Twoja siostra, kuzynka, znajoma, koleżanka z pracy ma dziecko, którego jeszcze nie poznałeś. Doszły Cię słuchy, że nie jest jednym z tych uroczych różowych bobasków z reklam, które przesypiają całe noce i pół dnia. Podobno daje wszystkim popalić. Zmęczeni rodzice zapraszają Cię w odwiedziny do siebie, bo nie chcą ryzykować histerii w foteliku samochodowym (jeśli to niemowlę) lub zdemolowania Twojego mieszkania (jeśli to ciekawski dwulatek).

Przygotowałam dla Ciebie praktyczny poradnik. Dowiesz się z niego, jak – odwiedzając rodziców małego dziecka – zyskać ich dozgonną wdzięczność i być po wsze czasy przyjmowanym z otwartymi ramionami:

  1. Kiedy przychodzisz na kawę, przynieś swoje ciasto. I kawę. Pijamy ją hektolitrami, każdą paczkę przyjmiemy z wdzięcznością.
  2. Weź przykład z mojej Mamy i Teściowej- wpadając na obiad, przywieź… obiad. Dużo jedzenia. Gotowego, zawekowanego, mrożonego, jakiekokolwiek – byle szybkoodgrzewalnego. Próby ugotowania czegokolwiek jedną ręką lub z wiszącym u nóg półtoraroczniakiem kończą się często pizzą na telefon lub kanapkami. Nie pogardzimy: zupami, zapiekankami, gulaszami, bigosem czy pierogami. Właściwie to wszystko przyjmiemy z radością.
  3. Zrobienie zakupów jest super. Zwłaszcza, gdy wniesiesz je na czwarte piętro. Jeśli nie wierzysz, zadzwoń do kurierów sklepów on-line, którzy mijają się w naszych drzwiach. Wizyta w sklepie z hajnidem jest niczym wejście na Mount Everest. Niby można, niby ludzie wchodzą, niby da się zorganizować – ale po co to robić codziennie?
  4. Zamiast prezentu na: Boże Narodzenie, urodziny, imieniny, Dzień Matki i Barbórkę, zabierz moje dziecko na dwie godziny poza zasięg mojego słuchu (pomysł Segritty). Na spacer/plac zabaw/ogród/do drugiego pokoju. Przypomnij sobie wcześniej odpowiedni repertuar piosenek, wierszyków i zabaw umilających czas. Przynieś jakiś nowy, potencjalnie interesujący dziecko przedmiot (np. plastikową butelkę z wodą). Na wszelki wypadek weź pas na lędźwie, może trzeba będzie hrabiankę/panicza nosić na rękach, popychając wózek brzuchem. Ja w tym czasie pójdę spać, umyję głowę albo z otępiałym wyrazem twarzy popatrzę na ścianę, kontemplując wszechogarniającą ciszę i spokój.
  5. Czasem usypianie na drzemkę trwa dłużej niż sam sen. Uprzedź więc, o której będziesz i dowiedz się, jak zaanonsować przybycie. Moje dziecko budzi się, gdy mocniej mrugnę – domyślasz się więc, że dźwięk domofonu niweczy wszelkie drzemkowe starania.
  6. Dowiedz się, o której moje dziecko chodzi spać i kończ wizyty minimum 2 godziny wcześniej. Ty wracasz do domu odpocząć, a my bujamy się (w pełnym tego słowa znaczeniu) z przebodźcowanym maluchem przez pół nocy. To naprawdę słaba atrakcja.
  7. Jeśli chcesz kupić dziecku zabawkę, niech to nie będzie nic grającego. #przebodźcowanie #nienawidzętychmelodyjek #ciszaispokój Prawdopodobnie nie musisz niczego kupować, bo pół chałupy mamy zarzucone wszelkim chińskim badziewiem. Moje dziecko będzie wdzięczne za melisę, czekoladę albo kawę – dla mamy rzecz jasna.
  8. Przymknij oko na bałagan. Posprzątam, jak pójdzie na studia. Wcześniej mi się nie opłaca.
  9. Nie porównuj mojego dziecka do pozostałych wnuczków, syna sąsiadki spod trójki czy córki Twojej sekretarki. Jest inne, jest wyjątkowe, jest hajnidem. W czym ma mi pomóc informacja, że Karolek przesypia już całe noce, a Ala godzinami bawi się sama na macie? Ma wlać we mnie nadzieję, czy sprawić, żebym poczuła się gorzej? Gdy rozmawiamy, słuchaj, żeby zrozumieć, a nie, żeby odpowiedzieć.  Gości głoszących hasła: „sama nauczyłaś noszenia/wiszenia na piersi/reagowania na każdy jęk etc.”, „zostaw, to się wypłacze”, „już was sterroryzował” niechętnie zapraszamy ponownie.
  10. Nie potrzebuję pouczeń i rad. Kiedy będę chciała znać Twój punkt widzenia czy pomysły, na pewno zapytam. Jeśli radzisz z dobrej woli, a naprawdę chcesz pomóc, to: patrz punkty 1-4. Albo bez zbędnych komentarzy o moim niezorganizowaniu zmyj naczynia, odkurz, wynieś śmieci wychodząc. W tym momencie życia to dla mnie jedna z lepszych rzeczy, jakie możesz mi dać.

Dodalibyście jeszcze coś do tej listy?