Podcięcie wędzidełka – jak się je robi?

Podcięcie wędzidełka – jak się je robi?

 

Jak wygląda podcięcie wędzidełka języka? Czy lepiej wykonać je metodą laserową czy tradycyjną? Co ze znieczuleniem? Czy do zabiegu trzeba się przygotować? 

Odpowiedzi na te pytania udzielił mi człowiek, który na temacie zna się jak mało kto: mgr Mateusz Borys – neurologopeda i terapeuta miofunkcyjny, ekspert Parentflixa. Poniższy tekst jest podsumowaniem fragmentu wywiadu, którego mi udzielił przy okazji drugiego otwarcia klubu. 

 


PARENTFLIX POWRACA W KWIETNIU 2022.


 

Przed zabiegiem – jak się przygotować?

Zanim wędzidełko zostanie podcięte, od 1–3 tygodni przed zabiegiem, warto udać się do neurologopedy, logopedy wczesnej interwencji lub do mioterapeuty, który poinstruuje, w jaki sposób należy stymulować język dziecka. W praktyce są to identyczne ćwiczenia jak te, które zaleca się wykonywać po zabiegu, choć warunki w jamie ustnej dziecka będą oczywiście inne. Dlaczego warto zacząć wcześniej? Dziecko nauczy się nowych ruchów, zapisując je w pamięci motorycznej. Dzięki temu po zabiegu będzie mniej zaskoczone i łatwiej podda się stymulacji. Jednocześnie rodzic będzie już przeszkolony – praca po przecięciu wędzidełka będzie mniej stresująca. 

 

Laser czy nielaser – oto jest pytanie! 

Na rodzicielskich grupach trwa zaciekła dyskusja. Jedni twardo bronią tradycyjnych metod, przeklinając wszelkie nowinki, inni ufają wyłącznie technikom laserowym. A co o tym myślą logopedzi? No cóż, ich zdania także są podzielone, choć opinie są znacznie mniej radykalne. 

Zacznijmy od tego, że nożyk i nożyczki chirurgiczne wciąż cieszą się większą popularnością wśród specjalistów przecinających wędzidełka języka. Część środowiska logopedycznego obdarza doświadczonych chirurgów laserowych zaufaniem. Sceptycy zwracają uwagę na fakt, że w przypadku nieudanego zabiegu, rana – pod wpływem ciepła generowanego przez laser – goi się zbyt szybko. To z kolei, przy braku stymulacji, może prowadzić do powstania zrostu.

 

Uwaga na zrosty!

Jeśli pojawi się zrost, zwykle trzeba powtórzyć zabieg. Kiedy? Chirurdzy zalecają odczekać od miesiąca do dwóch, aby dać tkankom czas na pełne zagojenie. Z kolei logopedzi ponaglają: ruchomość języka może stać się jeszcze bardziej ograniczona niż przed zabiegiem, a tym samym karmienie może okazać się jeszcze trudniejsze. Cóź… najlepiej jeśli decyzję o terminie podejmie cały zespół specjalistów. 

Niezwykle ważne jest informowanie rodziców o istotności stymulacji po zabiegu. To przede wszystkim ona chroni przed zrostami. Ryzyko pojawienia się zrostów jest szczególnie wysokie u dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym, mniej manipulujących językiem niż ich rówieśnicy. 

 

Znieczulenie miejscowe czy ogólne?

Krążą różne opowieści. Słyszałam już o wędzidełkach przecinanych bez jakiegokolwiek znieczulenia, zabiegach w znieczuleniu ogólnym (gdy dziecko jest „uśpione”) i miejscowym. Jaka jest standardowa procedura i czy są od niej wyjątki?

W większości przypadków, bez względu na wiek pacjenta, stosuje się znieczulenie miejscowe. Znieczulenie ogólne będzie zarezerwowane dla szczególnie trudnych przypadków, u dzieci z większymi problemami, np. z poważnymi urazami okołoporodowymi. Może się jednak zdarzyć, że jeśli dziecko ma umówiony inny zabieg, wymagający znieczulenia ogólnego (np. wycięcie migdałka lub większa interwencja stomatologiczne), lekarz zasugeruje podcięcie wędzidełka „przy okazji”. 

 

Jak pielęgnować pępek noworodka?

Jak pielęgnować pępek noworodka?

 

Kiedy zostajemy rodzicami i noworodek trafia w nasze ręce, możemy się czuć przytłoczeni. Zwłaszcza jeśli to nasze pierwsze dziecko. Wszystko jest nowe, nieznane. Trzeba poradzić sobie z płaczem malucha, nauczyć się karmienia i przewijania. Z zaciekawieniem i lekką obawą przyglądamy się zawartości pieluszki. Ostrożnie, a często nieumiejętnie, podnosimy i odkładamy malucha. 

Jakby tego wszystkiego było mało, noworodek w miejscu pępka ma sterczący twardy kikut pępowinowy, który trzeba jakoś pielęgnować. Tylko jak? 

Przy okazji drugiego otwarcia klubu dla rodziców Parentflix, zorganizowałam serię wywiadów z nowymi ekspertami klubu. Jeden z nich przeprowadziłam z Magdaleną Wilk – lekarką w trakcie specjalizacji z neonatologii, konsultantką laktacyjną i doradczynią chustonoszenia. Był on zatytułowany „Pierwsze dni z noworodkiem – porady neonatologa”. Poruszyłyśmy w nim temat pielęgnacji pępka. Poniższy tekst powstał w oparciu o naszą rozmowę. 

Jak pielęgnować kikut pępowinowy?

Aktualne stanowisko neonatologów zaleca tzw. suchą pielęgnację. Jak to wygląda w praktyce?

Samego kikuta nie myjemy. Ma się wysuszyć i odpaść. Należy natomiast dbać o higienę pierścienia skórnego wokół niego. Czym go przemywać? Na ten temat powstało mnóstwo teorii. Wpisz hasło w wyszukiwarkę, a przekonasz się, że każdy poleca co innego, a odradza wszystko inne. Tymczasem najlepiej sięgnąć po zwykłą wodę z łagodnym żelem/płynem/mydłem do mycia ciała dla niemowląt. Przemyty pępek wytrzyj do sucha czystym gazikiem. Wybierz taki, który nie będzie pozostawiał włókien. 

A co ze środkami antyseptycznymi? Dopóki nic niepokojącego się nie dzieje (pępek jest suchy, nie ma żadnej wydzieliny, nie śmierdzi), nie używaj ich. Spirytus, choć działa wysuszająco, może podrażniać skórę noworodka, a nawet przenikać do jego krwiobiegu. Niektóre łagodne spraye mogą z kolei wydłużać czas oddzielania się kikuta.

Kikut nie powinien być zawijany w pieluszkę. To dlatego pieluchy w najmniejszych rozmiarach często mają na środku specjalne wycięcie. Jeżeli go nie ma, po prostu zapnij ją nieco niżej i delikatnie wyciągnij kikut na zewnątrz. W gorące dni warto wystawić pępek na działanie powietrza. 

Jeszcze jedna przydatna informacja: nie musisz czekać na odpadnięcie kikuta, żeby zacząć układać maluszka na brzuchu. 

 

Czy sucha pielęgnacja oznacza brak kąpieli?

Nawet ten słodki, pachnący noworodek się brudzi, a każdy brud jest pożywką dla bakterii. Unikanie mycia w oczekiwaniu na odpadnięcie kikuta nie jest więc zalecane. 

Podczas kąpieli staramy się jednak nie zalewać pępka. Najlepiej po prostu nalać do wanienki mniej wody. Za odpowiednią głębokość obierz połowę wysokości leżącego ciała maluszka. Pamiętaj jednak, że jeśli wszystko ładnie się goi, drobne zamoczenie nie jest powodem do paniki. 

Wizja kąpieli mimo wszystko Cię przerasta? Zamiast omdlewać ze stresu, próbując jednocześnie nie moczyć kikuta i nie utopić wiotkiego, nietrzymającego główki człowieka, którego na dokładkę masz umyć… po prostu weź sobie mały ręczniczek, ciepłą wodę i łagodny środek myjący, połóż malucha na przewijaku i tam go przemyj. Z czasem poczujesz się pewniej i wtedy rozpoczniecie kąpielowe przygody.

 

Kiedy kikut pępowinowy powinien odpaść?

Wbrew oczekiwaniom niektórych rodziców, kikut wcale nie musi odpaść – i raczej nie odpadnie – w drugim czy trzecim dniu po urodzeniu. Średnio zajmuje mu to od czternastu do szesnastu dni, ale lepiej nie traktować tych dwóch tygodni jako pewniaka. Pępowiny mają różne grubości – te cieńsze szybciej wysychają i odpadają, grubsze – będą trzymać się dłużej. Z niewyjaśnionych dotąd przyczyn, u chłopców kikut odpada często później niż u dziewcząt. 

Do trzeciego, czwartego tygodnia życia dziecka – nie musimy się zanadto przejmować sterczącym kikutem. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, coś cię niepokoi, najlepiej pokaż pępek położnej środowiskowej, która przyjdzie do Was z wizytą patronażową. Na pewno ma wyrobione oko i sporo doświadczenia w tym temacie. Natomiast jeżeli po upływie 28 dni od urodzenia dziecka kikut nadal nie zamierza odpadać – skonsultuj się z lekarzem. Czasami, choć rzadko, wymaga to interwencji chirurgicznej. 


Pierwsze tygodnie po porodzie to czas wyjątkowy. Wiem, bo też tam byłam. Wydawało mi się, że jestem idealnie przygotowana na to, co mnie czeka. A jednak doświadczyłam wielu zjawisk, o których nikt mi nie powiedział i o których nigdzie nie przeczytałam.

Dlatego powstał Czwarty trymestr – najnowsza książka Wydawnictwa Wymagające. Napisałam tę książkę dla siebie sprzed kilku lat. Dla innych kobiet, które oczekują narodzin dziecka albo, szukając swojej drogi w chaosie tych pierwszych tygodni życia z niemowlakiem, potrzebują prostego poradnika z odpowiedziami na nurtujące je wątpliwości.

Znajdziesz w niej mnóstwo wskazówek popartych badaniami naukowymi, wsparcie i wiedzę o obsłudze niemowlaka, które dadzą Ci spokój i pewność siebie. Kliknij w obrazek i zapisz się na listę zainteresowanych książką Czwarty trymestr.


 

Musy w tubkach – tak czy nie?

Musy w tubkach – tak czy nie?

 

Musy w tubkach stały się bardzo popularną formą przekąski. Po części jest to zrozumiałe – mają przecież parę niekwestionowanych zalet. Przede wszystkim są praktyczne: w podróży, na placu zabaw (gdy rączki nie są zbyt czyste) i wszędzie tam, gdzie zależy nam na szybkiej, niebrudzącej przekąsce, którą nasz maluch chętnie zje.

 

Problem w tym, że do tej wygody łatwo się przyzwyczaić – i dziecku, i rodzicowi. Z czasem okazuje się, że stopniowo tubki całkowicie zastąpiły owoce w diecie dziecka. To z kolei jest bardzo niekorzystne dla rozwoju aparatu artykulacyjnego. 

 

Także poza środowiskiem logopedycznym musy nie mają dobrej sławy. Stomatolodzy ostrzegają, że mogą przyczyniać się one do powstawania próchnicy (zwłaszcza, gdy zastępują mleko w czasie karmień nocnych). Dietetycy zwracają uwagę na ilość cukrów prostych zawartych w musach, a osoby dbające o środowisko – na to, jak nieekologiczne są same tubki.

 

AUTORKA TEGO ARTYKUŁU, MGR URSZULA PETRYCKA JEST EKSPERTKĄ W MOIM KLUBIE
ONLINE DLA RODZICÓW PARENTFLIX.


PARENTFLIX POWRACA W KWIETNIU 2022.


Dlaczego logopeda nie poleca musów?

Zjadanie nieprzetworzonych owoców, często zastępowanych przez musy, to pod wieloma względami świetne ćwiczenie logopedyczne: 

  • odgryzanie, gryzienie, żucie i połykanie warunkują prawidłowy rozwój aparatu artykulacyjnego;
  • zjadanie pokarmów o trudnej konsystencji zapobiega powstawaniu wad zgryzu;
  • samodzielne spożywanie produktów stałych jest świetnym treningiem koordynacji ręka-oko i małej motoryki.

Te wszystkie zalety przepadają w momencie sięgnięcia po półpłynny, łatwy do połknięcia i niewymagający żucia mus. W pewnym sensie jest on bardziej napojem niż przekąską. Czy zatem spożywanie musu z tubki uczy „dorosłego” picia? Niekoniecznie. Wiele dzieci układa sobie rurkę tubki na języku, co utrwala model ssania znany im od urodzenia: maluchy ssą tubkę jak smoczek butelki. Skoro język jest przyciśnięty rurką, nie może się podnieść do podniebienia – dziecko nie wykształca również dojrzałego wzorca połykania. Ponadto, część dzieci w czasie spożywania musu wysuwa język z jamy ustnej. Utrwalenie takiego nawyku może skutkować przeniesieniem go na pole artykulacji i, w rezultacie, zaistnienie zjawiska seplenienia międzyzębowego. 

Wreszcie nadmiar przekąsek w formie musu bywa wstępem do nieprawidłowych nawyków żywieniowych. Najedzone dziecko nie ma ochoty na przygotowany posiłek, rodzice zaczynają się tym martwić, sięgają po „pewniaki” i powstaje błędne koło. 

 

Wątpliwości rodziców

Zebrałam pytania, które rodzice często stawiają w kontekście musów z tubki. Poniżej znajdziecie moje odpowiedzi. 

 

Skoro owocami łatwo się zakrztusić, czy nie byłoby bezpieczniej podać dziecku mus z tubki?

Zakrztuszenia to bez wątpienia nieprzyjemny element wprowadzania pokarmów stałych do diety dziecka. Niestety nie da się go wyeliminować, a dojść do wprawy można jedynie dzięki praktyce. Nauka prawidłowego gryzienia i połykania jest inwestycją na lata. 

Nie znaczy to, że nie należy starać się zapobiegać zakrztuszeniom i zadławieniom. Wiele zależy od sposobu podania owocu. Na przykład, paradoksalnie, podanie dziecku całego obranego jabłka do rączek mocno minimalizuje ryzyko wypadku. Dziecko zeskrobie ząbkami malutkie cząstki i je zje. 

 

Co z tubkami z owsianką – czy one są OK?

Bywa, że dziecko po pociągnięciu łyka z takiej tubki, przez chwile żuje jej zawartość i dopiero wtedy przełyka – to rzeczywiście lepsze niż wysysanie samego musu owocowego. Najlepiej będzie jednak nałożyć owsiankę do miseczki, z której dziecko zje ją – z pomocą rodzica lub bez – łyżeczką. W wieku osiemnastu miesięcy dziecko powinno już być w stanie zrobić to samodzielnie, ćwicząc przy okazji choćby pracę warg (aktywnych w kontakcie z łyżeczką). Inwestycja energii w naukę szybko się zwraca. 

 

Czy mogę zatem podać mus owocowy łyżeczką?

To rozwiązanie jest o tyle lepsze, że w odczuciu dziecka mus będzie pokarmem, a nie napojem. Wciąż jednak nie zobaczy owocu w całości. Często nie rozpozna nawet, z jakich owoców przecier jest zrobiony. Wybierając musy – w jakimkolwiek opakowaniu – pozbawiamy dziecko wrażeń sensorycznych, związanych z jedzeniem. Maluch nie może dotknąć owocu, zbadać jego kształtu, sprawdzić czy jest ciężki, śliski, lepki, zimny… Nawet wąchanie może okazać się utrudnione. 

 

Co zrobić, jeśli dziecko nie chce jeść niczego innego niż papki?

Należy powoli i stopniowo zmieniać konsystencje podawanych pokarmów, np. przez dodanie do purée paru ziaren amarantusa ekspandowanego. Jeśli po kilku tygodniach rozszerzania diety nie uda się przejść na inne konsystencje, warto zgłosić się do neurologopedy.

 

Wnioski

Czy zatem musy są szkodliwe i powinny być zabronione w diecie dziecka? Nie musimy być aż tak radykalni. Warto natomiast uzmysłowić sobie, że bliżej im do słodyczy niż do owoców i, w związku z tym, powinny być podawane sporadycznie. 

 

Skoro musu nie trzeba odgryzać, gryźć ani żuć – nie może on zastąpić owoców, dających dziecku okazję do kształtowania aparatu artykulacyjnego. 

 

Jeżeli zależy Ci na „czystych” przekąskach, możesz zaproponować dziecku pokrojonego w słupki ogórka lub paprykę, kromkę pełnoziarnistego chleba, ugotowany makaron czy nawet – chrupki kukurydziane. Zaletą spożywania tych produktów – w kontekście logopedycznym – będzie ćwiczenie obróbki kęsów pokarmowych, która jest bazą dla prawidłowej artykulacji głosek.

 

Dzieci, które nie mają problemów z napięciem mięśniowym, artykulacją i samodzielnym jedzeniem pokarmów o różnych konsystencjach, mogą oczywiście od czasu do czasu zjeść mus z tubki. Nie dajmy się zwariować. Tak jak we wszystkim – trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek. 🙂 

 

Co wspiera rozwój dziecka? Refleksje fizjoterapeuty

Co wspiera rozwój dziecka? Refleksje fizjoterapeuty


mgr Agnieszka Słoniowska – fizjoterapeutka z ponad dwudziestoletnim stażem; terapeutka neurorozwojowa, pracująca w nurcie bliskościowym. Szkolenia, które odbyła to m.in.: PNF, SI, NDT- Bobath basic & baby, kinesiotaping, podejście osteopatyczne w pediatrii, wczesne wykrywanie autyzmu, praca z dzieckiem z ADHD, instruktorskie oraz trenerskie – Shantala Special Care.

Jest wykładowcą na studiach podyplomowych, związanych tematycznie z terapią ręki, terapią widzenia, fizjoterapią oraz SI małego dziecka. Jest też autorką warsztatów dla rodziców i profesjonalistów, z zakresu rozwoju i pielęgnacji niemowlęcia m. in: Dobry Start Dziecka, Promotor DSD, Ocena gotowości małego dziecka do funkcji jedzenia w ujęciu sensomotorycznym.

Pod redakcją wydawnictwa “Od Pestki do ogryzka” pisze i publikuje artykuły na temat pozycjonowania do karmienia niemowląt ze wzorcem odgięciowym oraz responsywności w procesie karmienia niemowlęcia.

Współtwórczyni szkoły instruktorów masażu Shantala – Dotyk i Więź.

Prywatnie – żona oraz mama pięciorga dzieci. 

 

AGNIESZKA JEST JEDNĄ Z EKSPERTEK TWORZĄCYCH MATERIAŁY DOSTĘPNE W MOIM KLUBIE ONLINE DLA RODZICÓW PARENTFLIX

W Parentflixie dzieli się doświadczeniem z gabinetu fizjoterapeuty i terapeuty neurorozwojowego. Pomaga oswoić niektóre zagadnienia, takie jak napięcie mięśniowe czy przyjazna pielęgnacja. Odczarowuje spędzające sen z powiek rodziców układanie maluszków na brzuchu. Opowiada o znaczeniu dotyku w życiu dziecka i przybliża jedną z jego form – masaż (czemu tak naprawdę służy i komu jest potrzebny). W swoich szkoleniach skupia się także na dojrzewaniu komunikacji rodzic-dziecko, widzianej przez pryzmat rozwoju ruchowego, a także pokazuje, jak duże znaczenie dla dziecka ma zabawa. Ponadto wyjaśnia, na czym polega dobre noszenie dziecka na rękach, w nosidle i w chuście.

* * *

Pracuję jako fizjoterapeuta od ponad dwudziestu lat. Z różnym natężeniem, gdyż w międzyczasie cieszyłam się stopniowo powiększającą się rodziną. Ukończone szkolenia, m.in. NDT-Bobath, Integracji Sensorycznej czy PNF, w połączeniu z praktyką dawały mi poczucie kompetencji w pracy z dzieckiem w aspekcie motorycznym. W miarę upływu lat zaczęłam dostrzegać, że skupiam się nie tylko na dziecku, ale na całym środowisku, w którym się rozwija. Myślę, że doszłam do tego, kiedy sama zostałam mamą i zaangażowałam się w proces terapeutyczny moich dzieci. Dostrzegłam w edukacji opiekunów szansę na stworzenie optymalnego środowiska dla rozwoju dziecka. Dlatego zaczęłam poświęcać więcej czasu i uwagi na pracę z rodzicami i domownikami. Ponieważ chciałam widzieć dziecko w szerszym kontekście, moja edukacja i zakres pracy zaczęły obejmować kolejne obszary: proces karmienia, komunikacji, kompetencji społecznych i ogólnie regulacji dzieci.

Są pewne zagadnienia, które poruszam w edukacji rodziców moich pacjentów bez względu na wiek dziecka. Nimi właśnie chciałam się z Wami podzielić. Oto najważniejsze z nich.

Każdy dotyk ma znaczenie 

Im młodsze dziecko, tym większa jego rola. Dotyk jest zmysłem pierwotnym, ściśle powiązanym z układem nerwowym, gdyż skóra i cewa nerwowa rozwijają się z tego samego listka zarodkowego. To powiązanie sprawia, że maluszek, a potem starsze dziecko, w oparciu o jakość doświadczanego dotyku będzie kształtowało ogólny poziom pobudzenia oraz swoje poczucie bezpieczeństwa.

Bardzo ważnym aspektem jest to, że każdy rodzaj dotyku przekazuje swoiste informacje. Dotyk w postaci stałego docisku – przekazywany dużą powierzchnią – postrzegany jest kojąco. Natomiast powierzchowne i szybkie głaskanie działa drażniąco. Z tego powodu tulenie lub układanie dłoni na brzuszku czy pupie dziecka jest często wystarczające do wyciszenia dzidziusia, natomiast głaskanie kogoś po plecach czy ręce w intencji pocieszenia skutkuje tylko wzburzeniem emocji. Z kolei dla pobudzonych przedszkolaków świetnym sposobem może być położenie otwartej dłoni na szczycie głowy dziecka lub na jego barkach i dociśnięcie go w ten sposób do ziemi. Maluch dzięki temu lepiej czuje swoje ciało, a także wyczuwa intencje rodzica, który tym gestem mówi: „widzę cię, czuję cię, jestem przy tobie”. Jeśli chcecie wypróbować ten sposób, to pamiętajcie – docisk ma być intensywny, ale powoli narastający, wykonywany całą, luźną dłonią, w dół. Nie może kojarzyć się ze ściskaniem i unieruchomieniem dziecka. Ciekawe, czy to zadziała też u Was? 🙂

Ta niesamowita zdolność dostrajania się dziecka do opiekuna ma też swoje minusy. Mianowicie kiedy rodzicowi rośnie napięcie w wyniku zmęczenia, obniżonego nastroju, stresu itp., dziecko również będzie się rozregulowywać :(. Jest to wskazówka dla dorosłego, by dbał o siebie: swój odpoczynek, odżywianie i relacje, by minimalizować ryzyko wpływu stresorów. Dziecko jest bardzo reaktywne wobec zachowań dorosłego – im młodsze, tym bardziej jednoznacznie to komunikuje. W wieku przedszkolnym to „dostrajanie” może już przybierać różne formy: zmian napięcia mięśniowego, nadwrażliwości na zapachy czy dotyk, a nawet niezgrabności ruchowych. Oczywiście tzw. „trudne zachowania” również mogą się w to wpisywać, ale one nie są głównym przedmiotem mojej pracy.

Masaż jest formą dotyku, której poświęcam bardzo dużo czasu w pracy z pacjentem. Na każdym etapie życia może on wyglądać inaczej, jednak w rękach rodzica zawsze będzie on dotykiem pełnym akceptacji i miłości. Tak przynajmniej powinno być. Masaż, nawet kiedy jest narzędziem terapeutycznym, nigdy nie powinien wzbudzać w dziecku wątpliwości co do przyjaznych intencji rodzica. Najlepiej, by mama czy tata mogli skupić się głównie na budowaniu relacji poprzez kontakt fizyczny z dzieckiem. Oczekiwanie rezultatów leczniczych nie powinno być na pierwszym miejscu. Efekt taki przyjdzie wraz ze wzmocnieniem więzi i regulacji nerwu błędnego poprzez dotyk pełen akceptacji.

Tempo poruszania, mówienia, dokonywania zmian 

Warunkują one optymalny poziom pobudzenia dziecka. Warto poznać swoje dziecko i siebie – wiedzieć, jakimi jesteśmy obdarzeni profilami sensorycznymi – by móc dobrać odpowiednie aktywności. Jednych trzeba motywować, innych hamować, a jeszcze innych organizować i porządkować w działaniu.

W kwestii tempa obowiązują następujące zasady:

  • Jeśli robimy coś szybko, to tracimy na jakości. Im wolniej działamy, tym robimy to bardziej świadomie (czyli trudniej). Dlatego nie sprawdza się tu powiedzenie „im szybciej, tym lepiej”. Jeśli więc opanowaliście jakąś aktywność, to warto dążyć do wykonywania jej coraz wolniej i płynniej!
  • Dziecko dostosowuje się do tempa życia rodzica. Jeżeli opiekun nie umie odpoczywać, jest go pełno wszędzie, podejmuje wiele aktywności na raz, to należy się spodziewać krótkośpiącego, wszędobylskiego i ciekawskiego potomka. Natomiast jeśli w domu tempo życia jest skrajnie wolne, mało się dzieje, to ciekawość świata będzie zaspokajana przez dziecko głównie w aspekcie intelektualnym, ze stratą w obszarze ruchowym. Oznacza to ni mniej ni więcej, że wskazana jest RÓWNOWAGA. Jeśli jesteś rodzicem pałającym energią, w typie “sprężynki”:

  spróbuj celowo mówić wolniej i ciszej,

dłużej przebywaj z dzieckiem w jednej aktywności,

ucz się śpiewać i tańczyć coraz ciszej i w coraz wolniejszym tempie.

Jeśli natomiast jesteś bardzo spokojnym rodzicem – postaraj się dodać energii i różnorodności do swojego życia:

  spróbuj głośno śpiewać, klaskać i tupać razem z dzieckiem,

zainteresuj się aktywnością ruchową, żeby dziecko miało co naśladować.

Czego nie zrobiłeś do tej pory dla swojego zdrowia, zrób dla dziecka 😉

Co za dużo – to niezdrowo 

Nadmiar zabawek, zwłaszcza świecąco-grająco-ruszających się (nie mówiąc już o ekranach) przekierowuje uwagę dziecka z zabaw w relacji z drugą osobą na rzecz poddawania się biernej stymulacji. Często podczas takich aktywności dzieci wydają się ucieszone do granic możliwości, natomiast na dłuższą metę skutkuje to zwiększeniem pobudliwości, trudnościami z zasypianiem, łatwym wybudzaniem, kłopotami z jedzeniem, przymusem przebywania w dużym pobudzeniu. Niestety dzieci mają trudność w odczuwaniu, kiedy dochodzi do przeciążenia ich układu nerwowego, dlatego nie potrafią samodzielnie zakończyć tej obciążającej aktywności. Generalnie najlepszym partnerem do zabawy dla dziecka, bez względu na wiek, jest drugi człowiek! Ryzyko przeciążenia zmysłowego w tej relacji jest znacznie mniejsze.

Ułatwianie – to kłody rzucane pod nogi

To zagadnienie jest chyba najtrudniejsze do przyjęcia dla rodziców.

Otóż żeby dziecko nauczyło się leżeć na boku, na plecach, trzymać głowę w osi, siedzieć, a następnie stać – potrzebuje doświadczać samodzielnej pracy ciałem na twardym podłożu oraz zmagać się z grawitacją. Niektórym wydaje się, że układanie dziecka w pożądanej pozycji i okładanie go poduszkami pomaga maluchowi. Tymczasem de facto opóźnia to samodzielne opanowanie przez malca danej czynności lub pozycji. O ile w temacie szkodliwości sadzania dzieci niesiedzących samodzielnie obserwujemy już dużą świadomość społeczną, o tyle w kwestii stabilizowania głowy czy też całego tułowia różnorodnymi wkładkami (w celu kształtowania symetrii) jest ona niestety jeszcze niewystarczająca.

Pozwolenie dzieciom na wykonywanie aktywności, do których mają już kompetencje, jest warunkiem ich dobrego rozwoju. Dotyczy to dzieci w każdym wieku. Jeśli niemowlę umie unosić kończyny do góry, leżąc na plecach, nie wkładaj go do leżaczka, który będzie utrzymywał tę pozycję za niego. Gdy roczniak chce samodzielnie jeść, to nie karm go w imię szybszego i czystszego jedzenia. Kiedy dwulatek próbuje zakładać buty, to uzbrój się w cierpliwość i daj mu na to czas 🙂

Udział dziecka – od maleńkości – w procesie przygotowywania posiłków daje informacje sensomotoryczne niezbędne do tego, aby dieta była bogata, a jedzenie stało się przyjemnością. Niestety podawanie dzieciom posiłków przygotowanych już bez ich udziału ściśle koreluje z problemami w żywieniu małego dziecka.

Wszystkie czynności sprawiające, że nasze życie jest harmonijne i uporządkowane powinny być obszarem wspólnego działania rodzica i dziecka od jak najwcześniejszych lat, a nawet miesięcy. O tym, jaki potencjał drzemie w dzieciach świadczą dziesięciomiesięczniaki, które wyciągają razem z mamą rzeczy z pralki, półtoraroczniaki obtaczające kotlety w mące albo dwulatki, które parują skarpetki lub wycierają stół po posiłku. Nie chodzi tu o to, by uczyć dzieci porządku, lecz by umożliwić im, w przyjaznej atmosferze, zbieranie różnorodnych doświadczeń. Każda nowa aktywność uczy koordynacji wzrokowo-ruchowej, manipulacji, doświadczeń sensorycznych, tworzenia nowych rozwiązań w oparciu o dotychczasowe umiejętności; daje poczucie sprawczości, wzbudza ciekawość, która będzie napędem dla dalszego rozwoju.

Dla malucha nie jest obojętne, czy robicie coś razem czy też zostanie wyręczony. Ograniczanie samodzielności dziecka prowadzi do dysharmonii w rozwoju czuciowo-ruchowym. Nie jest powiedziane, że to jest proste dla rodzica. Wydaje się, że dużo łatwiej zrobić coś za dziecko, bez jego udziału – bo szybciej, bo sprawniej i mniej sprzątania po przygotowaniu. Jednak „łatwiej” nie znaczy „lepiej” i jeżeli tylko jesteśmy w stanie poświęcić te kilka minut więcej, to warto zainwestować je we wspólną pracę.

Może się wydawać, że powyższe tematy nie są ściśle związane z funkcjonowaniem ruchowym dziecka, jednak w rzeczywistości bardzo mocno go warunkują. Im bardziej jesteśmy świadomi tych zależności, tym skuteczniejsza będzie praca w gabinecie fizjoterapeuty czy każdego innego terapeuty neurorozwojowego. Wszystko, czym się tutaj z Wami podzieliłam, może przyczynić się do bardziej świadomego, a zarazem szczęśliwszego rodzicielstwa – czego serdecznie Wam życzę!


PARENTFLIX POWRACA W KWIETNIU 2022.


 

 

Wędzidełko języka – dlaczego warto mu się przyjrzeć?

Wędzidełko języka – dlaczego warto mu się przyjrzeć?

Dzisiejszym postem przedstawiam Wam Mateusza Borysa, czyli eksperta mojego klubu dla rodziców Parentflix.

mgr Mateusz Borys – neurologopeda, terapeuta miofunkcjonalny. Specjalizuje się we wczesnej interwencji logopedycznej, pracując z noworodkami i niemowlętami oraz ich rodzicami. Jego głównym zainteresowaniem zawodowym są diagnoza i terapia trudności w obszarze ustno-twarzowym, które są związane z nieprawidłowym przebiegiem czynności prymarnych: oddychania, połykania, pobierania pokarmów i płynów. Prowadzi diagnozę oraz indywidualną terapię noworodków i niemowląt z trudnościami w ssaniu i rozszerzaniu diety, a także w rozwoju komunikacji i mowy. Jest wolontariuszem w Klinice Neonatologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy, gdzie pomaga dzieciom przedwcześnie urodzonym w karmieniu i rozwoju umiejętności oralnych. Autor profilu Matowy Język na Facebooku. 

 

MATEUSZ JEST JEDNYM Z EKSPERTÓW, KTÓREGO MATERIAŁY DOSTĘPNE SĄ W MOIM KLUBIE ONLINE DLA RODZICÓW PARENTFLIX. 


PARENTFLIX POWRACA W KWIETNIU 2022.


 

Czym Mateusz zajmuje się w klubie?

Dwa pierwsze lata życia, a zwłaszcza pierwsze 12 miesięcy w życiu dziecka są najważniejsze pod względem zdobywania przez nie umiejętności ruchowych. W tym samym czasie, już od urodzenia, maluch uczy się komunikować z otoczeniem, na początku bez słów, ale pod koniec pierwszego roku życia wypowiada już kilka sylab i wyrazów. To także czas na szeroko rozumianą naukę jedzenia dzięki przyjmowaniu innych pokarmów niż tylko mleko.

W Parentflixie skupia się na rozwoju umiejętności oralnych u dzieci, ponieważ w pierwszym roku życia najintensywniej poznają świat za pomocą ust. W związku z tym uczy, co może utrudnić karmienie malucha, a co powoduje trudności w jedzeniu u dziecka od momentu rozszerzania diety. Zaznacza również kluczowe momenty w rozwoju komunikacji i mowy dziecka w pierwszych dwóch latach życia oraz udowadnia, że trudności w przyjmowaniu pokarmów będą miały wpływ na rozwój mowy Twojej pociechy.

* * *

Przyjście dziecka na świat jest dla rodziców jednym z najważniejszych, ale i najbardziej stresujących momentów w ich życiu. Od sposobu oraz tygodnia rozwiązania ciąży zależy dalszy rozwój dziecka, a także sytuacja całej rodziny. Choć rodzice przygotowują się na pojawienie się w ich życiu dziecka na wiele miesięcy przed tą chwilą, nie wszystko da się zaplanować. Nie wiadomo choćby tego, czy dziecko urodzi się ze skróconym wędzidełkiem języka, czy nie.

Od kiedy wędzidełko języka może być skrócone?

Dziecko nie przychodzi na świat jako biała, niezapisana kartka. Ma ono za sobą wiele doświadczeń w postaci kilkudziesięciu tygodni, które spędziło w brzuchu mamy. To właśnie wtedy zachodzi proces oddzielania się języka od dna jamy ustnej, w wyniku którego wyodrębnia się wędzidełko języka. W przypadku jego skrócenia dziecko, już od około trzeciego miesiąca życia płodowego, w nieprawidłowy sposób połyka wody płodowe. Nieco później powinno wykonywać wiele skomplikowanych ruchów językiem w jamie ustnej i poza nią, co niewątpliwie będzie utrudnione lub niemożliwe przy skróconym wędzidełku języka. To oznacza, że maluch będzie nieprawidłowo ssał już przed narodzinami.

Konsekwencje skróconego wędzidełka języka dla noworodków

Dziecko rodzi się również z szeregiem odruchów oralnych. Są to automatyczne reakcje, których maluch jeszcze nie kontroluje, ale odbywają się w jamie ustnej i wokół niej. Część odruchów odpowiada za pobieranie pokarmu przez dziecko. Niestety, odruchy oralne u noworodka nie będą realizowane prawidłowo, jeżeli dziecko nie będzie miało odpowiednich warunków w jamie ustnej. W przypadku skrócenia wędzidełka języka dziecko może mieć trudności podczas karmienia już od pierwszych dni po narodzinach. Najczęściej rodzice zaobserwują u malucha brak umiejętności efektywnego pobierania pokarmu z piersi mamy i/lub z butelki.

Kiedy najwcześniej ocenić wędzidełko języka? Kto może to zrobić?

Gdy pojawiają się trudności w karmieniu lub jest ono niemożliwe, przyczyną nie musi być skrócone wędzidełko języka noworodka. W tym celu personel medyczny, tuż po narodzinach dziecka, powinien dokładnie zdiagnozować warunki anatomiczne w obrębie jamy ustnej maluszka. Innym rozwiązaniem jest zapewnienie świeżo upieczonej mamie możliwości konsultacji z certyfikowanym doradcą lub konsultantem laktacyjnym, który oceni sposób przystawienia dziecka do piersi lub podania butelki oraz pozycję mamy i dziecka podczas karmienia. Idealnie byłoby, gdyby wskazany specjalista miał wiedzę i doświadczenie w zakresie oceny wędzidełka języka u noworodka, ponieważ często zdarza się, że różni specjaliści przekazują rodzicom rozbieżne informacje. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że w Polsce nie ma dokładnych wytycznych czy standardów określających, w jaki sposób oceniać wędzidełko języka.

Skrócone wędzidełko języka a karmienie piersią

Jedno jest pewne: od pierwszych dni życia karmienie naturalne powinno być przyjemne i komfortowe zarówno dla mamy, jak i dla dziecka. Wiele mam, mimo pomocy ze strony specjalistów, intuicyjnie czuje, że coś jest nie tak. Rodzi się frustracja u głodnego dziecka, a jednocześnie wzmagają się nieprzyjemne emocje u mamy, która ma poczucie, że nie jest w stanie nakarmić swojego dziecka. Mleko mamy jest pod wieloma względami najlepszym pokarmem dla jej maluszka, ale należy pamiętać o tym, że trudności ze ssaniem mogą wynikać nie tylko ze skróconego wędzidełka języka u noworodka, ale również z trudności towarzyszących mamie. Znalezienie przyczyny wydaje się kluczowe, by mama i dziecko cieszyli się bliskością i komfortem podczas karmienia piersią.

Dlaczego diagnoza nie jest łatwa?

Tuż po narodzinach głowa, twarz i jama ustna dziecka nie mają zbyt dużych rozmiarów, przez co nie zawsze mama karmiąca piersią odczuje skutki skróconego wędzidełka języka jej dziecka. Dlaczego? Jeśli dziecko szybko się najada i przybiera prawidłowo na masie, a mama nie odczuwa dyskomfortu podczas karmienia, wydaje się, że ten proces przebiega prawidłowo. Niestety, nie oznacza to, że wędzidełko języka dziecka ma na pewno prawidłową długość, a język dobrą ruchomość. Kolejne miesiące, ze względu na wzrost dziecka i rozwój jamy ustnej, mogą uwydatnić trudności, które nie były wcześniej odczuwalne. Mimo wszystko te problemy mogą zostać niezauważone. Dokładnie te same trudności diagnostyczne mogą pojawić się w okresie rozszerzania diety. Jedno dziecko ze skróconym wędzidełkiem języka będzie jadło tylko pokarmy o konsystencji gładkiej papki, inne – zje wszystko. W czym więc tkwi trudność dotycząca diagnozy skróconego wędzidełka języka?

Oczekiwania rodziców a wiedza i umiejętności logopedy

Dla rodziców najważniejsze jest, by dziecko jadło odpowiednio dużo i prawidłowo rosło, by zdobywało kolejne punkty na siatkach centylowych. Dla logopedy, zajmującego się karmieniem noworodków i niemowląt oraz wspieraniem rodziców w tym długim i skomplikowanym procesie, najważniejsza jest jakość rozwijających się u dziecka funkcji. Ważne będzie to, w jaki sposób maluch je, to znaczy: które mięśnie dziecko wykorzystuje podczas jedzenia, z jaką siłą realizuje ssanie i jak zachowuje się podczas karmienia. Chcąc sprawdzić, jak przebiega karmienie, logopeda przeanalizuje wcześniej przygotowane nagranie lub poprosi mamę, by przystawiła dziecko do piersi albo nakarmiła je butelką podczas wizyty w gabinecie. Warto podkreślić istotną rolę odruchów, z którymi rodzi się dziecko. Ich realizacja będzie inna u dzieci ze skróconym wędzidełkiem języka, co wpłynie na sposób oddychania u dziecka oraz pobieranie przez nie pokarmu.  

Gdy zabraknie prawidłowej diagnozy

Wiele dzieci nie zostaje prawidłowo zdiagnozowanych pod kątem skrócenia wędzidełka języka. Dzieje się to zwłaszcza w okolicach pierwszego roku życia, kiedy maluch i rodzice przebrnęli przez pięć, sześć miesięcy rozszerzania diety, a dziecko zaczyna poruszać się samodzielnie i jest w nieustannym ruchu. Kiedy zaczyna zarówno mówić, jak i coraz chętniej i dalej się przemieszczać, ewentualne wątpliwości rodziców co do trudności w obszarze jamy ustnej dziecka zostają stłumione. Gdy dwulatek zaczyna wypowiadać proste zdania, a trzylatek już dłuższe wypowiedzi, niezdiagnozowane krótkie wędzidełko języka daje o sobie znać. Dziecko zaczyna się komunikować za pomocą słów, częściej otwiera buzię i oko logopedy jest w stanie zauważyć pewne nieprawidłowości. Wówczas praca z dzieckiem ze skróconym wędzidełkiem języka będzie dłuższa i trudniejsza, a często nawet trzeba będzie odłożyć ten zabieg w czasie.

U dzieci w wieku szkolnym, a także u nastolatków i dorosłych spotykam się ze skróceniem wędzidełka języka głównie wtedy, kiedy pacjent trafia do ortodonty z powodu wady zgryzu, której towarzyszy nieprawidłowa wymowa. To jednak nie są jedyne możliwe objawy skróconego wędzidełka języka. W zależności od stopnia jego skrócenia pacjent może skarżyć się na rozmaite bóle: twarzy, stawów skroniowo-żuchwowych, głowy, szyi, karku, a nawet pleców. Dlatego tak ważne jest, żeby zdiagnozować trudność jeszcze u noworodka i niemowlęcia, przy współpracy z innymi specjalistami, na przykład fizjoterapeutą, osteopatą czy laryngologiem. Celem tego porozumienia specjalistów ma być decyzja o konieczności wykonania zabiegu przecięcia wędzidełka języka, by poprawić warunki anatomiczne w jamie ustnej dziecka, mające wpływ na karmienie, jedzenie oraz mowę, a także żeby uniknąć innych dolegliwości w nastoletnim czy dorosłym życiu.


Pierwsze tygodnie po porodzie to czas wyjątkowy. Wiem, bo też tam byłam. Wydawało mi się, że jestem idealnie przygotowana na to, co mnie czeka. A jednak doświadczyłam wielu zjawisk, o których nikt mi nie powiedział i o których nigdzie nie przeczytałam.

Dlatego powstał Czwarty trymestr – najnowsza książka Wydawnictwa Wymagające. Napisałam tę książkę dla siebie sprzed kilku lat. Dla innych kobiet, które oczekują narodzin dziecka albo, szukając swojej drogi w chaosie tych pierwszych tygodni życia z niemowlakiem, potrzebują prostego poradnika z odpowiedziami na nurtujące je wątpliwości.

Znajdziesz w niej mnóstwo wskazówek popartych badaniami naukowymi, wsparcie i wiedzę o obsłudze niemowlaka, które dadzą Ci spokój i pewność siebie. Kliknij w obrazek i zapisz się na listę zainteresowanych książką Czwarty trymestr.