Czy wymagające dzieci rozszerzają dietę gorzej niż maluchy o innym temperamencie? Co może im ułatwiać, a co utrudniać poznawanie nowych smaków? Jak sobie poradzić z najczęściej pojawiającymi się trudnościami, w tym dużą potrzebą ruchu, która koliduje z siedzeniem w krzesełku do karmienia?

Postanowiłam zapytać o to ekspertkę od żywienia dzieci – Zuzannę Antecką. Zuzia jest dietetyczką i psycholożką, mamą głodnego (miłości, zabawy i jedzenia) Szpinakożercy. Jest autorką bloga SzpinakRobiBleee.pl – będącego jednym z najrzetelniejszych polskojęzycznych źródeł wiedzy o żywieniu dzieci (i matek).

Magdalena Komsta: Czy rodziny z wymagającymi dziećmi częściej zgłaszają się do dietetyków dziecięcych?

Zuzanna Antecka: Nie mam chyba takich dokładnych statystyk. Mam poczucie, że temat wymagających dzieci pojawia się podczas konsultacji, bo pewne cechy temperamentalne sprzyjają naszym relacjom z jedzeniem i ewentualnymi trudnościami na tym tle. Najłatwiej będzie mi chyba odwołać się do własnego doświadczenia. Mój syn jest hajnidem i widzę, jak mocno ten jego temperament przekłada się na sposób, w jaki je. Ale dużo też zależy od tego, jak my jako rodzice reagujemy na przejawy temperamentu naszego dziecka. Zdaję sobie sprawę z tego, że Szpinakożerca mógłby być „niejadkiem”. Ma pewne cechy, które mu utrudniają jedzenie. I gdybym ja nie miała wiedzy, a przez to też oceanu spokoju dotyczącego jedzenia, to mogłoby być znacznie trudniej. I domyślam się, że wielu rodziców tego oceanu spokoju nie ma. 

MK: Które z cech wymagającego dziecka uważasz za utrudniające rozszerzanie diety?

ZA: Po pierwsze, mamie hajnida rozszerzanie diety może utrudniać jego potężna potrzeba autonomii i samostanowienia o sobie. Te dzieci bardzo mocno pokazują, gdzie są ich granice. Wyobraźmy sobie, że mamy pokusę podania jeszcze jednej łyżeczki albo wciśnięcia do spróbowania produktu, którego dziecko ewidentnie nie ma ochoty wkładać do ust. Dziecko o łatwym temperamencie możemy w ten sposób namówić. Rodzice mówią, że często, gdy dziecku uda się jakoś podać tą pierwszą łyżeczkę, to ono później je. Jeżeli my hajnidowi spróbujemy tę pierwszą łyżeczkę wepchnąć, to on często nie tylko nie zje tego, co naszykowaliśmy, ale i następnego posiłku i przez kolejne dni może mieć problemy z jedzeniem. Wymagające dziecko jest bardzo wrażliwe na rodzicielską presję, nawet tę wyrażoną w samych gestach i spojrzeniu. I przejawy presji na jedzenie mogą znacząco utrudniać dziecku jedzenie i poznawanie jedzenia. 

MK: To jest trochę tak, jak z usypianiem wieczornym. Dzieci czują to, że chcemy je szybko uśpić, bo akurat dziś jest nowy odcinek serialu albo chcemy wyjść. I w naszej mowie ciała, w tonie głosu, w tempie poruszania się wyczuwają, że my spieszymy i wtedy zwykle szybkie usypianie nie wychodzi. Im bardziej my chcemy, tym bardziej nam nie wychodzi. Myślę, że podobnie jest właśnie z rozszerzaniem diety. Ja sama mam takie doświadczenie, że jak przestałam w końcu patrzeć na dziecko, czy je, czy raczej się bawi, odwróciłam się bokiem i zaczęłam przygotowywać swoje rzeczy, to okazało się, że jak odpuściłam, to zaczynało jeść. 

ZA: Tak, to są momenty przełomowe. Kiedy dziecko znajduje na podłodze kawałek z obiadu i go zjada. Bo to nie jest czas posiłku, więc dziecko totalnie nie czuje presji. Ta minimalna presja u nas to jest często tylko spojrzenie. Jeśli ja bym chciała, żeby mój syn spróbował smalcu z fasoli, to wiem, że on tego nie spróbuje.

MK: Myślę, że to wynika z tego, że wymagające dzieci są bardzo wrażliwe na sygnały społeczne. Jakakolwiek interaktywna zabawka zajmuje takie dziecko na nie dłużej niż pięć minut w okresie niemowlęcym. Ono generalnie jest skoncentrowane na ludziach i nastawione na kontakt z drugim człowiekiem. Może być więc tak, że w okresie rozszerzania diety, czyli po tym szóstym miesiącu, dziecko już czyta z rodziców jak z nut, z mimiki, tonu głosu, mowy ciała. 

Co poza silną potrzebą autonomii może utrudniać hajnidowi rozszerzanie diety?

ZA: Warto powiedzieć o dużej aktywności i potrzebie ruchu. Czasem wręcz graniczącej z  trudnością ze skupieniem uwagi. To może, ale nie musi, utrudnić dziecku rozszerzanie diety. Jedzenie może hajnida mocno satysfakcjonować, jeśli jest poszukiwaczem wrażeń sensorycznych. Dla takiego dziecka posiłki mogą być megaatrakcyjne – pod warunkiem, że my sprawimy, że jedzenie rzeczywiście będzie ciekawe. Bo jeżeli my poszukiwaczowi wrażeń będziemy serwować przez dłuższy czas to samo, te same mdłe papki, te same słoiczki, to dziecko szybko się znudzi. Trochę tu przeskoczyłam do kolejnej cechy, z aktywności do otwartości na nowości. To, że dziecko poszukuje nowych doznań, może być naszym sprzymierzeńcem przy rozszerzaniu diety. Jedzenie może dostarczyć masy doznań pod względem tekstury, zapachów, widoków, smaków. I dla wielu dzieci pokarmy stałe mogą być fascynującym doświadczeniem. 

Ale jeżeli to nasze dziecko ma oprócz otwartości na nowości także nadwrażliwość w obrębie jamie ustnej czy dłoni, to przy rozszerzaniu diety zaczyna zbierać niezbyt przyjemne doświadczenia. Jako poszukiwacz wrażeń chętnie wkłada do ust jedzenie, ale na przykład się nim krztusi, bo nie potrafi sobie z nim poradzić. Doświadcza nieprzyjemności z związku z jedzeniem. To może utrudniać rozszerzanie diety.

Czasami wymagające dzieci są bardziej ostrożne. Mogą mieć wtedy trudności z akceptacją nowych smaków. I jeśli przeciętnemu dziecku musimy dać pokarm 5 do 15 razy, żeby go spróbowało, to wrażliwcowi będziemy podawali ten sam pokarm na przykład 30-40 razy. Albo wielokrotnie będzie musiał zobaczyć ten pokarm u mamy na talerzu i wziąć go stamtąd, mimo że na jego miseczce leży dokładnie to samo.

MK: Chciałabym powrócić na chwilę do dużej potrzeby ruchu u hajnidów. Często pojawia się pytanie: Moje dziecko nie chce usiedzieć w krzesełku. Co zrobić?

ZA: Po pierwsze, trzeba sprawdzić, czy krzesełko jest wygodne dla naszego dziecka. Czy nie jest za twarde albo za ciasne. Bardzo ważne jest to, żeby dziecko miało gdzie postawić stopy. To jest istotne zwłaszcza u dziecka, które ciągle ucieka z krzesełka. Rodzice myślą, że skoro dziecko wstaje z krzesełka, to nie będę mu dawać podparcia pod stopy, bo od razu będzie uciekać. A paradoksalnie, dzieci w krzesełku do karmienia denerwują się często dlatego, że nie czują się w nim pewnie, bo luźno zwisają mu nogi. Podparcie pod stopy daje nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale także wpływa na technikę karmienia, umożliwia prawidłowe gryzienie i połykanie.

Podnóżek do krzesełka Ikea Antilop można kupić TUTAJ

Jeśli przy rozszerzaniu diety dziecko nie ma ochoty siedzieć, spróbujmy kilku rzeczy. Miejscem, w którym dziecko czuje się najbezpieczniej, są kolana rodzica. I czasem tam będzie im wygodniej i łatwiej niż w krzesełku. Po drugie, starsze dziecko może chcieć zrobić sobie przerwę i pochodzić, zanim wróci do jedzenia. To nie musi nas niepokoić, choć warto pilnować, by takie posiłki się nie przedłużały. Ważne jest też to, jak wygląda otoczenie przy rozszerzaniu diety. Są dzieci, które się łatwo rozpraszają, które wszystko interesuje i wszystkiego chcą dotknąć. Warto więc popatrzeć, na co skierowane jest krzesełko dziecka, co widać i co słychać. 

Z drugiej strony, dzieci czasem uciekają z krzesełka, gdy jedzenie jest nudne. Jeżeli maluch nudzi się przy jedzeniu, to należy pokazać mu, że jedzenie jest fajne. Nie rozpraszać jego uwagi zabawkami czy bajkami, tylko udowodnić, że samo jedzenie jest ciekawe. 

MK: Powiedziałaś o tym, żeby jedzenie nie było nudne, żeby nie było papkami o brejowatej konsystencji i szarym kolorze. Nasuwa mi się więc pytanie, czy metoda BLW jest najlepszą metodą rozszerzania diety dla wymagającego dziecka?

ZA: Według mnie tak. Oczywiście, nigdy nie możemy powiedzieć, że u każdego hajnida się sprawdzi, bo dziecko, które ma na przykład nadwrażliwość sensoryczną, nie będzie chciało dotykać pokarmów dłonią i chętniej zaakceptuje karmienie łyżeczką. Ale dla hajnidów, które wszystko wkładają do buzi i wszystkiego dotykają, BLW jest świetnym rozwiązaniem. Maksymalnie ułatwia samodzielne podejmowanie decyzji przez dziecko. Generuje mniej presji. I rzeczywiście badania pokazują, że rodzice, którzy stosują BLW, rzadziej mówią o swoich dzieciach, że są niejadkami. Bardzo ważnym elementem BLW, który jest istotny dla wszystkich matek high need baby jest to, że możesz jeść przy dziecku.

MK: Właśnie miałam zapytać o korzyści z BLW dla matek.

ZA: Wreszcie nie musisz być głodna w trakcie karmienia, matko. 

MK: Naszą rozmowę o metodzie BLW Czytelniczki znajdą na blogu (KLIK KLIK!). A co z eksperymentami z konsystencją jedzenia? Każde dziecko w jakimś etapie swojego życia sprawdza, jak działa siła grawitacji, zrzucając jedzenie na podłogę. Albo wciera sobie we włosy. Takie sytuacje bywają trudne dla rodziców, zwłaszcza dla tych, którzy bardzo cenią sobie porządek. Czy dzieci wymagające częściej w ten sposób eksperymentują?

ZA: High need baby generalnie wszystko robi mocniej i może częściej rozrzucać. Ale kawałki wprowadzamy w każdej metodzie rozszerzania diety i niemal wszystkie dzieci nimi rzucają. Nie ma możliwości, żeby bez etapu bawienia i brudzenia się dziecko magicznie nauczyło się jeść widelcem i nożem. Etap zabawy posiłkami, poznawania i dotykania jedzenia zawsze się pojawia. I bardziej społecznie akceptowane jest to, że siedmiomiesięczne dziecko wciera sobie we włosy brokuła niż że robi to dziecko półtoraroczne. Co możemy zrobić, żeby przeżyć rozszerzanie diety i nie musieć kupować nowego mieszkania? Możemy kłaść małe porcje jedzenia na talerz czy tackę. Jedna różyczka brokuła, jedna pałeczka marchewki, jedna kuleczka z kaszy. Jak dziecko to zje albo rzuci, albo wykazuje chęć zjedzenia więcej, to wtedy dopiero dokładamy. Jeżeli dziecko zaczyna rozrzucać, możemy próbować skierować jego uwagę znowu na jedzenie. Czyli na przykład powiedzieć Zobacz, ta marchewka jest pomarańczowa albo wziąć na przykład do buzi tego brokuła i powiedzieć Mmm, zobacz jakie fajne drzewko. W ten sposób nie odwracamy uwagi dziecka od jedzenia, tylko nakierowujemy z powrotem uwagę dziecka na jedzenie. I jeżeli maluch jest głodny, to wróci do jedzenia. Ale jeśli to nie wychodzi, to prawdopodobnie dziecko się już znudziło i już nie ma ochoty nic jeść. 

MK: Chciałabym jeszcze zapytać o trudności w czasie rozszerzania diety, a mianowicie o odmowę próbowania stałych pokarmów i żywienie się wyłącznie mlekiem. Czy jest jakiś moment graniczny kiedy powinniśmy się martwić tym, że proponujemy, a jednak nic do buzi poza mlekiem nie trafia?

ZA: Do końca pierwszego roku życia mleko jest podstawą wyżywienia dziecka. Czyli jeśli siedmio-, ośmio-, dziesięciomiesięczne dziecko praktycznie w ogóle nie je pokarmów stałych, niekoniecznie musi nas niepokoić. Ale jest kilka rzeczy, które mimo wszystko warto sprawdzić. Po pierwsze, czy proponujesz pokarmy stałe wystarczająco często? Bo kiedy dziecko nie chce jeść to czasami rezygnujemy i za rzadko proponujemy posiłki uzupełniające. A te 2-3, a później 3-4 posiłki, choćby dziecko ich nie jadło – jeśli są różnorodne, ciekawe,  jedzone wspólnie, w dobrej atmosferze – to jest podstawa do tego, żeby dziecko zaczęło poznawać jedzenie i zaczęło się interesować jedzeniem.

Rozszerzanie diety to jest proces. Dziecko musi się uczyć. A dziecko uczy się w praktyce. Dziecko nie jest w stanie nauczyć się gryźć, nie jest w stanie nauczyć się połykać, kiedy nie dostaje jedzenia. Albo dostaje jeden stały posiłek do dziewiątego miesiąca życia. To bardzo mało. Musimy stwarzać dziecku okazje do wchodzenia w interakcje z jedzeniem. Nawet to, że dziecko dotyka jedzenia, że  widzi je na talerzu, że widzi jedzących rodziców, to też jest wartościowe. Ale ważne jest też to, czy widzimy, że nasze dziecko je technicznie coraz lepiej. Ilość jedzenia może się zbytnio nie zmieniać, ale dziecko powinno po prostu lepiej jeść. 

Druga rzecz, którą można sprawdzić, to sensoryka. Czy dziecko akceptuje pokarmy stałe w buzi? Czy ono je w ogóle wkłada? Czy jest w stanie wziąć pokarm do ręki i włożyć go do buzi? Czy dziecko na przykład nie chce dotykać, brzydzi się. Albo przeszkadza mu jakaś konsystencja i krztusi się lub ciągle dławi. To jest dla nas sygnał, że może to dziecko potrzebuje wsparcia, diagnozy ewentualnych trudności w jamie ustnej. Wówczas naszym kierunkiem pierwszym jest neurologopeda, a później ewentualnie konsultacja terapeuty integracji sensorycznej. 

Po trzecie, kiedy widzimy, że nasze dziecko żywi się tylko mlekiem i na inne pokarmy raczej reaguje niezbyt chętnie, warto porozmawiać z lekarzem o diagnozie w kierunku anemii z niedoboru żelaza. O tym rozmawiałyśmy poprzednio (KLIK!).

Kiedy mamy sprawdzone tematy zdrowotne, naszym zadaniem jest proponować, proponować, proponować i dbać o dobrą atmosferę. Możemy wyjść z domu  i zostawić dziecko z innym opiekunem. Zobaczyć, co się dzieje, jak ktoś inny zaproponuje pokarmy stałe. 

MK: Powiedziałaś trochę o trudnościach. A kim są supersmakosze? I czy hajnidy są supersmakoszami?

ZA: Bycie supersmakoszem nie ma związku z temperamentem. Supersmakosz to osoba, która odczuwa smaki intensywniej, ponieważ ma więcej kubków smakowych na języku. Takie dzieci bardzo często nie lubią zielonych warzyw, które mają w sobie nutę gorzkości. Z pozytywnych informacji: szefowie kuchni często są supersmakoszami, a jako dzieci rzeczywiście byli niejadkami. Mieli problem z akceptacją wielu smaków, które były zbyt przytłaczające. Są też dzieci z drugiego bieguna, dzieci, które poszukują nowości i nudzą się mdłym jedzeniem. Mogą lubić cytrynę, ogórki kiszone, oliwki, pikantnie przyprawione potrawy. I to nie jest nic złego, nie bójmy się podawania takich dziwnych smaków. 

MK: To ważne, żeby wiedzieć, że niektóre dzieci mają większe potrzeby stymulacji jamy ustnej. U dzieci, które powyżej półtora roku czy dwóch lat nadal badają świat jamą ustną i wszystko wkładają do buzi, często zaleca się większą różnorodność smaków. Tak, żeby dziecko otrzymywało pokarmy zimne, pikantne, kwaśne, ale też twarde i chrupiące. Lepiej funkcjonują, gdy dostarczają wystarczająco dużo różnorodnych silnych bodźców do jamy ustnej.

Zuziu, powiedz jeszcze dwa słowa o gadżetach do picia. Dlatego, że jest wiele dzieci wymagających karmionych piersią, które nie tolerują butelki ze smoczkiem. I rodzice często martwią się, z czego dziecko będzie piło wodę w czasie rozszerzania diety.

ZA: Jeżeli dziecko nie pije z butelki ze smoczkiem, to w ogóle pomińmy ten etap. W ogóle jej nie proponujmy dziecku. Nawet jeżeli dziecko pije mleko z tej butelki ze smoczkiem, to rekomendowałabym, żeby woda do posiłków stałych była podawana z czegoś innego. I od początku rozszerzania diety możemy dziecko spokojnie uczyć picia ze zwykłego otwartego kubka. Rodzic oczywiście na początku pomaga dziecku z niego pić. Czasami dzieci nie chcą z niego pić wody, krztuszą się, bo woda jest bardzo trudnym sensorycznie płynem. Łatwiej uczyć na przykład na mleku, na jogurcie, na jakiejś takiej rzadkiej kaszce, zupie czy koktajlu, ponieważ są gęstsze. Ale mamy też inne akcesoria. Mamy bidony ze słomką i kubki treningowe jak Reflo Cup, które utrudniają dziecku wylanie wszystkiego na siebie. Na poziomie nauki picia technika pobierania płynu z niekapka jest taka sama jak z butelki ze smoczkiem. I jeżeli da się go uniknąć, to świetnie. Jeżeli nasze dziecko nie chce z niczego pić, możemy wprowadzić niekapek, traktując go jako etap przejściowy, i jednocześnie uczyć korzystania z kubka otwartego. Przy rozszerzaniu diety mleko jest podstawowym źródłem płynów. Dziecko naprawdę nie musi wypijać bardzo dużo. Ono ma się uczyć pić.

Na sam koniec, chciałabym podkreślić, że wymagające dziecko nie jest skazane na trudności w rozszerzaniu diety i bycie niejadkiem. Ja często porównuję dzieci do nasionek. Warto się tym naszym nasionkiem zaopiekować i dostarczyć mu odpowiednie warunki do rozwoju. Kiedy jesteś rodzicem hajnida i wiesz, co może się pojawić, jesteś w stanie odpowiednio na to reagować. Wykazać się oceanem cierpliwości. Obdarzyć dziecko zaufaniem, że ono wie w którym kierunku iść. Pozwolić mu decydować o jedzeniu. Diagnozować ewentualne trudności. Jeżeli my odpowiednio zareagujemy na potrzeby dziecka przy rozszerzaniu diety, to możemy wychować dziecko, które jest otwarte na nowe smaki, lubi jeść, będzie lubiło z nami wychodzić do restauracji, pomagać przy gotowaniu i rozmawiać o jedzeniu.

MK: O, to jak moja wymagająca córka zupełnie nie ma problemów z jedzeniem – je chętnie i dużo, lubi jeść, gotować i ciągle mówi o jedzeniu. Nie na wszystko miałam wpływ, myślę, że ona już się taka urodziła, ale ja miałam na jedzenie totalny luz i nie zepsułam tego.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę!

 


Dla rodziców dzieci z anemią z niedoboru żelaza – Febook, czyli ebook autorstwa Zuzanny Anteckiej z dawką wiedzy o żelazie i 46 autorskimi przepisami, w tym wegetariańskimi i wegańskimi (których współautorką jest Asja Michnicka (MamaNaRoślinach.pl)  KLIK KLIK!