Jak zostać Promotorem Karmienia Piersią? Opinia o kursie

Zakończyłam już zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną kursu i zgodnie z Waszymi prośbami postanowiłam napisać kilka słów o tym, jak on wygląda. Muszę na początku zaznaczyć, że opisuję styczniową edycję kursu w 2017 – ma to znaczenie, bo program szkolenia ulega ciągłym modyfikacjom i niewykluczone, że kolejne grupy będą już miały nieco inne doświadczenia.
Teoretyczna część kursu odbywa się podczas dwóch dwudniowych zjazdów w Warszawie. Zajęcia mają formę wykładów i warsztatów. Są prowadzone przez certyfikowane doradczynie laktacyjne (lekarkę dr Magdalenę Nehring-Gugulską, dwie położne Kingę Osuch z warszawskiego szpitala Św.Zofii oraz Agnieszkę Muszyńską z Karowej i psycholożkę Agnieszkę Pietkiewicz z Gdańska), dietetyczkę Katarzynę Stelągowską oraz promotorki karmienia piersią: Agatę Aleksandrowicz (Hafija), Izę Frankowską-Olech i Izę Sztanderę (Mlekoteka).

Program kursu obejmował: omówienie zalet karmienia piersią, wskaźników karmienia w Polsce, prawidłowego postępowania w laktacji, wykład z zakresu fizjologii laktacji i zmian w składzie mleka w zależności od diety matki karmiącej, warsztaty z techniki karmienia (pozycje, ocena ssania), sposoby odciągania mleka i zasady jego przechowywania, warsztaty komunikacji z kobietami, wykład o prawach matek karmiących, prezentacja działalności Mlekoteki oraz warsztaty z projektowania akcji promującej karmienie piersią.

W moim odczuciu zbyt dużo czasu zajęły informacje o funkcjonowaniu CNOLu oraz prezentacja historii wsparcia laktacyjnego w Polsce i na świecie. Spokojnie można było odesłać nas do skryptu i wydłużyć dzięki temu zajęcia na temat organizowania innych niż Mlekoteka inicjatyw promujących karmienie naturalne. Moje koleżanki były zadowolone z warsztatów komunikacji, dla mnie jako psycholożki używanie parafrazy nie było odkryciem, poza tym mam mocno mieszane uczucia na temat chwalenia dorosłych kobiet. Ale faktycznie dla niektórych dziewczyn pokazany sposób rozmawiania o karmieniu był czymś nowym.

Aby otrzymać dyplom należy także zaliczyć dwa rodzaje praktyk.
Jedne (trzygodzinne) wiążą się z promocją karmienia piersią z ramienia organizacji pozarządowej lub w środowisku lokalnym. Można więc umówić się na spotkanie z ciężarnymi w szkole rodzenia, pomóc przy organizacji spotkania Mlekoteki, popracować wolontaryjnie w Fundacji Promocji Karmienia Piersią itd. Listę proponowanych organizacji, które zaliczają praktyki otrzymujemy podczas zajęć. Ja w ramach praktyk współtworzyłam numer Kwartalnika Laktacyjnego (dostępny za darmo tutaj).

Druga część praktyk to trwające 5 godzin towarzyszenie certyfikowanej doradczyni laktacyjnej w jej pracy na oddziale położniczym, w poradni lub podczas wizyt domowych u pacjentek. Nie może być to jakakolwiek osoba – trzeba wybrać jedną z udostępnionego przez organizatorów spisu i osobiście się z nią umówić. Zwykle kursantki przychodzą po prostu na jeden dzień, ale jeśli ktoś pracuje zawodowo lub ma małe dziecko, którego nie może zostawić na całe pięć godzin, to istnieje możliwość przychodzenia na krótszy czas i zrealizowania praktyk w ciągu kilku dni. Utrudnieniem dla osób mieszkających poza dużymi miastami jest konieczność dojazdu do doradczyni.

Ja miałam niezwykłą przyjemność obserwować pracę łódzkiej położnej ze szpitala im. Rydygiera pani Katarzyny Gontarek. Najpierw przez godzinę doradczyni oprowadziła mnie po oddziale, gdzie zaglądała do świeżo upieczonych matek i pomagała im przystawić noworodki do piersi, opowiadała na co zwrócić uwagę podczas karmienia, odpowiadała na pytania dotyczące ściągania pokarmu i jego przechowywania.

Następnie przeszłyśmy do drugiego budynku, w którym mieści się finansowana przez władze miasta poradnia laktacyjna (dla mieszkanek Łodzi konsultacje są darmowe). Nie wiem, czy akurat trafiłam na taki dzień, czy jest tam tak ciekawie na co dzień, ale miałam okazję doświadczyć całej palety sytuacji: od pierwszej wizyty noworodka z hipotrofią, przez kolejną kontrolę sześciomiesięczniaka z poradami odnośnie rozszerzania diety, po podejrzenie zakażenia grzybiczego piersi i łagodne odstawianie od piersi (tu nawet byłam zachęcana do wtrącenia swoich trzech groszy). W międzyczasie mogłam popytać p. Katarzynę o różne kontrowersje laktacyjnego światka (wiecie, smoczek, butelka, kapturki, rozszerzanie diety przed końcem szóstego miesiąca życia i takie tam).

Najbardziej podczas praktyk zasmuciła mnie jedna rzecz: nagminność niewłaściwego postępowania w laktacji w tych pierwszych dniach po porodzie… Zdałam sobie sprawę, jak trudne ma zadanie doradczyni laktacyjna, która jest między położnicami tylko 2-3 godziny dziennie, od poniedziałku do piątku lub widzi rodzinę dopiero na wizycie w poradni. Musi prostować sytuacje, które nieraz, poprzez złe rady lub brak wsparcia personelu, zdążyły się mocno pokomplikować, jednocześnie nie krytykując wprost zachowania koleżanek po fachu, nie oceniając decyzji matki i okazując jej empatię.

Dopiero na żywo widać, jak ogromną i wciąż nie do końca realizowaną rolę w udanej laktacji mają położne środowiskowe, które na spotkaniach przed porodem powinny przekazać ciężarnej podstawową wiedzę o karmieniu piersią. Naprawdę nie wszystkie kobiety chodzą do dobrych szkół rodzenia, naprawdę nie wszystkie czytają Hafiję, a obudzone o północy z pamięci recytują wskaźniki skutecznego karmienia! Gdy się tak człowiek zakopie w tym laktacyjnym towarzystwie wzajemnej adoracji, to w pewnym momencie niektóre sprawy zaczynają mu się wydawać oczywiste – uwierz mi, nie są. Są mamy, które nie wiedzą, że dwudniowy noworodek nie powinien spać ciągiem siedmiu godzin. Są mamy, które nie wiedzą, że w sytuacji dokarmiania właściwą kolejnością jest najpierw pierś, potem mieszanka. Albo że nie należy czekać na mleko, tylko przystawiać dziecko lub pracować laktatorem. Warto raz na jakiś czas wyjść z internetu i popatrzeć na żywe, przeciętne kobiety i to jak bardzo chcą, tylko nikt im nie pokazał co i jak.

Drugą rzeczą, którą zauważyłam zarówno na części teoretycznej jak i podczas praktyk, było pozbawione fanatyzmu podejście doradczyń do mieszanki mlekozastępczej. Oczywiście, każda z nich z całych sił i z pełnym przekonaniem mówiła o zaletach karmienia piersią, wartości podejmowania prób karmienia dziecka wyłącznie mlekiem matki, ale nie było w tym grama zacietrzewienia czy oceny wobec kobiet, które dokarmiają lub decydują się na karmienie mieszanką. Gdy słyszałam, jak doradczyni rozmawia z matką, która w nocy dokarmiła dziecko mlekiem sztucznym , to pomyślałam, jak wiele internetowe wojowniczki z cyklu “zaburzyłaś swojemu dziecku florę bakteryjną na miesiąc” i “nie podawaj więcej tej rakotwórczej paszy” mogłyby się od niej nauczyć…

Jakie mam ogólne wrażenia po kursie? Na pewno nie jest to miejsce, w którym dowiesz się wszystkiego o karmieniu piersią. To dopiero początek drogi, w której nabywanie i aktualizowanie wiedzy jest nie mniej ważne niż rozwój osobisty, trenowanie umiejętności słuchania i powstrzymywania się od oceniania. Czy warto? Na pewno ogromną wartością jest poznanie równie zakręconych na punkcie laktacji kobiet, nie tylko uczestniczek, ale także prowadzących (Agata, Iza i Iza <3 ). Nie do przecenienia jest możliwość obserwacji pracy doradczyni i rozmowy z rodzinami, które ją odwiedzają. Jeśli masz w sobie dużo empatii i bezwarunkowej akceptacji, duszę aktywistki, chcesz wspierać kobiety, ale potrafisz się wycofać i powiedzieć “Nie wiem, to wykracza poza fizjologię, potrzebujesz pomocy doradczyni”, to wydaje mi się, że kurs Cię zainspiruje. Zwłaszcza, jeśli ma być dodatkiem do Twojej dotychczasowej działalności, wykształcenia czy zajęcia, jako “wisienka na torcie”.

2017-03-30T22:06:49+00:00 By |Karmienie, Moim zdaniem|
  • krysia

    Zgadzam się z Twoją opinią. Kurs daje możliwości ,ale trzeba czytać ,uczyć się i pamiętać ,ze po kursie nie jesteś doradcą laktacyjnym! Na naszym kursie (poprzedzajacym Twój) nie było tematu zmian w składzie mleka w zależności od diety matki karmiącej,a szkoda. Dla mnie warsztaty psychologiczne były bardzo wartościowe ,ale ja psychologiem nie jestem i to co Ciebie nudziło dla mnie było wow! Zdecydowanie najciekawsza część to praktyki w szpitalu i bardzo szkoda ,że obcięli je do 5 h. Poza tym doradczynie sa cudowne i żadnej nikt nie nazwie laktoterrorystką. Są bardzo empatyczne i zachęcają, nigdy nie zmuszają. Szkoda ,że wszystkie położne nie są takie ….