Jak nazywać genitalia w rozmowie z dziećmi?

Jak nazywać genitalia w rozmowie z dziećmi?

Jak nazywać genitalia w rozmowie z dziećmi?

Srom, cipka czy brzoskwinka? Określanie tak zwanych intymnych części ciała w rozmowach z dziećmi to temat, który często pojawia się na Instagramie i nie tylko. I słusznie, warto o tym pisać.  W każdej rodzinie może być z tym trochę inaczej. Często też jest tak, że w naszych domach rodzinnych nie było takiego słowa, którego chcemy teraz używać. Albo nie było w ogóle żadnych. Jak więc się za to zabrać? 

Bardzo zależy mi na tym, żeby moje wskazówki mogły posłużyć każdemu – bez względu na to, czy mówienie o narządach płciowych z dzieckiem przychodzi danej osobie naturalnie czy też nieco  trudniej. Dlatego podzieliłam ten element domowej edukacji seksualnej na 3 etapy. Oto i one: 

 

Etap I: Po prostu mów! 

Bardzo doceniam instagramową edukację seksualną. Czytając posty, poszerzamy swoje słownictwo, oswajamy się z nim i dowiadujemy się, które słowa są aktualnie powszechnie używane. A patrząc szerzej: zdobywamy wiedzę o naszym zdrowiu, profilaktyce, relacjach czy kulturowych aspektach seksualności. Mam jednak wrażenie, że media społecznościowe zapomniały trochę o sporej grupie osób, którym pewne wyrazy po prostu nie przechodzą przez gardło.

Dlatego najważniejszą zasadą jest to, żeby w ogóle mówić. Używaj takich wyrazów, które wypowiesz bez większych problemów – bez jąkania, ściszania głosu i rozglądania się po pokoju. 

Masz problem z popularną ostatnio cipką? Czujesz, że to zbyt wulgarne? Sama nie lubiłam kiedyś tego słowa. Kiedy używała go moja mama (jak widać, bardziej „postępowa” niż ja jako nastolatka!), czułam się strasznie zażenowana. Potrafię zrozumieć taką blokadę. Zostaw cipkę, mów inaczej – ale mów!

Niech to będzie nawet wasze prywatne, domowe słowo. Możesz użyć jednego z tych wieloznacznych określeń, takich jak ptaszek czy brzoskwinka – pod warunkiem, że Twoje dziecko będzie wiedziało, że nie mówisz o zwierzętach czy owocach, ale o konkretnej części ciała. 

Wiele osób krytykuje takie podejście. „Jak to? Przecież to wstyd, jeśli ktoś powie lekarzowi o swędzącej brzoskwince”. Może rzeczywiście w wyedukowanej bańce brzmi to dość nieporadnie, ale z drugiej strony lepiej powiedzieć tak, niż nie mieć żadnego słowa określającego swędzącą część ciała i nie pójść przez to w ogóle do lekarza. Mądry specjalista albo mądra specjalistka sobie poradzi – dopyta i się dogada. Najważniejsze, żeby Twoje dziecko wiedziało, że brzoskwinka jest normalną częścią ciała, o której można mówić. Osobie, której od dziecka mówiono, że ma brzuszek, a dalej… nóżki, może być z tym trudniej.

 

Etap II: Wprowadź słowa zrozumiałe dla otoczenia

Mimo wszystko dobrze byłoby, gdyby dziecko znało słowa, dzięki którym dogada się z otaczającym je światem. Wyrozumiały lekarz lub wyrozumiała lekarka to jedno, a rówieśnicy w przedszkolu – to już trochę co innego. Używanie typowo domowych określeń wśród znajomych może przysparzać kłopotów w komunikacji. Dogadanie się zajmie potencjalnie więcej czasu, a może też być tak, że komunikat w ogóle nie zostanie zrozumiany („dobra, jakaś tam brzoskwinka… nieciekawe”). Najgorzej, jeśli użycie takiego niezrozumiałego powszechnie słowa utrudni dogadanie się z zaufanym dorosłym, któremu dziecko próbowało opowiedzieć np. o sytuacji nadużycia seksualnego.

 

A więc jakie to są te zrozumiałe wyrażenia? Jeśli chodzi o typowo męskie narządy, to mamy dwa : dziecięcy (choć powszechnie zrozumiały) siusiak i „dorosły” penis. Tutaj jest łatwo, wszyscy wiedzą, o co chodzi. Ba, tworzy się nawet pewna wspólnota. W przedszkolu większość chłopców szybko się orientuje, że każdy z nich ma to samo. U większości dziewczynek tak nie jest – okazuje się, że… każda ma co innego, bo w każdym domu mówi się inaczej. 

 

Jak zatem nazywać typowo żeńskie narządy płciowe?

Pierwsze określenie to srom. Ma ono medyczny charakter, jest poprawne, słownikowe, ale… mimo to wcale nie jest do końca zrozumiałe. Nawet licealiści i licealistki, których i które uczę, niekoniecznie są z nim zaznajomieni. Jest też wagina (czasami zdrabniana w rozmowach z dziećmi do waginki), która z kolei jest niepoprawna słownikowo, bo teoretycznie odnosi się tylko do pochwy, ale do codziennego użytkowania wystarczy, a u lekarza można to doprecyzować. Na pewno dogadamy się, używając słowa cipka, choć tak jak wspomniałam na początku, nie wszyscy czują się komfortowo z tym, że jest to zdrobnienie od wulgaryzmu. Coraz częściej możemy spotkać także wyrażenie wulwa – ale sporo osób będzie musiało uciec się do pomocy Google’a, żeby zrozumieć, o czym mówimy. Choć jej niewątpliwą zaletą jest neutralne brzmienie i precyzyjne znaczenie.

Ja używam wszystkich tych słów i z ciekawością patrzę, jak zmienia się ich popularność i odbiór.

 

Etap III: Zapoznaj z terminami medycznymi

I jeszcze trzeci element – który dodam jako nauczycielka i edukatorka. Warto, żeby dzieci kojarzyły typowo medyczne nazwy, takie jak srom czy prącie. Prędzej czy później zetkną się z nimi w podręcznikach szkolnych i wtedy fajnie, żeby wiedziały, o co chodzi. 

Czy to znaczy, że trzeba używać w domu całego zestawu określeń? Nie. Wybierz jedno i od czasu do czasu przeplataj drugim, napomknij że jest jeszcze inne. Bez presji. Po prostu mów.

Na koniec mała uwaga. Język szybko ewoluuje. Pamiętacie, jak cipka brzmiała jeszcze 5 czy 10 lat temu? Zupełnie inaczej, prawda? Dlatego chcę zaznaczyć, że to są moje wskazówki na dzisiaj. Na 2022 rok. 

 

Autorką artykułu jest Tosia z WdŻ dla zaawansowanych, ekspertka Parentflixa i autorka ścieżki wiedzowej „Seksualność dziecka”. 

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Kiedy dzieciom jest trudniej się dzielić? Część 2

Kiedy dzieciom jest trudniej się dzielić? Część 2

 

Jeśli jeszcze nie czytałaś pierwszej części wpisu o tym, kiedy trudniej jest się dzielić dzieciom, to zapraszam Cię TUTAJ.

Sposób, w jaki opiekunowie oraz rodzeństwo traktują dziecko, wpływa na jego chęć do dzielenia się. Warto zadbać o odpowiednią atmosferę i troszczyć się o emocje dziecka.

 

  • Dziecko doświadcza za mało empatii wobec samego siebie

Trudniej jest się dzielić dzieciom, które często słyszą nie dam ci tego!, kiedy one czegoś potrzebują, czegoś chcą lub o coś proszą. Samo miękkie odmawianie też nie wystarczy, jeżeli po odmowie jesteśmy zamknięci, odcięci emocjonalnie i nie obchodzi nas jak dziecko sobie radzi – dlaczego płaczesz? Kluczem do sukcesu jest więc miękka odmowa – nie dam ci tego, bo to jest moje/drogie/kruche/niebezpieczne i nie chcę, żebyś się tym bawił – i wsparcie dziecka w emocjach związanych z odmową.

Ważny jest też przykład – dzieci uczą się obserwując nas, kiedy się dzielimy i nie dzielimy różnymi rzeczami.

 

  • Granice dziecka nie są szanowane

Im więcej mamy takich sytuacji, w których nie wypowiedziane przez dziecko, nie jest poszanowane, tym trudniej jest się uczyć dziecku, że inni ludzie też mają potrzeby, które stoją za ich sprzeciwem, ale dobrze byłoby je uwzględnić.

Unikajcie mówienia masz to dać i tyle, wyrywania czegoś z rąk, żeby dać to innemu dziecku, czy wyrywania czegoś naszemu dziecku, żeby to oddać właścicielowi.

 

  • Dziecko ma niskie poczucie własnej wartości

Jeśli dzieci doświadczają braku empatii i braku poszanowania granic, mogą mieć trudności z poczuciem własnej wartości. Te dzieci nie wiedzą, że mogą rozmawiać z innymi ludźmi o tym, czego chcą i czego nie chcą, w innej formie niż agresja albo bronienie się. Więc kiedy ktoś tylko podchodzi i kładzie rękę na ich zabawce, od razu krzyczą nie!, rzucają się, uderzają, popychają kogoś. Tego typu zachowanie wychodzi z przekonania, że tylko ten kto ma siłę, może coś na przykład zatrzymać. W takiej sytuacji pracujemy nie nad tym, żeby dziecko chciało się dzielić tylko, żeby poczuło, że ma prawo powiedzieć nie i to nie zostanie wysłuchane.

 

  • Dziecko nie czuje się bezpiecznie

Czasami dzieci bardzo kontrolują swoją własność, bo nie czują się bezpiecznie. Może się tak zdarzyć, kiedy ktoś nas odwiedza. Dla nas, dla dorosłych, jest to sytuacja dobrze znana i jest dla nas oczywiste, że obce dzieci nie wezmę niczego z naszego domu i nie zabiorą do siebie (bo dorośli będą tego pilnować). Ale nasze dzieci tego nie wiedzą i mogą nie czuć się bezpiecznie. Podobnie, jeśli mają takie rodzeństwo, które podbiera im z pokoju różne rzeczy, nie mówi o tym i zabiera do siebie. Tam, gdzie nie jest bezpiecznie, bo ktoś ma w zwyczaju zagarniać rzeczy bez pytania, tam jest też mniej chęci do tego, żeby się dzielić. Chciałabym, żeby w takiej sytuacji Wasze dzieci usłyszały od Was, że ich brak chęci do dzielenia się to naturalne zachowanie. Chodzi o to, żeby dzieci wiedziały, że kiedy nie czują, że ktoś gra w porządku, to zrozumiałe jest, że nie chcą mu pożyczać różnych rzeczy i nie chcą żeby ten ktoś z nich korzystał. 

Zwróćcie uwagę też na to, że często w dzieleniu się, odwrotnie niż w pożyczaniu czegoś, bardzo mało uwagi poświęcamy temu, żeby ktoś się na to w ogóle zgodził. 

 

  • Otoczenie nie sprzyja dzieleniu się

Kiedy w otoczeniu jest mniej swobody w dysponowaniu rzeczami, bo na przykład wszystko jest wspólne lub wszystkie zabawki należą do rodzeństwa, dzieciom może być trudniej się dzielić. W takiej atmosferze dzieci mogą zagarniać swoją własność, żeby pokazać, że mają potrzebę posiadania.

 

To już ostatni z serii artykułów dotyczących dzielenia się. Ich autorką jest Karla Orban – psycholog, trenerka empatycznej komunikacji, a prywatnie mama trojga dzieci.

 

Masz więcej niż jedno dziecko lub spodziewasz się rodzeństwa dla swojego malucha?
Kliknij w obrazek i zapisz się na listę zainteresowanych kursem:

Kiedy dzieciom jest trudniej się dzielić? Część 1

Kiedy dzieciom jest trudniej się dzielić? Część 1

 

Chciałabyś, żeby Twoje dziecko dzieliło się jedzeniem i zabawkami z rodzeństwem i/lub innymi dziećmi, ale ono nie chce? Żeby lepiej je zrozumieć, warto zastanowić się nad tym, w jakich sytuacjach trudniej jest się dzielić. A potem zadbać o to, żeby warunki sprzyjały dzieleniu się 😉

 

Dzieci niechętnie dzielą się tym, czego mają mało (np. ostatnie ciasto, jedna mandarynka), co jest limitowane, jedyne w swoim rodzaju i wyjątkowe (oczywiście z punktu widzenia dziecka, nie rodzica). Prawdopodobnie spotkamy się ze sprzeciwem, jeśli dziecko akurat czymś się bawi, korzysta z czegoś, jeśli jest zmuszane do dzielenia i jeśli nie jest pewne czy jego własność do niego wróci. Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

 

  • Dziecko jest za małe, żeby zadbać o kogoś

Małe dzieci nie posiadają jeszcze biologicznie umiejętności dzielenia się i empatyzowania. Nie potrafią świadomie stawiać czyichś potrzeb ponad własne dla utrzymania relacji. Małe dzieci patrzą przede wszystkim na siebie, bo tak zaprogramowała nas ewolucja. Najpierw doprowadzamy do perfekcji zajmowanie się własnymi potrzebami, bo to nam gwarantuje, że zadbamy o to, co jest nam potrzebne do przeżycia. Dopiero potem budujemy relacje.

Jeśli dziecko ma dwa, trzy lata i rodzi mu się rodzeństwo (to popularna różnica wieku) lub ma siostrę/brata bliźniaka, to jest zdecydowanie za małe, żeby o kogoś zadbać.

Zachęcam, żeby rozszerzać perspektywę dziecka (o motywacji do dzielenia się przeczytasz tutaj) i jednocześnie pamiętać o tym, że brak umiejętności dzielenia się jest w tym wieku prawidłowy. Dziecko uczy się właśnie jak rozporządzać swoim majątkiem, jak trzymać coś dla siebie, a nie jak dawać to swojemu rodzeństwu. 

 

  • Dziecko nie potrafi czekać

Czekanie na coś jest ogromną trudnością neurobiologiczną dla dzieci w wieku wczesno-przedszkolnym, a zwłaszcza w wieku żłobkowym. Kiedy mówimy musisz poczekać, on nie chce ci tego teraz dać, on się teraz tym bawi, to w dziecięcej percepcji czasu, ten okres wyczekiwania na coś, to są wieki. Dzieci dopiero się tego uczą i nie ma metod, które przyspieszają ten proces. Ktoś, kto ma dwa lata, nie będzie czekał tak jak ktoś, kto ma cztery lata. Nauka będzie trwała trochę czasu i będzie wymagała wielu powtórzeń oraz wielu prób, czasami wielu kłótni z rodzeństwem o jakąś własność, żeby nauczyć się tego, co człowiek może robić, kiedy czeka.

 

  • Dziecko ma niewystarczające umiejętności społeczne

Jeśli dzieci jeszcze nie mówią lub znają niewiele słów, to trudno im pokazać, że coś by chciały posiadać albo że chciałyby, żeby czegoś nie robić, w inny sposób niż bijąc, popychając lub wyrywając. Pomocne mogą być proste gesty, które będą czytelne dla innych dzieci, zwłaszcza dla rodzeństwa. Możemy uczyć dzieci, że kiedy nie chcą czegoś oddać, to mogą się z tym odwrócić i dopiero wtedy mówić nie. Bo może być tak, że 2,5-, 3-latek kiedy jest bardzo zdenerwowany, traci dostęp do słów, które zna i pozostaje mu tylko bycie agresywnym. 

 

Jaki z tego wniosek? Daj dziecku czas. A sobie trochę odpuść, bo nie przeskoczycie rozwoju. Nawet jeśli cioteczna babka ze strony wujka mówi, że dzieliła się już, kiedy miała 1,5 roku – to nieprawda 😉

 

Za tydzień o atmosferze (nie)sprzyjającej dzieleniu się. Do zobaczenia!

 

Autorką tego artykułu jest Karla Orban – psycholog, trenerka empatycznej komunikacji, a prywatnie mama trojga dzieci.

 

Masz więcej niż jedno dziecko lub spodziewasz się rodzeństwa dla swojego malucha?
Kliknij w obrazek i zapisz się na listę zainteresowanych kursem:

Jak sprawić, żeby dzieci CHCIAŁY się dzielić?

Jak sprawić, żeby dzieci CHCIAŁY się dzielić?

 

Niezależnie od tego czy macie w domu dwójkę lub więcej dzieci, czy też jedno, z którym chodzicie do osiedlowej piaskownicy, dzielenie się to zawsze gorący temat.

Zastanawiając się, jak zachęcić swoje dzieci do dzielenia się, pamiętajmy, że chodzi nam o to, by dziecko CHCIAŁO się dzielić (nie, żeby czuło, że musi). Co sprawia, że najchętniej dzielimy się my, dorośli? Czego potrzebujemy? Czy mielibyśmy ochotę powierzyć swoją własność komuś, kto zabrał ją bez pytania albo wtedy, gdy inni zmuszają nas do tego? Czy łatwo byłoby podzielić się czymś, co jest dla nas wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju, a do tego nie mamy pewności, że zostanie oddane w nienaruszonym stanie? To właśnie dlatego dzielenie się nie przychodzi dzieciom łatwo.

Największą motywacją przedszkolaka jest…

Wspólna zabawa! Kiedy dziecko chce się bawić z drugą osobą, zaczyna widzieć potrzebę dawania swoich rzeczy tej osobie. Czy mogę razem robić babki z piasku, jeśli nie podzielę się żadną foremką? Czy mogę razem rysować, jeśli nie podzielę się żadną kredką ani kawałkiem papieru?

Najłatwiej jest się dzielić dzieciom cztero-, pięcio-, sześcioletnim. Dzieci w tym wieku często mają bardziej rozbudowane scenariusze zabaw, które wymuszają dzielenie się, bo do zabawy jest potrzebne inne dziecko. Ktoś gra ze mną Kenem, kiedy ja jestem Barbie. Ktoś jest Zygzakiem McQueenem, kiedy ja jestem Złomkiem. Takie zabawy zachęcają do dawania komuś w ręce mojej własności po to, żeby można było wspólnie się bawić. Dlatego w tym wieku dzielenie się przestaje być takim dużym problemem.

Jak to wygląda u młodszych dzieci?

Dzieci zaczynają odkrywać własność w wieku mniej więcej półtora roku. Ich pojęcie własności odbiega jednak od naszego: za “swoją” zabawkę równie często uznawane są te przedmioty, którymi maluch chciałby się bawić – nierzadko tylko dlatego, że teraz robi to ktoś inny :).

W wieku dwóch – dwóch i pół roku dzieci bardzo mocno eksperymentują z tym, że coś jest tylko moje. Swoim zachowaniem mówią innym dzieciom masz tego nie dotykać, nie wolno się tym bawić, nic ci nie dam, niczym się nie podzielę.

Dzieci w wieku trzech i pół, czterech lat zaczynają otwierać się na to, że jest jednak fajnie, kiedy ktoś weźmie coś mojego, bo można to robić razem.

 

Oczywiście możecie pokazywać młodszym dzieciom korzyści z dzielenia się. Zamiast mówić Musisz się dzielić, zauważajcie:

  • Dziewczynka bawi się twoją zabawką i się cieszy, tak?
  • Podobało ci się, że mogliście się razem pobawić? 

Pokażcie jak fajnie było budować i bawić się razem oraz że przedmiot powrócił do swojego właściciela.

Zaglądajcie na blog. Niebawem kolejne wskazówki dotyczące dzielenia się.

 

Autorką tego artykułu jest Karla Orban – psycholog, trenerka empatycznej komunikacji, a prywatnie mama trojga dzieci.

 

Masz więcej niż jedno dziecko lub spodziewasz się rodzeństwa dla swojego malucha?
Kliknij w obrazek i zapisz się na listę zainteresowanych kursem:

Czy ono robi mi na złość?

Czy ono robi mi na złość?

 

Na złość mi robi!

Specjalnie!

No nie… Znowu! W takim momencie…

 

Czy takie myśli pojawiają Ci się w głowie, kiedy Twoje dziecko zaczyna się złościć?

Spokojnie. 

To normalne, że dziecięca złość generuje złość rodzica. Czasem to oznaka, że kończy się nasza łagodność i cierpliwość, i że potrzebujemy oddechu, chwili spokoju na naładowanie własnych zasobów.

 

Czy dzieci mogą złościć się „na złość”? 

Czy złość w ogóle może być celowa? Myśli o celowości dziecięcej złości mogą pojawiać się u rodzica jako oznaka napięcia. Należy jednak pamiętać, że dzieci nie złoszczą się przeciwko komuś (mogą się złościć na kogoś, ale nie przeciwko niemu). Napięcie, które odczuwają, wyrażają poprzez fale złości. Najczęściej są więc one po prostu sygnałem, widzialnym znakiem, że dziecku jest trudno.

Złość jest z jedną z podstawowych emocji, którą odczuwają nawet niemowlaki. Fakt, że pojawia się na tak wczesnym etapie rozwoju świadczy o jej wadze. Dążenie do zlikwidowania złości nie jest zatem dobrym rozwiązaniem. 

Można ją porównać do gorączki. Rosnąca temperatura ciała z jednej strony jest ważnym sygnałem, że w organizmie dzieje się coś niedobrego, z drugiej – wspomaga procesy odpornościowe.

 

Dlaczego zatem dzieci się złoszczą?

Powodów może być wiele, ale wśród najbardziej podstawowych możemy wymienić 3 poniższe:

  1. Odczuwają silne napięcie i próbują to zakomunikować. To sygnał o ważnym procesie, który dzieje się w psychice małego człowieka.
  2. Złość pomaga wyrzucić z siebie trochę napięcia. (Może być przy tym głośna i widoczna).
  3. Ktoś przekracza ich granice. (Jako dorośli dobrze to znamy).

 

Autorką tego artykułu jest dr Jagoda Sikora, która jest ekspertką w klubie dla rodziców Parentflix.  

 

Zapisz się na listę zainteresowanych dołączeniem do kolejnej edycji kursu dr Jagody Sikory „Złość dziecka i rodzica. Self-regulation w praktyce.”

Złość mamy – jak sobie z nią radzić

Złość mamy – jak sobie z nią radzić

 

Świeżo upieczona mama z rumianym niemowlakiem zawiniętym w becik spogląda łagodnie na swojego malucha. W tle lśni uporządkowany dom i jasna przestrzeń. Mama wydaje się spokojna, łagodna, wypoczęta…

Znasz to?

Ja też nie.

Być może macierzyństwo (zanim zostałaś mamą) kojarzyło Ci się – tak jak mnie – właśnie z takim obrazkiem. A potem zostałaś mamą, z przytupem wskakując w trudną rzeczywistość. Być może nikt nie powiedział Ci, jak dużo zmęczenia doświadczają mamy, jak bardzo doskwiera im złość…

Chciałabym zatrzymać się na temacie złości. Ciągle za mało mówi się o tej emocji w rodzicielstwie. Doświadcza jej często i intensywnie wiele mam.

Może myślisz teraz: „OK, czuję złość, może rzadko o niej mówię, ale znam tę emocję bardzo dobrze”. Co zatem możesz zrobić w obliczu silnej złości? Czy warto dążyć do tego, żeby jej nie odczuwać?

 

  1. Potraktuj złość jako ważny sygnał

O czym może informować złość? Na przykład o tym, że Twoje ciało jest bardzo zmęczone i nie miało przestrzeni na regenerację. O tym, że Twoja głowa doświadcza nadmiaru napięcia z powodu ilości obowiązków, które stale przetwarza i… potrzebuje odpocząć. 

 

2. Zidentyfikuj, z czym jest Ci trudno

Czy złość, którą zobaczyłaś, jest bardziej związana ze zmęczeniem fizycznym czy też Twojemu mózgowi doskwiera obciążenie, z którym już sobie nie radzi? Czasem samo nazwanie tego, z czym jest Ci trudno, jest pierwszym krokiem w radzeniu sobie ze złością.

 

3. Poszukaj tego, co Cię zapala

Być może widząc rozwalone śmieci do segregacji na środku kuchni, tak jak wielu osobom, przychodzą Ci do głowy myśli w stylu: „No nie! Specjalnie to zrobił. Chciał mnie zdenerwować!”. Kiedy jednak na spokojnie pomyślisz, być może okaże się, że to niespecjalnie… być może to nie te śmieci Cię zdenerwowały, a własne myśli o tym, że ktoś nie szanuje Twojej pracy. Warto zapisać sobie te myśli, postarać się je uchwycić i złapać trochę dystansu. Jak? Na przykład zamiast: „nie szanuje mnie” spróbuj powiedzieć: „mam taką myśl, że…”. To pierwszy krok do łapania dystansu.

 

4. Zastanów się na co masz wpływ

Często w rodzicielstwie możemy mieć poczucie, że na nic nie mamy wpływu. Wiem, że potrzebuję odpocząć, ale nie mam jak. Zachęcam Cię jednak do poszukiwania tego, na co masz wpływ.

To tylko kilka propozycji tego, co możesz spróbować zrobić w kontekście Twojej złości. Pamiętaj, że bardzo się różnimy między sobą i różne strategie nam służą. Dlatego warto sprawdzać, co akurat Tobie pomaga. Jeśli złość Cię przytłacza, jest jej dużo, nie wiesz jak sobie z nią poradzić, to wizyta u specjalisty może być dobrym rozwiązaniem.

Ten artykuł napisała dla nas dr Jagoda Sikora. Więcej materiałów jej autorstwa znajdziesz w Parentflixie.

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.