Najczęściej zadawanym przez rodziców wymagających niemowląt pytaniem, poza „Jak się nazywam?” oraz „Po ile ta melisa?”, jest „Czy z bycia High Need Baby się wyrasta?” Gdy patrzy się w przyszłość przez pryzmat obecnych nieprzespanych nocy, braku przewidywalności, niespodziewanych wybuchów emocjonalnych i konieczności nieustannego animowania zabawy dla latorośli, perspektywa kolejnych 10 takich lat przeraża i wpędza w depresję. Jak to w końcu z tym jest? Czy po wyjściu z okresu niemowlęcego będziesz mogła w końcu odpocząć?

Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Jedną dobrą i jedną złą. Od której zacząć?

Od złej? Z bycia wymagającym się nie wyrasta.

Od dobrej? Z bycia wymagającym się nie wyrasta.

Jeśli o swoim HNB mówisz: „on/a była taka od urodzenia”, to nieświadomie myślisz w kategoriach cech temperamentu, które:
  • są względnie stałe w ciągu życia (ulegają bardzo powolnym zmianom, chyba że dojdzie do zdarzenia traumatycznego);
  • mają podłoże biologiczne (wedle różnych koncepcji stoją za nim mechanizmy fizjologiczne, neurohormonalne lub nawet aktywność określonych struktur mózgu);
  • są częściowo genetycznie zdeterminowane (za to, że Twoje dziecko ma inny temperament niż syn sąsiadki w ok. 35% – 60% odpowiada fakt, że dzieciaki mają różne geny);
  • w postaci pierwotnych emocji i motoryki są obecne już od wczesnego niemowlęctwa, a także u zwierząt (jeśli kiedykolwiek wybierałaś kilkutygodniowego szczeniaka z miotu, to być może widziałaś testy, którym poddaje się pieski. Sprawdza się ich wrażliwość na hałas, reakcję wobec nowej osoby, zainteresowanie nieznaną zabawką itp. Te próby mają na celu właśnie rozpoznanie cech temperamentu szczeniaczków i dobór odpowiedniego pieska dla danej rodziny).
Czy z bycia High Need Baby się wyrasta?

Jeśli  podejdziemy do HNB jak do specyficznej konstelacji cech temperamentalnych, to z definicji widzimy, że z temperamentu, jakikolwiek by on był, się nie wyrasta. Człowiek dojrzewa, rośnie, więc jego zachowania się zmieniają, ale styl działania, wrażliwość na bodźce, siła reakcji emocjonalnych pozostają na podobnym poziomie. Na szczęście dorośli, którzy byli wymagającymi dziećmi, nie rozpaczają już z powodu pokrojenia tosta w kwadraty zamiast w trójkąty. Ale prawdopodobnie nadal mają wszystkie emocje na wierzchu i z trudem znoszą sytuacje, w których projekt realizowany przez współpracowników nie spełnia ich oczekiwań.

Nie ma tego złego…

Cechy temperamentalne, które w pacholęctwie są – kolokwialnie mówiąc – upierdliwe, koniec końców mogą być podwaliną dla osobowości pożądanej w dzisiejszym świecie. Jeśli oczekiwania środowiska względem hajnida są dobrze dopasowane do jego temperamentu, jako przedszkolak może być on nawet bardziej lubiany, mieć większe zdolności społeczne i lepszą gotowość szkolną niż dziecko o łatwym temperamencie. Jest jednak jeden haczyk: dzieci wymagające są bardziej wrażliwe zarówno na pozytywne, jak i negatywne skutki wychowania. Łatwiej je „popsuć”, ale i łatwiej (bliską relacją i pełną szacunku opieką nastawioną na wrażliwe reagowanie na potrzeby) sprawić, że osiągną życiowy sukces.

Zerknij na zestawienie cech dziecka wymagającego na przestrzeni czasu:

hnb

 

Skoro z bycia High Need się nie wyrasta, to czy już zawsze będę wstawać siedem razy w ciągu nocy i bujać do snu pięciolatka na rękach?

Ależ skąd. Jeśli Twoje dziecko jest zdrowe (czyli nie cierpi na bezdech nocny, nie ma problemów neurologicznych itd), to dorośnie do samodzielnego zasypiania. Tak samo jak odstawi się od piersi, zażąda własnego łóżka i majtek zamiast pieluchy – choć może nieco później niż lołnidy. Jego układ nerwowy w końcu dojrzeje – zwykle wzorce snu zaczynają być podobne do dorosłych w okolicach 3 roku życia, choć to normalne, że pięciolatki w środku nocy budzą się lub wędrują do łóżka rodziców.

 

Absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że trening samodzielnego spania leczy dziecko z bycia „high need”.

Pamiętasz, co napisałam chwilę temu o tym, że hajnidy są wrażliwe na rodzicielskie oddziaływania? Wszelkie stresujące „treningi snu” i inne dyrektywne, behawioralne metody wychowawcze są wybitnie niepożądane dla dzieci o trudnym temperamencie. Nawet jeśli na krótką metę są skuteczne. Zachowanie dziecka wymagającego nie wynika z jego chronicznego niewyspania – jak bowiem wytłumaczyć to, że High Need Baby jest już inne na porodówce? Dopiero wyszły z brzucha mamy i już są niewyspane? Przecież to absurd!

Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których dziecko faktycznie nie śpi tyle, ile samo potrzebuje. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest temperament, ale skrajnie złe warunki w sypialni (przegrzewanie, jasne oświetlenie) lub problem natury medycznej, jak utajony refluks, alergia pokarmowa, bezdech senny, choroby neurologiczne (więcej przeczytasz o tym TU). To są te przypadki „wyleczenia z bycia High Need Baby”. Dziecko określane jako wymagające cierpiało z powodu fizycznych dolegliwości, a po ich usunięciu jest pogodne, dobrze śpi i samo się bawi.

Jakie wnioski płyną z tej sytuacji?

Wiem, że trudno patrzeć na kilkanaście lat w przód, gdy od miesięcy trzymasz oczy na zapałkach, a wybuchy złości Twojego szczęścia wypompowują z Ciebie resztki energii… ale warto próbować. Powtarzaj sobie często, że pomagasz dorosnąć niezwykłej osobie, która może i teraz daje Ci popalić, ale w przyszłości będzie energiczna, empatyczna i da sobie w życiu radę. Hayden, córka państwa Searsów, która była inspiracją do opisania koncepcji High Need Baby, to obecnie szczęśliwa żona, matka trzech córek, certyfikowany doradca żywieniowy z własnym programem w hawajskiej telewizji. Wyrosła na ludzi, czego i naszym hajnidom życzę.