Artykuł z przymrużeniem oka – bo wybór jest dość subiektywny, choć skonsultowany z kilkudziesięciorgiem rodziców wymagających dzieci. Myślę tu głównie o pierwszym roku z hajnidem, bo ten czas wielu określa jak najtrudniejszy i jednocześnie najbardziej obfity w kreatywne rozwiązania pojawiających się problemów.

Zapraszam więc szczególnie rodziców na początku drogi sponsorowanej przez literki H N i B, na moją listę top 10 przydatnych rzeczy w codziennym życiu z hajnidem:

1.Kawa. Dużo kawy.

Kawa, kawusia, kawunia <3

Do momentu urodzenia córki pijałam kawę tylko w czasie sesji na studiach. Teraz nie wyobrażam sobie bez niej dnia. Im łatwiejsza w przygotowaniu, tym lepiej. Proszę kawowych ortodoksów o wybaczenie tej zbrodni, ale osobiście używam ekspresu kapsułkowego (o, takiego). Da się go obsłużyć jedną ręką (co po pewnym czasie nie jest absolutnie konieczną właściwością, ponieważ jako matka HNB umiem już wiele teoretycznie niemożliwych aktywności wykonać trzymając dziecko na biodrze, np. ukroić chleb), a kapsułki z kawą zamówić przez internet (do czego za chwilę wrócimy).

Umówmy się: kubki termiczne są dla studentów, a nie dla rodziców hajnidów. Nam nie chodzi o to, żeby napój był ciepły przez dwie godziny. My tu pracujemy w trudnych warunkach. Kawa przygotowana o 5:15 ma być ciepła przed 16. Dlatego po odpowiednie naczynie do przechowywania kawy zwracamy się w stronę sklepów survivalowych. Polecam obsługiwany jedną ręką, niewymagający przelewania termos z dzióbkiem (ja mam taki taniutki).

2. Melisa

Temat napoju porannego już omówiliśmy, teraz czas na wieczorny relaks. Nic jak melisa nie działa tak na skołatane nerwy. Kubek melisy to dla mnie swego czasu istotna część krótkiego rytuału między położeniem dziecka spać a padnięciem w objęcia Morfeusza. Ten smak chyba już na zawsze będzie mi się kojarzył z macierzyństwem 😉

W rozsądnych dawkach melisa lekarska jest bezpieczna dla mam karmiących piersią [1].

3. Łatwo dostępne jedzenie

Opcji jest co najmniej kilka: dobra knajpa dowożąca jedzenie na telefon, dieta pudełkowa, stołówka szkolna w sąsiedztwie  z możliwością kupienia obiadów na wynos, punkt z garmażerką,  duży zamrażalnik z gotowym do odgrzania jedzeniem od bliskich nam osób 🙂

Dodajmy do tego przekąski niewymagające podgrzewania, a w opcji idealnej, także niechrupiące (bo chrupanie budzi młodzież) oraz niekruszące się (na głowę karmionego właśnie piersią dziecka).

4. Chusta

To, ilu rodzicom, cytuję: “uratowała życie”, trudno zliczyć. Chusta jest świetnym narzędziem budowania bliskości z maluchem i sposobem na zaspokajanie wielu jego potrzeb, przy jednoczesnym uwolnieniu obu rąk.

Nie warto się zrażać ewentualnymi pierwszymi niepowodzeniami w chustowaniu, ponieważ czasem jest to kwestia doboru odpowiedniej chusty lub wiązania. Dobrze skorzystać z konsultacji doradcy chustowego – poleganie na instruktażowych filmikach z Internetu czasami nie zdaje egzaminu. Jak z każdą nowością, warto próbować chustowania, gdy dziecko jest najedzone, wyspane i zadowolone (wiem, że w przypadku HNB trudno czasem o taki stan), zwykle w pierwszej połowie dnia. Mamy większą szansę powodzenia, jeśli wkładamy dziecko w chustę już w okresie noworodkowym, często i na króciutko, niż dopiero bierzemy się za motanie, gdy wszyscy jesteśmy w dużym stresie i pośpiechu, a kręgosłup nam pęka od kilkumiesięcznego dźwigania niemowlaka.

Czasem, mimo wielu prób, chustowanie się nie udaje i wtedy pozostaje liczyć na swoje bicepsy i tricepsy 🙂 (Ja dałam radę, Ty też dasz 🙂 )

5. Piłka gimnastyczna

Inaczej piłka do fitnessu – używana na pilatesie, w szkołach rodzenia oraz podczas porodu. Ratuje kręgosłupy rodziców, których dzieci potrzebują dużo kołysania. Przydaje się przy strajkach laktacyjnych, skokach rozwojowych oraz gdy maluch jest niespokojny i stymulacja zmysłu równowagi jest tym, co przywraca harmonię w rodzinie 🙂

6. Materac w rozmiarze super-hiper-mega-double king-size

W większości domów HNB, w których bywam, łóżeczko niemowlęce pełni funkcję kosza na uprane ciuszki. Spanie blisko rodziców niejednokrotnie jest jedynym sensownym rozwiązaniem dla hajnidów i warto zadbać by było możliwie jak najbardziej komfortowe. Nieustannie polecam dostawki do dorosłego łóżka (klik!), zamontowanie barierek chroniących przed wypadnięciem dziecka (wpisujemy “barierka do łóżka” na przykład tu) albo przełożenie materaca/materaców na podłogę.

O tym, jak bezpiecznie spać z dzieckiem w łóżku, pisałam już tutaj.

7. Zmywarka

Mimo swoich nadzwyczajnych umiejętności robienia różnych rzeczy jedną ręką, akurat zmywanie naczyń z dzieckiem na biodrze jakoś mi nie wychodzi. I chyba nie mnie jednej, bo gdy zadałam pytanie innym matkom HNB, to zmywarka jako must-have pojawiała się bardzo, bardzo często.

Z drugiej strony, w tych naprawdę trudnych dniach zmywania nie ma dużo, bo i brudzić talerzy nie ma kiedy (<śmiech przez łzy>).

8. Telefon z darmowymi minutami i nielimitowanym transferem danych, nieustannie podłączony do ładowarki

Wspominałam trochę o tym przy okazji wpisu o ebookach w tematyce okołoporodowej: poza żelaznymi pośladkami, w początkach karmienia piersią przydaje się coś do czytania lub łączności ze światem. I tak, jak zdecydowana większość matek po kilku tygodniach może wreszcie wstać z kanapy, tak matki spod znaku HNB jeszcze długo są do niej przyspawane jako drzemkoumilacze (klik!). I to bez względu na sposób karmienia.

Przydaje się więc wszelka elektronika, którą można obsługiwać jedną ręką – telefon, laptop z dostępem do seriali, tablet, czytnik ebooków (papierowe kartki szeleszczą tak bardzo). Zanim się oburzycie na temat rzekomej szkodliwości WiFi, zapewniam, że – w przeciwieństwie do niej – szkodliwość odcięcia się od kontaktów społecznych jest dla matek (a przez to i dla dzieci) udowodniona.

9. Zakupy przez internet

Wspólne wyjście na zakupy w początkach macierzyństwa HNB jest okupione stresem (Kto będzie jechał w wózku: dziecko czy zakupy?, Czym pchać koszyk wypełniony ziemniakami i kapustą, skoro niosę młodzież na rękach?, Czy wygodnie karmi się między psią karmą a papierem toaletowym? etc.). Samotne wyjście na całodzienny shopping – to atrakcja na miarę tygodnia na Bali: fajnie, ale max 2 razy w roku 😉

Gdy połączymy to z nielimitowanym dostępem do sieci (patrz: pkt 8), to zupełnie oczywista jest sytuacja, kiedy to kurierzy mijają się w drzwiach…  Jako mieszkanka wsi zazdroszczę możliwości zrobienia zakupów spożywczych z dowozem do domu (takie zamówienia dowożą Tesco, Auchan i kilka innych sieci).

10. WSPARCIE

Bycie rodzicem jest trudną pracą na całe życie. Bycie rodzicem malutkiego dziecka, wymagającego dziecka albo rodzicem kilku dzieci (a czasem matką lub ojcem stworzenia będącego kombinacją wszystkich trzech warunków) jest pracą ultratrudną.

I fajnie jest się wspomagać zdobyczami cywilizacji, pół żartem pół serio polecać termosy do kawy i telefony z wytrzymałą baterią… ale przychodzą takie dni, gdy potrzeba, żeby tę kawę ktoś nam zrobił, a na ten telefon zadzwonił z dobrym słowem. I myślę tu nie tylko o wsparciu instrumentalnym, tym, że ktoś nam posprząta, ugotuje, wyjdzie z młodym na spacer, przyniesie zakupy, ale także, a może przede wszystkim wsparciu emocjonalnym, którego w ogóle wielu mamom w tym wrażliwym okresie brakuje.

Często powtarzam za Searsami, że nikt nie zrozumie rodzica wymagającego dziecka tak, jak inny rodzic wymagającego dziecka. Mam doświadczenie, że warto szukać innych osób w podobnej do naszej sytuacji i korzystać z ich wsparcia. Wspaniale, jeśli można to robić na żywo, ale na szczęście mamy dostęp do mediów społecznościowych i jesteśmy w stanie znaleźć swoją wioskę także online.

Jeśli jesteś rodzicem mniej lub bardziej wymagającego dziecka, szukasz miejsca, gdzie możesz porozmawiać o śnie, karmieniu i marudzeniu i chcesz ze mną tworzyć empatyczną społeczność opierającą się o filary Rodzicielstwa Bliskości, zapraszam Cię do mojej nowej grupy na Facebooku:

Wpis zawiera linki afiliacyjne – jeśli z nich skorzystasz, kupując meble, nie zapłacisz więcej, a właściciel sklepu podzieli się ze mną drobną częścią swojego zysku. Będzie to dla mnie również znak, że ufasz moim rekomendacjom.

  • Kasia Gie

    A myslalam ze tylko ja bylam taka kreatywna z pilka do bujania:) Przez rok to byl nasz 4ty czlonek rodziny, ktory napompowany podrozowal z przodu na siedzeniu pasazera na wyjazdach do rodziny:) Po prostu pilka bywala potrzebna JUZ, NATYCHMIAST i pompowanie jej trwalo zbyt duzo czasu….

  • Gosia Mikowska

    Punkt za punktem w samo sedno…

  • e-milka

    Kurcze, a ja zmyje jedna reka, ale ukroic nie potrafilam. Ale i u nas zmywarka pojawila sie po narodzinach corki, wczesniej uwazalam, ze to zbedny wydatek. Zeby jeszcze dal sie wymyslic jakis gadzet na chodzenie do lazienki. To znaczy ja juz niestety bywalam tam z dzieckiem w nosidelku albo hamaczkiem w charakterze przenosnego lozeczka. Pojscie bez niej do drugiego pomieszczenia konczylo sie krzykiem, przy ktorym zawsze myslalam, ze sasiedzi wezwa policje do “katowanego” malenstwa. Picie i jedzenie nad glowa malej tez przerobilam, picie w ciaglym leku, czy nie wyleje na nia. Jak tak czytam Magdo, to sie dziwie, ze przezylam. 😉

  • Daga

    I czytnik e-bookow oczywiście <3 Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale jak trzymam w ręce smartfona, to moja córka podczas jedzenia się dekoncentruje i wyraźnie mi komunikuje, że sobie nie życzy. Kindle Paperwhite lepiej tolerowala, pewnie dlatego, że nie ma promieniowania. A swoją drogą, pamiętam fragment Tracy Hogg, jak pisała, że karmiąc dziecko powinno się mu udzielić całą uwagę bo inaczej wysyłamy mu sygnał: mam cię w… nosie. Ale rozumiem, jak karmienie trwa 20-40 min, no ale jak trwa od rana do wieczora? Wiec z wyrzutami sumienia, ale jednak czytałam