Książka „Rozszerzanie diety niemowląt”- start przedsprzedaży!

To już! Pierwsza książka Wydawnictwa Wymagające jest do kupienia od dzisiaj!

ZAMAWIAM KSIĄŻKĘ!

Książka dotyczy rozszerzania diety niemowląt i zgodnie z aktualną wiedzą odpowiada na wszystkie możliwe pytania, które możesz mieć: 

  • kiedy zacząć rozszerzanie diety?
  • jak się przygotować?
  • co podać najpierw?
  • jak bilansować posiłki dziecka?
  • czego nie mogą jeść niemowlaki? 
  • …i jak pozbyć się plam z ubranek dziecięcych…

TUTAJ możesz pobrać spis treści oraz darmowy rozdział próbny „Wielkość porcji”.

Książkę napisałam wspólnie z trzema dyplomowanymi dietetyczkami: Mają Lech-Fitowską, Darią Matyjak i Marzeną Szpak. Wszystkie prowadzą projekt Mamada Dietetyka. Dzięki ich wiedzy oraz doświadczeniu udało nam się stworzyć pierwszą na rynku i póki co, jedyną książkę zawierającą najświeższe zalecenia żywieniowe dla niemowląt – te opublikowane w styczniu 2021 r., czyli sprzed zaledwie 2 miesięcy.

Jest to także jedyna książka o rozszerzaniu diety, której treść konsultowana była z psychodietetyczką, fizjoterapeutką, logopedką oraz przyszłymi mamami.

Przedsprzedaż zakończona.

Wnętrze poradnika możesz też podejrzeć TUTAJ.

 

Jak zwykłe śniadanie wpływa na moją ZŁOŚĆ?

Jak zwykłe śniadanie wpływa na moją ZŁOŚĆ?

 

Dlaczego codziennie jem na śniadanie to samo? I w jaki sposób sprawia to, że w ciągu dnia mniej się złoszczę?

Jedzenie codziennie identycznego śniadania z punktu widzenia dietetyków nie jest najmądrzejszym rozwiązaniem. Zdaję sobie sprawę, że dieta powinna być różnorodna. Wiem, że niektórym jedzenie każdego poranka tych samych produktów szybko by się znudziło. Ale zachęcam, żebyś się na chwilę zatrzymała zanim odrzucisz taką możliwość. Z punktu widzenia matki małego dziecka lub – jeszcze bardziej – dzieci, decyzja podobna do mojej może okazać się wyjątkowo dobrym rozwiązaniem.

Każdy człowiek rozpoczyna dzień z określonym zapasem energii mentalnej. Jej startowa ilość zależy od naszego temperamentu, stanu zdrowia i samopoczucia. Gdy jesteśmy wypoczęci, wyspani i bez wielu zmartwień, tej energii jest całkiem sporo. Niewyspanie, trudna sytuacja rodzinna czy najdrobniejszy ból obniża jej poziom. Mówimy wówczas, że po kilku godzinach brakuje nam cierpliwości. Wkrada się irytacja lub przeciwnie – marazm.

Jedną z rzeczy, które zużywają sporo codziennej energii, jest podejmowanie decyzji. Każda decyzja, która wymaga naszego świadomego namysłu, wyczerpuje zapasy. I nie chodzi tylko o ważne życiowe decyzje (bo takich zwykle nie podejmuje się na co dzień), ale o każdy drobiazg, któremu musimy poświęcić uwagę.

Wybór pt. „Co dzisiaj na śniadanie?” również.

Problem polega na tym, że wraz z pojawieniem się dziecka liczba podejmowanych przez Ciebie dziennie decyzji dramatycznie rośnie. Zajmujesz się nie tylko zarządzaniem swoim czasem i wyborami, ale także sprawami dotyczącymi malucha. W co ubrać siebie, a w co jego? Co każde z nas zje na śniadanie? A co na drugie? Dokąd pójdziemy? Co kupimy? Co ugotuję? I o której?

I podczas gdy liczba decyzji rośnie, nie idzie to w parze ze wzrostem ilości energii potrzebnej na ich podejmowanie. Wręcz przeciwnie, w wielu przypadkach zmęczenie czy przebodźcowanie związane z opieką nad dzieckiem sprawia, że energii jest mniej niż zwykle. A to oznacza, że kończy się szybciej niż zwykle.

Na pełnej wjeżdża wtedy zmęczenie decyzyjne, objawiające się marazmem („jest mi totalnie wszystko jedno”) lub przeciwnie – złością. Świat ma bowiem totalnie gdzieś to, że podjęłaś dziś od 6.00 rano milion mniej i bardziej  istotnych decyzji, które sprawiają, że Twój dom jako tako funkcjonuje. Inni ludzie lub tzw. żyćko wymaga o tej 18:00 (i później) podejmowania kolejnych i dokonywania kolejnych wyborów, na które brakuje Ci już energii. Zaczynasz się irytować lub nawet krzyczeć na swojego partnera_kę, który w dobrej woli pyta, jaką herbatę Ci zrobić. Wściekasz się, że dziecko nie chce samo wyjść z kąpieli, a jednocześnie nie możesz się zdecydować, czy ma tam siedzieć jeszcze pół godziny i dać Ci spokój, czy spróbować położyć je wcześniej, żeby dało Ci spokój. Kiedy już zaśnie, siedzisz jak zombie z telefonem w ręku, nie mogąc podjąć decyzji, czy odpuścić i zanurzyć się z przyjemnością w serial, czy się pouczyć, czy posprzątać.

 

Jak żyć?

Uświadom sobie przede wszystkim, że ilość energii jest skończona. Czyli w pewnym momencie dnia wyczerpuje się. Tym szybciej, im więcej decyzji od rana podjęłaś.

Pamiętaj też o tym, że z setek podejmowanych przez Ciebie każdego dnia decyzji tylko część ma realne znaczenie dla zdrowia, życia i rozwoju Twojego i Twojej rodziny.

Wniosek?

PRZESTAŃ ZUŻYWAĆ ENERGIĘ NA PIERDOŁY!

Jeśli chcesz, żeby Twoja „cierpliwość”, energia, możliwość podejmowania (dobrych, a nie jakichkolwiek) decyzji wystarczyła do końca dnia, zacznij myśleć o niej jak o skończonym zasobie. Jak o pieniądzach – jeśli wydasz się rano na głupoty, to wieczorem będziesz już spłukana. Zwłaszcza, gdy to będzie jeden z tych dni, w trakcie których nie możesz odrobić trochę forsy w ciągu dnia. Oszczędzaj więc na ważne dla Ciebie rzeczy!

W praktyce?

  • Zastanów się, czy są codziennie powtarzalne czynności, które możesz zautomatyzować. Czy są decyzje, które możesz po prostu przestać podejmować. Możesz tak jak ja jeść od kilku lat codziennie na śniadanie to samo (mleko z płatkami bez cukru, liofilizowanymi owocami i siekanymi orzechami). Jedna decyzja dziennie mniej. Możesz jak szef Facebooka tak znacząco uprościć swoją garderobę, by nawet zakładając na siebie ubrania z zamkniętymi oczami, wszystko do siebie pasowało…
  • … albo przygotuj ubrania wieczorem. Dla dziecka też. W lepszych momentach, gdy masz nieco więcej energii, zaplanuj działania na kolejne dni. Zaplanuj i zapisz jadłospis na cały tydzień. Wypisz zadania do zrobienia na kolejny dzień i ustal, w jakiej kolejności je wykonasz. Nie zużywaj energii na drobne decyzje, gdy już masz zająć się zadaniem.
  • Ogranicz liczbę wyborów. To nieintuicyjne, ale wiemy z badań dotyczących biznesu, że zbyt duży wybór sprawia, że ogarnia nas paraliż decyzyjny. Gdy możliwych opcji jest zbyt dużo, często przytłacza nas to i niejednokrotnie sprawia, że całkowicie rezygnujemy z podejmowania decyzji. Znasz tę sytuację, kiedy otwierasz lodówkę pełną jedzenia i wielość opcji sprawia, że zamykasz ją z hasłem „nie mam co jeść”? Ustal więc sama ze sobą, że kupujesz rzeczy tylko w 3 bazowych kolorach i tylko z bawełny lub wiskozy. Zredukuj liczbę t-shirtów w szafie. Puszek z muesli w szafce. Kubków na kawę. Zabawek w polu widzenia dziecka.
  • Deleguj. Oddaj podejmowanie wszystkich decyzji, których Ty nie musisz podejmować, innym osobom. Pozwól, by dziecko zdecydowało co zje (to zakłada pochowanie poza jego dostępem lub niekupowanie rzeczy, których nie chcemy, żeby jadło, ale my chcemy jeść ;)), na czym zje, co wypije. W co się ubierze i jakie spinki wepnie we włosy. Może się okazać, że oddanie kontroli nad wieloma aspektami życia, które do tej pory kontrolowałaś, jest dla Ciebie źródłem napięcia. Możesz oddawać te decyzje pomalutku, po jednej i patrzeć, jak Ci z tym. I jak z poziomem Twojej energii i Twoją „nieuzasadnioną” złością popołudniu czy wieczorem.

 

Zapisz się na listę zainteresowanych dołączeniem do kolejnej edycji kursu dr Jagody Sikory „Złość dziecka i rodzica. Self-regulation w praktyce.”

Czy mama może się złościć?

Czy mama może się złościć?

 

Marzec to miesiąc, w którym, oprócz wydawania pierwszej książki, zaopiekujemy w Wymagające złość.

Z okazji Dnia Kobiet poprosiłam dr Jagodę Sikorę, ekspertkę Self-Reg, doktor psychologii, która stworzyła całościowy kurs online Złość dziecka i rodzica. Self-regulation w praktyce, o krótki komentarz, który będzie skupiał się na kobietach. I kobiecej złości.

 

Czy mama może się złościć?

Wiele z nas wychowywało się z przekonaniem, że złoszczenie się nie jest dobre. Grzeczne, dobre dziewczynki nie złoszczą się. A jeśli już coś je zdenerwuje… to do perfekcji powinny opanować umiejętność tłumienia.

Część małych dziewczynek dzięki takiemu przekazowi rozwijała umiejętności pomijania własnych emocji, nieszanowania własnych granic. To nie sprzyjało ani umiejętnościom regulacji emocji, ani zwiększenia samoświadomości.

I tak część z nas funkcjonowała długo, aż do czasu kiedy pojawiło się w naszym życiu dziecko. Macierzyństwo zmienia wiele, weryfikuje, uczy… rozwija… i często konfrontuje nas z ogromem emocji. Czasem jest ich tak dużo, że nawet supersprawne klocki hamulcowe nie dają rady.

 

Emocje, które tak świetnie były kamuflowane, wychodzą na światło dzienne i pojawia się wiele pytań. Pojawiają się myśli:

 

“Jak to jest się złościć?” 

“Czy złość jest dobra?” 

„Czy ja mogę się złościć?”

 

Każdy z nas odczuwa złość. Złość jest ważnym sygnałem, który informuje nas na przykład o tym, że ktoś przekroczył nasze granice. Może informować nas o przeciążeniu, zmęczeniu. Jest dzwonkiem alarmowym, który może wołać: “Heeej! Sprawdź co u siebie?!”

 

Nie jest łatwo takie pytanie zadawać. Nie jest też łatwo na nie odpowiedzieć. Zmiana starych schematów wymaga czasu. Jeśli kiedyś dużo emocji tłumiłaś, warto dać sobie czas na to, żeby z nimi na nowo się oswoić.

 

Odpowiadając na pytanie: Czy mama może się złościć?, mówię: Tak!

Złość nie jest zła. Jest neutralną emocją. Możemy pod wpływem złości podejmować różne strategie, które będą dla nas bardziej lub mniej wspierające. Możemy też pod wpływem złości robić rzeczy, które będą krzywdzić innych, a możemy działać tak, że nikt na tym nie ucierpi. To nie zmienia faktu, że sama złość jest zawsze w porządku. Możemy czuć złość i to zawsze jest ok!

Kiedy poczujesz złość, nie tłum jej, tylko zatrzymaj się i poczuj. Jeśli jest Ci trudno, bo napięcie jest bardzo wysokie, spróbuj zatrzymać się na tu i teraz. Możesz wziąć kilka głębokich wdechów, skoncentrować się na czynności, którą wykonujesz albo policzyć, ile w danym pokoju znajduje się żarówek. Potem możesz wrócić do tego, co poczułaś. Zastanowić się nad tym, w jaki sposób odczuwałaś złość. Oswajanie się ze złością to proces, droga, czas. 

 

Zapisz się na listę zainteresowanych dołączeniem do kolejnej edycji kursu dr Jagody Sikory „Złość dziecka i rodzica. Self-regulation w praktyce.”

Wydawnictwo Wymagające – uchylam rąbka tajemnicy!

Godzina zero już tuż-tuż! Za chwilę w ruch pójdą maszyny drukarskie i pierwsza książka z założonego przeze mnie wydawnictwa ujrzy światło dzienne.

Ale po kolei!

Dzięki prowadzeniu Wymagające.pl otrzymałam propozycję wydania książki od wszystkich największych wydawców w Polsce. Bardzo świadomie odmawiałam, ponieważ wiedziałam, że gdy przyjdzie czas na dzielenie się wiedzą w formie książki, będę to chciała zrobić na własnych warunkach. Dbając nie tylko o aktualną, merytorycznie poprawną treść, ale także o każdy wizualny szczegół, w tym okładkę, fotografie, ilustracje czy jakość papieru.

Założyłam więc Wydawnictwo Wymagające i samodzielnie wydaję właśnie pierwszą książkę, której jednocześnie jestem współautorką.

Przez kilka miesięcy pracowałyśmy wraz z 3 dietetyczkami, prowadzącymi projekt Mamada dietetyka, Mają Lech-Fitowską, Darią Matyjak i Marzeną Szpak nad wyjątkową książką „Rozszerzanie diety niemowląt”. Książką, w której znajdziesz odpowiedź na wszystkie pytania dotyczące rozszerzania diety. Jedyną na rynku książkę o rozszerzaniu diety zawierającą najnowsze zalecenia żywienia opublikowane w 2021 roku!

To książka, którą napisałyśmy dla mnie sprzed 6 lat.

Zimą 2015 roku podałam mojej Córeczce jej pierwszą marchewkę. Znacznie później dowiedziałam się, że marchewka jest symbolem rozszerzania diety, choć nie mamy żadnych dowodów na to, że to właśnie ona powinna być podana jako pierwsza. Po tygodniach przerabiania tragicznie zaplamionych bodziaków na szmatki przeczytałam na forum, że plamy z marchewki schodzą bez problemu, gdy wysuszy się je bezpośrednio na słońcu. W 2015 roku nie wiedziałam, że niemowlęta mogą być wegetarianami ani że surowe kiełki nie są najlepszym dodatkiem do kanapek, nawet po pierwszych urodzinach. Podawałam sumiennie suplement z witaminą D, bo nikt mi nie powiedział, że istnieją leki z tą witaminą – i są nie tylko tańsze niż suplementy, ale także podlegają surowszym regulacjom.

A przecież byłam świadomą, dokształcającą się matką!

Jak to się stało, że mimo przeglądania niezliczonych stron internetowych i wertowania standardów żywienia niemowląt, moja wiedza była fragmentaryczna, a ja w tym całym zamieszaniu zwanym “rozszerzaniem diety” zagubiona i niepewna? Teraz wiem, że brakowało mi JEDNEGO MIEJSCA, w którym poznam obiektywne informacje o obu metodach rozszerzania diety. Miejsca, w którym znajdę nie tylko aktualną wiedzę o bilansowaniu posiłków, produktach zakazanych oraz wielkości porcji, ale także praktyczne porady związane z podawaniem posiłków uzupełniających czy wsparcie w zrozumieniu emocji – dziecka i moich – pojawiających się przy rozszerzaniu diety.

Dlatego zaprosiłam trzy dyplomowane dietetyczki do stworzenia tego MIEJSCA: poradnika z jednej strony opartego o najnowsze Standardy żywienia niemowląt z 2021 roku i wyniki badań naukowych, z drugiej zaś pełnego rodzicielskich life-hacków, spokoju i empatii. Nie waham się napisać, że jest to jedyna książka dotycząca rozszerzania diety, przy której pisaniu konsultacji udzieliły nie tylko specjalistki z zakresu psychodietetyki – Małgorzata Talaga-Duma (Jedz z głową.pl), fizjoterapii – Małgorzata Paleczny (Mama Fizjoterapeuta.pl) czy logopedii  – Urszula Petrycka-Fruga (Kiedy do logopedy.pl), ale także przyszłe mamy – Ania i Justyna – dla których ten poradnik był pierwszym spotkaniem z żywieniem niemowląt w ogóle.

Do zdjęć zamieszczonych w książce, a wykonanych przez Elizę Winowicz, pozowały nam podczas specjalnej sesji we Wrocławiu trzy wspaniałe niemowlaki, dzieci mam z facebookowej grupy Wymagające.pl – Lila, Liwia i Leon (który znalazł się też na okładce jako przykład najczystszej frajdy ze spożywania stałych posiłków ;).

Cudne ilustracje na nasze zamówienie stworzyła Julita Rot:

 

Na spacer z dwójką

Na spacer z dwójką

 

 

Dziś oddaję łamy mojego bloga mojej współpracowniczce, Inie, matce dwójki i Wam, którzy na Instagramie dzieliliście się radami dotyczącymi wychodzenia na zimowej spacery z więcej niż jednym dzieckiem!

Wszyscy mamy jakieś wyobrażenie o rodzicielstwie i dzieciach. Dodatkowo media fundują nam obraz, jakby to była przysłowiowa kaszka z mleczkiem. Nikt nie informuje nas jak to może naprawdę wyglądać. A wygląda trochę śmiesznie, trochę strasznie!

Wiadomo jak przedstawiane jest na stockowych zdjęciach rodzicielstwo co najmniej dwójki dzieci. Oni siedzą na dywanie bawią się, dajmy na to klockami, wspólnie coś budują. Jest śmiech i radość, poklepywanie się po pleckach, a może nawet braterskie lub siostrzane wsparcie, pomoc przy włożeniu klocka. Ty za to w tym czasie, pijesz CIEPŁĄ kawę i odpoczywasz ze wzruszeniem, patrząc jak dzieci bawią się ze sobą i gratulując sama sobie za tę wspaniałą decyzję urodzenia dwójki dzieci z małą różnicą wieku. 

Ten obrazek to jednorożec wielodzietnego rodzicielstwa. Z reguły, niestety, wygląda to nieco inaczej. Starszy przez przypadek a może nawet i celowo potrącił młodszego, który to w odwecie, rzuca klockiem w starszego trafiając do prosto w OKO! Nikt już z nikim nie chce się bawić. Jeden płacze, bo go boli oko, a drugi płacze, bo przecież ten pierwszy płacze, a w ogóle to ktoś go popchnął, może nawet i niechcący, ale jednak popchnął i TO BOLI!

Oczekiwania vs rzeczywistość jeszcze nie koniec. Przecież jesteś odpowiedzialną matką, więc codzienna porcja ruchu na świeżym (ekhm) powietrzu musi być. Nie pomijajmy wyjścia na spacer z co najmniej dwójką dzieci. Wiadomo, że one nie będą czekać jak na filmach: w szeregu, z uśmiechem na ustach, aż ty założysz najmłodszemu buty, kurtkę, czapkę, rękawiczki i szalik. Taaak, wychodzicie Twoją ulubioną porą roku, czyli zimą! Na samą myśl o tym oblewa Cię pot. Dlaczego za każdym razem jest tak samo? Dlaczego nie możecie ubrać się i wyjść bez płaczu i awantur? Jak normalni ludzie?! Czy Ty serio żądasz zbyt wiele od życia?! Bo prawda jest taka, że oczywiście, że mimo wcześniejszego przypominania, właśnie TERAZ starszemu zachciało się siku, więc trzeba go rozebrać. Najmłodszy siedzi już spocony i płacze, bo gorąco. Ten, co mu się chciało siku, też już płacze, bo nie może rozpiąć spodni narciarskich, a BARDZO CHCE MU SIĘ SIKU. I nie ma znaczenia, że 5 minut wcześniej pytałaś się go czy chce siku, bo przecież wtedy mu się nie chciało. A co ze średnim dzieckiem? Dałaś mu do zabawy tubkę z kremem na mróz, żeby czymś go zająć i teraz już wiesz, że Twoje drzwi, oraz inne meble, mogą spokojnie iść z Wami na spacer zabezpieczone kremikiem! Wtedy właśnie masz dosyć tego spaceru, a jeszcze na niego nie wyszłaś i zastanawiasz się co właściwie się stało i dlaczego Ciebie to spotyka! Finalnie wszyscy płaczecie, ale idziecie na ten cholerny spacer. 

I teraz już wiesz, że oczekiwać możesz nawet i jednorożca… tylko raczej dostaniesz, zdezelowanego konia na biegunach, być może bez płóz. Ale żeby nie było tak pesymistycznie na koniec, to specjalnie dla Ciebie, zrobiłyśmy burzę mózgów. W powietrzu czuć niby wiosnę, ale jeszcze przez co najmniej kilka tygodni nie uda się zrobić tak, żeby wyszli w tym, w czym stali.

Oto kilka rad i antyrad na sprawne wychodzenie z domu z minimum dwojgiem dzieci, co jest porównywalne z wejściem na K2 BEZ TLENU:

  • Ty ubieraj się na końcu – zgrzana matka lub ojciec to prosta droga do poddenerwowania. Inni żonglują ubieraniem w zależności od wrażliwości na ciepło lub ogólnego stanu ducha – te najbardziej zirytowaną część rodziny ubierając najpóźniej.
  • Nosidło lub chusta – zapakowanie tam młodszego dziecka. Jeśli to Twój pierwszy sezon chustowy ever, bo przy starszaku nie korzystałaś, pooglądaj bluzy i kurtki do noszenia dziecka. Supersprawa.
  • Pomóż ubrać się starszemu i pootwieraj wszystkie okna albo wygoń na balkon, klatkę albo ogród. Metodę można dostosowywać od miejsca zamieszkania i wieku, wiadomo że musi być bezpiecznie. Mniej zgrzany starszak, 100 punktów do spokoju wszystkich.
  • Można też wcześniej przygotować ubrania, siebie, torby, generalnie zorganizować rzeczywistość tak, by po ubraniu dzieci być już gotowym do wyjścia (konia z rzędem, komu nie cisnęły się na usta przekleństwa szukając rękawiczek?).
  • Patent z przedszkola: można jedną część garderoby zakładać wszystkim, z hasłem „a teraz wszystkie dzieci zakładają buty”.
  • Nie ma takiej kasy, której nie warto wydać na ubrania ułatwiające ubieranie, typu komin czy kominiarka.
  • Polecamy też ubieranie najcieplejszych części ubrań już przed samymi drzwiami wyjściowymi z klatki.
  • Niektórzy z Was jako najskuteczniejszą metodę polecają przewagę liczebną dorosłych albo przynajmniej wyrównanie sił w postaci jednego dorosłego przypadającego na jedno dziecko i to chyba jest najlepszy sposób pomimo, że najmniej realny.

Nie polecamy (ale zdarzało nam się korzystać):

  • Przekupstwo jedzeniem – wiadomo, chrupki kukurydziane górą! Są dwa typy rodziców: ci, którzy chrupią je razem z dziećmi i ci, którzy się do tego nie przyznają!
  • Szantaż – bardzo tego nie lubimy ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten co przy -10 stopniach upocony do majtek włącznie nie powiedział „albo założysz te spodnie narciarskie, albo nigdzie nie idziesz”!
  • Ostatnia rada: po prostu zostańcie w domu, dzisiaj nigdzie nie musicie wychodzić! Bądźcie dla siebie wyrozumiali <3

Na Wasze rady czekamy w komentarzach – podzielcie się swoimi lifehackami!

 

Masz więcej niż jedno dziecko lub spodziewasz się rodzeństwa dla swojego malucha?
Kliknij w obrazek i zapisz się na listę zainteresowanych kursem: