Jak przygotować się na trudne emocje po porodzie? Część  2

Jak przygotować się na trudne emocje po porodzie? Część 2

Jeśli jeszcze nie czytałaś pierwszej części wpisu o tym, jak przygotować się na trudne emocje po porodzie, to zapraszam Cię TUTAJ.

Trzy pierwsze kroki do zaopiekowania się sobą i przygotowania się na emocjonalne zawieruchy po porodzie omówiłam w zeszłym tygodniu. Przed Tobą krok czwarty i piąty.

Po czwarte: UWAŻNA PRZYJAŹŃ ZE SOBĄ SAMĄ

Dbanie o siebie pomoże Ci lepiej zadbać o dziecko. Uniwersalne strategie, które pomagają w regeneracji po porodzie i w radzeniu sobie z wyzwaniami rodzicielstwa, które mogę Ci w ciemno polecić to:

– czas na sen (czy coś, co sprawia, że odpoczywasz);

– spożywanie regularnych i zbilansowanych posiłków;

– aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu;

– kontakt ze wspierającym człowiekiem (takim, który nie podcina Ci skrzydeł, nie ocenia, nie dołuje).

Ale co to właściwie oznacza dla Ciebie? Na co realnie będziesz miała czas? Nie oszukujmy się, to nie będzie wizyta w siłowni pięć razy w tygodniu. To nie będą długie wieczorne spotkania przy kawie z przyjaciółkami w ulubionej knajpie. To nie będzie przygotowywany z namaszczeniem obiad z dwóch dań. Ale COŚ możesz dla siebie zrobić, by zadbać o siebie jak o najlepszą przyjaciółkę. Pomyśl o tym, co u Ciebie się sprawdzi, na co masz zasoby (w tym również finansowe). Pomyśl o tym, co faktycznie sprawia Ci radość, ale także zastanów się, co Cię dołuje i odbiera Ci siły.

Jeśli wiesz, że jesteś wrażliwą sensorycznie osobą, która nie lubi głośnych dźwięków, może zaopatrzysz się w zatyczki do uszu? Może uda Ci się zorganizować dzień tak, by mieć pół godziny dla siebie w ciszy, gdy już poczujesz, że tych bodźców wynikających z kontaktu z dzieckiem będzie za dużo. 

Jeśli poznasz siebie dobrze, zidentyfikujesz to, co Cię osłabia – czy brak snu, czy nadmiar bodźców, czy może głód – to o te potrzeby będziesz mogła zadbać w pierwszej kolejności. Dobrze zrobić to zawczasu, ustalając np. że przez pierwsze dwa tygodnie po porodzie będziesz zamawiać obiady z dowozem, a między nimi ratować się zdrowymi produktami, które nie wymagają przetwarzania. Może ustalisz, że po południu partner_ka przejmie od Ciebie dziecko, bo wtedy prawdopodobnie Twoje zasoby będą bliskie wyczerpania.

A może połączysz się na wideo z koleżankami, żeby poplotkować o wszystkim i o niczym, zastrzegając sobie, że ŻADNYCH ROZMÓW O DZIECKU. Lub wręcz przeciwnie: zadzwonisz, żeby się wyżalić, wypłakać, wykrzyczeć  – wszystko, co dla Ciebie działa i sprzyja powrotowi do zdrowia jest mile widziane!

Zastanów się więc, co dodaje Ci sił? Jakie są Twoje mocne strony – może jesteś osobą o niższym, niż statystyczne zapotrzebowaniu na sen? Uczciwie sobie powiedz, co sprawia, że funkcjonujesz źle. Taka szczerość ze sobą samą zadziała ochronnie na przyszłość – będziesz wiedziała, po co możesz sięgnąć, gdy pojawią się oznaki nadchodzącej katastrofy emocjonalnej. Jak przyjaciółka, która nie ocenia, nie krytykuje, pomyśl, co możesz sobie dać, być przeciwdziałać trudnościom, które się pojawią.

 

Po piąte: WIOSKA

Wypoczynek, regularne i zbilansowane posiłki, czas dla siebie, ruch na świeżym powietrzu to ważne nawyki, które pozwalają cieszyć się zdrowiem i dobrym samopoczuciem. No pięknie, myślisz sobie, ale jak ja mam się tym wszystkim zająć, kiedy 24/7 zajmuję się dzieckiem i na nic innego nie starczy mi energii?

Odpowiedź leży w Twoich relacjach z innymi ludźmi. Pomyśl o tych osobach, które mogą Ci pomóc, sprawdź wszystkie dostępne możliwości.

Zbuduj sieć wsparcia i zaplanuj, co i komu możesz powierzyć. Kiedyś kobieta zapoznawała się z obsługą niemowlaka długo, zanim sama została mamą, a po porodzie mogła liczyć na całą armię krewnych, którym mogła w trudnej chwili powiedzieć: „Potrzymaj mi dziecko!”

Ta sytuacja miała swoje plusy i minusy, jednak zdecydowanie wspierała świeżo upieczone matki w dochodzeniu do siebie.

Teraz coraz częściej żyjemy daleko od bliskich. Bywa że z mamy z nimi  trudne relacje i nie chcemy ich prosić o wsparcie. Warto jednak pamiętać o tym, że życie w odosobnienu nie jest dla człowieka naturalne – ludzie zawsze żyli w „stadach”, otrzymując ogrom wsparcia od rodziny, od „wioski”.  Pomyśl o swojej sytuacji i o tym, że samodzielność jest naprawdę wspaniałą cechą, jednak nie zawsze bycie Zosią Samosią służy Tobie i Twojemu dobrostanowi.

Zaplanuj, do kogo możesz się zwrócić, gdy będzie naprawdę ciężko, albo zanim przekroczysz jakąś granicę? Jak podzielić się obowiązkami z osobą partnerską? Kogo i kiedy będziesz mogła poprosić o wsparcie? Z kim będziesz mogła popłakać, z kim ponarzekać, z kim się pośmiać i porozmawiać? Kto Cię uratuje, gdy już będziesz miała wszystkiego dosyć? Kto Cię będzie wspierać, nie oceniając i nie prawiąc morałów?

Spróbuj porozmawiać z tymi osobami, powiedzieć im, kim dla Ciebie są i jak ważne jest dla Ciebie ich wsparcie. Pomyślcie razem, co możecie zrobić i co te osoby są gotowe dla Ciebie zrobić.

Możesz też zawczasu znaleźć działające w okolicy lub online grupy wsparcia – dla kobiet w ciąży, dla rodziców, dla mam zmagającymi się z trudnymi emocjami. Możesz pozbierać kontakty do specjalistów_ek psychologów, terapeutów, psychiatrów, którzy specjalizują się w temacie macierzyństwa.

Zrób sobie listę miejsc, gdzie zamówisz zbilansowany posiłek, usługę sprzątającą, a może kontakt do polecanej niani, do której będziesz mogła się odezwać, gdy nie będziesz miała już innego sposobu, by o siebie i swoje potrzeby zadbać?.

Taka sieć kontaktów zostanie z Tobą na lata – bo jako rodzic możesz potrzebować wsparcia na każdym etapie, nie tylko, gdy masz w domu malucha, nie tylko, gdy zmagasz się z depresją i wyczerpaniem.  

 

Artykuł powstał na podstawie rozmowy Magdaleny Komsty z Joanną Frejus, ekspertką IV edycji Parentflixa

Mgr Joanna Frejus jest psychololożką i psychoterapetką w trakcie szkolenia poznawczo-behawioralnego. Tworzy profil o zdrowiu psychicznym w macierzyństwie @omatkodepresja, nagrywa podcast Radio Czułość, prowadzi Fundację Czułość. Wspiera kobiety w powrocie do równowagi, w budowaniu poczucia bezpieczeństwa i odporności psychicznej. Pomaga w nauce uważności, akceptacji i czułości, szczególnie tej dla siebie.

 

Jak przygotować się na trudne emocje po porodzie?

Jak przygotować się na trudne emocje po porodzie?

 

Na to, jak będziesz się czuła po porodzie składa się wiele czynników, m.in. przebieg ciąży i porodu, temperament, jakość relacji z innymi, potrzeby i przekonania oraz Twoja kondycja fizyczna i psychiczna. Nie da się przewidzieć, co tak naprawdę będzie się z Tobą działo. Jedno jest pewne: będziesz się czuła inaczej, ponieważ znajdziesz się w zupełnie nowej sytuacji. Zła wiadomość jest taka, że nie da się tego uniknąć, ani tego wyłączyć. Dobra, że możesz zadbać o kilka rzeczy przed porodem! Możesz przygotować się na te zmiany, by skuteczniej radzić sobie z trudnymi emocjami, zmęczeniem i huśtawką hormonalną.

Co możesz zatem zrobić? Oto Twoja emocjonalna wyprawka w pięciu krokach.

Po pierwsze: TY

Możesz przeczytać tony podręczników na temat tego, jak sobie radzić z trudnymi emocjami, jak zadbać o siebie, jak organizować czas i szukać wsparcia. Jednak wiedza wyniesiona z kursów i książek nie zda się na nic, jeśli jej nie wykorzystasz w działaniu i nie dostosujesz do siebie i swojej rodziny.

Spójrz na to, czego się nauczyłaś i szczerze sobie odpowiedz, co z tego możesz wziąć dla siebie, co zmodyfikować, by u Ciebie zadziałało. Uczciwie odrzuć to, co się na pewno nie przyda. 

Zapytaj siebie: czego chcę ja? czego potrzebuję? w co wierzę? JA, nie moi rodzice, nie mój partner_ka, nie inne kobiety, z którymi się spotykam. Poszukaj w sobie odpowiedzi na pytania: co lubię? co mnie złości? co mi służy, co szkodzi? z czego nie chcę rezygnować? co mogę odpuścić? Zanotuj te wszystkie rzeczy. 

 

Po drugie: TWOJE PRZEKONANIA

To, w jaki sposób myślisz o sobie w nowej roli, bardzo rzutuje na to, jak będziesz się czuła po porodzie, gdy jako mama noworodka wrócisz do domu i zaczniesz układać sobie życie i organizować się w rodzinie. Jak będą wyglądały Twoje relacje z partnerem_ką, z otoczeniem, ze sobą samą, z dzieckiem – na to wszystko wpływ mają przekonania, które leżą u podstaw Twojej wizji macierzyństwa. Często są to przekonania przechodzące z pokolenia na pokolenie, krążące w społeczeństwie od lat, wzmacniane przez media, kulturę, wychowanie. Nie muszę dodawać, że wiele z nich to szkodliwe stereotypy, które będą Cię ograniczać.

Gdy słyszysz słowo „matka”, co widzisz? Czego oczekujesz od tej nowej sytuacji, jaką masz wizję podziału ról w opiece nad dzieckiem. Jak wygląda dzień matki? Czy jest tam miejsce dla Ciebie zmęczonej, proszącej o pomoc, odpoczywającej? Co Cię niepokoi, gdy myślisz o sobie w roli mamy? Co zastanawia? Na co się cieszysz?

Jeszcze zanim dziecko przyjdzie na świat, warto przyjrzeć się tym przekonaniom, wyłapać te niewspierające.  

Przyjrzyj się tym stwierdzeniom:

– Matka to główny opiekun dziecka, najlepiej sobie z nim radzi, bo przecież ma ten instynkt macierzyński i naturalne predyspozycje, żeby zajmować się dzieckiem.

– Matka nie może się skarżyć, nie może być samolubna. W pierwszej kolejności zawsze ma zadbać o dziecko, to jej odpowiedzialność. Tyle kobiet przed nią rodziło i dawało radę, więc i ona sobie poradzi.

– Matka może odpocząć, ale dopiero, jak zrobi wszystko, co ma do zrobienia: obiad, pranie, sprzątanie. To normalne, że jest zmęczona, wszystkie matki są zmęczone, tak musi być, ale to nie jest powód do zaniedbywania siebie i obowiązków domowych.

– Wszystko się da ogarnąć, to kwestia organizacji.

– Po ciąży muszę wrócić do formy, nie mogę się zapuścić. 

Nie są to przekonania, które pomogą Ci w nowej roli. Jeśli podobne myśli pojawiają się w Twojej głowie, zastanów się, czy to są Twoje myśli? Kto powiedział, że ma być właśnie tak, a nie inaczej? Czy to naprawdę jest to, w co wierzysz? Co się stanie, jeśli będziesz postępować inaczej?

 

Po trzecie: REGENERACJA

Krążącym w naszym społeczeństwie przekonaniem jest to, że bez pracy nie ma kołaczy. A ja mam dla Ciebie inne: bez regeneracji nie ma pracy! Jeśli nie zadbasz o swój wypoczynek, o czas na regenerację, nie będziesz miała chęci i sił, by zajmować się dzieckiem.

I znowu, zastanów się: kto zadecydował, że masz robić wszystko sama, wstawać w nocy z uśmiechem, z entuzjazmem spacerować po parku, z pieśnią na ustach bujać dziecko trzecią godzinę na rękach, słuchając cierpliwie jego płaczu? Tak ma być, bo tak było zawsze? Babcia, mama i ciotki dały radę, nie narzekały, więc i ty zaciśniesz zęby i pokażesz wszystkim, że dajesz radę? Pal licho Twoje przeżycia i indywidualny próg cierpienia, Twoje zmęczenie, Twoja wrażliwość na bodźce…

Otóż nie! Nie. Po stokroć nie! To nie jest wspierająca strategia. Proś o wsparcie, szukaj pomocy, ulgi, oddechu. Masz prawo chcieć czuć się dobrze i nie godzić się na cierpienie w samotności. Okres ciąży to dobry moment, żeby zastanowić się nad rozwiązaniami, które tę regenerację Ci zapewnią. 

Czy to będzie partner_ka, który pójdzie z dzieckiem na spacer, czy przyjaciółka, która wpadnie na chwilę, żebyś mogła wyjść i przewietrzyć głowę, podczas, gdy ona pokręci się z dzieckiem? A może osoba, która wysprząta mieszkanie raz na jakiś czas? Może zamrozisz kilka obiadów jeszcze przed porodem, żeby ratować się nimi w najtrudniejszych chwilach po przyjściu dziecka na świat? 

Przemyśl, co możesz odpuścić, żeby dać sobie czas na regenerację – czy to będzie właśnie gotowanie lub sprzątanie? Czy chcesz na razie wykreślić z harmonogramu wizyty osób, które chcą poznać nowego członka rodziny? A może właśnie te wizyty są czymś, czego bardzo potrzebujesz, bo brakuje Ci kontaktów z ludźmi? Znajdź swoje sposoby na ładowanie baterii.

Za tydzień opowiem Ci o dwóch pozostałych strategiach na oswojenie trudnych emocji po porodzie: budowaniu sieci wsparcia i przyjaźni ze sobą samą. Do napisania! 

 

Artykuł powstał na podstawie rozmowy Magdaleny Komsty z Joanną Frejus, ekspertką IV edycji Parentflixa

Mgr Joanna Frejus jest psychololożką i psychoterapetką w trakcie szkolenia poznawczo-behawioralnego. Tworzy profil o zdrowiu psychicznym w macierzyństwie @omatkodepresja, nagrywa podcast Radio Czułość, prowadzi Fundację Czułość. Wspiera kobiety w powrocie do równowagi, w budowaniu poczucia bezpieczeństwa i odporności psychicznej. Pomaga w nauce uważności, akceptacji i czułości, szczególnie tej dla siebie.

 

Dwujęzyczność: kilka wskazówek na start

Dwujęzyczność: kilka wskazówek na start

Twoja rodzina jest wielokulturowa? Mieszkasz za granicą, gdzie drugi język otacza Was na każdym kroku? Może po prostu chcesz, żeby Twoje dziecko wychowywało się w „towarzystwie” dwóch języków? Interesuje Cię temat dwujęzyczności? Ten artykuł jest dla Ciebie! 

WYBIERZ LUB STWÓRZ WŁASNĄ STRATEGIĘ

Przeczytałaś_eś gdzieś, że na dwujęzyczność jest tylko jedna recepta. Może koleżanka Ci ją podpowiedziała, może widziałaś, że któraś ze strategii świetnie sprawdza się u dziewczyny prowadzącej bloga o dwujęzyczności. Istnienie jednej, najwłaściwszej drogi do osiągnięcia dwujęzyczności, to mit.

Strategii na wprowadzenie dwujęzyczności jest wiele, a to, która (i czy któraś w ogóle) sprawdzi się u Ciebie, zależy od wielu czynników. Często słyszy się, że tą najbardziej skuteczną jest OPOL (one parent, one language), ale to zbytnie uproszczenie. Czy będzie dla Was dobrym wyborem, czy nie, zależy m.in. od tego, jakie są Wasze cele, możliwości, zasoby i upodobania. Często mówienie do dziecka wyłącznie w jednym języku, we wszystkich okolicznościach okazuje się dla rodziców sporym obciążeniem. Strategie wprowadzania dwujęzyczności nie są od tego, żeby komukolwiek utrudniać życie. Wręcz przeciwnie – jeśli czujesz, że któraś ze strategii jest dla Was obciążająca, po prostu zmień ją na inną lub stwórz własną! Pamiętaj, że korzystanie ze strategii nie jest obowiązkowe, bez żadnej konkretnej również można osiągnąć dwujęzyczne cele. Strategie są dla rodzin, nie odwrotnie. Testuj, miksuj, twórz własne rozwiązania. Dopasuj metody do potrzeb Twojej rodziny i Waszej aktualnej sytuacji. 

NA DWUJĘZYCZNOŚĆ NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO

Wszyscy Ci mówią, że okno na sukces w dwujęzyczności zamyka się, gdy dziecko osiąga pewien wiek. Zatem, jeśli masz czteroletnią córkę i teraz wpadłaś na pomysł, żeby spróbować z tematem, to szkoda Twoich wysiłków. To nieprawda, że wszystko stracone!

W dwujęzyczności na nic nigdy nie jest “za wcześnie” czy “za późno”. Dziecko, które poznaje język od urodzenia, owszem, może szybciej i nieco łatwiej go przyswoi, niż nastolatek. Jednak zarówno starsze dzieci, jak i dorośli mogą przyswoić więcej niż jeden język na poziomie rodzimych użytkowników. To zależy od wielu indywidualnych predyspozycji i być może będzie wymagało nieco więcej czasu i wysiłku, ale nie można z góry założyć, że to się nie uda!

DOBRA ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA CZASEM NIE WYSTARCZA

Posługujesz się językiem bez barier, używasz go w pracy, w rozmowach ze znajomymi z całego świata. Masz też certyfikat językowy, który to potwierdza. Wiesz, jak ważna jest znajomość drugiego języka i po prostu decydujesz, że od dziś będziesz do dziecka mówić tylko w tym języku. To może nie wystarczyć. 

Myśląc o dwujęzyczności zamierzonej, zastanów się, czy dany język faktycznie może stać się językiem komunikacji między Tobą a dzieckiem. Do przekazania dziecku języka, będziesz potrzebować takich słów jak: pieluszka, kuku, bujaczek, śliniaczek… Już wiesz, do czego zmierzam? Komunikacja z dzieckiem nie jest tym samym, co ta między dorosłymi czy w warunkach zawodowych. Pomyśl, czy używanie “dziecięcej mowy” i wyrażanie uczuć w życiu codziennym w danym języku jest dla Ciebie komfortowe i możliwe. Może zdarzyć się też tak, że po prostu nie poczujesz danego języka w budowaniu relacji z własnym dzieckiem. I to jest ok! Jeśli nie czujesz się swobodnie i dobrze używając wybranego języka do komunikacji z dzieckiem, nadal możesz zadbać o dwujęzyczność swojej pociechy. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest zapewnienie dziecku kontaktu z native speaker’em danego języka, czy kimś, komu komunikacja z dzieckiem w danym języku przychodzi łatwiej niż Tobie. Jeśli zależy Ci na aktywnym uczestniczeniu w przekazywaniu drugiego języka dziecku, przełączaj się na niego od czasu do czasu, np. w zabawie i ucz się nowych zwrotów razem z dzieckiem.

ELASTYCZNOŚĆ MILE WIDZIANA

Masz już plan, jak chcesz działać. Obiecujesz sobie, że będziesz konsekwentna i nie dasz się zniechęcić. Nie tędy droga! Plan, nawet najbardziej dopracowany, może przegrać z rzeczywistością i indywidualnymi potrzebami czy możliwościami. Elastyczność i uważność są mile widziane, jak zawsze w relacjach z dziećmi.

Może zmienia się sytuacja rodzinna? Może w życiu malucha pojawia się nowa, bardzo ważna osoba, która mówi w jeszcze innym języku? A może zmienia się otoczenie, np. przeprowadzacie się z Niemiec do Polski? Może wybrane przez Ciebie strategie generują napięcie, zbyt dużo presji czy frustrację?

A może widzisz po prostu, że ten idealny plan nie jest dla Twojej rodziny skuteczny i trzeba go dostosować. Zamiast kurczowo się go trzymać, eksperymentuj z nowymi pomysłami, reaguj na zmiany, podążaj za dzieckiem. Bez presji i nie oczekując efektów w kilka dni.  

A CO, JEŚLI WSZYSTKO IDZIE NIE TAK?

Zrobiłaś wszystko, dosłownie wszystko! I nic. Chyba się do tego nie nadajesz. Dziecko się buntuje, nie chce, ucieka, Tobie rośnie ciśnienie, ale zależy Ci, więc próbujesz dalej. Myślisz, że na pewno robisz coś nie tak, że to Twoja wina. Innym się udaje. Czemu Wam nie?

Zamiast się obwiniać, dokładać sobie stresu, zatrzymaj się na chwilę. Nie nazywaj sytuacji porażką, tylko zobacz, jakie wnioski możesz z niej wyciągnąć. Bunt dziecka, jego niechęć, brak reakcji na Twoje próby to sygnały, że coś trzeba zmienić. Możesz zadać sobie te pytania: 

  • Czy wzięłaś pod uwagę zasoby i możliwości Twoje i dziecka?
  • Czy plan uwzględnia to, jak spędzacie dzień?
  • Czy nie wywierasz presji na maluchu?
  • Czy nie spotyka się z krytyką z Twojej strony, poprawianiem, komunikatami w stylu: „Nie odpowiem/nie dam/nie zrobię, póki nie powiesz tego w TYM języku”?
  • Czy nie udajesz, że nie rozumiesz dziecka, gdy odpowiada Ci nie w tym języku, w którym oczekujesz?
  • Czy używacie języka do komunikacji – w zabawie, przy stole, na placu zabaw, w łazience?
  • Jak jest z Tobą, Twoją aktywnością i nastawieniem do przekazywania dziecku języka?
  • Czy nie działasz pod wpływem oczekiwań innych osób czy “mody” na dwujęzyczność?

Wyciągnij lekcję z obserwacji i działaj dalej! Wybieraj świadomie i bądź wrażliwa na emocje swoje i dziecka, żeby żadne z Was nie zraziło się do języka, a dwujęzyczność nie stała się przykrym obowiązkiem. Relacja z dzieckiem jest zawsze ważniejsza niż jakiekolwiek dwujęzyczne cele.

 

Wpis powstał na podstawie rozmowy Magdaleny Komsty z Anną Demirel, psycholożką międzykulturową, asystentką dzieci wielokulturowych, ekspertką IV edycji Parentflixa, czyli platformy edukacyjnej dla rodziców, w której Anna prowadzi ścieżkę o dwujęzyczności. Sama też wychowuje dzieci w rodzinie dwujęzycznej, polsko-tureckiej

Ścieżka wiedzowa Ani jest dla wszystkich, którzy nie chcą zginąć w morzu mitów na temat dwu(/wielo)języczności i szukają jasnej, przystępnie zaserwowanej dawki wiedzy na ten temat. A konkretnie polecamy ją:

  • tym, których rodzina i środowisko są wielokulturowe i dwu(/wielo)języczne;
  • tym, których sytuacja, sprawia, że muszą wybrać, jakie języki pojawią się u nich w domu i z jakimi zapozna się dziecko;
  • profesjoalistom, którzy pracują w placówkach edukacyjnych wprowadzających elementy dwujęzyczności lub do których uczęszczają dzieci wielojęzyczne;
  • osobom, które opiekują się dziećmi w rodzinie dwujęzycznej;
  • babciom, dziadkom, ciociom i wujkom, którzy chcą dobrze zrozumieć temat, żeby wspierać rodziców w ich wyborze języka/ów.

Dlaczego warto przejść z Anią przez ścieżkę o dwujęzyczności?

Po pierwsze, poznasz rodzaje dwujęzyczności i strategie wprowadzania jej w rodzinie. Będziesz mógł/mogła wybrać najlepszą drogę dla Twojego dziecka, zgodną z Twoimi potrzebami i zasobami. Dowiesz się, jak wprowadzić dwujęzyczność bez presji, krok po kroku.

Po drugie, dowiesz się, jakie pułapki mogą na Ciebie i dziecko czyhać na drodze do dwujęzyczności i jak sobie z nimi radzić. Dzięki temu będziesz przygotowana_y na każdą (prawie) trudną sytuację.  

A przede wszystkim uporządkujesz swoją wiedzę, wyczulisz się na mity, niewspierające przekonania i emocje oraz niepoparte faktami opinie na temat wielojęzyczności. Ania zdradzi Ci przepis na dwujęzyczność i powie, na co uważać, gdy chcesz wychować dwujęzyczne dziecko bez stresu i w zgodzie ze sobą.

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

10 trosk, które możesz powierzyć Parentflixowi

10 trosk, które możesz powierzyć Parentflixowi

Dobra, powiedzmy sobie szczerze, rodzicielstwo wcale nie jest prostą sprawą. Okej, każdy to jakoś przeżyje i dzieci bez wątpienia też wyjdą z tego cało, ale po drodze czeka na nas naprawdę sporo stresu i rozterek. Małe dzieci – mały kłopot? Mam wrażenie, że mówi się tak dlatego, że ludzki mózg nie do końca pamięta, co martwiło go parę lat wcześniej i koncentruje się na bieżących problemach, idealizując przeszłość. 

 

Na szczęście szukanie wsparcia jest dozwolone, a nawet wskazane. Jest też spora szansa, że Twoimi aktualnymi problemami już zaopiekowali się eksperci Parentflixa. Oto lista rodzicielskich bolączek, które Parentflix bierze na klatę.

 

1. Słaby sen dziecka

Temat numer jeden wszystkich młodych rodziców: jak śpi maluch i dlaczego tak mało. 😉 Poza tym, wielu chciałoby wiedzieć, jak ułatwić zasypianie, wprowadzić skuteczny rytuał, co jest w porządku, a co należy potraktować jako niepokojący objaw, jak wyprowadzić malucha z łóżka rodziców… Serio, sen dziecka to temat rzeka. I ta rzeka często trochę wypłukuje nasze zasoby, bo kiedy dziecko nie śpi – my także nie odpoczywamy i jesteśmy wiecznie zmęczeni.

W Parentflixie masz na starcie kompletną bazę moich szkoleń o śnie dzieci (i dorosłych!). Do tego co miesiąc widzimy się na dedykowanej sennym tematom sesji Q&A.

 

2. Pieluchowe epopeje

Presja odpieluchowania jako źródło napięcia w relacjach międzypokoleniowych – chyba ktoś powinien napisać jakiś naukowy tekst na ten temat. A tymczasem to rzeczywistość wielu mam, które regularnie słyszą pytania o nocniczek i zapewnienia, że kiedyś to było lepiej, inaczej i mądrzej. Jak się w tym odnaleźć?

Kurs o odpieluchowaniu to absolutny bestseller Wymagajace.pl. Parentflixianie nie muszą za niego płacić. Mają go w pakiecie. Do tego swoje trzy grosze dorzuciła Karla Orban, która jak na tacy pokazuje, jak rozmawiać z wywierającą presję teściową i wprowadza w temat zaparć nawykowych.

 

3. Poczucie winy

Która się obwinia od czasu do czasu, że jest złą matką – palec pod budkę! Trochę wstyd nam się przyznać, ale wszystkie tak mamy (nomen omen).
Zadbaj o to, zadbaj o tamto, to musisz wiedzieć, tamto musisz zrobić…
Ale skąd brać na to energię? Czy nieogarnianie oznacza bycie złą mamą?
Chodź, przytulimy Cię!

Nie chcę tworzyć dodatkowej presji. Chcę wspomóc mamy, którym już i tak jest wystarczająco trudno. Po to powstała nowa ścieżka wiedzowa: „Trudne emocje mamy” autorstwa Joanny Frejus. Plasterek dla Twojego umysłu.

 

4. Planowanie posiłków

Niby wiadomo, że zaplanowane to niezmarnowane, że planowanie posiłków to bardziej świadome zakupy i lepsza dieta itp. itd., tylko jak się za to zabrać? Więcej: co warto trzymać w spiżarni na czarną godzinę i na jakiego gotowca warto sobie pozwolić? Nikt nie ma czasu robić studiów z dietetyki przed wyjściem do biedry… Ktoś pomoże?

Tak – Ala Golonka. Jej ścieżka wiedzowa – dostępna w całości od momentu Twojego dołączenia – poprowadzi Cię za rękę. Nawet pudełko do przechowywania warzyw Ci wybierze. 😉

5. Bilansowanie diety niejadka

Dobra, dobra, planowanie swoją drogą, a moje dziecko i tak nic nie zje. No dobra, bułkę zje. I banana. Wiem. Jedzenie z niejadkiem na pokładzie to wcale nie jest prosta sprawa. Pewnie stajesz na rzęsach, próbując zachęcić go/ją do jedzenia (oczywiście uważając, żeby nie stworzyć presji przy stole). Akrobatyka na poziomie olimpijskim.

Wiesz co, Magdalena Ciężkowska Ci pomoże. Zna się na wybiórczości pokarmowej jak mało kto. Jest dietetyczką i terapeutką karmienia. Przygotowała całą ścieżkę o wspieraniu niejadków – w tym o bilansowaniu ich diety. 

 

6. Powszednie, niegroźne problemy zdrowotne

…które jednak wyprowadzają z równowagi. Bo jak nie gorączka, to katar, jak nie biegunka, to wysypka. W większości przypadków to na szczęście nic poważnego, ale przecież nie da się obok tego wszystkiego przejść obojętnie. No właśnie… a tak w ogóle, jak można się zabezpieczyć przed kleszczami?

Nie pójdziemy za Ciebie do lekarza, ale zaopatrzymy Cię w podstawową wiedzę, która pozwoli spokojniej dotrwać do konsultacji i uzupełni to, czego lekarz nie zdążył Ci powiedzieć w ciągu 10 minut, które miał dla Was w swoim grafiku. Mamy to w najlepszym wydaniu!

 

7. Małe ranki i wielki płacz

Nagłe (nawet nieduże) wypadki to osobny temat. Wielu rodziców martwi się, że nie umiałoby szybko zainterweniować. Mało kto pamięta, co mówili w szkole nauki jazdy i na PO. Zresztą niektóre standardy zdążyły się już zmienić!

Dlatego w Parentflixie mamy też minikurs pierwszej pomocy przygotowany przez ratowników medycznych z ekipy Twój Ratownik w jakości HD. Wiesz, co robić w pierwszej kolejności i trzymasz rękę na pulsie. 

 

8. Nieromantyczne wieczory

A teraz bez ściemy i bez cenzury. Seks po dziecku często się psuje. Nie jest już tak, jak było dawniej. W ogóle cała relacja z partnerem jest już zupełnie inna i nie zawsze łatwo się w niej odnaleźć. Nowa rzeczywistość – mówią. Okej, tylko dlaczego taka… chłodna…?

Wiadomo, że świat nie kończy się na dzieciach i trzeba też czasem zająć się sprawami dorosłych. Wyzwanie przyjęte! Stronę merytoryczną ogarnęła niezastąpiona Karla Orban. Wskakujesz do Parentflixa i masz całą ścieżkę „Bliskie relacje w rodzinie” (tak, jest o związku i o seksie). 

 

9. Ekraaaanyyy!

Z jednej strony straszą po nocach, a z drugiej – kuszą, bo przecież powstają wartościowe treści wideo dla dzieci. I co z wideorozmową z ukochaną babcią? Czy można na to pozwolić?

Zanim posadzisz dziecko przed telefonem, sama skorzystaj ze ścieżki „Dziecko w świecie mediów, technologii i Internetu” przygotowanej przez dr Joannę Kołak i daj dziecku bezpieczeństwo, opierając się na dowodach naukowych. Treści już na Ciebie czekają.

 

10. Jeszcze nie mówi

Rozwój mowy. Logopedzi się na nim znają, ale przeciętny śmiertelnik widzi go jako mętny, niezrozumiały i nieco magiczny proces, który znacznie szybciej zachodzi u cudzych dzieci niż u własnych. Stare porzekadła o tym, że się rozgada i że (przykładowo) chłopcy tak mają, wydają się nieszczególnie wiarygodne…

Spokojnie, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Wszystko mamy szczegółowo omówione przez aż troje znakomitych logopedów! Jest też zakątek dla dwujęzycznych – cała ścieżka Ani Demirel!

 


O ile lżej, gdy nie trzeba się z tym wszystkim mierzyć w pojedynkę! Daj naszym ekspertom wykonać za Ciebie połowę roboty. Dołącz do Parentflixa i bądź spokojniejsza. Tylko musisz się pospieszyć, bo to już ostatnia prosta. Jesteśmy na finiszu –  w środę, 13 kwietnia, o północy zamykamy klub na pół roku!

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Jak nazywać genitalia w rozmowie z dziećmi?

Jak nazywać genitalia w rozmowie z dziećmi?

Jak nazywać genitalia w rozmowie z dziećmi?

Srom, cipka czy brzoskwinka? Określanie tak zwanych intymnych części ciała w rozmowach z dziećmi to temat, który często pojawia się na Instagramie i nie tylko. I słusznie, warto o tym pisać.  W każdej rodzinie może być z tym trochę inaczej. Często też jest tak, że w naszych domach rodzinnych nie było takiego słowa, którego chcemy teraz używać. Albo nie było w ogóle żadnych. Jak więc się za to zabrać? 

Bardzo zależy mi na tym, żeby moje wskazówki mogły posłużyć każdemu – bez względu na to, czy mówienie o narządach płciowych z dzieckiem przychodzi danej osobie naturalnie czy też nieco  trudniej. Dlatego podzieliłam ten element domowej edukacji seksualnej na 3 etapy. Oto i one: 

 

Etap I: Po prostu mów! 

Bardzo doceniam instagramową edukację seksualną. Czytając posty, poszerzamy swoje słownictwo, oswajamy się z nim i dowiadujemy się, które słowa są aktualnie powszechnie używane. A patrząc szerzej: zdobywamy wiedzę o naszym zdrowiu, profilaktyce, relacjach czy kulturowych aspektach seksualności. Mam jednak wrażenie, że media społecznościowe zapomniały trochę o sporej grupie osób, którym pewne wyrazy po prostu nie przechodzą przez gardło.

Dlatego najważniejszą zasadą jest to, żeby w ogóle mówić. Używaj takich wyrazów, które wypowiesz bez większych problemów – bez jąkania, ściszania głosu i rozglądania się po pokoju. 

Masz problem z popularną ostatnio cipką? Czujesz, że to zbyt wulgarne? Sama nie lubiłam kiedyś tego słowa. Kiedy używała go moja mama (jak widać, bardziej „postępowa” niż ja jako nastolatka!), czułam się strasznie zażenowana. Potrafię zrozumieć taką blokadę. Zostaw cipkę, mów inaczej – ale mów!

Niech to będzie nawet wasze prywatne, domowe słowo. Możesz użyć jednego z tych wieloznacznych określeń, takich jak ptaszek czy brzoskwinka – pod warunkiem, że Twoje dziecko będzie wiedziało, że nie mówisz o zwierzętach czy owocach, ale o konkretnej części ciała. 

Wiele osób krytykuje takie podejście. „Jak to? Przecież to wstyd, jeśli ktoś powie lekarzowi o swędzącej brzoskwince”. Może rzeczywiście w wyedukowanej bańce brzmi to dość nieporadnie, ale z drugiej strony lepiej powiedzieć tak, niż nie mieć żadnego słowa określającego swędzącą część ciała i nie pójść przez to w ogóle do lekarza. Mądry specjalista albo mądra specjalistka sobie poradzi – dopyta i się dogada. Najważniejsze, żeby Twoje dziecko wiedziało, że brzoskwinka jest normalną częścią ciała, o której można mówić. Osobie, której od dziecka mówiono, że ma brzuszek, a dalej… nóżki, może być z tym trudniej.

 

Etap II: Wprowadź słowa zrozumiałe dla otoczenia

Mimo wszystko dobrze byłoby, gdyby dziecko znało słowa, dzięki którym dogada się z otaczającym je światem. Wyrozumiały lekarz lub wyrozumiała lekarka to jedno, a rówieśnicy w przedszkolu – to już trochę co innego. Używanie typowo domowych określeń wśród znajomych może przysparzać kłopotów w komunikacji. Dogadanie się zajmie potencjalnie więcej czasu, a może też być tak, że komunikat w ogóle nie zostanie zrozumiany („dobra, jakaś tam brzoskwinka… nieciekawe”). Najgorzej, jeśli użycie takiego niezrozumiałego powszechnie słowa utrudni dogadanie się z zaufanym dorosłym, któremu dziecko próbowało opowiedzieć np. o sytuacji nadużycia seksualnego.

 

A więc jakie to są te zrozumiałe wyrażenia? Jeśli chodzi o typowo męskie narządy, to mamy dwa : dziecięcy (choć powszechnie zrozumiały) siusiak i „dorosły” penis. Tutaj jest łatwo, wszyscy wiedzą, o co chodzi. Ba, tworzy się nawet pewna wspólnota. W przedszkolu większość chłopców szybko się orientuje, że każdy z nich ma to samo. U większości dziewczynek tak nie jest – okazuje się, że… każda ma co innego, bo w każdym domu mówi się inaczej. 

 

Jak zatem nazywać typowo żeńskie narządy płciowe?

Pierwsze określenie to srom. Ma ono medyczny charakter, jest poprawne, słownikowe, ale… mimo to wcale nie jest do końca zrozumiałe. Nawet licealiści i licealistki, których i które uczę, niekoniecznie są z nim zaznajomieni. Jest też wagina (czasami zdrabniana w rozmowach z dziećmi do waginki), która z kolei jest niepoprawna słownikowo, bo teoretycznie odnosi się tylko do pochwy, ale do codziennego użytkowania wystarczy, a u lekarza można to doprecyzować. Na pewno dogadamy się, używając słowa cipka, choć tak jak wspomniałam na początku, nie wszyscy czują się komfortowo z tym, że jest to zdrobnienie od wulgaryzmu. Coraz częściej możemy spotkać także wyrażenie wulwa – ale sporo osób będzie musiało uciec się do pomocy Google’a, żeby zrozumieć, o czym mówimy. Choć jej niewątpliwą zaletą jest neutralne brzmienie i precyzyjne znaczenie.

Ja używam wszystkich tych słów i z ciekawością patrzę, jak zmienia się ich popularność i odbiór.

 

Etap III: Zapoznaj z terminami medycznymi

I jeszcze trzeci element – który dodam jako nauczycielka i edukatorka. Warto, żeby dzieci kojarzyły typowo medyczne nazwy, takie jak srom czy prącie. Prędzej czy później zetkną się z nimi w podręcznikach szkolnych i wtedy fajnie, żeby wiedziały, o co chodzi. 

Czy to znaczy, że trzeba używać w domu całego zestawu określeń? Nie. Wybierz jedno i od czasu do czasu przeplataj drugim, napomknij że jest jeszcze inne. Bez presji. Po prostu mów.

Na koniec mała uwaga. Język szybko ewoluuje. Pamiętacie, jak cipka brzmiała jeszcze 5 czy 10 lat temu? Zupełnie inaczej, prawda? Dlatego chcę zaznaczyć, że to są moje wskazówki na dzisiaj. Na 2022 rok. 

 

Autorką artykułu jest Tosia z WdŻ dla zaawansowanych, ekspertka Parentflixa i autorka ścieżki wiedzowej „Seksualność dziecka”. 

 

Parentletter – newsletter dla świadomych rodziców. Zapisz się na listę i otrzymuj pełne wsparcia treści.

Dwujęzyczne dziecko – co to znaczy?

Dwujęzyczne dziecko – co to znaczy?

Jak byś zareagował_a, gdyby ktoś by Ci powiedział, że żeby być dwujęzyczną osobą, nie trzeba znać biegle dwóch języków? Przyznaję, że takie stwierdzenie brzmi dość zaskakująco, ale chciałabym zachęcić Cię do przyjrzenia mu się z bliska. Wbrew pozorom – wcale nie jest fałszywe!

 

Brak definicji dwujęzyczności

Istnieje mnóstwo definicji dwujęzyczności. Trudno wyłonić z nich tę jedyną, najwłaściwszą, prawdziwszą niż inne prawdziwe. Dlaczego? Dlatego, że dwujęzyczność jest szalenie szerokim, różnorodnym i dynamicznym zjawiskiem, na które wpływa mnóstwo czynników (takich jak choćby miejsce urodzenia, nastawienie do języka, migracje, relacje międzyludzkie…). 

Powstaje podstawowe pytanie: jak mielibyśmy mierzyć dwujęzyczność? Liczbą słów znanych w danym języku? A co, jeśli dana osoba zna o jedno słowo mniej, niż przewidziano w normach? Innym kryterium mogłaby być poprawność gramatyczna. Jednak także tu granica jest cienka. Wyobraź sobie, że Adam doskonale włada zarówno angielskim, jak i polskim. Jego młodsza siostra, Eva, także świetnie radzi sobie w obu językach, ale zdarzają jej się błędy gramatyczne w języku polskim. Czy to oznacza, że Eva nie jest dwujęzyczna? Na ile błędów może sobie pozwolić, żeby nie utracić trofeum dwujęzyczności?

Jak widzisz, ciężko znaleźć obiektywne kryterium. Zarówno zasób słownictwa, jak i poprawność gramatyczna – które jako pierwsze przychodzą nam na myśl – wydają się nie zdawać egzaminu.

 

Pełna biegłość w dwóch językach to rzadkość

Mit pełnej biegłości w dwóch językach jest źródłem ogromnej presji, jakiej doświadczają rodzice starający się wychować swoje dzieci na osoby dwujęzyczne. Czują na sobie odpowiedzialność za równy status obu wprowadzanych języków (najlepiej zarówno w mowie, jak i w piśmie). Tymczasem ideał, do którego dążą, jest niezwykle rzadkim zjawiskiem.

Rozwój dwujęzycznego dziecka może rzeczywiście przechodzić przez etapy względnej równowagi między językami. Nie ma jednak nic dziwnego w tym, że jeden z języków będzie wysuwał się na prowadzenie, by za chwilę wycofać się i zrównać z drugim językiem itd. Dwujęzyczność podlega wpływom środowiska (rodziny, szkoły…) i ma dynamiczny charakter. 

Presja dążenia do perfekcji jest zatem niepotrzebna. Wręcz przeciwnie! Dwujęzyczność często idzie w parze z luzem, zabawą i pozytywnymi emocjami. 

 

Twoje cele

Marcin zapisał swoją córkę na judo, bo sam z sukcesem trenował ten sport w dzieciństwie. Liczy na medale. Kamila także zapisała swoje dziecko, ale nie ma tak wielkich ambicji. Ma nadzieję, że syn będzie się dobrze bawił i trochę więcej się porusza. Filip chodzi na judo zafascynowany przykładem bohatera kreskówki, a Julka poszła na te same zajęcia, żeby dołączyć do przyjaciółki. Każdy ma inne motywacje i inne cele. 

Podobnie jest z dwujęzycznością. Jeden z rodziców może chcieć tej sławetnej biegłości w dwóch językach, drugiemu wystarczy biegłość w jednym, a rozumienie w drugim. Ktoś może przywiązywać wagę jedynie do języka mówionego, natomiast ktoś inny będzie się skupiał także na języku pisanym. A dziecko? Może podzielać wizje rodziców, ale może też w pewnym momencie stwierdzić, że nie chce być dwujęzyczne i odrzucić jeden z języków. 

To właśnie Wasze cele są zatem najlepszą definicją dwujęzyczności. Pomyśl, co chcesz osiągnąć. Porozmawiaj o tym ze swoim partnerem lub partnerką, z tatą lub mamą dziecka. Wspólne cele znacząco ułatwią Wam prowadzenie dziecka na drodze do dwujęzyczności. Nie ma co się oszukiwać – dziecko wyczuje Wasz brak zgodności w tej kwestii i w pewnym momencie najprawdopodobniej się zbuntuje. Szukajcie złotego środka i pamiętajcie, że w każdej chwili możecie zmienić swoje cele – na bardziej lub mniej wymagające! 

 

Dwujęzyczne, czyli…

Dwujęzyczne dziecko to takie, które:

  • rozumie dwa języki, ale mówi tylko w jednym;
  • biegle posługuje się dwoma językami w mowie;
  • biegle posługuje się dwoma językami w mowie i w piśmie;
  • posługuje się biegle jednym językiem, a drugim – w bardzo podstawowym stopniu…

 

Sam_a z pewnością jesteś w stanie dopisać sporo kolejnych punktów do tej listy. Jaka będzie Wasza definicja dwujęzyczności? To zależy wyłącznie od Was.

 

Autorką tego artykułu jest mgr Anna Demirel – psycholożka, specjalizująca się w wielojęzyczności i wielokulturowości. Będzie ekspertką w kolejnej odsłonie klubu online dla rodziców Parentflix.

 

Chcesz otrzymywać darmowe treści o wielojęzyczności? Dołącz do newslettera przygotowanego przez Annę Demirel: