Moje niemowlę nie je ryb! Co teraz?

Moje niemowlę nie je ryb! Co teraz?

Dzisiaj przyznaję się do kolejnego błędu, który popełniłam podczas rozszerzania diety mojej córce. Jest to dość częsty błąd, dotyczący podawania małym dzieciom ryb – i jedzenia ryb w ogóle.

Skąd moja pewność, że nie tylko ja popełniłam ten błąd? Istnieją na ten temat badania – większość polskiej populacji nie spożywa wystarczającej ilości ryb. W moim przypadku głównym problemem był brak dostępu do dobrych ryb morskich. Wiem jednak, że niektórzy rodzice nie podają niemowlętom ryb z obawy przed alergią. Takie podejście nie jest uzasadnione – niektóre źródła przekonują, że spożycie nawet niewielkich ilości ryb sprzyja rozwojowi tolerancji immunologicznej i, paradoksalnie, zmniejsza ryzyko wystąpienia reakcji alergicznej.

Dlaczego unikanie dań z rybami, zwłaszcza tłustymi rybami morskimi, jest błędem?

Ponieważ tłuste ryby morskie, obok alg, to jedyne źródło kwasu DHA – jednego z kwasów z grupy omega-3, którego nasz organizm nie produkuje samodzielnie, a który ogrywa bardzo ważną rolę w utrzymaniu zdrowia oraz rozwoju niemowląt i małych dzieci. Odpowiednia podaż DHA wpływa m.in. na dojrzewanie układu nerwowego, ostrość widzenia, prawidłowe wzorce snu i funkcjonowanie układu odpornościowego. Dodatkowo ryby są źródłem pełnowartościowego białka.

Warto zatem podawać dzieciom ryby minimum raz w tygodniu, już od początku rozszerzania diety. A co, jeśli – tak jak ja – nie masz dostępu do ryb, jeśli dziecko nie chce ich jeść albo całą rodziną jesteście na diecie wegetariańskiej? Wtedy powinniście włączyć odpowiednią suplementację. Niestety, nie można się opierać na samych algach, ponieważ zawartość DHA może się w nich bardzo różnić w zależności od konkretnej partii.

Przed rozszerzaniem diety źródłem DHA będzie mleko podawane dziecku. Jeśli mama karmi piersią i sama suplementuje sobie odpowiednią ilość DHA, niemowlę nie musi mieć włączonej dodatkowej suplementacji. Tylko faktycznie trzeba pamiętać, żeby samej brać DHA w trakcie laktacji!

W przypadku dzieci, które są karmione mlekiem modyfikowanym, kupowanie specjalnych preparatów również nie będzie konieczne, jeśli niemowlę z mieszanką spożywa minimum 100 mg kwasów DHA na dobę. Można to sprawdzić na etykiecie produktu – niemal wszystkie mleka modyfikowane są obecnie wzbogacane o DHA. 

Polskie standardy mówią, że po szóstym miesiącu życia dziecka głównym źródłem DHA powinno być nie tylko mleko mamy lub mleko modyfikowane, ale także produkty, które są wprowadzane do jego diety. Wówczas, jeżeli dziecko nie je jednej, dwóch porcji ryb tygodniowo, zalecana jest suplementacja DHA w dawce 100 mg dziennie. Jedna porcja – to porcja wielkości środkowej części dłoni dziecka, rośnie więc ona razem z dzieckiem.

Odpowiednie suplementy można kupić w aptece. Na moim blogu znajdziesz przykładowe produkty dla niemowląt, starszych dzieci i dla mam karmiących piersią. 

A w tym wpisie znajdziesz informacje o tym, które gatunki ryb są bezpieczne dla małych dzieci oraz mam karmiących.

Jeśli chcesz uniknąć moich błędów, serdecznie zapraszam Cię do zakupu książki Rozszerzanie diety niemowląt, której jestem współautorką (wraz z trzema dyplomowanymi dietetyczkami). Możesz kupić ją online na stronie rozszerzaniedietyniemowlat.pl. Jestem pewna, że da Ci dużo wiedzy i pewności siebie. Powodzenia na Twojej macierzyńskiej drodze i do usłyszenia, do przeczytania albo do zobaczenia online wkrótce! Pa!

 

 

Klub dla rodziców Parentflix – otwieramy ponownie w październiku!

Klub dla rodziców Parentflix – otwieramy ponownie w październiku!

W styczniu 2021 roku wystartował pierwszy w Polsce klub online dla rodziców – platforma w stylu rodzicielskiego Netflixa w wersji premium.

Przez ostatnie kilka miesięcy członkowie Parentflixa korzystali z bazy wiedzy, spotkań na żywo z ekspertami, wybierali tematy kolejnych szkoleń i zadawali pytania podczas sesji pytań i odpowiedzi. Rozmawiali o dzieciach, i nie tylko, na naszym forum społecznościowym. Tłumnie korzystali z 30% zniżki na nowe kursy i prezentu w postaci darmowego dostępu do kursu „Odpieluchowanie bez stresu”.

Obecnie klub wraca w nowej formie – lepszej niż kiedykolwiek.

Ostatnimi miesiącami, wraz z moim teamem wprowadziłam szereg ulepszeń, nowe bonusy, zaprosiłam nowych gości, unowocześniłyśmy platformę, dodałyśmy podkasty do szkoleń video. Takiego klubu jeszcze nie było i pilnie pracujemy, aby stał się wsparciem dla wszystkich polskich rodziców.

No dobra, ale do rzeczy. Dlaczego właśnie teraz warto dołączyć do Parentflixa?

1. Ścieżki wiedzowe.

6 ekspertek Parentflixa (w tym 4 nowe) poprowadzi od października do marca 2022 swoje ścieżki wiedzowe. Po 6 szkoleń, sesji Q&A i dyskusji na naszym forum – Circle. A będą to:

  1. lek. Joanna Leśnik – Zdrowe dziecko 0–6
  2. mgr Karla Orban – Bliskie relacje w rodzinie
  3. dr Jagoda Sikora – Psychologia rozwojowa 0–6
  4. dr Joanna Kołak – Dziecko w świecie mediów, technologii i Internetu
  5. mgr Alicja Golonka – Jak zdrowo gotować dla całej rodziny?
  6. lic. rat. med. Adrianna Cienkusz – Kurs pierwszej pomocy u dzieci i niemowlaków.

Dlaczego postawiłam na ścieżki?

Ponieważ wierzę, że:

Ścieżki to system, w którym będziesz miała poczucie, że naprawdę uczysz się czegoś z ekspertkami, przechodzisz proces i konsekwentnie nabywasz nową wiedzę!

 

 

 

 

 

2. Baza wiedzy

W mojej bazie jest już 109 webinarów, szkoleń online i wykładów online dla rodziców dzieci 0-6. Dzięki lupce w sekundy znajdziesz to, czego potrzebujesz. Łączna wartość materiałów to 10 791 zł. Pobierz ten PDF i sprawdź, jakie dokładnie materiały Ci oferuję. W bazie wiedzy klubu są dostępne wszystkie moje szkolenia online na temat snu, karmienia i rozwoju małych dzieci. Od razu po zakupie możesz je więc obejrzeć w dowolnym momencie i tyle razy, ile zechcesz.

3. Wykłady gościnne

Celujemy w jeden wykład co miesiąc.

• październik: Marcin Węgrzynek z Tyłem.pl – Jak wybrać bezpieczny fotelik, czyli firma, kolor i testy to nie wszystko

• listopad: mgr Aleksandra Jastrzębowska-Jasińska – Moje dziecko się jąka. Co robić?

• grudzień: lek. dent. Olga Iluk – Profilaktyka i leczenie stomatologiczne dzieci

4. Komstansy

16 szkoleń online ode mnie zadedykowanych rodzicom. Dzięki nim zadbasz o swoje zdrowie, dobre samopoczucie, zaopiekujesz się sobą. Wiemy, że nie samym dzieckiem żyje matka!

5. Kurs „Odpieluchowanie bez stresu”…

…który pomógł już tysiącom rodziców bezproblemowo odpieluchować dziecko. Wartość: 129 zł. Członkowie Parentflixa otrzymują go za darmo!

6. Cotygodniowa prasówka

Dostęp do kanału, na którym podsyłam Ci najlepsze, najciekawsze, wyselekcjonowane przeze mnie artykuły dla rodziców. Lubisz poczytać? No problem!

7. Szkolenie „Moje dziecko późno chodzi spać”

Hitowe szkolenie, niedostępne już publicznie do zakupu. Znajdziesz je jedynie w Parentflixie.

8. Zniżki, darmowa dostawa

Otrzymujesz stałą zniżkę na nowe kursy online od Wymagające, a także darmową dostawę na zawsze od Wydawnictwa Wymagające.

9. Społeczność

Zamknięta społeczność dla członków. Nie wpuszczamy do niej nikogo z zewnątrz. Znajdziesz w niej bazę wiedzy, spotkasz ekspertów klubu i nawiążesz relacje z rodzicami, którzy wspierają się nawzajem na co dzień.

10. Newsletter

Co poniedziałek e-mail wskakuje do Twojej skrzynki. Masz w nim wszystko: rozkład jazdy na nadchodzący tydzień, ważne informacje, grafik spotkań wraz z linkami. Jesteś na bieżąco, łatwo odnajdujesz się w klubie i wybierasz interesujące Cię aktywności.

11. Pani od Snu

Jestem jedną z czołowych polskich ekspertek w temacie snu. W tej strefie udostępniam Ci wszystkie moje szkolenia na tematy związane ze snem.

 


PARENTFLIX POWRACA W KWIETNIU 2022.


 

 

Pozornie zdrowy składnik SŁOICZKÓW dla niemowląt, którego warto unikać

Pozornie zdrowy składnik SŁOICZKÓW dla niemowląt, którego warto unikać

Cześć, mam na imię Magdalena i moje dziecko dostawało w szóstym miesiącu życia soki.

Pewnie sobie teraz myślisz: Ha! Komsta podawała swojemu dziecku soki do picia, zamiast wody! Ale to nieprawda 😉 Swoją drogą, kiedy ja rozszerzałam dietę w 2015 roku, podawanie niewielkich ilości soku w pierwszym roku życia było jeszcze dozwolone. Dopiero w 2017 roku wyszły oparte na badaniach rekomendacje Amerykańskiej Akademii Pediatrii, w których zalecono wstrzymanie się od podawania soków do minimum pierwszych urodzin [1]. Dlaczego, skoro zawsze nam mówiono, że soki są takie zdrowe?

Otóż nie są aż tak zdrowe, jak sądziliśmy – a co najważniejsze: nie są zamiennikami owoców. Mają mniej składników odżywczych, przede wszystkim mniej witamin i mniej błonnika, który w procesie wyciskania soku ląduje w odpadach. Łatwo wypić dużą ilość soku, trudniej zjeść porównywalną ilość owoców. Wypicie soku z trzech wyciśniętych pomarańczy to dla mnie żaden problem. Ale nie zjadłabym aż trzech całych pomarańczy na raz. Nadmierne spożywanie soków sprzyja rozwojowi próchnicy, niedożywienia i zaburzeń pracy układu pokarmowego. Rekomendacje dotyczące unikania soków w diecie dziecka w 1. roku życia dotyczą niestety wszystkich soków – tych wyciśniętych w domu, tych kupionych w sklepie, tych jednodniowych z butelki i tych z kartonu. Zasadniczo lepiej podawać dziecku owoce do jedzenia i uczyć picia wody. Jeśli podajemy sok do picia, to maksymalnie pół szklanki dziennie, i to najwcześniej po pierwszych urodzinach.

Skoro więc nie podawałam soków do picia zamiast wody, to co ja właściwie mam do soków i jaki błąd popełniłam? Otóż, doznałam jakiegoś czasowego zaćmienia i nie zorientowałam się, że soki, które pozytywnie mi się wtedy kojarzyły, często są wykorzystywane do ściemniania rodzicom rozszerzającym dietę. Mowa bowiem o sokach jako składnikach słoiczków dla niemowląt.

Nie kupowałam gotowych obiadków codziennie, ale kilka różnych słoiczków przewinęło mi się przez ręce. I miałam wtedy takie poczucie: Ja jestem świadomą konsumentką, czytam składy i wiem, czego nie powinny dostawać niemowlaki, więc nikt mnie tu podpuści. Ale jak to mówią, pycha kroczy przed upadkiem, więc sama dałam się nabrać na sokową ściemę.

Pewnie słyszałaś o tym, żeby jak najdłużej unikać dodawania soli i cukru do produktów dla niemowląt. Dzieci od urodzenia uwielbiają słodki smak, bo taki smak mają już tzw. wody płodowe. Nadmiar cukrów prostych w diecie zwiększa ryzyko nadwagi, otyłości, cukrzycy, próchnicy i innych chorób. O tym wiedziałam. Wiedziałam też, że poza “cukrem”, na etykietach powinnam też szukać np. “syropu glukozowo-fruktozowego” i takie słoiczki odkładać z powrotem na półkę. Tylko z jakiegoś powodu uznałam, że jeśli do czegoś jest dodany “zagęszczony sok jabłkowy” albo “zagęszczony sok winogronowy”, to już wszystko jest okej. Bo przecież to jest sok, a soki są zdrowe… Tylko że nie!

Zagęszczony sok jest takim samym słodzidłem jak inne. Tak samo jak cukier buduje niewłaściwe nawyki żywieniowe i wzmacnia preferencję smaku słodkiego. Tak samo jak cukier nie ma w sobie żadnych korzyści zdrowotnych, bo wszystkie zostały usunięte w procesie wyciskania owoców, a potem odparowywania wody, żeby się zagęścił. Dałam się wpuścić w maliny z sokami, więc teraz przestrzegam Ciebie.

Jeśli kupujesz gotową żywność dla dziecka, to unikaj w składzie słodzideł takich jak: 

  • cukier, 
  • cukier trzcinowy,
  • fruktoza,
  • glukoza,
  • syrop glukozowo-fruktozowy,
  • syrop fruktozowy,
  • syrop ryżowy,
  • maltoza,
  • melasa,

i oczywiście

  • zagęszczony sok owocowy.

No i oczywiście podawaj do posiłków lub między nimi wodę – już od pierwszych dni rozszerzania diety.

Wszystkie potrzebne informacje o rozszerzaniu diety, w tym o tym, czym kierować się przy kupowaniu gotowej żywności dla niemowląt, znajdziesz w książce „Rozszerzanie diety niemowląt”, której jestem współautorką. Możesz kupić ją wyłącznie online. Jeśli jesteś przed rozpoczęciem przygody z rozszerzeniem diety i chcesz uniknąć moich błędów oraz potrzebujesz jednego miejsca, w którym znajdziesz wiedzę i praktyczne porady na ten temat, zapraszam Cię serdecznie do sięgnięcia po tę książkę. Napisałam ją z trzema dyplomowanymi dietetyczkami prowadzącymi projekt Mamada Dietetyka. 

 

Jakie krzesełko do karmienia kupić?

Jakie krzesełko do karmienia kupić?

Na rynku można znaleźć multum różnych krzesełek przeznaczonych do karmienia dzieci w trakcie rozszerzania diety. Ba, pewnie zobaczysz w internecie mnóstwo zdjęć dzieci karmionych w leżaczkach i bujaczkach. Od razu daję Ci znać, że to nie jest dobry pomysł. Taka półleżąca pozycja przyjmowana w leżaczkach sprzyja zadławieniom! Ze względów bezpieczeństwa stanowczo odradzam. Pozycja powinna być bardziej spionizowana, a podparcie pleców powinno być twarde.

Kiedy ja w 2015 roku kupowałam krzesełko do karmienia, kierowałam się ceną i wygodą w czyszczeniu. Te dwa kryteria sprawdziły się, zwłaszcza łatwość czyszczenia – plastikowe części, łatwe do rozmontowania elementy, żadnych wmontowanych na stałe poduszek itd. Nawet jeśli planujesz karmić dziecko metodą tradycyjną, podając mu zmiksowane pokarmy na łyżeczce, to wygoda czyszczenia jest istotna. Karmione dzieci ciągle się wiercą, odwracają, machają rączkami albo wkładają je do miseczki… Bałagan robi się tak czy inaczej. I pamiętaj, proszę, że najpóźniej w 10. miesiącu życia maluch powinien dostać do rączki kawałki – poza papkami – żeby nauczył się gryźć i żuć. Więc sprzątania będzie dużo, nawet przy startowaniu od papek.

Nie zwróciłam jednak uwagi przy kupowaniu najpopularniejszego krzesełka (z sieci salonów na literę I), że nie posiada ono jednej bardzo ważnej rzeczy – podnóżka, na którym dziecko oprze stopy. I to był błąd!

Później dowiedziałam się, że to ogromnie ważne, żeby dziecko jadło w pozycji, która umożliwia mu oparcie całych stóp o podnóżek. Tylko przy całkowicie podpartych stopach pozycja dziecka jest na tyle stabilna, że możliwe jest bezpieczne jedzenie, prawidłowe oddychanie w trakcie spożywania kolejnych kęsów oraz prawidłowa nauka żucia. Poza tym, długie siedzenie bez podpartych stóp jest niewygodne. Siedziałaś kiedyś na hookerze/stołku barowym, przy którym nie ma co zrobić z nogami i stopy dyndają w powietrzu? To nie jest przyjemne. U niektórych dzieci brak podnóżka może się przekształcić w niechęć do siedzenia w krzesełku i jedzenia (!), choć nie jest związana stricte z samymi posiłkami, a z niewygodą! Moim błędem był brak świadomości, że to istotne – dlatego daję Ci znać, żebyś wzięła na to poprawkę przy wyborze krzesełka. Podnóżek to must-have.

A co jeśli, tak jak ja, kupiłaś lub dostałaś krzesełko, które nie ma podnóżka? Podłóż wysoki taboret lub krzesło pod nóżki dziecka. Jeśli dziecko nie sięga nóżkami do taboretu, możesz położyć na nim dodatkowo książkę, karton po butach lub jakieś inne pudełko. Stwórz podnóżek z taśmy rehabilitacyjnej lub innego kawałka mocnego materiału. Albo kup dodatkowy podnóżek – są dostępne w sklepach internetowych. Możesz także poprosić kogoś o zrobienie podnóżka z deski lub wykonać go samodzielnie. A wiedzę o tym, jak ważne są podnóżki, przekazuj innym mamom, jak ja!

Kupując krzesełko, warto wybrać takie, od którego można odpiąć tacę, by przysunąć malucha bezpośrednio do dużego stołu. Pomaga to we wprowadzaniu w rodzinne posiłki.

Wszystkie potrzebne informacje o rozszerzaniu diety, również o tym jakie akcesoria do rozszerzania diety warto kupić, a na jakie naprawdę szkoda pieniędzy, znajdziesz w książce „Rozszerzanie diety niemowląt”, której jestem współautorką. Jeśli jesteś przed rozpoczęciem przygody z rozszerzeniem diety i chcesz uniknąć moich błędów oraz potrzebujesz jednego miejsca, w którym znajdziesz wiedzę i praktyczne porady na ten temat, zapraszam Cię serdecznie do sięgnięcia po tę książkę. Napisałam ją z trzema dyplomowanymi dietetyczkami prowadzącymi projekt Mamada Dietetyka. 

 

Czy MUSISZ odpieluchować dziecko przed przedszkolem?

Czy MUSISZ odpieluchować dziecko przed przedszkolem?

Czy dziecko, które idzie do przedszkola, musi być odpieluchowane? Jakie są główne argumenty przedszkolnego personelu? W jaki sposób rozmawiać z nauczycielami przedszkola, jeśli nasz trzylatek nadal nosi pieluchę? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w poniższym artykule. Powstał on w oparciu o webinar Karli Orban „Jak rozmawiać z innymi dorosłymi, gdy Twoje dziecko JESZCZE się nie odpieluchowało?”

Czy wszystkie trzylatki są odpieluchowane?

Przekonanie, że wszystkie trzylatki powinny być odpieluchowane jest głęboko zakorzenione w naszym społeczeństwie. W porównaniu z innymi kamieniami milowymi w rozwoju dziecka, do tego podchodzimy jednak bardzo rygorystycznie.

Aby to pokazać, porównajmy odpieluchowanie i… chodzenie. Umiejętność chodzenia dzieci zdobywają zazwyczaj w okolicy pierwszych urodzin. Zdrowe i prawidłowo rozwijające się dziecko ma jednak dość szerokie okno na zdobycie umiejętności chodzenia – ma na to czas między 8 a 18 miesiącem. Jak często żłobek wyklucza dzieci niechodzące albo przyjmuje ośmiomiesięczniaki warunkowo (za 4 miesiące ma umieć chodzić, inaczej żegnamy)? Stosunkowo rzadko – jest nam zdecydowanie prościej zrozumieć rolę dojrzałości układu nerwowego czy mięśni w tym procesie. Nie mówimy także rodzicom, że gdyby się postarali, ciało dziecka dojrzałoby szybciej albo że wszystko “jest kwestią motywacji”.

Warto się także zastanowić, dlaczego tej konkretnej umiejętności przedszkole tak kategorycznie wymaga, skoro ich zdaniem wszystkie trzylatki są gotowe na odpieluchowanie. Po co wymagać czegoś, co podobno wszyscy potrafią? 

Nieodpieluchowane trzylatki to wcale nie jest nowe zjawisko. Amerykański pediatra, Thomas B. Brazelton już w latach 60. przeprowadził badania, które wskazywały na to, że nie każdy trzylatek jest odpieluchowany. Skąd więc przekonanie, że “kiedyś było inaczej”? Być może z czasów, w których opieką przedszkolną obejmowano mniej dzieci niż obecnie, a rodzice nieodpieluchowanego malucha nie podejmowali z przedszkolem próby dialogu. Znikali z przedszkoli, a wraz z tą decyzją – ze świadomości nauczycieli.

Czy zgoda na nieodpieluchowanie oznacza, że do grupy przyjdą dziesiątki takich dzieci? Bynajmniej. W przedszkolach, w których dopuszcza się nieodpieluchowane dzieci, w 25-osobowej grupie trzylatków będzie ich dwoje lub troje – to proporcja, którą znajdziemy też w całej populacji. W starszych grupach będzie to czasami jedna osoba.

Mentalność się zmienia i rodzice coraz częściej podejmują dyskusję. Dlaczego prawidłowo rozwijające się, zdrowe dziecko nie miałoby chodzić do przedszkola tylko dlatego, że wciąż korzysta z pieluszki? Tu padają zwykle dwa rodzaje argumentów: logistyczno-prawne i emocjonalne. 

Sanepid, regulamin i brak kadry – argumenty prawno-logistyczne

Rodzice często słyszą, że w przedszkolu brakuje personelu – nie wiadomo, kto miałby przewinąć dziecko. Problematyczne są także wyjścia na dwór i na wycieczki z dzieckiem nieodpieluchowanym. Bywa też bardziej enigmatycznie: dziecko w przedszkolu powinno być samodzielne, tak mamy w regulaminie albo sanepid wymaga. Tu zwykle nie ma żadnych konkretów. Nikt nie potrafi przedstawić konkretnego pisma z zaleceniem sanepidu.

Kto miałby przewijać?

Zacznijmy od kwestii organizacyjnych, czyli: kto ma przewijać? W zetknięciu z takim pytaniem-argumentem, warto samemu zadać pytanie: kto pomaga dzieciom podetrzeć pupę w toalecie? Trzylatki wymagają wsparcia w tym zakresie. Wiele z nich nie jest w stanie dobrze tego zrobić, a że chodzenie z resztkami kału przyklejonymi do odbytu nikomu nie służy, ktoś powinien im pomóc. Taka pomoc naprawdę niewiele różni się od zwykłego przewijania pieluchy z kupą.

Zmianę zmoczonej pieluchy można zaś najzwyczajniej w świecie wpisać w dzienny harmonogram – w najdogodniejszym momencie. Jeśli to jest problem, to co się stanie, jeśli jakieś dziecko zacznie np. krwawić z nosa? Czy też nie znajdzie się nikt do pomocy?

Należy tu obalić jeszcze jeden mit. Dzieciom odpieluchowanym także zdarzają się wpadki. Często dzieci są tak zajęte zabawą, że nie docierają do toalety. Tu także nie obejdzie się bez asysty dorosłego. To w gestii dorosłych będzie pomoc w przebraniu i posprzątanie mokrej plamy z podłogi… a może z dywanu (jeśli pojawił się już po covidowej przerwie)?

Zasiusiane dywany to, swoją drogą, kontrargument, którego można użyć, gdy słyszymy, że korzystanie z pieluch jest niehigieniczne lub czasochłonne. Warto powiedzieć, że dla nas, jako rodziców, higiena też jest ważna i to właśnie dlatego założenie majtek dziecku, które nie wyczuwa, kiedy powinno udać się do toalety, nie wydaje nam się dobrym pomysłem. Można zaopatrzyć dziecko w osiem kompletów ubrań na dzień, ale ktoś będzie musiał za każdym razem sprzątać bałagan. Zdarzają się absolutnie zdrowe dzieci, które siusiają w majtki miesiącami. Zewnętrzna motywacja nie zdaje się na nic. Po prostu nie są gotowe na odpieluchowanie. Czy naprawdę warto tak się upierać?

Argumenty prawne

Ustawa Prawo oświatowe stanowi, że dzieci w wieku trzech do pięciu lat mają prawo do korzystania z wychowania przedszkolnego w przedszkolu, oddziale przedszkolnym, w szkole podstawowej lub innej formie wychowania przedszkolnego. (Stąd dzieci, które nie dostały się do wybranej przez rodziców placówki, zawsze otrzymują miejsce w innej – niekiedy znajdującej się na drugim końcu miasta). Nie ma tu mowy o żadnych warunkach, takich jak bycie odpieluchowanym. 

Czy zatem może tego wymagać konkretna gmina? Czy dane przedszkole może umieścić w swoim regulaminie zapis, że dzieci w pieluchach nie będą przyjmowane lub nie będą przewijane (takie groźby czy agresywne działania niestety też się zdarzają)? Oto opinia Rzecznika Praw Dziecka w tej sprawie*:

Rekrutacja dzieci do przedszkoli publicznych przeprowadzana jest według kryteriów ustawowych i kryteriów samorządowych. Żadne z kryteriów ustawowych nie dyskwalifikuje dziecka, które jest niesamodzielne pod względem higieny. Ustawodawca zastrzegł także, że kryteria, które określa organ prowadzący przedszkole [czyli samorządowe] mają uwzględniać jak najpełniejszą realizację potrzeb dziecka i jego rodziny. Zatem również kryteria samorządowe nie mogą w żaden sposób faworyzować dzieci np. tych, które nie korzystają z pieluchy. W świetle powyższego należy stwierdzić, że przepisy prawa oświatowego nie dają podstaw do podjęcia przez dyrektora przedszkola czynności skutkujących ograniczeniem dostępu do edukacji przedszkolnej dziecku z powodu niezgłaszania przez niego potrzeb fizjologicznych. Warto zwrócić uwagę, że wewnętrzne uregulowania wprowadzane przez przedszkole nie mogą być sprzeczne z przepisami ustawy i rozporządzenia.

* W odpowiedzi na zapytanie Karli Orban. Sygnatura: ZEW.441.76.2021.MP

W takich sytuacjach, warto zgłosić sprawę do kuratorium oświaty lub kontaktować się bezpośrednio z Rzecznikiem Praw Dziecka – mailowo, listem poleconym lub przez EPUAP. 

Obok Prawa oświatowego, ważnym dokumentem jest też Podstawa programowa wychowania przedszkolnego. Zgłaszanie potrzeb fizjologicznych i samodzielne wykonywanie podstawowych czynności higienicznych wymieniono w niej jako osiągnięcia dziecka kończącego edukację przedszkolną. Czy cel nauki może być warunkiem jej rozpoczęcia?

Argumenty emocjonalne

Obok argumentów prawno-logistycznych pojawiają się też te emocjonalne. Krążą wokół dobra dziecka czy nieudaczności rodziców; lęku o przyszłość (“Czy takie dzieci kiedykolwiek się odpieluchują?”). 

Będą się niej/niego śmiali

Niektórzy rodzice słyszą, że jeśli dziecko nie będzie umiało korzystać z toalety, rówieśnicy będą się z niego śmiali. Tymczasem trzylatki najczęściej albo tego nie zauważają, albo podchodzą do sprawy na luzie: to normalne, że czasem ktoś się posiusia albo że nosi pieluchę. 

Nie zmienia to jednak faktu, że rolą nauczycieli przedszkola jest tworzenie takich warunków, w których wyśmiewanie się nie pojawia. Celem wychowawczym jest tutaj kształtowanie w wyśmiewającym otwartości na innych (a nie dostosowanie się wyśmiewanego do większości), dające każdemu członkowi i członkini grupy poczucie bezpieczeństwa. Dzieci nie mają odrzucać kolegi, który nosi okulary ani koleżanki, która nosi pieluchę. Za tę przyjazną atmosferę jest odpowiedzialny przede wszystkim personel przedszkola. Jeśli zrzuca winę na rodziców i dziecko – coś jest nie tak. 

Szybka diagnoza

Pewnie ma jakieś opóźnienia, a do tego są przedszkola specjalne. Takie zdanie mogą usłyszeć rodzice nieodpieluchowanego trzylatka. Przedszkole nie jest jednak miejscem, w którym powinno się stawiać tak złożone i szybkie diagnozy.

Skoro jednak dotknęliśmy tematu specjalistów, asem w rękawie rodzica może się okazać zaświadczenie wydane przez lekarza (pediatrę, urologa) lub psychologa dziecięcego. Doskonale zadziała ono na, niezwykle krzywdzące dla rodziców, argumenty z cyklu to wasza wina – nie stawiacie granic. (Tu małe przypomnienie. Rozwoju psychofizycznego nie da się przyspieszyć na żądanie. W sferze psychiki wszelka presja przyniesie więcej szkody niż pożytku – przeczytasz o tym choćby w wywiadzie o zaparciach nawykowych. Zanim pójdziesz po zaświadczenie, zapytaj panią z przedszkola, czy uparty trening wystarczy, aby trzylatek miał dłonie tak sprawne jak pięciolatek.)

W zaświadczeniu, po zbadaniu i wykluczeniu ewentualnych poważniejszych przyczyn, specjalista opisuje gotowość i prosi, żeby nie wymuszać i zaleca kolejną próbę za kilka miesięcy. Dodatkowo przedstawienie dotychczasowej historii wraz z precyzyjnymi planami podjęcia nowych starań w określonym czasie i obietnicą zdawania relacji z ich przebiegu zostaną z pewnością lepiej przyjęte niż krótkie i stanowcze nie dla odpieluchowania tu i teraz. Otwarta, spokojna rozmowa jest kluczem do stworzenia wzajemnego zaufania.

Bilans zdrowia dziecka – przeżytek czy konieczność?

Bilans zdrowia dziecka – przeżytek czy konieczność?

Czy w XXI wieku – zwłaszcza w erze pandemicznej – robi się jeszcze “bilanse zdrowia”? Czy ktoś po prostu dla rozrywki ściął drzewa i wydrukował niewypełniane przez nikogo strony pt. “Wizyta profilaktyczna w ramach podstawowej opieki zdrowotnej” w książeczce zdrowia dziecka?

Pogadajmy zupełnie poważnie o tym, dlaczego warto pilnować chodzenia na bilanse z dzieckiem.

Co to jest bilans zdrowia, kto i kiedy go wykonuje?

Bilans zdrowia dziecka, to po prostu profilaktyczne, kompleksowe badanie lekarskie. Wykonywane jest przez lekarza rodzinnego lub pediatrę, który sprawuje opiekę nad Twoim dzieckiem. Najlepiej, jeśli w kolejnych latach jest to ten sam lekarz. Będzie miał szansę bliżej poznać Twoje dziecko. Badania wykonywane są w poradni “dzieci zdrowych”, czyli dziecko należy umówić na bilans specjalnie, nie przy okazji infekcji ucha czy wysypki. 

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia bilanse należą do gwarantowanych świadczeń z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej [1]. Oznacza to, że należą się każdemu dziecku i są bezpłatne. Według przepisów przychodnia powinna Ci przypomnieć o bilansie, ale swoje dziecko zapisujesz sam – to po stronie rodzica stoi pilnowanie terminów!

W jakim wieku wykonuje się bilans zdrowia dziecka?

  • 2-6  miesiąc życia (w terminach odpowiadających szczepieniom ochronnym);
  • 9 miesiąc życia;
  • 12 miesiąc życia;
  • 2 lata – BARDZO WAŻNY BILANS!
  • 4 lata;
  • 5 lat/ zerówka (w przypadku niewykonania badania w terminie testy przesiewowe wykonuje się w klasie I szkoły podstawowej);
  • 9-10 lat – klasa III szkoły podstawowej;
  • 13-14 lat – klasa VII szkoły podstawowej;
  • 16-17 lat – klasa II szkoły ponadpodstawowej;
  • do ukończenia 19 roku życia – ostatnia klasa szkoły ponadpodstawowej.

Szczegółowe informacje na temat każdego bilansu (tego, co w jakim wieku jest sprawdzane) znajdziesz w rozporządzeniu Ministra Zdrowia TUTAJ.

Na czym polega bilans zdrowia?

W trakcie wymarzonej wizyty profilaktycznej lekarz:

  • przeprowadza wywiad z rodzicem/opiekunem – zbiera informacje na temat stanu zdrowia dziecka, tzw. kamieni milowych w rozwoju i ewentualnych niepokojących sygnałów;
  • analizuje dostępną dokumentację medyczną, np. z wizyt u specjalistów;
  • wykonuje przegląd stanu zdrowia dziecka;
  • nanosi wyniki pomiarów na siatki centylowe (czym są siatki centylowe przeczytasz tutaj klik);
  • ocenia czy rozwój dziecka przebiega prawidłowo;
  • ustala i omawia z rodzicem dalsze działania profilaktyczne i lecznicze; 
  • wpisuje wnioski i ustalenia do dokumentacji medycznej oraz do książeczki zdrowia dziecka;
  • odpowiada na pytania rodzica związane z opieką nad dzieckiem, np. o żywienie, profilaktykę, kalendarz szczepień.

W zależności od wieku dziecka, lekarz ocenia jego wzrost (długość ciała), wagę, obwód głowy i klatki piersiowej, ciśnienie, bicie serca, tempo wzrostu, wzrok, słuch, rozwój mowy, rozwój psychoruchowy, stan uzębienia, skórę i węzły chłonne, brzuch, rozwój społeczny, układ ruchu, wady postawy, zewnętrzne narządy płciowe (zstąpienie jąder do moszny u chłopców), lateralizację, gotowość do podjęcia nauki.

Po co iść na bilans?

I teraz może sobie pomyślałaś – ale po co mi to? Moje dziecko jest przecież zdrowe!

Mam nadzieję, że tak jest. Ale zastanów się:

Czy regularnie analizujesz wzrost swojego dziecka? Czy zapisujesz pomiary na siatce centylowej? Jeśli nie – nie będziesz wiedzieć, że maluch urósł zbyt mało od ostatniego pomiaru, znajduje się poniżej 3 centyla i należy mu się pilna diagnostyka m.in. endokrynologiczna. Gdy przyrost jest duży, nie odpowiesz na pytanie lekarza, kiedy zaczął się nagły skok wzrostowy. Niestety, będąc z dzieckiem na co dzień nie widzimy powolnych, ale istotnych zmian w jego rozwoju.

Czy potrafisz rozpoznać pierwsze oznaki dojrzewania płciowego, zwłaszcza, jeśli masz w domu chłopczyka? U niektórych dzieci rozpoczyna się ono przedwcześnie, nawet w wieku przedszkolnym! Powinno się wówczas znaleźć jego przyczynę i rozpocząć leczenie, żeby dziecko w dorosłości uzyskało m.in. prawidłowy wzrost.

Czy jesteś pewna, że rozwój mowy, komunikacji oraz społeczny Twojego dziecka na pewno jest neurotypowy i nie potrzebuje ono wsparcia? Czy umiesz rozpoznać u sześciolatka pierwsze objawy wad postawy? Kiedy ostatnio mierzyłaś dziecku ciśnienie i jakie są normy dla zerówkowicza? I tak dalej…

Nie piszę o tym po to, by Cię straszyć. Chcę Cię przekonać, że nawet jeśli jesteśmy świadomymi i czujnymi rodzicami, warto by raz na jakiś czas specjalista zerknął na nasze dziecko z boku. Bilanse zdrowia pozwalają na wczesne wykrycie wielu chorób czy nieprawidłowości. Dodatkowo – wyrabiasz u dziecka prawidłowe nawyki prozdrowotne, pokazując mu, że profilaktyka jest ważna.

Jak się przygotować na bilans zdrowa?

  • Zabierz ze sobą książeczkę zdrowia dziecka i dokumentację medyczną np. z wizyt u specjalistów czy z przeprowadzonych badań.
  • Zapisz sobie wszystkie pytania, które chcesz zadać lekarzowi i wszystkie informacje na temat dziecka, które chcesz przekazać. Jeśli niepokoi Cię jakieś zachowanie, nagranie filmu na telefonie nie jest złym pomysłem!

Bilans zdrowia a pandemia COVID-19

Z danych udostępnionych przez Unicef i Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia [2] wynika, że w latach 2010-2018 w ramach badań profilaktycznych przebadano nie więcej niż 70% dzieci podlegających badaniom. To niepokojące, że co roku, co najmniej 30% dzieci nie jest badanych.

Co gorsza niedawno dotarły do mnie sygnały, że NADAL niektóre przychodnie odmawiają wykonywania bilansów z powodu pandemii. TO SKANDAL! Konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej już w maju 2020 (!) zalecał wznowienie badań bilansowych [3]! 

Nie daj się więc zbyć hasłami “jest pandemia, nie robimy bilansów” albo co gorsza “już się nie robi bilansów w ogóle” (nie wiem, jak trzeba być nieodpowiedzialnym, żeby wygłaszać niezgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem stwierdzenia). Nalegaj, powołując się chociażby na ww. stanowisko konsultanta krajowego (bo już wiesz, że warto). Działaj, nawet jeśli w złości masz ochotę wynieść się z dziećmi do innej przychodni – zrób to dla rodziców, którzy mogą nie być świadomi, że odmowa wykonania bilansów jest niezgodna z prawem.

Masz kilka opcji:

  • Zgłoś problemy z dostępnością do bilansu zdrowia (które – przypominam –  jest świadczeniem GWARANTOWANYM) na infolinii NFZ (szczegóły znajdziesz tu klik).
  • Zgłoś prośbę o wykonanie bilansu zdrowia na piśmie (np. e-mailem) do kierownika przychodni/ośrodka zdrowia. Jeśli przychodnia odmówi, zażądaj odmowy na piśmie.
  • Jeśli ośrodek potwierdzi odmowę na piśmie, skieruj korespondencję do Rzecznika Praw Pacjenta na adres: kancelaria@rpp.gov.pl lub do oddziału NFZ. 

Nie daj się zbyć i zadbaj o zdrowie swojego dziecka 🙂 A terminy kolejnych bilansów wpisz sobie do elektronicznego kalendarza, żeby nie musieć o nich pamiętać.

Powodzenia!