Trzy poprzednie części znajdziesz TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

W książce „Język niemowląt” Hogg przedstawia swoją metodę samodzielnego zasypiania jako złoty środek pomiędzy ideą współspania Searsów a wypłakiwaniem (cry-it-out) Ferbera.

Spanie z dzieckiem według autorki zmusza rodziców do rezygnacji z własnego czasu, prywatności i potrzeby snu. Badania wskazują jednak na to, że rodzice dzielący łóżko z dzieckiem lepiej się wysypiają, matki dłużej karmią piersią, a niemowlęta lepiej przybierają na wadze [1]. Wiem, że doświadczenia moich obserwatorek na FB są podobne 😉

Tracy oficjalnie nie popiera wypłakiwania. Nie jest jednak tak daleka od potępianego przez siebie Ferbera, jak jej się wydaje.

Nauka samodzielnego zasypiania według metody Tracy zaczyna się od pierwszej nocy życia dziecka. Absolutna podstawa to niedopuszczenie, by dziecko zasnęło wtedy, kiedy czuje się dobrze i bezpiecznie: podczas karmienia, kołysania, noszenia na rękach. Life is brutal, przyzwyczaj się noworodku!  To nic, że do wczoraj przez 40 tygodni zasypiałeś zawsze z mamą, kołysany, w ciepełku i z całodobowym dopływem jedzenia przez pępowinę. To se ne vrati. Okresu przejściowego Tracy nie przewiduje. Masz się natychmiastowo i bez szemrania przestawić na tryb „nie przeszkadzać”!

Według Tracy Hogg dziecko odkładane do łóżeczka po okresie aktywności czy kąpieli płacze, bo jest zmęczone i ma zbyt dużo wrażeń. Płacz ma według Tracy służyć zagłuszeniu nowych bodźców, odcięciu od nich, aby mogło w końcu zasnąć. Na pewno dzieci płaczą czasem ze zmęczenia. Ale czy nie robią tego częściej, bo wolałyby zasypiać z kimś niż same? (co ciekawe, Tracy nie dopuszcza zasypiania z rodzicami, ale pochwala wprowadzenie obiektu przejściowego, który jest substytutem więzi z bliskimi… Nie przyzwyczajaj się do ludzi, przyzwyczajaj się do przedmiotów. Pokrętna logika). A co, jeśli dziecko płacze w nocy? Jakie to niby bodźce, wrażenia je przestymulowały? Przecież jest ciemno i cicho…

METODA TRACY HOGG: PODNIEŚ – POŁÓŻ (… i złam)

Gdy niemowlę obudzi się w nocy, rodzic ma do niego nie mówić i nie patrzeć mu w oczy. Jeśli płacze, należy trochę odczekać (autorka nie precyzuje ile dokładnie), następnie poklepać dziecko po pupie, zanim ewentualnie weźmie się je na ręce.

Jeśli klepanie i czekanie nie zadziała, włączamy autorską technikę „podnieś – połóż”.

Zaspokajamy potrzeby płaczącego dziecka, biorąc je na ręce, a gdy tylko się uspokoi, odkładamy je. Nie wnikamy, co to za potrzeby, chyba że są oczywiste, np. zabrudzona pieluszka. Gdy znów płacze, podnosimy ponownie itd. Nie wolno nosić dziecka dłużej, niż to „konieczne”, a już na pewno nie pozwolić mu zasnąć na rękach. Jeśli niemowlę jest już starsze i po przebudzeniu siada w łóżeczku, nie podnosimy go, tylko kładziemy na materac. Siłą, rzecz jasna.

Ile razy powtarzamy całą zabawę? Aż do skutku. Tracy chwali się, że w przypadku jednego uparciuszka podnosiła go i kładła aż 128 razy (!!!), zanim się poddał. Całą noc spędziła na walce z przerażonym niemowlakiem, któremu może chciało się pić lub jeść, albo miał utajony refluks i na leżąco mleko cofało mu się do gardła, albo który uznał zapach obcej baby kręcącej się po sypialni za zagrażający i prosił rodziców o pomoc.

Matka i ojciec mają być w metodzie Hogg jak Dr Jekyll i Mr Hydedezorientujący. Za dnia mama jest czuła i nieustannie wchodzi z dzieckiem w interakcje, w nocy zmienia się w oschłą i odwraca od niego wzrok. Jakie wnioski może wyciągnąć z tego dziecko? Może takie: „Gdy najbardziej Cię potrzebuję, bo nie wiem, czy za rogiem nie czai się tygrys, jesteś niedostępna. Nie patrzysz na mnie, nie pocieszasz swoim głosem, poklepujesz mnie po pupie, gdy proszę o pomoc, gdy jest mi niewygodnie, gdy odczuwam głód, strach”. Czy rodzic ufający pani Hogg nie wysyła nieświadomie swojemu maleństwu komunikatu, którego nie chciałby wysyłać: „Możesz na mnie liczyć tylko wtedy, gdy jest jasno”?

Za skutecznością metody ma – zdaniem autorki – przemawiać to, że po 3-14 nocach, w zależności od wieku, dzieci zaczynają przesypiać całą noc bez pobudek.

Otóż, tak nie jest. Dzieci poddane treningowi samodzielnego usypiania w łóżeczku nie przestają się budzić. Dowodzą tego badania z użyciem podczerwieni. One przestają komunikować, że się obudziły. Przestają wołać rodziców. Niemowlęta budzą się, ale nie proszą rodziców o pomoc w zaśnięciu, próbując sobie samodzielnie poradzić z sytuacją przerastającą ich możliwości.

Skąd wiemy, że ta sytuacja je przerasta, że wywołuje u nich stres? Może po prostu błyskawicznie nauczyły się samouspokajać? Nic z tych rzeczy. Jednoznacznie wskazują na to badania poziomu kortyzolu – hormonu stresu – w ich ślinie.

W jednym z badań po trzech dniach treningu snu niemowlęta przestały płakać przed snem i w trakcie pobudek, ale nadal odczuwały stres. Poziom kortyzolu w trzecim dniu badania, gdy niemowlęta przestawały płakać i wyglądało na to, że są spokojne, był tak samo wysoki, jak pierwszego dnia treningu, gdy płakały [2].

MIT ZŁYCH NAWYKÓW

To, co Hogg nazywa „złymi nawykami” – usypianie podczas kołysania czy jedzenia – to nasze biologiczne wyposażenie, z którym się rodzimy.

Nie wpajamy noworodkowi nawyku zasypiania na rękach czy podczas kołysania. On od zawsze, od momentu powstania jako zlepek dwóch komórek w macicy był noszony. Od zawsze zasypiał podczas kołysania, a budził się, gdy siadałaś na kanapie. Przyjście na świat jest raczej oduczaniem go od noszenia niż przyzwyczajaniem do niego. Oczywiście, są niemowlęta, które nie potrzebują aż tak dużo noszenia jak klasyczne hajnidy. Bywają dzieci, którym wystarcza kontakt fizyczny zapewniany podczas karmienia, a potem chcą wojować z kończynami, leżąc samodzielnie na macie. I zasypiają same w łóżeczku bez problemu od pierwszej nocy. No i fajnie. Nie wmawiajmy jednak młodym matkom, że noszenie jest złe, że to niewłaściwy nawyk, że to psucie noworodka i kręcenie bicza na własne pośladki.

Absurdalny jest więc przykład podawany przez Hogg, jakoby niemowlę lubiło być na rękach, bo wracający po pracy tata oraz pochodząca z Gwatemalii opiekunka (ach te kraje trzeciego świata i ich chustowanie) nauczyli je ciągłego noszenia. Jasne, przecież stęskniony ojciec powinien pogłaskać niemowlę po główce i poczytać mu książeczkę z odległości. Co on sobie myśli z tym noszeniem! To tak, jakby powiedzieć, że matka nauczyła dziecko ciągłego siusiania, bo zmieniała mu często pieluszki 🙂 Nie mylmy przyczyny ze skutkiem!

Oczywiście kołysanie dziecka do snu może być męczące, zwłaszcza gdy zaczyna ważyć trochę więcej. Ale nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś musiał usypiać siedmiolatka, nosząc go na rękach. Myślę, że martwiąc się na zapas, co to będzie za kilka miesięcy czy lat, dokładamy sobie problemu tu i teraz. Dzieci dojrzewają i same dorastają do niezależności, do samodzielnego zasypiania, do wyprowadzki z sypialni rodziców. Wiem, że teraz możesz w to powątpiewać, Twoja mała córeczka czy synek naprawdę nie będzie usypiać przy piersi do osiemnastki 😉

TRACY HOGG A RYZYKO ŚMIERCI ŁÓŻECZKOWEJ

Niemowląt nie trzeba uczyć rozpoznawania dnia od nocy, a już na pewno nie przy pomocy głodzenia po zmroku i niepatrzenia w oczy. Wystarczy im w tym nie przeszkadzać – czyli np. nie zaciemniać okien podczas dziennych drzemek (o tym pani Hogg niestety nie wie). Nasz mózg reaguje w prosty sposób: światło = dzień = jesteśmy aktywni, a jak przyśniemy, to na krótko; ciemność = noc, czas na dłuższe bloki snu. Około 3 miesiąca życia niemal wszystkie zdrowe niemowlęta będą mieć dłuższe (co nie znaczy dziesięciogodzinne) bloki snu w nocy niż w dzień. Niektóre same z siebie już w 10 dobie życia zaczynają kumać, o co chodzi z tym rytmem okołodobowym [3].

Istnieją badania wskazujące na to, że rozregulowanie tego rytmu, np. poprzez tworzenie sztucznej ciemności w środku dnia, zwiększa ryzyko wystąpienia zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS) [4]. W książce Hogg nie znajdziemy na temat SIDS żadnych informacji. Co więcej, inne jej porady również stoją w sprzeczności z zaleceniami dotyczącym bezpieczeństwa dzieci. Rekomenduje się bowiem, aby niemowlęta spały w jednym pokoju z rodzicami co najmniej do 12 miesiąca życia (a nie od urodzenia w osobnym pokoju). Hogg poleca także spowijanie dziecka pięciomiesięcznego do snu, nie bacząc na to, że niemowlęta w tym wieku zaczynają się robić mobilne. A jeśli są zawinięte w otulacz, to po przekręceniu się na brzuch mogą mieć trudności z powrotem na plecy, czyli do najbezpieczniejszej pozycji [5].

BUDZENIE SIĘ JAKO „NAWYK ZWRACANIA NA SIEBIE UWAGI W NOCY”

Nie czarujmy się, pojawienie się w domu niemowlaka oznacza nieprzespane noce. Tak było, jest i będzie, nawet za tysiąc lat.

Budzenie się w nocy jest normalne. Każdy z nas budzi się kilka razy – niemowlęta budzą się częściej nie tylko dlatego, że są głodne, jest im mokro, zrobiły kupę albo jest im za ciepło. Budzą się, ponieważ ich fazy snu są krótsze i nie potrafią jeszcze samodzielnie przechodzić z jednej w kolejną. Z czasem, gdy układ nerwowy dojrzewa, sen nocny się konsoliduje, pobudek staje się coraz mniej, a dziecko samo potrafi przejść do kolejnego cyklu snu. I żadne treningi nie są do tego potrzebne, zapewniam.

To, co Tracy nazywa „nawykiem zwracania na siebie uwagi w środku nocy” nie jest nawykiem. Jest fizjologią, ewolucyjnie zrozumiałą. „Nawyk” ten pozwolił rodzajowi ludzkiemu przetrwać. Gdybyśmy jako gatunek spali kamiennym snem, nie dożylibyśmy czasów, w których można publikować szkodliwe poradniki dla rodziców. Zostalibyśmy zeżarci przez tygrysy, a niemowlęta umierałyby z odwodnienia, głodu, przegrzania, zaburzenia homeostazy i innych czynników, które obecnie kryją się pod hasłem „śmierć łóżeczkowa” [6].

ZAMIAST PODSUMOWANIA

Wierzę, że na podstawie moich czterech artykułów, wyrobiłaś sobie opinię na temat Łatwego Planu Tracy Hogg. Mam nadzieję, że pomożesz mi przerwać ten zaklęty krąg polecania „Języka niemowląt” kolejnym kobietom oczekującym pierwszego dziecka.

Ja też jestem matką.  Wiem, co znaczy opiekować się wymagającym dzieckiem po siedmiu pobudkach w ciągu nocy, karmieniu i noszeniu na rękach. Ale wiem też, że cel nie uświęca środków i nie warto chwytać się przysłowiowej brzytwy, choćby zapewniano Cię w gładkich słowach, że jest ostra, ale skuteczna.

Bibliografia – podlinkowana w tekście.