyczce wrodzonej są szczepienia. W Polsce szczepienia dziewczynek przeciwko różyczce prowadzono od 1988 roku, a od roku 2004 szczepi się także chłopców. Jeśli planujesz ciążę, sprawdź, czy otrzymałaś dwie dawki szczepionki przeciwko różyczce; jeśli nie – zaszczep się przed ciążą. Jeśli już jesteś w ciąży i nie byłaś szczepiona, unikaj osób z objawami infekcji, zwłaszcza małych dzieci.

 

Ospa wietrzna

Przechorowanie ospy wietrznej oraz szczepienie dwiema dawkami szczepionki przeciwko wirusowi ospy wietrznej zapewniają pełną odporność przeciwko tej chorobie. Wirus ospy wietrznej z reguły nie stanowi zagrożenia dla kobiet ciężarnych w pełni uodpornionych przeciwko ospie wietrznej oraz ich nienarodzonych dzieci. Kobiety nieuodpornione, czyli te które nie chorowały w przeszłości i nie były szczepione, powinny zaplanować szczepienie przed zajściem w ciążę. 

Zakażenie wirusem ospy wietrznej w ciąży może być niebezpieczne dla ciężarnej. Ospa wietrzna w ciąży przebiega poważniej niż u dzieci, niosąc większe ryzyko powikłań, m.in. zapalenia płuc, a nawet zgonu kobiety. Wirus jest także niebezpieczny dla płodu. Zakażenie wirusem ospy wietrznej na początku ciąży może spowodować poronienie lub (rzadko spotykany) zespół ospy wrodzonej. Dużym zagrożeniem dla dziecka jest także wystąpienie objawów ospy wietrznej u ciężarnej w okolicy terminu porodu (do około 5 dni przed lub po porodzie). Dochodzi wtedy do ciężkiego zakażenia dziecka zwanego ospą noworodkową, obarczoną ryzykiem poważnych powikłań. 

Kobieta ciężarna nieuodporniona przeciwko ospie wietrznej, po kontakcie z osobą chorą na ospę wietrzną, powinna otrzymać profilaktykę – immunoglobulinę neutralizującą wirusa ospy wietrznej. Zminimalizuje to ryzyko zachorowania. W przypadku wystąpienia objawów ospy wietrznej, stosuje się leki przeciwwirusowe.

W okresie ciąży nierzadko dochodzi do reaktywacji przebytego zakażenia wirusem ospy wietrznej, czyli do półpaśca. Półpasiec objawia się wystąpieniem bólu i pieczenia oraz pęcherzykowej wysypki na skórze z jednej strony ciała. Półpasiec w ciąży nie stanowi ryzyka dla płodu.  

 

Listerioza

Listerioza jest chorobą zakaźną spowodowaną spożyciem pokarmu zanieczyszczonego bakteriami Listeria monocytogenes. Bakterie występują powszechnie w środowisku. Można je znaleźć w glebie, wodzie, na warzywach i owocach, mięsie surowym i wędzonym, parówkach i mięsie garmażeryjnym. Listeria monocytogenes potrafi namnażać się w temperaturze panującej wewnątrz lodówki. Choroba dotyczy prawie wyłącznie kobiet ciężarnych, osób starszych, noworodków i osób z niedoborami odporności. Listerioza u kobiet w ciąży objawia się głównie gorączką, zmęczeniem, bólami mięśniowymi i objawami ze strony przewodu pokarmowego. Pomimo względnie łagodnego przebiegu choroby u ciężarnych, infekcja płodu wiąże się z wysokim ryzykiem poważnych powikłań: poronienia, porodu martwego lub porodu przedwczesnego. Zakażenie noworodka może skutkować sepsą i zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych. W leczeniu listeriozy stosuje się antybiotyki, ale pomimo leczenia ryzyko dla zdrowia dziecka pozostaje duże. Dlatego kobiety ciężarne powinny spożywać wyłącznie mięso poddane pełnej obróbce termicznej, wybierać świeże jarzyny i owoce i myć je dokładnie przed spożyciem, unikać niepasteryzowanego mleka i przetworów mlecznych z niepasteryzowanego mleka oraz pamiętać o dokładnym myciu naczyń i sprzętów kuchennych.  

 

Zika

Zika to choroba wirusowa przenoszona przez komary. Przebiega niecharakterystycznie i łagodnie, objawiając się gorączką, bólami mięśniowymi, czasami wysypką i zaczerwienieniem spojówek. Zakażenie w ciąży może powodować poważne uszkodzenie płodu: m.in. małogłowie i upośledzenie psychoruchowe. Zika nie występuje w Polsce. Do zakażenia może dojść po pokłuciu przez komary w regionie występowania tej choroby (głównie Ameryka Południowa – sprawdź aktualną mapę tutaj). Drugim sposobem zakażenia jest kontakt seksualny. Wirus może być obecny w nasieniu nawet przez rok po zakażeniu, przez co do infekcji może dojść w trakcie stosunku płciowego z osobą, która przechorowała zakażenie wirusem Zika. Obecnie nie istnieją leki przeciwwirusowe skuteczne wobec tego wirusa. Najważniejsza jest więc profilaktyka. Jeśli jesteś w ciąży, zrezygnuj z wyjazdów w regiony, gdzie występuje Zika. Jeżeli tam mieszkasz lub musisz wyjechać, chroń się przed ukłuciami komarów. Stosuj skuteczne środki odstraszające komary i śpij w pomieszczeniach klimatyzowanych z szczelnie zamkniętymi oknami. Współżyjąc z osobami zamieszkującymi te regiony lub osobami, które stamtąd wróciły i mogły zostać zakażone, stosuj barierowe środki antykoncepcyjne. 

 

Więcej na temat profilaktyki zakażeń przeczytasz w kolejnym artykule. A jeszcze więcej treści autorstwa dra Kacpra Toczyłowskiego znajdziesz w Parentflixie. Czeka tam na Ciebie ponad 20 nagrań jego szkoleń i sesji Q&A. Dodatkowo od października ekspert wraca do klubu z Dyżurem Pediatrycznym – comiesięczną sesją Q&A! 

 

 

Kto pyta, nie błądzi – o komunikacji w związku

Kto pyta, nie błądzi – o komunikacji w związku

O tym, że komunikacja w związku może przysporzyć sporo kłopotów, chyba nikt nie wątpi. Sprawy komplikują się, kiedy zostajemy rodzicami, a obowiązki rodzinne i zawodowe pochłaniają nas do tego stopnia, że trudno o chwilę spokojnej rozmowy. O energii na sławetne pielęgnowanie relacji nie wspominając. Często kością niezgody stają się wzorce rodzicielstwa wyniesione z domów rodzinnych. Nieświadomie powielamy schematy, które nam wydają się oczywistością, a naszych partnerów wprowadzają na orbitę. Co zrobić, aby mnożące się konflikty nie osłabiły związku? 

Rozmawiałam o tym z Karlą Orban – psychologiem, psychoterapeutką w trakcie szkolenia z podejścia systemowego, trenerką empatycznej komunikacji, certyfikowaną specjalistką perinatalnego zdrowia psychicznego (PMH-C) i ekspertką Parentflixa. W tym artykule chciałabym podzielić się z Tobą jednym ze sposobów, o których mówiła w czasie wspólnego live’a. 

Pokusa interpretacji

Anna niedawno wróciła po macierzyńskim do pełnoetatowej pracy. Jej partner powiedział przy kolacji: „Za mało cię w domu ostatnio”. Anna aż cała się zagotowała. „No tak, chce, żebym siedziała w domu i tylko zajmowała się dzieckiem. Skończyło się równouprawnienie. Uważa mnie za złą matkę” – pomyślała. Czy słusznie? No cóż, jej partner chciał tylko powiedzieć, że brakuje mu obecności Anny. Lubił pracować z domu, gdy była obok. 

Anna, jak wiele z nas, po prostu zinterpretowała wypowiedź partnera. Trochę jak w komentarzu pod postem w mediach społecznościowych. Ktoś coś napisał, inni to zinterpretowali, jak chcieli, i polała się fala hejtu. 

Pokusa interpretacji może być szczególnie silna w związkach, w których przecież mamy poczucie, że doskonale znamy drugą osobę. Zamiast tego, lepiej jednak po prostu dopytać, co partner_ka ma na myśli. I to właśnie zapomniane przez Internet i nasze coraz szybsze życie pytania są kluczem do sukcesu.

Emocje rosną? Zadaj pytanie!

Może się wydawać, że gdy emocje biorą górę, zadawanie pytań to zadanie ponad siły. Jeśli ich jednak nie zadajemy, bazując na własnej interpretacji i oskarżając wzajemnie, emocje stają się coraz bardziej intensywne. 

Choć wydaje się to bardzo trudne, dopytywanie potrafi zatrzymać spiralę konfliktu. Dać poczucie, że jesteśmy wysłuchani, przywrócić kontakt między stronami. Otwiera.

Tymczasem jeśli, jak podpowiada nam intuicja, pójdziemy od razu w ostre argumenty, możemy się spodziewać tylko kontrataku. W rezultacie każdy będzie mówił wyłącznie o sobie, emocje będą eskalować i trudno będzie dojść do jakiegokolwiek porozumienia.  

 

Niezgoda czy niezrozumienie?

Częste nieporozumienia mogą prowadzić do przekonania, że z partnerem_ką coraz mniej nas łączy. Tymczasem wielu rodzicom przyświecają podobne cele i wartości, a spór dotyczy odmiennego rozumienia czym jest „szczęśliwy człowiek” czy „szacunek do innych”. Pytając odkrywamy tę perspektywę.

Wyobraź sobie, że żona rzuca mężowi oskarżenie: „Kiedy tak ostro reagujesz, to krzywdzisz dziecko!”. Mąż, wściekły, odpowiada, że żona rozpuściła syna swoim podejściem. 

Zadanie pytań o to, czego ona się obawia, kiedy on krzyczy na malucha oraz o to, czego on obawia, więc krzyczy, mogłoby doprowadzić do ciekawych wniosków. Być może w gruncie rzeczy obydwoje mają podobne lęki – nie chcą, aby ich dziecko wyrosło na osobę, która narusza granice innych ludzi czy nie troszczy się o nikogo.

Zmiana to proces

Może myślisz sobie: „Matko i córko! O co ja mam pytać? Ja tak nie umiem!”. To prawda, że większość z nas była wychowana w zgoła inny sposób. „Pokłóciłaś się z koleżanką? To idź, przeproś”. Nikt nie pytał o więcej, podawano nam gotowe rozwiązanie na jak najszybsze „zakopanie” konfliktu. To normalne, że na początku będziesz się czuła, jakbyś uczyła się obcego języka.

Początkowo z pewnością utarte reakcje będą brały górę. Uda Ci się dopytać rozmówcę w jednej sprzeczce na dziesięć. I to jest w porządku! Może za jakiś czas uda się w dwóch przypadkach na dziesięć i tak stopniowo będziesz zmieniać styl komunikacji. 

Nie wymagaj też od siebie ciepłego uśmiechu, kiedy targają Tobą intensywne emocje. Nie da się zachować stoickiego spokoju, gdy w grę wchodzą fundamentalne wartości – a rodzice muszą czasami je skonfrontować między sobą. Wracając do początkowego przykładu, lepiej, żeby Anna warknęła: „Co masz na myśli, kiedy to mówisz?!”, niż rzuciła partnerowi podsumowanie w stylu: „Jesteś obrzydliwym szowinistą!”. Pytanie – nawet to zadane w silnych emocjach – zawsze będzie bardziej konstruktywne niż własna interpretacja i krytyczna etykieta.

Już w październiku w Parentflixie startuje nowa ścieżka wiedzowa Karli Orban o komunikacji w związku. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zapisz się na listę zainteresowanych.

Jak rozmawiać z małymi dziećmi o seksualności?

Jak rozmawiać z małymi dziećmi o seksualności?

 

Dlaczego rozmowy na temat seksualności są takie trudne? Bo takie są nasze wzorce, skojarzenia i doświadczenia z rozmowami na ten temat. W domu rodzinnym wielu z nas panowała zmowa milczenia, czasem słyszeliśmy coś mimochodem, ale raczej nic konkretnego. Mogła pojawić się TA rozmowa o dojrzewaniu – dziewczynki siadały z mamą, by posłuchać o pierwszej miesiączce, podpaskach i higienie, o “szanowaniu się” i uważaniu na chłopców, a chłopcy słuchali taty i jego opowieści o „zapylaniu”. Trudno odpowiedzieć, kto był bardziej skrępowany tą sytuacją.

Jak rozmawiać o seksualności z dziećmi? W pewnym momencie każdy rodzic staje przed tym wyzwaniem. Jedni wybiorą unikanie, obchodzenie na około. A inni będą szukać właściwych słów i porównań, bo jedne będą zbyt wulgarne, inne zbyt dziecinne i śmieszne. Wszyscy chcą dla dzieci jak najlepiej, ale brakuje im w zakresie rozmów o seksualności wiedzy i doświadczenia, jak to robić.

Jeśli jesteś jedną z osób, które zdecydowały się wziąć byka za rogi i wprowadzić temat seksualności na domowe salony, mam dla Ciebie kilka wskazówek od ekspertki – Tosi z WdŻ dla zaawansowanych.

Jak wprowadzić temat z najmłodszymi?

Seksualność jest tak szerokim pojęciem, że my o ten temat zahaczamy przy czynnościach codziennych już z noworodkiem. To, jak podchodzimy do jego ciała, jego granic, to jak zachowujemy się przy zmianie pieluchy i myciu oraz to, jak podchodzimy do karmienia to jest element edukacji seksualnej. Dziecko widzi, czy na kupę reagujemy grymasem obrzydzenia czy neutralnie. Czego innego uczy się, gdy pozwalamy mu skończyć posiłek, gdy już czuje, że jest najedzone, a czego innego, gdy nalegamy na kolejną i kolejną łyżeczkę. I powoli, krok po kroku, poznaje świat i siebie. Znajduje potem odpowiedź na pytania:

Kim jestem? Gdzie są granice mojego ja? Jakie są granice mojej autonomii, na co mam wpływ? Co myślę o swoim ciele i tym, co się z nim dzieje? Co mnie wyróżnia, a co łączy z innymi ludźmi?

Przychodzi moment, gdy świadomie zaczynamy mówić do dziecka, rozmawiać z nim o jego seksualności. Zazwyczaj dzieje się to przy odpieluchowaniu – bo trzeba jakoś ten proces nazwać, wytłumaczyć, skąd to siusiu, skąd kupa, dlaczego tak to działa, że nic się nie dzieje, a nagle trzeba pędzić na nocnik. I wtedy bardzo wyraźnie widać, co w naszych głowach siedzi w związku z tym tematem, jak ukształtowały nas rodzina, społeczeństwo i kultura. Słów nam brakuje, te znane nie przechodzą przez usta, a chodzi po prostu o części ciała, tak jak palec czy nos. Łatwiej nam przychodzi znaleźć ogólnie akceptowane i zrozumiałe słowa dla typowo chłopięcych części ciała, z typowo dziewczęcymi mamy jednak większy problem. A mówienie o siusiu i kupie to przecież dopiero preludium do rozmów o ciele, o dojrzewaniu, o seksie. Co tu ukrywać – w naszej kulturze słów nie brakuje, ale rzadko wydają się one odpowiednie w rozmowie z małymi dziećmi. To pokłosie wielu lat, gdy z dziećmi (a właściwie w ogóle!) się po prostu na ten temat nie rozmawiało, omijając go i spychając np. na szkołę.

 

Jak rozmawiać? Skorzystaj ze wskazówek ekspertki! 

Na ratunek przychodzi dziś Tosia – psycholożka szkolna i nauczycielka przedmiotu zwanego WdŻ, co oznacza: wychowanie do życia w rodzinie, a jednocześnie ekspertka IV edycji Parentflixa. Prowadzi w mediach społecznościowych profil „WdŻ dla zaawansowanych”, gdzie przekazuje rzetelną i inkluzywną wiedzę o edukacji seksualnej i wspiera rodziców w „trudnych” rozmowach z dziećmi i nastolatkami. Oto kilka wskazówek od Tosi:

1. Przejrzyj listę słów i zwrotów, którymi opisujesz części ciała i procesy w nim zachodzące. Poszukaj tych, które dla Ciebie są najbardziej komfortowe. Nie męcz się! Dziecko czuje, czy mówisz ze swobodą, czy się męczysz, co potem może wpłynąć na to, z jaką swobodą samo będzie myśleć i mówić o swoim ciele. Jeśli chcesz, możesz używać Waszych rodzinnych sformułowań na typowo dziewczęce i chłopięce zewnętrzne narządy płciowe.

2. Pamiętaj, że dziecko potrzebuje też słów, którymi dogada się ze światem, czyli poza Waszą rodziną. Takich, które zrozumie lekarz, nauczycielka. Możesz Waszego słowa używać zamiennie z tym, które jest zrozumiałe przez otoczenie. Dobrze jest zapoznać dziecko z medycznie poprawnymi sformułowaniami jak penis i srom, żeby nie było zbyt zaskoczone w szkole, gdy te słowa pojawią się na lekcjach przyrody i biologii.

3. Nabieraj praktyki. Nie uciekaj od tematu, nie owijaj w bawełnę. To będzie dla dziecka cenna lekcja akceptacji i oswojenia się z ciałem i jego procesami. Udając, że temat nie istnieje i obchodząc go szerokim łukiem, nie sprawimy, że zniknie. Wyślemy jednak komunikat: to jest coś, o czym się nie mówi, nie pyta się o to, to jest sfera za zamkniętymi drzwiami, o tym twoi rodzice nie chcą z tobą rozmawiać.

4. Może się okazać, że po jakimś czasie penis, siusiak, srom, cipka czy inne słowa, których użycie Cię krępowało, przestaną wzbudzać tyle emocji, bo się do nich przyzwyczaisz.

5. Obserwuj dziecko i zagaduj na różne tematy. Bądź zaciekawiona_y tym, czym się interesuje, o co pyta. Co myśli, gdy słyszy, że pani w przedszkolu będzie miała dziecko? Podążaj za nim, pamiętając, że uczy się siebie i swojej seksualności również na zakupach, podczas zabawy w rodzinę, podczas przytulania, jedzenia, powitania z ciocią, która koniecznie chce je pocałować.

6. Dobrym momentem na zahaczenie o temat seksualności jest czas zabawy. W zabawie dziecko pokazuje, jak widzi świat. Czy to świat, w którym ujawniają się już stereotypy? Jak dziecko widzi w tych zabawach rodzinę, pracę, jakie ujawniają się w nich role dla kobiety, dla mężczyzny. Czy dzieli zabawki, ubrania i aktywności na „dziewczyńskie” i „chłopackie”? Co się dzieje w książeczkach, które czytacie, w bajkach?

7. Gdy dziecko zada Ci pytanie, raczej nie odsyłaj do drugiego rodzica. Utarło się, że z dziewczynkami rozmawiają mamy, a z chłopcami tatowie, ale nie musi tak być. Jeśli jest taka możliwość, niech dziecko wybierze, z kim chce porozmawiać na dany temat. Warto, żeby miało wiedzę na temat różnych ciał, nie tylko takich jak jego. Warto, żeby miało przekonanie, że z każdym rodzicem może porozmawiać o wszystkich. Warto, żeby przećwiczyło, że można rozmawiać z osobą innej płci, także na tematy związane z seksualnością. Żyjemy razem, wchodzimy w relacje i to są wspólne sprawy, ich zrozumienie i zaakceptowanie pomaga te relacje budować, zacieśniać. Jeśli trafi na Ciebie z trudnym, niezbyt komfortowym pytaniem, powiedz, że temat jest bardzo ciekawy, przemyślisz go i wrócisz z nim do dziecka. I wracaj, zawsze wracaj!

8. Pokaż dziecku, że całe ciało jest ważne, całe warto poznać i zaakceptować, dbać o nie i nauczyć się rozpoznawać jego sygnały. Mów o granicach, o tym, że dziecko ma prawo wyrazić sprzeciw, gdy te granice są naruszane.

 

Jeśli chcesz poznać temat bardziej szczegółowo, zapraszam Cię do Parentflixa, gdzie Tosia prowadzi ścieżkę zatytułowaną „Seksualność dziecka”. Jak sama o sobie pisze, nie lubi bzdur, niedokładności i ma zasadę, że dzieciom należy przekazywać taką wiedzę, którą będziemy mogli rozwijać, a nie będziemy musieli odkręcać.

Ze ścieżki Tosi wyniesiesz praktyczną, podaną w przystępnej formie wiedzę na wiele tematów, w tym:

– jaka jest rola rodzica w edukacji seksualnej dziecka;
– co się dzieje w seksualności dziecka od urodzenia i później, również w wieku przedszkolnym;
– jak nazywać genitalia;
– jakie książki warto czytać w temacie seksualności i co można czytać niezgodnie z tekstem;
– co warto wiedzieć na temat osób LGBT+ zanim dziecko zacznie pytać;
– jak zapobiegać nadużyciom seksualnym i jak relacja może pomóc w trudnych momentach.