Wydawnictwo Wymagające – uchylam rąbka tajemnicy!

Godzina zero już tuż-tuż! Za chwilę w ruch pójdą maszyny drukarskie i pierwsza książka z założonego przeze mnie wydawnictwa ujrzy światło dzienne.

Ale po kolei!

Dzięki prowadzeniu Wymagające.pl otrzymałam propozycję wydania książki od wszystkich największych wydawców w Polsce. Bardzo świadomie odmawiałam, ponieważ wiedziałam, że gdy przyjdzie czas na dzielenie się wiedzą w formie książki, będę to chciała zrobić na własnych warunkach. Dbając nie tylko o aktualną, merytorycznie poprawną treść, ale także o każdy wizualny szczegół, w tym okładkę, fotografie, ilustracje czy jakość papieru.

Założyłam więc Wydawnictwo Wymagające i samodzielnie wydaję właśnie pierwszą książkę, której jednocześnie jestem współautorką.

Przez kilka miesięcy pracowałyśmy wraz z 3 dietetyczkami, prowadzącymi projekt Mamada dietetyka, Mają Lech-Fitowską, Darią Matyjak i Marzeną Szpak nad wyjątkową książką „Rozszerzanie diety niemowląt”. Książką, w której znajdziesz odpowiedź na wszystkie pytania dotyczące rozszerzania diety. Jedyną na rynku książkę o rozszerzaniu diety zawierającą najnowsze zalecenia żywienia opublikowane w 2021 roku!

To książka, którą napisałyśmy dla mnie sprzed 6 lat.

Zimą 2015 roku podałam mojej Córeczce jej pierwszą marchewkę. Znacznie później dowiedziałam się, że marchewka jest symbolem rozszerzania diety, choć nie mamy żadnych dowodów na to, że to właśnie ona powinna być podana jako pierwsza. Po tygodniach przerabiania tragicznie zaplamionych bodziaków na szmatki przeczytałam na forum, że plamy z marchewki schodzą bez problemu, gdy wysuszy się je bezpośrednio na słońcu. W 2015 roku nie wiedziałam, że niemowlęta mogą być wegetarianami ani że surowe kiełki nie są najlepszym dodatkiem do kanapek, nawet po pierwszych urodzinach. Podawałam sumiennie suplement z witaminą D, bo nikt mi nie powiedział, że istnieją leki z tą witaminą – i są nie tylko tańsze niż suplementy, ale także podlegają surowszym regulacjom.

A przecież byłam świadomą, dokształcającą się matką!

Jak to się stało, że mimo przeglądania niezliczonych stron internetowych i wertowania standardów żywienia niemowląt, moja wiedza była fragmentaryczna, a ja w tym całym zamieszaniu zwanym “rozszerzaniem diety” zagubiona i niepewna? Teraz wiem, że brakowało mi JEDNEGO MIEJSCA, w którym poznam obiektywne informacje o obu metodach rozszerzania diety. Miejsca, w którym znajdę nie tylko aktualną wiedzę o bilansowaniu posiłków, produktach zakazanych oraz wielkości porcji, ale także praktyczne porady związane z podawaniem posiłków uzupełniających czy wsparcie w zrozumieniu emocji – dziecka i moich – pojawiających się przy rozszerzaniu diety.

Dlatego zaprosiłam trzy dyplomowane dietetyczki do stworzenia tego MIEJSCA: poradnika z jednej strony opartego o najnowsze Standardy żywienia niemowląt z 2021 roku i wyniki badań naukowych, z drugiej zaś pełnego rodzicielskich life-hacków, spokoju i empatii. Nie waham się napisać, że jest to jedyna książka dotycząca rozszerzania diety, przy której pisaniu konsultacji udzieliły nie tylko specjalistki z zakresu psychodietetyki – Małgorzata Talaga-Duma (Jedz z głową.pl), fizjoterapii – Małgorzata Paleczny (Mama Fizjoterapeuta.pl) czy logopedii  – Urszula Petrycka-Fruga (Kiedy do logopedy.pl), ale także przyszłe mamy – Ania i Justyna – dla których ten poradnik był pierwszym spotkaniem z żywieniem niemowląt w ogóle.

Do zdjęć zamieszczonych w książce, a wykonanych przez Elizę Winowicz, pozowały nam podczas specjalnej sesji we Wrocławiu trzy wspaniałe niemowlaki, dzieci mam z facebookowej grupy Wymagające.pl – Lila, Liwia i Leon (który znalazł się też na okładce jako przykład najczystszej frajdy ze spożywania stałych posiłków ;).

Cudne ilustracje na nasze zamówienie stworzyła Julita Rot:

 

Daj mu butlę i kaszkę, to Ci pośpi?

Daj mu butlę i kaszkę, to Ci pośpi?

 

Podczas prowadzenia warsztatów czy webinarów pytam, jaki charakter ma większość porad rodziny i znajomych na temat trudności ze snem dziecka.

Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli podsumuję, że jakieś 90% porad dotyczy… jedzenia. Zresztą wiele pytań, które ja sama otrzymuję od zaniepokojonych snem malucha rodziców, dotyczy karmień. I to się nie zmienia od lat.

Konia z rzędem temu, kto nigdy nie usłyszał, że skoro nie śpi jak trzeba, to:

  • Daj mu butlę (jeśli karmisz piersią);
  • Dodaj więcej proszku (jeśli karmisz mieszanką);
  • Daj mu mleko z kaszką w butli (właściwie jeśli karmisz czymkolwiek);
  • Za mało je w dzień;
  • Za dużo je wieczorem;
  • Twoje mleko jest za chude (i się nie najada);
  • Twoje mleko jest za tłuste (i boli brzuszek);
  • Twoje mleko mu nie wystarcza;
  • Powinnaś już wprowadzić kaszki;
  • Zrób na noc gęstą kaszę (ale taką, żeby łyżka stała);
  • Daj do usypiania kaszkę w butelce (i tak dalej, i tak dalej).

Zdecydowana większość osób, które nie zajmują się profesjonalnie snem małych dzieci, koncentruje się właśnie na głodzie jako głównej przyczynie pobudek dzieci.

I żeby nie było tutaj wątpliwości: oczywiście, że dziecko może się obudzić z powodu głodu. Czy warto nad tematem żywienia w kontekście snu się pochylić? Jasne, i to zarówno u niemowlaków, które piją tylko mleko, jak i u dwulatków, które jedzą wszystko. Sama pisałam o tym w tekstach na temat rozszerzania diety (klik!), związku śniadania ze snem (klik!) czy choćby w ebooku z produktami, które wpływają na sen dzieci (pobierz za darmo TUTAJ).

Ale trzeba też pamiętać, że nie każda pobudka dziecka jest związana z głodem. Istnieje kilkanaście różnych przyczyn pobudek i koncentrowanie się na myśleniu tylko o tej jednej, odwodzi nas od przyjrzenia się pozostałym ewentualnościom. W końcu my, dorośli, też się nieraz budzimy w nocy i nie zawsze łączymy to tylko z jedzeniem, prawda? Dlaczego więc odbieramy to dzieciom?

Czy nasze matki, babki i teściowe chcą dla nas źle? Ależ skąd. Tak im mówiono. Ba, same o tym czytały w profesjonalnych poradnikach dotyczących opieki nad niemowlętami. Kaszki w butli, soczki od 2 miesiąca życia, miksowana jarzynowa zagęszczana mąką przed snem były normą. Powtarzają to, co same usłyszały, bo wtedy poziom wiedzy o rozwoju dzieci był niższy.

Tylko co, jeśli dyrdymały o kaszkach powtarzają nie osoby, które ostatnio małe dziecko widziały w czasach PRLu i wcześniej, ale współczesne matki? Albo – zgrozo – specjaliści?

Gdybym miała pójść w hipotezy, dlaczego nadal utrzymuje się ten kult skupiania na głodzie i sytości w kontekście snu, powiedziałabym, że – mimo większej dostępności wiedzy – mentalnie jeszcze nie wyszliśmy z PRLu. Nadal nie wyzbyliśmy się myślenia o tym, że małe dzieci są niewiele trudniejsze w obsłudze niż kwiatki doniczkowe i jak się napiją, zjedzą i mają ciepło to przecież nie mogą mieć innych problemów. Życie psychiczne niemowląt? Nie żartujmy. Potrzeby emocjonalne? Jakie potrzeby? Najedzone, sucha pielucha, ubrane, to po co chce na ręce? Niestety, brak wiedzy, brak świadomości i filozofia „nie noś, bo przyzwyczaisz” trzyma się BARDZO mocno. Gdy dodajemy do tego pospieszanie dzieci w rozwoju i oczekiwanie, że szybko zaczną funkcjonować tak jak dorośli (znów wracamy do braku wiedzy o dziecięcym rozwoju), jesteśmy na prostej drodze do frustracji i niepotrzebnych (a czasem przemocowych) działań.

Nie opiekujemy się przewodami pokarmowymi. Opiekujemy się dziećmi – w całości. Maluchy nie zmieniają się o 20.00 tylko w żołądek i jelita. Dwulatkom po dobranocce nie wyłączają się mózgi. Przestańmy więc odmieniać przez wszystkie przypadki kolacje, mleka, butelki i kaszki, a zacznijmy patrzeć na emocje, stymulację, system rodzinny, wypoczynek mamy dziecka, higienę snu itd. Czasem myślę, że gdyby niemowlaki mogły mówić, to z pewnością wyraziłyby empatię wobec tych kobiet, które na każde swoje (zwykle bardziej asertywne czy intensywne emocjonalnie) zachowanie słyszą: „A co Ty, PMSa masz?”. Bo z tym naszym kulturowym skupieniem na głodzie i sytości (a ignorowaniu innych potrzeb) mogą się trochę tak czuć.

A co z tymi nocnymi kaszkami, butlami, zmianami mleka? Zachęcam, żeby porozmawiać z rodzicami nieco starszych dzieci. Zapytać, czy te babcine sposoby działają (spoiler: nie). Zrobić minisondę, u ilu dzieci karmionych piersią, które prawidłowo przybierały na wadze, przejście na butelkę poprawiło sen (spoiler: to dramatycznie rzadkie). Poradzić się jakiegokolwiek stomatologa, co z mlecznymi zębami robi podawanie kaszy butelką przed snem lub w nocy (spoiler: galopującą próchnicę wczesnodziecięcą). I popatrzeć szerzej: wzmocnić naturalne procesy związane ze snem (o tym pisałam tutaj), usunąć przeszkody i zaakceptować to, czego zmienić się nie da. W końcu dzieci są tylko dziećmi.

 

Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.

Co może pić niemowlę?

Co może pić niemowlę?

Pracuję z rodzicami małych dzieci od kilku lat i niewiele rzeczy może mnie już zaskoczyć. Lidlowi się to udało.

Ale od początku.

Odpowiedź na zadane w tytule pytanie zajęłaby mi tylko jedno zdanie. Pozwólcie jednak, że rozwinę nieco ten wątek.

Niemowlęta do 6 miesiąca życia (pierwsze 180 dni) powinny otrzymywać wyłącznie pokarm kobiecy lub mleko modyfikowane oraz suplementy (w Polsce to witamina D3) i ewentualnie leki [1, 2]. Koniec, kropka. 

W pierwszych sześciu miesiącach nawet w upalne dni i nawet niemowlaki karmione mlekiem modyfikowanym nie potrzebują wody, roztworu glukozy, soków ani herbatek, w tym ziołowych. 

Dlaczego tylko mleko?

Niemowlęta mają małe żołądki i duże potrzeby kaloryczne. Mózg noworodka zużywa nawet 80% przyjmowanej energii [3] i w ciągu pierwszych 3 miesięcy życia powiększa się o 64% [4]! Maluchy potrzebują dobrej jakości tłuszczów, białka i węglowodanów z mleka mamy lub modyfikowanego.

Jeśli do malutkiego żołądka wlejesz wodę lub herbatkę, oszukasz głód, ale nie dostarczysz dziecku niezbędnych składników odżywczych. To prosta droga do spadku przyrostów, niedożywienia, czasem nawet groźnych zaburzeń elektrolitowych.

W przypadku karmienia piersią to także duża szansa na obniżenie poziomu produkcji pokarmu. Mechanizm jest prosty: po pierwsze, zdarza się, że jednorazowe podanie butelki ze smoczkiem może u niektórych niemowlaków spowodować trudności w uchwyceniu piersi (są oczywiście i takie, które nie mają z tym problemów i mogą być karmione na zmianę bezpośrednio z piersi i z butelki – tyle, że nie jesteś w stanie z góry przewidzieć, w której grupie będzie Twoje dziecko). Po drugie, niemowlę, którego głód oszukaliśmy wodą lub herbatką będzie mieć dłuższą przerwę w zgłaszaniu się do karmienia. Dłuższa przerwa w karmieniu piersią -> przepełnianie się piersi -> przepełnione piersi obniżają produkcję mleka (skoro nikt nie chce pić, to organizm nie produkuje bez sensu, po co się męczyć?). Tak, dopajanie niemowląt przed 6 miesiącem życia może się zakończyć przedwczesnym zakończeniem karmienia piersią.

Dzieciom do 4 roku życia nie podaje się herbaty z kopru włoskiego – nawet niemowlakom z kolką – ponieważ zawiera on rakotwórczy estragol [5].

Co po 6 miesiącu życia?

Według najnowszych zaleceń zarówno niemowlętom karmionym mlekiem kobiecym, jak i tym karmionym mlekiem modyfikowanym rozszerzamy dietę po 6 miesiącu życia. W bardzo rzadkich, medycznie uzasadnionych przypadkach, na wyraźne zalecenie lekarza, pokarmy uzupełniające są wprowadzane wcześniej (ale nie przed 17 tygodniem życia).

Między 6 a 12 miesiącem życia nadal głównym napojem niemowląt jest mleko matki lub mleko modyfikowane.

Do roczku nie podajemy zwykłego mleka krowiego jako głównego napoju, ponieważ zwiększa ono ryzyko anemii z niedoboru żelaza, może być przyczyną mikrokrwawień z przewodu pokarmowego, przeciążenia nerek składnikami mineralnymi oraz sprzyja alergizacji [2].

Zaczynamy podawać wodę – źródlaną lub naturalną wodę mineralną – niskozmineralizowaną (ogólna zawartość soli mineralnych <500 mg/1 litr), niskosodową i niskosiarczanową. Wodę podajemy z kubka otwartego  – to wymaga nauki! Ideałem jest sytuacja, w której po pierwszych urodzinach dziecko nie pije już niczego z butelki ze smoczkiem (to się nie zawsze uda, ale warto próbować – do tematu butelki wrócimy jeszcze za moment).

A może posłodzić?

Dodawanie cukru do pokarmów i napojów w pierwszym roku życia jest wysoce niewskazane. Niemowlęta kochają słodki smak – słodki jest i płyn owodniowy (wody płodowe), i mleko matki, i modyfikowane. 

Wyzwaniem, przed którym stajemy w okresie rozszerzania diety, jest zapoznanie dziecka z mnogością innych smaków. W tym tych trudnych, np. gorzkiego smaku zielonych warzyw. Słodki smak już zna i lubi, koncentrujemy się więc na zaprezentowaniu wszystkich innych. Czasami kilkanaście razy, zanim dziecko tego brokuła włoży do ust.

Podawanie niemowlętom słodzonych pokarmów i napojów nie tylko kształtuje nieprawidłowe preferencje żywieniowe, ale także zwiększa ryzyko próchnicy zębów oraz otyłości.

To może soczek albo herbatka?

Polscy eksperci zalecają ograniczenie podawania soków owocowych niemowlętom między 6 a 12 miesiącem życia do 150 ml dziennie [2]. Amerykanie, w swoich nowych rekomendacjach z 2017 roku, idą jeszcze dalej i proponują “całkowicie unikać podawania soków owocowych dzieciom poniżej 1 roku życia” [6]. Niemowlęta nie potrzebują soków, ponieważ są one wyłącznie źródłem cukrów prostych, a ponieważ zawierają niewielkie (jeśli w ogóle) ilości błonnika, dużo zdrowszym wyborem jest po prostu świeży owoc.

Podawanie dzieciom herbat z suszu owocowego będzie utrudniać przyswojenie nawyku picia wody do posiłków. Herbatki owocowe mają niskie pH, a z tego powodu zwiększają ryzyko próchnicy zębów! 

Herbata czarna lub zielona utrudnia przyswajanie żelaza z pożywienia [7].

Herbaty granulowane są produktem wysoce przetworzonym i mocno dosładzanym i nie powinny się znajdować w menu żadnego człowieka, zwłaszcza małego dziecka.

Co może być w butelce?

Karmienie piersią jest naturalnym i najzdrowszym sposobem żywienia niemowląt. Dlatego stanowi wzorzec, do którego jest porównywane karmienie mlekiem modyfikowanym. Skład mleka modyfikowanego nie zależy od widzimisię producenta, ale jest określony rozporządzeniem Ministra Zdrowia i dyrektywami unijnymi. Wszystko po to, by jak najbardziej zbliżył do składu mleka kobiecego. Ma to na celu sytuację, w której „tempo wzrostu i  wskaźniki przemiany materii u niemowląt karmionych sztucznie było maksymalnie zbliżone do obserwowanych u niemowląt karmionych wyłącznie piersią” [2].

Innymi słowy: chodzi o to, żeby karmienie butelką jak najbardziej przypominało karmienie dziecka piersią.

I tu wchodzi Lidl, cały na biało.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Delikatne bio biszkopciki dla Twojego maleństwa to zdrowa przekąska uzupełniająca codzienne zapotrzebowania głodomorów. 🙂 #baby #bio #biszkopt #lidlPolska

Post udostępniony przez Lidl Polska (@lidlpolska)

EDYCJA: po opublikowaniu tekstu Lidl usunął zdjęcia produktu ze swoich mediów społecznościowych.

Wyglądały tak:

Byłam przekonana, że minęły już czasy, w których rodzice byli przekonywani przez babcię „daj mu butlę z kaszką, to prześpi Ci całą noc”.

Jak widać, nie minęły. Jest gorzej: jeden z największych producentów i dystrybutorów żywności bez żadnej żenady wprowadza na rynek TRAGICZNY produkt rekomendowany po 6 miesiącu życia.

Zerknijmy na BARDZO ZŁY skład, który w żołnierskich słowach podsumowała Doktor Ania:

(swoją drogą te ciasteczka to idealny przykład, że certyfikowany ekologiczny bio produkt może być zły)

Co tam rekomendacje dotyczące żywienia niemowląt [2]!

„Według obecnych zaleceń należy w diecie niemowlęcia unikać soli kuchennej (prawdopodobnie wpływa na ryzyko występowania nadciśnienia w późniejszym wieku)…”

Lidl: Oj tam, oj tam, trochę soli, bez przesady.

„… oraz cukru (ryzyko próchnicy, kształtowania się nieprawidłowych preferencji żywieniowych)”.

Lidl: Ale nasz cukier jest z rolnictwa ekologicznego!

I mój absolutny faworyt – zdjęcie butelki i informacja, że biszkopty można rozpuszczać w mleku, herbacie lub innych napojach i podawać butelką.

Przyjrzyjcie się jeszcze raz:

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Delikatne bio biszkopciki dla Twojego maleństwa to zdrowa przekąska uzupełniająca codzienne zapotrzebowania głodomorów. 🙂 #baby #bio #biszkopt #lidlPolska

Post udostępniony przez Lidl Polska (@lidlpolska)

LIDL, SERIO?

Pamiętacie, co pisałam o tym, że karmienie butelką ma jak najbardziej przypominać karmienie piersią?

Czy po 6 miesiącu życia z kobiecych piersi zaczyna lecieć mleko z ciasteczkami? Albo z kaszką? A z kleikiem?

NIE! To skąd pomysł, że takie posiłki są dobre dla dzieci???

Produkty uzupełniające od początku rozszerzania diety powinny być podawane na łyżeczce (metoda klasyczna) lub do samodzielnego jedzenia (do rączki – metoda BLW).  Nie wolno podawać posiłków stałych przy pomocy butelki! Jeśli dziecko nie jest gotowe do spożywania posiłków z łyżeczki lub samodzielnie, należy poczekać, a nie miksować je z mlekiem i podawać butelką.

Dlaczego kaszka lub ciasteczka w butelce to naprawdę zły pomysł [8, 9, 10]?
  • Podawanie kaszek, kleików, ciasteczek, biszkoptów w mleku lub zmiksowanej zupy w butelce zwiększa ryzyko nadmiernej podaży kalorii, a przez to nadwagi i otyłości!
  • Zaburza odczuwanie głodu i sytości (z butelki dzieci jedzą szybciej, a przez to więcej niż potrzebują i niż by zjadły z łyżeczki)!
  • Zwiększa ryzyko zakrztuszenia lub aspiracji „posiłku” do dróg oddechowych!
  • Zwiększa ryzyko próchnicy – zwłaszcza, jeśli mleko z kaszką, biszkopcikami lub kleikiem jest podawane przed snem lub w nocy!
  • Sabotuje główne powody rozszerzania diety – uniemożliwia naukę gryzienia i żucia oraz poznawanie nowych smaków, zapachów i konsystencji

NIE RÓBCIE TEGO!

(a jeśli poleca Wam to Wasz pediatra, to pójdźcie do innego, po drugą opinię. Poszukajcie osoby, która zechce pochylić się nad problemem pt.”niemowlę nie przybiera na masie” albo „niemowlę budzi się co pół godziny”, a nie wciśnie Wam kaszkę lub biszkopty do butelki. To nie jest rozwiązanie! Rozszerzanie diety, w tym wprowadzanie kaszek zbożowych, przed szóstym miesiącem życia nie wpływa na sen dzieci. Więcej na ten temat pisałam TUTAJ)

Mleko z substancjami zagęszczającymi stosuje się WYŁĄCZNIE  u niemowląt z chorobą refluksową, które ulewają tak dużo, że przestają odpowiednio rosnąć i przybierać na masie. Nie podaje się zagęstników tzw. szczęśliwym ulewaczom, czyli dzieciom, które ulewają z uśmiechem na ustach, prawidłowo rozwijają się i rosną. Chore niemowlęta otrzymują zagęstniki z mączki z ziaren chlebowca świętojańskiego, skrobi ryżowej, ziemniaczanej, kukurydzianej oraz gumy skrobiowej z nasion fasoli [2]. Nie z biszkopcików z cukrem!

W rozszerzaniu diety naprawdę nie chodzi o to, żeby dziecko zjadło cokolwiek i jakkolwiek, choćby z butelki, choćby z solą i cukrem!

Lidl deklaruje: „przyjęliśmy zobowiązanie o redukcji zawartości soli oraz cukru w produktach marek własnych Lidla o 20% do 2025 r. Mając świadomość problemu, przyjmujemy długoterminowe zobowiązanie, które łączy się z wytężonym pracą nad produktami naszych marek własnych. Z uwagi na to, że edukacja żywieniowa rozpoczyna się już w wieku dziecięcym, strategię redukcji dodanej soli oraz cukru rozpoczynamy od produktów chętnie i często jedzonych przez dzieci”.

I wiecie co? Tu nie trzeba redukować. Powtórzę: według WSZYSTKICH rekomendacji WSZYSTKICH towarzystw naukowych zajmujących się zdrowiem małych dzieci w gotowych posiłkach dla niemowląt nie ma prawa być cukru i soli. Ten produkt trzeba po prostu zaorać, bo problemem nie jest wyłącznie cukier i sól w składzie. Problemem jest ta ogromna butelka i napis na etykiecie, który promuje SZKODLIWE nawyki żywieniowe rodem z PRLu.

Nie każdy rodzic musi być ekspertem w zakresie żywienia niemowląt, nie każdy musi mieć czas na czytanie składu. Moim zdaniem to na marce powinna spoczywać odpowiedzialność za takie przygotowanie i oznaczenie produktu, żeby nie było wątpliwości, w jaki sposób powinien być spożywany. Oprócz tego, że ten nie powinien być.

Lidl, robicie to źle.

Udostępnij ten wpis, jeśli uważasz, że może być przydatny dla innych rodziców!

AKTUALIZACJA:

Lidl Polska odpowiedział na moje zarzuty:

 

 

Hajnid rozszerza dietę – wywiad z dietetyczką

Hajnid rozszerza dietę – wywiad z dietetyczką


Czy wymagające dzieci rozszerzają dietę gorzej niż maluchy o innym temperamencie? Co może im ułatwiać, a co utrudniać poznawanie nowych smaków? Jak sobie poradzić z najczęściej pojawiającymi się trudnościami, w tym dużą potrzebą ruchu, która koliduje z siedzeniem w krzesełku do karmienia?

Postanowiłam zapytać o to ekspertkę od żywienia dzieci – Zuzannę Wędołowską. Zuzia jest dietetyczką i psycholożką, mamą głodnego (miłości, zabawy i jedzenia) Szpinakożercy. Jest autorką bloga SzpinakRobiBleee.pl – będącego jednym z najrzetelniejszych polskojęzycznych źródeł wiedzy o żywieniu dzieci (i matek).

Magdalena Komsta: Czy rodziny z wymagającymi dziećmi częściej zgłaszają się do dietetyków dziecięcych?

Zuzanna Wędołowska: Nie mam chyba takich dokładnych statystyk. Mam poczucie, że temat wymagających dzieci pojawia się podczas konsultacji, bo pewne cechy temperamentalne sprzyjają naszym relacjom z jedzeniem i ewentualnymi trudnościami na tym tle. Najłatwiej będzie mi chyba odwołać się do własnego doświadczenia. Mój syn jest hajnidem i widzę, jak mocno ten jego temperament przekłada się na sposób, w jaki je. Ale dużo też zależy od tego, jak my jako rodzice reagujemy na przejawy temperamentu naszego dziecka. Zdaję sobie sprawę z tego, że Szpinakożerca mógłby być „niejadkiem”. Ma pewne cechy, które mu utrudniają jedzenie. I gdybym ja nie miała wiedzy, a przez to też oceanu spokoju dotyczącego jedzenia, to mogłoby być znacznie trudniej. I domyślam się, że wielu rodziców tego oceanu spokoju nie ma. 

MK: Które z cech wymagającego dziecka uważasz za utrudniające rozszerzanie diety?

ZW: Po pierwsze, mamie hajnida rozszerzanie diety może utrudniać jego potężna potrzeba autonomii i samostanowienia o sobie. Te dzieci bardzo mocno pokazują, gdzie są ich granice. Wyobraźmy sobie, że mamy pokusę podania jeszcze jednej łyżeczki albo wciśnięcia do spróbowania produktu, którego dziecko ewidentnie nie ma ochoty wkładać do ust. Dziecko o łatwym temperamencie możemy w ten sposób namówić. Rodzice mówią, że często, gdy dziecku uda się jakoś podać tą pierwszą łyżeczkę, to ono później je. Jeżeli my hajnidowi spróbujemy tę pierwszą łyżeczkę wepchnąć, to on często nie tylko nie zje tego, co naszykowaliśmy, ale i następnego posiłku i przez kolejne dni może mieć problemy z jedzeniem. Wymagające dziecko jest bardzo wrażliwe na rodzicielską presję, nawet tę wyrażoną w samych gestach i spojrzeniu. I przejawy presji na jedzenie mogą znacząco utrudniać dziecku jedzenie i poznawanie jedzenia. 

MK: To jest trochę tak, jak z usypianiem wieczornym. Dzieci czują to, że chcemy je szybko uśpić, bo akurat dziś jest nowy odcinek serialu albo chcemy wyjść. I w naszej mowie ciała, w tonie głosu, w tempie poruszania się wyczuwają, że my spieszymy i wtedy zwykle szybkie usypianie nie wychodzi. Im bardziej my chcemy, tym bardziej nam nie wychodzi. Myślę, że podobnie jest właśnie z rozszerzaniem diety. Ja sama mam takie doświadczenie, że jak przestałam w końcu patrzeć na dziecko, czy je, czy raczej się bawi, odwróciłam się bokiem i zaczęłam przygotowywać swoje rzeczy, to okazało się, że jak odpuściłam, to zaczynało jeść. 

ZW: Tak, to są momenty przełomowe. Kiedy dziecko znajduje na podłodze kawałek z obiadu i go zjada. Bo to nie jest czas posiłku, więc dziecko totalnie nie czuje presji. Ta minimalna presja u nas to jest często tylko spojrzenie. Jeśli ja bym chciała, żeby mój syn spróbował smalcu z fasoli, to wiem, że on tego nie spróbuje.

MK: Myślę, że to wynika z tego, że wymagające dzieci są bardzo wrażliwe na sygnały społeczne. Jakakolwiek interaktywna zabawka zajmuje takie dziecko na nie dłużej niż pięć minut w okresie niemowlęcym. Ono generalnie jest skoncentrowane na ludziach i nastawione na kontakt z drugim człowiekiem. Może być więc tak, że w okresie rozszerzania diety, czyli po tym szóstym miesiącu, dziecko już czyta z rodziców jak z nut, z mimiki, tonu głosu, mowy ciała. 

Co poza silną potrzebą autonomii może utrudniać hajnidowi rozszerzanie diety?

ZW: Warto powiedzieć o dużej aktywności i potrzebie ruchu. Czasem wręcz graniczącej z  trudnością ze skupieniem uwagi. To może, ale nie musi, utrudnić dziecku rozszerzanie diety. Jedzenie może hajnida mocno satysfakcjonować, jeśli jest poszukiwaczem wrażeń sensorycznych. Dla takiego dziecka posiłki mogą być megaatrakcyjne – pod warunkiem, że my sprawimy, że jedzenie rzeczywiście będzie ciekawe. Bo jeżeli my poszukiwaczowi wrażeń będziemy serwować przez dłuższy czas to samo, te same mdłe papki, te same słoiczki, to dziecko szybko się znudzi. Trochę tu przeskoczyłam do kolejnej cechy, z aktywności do otwartości na nowości. To, że dziecko poszukuje nowych doznań, może być naszym sprzymierzeńcem przy rozszerzaniu diety. Jedzenie może dostarczyć masy doznań pod względem tekstury, zapachów, widoków, smaków. I dla wielu dzieci pokarmy stałe mogą być fascynującym doświadczeniem. 

Ale jeżeli to nasze dziecko ma oprócz otwartości na nowości także nadwrażliwość w obrębie jamie ustnej czy dłoni, to przy rozszerzaniu diety zaczyna zbierać niezbyt