3 książki dla rodziców High Need Babies

3 książki dla rodziców High Need Babies

Książki dla rodziców high need baby? A kto ma czas na czytanie, jeśli w domu buszuje wymagające dziecko? 😉 Może ci, którzy w pozycji leżącej z przytulonym, śpiącym maluchem leżą godzinami w łóżku. Albo ci, których hajnid jest jeszcze na etapie wieczornych maratonów przy piersi. Albo ci, którzy właśnie wybierają się na urlop i do walizki będą pakować obok Bondy i Twardocha trochę literatury wspomagającej zrozumienie własnego dziecka. (Swoją drogą to niezrozumiałe, że nadal tak mało poradników rodzicielskich jest wydawanych w formie ebooka lub audiobooka!).

Dla tych, którzy mają czas i ochotę przeczytać, jak przeżyć z wymagającym dzieckiem na stanie przygotowałam trzy propozycje:

(więcej…)

Akcja Adaptacja: Jak NIE przygotowywać dziecka do żłobka

Akcja Adaptacja: Jak NIE przygotowywać dziecka do żłobka

Już od dawna miałam w szkicach wpis o absurdalnych zaleceniach niektórych żłobków. Impulsem do opublikowania go było zdjęcie z jednej z wrocławskich placówek, która – o ironio, głosem dziecka – zalecała rodzicom:

To nie jest jedyna placówka,  która przekazuje rodzicom nieprawdziwe informacje dotyczące przygotowania dziecka do żłobka. Nie zależy mi na piętnowaniu konkretnych instytucji ani psycholożek (!!!), które pod takimi wskazówkami się podpisują, ale na pokazaniu najczęściej powtarzających się mitów. I uspokojeniu zdenerwowanych nimi rodziców. Wszystkie poniższe cytaty są autentyczne, pochodzą ze stron żłobków: (więcej…)

Jak się wysypiać, karmiąc piersią?

Jak się wysypiać, karmiąc piersią?

Nadal pokutuje przekonanie, że karmiąc piersią, jesteśmy skazane na bycie niewyspanymi. „Dałabyś butelkę, to wreszcie byś odpoczęła” – z prawdziwą troską radzą znajomi i rodzina. Co można zrobić, by choć trochę lepiej sypiać, jednocześnie nie rezygnując z dobrodziejstw naturalnego karmienia?

(więcej…)

Dlaczego High Need Babies nie wyginęły (i dlaczego aktualnie trudno być matką)?

Dlaczego High Need Babies nie wyginęły (i dlaczego aktualnie trudno być matką)?

Kiedy uczestniczę w różnych dyskusjach na temat tego, dlaczego współczesne niemowlaki zachowują się, jakby nadal nie wyszły z jaskiń (czyli na przykład stan rozdzielenia od matki, gdy wyszła zrobić siku, traktują jako śmiertelne zagrożenia ze strony tygrysów szablozębnych i krzyczą wniebogłosy), często pojawia się bardzo rozsądne pytanie:

Dlaczego High Need Babies nie wyginęły?

Innymi słowy: jak to się stało, że przez tyle dziesiątek tysięcy lat dobór naturalny nie sprawił, że geny odpowiedzialne za bardziej wymagający temperament nie odeszły w niepamięć? Że hajnidy dożywały dorosłości i przekazywały swoje genetyczne wyposażenie dalej, kolejnym pokoleniom? Przecież to nie trzyma się kupy – niemowlak budzący się z płaczem w nocy niechybnie ściągnąłby na kark społeczności wrogie plemię lub drapieżniki. Swoim marudnym zachowaniem w ciągu dnia, koniecznością ciągłego zabawiania, rozpoczynaniem dnia o samiutkim świecie robiłby z rodziców chodzące zombi. Ludzie, ja nie mam czasu zjeść kanapki, jak miałabym samodzielnie znaleźć i przygotować pożywienie i wodę?  Jak to możliwe, że młodzi rodzice za czasów jaskiniowych nie zostawali zmuszeni do zostawienia takiego jęczybuły w pierwszych dniach po porodzie w pierwszych lepszych zaroślach, dla dobra własnego, starszych dzieci i reszty członków społeczności? Jak to to się uchowało, no?

Wywód brzmi baardzo logicznie, ale nie bierze pod uwagę jednej istotnej rzeczy: prawdopodobnie High Need Babies nawet zaledwie kilka wieków temu nie zachowywały się tak, jak współczesne HNB. Dlaczego?

Przez 99% czasu, od kiedy istnieje nasz gatunek, organizował się on w społeczeństwa łowiecko-zbierackie. To naturalna dla człowieka forma życia, do której jesteśmy biologicznie przystosowani.

W takich społecznościach na jedno dziecko przypada około czworo dorosłych. W niektórych tradycyjnych plemionach jednym niemowlęciem opiekuje się na zmianę siedmioro osób, w innych nawet czternaścioro (na przykład w plemieniu Efe) [1]. Ojcowie w społeczeństwach tradycyjnych więcej angażują się w opiekę niż zachodnioeuropejscy tatusiowie. Poza rodzicami, w opiece, zabawianiu i pocieszaniu malucha biorą na co dzień udział babcie dziecka, dziadkowie, ciotki i wujkowie, kuzynostwo bliższe i dalsze, a także starsze rodzeństwo malucha. To nie luksus, to biologiczna konieczność. Kobieta w ciąży lub karmiąca matka nie jest w stanie samodzielnie wykarmić siebie i dziecka i korzysta z pomocy innych członków społeczności (to samo tyczy się zresztą mężczyzn, którzy również dzielą się swoimi łupami, a w razie niepowodzenia otrzymują pożywienie od innych) [2]. Gdy jej dziecko podrasta, to ona pomaga swojej siostrze, kuzynce, a potem córce. Babcia ze strony matki jest kluczowym ogniwem w wielu społecznościach; jej obecność w niektórych warunkach środowiskowych zmniejsza ryzyko śmierci niemowlęcia aż o połowę [3].

U Efe czteroipółmiesięczne niemowlę aż 60% czasu spędza w ramionach osób innych niż matka, choć badacze zauważyli, że marudne dzieci są z matkami więcej niż te pogodne z natury [4]. Zajmowanie się niemowlakiem zdarza się nie tylko, kiedy jest on najedzony i zadowolony. W południowoafrykańskim plemieniu !Kung płaczące dziecko zaledwie w połowie przypadków jest pocieszane wyłącznie przez matkę. W 50% sytuacji to inna osoba sama lub razem z matką reaguje na płacz niemowlęcia [5]. Robi to szybko, zwykle w ciągu pierwszych 10 sekund marudzenia, a jeśli jej zabiegi nie dają efektu, oddaje malucha mamie.

Kto ma hajnida, ten wie, że bardzo często ten typ włącza tryb demo, gdy przychodzą goście. Prowokuje to wyrzuty odwiedzających: „Czego wy chcecie od tego dziecka? Wesołe, zadowolone, śpiewa, gada i zaczepia”. Małe dzieci między innymi dlatego najgorzej zachowują się przy matce (o czym pisałam tutaj), bo nadzwyczajnej nudzą się z tą samą, umęczoną twarzą w tych samych, opatrzonych już ścianach. W tradycyjnej wiosce, otoczone naturalną stymulacja społeczną składającą się z migających przed oczami coraz to innych, zagadujących przyjaźnie twarzy i różnorakich głosów oraz zapachów, dotykanie, noszone i gilgotane przez wiele osób, mogły być w tym trybie demo niemal nieustannie. Pisałam już o tym trochę w tekście Niemowlęta płaczą z nudów.

Maluchy kiedyś noszone były od urodzenia, nie tylko przez matkę i nie tylko w okresie „czwartego trymestru” (wówczas przez 90% czasu), ale także jeszcze długo po pierwszych urodzinach (w połowie drugiego roku życia dzieci z !Kung nadal przebywają w kontakcie fizycznym z innymi ludźmi przez 42% czasu na dobę) [5]. Niemowlęta amerykańskie tyle samo rozmawiają ze swoimi opiekunami co Buszmeni czy dzieci z Gwatemalii, ale znacznie rzadziej są przez nich dotykane i noszone [6].  Problem ze znienawidzonymi przez hajnidy wózkami, które odcinają dziecko od kontaktów społecznych, stymulacji zmysłu dotyku, równowagi i czucia głębokiego, nie istniał.

W żadnym zbadanym społeczeństwie tradycyjnym niemowlęta nie sypiają w osobnych pomieszczeniach, a tylko w 21% w osobnych łóżkach. Nikt też nie siedzi długo wieczorami scrollując Facebooka, a więc poranne pobudki latorośli przyjmowane są z większym spokojem. Zwykle aż do momentu odstawienia od piersi, który następuje około 3,5 roku lub później, dzieciaki są karmione na żądanie, także w nocy. Jeśli uważasz, że to Twoje niemowlę wisiało przy piersi, zważ, że w plemieniu !Kung dzieci w wieku od 3 miesięcy do 2,5 roku ssą pierś matki przeciętnie co 13 minut (tak, MINUT) [7]. U Efe normą jest pozwalanie na karmienie własnego niemowlaka przez inne kobiety, a nawet przystawianie dziecka do piersi przez kobiety, które już nie karmią albo jeszcze nigdy nie karmiły – w ramach bycia smoczkiem-uspokajaczem [8]. Dzięki temu nawet dziecko karmione wyłącznie piersią może być na dłuższą chwilę zostawione bez odciągniętego mleka mamy.

Wcale się nie dziwię, że nawet High Need Babies mogły być w takich okolicznościach przyrody całkiem znośne. A i matki, mając tyle rąk do pomocy i tylko jeden obowiązujący wzorzec rodzicielstwa, bardziej wyluzowane.

Powiecie, że niemowlęctwo to jeszcze da się zrozumieć – noszą, karmią i wspólnie śpią. Ale co ze starszymi dziećmi? Organizowaniem zabaw, wspieraniem rozwoju?

Dwuletnie i starsze dzieci „w naturze” biegają w zróżnicowanych wiekowo gromadach – dorośli nie muszą zapełniać im cały dzień pełny megaedukacyjnych zabaw neurorozwojowych. Uczą się poprzez swobodną obserwację i spontaniczne dołączanie do zajęć, którymi zajmują się starsi członkowie plemienia, niekoniecznie wyłącznie rodzice. Na biegające tu i tam maluchy zwracają uwagę nie tylko kilka lat starsze koleżanki i koledzy, ale wszyscy inni członkowie społeczności [9]. Wedle zasady Majki Jeżowskiej Wszystkie dzieci nasze są – skoro każdy członek plemienia jest ze mną bliżej lub dalej spokrewniony, na poziomie biologicznym chcę go ochraniać, aby przekazał cząstkę moich genów. Pokłosiem tego zjawiska jest irytujące nas do dziś zjawisko wtrącania się obcych ludzi pt. „a gdzie to dziecko ma czapeczkę”, o czym szerzej pisałam tutaj.

To, co jest dodatkowo wykańczające w opiece nad wymagającymi dziećmi, czyli niewielka różnica wieku między maluchami, nie występuje w pierwotnych społecznościach. Mimo braku nowoczesnej antykoncepcji, kolejne ciąże nie zdarzają się raczej rok po roku. Częste karmienie, o którym wspominałam, jest sposobem na znaczne opóźnienie powrotu płodności i odpowiada za stosunkowo długie odstępy między kolejnymi dziećmi. Młodszy braciszek lub siostrzyczka pojawia się, gdy starszak ma przeciętnie 3-4 lata [10].

Sytuacja, w której wiele z nas jest, czyli taka, że jedna osoba zajmuje się sama dzieckiem albo dziećmi przez niemal całą dobę NIE JEST sytuacją naturalną. Nic dziwnego, że bywa nam w niej bardzo trudno. Realna pomoc i wsparcie, w tym w opiece nad dzieckiem choćby na krótki czas codziennie (rodziny, sąsiadów, znajomych, niani, klubiku dziecięcego, dobrego żłobka), jest bardzo ważna dla zachowania zdrowia psychicznego matki, ojca i często również dobrze wpływa na wymagające dziecko.

High Need Babies nie wyginęły, bo opieka nad nimi, rozłożona na wiele osób (tzw. alloparenting), była znacznie mnie obciążająca niż obecnie. Inne były też wymagania wobec kobiet, matek, partnerek; nie bombardowano nas sprzecznymi wizjami rodzicielstwa, nie wymagano, abyśmy na wszystkim się znali i kwestionowali słowa ekspertów, sprawdzali: słoiczki czy gotowanie, chwalić czy nie chwalić, sadzać na nocniku czy czekać aż zacznie wołać (a to tylko pierwsze z listy niekończących się matczynych dylematów…).

W ciężkich chwilach spójrzcie proszę na siebie z wyrozumiałością. Miejcie z tyłu głowy, że nasze społeczeństwo jest bardzo niedostosowane do naszych potrzeb –  potrzeb ludzi, których ciała i umysły są nadal dziesiątki tysięcy lat przed naszą erą.

Korzystałam także z książek: Peter Gray „Wolne dzieci” Wydawnictwo MiND 2015 oraz Sarah Hrdy „Mothers and others” Harvard University Press 2011.

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o high need babies? Sprawdź szkolenie „High need baby".

 

Wygraj udział w warsztatach online  + 5 najbardziej absurdalnych mitów o śnie, jakie ostatnio usłyszałam

Wygraj udział w warsztatach online + 5 najbardziej absurdalnych mitów o śnie, jakie ostatnio usłyszałam

Rozpoczęła się sprzedaż 2 edycji warsztatów online „Dbanie o dobre spanie niemowląt – w duchu Rodzicielstwa Bliskości”. Są dedykowane rodzicom niemowląt do 9 miesiąca życia oraz osób spodziewających się dziecka. W sumie to 2 webinary po dwie godziny każdy (9 i 16 czerwca) – można je obejrzeć na żywo lub odtworzyć sobie później, ponieważ po zakupie otrzymujecie dostęp do nagrań do końca 2017 roku.

OD DZISIAJ  TRWA KONKURS, W KTÓRYM MOŻNA WYGRAĆ UDZIAŁ W WARSZTATACH!

Co trzeba zrobić? Wystarczy do 8 czerwca 2017 (czwartek) do godz. 18:00 napisać w komentarzu na Facebooku lub pod tym artykułem, dlaczego chcesz wziąć udział w kursie online „Dbanie o dobre spanie niemowląt”? Forma dowolna: proza, poezja, rysunek, zdjęcie, video – doceniam kreatywność 🙂

Wyniki zostaną ogłoszone 8 czerwca 2017 o 21.00 na blogu.

Tutaj znajdziesz regulamin: REGULAMIN

 

Jeśli się zastanawiacie, czy warto, to może przekonają Was opinie uczestniczek pierwszej edycji (z anonimowej ankiety, więc nie musiały mi słodzić 😉 ):

Pisanie bloga, prowadzenie transmisji na Facebooku i cała moja internetowa działalność daje mi ogromnie dużo satysfakcji, ale co tu dużo mówić… Uwielbiam warsztaty i konsultacje na żywo! Kiedy siedzę z rodzicami twarzą w twarz i opowiadają swoje historie, na przykład u kogo już byli i jakie otrzymywali porady na temat snu ich dzieci, czasem tylko wymownie przewracam oczami, czasem wybucham śmiechem, a czasem moja ręka automatycznie kieruje się w stronę czoła, by wykonać solidnego facepalma. Wydawałoby się, że niewiele może mnie już zaskoczyć, a jednak kolejne mamy i ojcowie podrzucają mi coraz to nowe kwiatki do mojego bukietu sennych absurdaliów. Oto pierwsza piątka moich faworytów:

(więcej…)

5 typów łóżeczek dla niemowlaków, czyli co zamiast współspania

5 typów łóżeczek dla niemowlaków, czyli co zamiast współspania

Nie jest wielką tajemnicą, że propaguję spanie z dziećmi w jednym łóżku (bedsharing), choć akurat sama spałam czasem razem, a czasem osobno. Na temat współspania popełniłam na blogu dwa wpisy: o zasadach bezpieczeństwa i o rozdźwięku między oficjalnymi zaleceniami a normalnym życiem.

Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno: nie wszyscy rodzice chcą i nie wszyscy mogą spać z niemowlakiem we wspólnym łóżku. Jeśli jeden z opiekunów na przykład pali papierosy, to dziecko powinno mieć własne łóżeczko, ALE w tej samej sypialni, co rodzice minimum do 6., a najlepiej do 12. miesiąca życia. Wyprowadzenie niemowlaka do jego własnego pokoju nie tylko utrudnia karmienie piersią, ale również nawet o 50% zwiększa ryzyko tzw. śmierci łóżeczkowej [1]!

Nastawienie w sypialni dziecka niani elektronicznej nie rozwiązuje problemu. W spaniu w jednej sypialni nie chodzi bowiem o to, żebyśmy to my słyszeli niemowlę, ale żeby to ono słyszało nas. Bodźce dochodzące od opiekuna (jego ruchy, oddech, odgłosy wydawane przez sen) stymulują dziecko, nie pozwalając mu zapaść w zbyt głęboki sen, z którego mogłoby się nie obudzić.

Jakie więc mają możliwości rodzice, którzy od urodzenia lub od któregoś momentu chcą być w nocy blisko dziecka, zapewniając mu jednocześnie osobną przestrzeń? Oto subiektywny przegląd łóżeczek niemowlęcych:

Klasyczne łóżeczko niemowlęce ze szczebelkami

Najpopularniejsza i zwykle najtańsza propozycja, choć niekoniecznie najlepsza. Dlaczego? Z co najmniej trzech powodów: (1) wiele noworodków nie czuje się najlepiej w tak ogromnej przestrzeni; (2) niektóre dzieci reagują paniką na „zakratowanie”; (3) po obniżeniu dna łóżeczka, gdy dziecko już wstaje, wkładanie i wyjmowanie go stamtąd jest wyzwaniem dla rodzicielskiego kręgosłupa. Ale jest i ważny plus: jeśli Wasze niemowlę zupełnie go nie zaakceptuje, zyskacie nową przestrzeń na trzymanie czystego prania lub legowisko dla Waszych kotów 🙂

Zwykle występuje w dwóch rozmiarach (60 x 120 cm lub 70 x 140 cm) – warto raczej wybrać ten mniejszy, ponieważ łatwiej dokupić do niego prześcieradła. Poza tym wiele dzieci wyprowadza się do większego, normalnego łóżka zanim z niego wyrośnie.

Przed kupnem trzeba zwrócić uwagę na to, czy  łóżeczko ma regulowaną wysokość dna i czy samemu można dowiercić jeszcze jeden poziom wysokości, gdybyśmy chcieli używać go jako dostawki do naszego dorosłego łóżka. Z tego też powodu lepiej sprawdzają się łóżeczka skręcane niż klejone – można wówczas zdjąć jeden bok i przymocować łóżko do ramy rodziców. Są też modele z opuszczanym w tym celu bokiem (np. takie).

Kolejna sprawa: im więcej wyjmowanych szczebelków, tym lepiej. Nie jestem fanką mebli, gdzie szczebelki są tylko na dłuższych bokach – wydaje mi się, że przepływ powietrza wokół głowy dziecka jest wtedy gorszy. Płozy do kołysania? To może być niezły pomysł, ale łóżeczka z funkcją wibrowania, śpiewu i tańca chyba bym sobie darowała.

Ostatnio głośnym echem odbiły się przypadki znajdowania jakichś dziwnych robaków w kokosowo-gryczanych materacach (wygooglujcie sobie, jak jesteście odważni, ble). Z tego powodu polecam zainwestowanie w nieco droższy materacyk lateksowy – ja mam na przykład taki, po dwóch latach wygląda idealnie.

Łóżeczko mojej córki było zamawiane z jakiegoś niewielkiego zakładu rodzinnego z północy Polski, którego nie jestem w stanie obecnie odnaleźć. Na pewno znajdziecie coś na swoją kieszeń i pasującego kolorystycznie TUTAJ.

Dostawka / łóżeczko dostawne

Niewielkie łóżeczko bez jednego boku lub z odpinanym/opuszczanym bokiem, które z łatwością można połączyć z materacem rodziców przy użyciu specjalnych pasów. Zwykle zrobione z materiału, choć są i wersje drewniane. W zależności od wielkości wystarcza na kilka pierwszych miesięcy życia dziecka i to w sumie może być sporą wadą, jeśli weźmiemy pod uwagę jego koszt. Ułatwia nocne karmienie piersią, bo nie wymaga wielokrotnego wstawania i maszerowania po malucha.

 

 
Kosz Mojżesza

Niewielki koszyk z wikliny, liści palmowych, filcu lub plastiku, przypominający wyglądem gondolę od wózka. Można go umieścić na stojaku (czasem wyposażonym w płozy umożliwiające kołysanie) lub postawić na podłodze. Używany przeciętnie do 3-4 miesiąca życia – ze względu na niewielkie rozmiary dobry do małych sypialni (choć znowu cena od 300 zł w górę na dość krótki okres użytkowania może być dla wielu rodziców poważną wadą). Ze względu na swoją kompaktowość niektóre niemowlęta czują się w nim znacznie lepiej niż w klasycznym – dużym jak dla nich – łóżeczku. Plus za łatwość przenoszenia w różne części mieszkania. Ponoć sporo koszy Mojżesza w dobrym stanie krąży na rynku wtórnym – warto się rozejrzeć na portalach z lokalnymi ogłoszeniami.

Baby box

Inspirowane fińską tradycją pudełko z kartonu z materacykiem, które posłuży dziecku aż do osiągnięcia przez nie masy 9 kg lub długości ciała 70 cm. Finowie dostają je po porodzie w ramach wyprawki – idea powstała, gdy śmiertelność noworodków z powodu spania w bardzo nieodpowiednich dla nich miejscach zaczęła niepokoić władze kraju. Ze względu na wymiary, wagę i łatwość transportu atrakcyjne dla często podróżujących rodzin. W Polsce to na razie dość egzotyczna propozycja (zwłaszcza, gdy spojrzymy na cenę…) – pokazuję ją raczej w ramach ciekawostki, bo nie spotkałam się dotychczas z baby box na żywo. Mam trochę problem z marketingiem wokół tego produktu, sugerującym, że w Finalandii niski odsetek SIDS udało się uzyskać dzięki temu, że mamy nie śpią z dziećmi w łóżku (to nieprawda – bezpieczne współspanie nie zwiększa ryzyka śmierci łóżeczkowej).

Lulu Baby Box

 

Montessori floor bed

To nie konkretny mebel, a raczej pewna idea. W metodzie Marii Montessori zakłada się odpowiednie przygotowanie otoczenia, promującego aktywność i samodzielność dziecka. Stąd najmłodsze niemowlęta śpią w koszach i kołyskach, a te już bardziej mobilne (sześcio- czy dziewięciomiesięczne) są przenoszone na materac na bardzo niskiej ramie lub położony bezpośrednio na podłodze.  Dlaczego nie do normalnego łóżka z barierką? Chodzi o to, aby dziecko mogło samodzielnie wstawać i wchodzić, gdy będzie tego potrzebowało. Nie udało mi się znaleźć tak niziutkiej ramy, jak na zdjęciach z zagranicznych portali – jeśli ktoś z Was widział takie w sklepach online, proszę o link w komentarzu! (Czytelniczki z Włoch mogą popatrzeć na asortyment tworzącej meble dla pokojów w stylu Montessori firmy Woodly)

EDIT: Polska firma MaMo robi takie łóżeczka

 

 

 

 

 

 

 

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując meble, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

 

Chcesz się dowiedzieć jak zmniejszyć ryzyko SIDS? Sprawdź szkolenie „Jak zapobiegać śmierci łóżeczkowej".