Mówią Ci, że sama nawarzyłaś sobie tego piwa (bezalkoholowego, rzecz jasna – przecież jesteś matką). I że sama masz je teraz wypić.

Gdy w przypływie rozpaczy pożaliłaś się, że jest Ci ciężko, że masz ochotę trzasnąć drzwiami i nie wracać, bo ono nie śpi, nie schodzi z piersi, ciągle płacze, nie bawi się samo, nie znosi wózka, chce być na rękach… powiedzieli, że to Twoja wina. Przyzwyczaiłaś do noszenia. Do bujania. Do wspólnego spania. Nauczyłaś, że reagujesz na każde kwęknięcie. Uzależniłaś od siebie. Wyhodowałaś małego terrorystę. To teraz cierp i nie użalaj się. Sama jesteś sobie winna.

Zaczynasz się na serio zastanawiać: może faktycznie za dużo się denerwowałam w ciąży? Może trzeba było leżeć i pachnieć, żądać o trzeciej w nocy truskawek zamiast brykać do pracy z ciążowym brzuchem? A jeśli to od tego wesela, na którym byłaś? Było głośno, może ono się tam przestymulowało? Może trzeba było się umówić na cesarskie cięcie? Albo pozwolić naturze działać podczas porodu?

Sama widzisz, że Anka nie nosiła swojego noworodka wcale, od urodzenia kładła w łóżeczku, dawała smoczka i tetrową pieluszkę, i zasypiało raz-dwa. Może mojego też trzeba było tak odkładać, zamiast wąchać małą główkę we wspólnym łóżku? Dawać butelkę, to przesypiałoby noce, zamiast budzić się na pierś co dwie godziny. Po co mi było to bujanie na rękach; stopery na uszy i heja – w końcu zmęczy się płakaniem szantażysta jeden. Oduczyłby się wymuszania krzykiem.

Bzdura nad bzdurami i wszystko bzdura.

To, że masz wymagające dziecko, to nie Twoja wina.

Ono zostało zaprogramowane na wymagające, gdy dwie komórki połączyły się i powstało życie. Z genetycznego worka wylosowałaś właśnie TO dziecko – albo ono wylosowało Ciebie. Takie się urodziło i takie będzie, a czułą, troskliwą, bliską opieką możesz tylko pomóc mu odnaleźć się w tym świecie i wykorzystać jego naturalny potencjał.

High Need Baby to niczyja wina. Chyba, że wmieszamy w to Siłę Wyższą, jeśli w jakąś wierzysz.

Nie zepsułaś swojego dziecka bujaniem ani noszeniem, nie przyzwyczaiłaś go do tego po urodzeniu. Samo się przyzwyczaiło, będąc noszonym w Twoim brzuchu przez całą ciążę (jak to świetnie ujęła kiedyś Segritta – czy rybę wyjętą z morza przyzwyczajałabyś do wody?). Twoje dziecko płacze więcej dlatego, że jest bardziej wrażliwe, a nie dlatego, że nie nadajesz się na matkę. Z powodu niedojrzałego układu nerwowego potrzebuje ukoić się ssaniem, więc ciągle jest przy piersi.

Czy gdyby Twoje dziecko urodziło się z grupą krwi A Rh- zamiast B Rh- to byłaby Twoja wina? Gdyby miało brązowe oczy zamiast niebieskich, to też obwiniałabyś siebie? Dlaczego więc miałabyś to robić, jeśli chodzi o temperament – wrodzone, genetyczne wyposażenie swojego dziecka?

Im szybciej pozbędziesz się rodzicielskiego poczucia winy, tym szybciej odnajdziesz energię na poszukiwanie rozwiązań konkretnych trudności. Nie jesteś winna, ale – wiem, że to zabrzmi jak z motywacyjnych przemówień w Amwayu jesteś wybrana. Na matkę niezwykłego człowieka, któremu przez bliską opiekę i miłość pomożesz dojrzeć. Powstań, popraw koronę i… bierz go na ręce. Jak nie Ty, to kto? 😉