Kiedy napisałam na Facebooku, że wieczorne usypianie córki zajmuje mi między 10 a 25 minut, odezwały się głosy “Ja też bym chciała tak krótko!”. Wiele mam pisało, że zwykle ten proces zajmuje im godzinę lub dwie mimo posiadania wieczornego rytuału (karmienia, głaskania, noszenia, czytania, śpiewania itd.). Z czego może to wynikać? Na pewno nie wyczerpię tu wszystkich wątpliwości, bo Twoja sytuacja może być zgoła inna, ale najczęściej trwające godzinami usypianie wynika z jednej z czterech przyczyn:

1.To, co bierzesz za oznakę senności, jest oznaką nudy

Każdego dziecka trzeba się nauczyć, poznać jego sposób komunikacji, znaczenie gestów, mimiki, wydawanych dźwięków. Każde dziecko jest inne – tak, to banał, ale banał, o którym często zapominamy. Nawet doświadczone wielodzietne matki poznają kolejne dziecko od nowa i widzą różnice między rodzeństwem w sile i znaczeniu wysyłanych przez nie sygnałów.

Nie tak rzadko się zdarza, że rodzice, zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia niemowlęcia, w dużej panice reagują na marudzenie (spowodowane nudą lub głodem) interpretując je jako zmęczenie i senność. Nerwowe odliczanie kolejnych ziewnięć podsycają poradniki opieki nad dziećmi – nieraz byłam już pytana, czy to prawda, że po drugim ziewnięciu trzeba natychmiast odłożyć niemowlę do łóżeczka, bo inaczej za minutę jego mózg zaleje fala szkodliwego kortyzolu i adrenaliny i już nigdy nie uśnie? (Odpowiadam: nie, nie trzeba, a przynajmniej nie każde dziecko).

Rozwiązanie:

Oczywiście, nie namawiam Cię do odmawiania snu sennemu dziecku. Namawiam do przyjrzenia się, czy wskazówki, o których czytałaś lub słyszałaś, sprawdzają się u TWOJEGO dziecka.

Nie każde marudzenie jest oznaką senności (ja bym powiedziała, że u wielu dzieci o wymagającym temperamencie wiele marudzeń oznacza potrzebę zmiany stymulacji: dołączenia do konwersacji dorosłych, possania czegoś, pogilgotania, ponoszenia itd). Nie u każdego niemowlaka drugie ziewnięcie powinno stawiać rodziców na równe nogi i włączać u nich program usypianie. Czy Ty nie ziewasz czasem, gdy jesteś trochę zmęczona, ale do całkowitej senności jeszcze Ci daleko albo gdy trochę już Cię znudziło czytanie parentingowych blogów eksperckich? 😉

Poeksperymentuj, popatrz, czy i które sygnały w języku TWOJEGO niemowlęcia oznaczają, że czas już kończyć dzień. Nie martw się, poznawanie własnego dziecka ma prawo trwać – co najmniej kilka pierwszych miesięcy jego życia (a czasem jeszcze dłużej). Kto tego nie przechodził, niech pierwszy rzuci kamieniem!

2.Proces regulujący potrzebę snu oraz zegar biologiczny nie są zsynchronizowane

Im lepsza synchronizacja homeostatycznej potrzeby snu (wewnętrznego procesu odpowiadającego za to, że chce nam się spać, związanego z odkładaniem w mózgu produktów przemiany materii w stanie czuwania) i zegara biologicznego (czyli rytmu okołodobowego, który odpowiada za zmiany m.in. poziomu hormonów, np. melatoniny czyli hormonu ułatwiającego zaśnięcie), tym łatwiej można zasnąć (i tym rzadziej budzimy się w nocy).

Po czym poznać, że to kłopot akurat Twojego dziecka? Wygląda to tak: obywatel od 18.00/19.00/20.00 już się snuje, przewraca o własne nogi i (vide punkt 1 powyżej) ewidentnie widzisz, że jest zmęczony, ale nie może usnąć. Jakby chciał usnąć, ale nie mógł. Bo nie może – jego organizm wyprodukował jeszcze zbyt mało melatoniny. Ludzki organizm potrzebuje około dwóch godzin zwiększonej produkcji melatoniny, aby zgromadziła się jej wystarczająca ilość do zaśnięcia. Czyli gdy tak usypiasz swoją latorośl drugą godzinę  i widzisz, że wreszcie kleją mu się oczy to wiedz, że właśnie w czasie tych dwóch godzin w zaciemnionym pokoju naprodukowało mu się tyle ile potrzebował, zgodnie z tym, jak obecnie funkcjonuje jego zegar biologiczny.

Rozwiązanie:

Postaraj się, aby dziecko funkcjonowało zgodnie z własnym zegarem biologicznym (a dla wielu – choć nie wszystkich – malutkich dzieci oznacza on dosyć wczesne chodzenie spać i dosyć wczesne wstawanie). Głównymi regulatorami rytmu okołodobowego jest światło (jasno – za dnia, im bliżej wieczora – tym ciemniej, całkowicie ciemno – w nocy) oraz aktywność (hałas, ruch, interakcja – w dzień, spokój – w nocy). Podpowiedzi odnośnie regulacji zegara biologicznego możesz poszukać np. w artykule o wieczornym świetle i zaciemnianiu pomieszczeń na czas drzemek.

3.Masz nierealne oczekiwania względem pory kładzenia dziecka do łóżka

Niejeden przedszkolak opiera się zaśnięciu, skacze po pościeli i prosi o siódmą już szklankę wody nie dlatego, że jest “przemęczony”, a dlatego, że jest kładziony do łóżka zbyt wcześnie, zanim jego mózg w ogóle poczuje się senny. Co piąty badany trzylatek jest układany do snu zanim w ogóle rozpocznie się u niego zwiększona produkcja hormonu snu [1].

Wracamy do punktu drugiego i opowieści o rytmie okołodobowym. Jeśli Twoje dziecko aktualnie ma nastawiony zegar biologiczny na zasypianie o 22.30 to rozpoczynanie rytuału wieczornego o 19.30 z nadzieją, że dzięki temu pójdzie spać wcześniej, jest bez sensu (ale wiem, nadzieja umiera ostatnia!). Przypominam: proces zwiększonego wydzielania hormonu snu rozpoczyna się na 2 godziny przed zaśnięciem, czyli u naszego hipotetycznego dziecka około 20.30. Leżenie z nim od 19.30 raczej nie przyspieszy wydatnie tego procesu. A może mieć niefajny skutek uboczny: skojarzenie pory zasypiania, sypialni oraz łóżka z nudą i przykrością (przypomnij sobie, jak to jest leżeć w łóżku i kręcić się wte i wewte, nie mogąc zasnąć).

Rozwiązanie:

Nie jesteś skazana na dziecko błąkające się po domu do 22.30, ale bądźmy realistami – przesunięcie godziny zasypiania na wcześniejszą nie dzieje się z dnia na dzień. Zmiana rytmu okołodobowego trwa nawet do 2 tygodni.

Techniką stosowaną w takich przypadkach jest “faded bedtime”, która składa się z dwóch części: 1.Stworzenie i utrwalenie przyjemnego rytuału, który rozpoczynamy na 20 minut przed aktualną godziną zaśnięcia dziecka; 2. Przesuwanie początku tego rytuału o 10-15 minut wcześniej co kilka dni aż dojdziemy do satysfakcjonującej nas godziny [2].

Informacje o odpowiedniej porze kładzenia dziecka do łóżka zawarłam też w TYM artykule.

4.Twoje dziecko potrzebuje więcej czasu jeden-na-jeden z rodzicem

Weź ten punkt pod uwagę, zwłaszcza jeśli: a)  masz więcej niż jedno dziecko; b) jeden lub oboje rodziców pracują poza domem i stosunkowo niewiele czasu spędzają z dzieckiem w ciągu dnia.

Pora usypiania bywa jedynym momentem, w którym rodzic poświęca czas wyłącznie dziecku. Nie sprząta, nie gada przez telefon, nie ogląda telewizji – jest tylko dla niego. Nic dziwnego, że maluch ledwo widzi na oczy, ale nadal prosi o trzecią książeczkę, czwarty wierszyk, siusiu, picie, drapanie po pleckach i inne aktywności, które zatrzymają mamę lub tatę na dłużej i pozwolą się nim po prostu nacieszyć.

Rozwiązanie:

Wiem, że łatwo jest widzieć ograniczenia (nie da się krócej pracować, muszę wieczorem zrobić w domu wszystko na następny dzień, przy trójce dzieci brakuje czasu na cokolwiek), ale zachęcam, żeby spróbować poszukać możliwości.

Wspaniale byłoby spędzać chociaż kwadrans dziennie na zabawie 1:1 z każdym dzieckiem (jeśli masz bliźnięta, to z każdym bliźniakiem osobno), w to, czego ono chce i według reguł tworzonych przez nie.

Wykorzystaj na maksa ten popołudniowy i wieczorny czas, który masz. Wiem, że gdy tata wraca o 18:30 zmęczony z pracy, to fizycznie trudno mu zaangażować się w zabawę… Ale wiem również, że gdy z pełnym zaangażowaniem wejdzie się w ten kontakt z dzieckiem, to niejednokrotnie uda się dzięki swojej dostępności zakończyć jego dzień trochę wcześniej i odpocząć. Pisząc o zaangażowaniu i dostępności myślę o wejściu w relację całym sobą – nie chodzi o pomrukiwanie “aha, to ciekawe co budujesz” z nosem w smartfonie i jednym okiem w telewizorze.

Wieczorem dzieciom spragnionym bliskości w rodzicem świetnie robi kontakt skóra do skóry (tata topless plus maluch w pieluszce), wspólna kąpiel, siłowanki i gilgotanki, a także noszenie w chuście lub ergonomicznym nosidle podczas robienia swoich codziennych, wieczornych spraw typu przygotowanie kolacji i wstawienie prania. A czasem sprawdza się odłożenie tych wszystkich gospodarczo-domowych aktywności na czas po zaśnięciu malucha (bo jeśliby zasnął wcześniej, to i Twój wieczór stanie się dłuższy).

Osobnego wpisu już niebawem doczeka się zagadnienie emocji rodzica w czasie zasypiania, bo to również ważny aspekt (kto z nas nie spieszył się, by dziecko zasnęło, bo chciał coś obejrzeć lub wyjść, a ono właśnie wtedy zasypiało trzy razy dłużej?). Do zobaczenia 🙂