Dziecko dwujęzyczne – wywiad z logopedą Katarzyną Czyżycką

Dziecko dwujęzyczne – wywiad z logopedą Katarzyną Czyżycką

 

Zerknięcie w statystyki uświadomiło mi, że wśród Czytelników bloga jest sporo rodziców mieszkających w innych niż Polska krajach. Poza tym niejednokrotnie na fanpage’u zauważyłam komentarze od rodziców (z nietypowo brzmiącymi nazwiskami), wychowujących dzieci w ojczystym kraju z obcokrajowcem. Dlatego postanowiłam pochylić się nad zagadnieniem dwujęzyczności i poprosiłam o rozmowę jedną z najlepszych ekspertek w tej dziedzinie.

Katarzyna Czyżycka jest logopedą, pracuje jako terapeuta z dziećmi od ponad 10 lat. Jest autorką serii ośmiu książek dla małych dzieci o przygodach Pumy PiMi, poświęconych nauce czytania według metody symultaniczno-sekwencyjnej.

Od 2012 roku pracuje jako logopeda dzieci dwujęzycznych oraz nauczyciel języka polskiego jako drugiego. Jest terapeutą dzieci niemówiących, dzieci z każdym opóźnieniem w rozwoju mowy niezależnie od przyczyny tego opóźnienia, dzieci z wadami wymowy. Współpracuje z logopedami z całego świata po to, by jeszcze lepiej poznać drugi język dziecka. Pomaga dzieciakom myśleć i mówić po polsku. Jest autorką portalu CentrumGloska.pl

 

Magdalena Komsta: Jakie są plusy wielojęzyczności?

Katarzyna Czyżycka: Większość dzieci dwujęzycznych ma większe predyspozycje do tego, żeby stać się przede wszystkim osobami bardziej kreatywnymi. Dziecko dwujęzyczne może mieć większą możliwość wyrażenia swoich uczuć dlatego, że dysponuje większym zasobem słów. Wielojęzyczność opóźnia pojawienie się chorób neurodegeneracyjnych. Poprawia szybkość uczenia się i myślenie przyczynowo-skutkowe. Ale wychowanie w dwujęzyczności wymaga od rodziców wytrwałości, samozaparcia i energii.

MK: Czy to prawda, że dzieci dwujęzyczne zaczynają mówić później?

KC: Nie. Mit się wziął z lat 60. XX wieku. Po raz pierwszy zaczęto badać dzieci dwujęzyczne w Stanach Zjednoczonych w dzielnicy meksykańskiej. Były to dzieci imigrantów, którzy całymi dniami pracowali w fabrykach –  wskutek czego te dzieciaki wychowywały się na ulicy. Nikt z nimi nie rozmawiał, nie stymulował rozwoju mowy – i ta mowa faktycznie rozwijała się później niż przeciętnie. Działo się tak z powodu środowiska, w którym wyrastały, a nie z samej dwujęzyczności. Najnowsze badania wskazują na to, że dzieci wielojęzyczne nie mają opóźnień w rozwoju mowy.

MK: Jak w takim razie wygląda rozwój mowy dzieci dwujęzycznych? Czy dwa języki rozwijają się równolegle ze sobą? Czy są w jakiś sposób wymieszane?

KC: Każde dziecko w pewnym momencie swojego życia zaczyna głużyć – to re wszystkie słynne agrhh. Potem gaworzy, czyli powtarza sylaby mamamama, babababa. I to robi każde dziecko z wyjątkiem dzieci głuchych, które nie gaworzą. Na pierwsze urodziny powinniśmy usłyszeć 3 słowa. Chodzi o 3 słowa niezależnie od języka, czyli jeżeli dziecko jest anglo- i polskojęzyczne, to szukamy w sumie 3 słów z obu języków: może być jedno słowo polskie i  dwa słowa angielskie. Mają to być 3 słowa, które są zrozumiałe dla osób bliskich dziecku, na przykład mamy, taty czy niani. W wieku 2 lat dziecko dwujęzyczne składa pierwsze proste zdania. Takie zdanie to jest na przykład Mama am. Do drugiego roku życia rozwój mowy wygląda tak samo, jak u dziecko jednojęzycznego. Różnica jest taka, że języki mogą się mieszać ze sobą. Natomiast później następuje wyraźniejszy przyrost słownictwa w jednym z języków.

MK: W którym?

KC: Najczęściej w tym, którego dziecko ma więcej. Bywają takie sytuacje, że maluch jest w przedszkolu angielskim 3 godziny dziennie, a z polskojęzyczną mamą 8 godzin dziennie. I mimo to dziecko będzie miało większy zasób słownictwa angielskiego, bo wyrazy w języku angielskim są krótsze niż w polskim. Z językiem niemieckim będzie odwrotnie, bo ma z kolei dłuższe wyrazy niż polski. Niemal nigdy nie jest natomiast tak, że przyrost słownictwa jest taki sam w obu językach. Prawie zawsze któryś język wyprzedza drugi i tak się dzieje tak naprawdę aż do końca życia osoby dwujęzycznej. Jest bardzo mało osób, które są w tak zwanej dwujęzyczności zrównoważonej pod kątem leksykalnym – czyli, że mają taki sam zasób słownictwa w obu językach. Tu, gdzie jest więcej bodźców językowych, ten język rozwija się szybciej.

MK: Kiedy dziecko powinno przestać w jednym zdaniu mieszać słowa z jednego języka ze słowami z drugiego?

KC: Tutaj trzeba odróżnić dwa pojęcia. Mieszanie i przełączanie. Dziecko całe życie ma prawo mieszać języki, czyli mówić dwa wyrazy w różnych językach w jednym zdaniu, jeśli rozmawia z osobą, która zna oba te języki. Natomiast jeżeli chodzi o przełączanie kodu, to ok. 4 r.ż. powinna nastąpić świadomość, że jeżeli babcia nie mówi po angielsku, to dziecko musi do niej mówić po polsku. Może wtrącać pojedyncze słowa np. po angielsku, jeśli nie zna ich po polsku, ale generalnie starać się mówić w języku znanym osobie, z którą rozmawia.

MK: Interesuje mnie nauka czytania i pisania. Czy powinna iść ona równolegle w obu językach?

KC: Uważam, że są dwie drogi. Pierwsza to nauka równolegle, w obu językach. Druga opcja jest taka, że język mniejszościowy (czyli np. polski, jeśli rodzice mieszkają zagranicą) w tym wypadku powinien iść pierwszy, a potem język kraju. Nigdy odwrotnie. Dlaczego? To jest dość proste. Dziecko uczy się np. po angielsku czytać w przedszkolu. Po ok. 10-12 miesiącach nauki, powinno czytać całkiem płynnie czytać fajne teksty. Wyobraźmy sobie, że to dziecko teraz, w tym momencie, kiedy czyta świetnie teksty tak jak koledzy, ma zacząć się uczyć od zera czytać po polsku. I to infantylne teksty w stylu Ala ma kota. Nie ma motywacji, bo po angielsku już śmiga. Jeśli to zrobimy odwrotnie, czyli w wieku 6 lat płynnie czyta po polsku, ale dopiero się uczy po angielsku to uczy się równo z kolegami. Jest na tej samej pozycji.

MK: Czy warto jest, mieszkając za granicą, mówić do dziecka w języku ojczystym? Czy warto jest mówić do dziecka w języku polskim, jeżeli na przykład tata dziecka jest Niemcem, mieszkamy w Niemczech, dziecko chodzi do niemieckiego żłobka, przedszkola, mama też zna niemiecki. Czy ona w ogóle powinna ten język polski wprowadzać? Jeżeli tak, to kiedy?

KC: Mówić po polsku, od początku. Emocje zwykle najłatwiej wyraża się w ojczystym języku. Żeby zbudować dobrą relację z dzieckiem, powinniśmy mówić do dziecka tym językiem, w którym czujemy się w stu procentach swobodnie. Znakomita większość z nas swobodnie czuje się tylko i wyłącznie w języku ojczystym, chyba że rodzic też jest osobą dwujęzyczną. Wtedy może wybrać, w jakim języku mu łatwiej. Ja jestem za tym, żeby mówić po polsku. Poza tym, język rozwija nam mózg.

MK: Jak wspierać naukę języka polskiego jeżeli mieszka się poza Polską? Poza mówieniem do dziecka w języku polskim. Czy są jakieś sposoby, jakieś techniki, jakieś strategie? Czy na coś powinniśmy specjalnie zwrócić uwagę?

KC: Pamiętajmy o tym, że języka uczymy się tylko i wyłącznie wtedy ,kiedy jest nam on użyteczny. To znaczy, że nie wystarczy do dziecka mówić. Trzeba z dzieckiem rozmawiać w tym języku. Nawet z takim maluszkiem, któremu mówimy zwykłe aghh i czekamy na jego odpowiedź. Potem, kiedy dziecko podrośnie, warto poszukać w swojej okolicy innych osób, które mówią po polsku. Tutaj świetnie sprawdzają się przedszkola i szkoły polonijne, te sobotnie. Ja wiem, że wielu rodzicom trudno jest wstawać w soboty i wozić dzieci. Ale pamiętajmy o tym, że dobrze jest przyswajać język od wielu osób, a taka szkoła polonijna to nie tylko nauczyciele, ale też inne dzieci, które też będą mówiły po polsku. Fajnie jest wysyłać dzieci na kolonie do Polski.

MK: A co z książkami i bajkami, wykorzystywaniem multimediów? Wiem, że logopedzi nie są specjalnymi przyjaciółmi multimediów.

KC: Ja też nie jestem. Jeśli chodzi o książki, to oczywiście tak. Na początku opowiadajmy co się dzieje na obrazkach, a potem dopiero czytajmy. Mediów elektronicznych unikajmy co najmniej do 2 roku życia. Możemy stosować od 4-5 roku życia i to towarzysząc dziecku, opowiadając mu, co się dzieje na ekranie.

MK: Jeśli rodzina na stałe przeprowadza się za granicę i dziecko ma tam pójść do żłobka czy przedszkola – czy rodzice powinni w jakiś sposób je przygotowywać?

KC: Wszystko zależy od tego, ile lat ma dziecko. Jeżeli dziecko jeszcze nie mówi nauczymy takiego malucha podstawowych słów typu pić, jeść, siusiu. To wystarczy na początek żeby  dziecko mogło komunikować podstawowe potrzeby i czuło tam bezpieczne. Natomiast jeżeli mówimy o dzieciach, które już mówią po polsku i dopiero wyjeżdżają, przygotujmy im specjalny zeszycik. W zeszyciku wklejamy zdjęcia albo obrazek na przykład sedesu z kupą i można to też podpisać w obcym języku. Dziecko idzie do przedszkola uzbrojone w taki zeszyt i kiedy potrzebuje, pokazuje pani, co się dzieje. Pani odczytuje głośno, dziecko uczy się i po jakimś czasie ten zeszyt przestaje być potrzebny. Pięciolatek po 6 miesiącach jest w stanie się skomunikować na dobrym poziomie.

MK: Porozmawiajmy o komunikacji między rodzicami. Jeżeli nie są tej samej narodowości, to w jakim języku powinni mówić do dziecka: własnym, czy takim, który rozumieją oboje rodziców?

KC: To metoda OPOL – one person, one language. Mama mówi po polsku, tata mówi po duńsku, mimo że ze sobą rozmawiają po angielsku. Dziecko angielskiego też się z czasem od nich nauczy. Kiedy dziecko jest starsze i we trójkę potrzebujemy coś przedyskutować, przechodzimy na wspólny język.

MK: Zastanawiam się, jak to jest kiedy na przykład nasze dziecko dobrze rozumie oba języki, ale konsekwentnie odpowiada tylko w jednym z nich. Czy w jakiś sposób rodzice powinni na przykład motywować do tego, żeby odpowiadało po polsku, czy powinni to zaakceptować?

KC: Najpierw warto, żeby rodzice zastanowili się, czy naprawdę konsekwentnie mówią do dziecka tylko po polsku. Jeśli nie, to warto jednak zacząć. Natomiast jeśli rzeczywiście mówią, ale dziecko nadal stale odpowiada np. po angielsku, to technika jest dość prosta – to parafrazowanie:

-Chcesz jabłko?

-Yes, i want an apple.

-Ok, dostaniesz jabłko.

Albo na przykład:

-Mama give me that red pencil.

-Dobrze, dam Ci  tę czerwoną kredkę.

Ważne jest to, że 66% dzieci, które właśnie tak się zachowują, ma dysleksję. I pod tym kątem warto te dzieci zdiagnozować. Czy dziecko nie ma problemu z przyswajaniem języka mniejszościowego: rozumie go, ale ponieważ jest trudniejszy, to nie używa w mowie.

MK: Jeśli jesteśmy już przy problemach z rozwojem mowy, to proszę powiedzieć , czy dzieci właśnie dwujęzyczne lub wychowywane w środowisku wielojęzycznym rzadziej mają problemy z rozwojem mowy?

KC: One są rzadziej diagnozowane. Panuje ten mit wielojęzyczności jako przyczyny opóźnienia mowy. Dziecko nie mówi do 4 roku życia? Aaa, bo jest dwujęzyczne. Dziecko nie rozumie w 3 roku życia? Aaaa, bo jest dwujęzyczne. Nie mówi w jednym z języków? Aaaa, bo jest dwujęzyczne i najpierw musi sobie poukładać. I tak dalej, i tak dalej. To nie jest prawda! Jeżeli chodzi o same zaburzenia językowe, to jest dokładnie taki sam procent co u dzieci jednojęzycznych.

MK: Gdzie można szukać pomocy z problemami z rozwojem mowy, jeżeli nie mieszka się w Polsce?

KC: Najpierw do pediatry – ale bywa z nimi różnie. W Anglii na przykład do 4 roku życia praktycznie nie diagnozuje się u dzieci problemów językowych, a to błąd. W przypadku dzieci dwujęzycznych najlepiej szukać pomocy u psychologów i logopedów, którzy pracują stale z dzieciakami dwujęzycznymi. To nie musi być osoba, która pracuje w języku polskim. To może być równie dobrze ktoś, kto pracuje załóżmy po niemiecku i arabsku. Specjalista będzie wiedział, jak sprawdzić rozumienie języka i jak dalej poprowadzić dziecko.

MK: Czy w przypadku dzieci z trudnościami rozwojowymi albo językowymi, na przykład ze spektrum autyzmu albo z dysleksją, powinniśmy unikać dwujęzyczności?

KC: Warto, żeby każdy z rodziców mówił w swoim języku. Natomiast musimy mieć świadomość tego, że to dziecko będzie mówiło prawdopodobnie tylko w jednym języku i to w większościowym, o ile w ogóle będzie mówiło, jeśli mówimy o autyzmie. Ale będzie rozumiało mniejszościowy, czyli na przykład polski, jeśli mieszkamy w Anglii – i to też jest ważne. Dysleksja przeszkadza w uczeniu się kolejnych języków, już tak szkolnie, i tutaj nie warto się spieszyć ani naciskać. Żeby dziecko nie było ciągle sfrustrowane, że nie jest w stanie się nauczyć języka obcego.

MK: Czy może Pani polecić jakieś książki na temat dwujęzyczności, w których warto szukać dalszych informacji?

KC: Dla rodziców jest świetny poradnik Barbary Zurer Pearson „Jak wychować dwujęzyczne dziecko”. Jeśli mówimy o terapeutach, to osobiście uwielbiam czytać książki Janette Paradis oraz prof. Henrietty Langdon, która jest sama dwujęzyczna.

MK: Bardzo dziękuję za rozmowę!

Chcesz otrzymywać darmowe treści o wielojęzyczności? Dołącz do newslettera przygotowanego przez Annę Demirel:

Książki o Rodzicielstwie Bliskości – starsze dzieci

Książki o Rodzicielstwie Bliskości – starsze dzieci

W poprzednim wpisie z tej serii przedstawiłam swoich książkowych ulubieńców dla rodziców niemowląt i dzieci do 2 roku życia. Tym razem przygotowałam propozycje dla tych z Was, którzy są zainteresowani Rodzicielstwem Bliskości, a mają w domu przedszkolaka lub dziecko w wieku szkolnym.

Komunikacja

„Moje dziecko doprowadza mnie do szału” Isabelle Filliozat, wyd. Esprit

Pisałam już o tych tragicznych tytułach i fatalnych okładkach książek dobrej autorki? (tak, tutaj).

Książka ma taką samą strukturę, jak poradnik przeznaczony dla rodziców młodszych dzieci. Po wstępnym rozdziale poświęconym zachowaniom, które często w wieku szkolnym się pojawiają, kolejne rozdziały odnoszą się do przedziałów wiekowych i charakterystycznych dla nich trudności (ośmiolatki, którym często coś wypada z rąk, jedenastolatki i gry komputerowe…). Wszystko w odniesieniu do relacji z dzieckiem oraz wiedzy o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu. Bez rozgadywania się, ale z konkretami.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

Na język polski przetłumaczono jeszcze jedną książkę Filliozat – poświęconą wspieraniu dzieci w przeżywaniu emocji i rozumieniu własnych, rodzicielskich uczuć: „W sercu emocji dziecka”. Również polecam! (papier – KILK!, ebook – KLIK!)

 

„Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Adele Faber, Elaine Mazlish, wyd. Media Rodzina

Poradnik podobny do opisywanego przeze mnie w I części artykułu „Jak mówić, żeby maluchy…” – różnica polega na dopasowaniu przykładów. Ta wersja jest przeznaczona dla starszych przedszkolaków i dzieci szkolnych. “

Prezentuje bowiem w bardzo praktyczny sposób zasady skutecznej i empatycznej komunikacji. Znajdziesz tu konkretne dialogi, przykłady sformułowań, pytań i zachowań podane w przystępnej formie, także komiksowej. Do zainspirowania się, jeśli ktoś zna podstawy, ale nadal brakuje mu narzędzi.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

 

„Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny” Małgorzata Musiał, wyd. Mamania

Gdybym miała powiedzieć, jaką JEDNĄ książkę kupić, mając w domu przedszkolaka, dziecko szkolne lub więcej niż jedno dziecko, bez wątpienia wskazałabym na tę. Bardzo mi brakowało na polskim rynku takiej osadzonej w naszym kręgu kulturowym pozycji, w której krok po kroku za rękę prowadzi nas przez rozumienie Rodzicielstwa Bliskości w praktyce: czym są granice, jak wspierać dzieci w wyrażaniu emocji, skąd się bierze chęć do współpracy, jak rozwiązywać konflikty, także między rodzeństwem, co z karaniem i nagradzaniem.

Od Gosi Musiał przejęłam rewelacyjną strategię na bieżące rozładowywanie napięcia emocjonalnego pt. „śpiewaniem piosenek z brzydkimi słowami w myślach” 😀 Poleciłam ją Wam kiedyś na Facebooku i dajecie znać, że działa 😀

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

 

„Mów, słuchaj i zrozum” Petra Krantz Lindgren, wyd. Mamania

Książka, z której można nauczyć się sposobu komunikacji nazywanego Porozumienie Bez Przemocy (lub NVC – Nonviolent Communication). Na przykładach, które wielu rodziców zna z codziennego życia: dziecko, które chce, żeby mu kupić trzeciego loda; brat, który mówi, że nienawidzi siostry; chłopiec, który nie chce założyć kasku, idąc na rower.

Jeśli sama słyszysz, jak grozisz, straszysz, przekupujesz lub przedrzeźniasz i doprowadza Cię to do szału, bo jedziesz z automatu, choć chciałabyś mówić inaczej, to znajdziesz tu konkretne wskazówki i strategie. Wszystko po to, by wspierać poczucie własnej wartości u dziecka, które czuje się szanowane bez względu na to, co robi.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Jeśli nie kary i nagrody, to co?

Gdy dziecko rośnie, często pojawia się refleksja, czy można je wychować bez karania i nagradzania. I czy te behawioralne systemy wzmocnień i wygaszania można czymś zastąpić. Świetnie z tymi wątpliwościami rozprawiają się dwie książki:

 

„Wychowanie bez nagród i kar” Alfie Kohn, wyd. MiND

Książka, która na części pierwsze rozkłada rzeczywiste, potwierdzone naukowo dalekosiężne skutki stosowania nagród i kar, ale także powody, dla których warunkowanie uwagi wydaje nam się często absolutnie konieczne lub naturalne. Po pierwszej lekturze może się w Was pojawić sporo zdziwienia: jak to, moje zachowania wynikają z lęku? Z nieuświadamianych dotychczas przekonań? Przecież ja naprawdę nie myślę o dziecku w ten sposób!

Ogromny plus za KONKRETNE propozycje „co zamiast” – i uparte dążenie do przedstawienia perspektywy dziecka. To jest książka po której widzi się, jak dużo rodzicielstwo wymaga pracy nad sobą samym, a nie nad dzieckiem.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

 

„Dodaj mi skrzydeł! Jak rozwijać u dzieci motywację wewnętrzną?” Joanna Steinke-Kalembka, wyd. Samo Sedno

Ogromne pozytywne zaskoczenie – po okładce i tytule spodziewałam się czegoś zupełnie innego (wyobraziłam sobie jakieś dopingowanie do osiągania szkolnych sukcesów), a dostałam zwięzły, konkretny i wysycony aktualną wiedzą poradnik nie tylko po motywowaniu (czy raczej towarzyszeniu w rozwoju), ale i o niekaraniu i nienagradzaniu dla rodziców dzieci w wieku szkolnym.

Autorka w umiejętny sposób łączy informacje o rozwoju mózgu i wpływie emocji oraz relacji na działanie z przykładami technik do zastosowania od dzisiaj. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy frustrują się, że „dziecko nie sprząta”, nie che się uczyć, złości się, gdy odnosi porażkę.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

Zrozumieć mózg dziecka

„Self-Reg”Stuart Shanker, wyd. Mamania

Lektura obowiązkowa nie tylko dla rodziców. Nie spotkałam dotąd osoby, której zapoznanie się z pomysłem Stuarta Shankera nie pomogło zrozumieć dziecka i / lub zadbać o samego siebie. Koncepcja jest prosta: każdemu człowiekowi trudno jest być w stanie optymalnego pobudzenia, jeśli oddziałują na niego silne lub przewlekłe stresory – począwszy od biologicznych przez emocjonalne i poznawcze aż po społeczne i prospołeczne. Warto ich poszukać i popracować nad zmniejszeniem ich siły rażenia. Nie zawsze to oznacza, że uda się je usunąć, ale można zastanowić się, co zrobić, by nie rozregulowywały nas lub dziecka tak silnie i na tak długo.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

 

„Zintegrowany mózg – zintegrowane dziecko” Daniel J. Siegel, Tina Payne Bryson, wyd. Rebis

Przypisywanie dzieciom złych intencji jest pozbawione sensu, ponieważ to ich rozwijające się mózgi sprawiają, że trudno im kontrolować swoje zachowania. Chociaż gdy teraz o tym myślę, że wiele z zaprezentowanych strategii jest bardzo przydatna we współpracy z dorosłymi – wszak obszary odpowiedzialne za podejmowanie decyzji rozwijają się jeszcze po 30 (tak, trzydziestym) roku życia!

Mam ochotę za jakiś czas przedstawić na blogu strategie zaproponowane przez Siegela dla najmłodszych dzieci, bo łączą wspieranie rozwoju emocjonalnego i poznawczy z dbaniem o dobrą więż i baaaardzo przydają mi się w pracy z rodzicami uczącymi się komunikacji z maluchami.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

O codziennym życiu

„Dziecko z bliska idzie w świat” Agnieszka Stein, wyd. Mamania

Książka Agnieszki Stein poświęcona komunikacji i wyzwaniom związanym z wchodzeniem dziecka w świat szkoły. Bardzo dużo tam materiałów do pracy nad sobą i własnym rodzicielstwem, potrzebami, umiejętnościami budowania relacji. Sporo miejsca Agnieszka poświęciła wychodzeniu dziecka, którym opiekowano się w duchu RB, w świat, który przecież niekoniecznie jest taki bliskościowy. Znajdziesz tam inspiracje do tego, co można zmienić, a z czym i w jaki sposób sobie poradzić, jeśli zmiana jest niemożliwa.

Polecam tym z Was, którzy martwią się, czy na dłuższą metę Wasz styl wychowawczy będzie musiał się zmienić pod wpływem szkoły, albo czy wolne dziecko odnajdzie się w systemowej placówce lub wśród rówieśników.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

 

„Potrzebna cała wioska” Agnieszka Stein, Małgorzata Stańczyk

Niedoceniana – moim zdaniem – a idealna na dwa popołudnia książka Agnieszki Stein w formie wywiadu prowadzonego przez Małgosię Stańczyk, to „Potrzebna cała wioska” – BARDZO dużo mnie osobiście poukładała treści z poprzednich książek Agnieszki w spójną całość. Fajnie się zresztą obserwuje, jak zmieniają się ludzie i jak własne doświadczenia  macierzyńskie wpływają na zawodową orientację.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

„Wspólne dorastanie” Carlos Gonzalez, wyd. Mamania

Nowość od mojego ulubionego hiszpańskiego pediatry.

Tym razem zostawia temat usypiania, karmienia i zabawy, a podejmuje zagadnienia bliższe rodzicom dzieci szkolnych i nastolatków. Co robić w przypadku rozstania rodziców? Czy i jak stać się dla nastolatka autorytetem? Czy ADHD istnieje? Jak zmniejszyć prawdopodobieństwo, że nasze słodkie maleństwo kiedyś wejdzie w narkotyki? Jak sobie radzić z rodzicielskim przytłoczeniem?

Gonzalez pisze jak zwykle lekko, z humorem, ale w oparciu o naukowe źródła. Nic nie poradzę na to, że kupiłabym i przeczytałabym z entuzjazmem każdą jego książkę, nawet o hodowli świnek morskich.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Daj znać w komentarzu, czy coś jeszcze dodałabyś do mojej czytelniczej listy – powoli szykuję 3 część artykułu, może jest jakaś książka, której jeszcze nie znam?

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując książki, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

Jesteś na urlopie macierzyńskim? Zastanawiasz się, co dalej? Zamów książkę Karli Orban:

Książki o Rodzicielstwie Bliskości

Książki o Rodzicielstwie Bliskości

W trzecim odcinku podcastu, w którym opowiadam o mojej drodze do Rodzicielstwa Bliskości, zapytałam: czy chcecie poznać moją listę najlepszych książek o tym nurcie?

Wiele z Was napisało wówczas, że są ciekawe, od czego zacząć, co dla rodziców dwulatka, a co, jeśli dziecko chodzi już do szkoły?

Przygotowałam więc subiektywną listę książek o Rodzicielstwie Bliskości, którą z pełnym przekonaniem mogę polecić. Żeby artykuł był wygodniejszy do przeglądania, podzieliłam go na dwie części (druga za kilka dni), a w każdej z nich znajdziecie propozycje dostosowane do sytuacji i poziomu „zaawansowania” w temacie.

Dla jasności: wszystkie książki kupiłam samodzielnie i za własne pieniądze 😉

Zaczynamy od najmłodszych dzieci (od urodzenia do 3 roku życia):

JESTEM W CIĄŻY / MAM NIEMOWLĘ I NIC NIE WIEM O ROZWOJU MAŁYCH DZIECI

Księga Dziecka od narodzin do drugiego roku życia, William i Martha Sears, Zielona Sowa

W księgarniach od lat chyba nic nie detronizuje monumentalnego Pierwszego roku życia dziecka, ale nie jest to pozycja, którą mogłabym polecić. Jest co prawda rzetelna i szczegółowa w kwestiach medycznych, ale tematy związane z rozwojem emocjonalnym niemowlaka traktuje bardzo po macoszemu, a tu i ówdzie zawiera szkodliwe propozycje (typu wypłakiwanie przed zaśnięciem).

Twórcy pojęcia „Rodzicielstwo Bliskości”, William i Martha Searsowie napisali Księgę Dziecka – niemniej część ich propozycji, np. dotyczących zabaw ruchowych z niemowlakiem, przyprawia znanych mi fizjoterapeutów o ból głowy 😉

Czytam wszystko, co ukaże się na rynku z zakresu opieki nad niemowlakiem, i na ten moment z czystym sumieniem mogę polecić nowość z Wydawnictwa Agora:

Jest z nami dziecko. Poradnik początkujących rodziców, Joanna Szulc, wyd. Agora

Autorka jest doświadczoną dziennikarką, wieloletnią redaktorką naczelną miesięcznika Dziecko, dyplomowaną promotorką karmienia piersią, a także studiuje psychologię.

W poradniku analizuje dość szczegółowo wszystkie kwestie zajmujące rodziców w pierwszym roku życia ich maluchów: od niemowlęcej wyprawki, przez pierwsze dni po porodzie, żywienie po drobiazgowy przegląd kolejnych kwartałów życia (czego dziecko się uczy, jakie wyzwania czekają rodziców):

Podyskutowałabym o pojedynczych zagadnieniach, bo nie jestem przekonana, że niemowlaki potrzebują leżaczka 😉 – ale to są absolutne drobiazgi i zdecydowanie na tle innych pozycji z tej tematyki książka „Jest z nami dziecko” jest zdecydowanie najbardziej godna polecenia. Wreszcie coś mądrego o opiece nad niemowlakami, bliskościowego i jednocześnie osadzonego w polskich realiach!

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

JESTEM W CIĄŻY / MAM NIEMOWLĘ I NIC NIE WIEM O RODZICIELSTWIE BLISKOŚCI

Księga Rodzicielstwa Bliskości, William Sears, Martha Sears, wyd. Mamania

Biblia Rodzicielstwa Bliskości dla opiekunów małych dzieci. Searsowie są dyskusyjni, jeśli chodzi o porady wychowawcze dla kilkulatków, ale jeśli chodzi o  opiekę nad niemowlętami to w naprawdę prosty sposób wyjaśniają  podstawy Rodzicielstwa Bliskości, z których możesz konstruować własną ścieżkę.

Książka ma układ typowego amerykańskiego poradnika – ramki z krótkimi tekstami, wypowiedzi „autentycznych rodziców”, podsumowania i wypunktowania 😉

Podsumowanie 7 filarów Rodzicielstwa Bliskości, przez nich stworzonych, możesz pobrać poniżej:

Lubię w Searsach to, że nie oceniają wyborów dokonywanych przez rodziców: pokazują, jak bliskościowo karmić i piersią, i butelką, jak budować więź przez współspanie, a jakie narzędzia wykorzystać, gdy musisz szybko wracać do pracy. Podkreślają mocno, jak ważne są potrzeby wszystkich członków rodziny, nie tylko dziecka, i jakimi sposobami można próbować je pogodzić. Nie udają, że znają odpowiedź na każde pytanie, ale zachęcają do zaufania samemu sobie i samodzielnego poszukania rozwiązań odpowiednich dla Twojej rodziny. Polecam szczególnie rodzicom mieszkającym w krajach, w których urlop macierzyński trwa tylko pół roku lub nawet mniej.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

ZNAM FILARY RODZICIELSTWA BLISKOŚCI, SZUKAM CZEGOŚ O POTRZEBACH I EMOCJACH MAŁEGO DZIECKA

Dziecko z bliska, Agnieszka Stein, wyd. Mamania

„Dziecko z bliska” to pierwsza polska książka o Rodzicielstwie Bliskości. Celowo piszę „książka”, a nie „poradnik”, bo „Dziecko…” nie ma w sobie tego sznytu. W skrócie: porad tutaj nie znajdziecie. Znajdziecie wyjaśnienie mechanizmów stojących za zachowaniami dziecka, a także dużo zagadnień do refleksji nad własnym rodzicielstwem. Bo tak naprawdę w RB znacząco więcej jest koncentracji na rodzicu, jego potrzebach, emocjach, zasobach, wsparciu niż na pracy „nad” dzieckiem.

Pozostałe książki Agnieszki Stein pokażę w drugiej części artykułu, ponieważ dotyczą starszych dzieci.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

SZUKAM CZEGOŚ Z ODNIESIENIAMI DO BADAŃ NAUKOWYCH, ALE NADAL LEKKIEGO DO CZYTANIA

Czwarty Trymestr, Magdalena Komsta, Wydawnictwo Wymagające

W tej kategorii zacznę od książki, której tak bardzo mi brakowało, że aż postanowiłam napisać ją sama. Jeśli jesteś w ciąży lub właśnie urodziłaś, koniecznie sięgnij po nią. To pięknie wydany, całościowy przewodnik po połogu oraz śnie, karmieniu i marudzeniu dziecka w pierwszych 12 tygodniach życia (zwanych brakującym, czwartym trymestrem ciąży). Choć tak naprawdę zawarta w książce wiedza przyda Ci się także później.

Początki rodzicielstwa kojarzą mi się z totalnym chaosem i poczuciem zagubienia. Pisząc tę książkę, chciałam wyciągnąć pomocną dłoń w kierunku świeżo upieczonych i przyszłych mam, żeby choć trochę ułatwić im ten czas. Krążą słuchy, że wyszło mi to nie najgorzej. 😉

Więź daje siłę, Evelin Kirkilionis, wyd. Mamania

Autorka jest doktorką biologii i w tej – kultowej już – książce krok po kroku, z odniesieniem do badań naukowych, wyjaśnia, jak tworzy się więź między dorosłym a malutkim dzieckiem i dlaczego tak ważne jest szybkie i adekwatne odpowiadanie na wysyłane przez niemowlę sygnały. Kirkilionis jest entuzjastką noszenia niemowląt i promuję koncepcję, że ludzki gatunek to „noszeniaki” (więcej na ten temat możecie przeczytać TUTAJ). Książka koncentruje się na porodzie i pierwszym roku życia dziecka, tylko delikatnie zahaczając o powrót do aktywności zawodowej.

Dla mnie „Więź daje siłę” jest niezwykle pomocna we wspieraniu wiary rodziców we własną intuicję. My naprawdę bardzo często dobrze wiemy, co robić w kontakcie z malutkim dzieckiem, tylko kultura próbuje nam wmówić, że to inne osoby są ekspertami od naszych maluchów!

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

Mocno mnie przytul, Carlos Gonzalez, wyd. Mamania

Hiszpański pediatra pisze lekko i z humorem o rzeczach ważnych i poważnych – zarówno o noszeniu niemowląt, karmieniu, wspólnym spaniu, treningu czystości i wielu innych zagadnieniach, jak i ogólniej – o traktowaniu dzieci z szacunkiem i  miłością.

W oparciu o twarde dane naukowe polemizuje z wieloma metodami wychowawczymi i punkt po punkcie, w niepodrabialnym stylu, obnaża ignorancję popularnych trenerów dzieci. Jeśli w rodzinie lub wśród znajomych, ktoś Wam mędzi, że tego nauczyliście, że pożałujecie tamtego, a owo to już w ogóle zniszczy życie Waszemu dziecku i Wam, a chcecie z klasą na to reagować albo chociaż upewnić się we własnych, intuicyjnych decyzjach, to ta książka jest dla Was.

Sama bardzo często sięgam do tej książki, żeby odnaleźć jakieś badanie naukowe albo zasięgnąć z niewyczerpanej skarbnicy metafor i drobnych złośliwości, którymi Gonzalez szczodrze obdarza oponentów.

Dużo w tej książce odwołań do psychologii ewolucyjnej, co pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące pozornie dziwacznymi zachowaniami małych dzieci typu „dlaczego nie chce spać we własnym, wygodnym łóżeczku” albo „dlaczego nie chce samo wracać, choć przed chwilą biegało po placu zabaw”.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Niestety, książka nie występuje w wersji elektronicznej

KONKRETY, KOMSTA, KONKRETY

Wiem, że może masz jedną lub więcej powyższych książek za sobą, rozumiesz założenia, ale nadal brakuje Ci konkretnych narzędzi. Nic nie przychodzi Ci do głowy, jeśli chodzi o reagowanie na odmowę dziecka, masz pustkę w głowie, kiedy chciałabyś docenić jego wysiłek inaczej niż zdawkowym „brawo!”.

Dlatego jeszcze dwie propozycje:

Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały, Joanna Faber, Julie King, wyd. Media Rodzina

To oparty o światowy bestseller „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały…” poradnik dla rodziców młodszych dzieci. Wypełniony konkretami aż po brzegi: jak pomagać w regulacji emocji, jak zachęcić do współpracy, jak mediować konflikty między rodzeństwem, jak wyrażać uznanie – wszystko z podsumowaniami, przykładami dialogów i obrazkami:

Mając podstawową wiedzę o Rodzicielstwie Bliskości (bo ja naprawdę wierzę w to, że skorzystasz z takiej książki bardziej, jeśli chociaż podstawową „teorię” będziesz miała za sobą), szybko poukłada Wam się w głowie „co można by powiedzieć” i „jak można by zareagować”, a za jakiś czas propozycje z książki będą wydawały Wam się oczywistymi oczywistościami. Gwarantuję.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

Próbowałam już wszystkiego, Isabelle Filliozat, wyd. Esprit

Brak popularności książek tej pani tłumaczę sobie okropnymi tytułami i okładkami (mam wszystkie jej przetłumaczone na nasz język poradniki i jestem nimi zauroczona).

Tymczasem autorka jest francuską psychoterapeutką i rewelacyjnie tłumaczy zachowania maluchów z dziecięcego na nasze. Pewnie mogłabym podyskutować o kilku miejscach i zaproponowanych rozwiązaniach, ale ogólnie uważam tę pozycję za wartą uwagi, nie tylko ze względu na zwięzłość, ale również odwoływanie się do funkcjonowania i rozwoju mózgu i długofalowych skutków konkretnych rozwiązań.

Papierowa książka – kupisz TUTAJ

Ebook – kupisz TUTAJ

Część druga listy dobrych książek o Rodzicielstwie Bliskości – dla starszych dzieci – znajdziesz TUTAJ!

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując książki, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

„Wyspani rodzice”, głodzone dzieci? List otwarty do Wydawnictwa Lekarskiego PZWL

„Wyspani rodzice”, głodzone dzieci? List otwarty do Wydawnictwa Lekarskiego PZWL

Karolinów, 9 lipca 2018 r.
Szanowni Państwo,

Od kilku tygodni zastanawiam się, w jaki sposób mogłabym wyrazić swoją opinię o jednej z Państwa najnowszych książek. Chodzi o poradnik „Wyspani rodzice” autorstwa Suzy Giordano oraz Lisy Abidin, wydany w kwietniu 2018 roku.

Prawdopodobnie wystarczyłoby, abym opublikowała recenzję tej książki i odradziła jej czytanie społeczności zgromadzonej wokół mojego bloga, w newsletterze i prowadzonych przeze mnie mediach społecznościowych.

Zdecydowałam się jednak na napisanie listu otwartego, by wyrazić nie tylko swoje rozczarowanie samym poradnikiem. Chcę także zwrócić Państwa uwagę na ryzyko, z jakim wiąże się stosowanie zaleceń zawartych we wspomnianej publikacji oraz skłonić do refleksji nad społeczną odpowiedzialnością Państwa biznesu.

Z uwagi na wykonywaną przeze mnie pracę zawodową, czytam wszystkie wydawane na polskim rynku książki dotyczące opieki nad małym dzieckiem. Niejednokrotnie spotykałam się w nich z absurdalnymi, niezgodnymi z aktualną wiedzą, czy nawet potencjalnie zagrażającymi poradami. Pierwszy raz jednak trafiłam na poradnik, w którym liczba niebezpiecznych wskazówek jest aż tak duża. Tym, co mnie dodatkowo oburza, jest zestawienie dramatycznie niskiej wartości książki “Wyspani rodzice” ze specyfiką i marką Wydawnictwa.

W poradniku swoją autorską metodę treningu snu niemowląt prezentuje Suzy Giordano (współautorka książki jest prawniczką i byłą klientką Giordano; z treści wynika, że pełniła ona w procesie wydawniczym rolę redaktorki i nie uczestniczyła w powstawaniu oryginalnej metody). Pisząc więc o „autorce”, będę miała na myśli właśnie panią Giordano.

W „Wyspanych rodzicach” nietrudno o dowody braku wiedzy autorki w zakresie rozwoju psychicznego niemowląt czy specyfice ich potrzeb emocjonalnych.

I choć nie jest tajemnicą, że moja opinia o tzw. behawioralnych treningach snu jest jednoznacznie negatywna, chciałabym w niniejszym liście pozostawić zupełnie na boku kwestię oceny moralnej propozycji pani Giordano. Pomijam również temat efektywności oraz długofalowych skutków tego typu procedur. Bez względu na oba te aspekty, uważam, że propagowanie rozpoczęcia treningu snu po 8 tygodniu życia jest absolutnie skandaliczne w świetle aktualnych ustaleń naukowych. Douglas i Hall w opublikowanej w 2013 roku metaanalizie wskazują, że jakiekolwiek behawioralne interwencje dotyczące snu niemowląt w pierwszym półroczu życia mają wyłącznie negatywne skutki dla rozwoju dziecka oraz nie poprawiają funkcjonowania psychicznego matki [1].

Zdaję sobie jednak sprawę, że gdy wkraczamy na teren psychologicznych aspektów opieki nad dzieckiem, trudno oderwać się od własnych przekonań i przyjrzeć obiektywnym faktom. Dla jasności wywodu skupię się więc wyłącznie na możliwych negatywnych skutkach stosowania planu z „Wyspanych rodziców” dla zdrowia fizycznego dziecka oraz laktacji jego matki.

Organizacje zajmujące się zdrowiem małych dzieci rekomendują karmienie piersią niemowląt „na żądanie”. Dość wspomnieć na przykład oficjalne informacje dostępne na stronie polskiego Ministerstwa Zdrowia [2] czy też WHO i UNICEF-u [3].

Tymczasem główne założenie metody Giordano, powtórzone wielokrotnie na kartach książki, mówi o doprowadzeniu do tego, że dwunastotygodniowe niemowlę je cztery razy na dobę:

Czy pamiętacie Państwo, w jaki sposób autorka chce przekonać dwunastotygodniowe niemowlęta do tak nienaturalnego dla nich wzorca karmienia oraz snu? Dwa główne narzędzia, które w tym celu proponuje to 1) “rozpraszanie uwagi” poprzez podanie smoczka-uspokajacza, zabawę lub dotyk oraz 2) ignorowanie potrzeb dziecka w nocy poprzez opuszczanie pokoju, w którym ono płacze (na maksymalnie pięć minut).

Czy zastanawialiście się Państwo, jakim stresem dla niespełna trzymiesięcznego niemowlęcia jest bycie głodnym przez kilka lub kilkanaście godzin?

Autorka zakłada, że taki trening (i wzorzec żywienia) można stosować jeśli dziecko waży minimum 4 kg,  ma minimum 4 tygodnie (albo 8 lub 12, w przypadku dzieci urodzonych z ciąż mnogich) oraz zjada minimum 700 ml mleka matki lub modyfikowanego. Ponieważ kobiece piersi nie posiadają podziałki pozwalającej na obliczanie ilości wyssanego z nich pokarmu, matki karmiące naturalnie powinny, według autorki, liczyć minuty spędzane przez niemowlę na jedzeniu.

Sposobem pozwalającym rodzicom dojść do 4 karmień na dobę, ma być zwiększanie porcji mleka modyfikowanego. Trzymiesięczne niemowlę ma otrzymywać 180-240 ml mieszanki mlecznej jednorazowo. Autorka zachęca, by aktywnie nakłaniać dziecko do zjadania takiej objętości.

Taka porada stoi w sprzeczności z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci [4].  Według nich niemowlę karmione mlekiem modyfikowanym między 2 a 4 miesiącem życia otrzymuje dobowo około 6 posiłków o objętości 120-140 ml (sami eksperci podkreślają, że liczba posiłków oraz objętość porcji jest orientacyjna).

Ponadto dążenie do podawania pokarmu dziecku ewidentnie najedzonemu grozi zaburzeniem regulacji głodu i sytości, co długofalowo zwiększa ryzyko otyłości i zaburzeń odżywiania [5].

Matkom karmiącym piersią autorka „Wyspanych rodziców” radzi, by zachęcały niemowlęta do dłuższego ssania. Jest to absurdalne zalecenie, ponieważ dziecko jest aktywnym uczestnikiem karmienia [6]  i niemożliwe jest zmuszenie go do ssania piersi, gdy nie ma na to ochoty. Za najlepsze rozwiązanie, w przypadku karmienia naturalnego, Giordano uważa podawanie odciągniętego mleka z butelki w czasie wprowadzania treningu snu.

Czy zdajecie sobie Państwo sprawę z tego, że podjęcie przez matkę karmiącą piersią choćby kilkudniowej próby stosowania zaleceń z wydanej przez Was książki, może spowodować nieodwracalne szkody w laktacji i skutkować przedwczesnym zakończeniem wyłącznego karmienia piersią, które jest najbardziej optymalnym sposobem żywienia niemowląt? [3]

W 3 i 5 miesiącu życia przeciętne niemowlę jest karmione piersią 8-9 razy na dobę [7].  Próba intencjonalnego zmniejszenia liczby karmień do czterech na tak wczesnym etapie życia dziecka grozi mu odwodnieniem i niedożywieniem (nie mówiąc o stanie psychicznym dziecka i jego rodziców w trakcie podejmowania takiej próby). Zmniejszenie liczby karmień z dużym prawdopodobieństwem może negatywnie wpłynąć na ilość produkowanego przez matkę pokarmu. Potwierdza to wspominana przeze mnie metaanaliza pochylająca się nad behawioralnymi interwencjami dotyczącymi snu niemowląt w pierwszym półroczu („stosowanie treningu snu u dzieci młodszych niż 6 miesięcy jest nie tylko nieskuteczne na dłuższą metę, ale także szkodliwe dla nich i dla ich matek. Interwencje nastawione na naukę zasypiania zwiększają ilość płaczu niemowląt, nie chronią je przed problemami ze snem i zachowaniem w późniejszym dzieciństwie oraz zwiększają ryzyko śmierci łóżeczkowej. Nie chronią również matek przed depresją poporodową, za to zwiększają ryzyko problemów z laktacją i pogłębiają lęki związane z macierzyństwem”)[1].

[W praktyce, ogromna liczba dzieci karmionych piersią nie akceptuje butelki ze smoczkiem, a wiele matek, mimo bezpośredniego karmienia piersią bez większych problemów, nie ściąga laktatorem zbyt dużo pokarmu]

Próby wydłużenia przerwy między kolejnymi karmieniami wraz ze stosowaniem smoczka-uspokajacza znacząco zwiększają prawdopodobieństwo powrotu płodności u matki. Metoda Giordano przekreśla stosowanie karmienia piersią jako skutecznej metody zapobiegania ciąży w pierwszym półroczu życia dziecka [8]  i naraża kobiety na ryzyko związane ze zbyt małym odstępem między kolejnymi ciążami [9].

Autorka w rozdziale czwartym dopuszcza wprowadzenie posiłków uzupełniających między 8 a 12 tygodniem życia w postaci płatków ryżowych dosypywanych do mleka przed ostatnim, czwartym (sic!) karmieniem. Ma to według autorki pomagać “dzieciom z refluksem i ulewającym, a także ułatwia wydłużenie odstępów między karmieniami”.

Niestety, znów autorka prezentuje brak aktualnej wiedzy. Substancje zagęszczające powinny być stosowane wyłącznie u „niemowląt z chorobą refluksową z towarzyszącymi zaburzeniami wzrastania spowodowanymi stratami energetycznymi, zawsze pod nadzorem lekarza. Preparaty te nie powinny być natomiast stosowane rutynowo u zdrowych, prawidłowo rozwijających się niemowląt, u których występują tylko ulewania. Pamiętać należy, że niepotrzebnie wprowadzone zagęszczane preparaty mleka u zdrowego, ulewającego niemowlęcia mogą być źródłem dodatkowych, zbędnych kalorii, stwarzając ryzyko rozwoju otyłości” [4].

Ponadto, nie ma dowodów na to, że kaszki zbożowe wpływają na wzorzec snu u niemowląt [10].

Aktualnie rekomenduje się rozpoczęcie wprowadzenia produktów uzupełniających do diety niemowlęcia nie wcześniej niż po 16 tygodniu życia [4], a najlepiej po 6 miesiącach [3].

Czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że poradnik, który opublikowaliście, promuje działania zwiększające ryzyko alergii, niedożywienia, problemów ze strony układu pokarmowego oraz nerek [11]?

W „Wyspanych rodzicach” autorka zachęca też do podawania dzieciom wody koperkowej na kolki. Rozumiem, że kiedy powstawał oryginał, opinie na temat kopru włoskiego nie były jednoznaczne. Nie rozumiem natomiast, dlaczego redaktor lub tłumacz nie umieścił w przypisie stanowiska Europejskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci z 2017 roku, które wyraźnie informuje o  potencjalnej szkodliwości kopru włoskiego dla niemowląt i rekomenduje unikanie naparów z tej rośliny do 4 roku życia [12].

Mam do Państwa kilka ważnych pytań:

Dlaczego Wydawnictwo Lekarskie PZWL przetłumaczyło i wydało poradnik, którego główne założenia stoją w jawnej sprzeczności z aktualną wiedzą na temat zdrowia małych dzieci?

Dlaczego zdecydowaliście się zaprezentować polskim czytelnikom autorską metodę treningu snu, której źródłem nie jest medycyna oparta na faktach?

Skąd pomysł, by w Wydawnictwie o takim profilu publikować książkę, która nie zawiera ani jednego przypisu do literatury przedmiotu?

Co Państwa skłoniło do wydania poradnika, w którym śmiałe tezy uwiarygodnić mają wyłącznie dowody anegdotyczne oraz opinie dwóch amerykańskich lekarzy (którzy korzystali z metody autorki)? Autorki, dodajmy, nie posiadającej kierunkowego wykształcenia ani w dziedzinie medycyny, ani psychologii, ani żywienia, ani jakiejkolwiek innej, upoważniającej do doradzania rodzicom?

A patrząc szerzej: dlaczego Wydawnictwo z tak długą tradycją, specjalizujące się w publikowaniu literatury specjalistycznej dla przedstawicieli zawodów medycznych, postanowiło wejść na rynek poradników dla rodziców, i to z tak niefortunnym debiutem?

Jakimi przesłankami kierowało się Wydawnictwo, publikując taką książkę? Czy jest to tylko katastrofalna, wielopoziomowa pomyłka merytoryczna czy też celowy, cyniczny zabieg?

W 2017 roku szerokim echem w środowisku medycznym odbiło się umieszczenie w Państwa internetowej księgarni książek popularnego polskiego samozwańczego eksperta pseudomedycznego, który jest aktualnie obiektem zainteresowania prokuratury. Czy wówczas i tym razem zadecydowały względy finansowe, przedkładane ponad społeczną odpowiedzialność biznesu?

Czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że ze względu na swoją nazwę i tradycję, budzicie w rodzicach zrozumiałą ufność? Czy jesteście świadomi brzemienia odpowiedzialności wobec matek i ojców, którzy często desperacko szukają pomocy i wierzą, że znajdą ją właśnie w publikacjach sygnowanych marką medyczną? Marką, która powinna dawać pewność, iż przekazywane treści są oparte na badaniach i dowodach naukowych. Marką, która przyzna swoiste Imprimatur, gwarantujące wolność od medycznych zabobonów i herezji.

Jak to wszystko łączy się z Państwa misją opisywaną na stronie internetowej Wydawnictwa: „Od ponad 70 lat nie szczędzimy energii, by dostarczać lekarzom i pracownikom systemu opieki medycznej, studentom oraz wykładowcom najaktualniejszej wiedzy medycznej” (podkreślenie moje) [13]?

Z poważaniem,

Magdalena Komsta

psycholożka, pedagożka, dyplomowana promotorka karmienia piersią CNoL, doula

autorka bloga Wymagajace.pl

 

ODPOWIEDŹ OD WYDAWNICTWA LEKARSKIEGO PZWL Z DNIA 12.07.2018:

Odpowiedź wydawnictwa w formie PDF.

Dyskusja mojej Społeczności na temat odpowiedzi:

https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=1362245560575380&id=818945861572022

OŚWIADCZENIE WYDAWNICTWA LEKARSKIEGO PZWL z dnia 18.07.2018:

Oświadczenie wydawnictwa w formie PDF.

3 książki dla rodziców High Need Babies

3 książki dla rodziców High Need Babies

Książki dla rodziców high need baby? A kto ma czas na czytanie, jeśli w domu buszuje wymagające dziecko? 😉 Może ci, którzy w pozycji leżącej z przytulonym, śpiącym maluchem leżą godzinami w łóżku. Albo ci, których hajnid jest jeszcze na etapie wieczornych maratonów przy piersi. Albo ci, którzy właśnie wybierają się na urlop i do walizki będą pakować obok Bondy i Twardocha trochę literatury wspomagającej zrozumienie własnego dziecka. (Swoją drogą to niezrozumiałe, że nadal tak mało poradników rodzicielskich jest wydawanych w formie ebooka lub audiobooka!).

Dla tych, którzy mają czas i ochotę przeczytać, jak przeżyć z wymagającym dzieckiem na stanie przygotowałam trzy propozycje:

(więcej…)